Profil użytkownika Rianell

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Rianell Pestelli
Rasa: Półelf
Wiek: 46 lat


Aura

Każdy sprawny czytelnik dostrzeże, że emanacja ta rozbudowywała się wiele lat i nadal jest w trakcie kształtowania się. Zdejmując obsydianową płachtę trzeba być gotowym na sporą dawkę cynkowego kurzu. Wywołuje kaszel i drapanie w gardle, ale gdy wzniesiony pył opadnie, odczuć można wyłącznie zachwyt. Kobaltowa konstrukcja wzmocniona jest platynowymi wkładkami oraz zawiasami. Budowla ta jest niebywale twarda i wytrzymała, choć z widocznymi pęknięciami, które zasklepione zostały miedzianą żywicą. Smakuje ona gorzko i delikatnie lepi się między palcami. Ów drobne mankamenty wskazują na bogate doświadczenie, ale także przerywają ciągłość jaką stanowi dobrze zeszlifowana gładź. Lekki powiew niesie ze sobą zapach wiórków dopiero, co rąbanego drewna oraz mokrego drzewa. Chętnie więc oddycha się tutaj pełną piersią, a różnobarwne skrawki materiałów tworzą taśmy przytrzymujące świeżo sklejona kawałki. Ich mdłe barwy gną się z niezwykłą łatwością, ale tylko wtedy, gdy nie są naprężone. Inaczej łatwo zranić się ich ostrą krawędzią czy też nabawić drzazgi w palcu. Ich poruszenie nie wywołuje żadnego dźwięku, jedynie drżą, by po chwili zastygnąć w miejscu.


Wygląd

Półelf już na pierwszy rzut oka, doskonała mieszanka cech obu tych ras, troszeczkę tylko przybrudzona - to najkrótszy i najcelniejszy opis aparycji Rianella. Na dodatek od razu widać, że to mężczyzna, któremu niestraszna jest praca fizyczna. Sylwetkę ma krzepką, ale nie przypomina wojownika ani siłacza - jego mięśnie ukształtowała praca, a nie walka i ćwiczenia, przez co na próżno szukać u niego oszałamiających krzywizn i rozbudowanych bicepsów. Przy trochę ponad sześciu stopach wzrostu może się pochwalić całkiem długimi nogami, charakteryzują go też szerokie barki. Ma twarde, szorstkie dłonie o krótkich i szerokich paznokciach, które wbrew pozorom przez większość czasu są czyste, bo dba o to, by po skończonej brudnej robocie dokładnie je domyć, używając do tego nawet szczotki. Ma relatywnie jasną skórę i zimną cerę, która z pewnością pasowałaby arystokratycznej kobiecie, a na nim - jeszcze przez te niebieskie tatuaże - wygląda trochę chorobliwie. Jak wspomniano jest całkiem domyty, lecz roczochrany i często niedogolony, gdyż jako mieszaniec ma typowy ludzki zarost, który co prawda rośnie wolno, ale nieuchronnie.
W twarzy Rianella pierwszą i najbardziej charakterystyczną cechą są jego tatuaże - kilka biegnących na skos niebieskich pasów wyglądających jak cienie palmowych liści. Zrobiono mu je w niewoli i nie są to jedyne pamiątki po tamtym okresie, bo podobne wzory ma również na barkach i torsie, a na jego karku wytatuowano dłoń w miejscu, w którym łapie się kogoś by się nie wyrywał, jakby był zwykłym zwierzęciem. Tych wzorów jednak prawie nikt nie widuje, bo Rianell rzadko zdejmuje koszulę, nawet przy pracy - by to się wydarzyło, w posiadłości nie może być nikogo obcego a on musi pracować pod chmurką w ciepły dzień. Z jednej strony jest to kwestia kultury, z drugiej zaś niechęci do pokazywania kolejnego ze stygmatów swojego niewolniczego życia - blizn. Pestelli ma na ciele wiele śladów po tym jak był bity - większość to pręgi na plecach, ale ma też pojedyncze znamiona na innych częściach ciała, np. na rękach, twarzy czy torsie.
Wracając jednak do oblicza Pestelliego, jest ono bardziej ludzkie niż elfie. Rysy jego twarzy są wyraźne, kontur raczej kwadratowy, a szczęka szeroka jak u człowieka. Ma duży nos, wąskie usta o kącikach skierowanych ku dołowi, jasnoróżowe i często lekko przesuszone. Jego oczy są głęboko osadzone i mają bardzo ciemną oprawę gęstych, lecz krótkich rzęs, oczodoły zaś wieńczą ciemne brwi o rozmytych konturach i bardzo łagodnie zarysowanych łukach. Tęczówki Rianella są jasnopiwne, ewidentnie odziedziczone po ludzkiej matce, uszy zaś ma po ojcu, bo ich szpiczasty kształt lekko skierowany ku tyłowi jest nie do przeoczenia. Włosy ma gęste i dość długie, dałoby się z tego zrobić krótką kitkę z tyłu głowy, lecz Pestelli raczej zaplata je w pojedyncze warkoczyki gdy bardzo wpadają mu do oczu, a resztę nosi luzem, rozczochraną. Ich kolor można określić jako miodowy brąz.
Ubrania Rianella są przede wszystkim praktyczne, nie nosi liberii, bo jego praca ma zdecydowanie brudny charakter. Nosi obcisłe spodnie, by nogawki mu się nigdzie nie wplątały, lecz przez to również odrobinę podkreśla walory swojej sylwetki. Koszulę zawsze wkłada w spodnie, a gdy akurat pracuje manualnie podwija rękawy do łokci, wtedy też przy pasku miewa różne przyborniki na narzędzia. Jego ubrania mają stonowane kolory, ale nie są monochromatyczne - zdarza mu się przywdziać czerwień, błękit, zieleń, lecz są to z reguły sprane odcienie, bo nie stać go na dobrej jakości materiały o intensywnym zabarwieniu, a ważniejsza jest dla niego zdecydowanie jakość płótna niż walory estetyczne. Wszystko co ma, nosi aż z niego nie spadnie, potrafi zacerować sobie dziurę na kolanie albo oberżnąć podarte rękawy i wtedy takie ubrania wykorzystuje przy brudniejszych pracach, by nie było żal tych porządnych. Jego buty to w większości dobrze dopasowane trepy, w których mógłby przechodzić dziesięciolecia i dojść na kraniec świata. Nie nosi żadnych ozdób, nawet swoje warkoczyki wiąże zwykłym niebarwionym rzemykiem albo pozwala, by trzymały się tylko przez to jak się splątały.
Wyraz twarzy ma z reguły poważny, a w jego ruchach widać pewność siebie i precyzję. Chodzi wyprostowany, a podczas rozmów nie waha się patrzeć rozmówcy w oczy. Głos ma niski, trochę chropawy, jakby często krzyczał, a po akcencie trudno stwierdzić skąd naprawdę pochodzi. Jego śmiech słyszeli nieliczni, za to donośny krzyk nieraz doszedł do uszu nawet samego pana Mandeville’a.


Charakter

O Pestellim większość powie, że “jest w porządku” albo “to dobry mężczyzna”, lecz nikt nie powie tego z tą charakterystyczną nutą sympatii a wręcz często po tych słowach padnie jakieś “ale”. Gdy zapyta się o to co jest z nim nie tak, najczęściej padną przymiotniki takie jak szorstki, oschły a niektórzy powiedzą, że niewychowany, lecz słowa te padną równie bez przekonania jak pierwsza część opisu.
Główną zaletą Pestki jest pracowitość. To mężczyzna, który żadnej pracy się nie boi, za co został już zresztą doceniony. Wstawanie skoro świt i całodzienne wypełnianie obowiązków powierzonych przez państwo Mandeville nie stanowi dla niego przykrej konieczności, chyba wręcz lubi to robić, jakby nie potrafił usiedzieć na miejscu. Zawsze skupiony, jeśli akurat nie ma jakiegoś konkretnego zajęcia, zaraz coś sobie znajdzie albo zacznie planować na zapas. To dobry zarządca, zarówno jeśli chodzi o pracę z ludźmi jak i o dbanie o zasoby: wie czego i ile ma, kto do czego się nadaje. Dba o to, by dobrze rozdzielać prace i nikomu nie wkładać na grzbiet więcej niż jest w stanie udźwignąć. Rozumie, gdy ktoś ma gorszy dzień i potrafi to uszanować, przydzielając coś łatwiejszego do roboty bądź nawet dając dzień wolny. Biada jednak temu, kto bumeluje bądź nie daj boże pije w pracy - dla takich Pestelli nie ma litości, potrafi zwyzywać, szarpnąć za ubranie, nawet delikwenta wyrzucić na zbity pysk. Ma takie prawo, bo pan Mandeville ufa jego osądowi i widzi, że jego zarządca zna się na swojej robocie. Rianell ma tak duże doświadczenie w pracach gospodarczych, że trudno go oszukać - do jego koników z pewnością należy stolarka, ale przez lata służby łapał się wszystkiego, włącznie z pomocą kuchenną by lepiej poznać specyfikę tego fachu. Jako zarządca sprawdza się więc bardzo dobrze i wszystko pod jego komendą chodzi jak w dobrze naoliwionym mechanizmie. Dotrzymuje umów i terminów i uważa, że inni powinni postępować tak samo, jest więc bardzo uczulony na kłamstwo oraz spóźnialstwo.
A jaki jest prywatnie? Niezbyt towarzyski, można by rzec. Mrukliwy, mówi dość niewiele, zwłaszcza na prywatne tematy. Jest bardzo bezpośredni (choć niektórzy twierdzą, że wręcz chamski) i czasami jego komentarze mogą urazić, nawet jeśli nie taki był jego zamiar. Jego sposób bycia przemawia głównie do mężczyzn i do kobiet, które interesują się “złymi chłopcami”. Pestka jednak nie jest zły. To typ który potrafi zatroszczyć się o drugą osobę zupełnie bezinteresownie, obdarzony nawet całkiem rozwiniętą empatią, ale kryjący się za fasadą buca. Lubi być doceniany za dobrze wykonaną pracę, ale nie za to, co robi prywatnie - potrafi nawet wyprzeć się tego, że komukolwiek pomógł albo zrugać taką osobę, by nie robiła scen… Choć często odwraca wtedy wzrok, a w jego głosie słychać pewne subtelne zawahanie świadczące o tym, że temu gburowi jednak zrobiło się miło. Uśmiecha się jednak dość rzadko, a śmieje tylko gdy jest wstawiony, co zdarza się jeszcze rzadziej. Nie, by nie lubił się napić, bo wyjście na piwo jest dla niego jak najbardziej miłym pomysłem na spędzenie wieczoru, ale luksus oddać się takim przyjemnościom zdarza mu się od święta. Jego łatwiejszym w realizacji hobby jest rysowanie i robienie małych przedmiotów z drewna: głównie figurek dla Aureoli, ale czasami też pudełeczek albo ramek czy innych bibelotów.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Niezłomny, Nie do zdarcia,
Zwinność:Bardzo zręczny, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok,
Umysł:Pojętny, B. silna wola,
Prezencja:Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Zadatki na marynarza [Z]Poza długowiecznością, która i tak nie ma co się równać z tą elfią, Rianell niewiele odziedziczył po ojcu, bo choruje jak każda inna osoba i nie potrafi rozmawiać z naturą, ale trochę zalet jednak mu się dostało. Rianell ma doskonałe wyczucie równowagi i mocny żołądek, powiada się, że mógłby zeżreć worek gwoździ i zapić to skisłym mlekiem i nic by mu nie było - jest to jakaś nikła namiastka odporności na trucizny, czyż nie?

Umiejętności

Stolarka [M] Konkretny fach w ręku, a na dodatek wiedza Rianella w tej dziedzinie jest naprawdę szeroka: od drewnianych zabudowań, przez meble aż po małe figurki i szkatułki. Przedmioty wykonane przez Pestelliego są praktyczne i całkiem miłe dla oka, choć sam przyznaje, że rzeźba go nie bawi i wykonywane przez niego zdobienia są raczej skromne.
Zarządzanie [W]
Architektura [P]
Powożenie [O]
Jeździectwo [P]
Pływanie [P]
Czytanie i pisanie [P]
Matematyka [P]
Gotowanie [P]
Etykieta [P] Siłą rzeczy odrobinę się na dworze nauczył i chociaż ukłonić się potrafi należycie
Poliglotyzm [P] Mowa elfów
Rysunek [W] Zarówno rysunek techniczny jak i taki dla przyjemności, choć to rzadko
Targowanie się [O]
Majsterkowanie [O]
Prace gospodarcze [O]
Szycie [P]
Boks [O] Echa burzliwej młodości
Wspinaczka [P] Po linach i rusztowaniach skacze jak kozica
Przetrwanie [P] Wiedza nabyta w trakcie niewoli, której Rianell jeszcze nie zapomniał

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

Panna z dzieckiem - cóż za hańba. Co więcej panna z dzieckiem, która nie miała żadnego stałego adoratora, a rosnąca w jej brzuchu pociecha była owocem krótkiego zapomnienia, jednej chwili beztroski. Rodzice niefrasobliwej panny nie mieli komfortu, by wydać ją w pośpiechu za mąż za pierwszego lepszego kandydata, który zgodziłby się na ten krok ze względu na uczucia, jakimi by ją darzył albo posag, który by wraz z nią otrzymał - ona nie była specjalnie popularna, a jej rodzina niespecjalnie majętna. Ot, rzemieślnicy, jakich wielu w dużych miastach Alaranii - on pracował w warsztacie, ona prowadziła sklep, córka zaś miała wyjść za jakiegoś przeciętnego chłopaka z sąsiedztwa… Lecz taka hańba była nie do pomyślenia. I nic to, że dziewczyna zarzekała się, że jej kochanek był bogaty i dobrze urodzony, wręcz śmiało nazywała go księciem, wymieniając imię i nazwisko jednego z faktycznych następców tronu elfich królestw. Nikt nie uwierzyłby w takie banialuki. Szukając rozwiązania, które umożliwiłoby im wyjście z sytuacji z twarzą, odesłali córkę do jej stryja - w domu rozpowiedziano, że miała tam znaleźć sobie męża, a u stryja przyjęto wersję, że była młodą wdową, dzięki temu wszyscy wkoło byli zadowoleni… A jej nikt o zdanie nie pytał. Urodziła syna, który faktycznie miał wyraźną domieszkę elfiej krwi i chociaż nikt jego matce nie wierzył, ona cały czas mu powtarzała, że jest synem księcia - chłopak może i w to wierzył, lecz co z tego? Gdy był mały, było to jedynie źródło jego rozczarowań, bo liczył, że któregoś dnia pozna ojca i razem z matką pojadą na jakiś piękny dwór, tak się jednak oczywiście nie stało. Gdy był zaś starszy, te słowa były tylko dobrym bajerem działającym na rówieśnice, które dzięki domniemanej domieszce błękitnej krwi patrzyły na zadziornego Rianella znacznie przychylniej podczas zalotów. Nie, by cokolwiek poza jego słowami mogło świadczyć o tym, że faktycznie był potomkiem elfich książąt. Mieszkając w domu stryja zyskał większe możliwości rozwoju, niż u swych prawdziwych dziadków (których zresztą nigdy nie miał okazji poznać). Stryj był dość majętnym człowiekiem zajmującym się handlem - stać go było na zapewnienie dachu nad głową dla bratanicy i jej bękarta, a potem na zapewnienie im jakiejś przyszłości. Wolał jednak dać im kij niż rybę, dlatego matka Rianella znalazła zatrudnienie w jego sklepie, by nauczyć się fachu, a sam Rianell został wysłany do szkoły. Nie była to elitarna placów dla synów arystokracji, lecz dzięki niej chłopak nauczył się czytać, pisać, liznął trochę arytmetyki i mógł myśleć nad swoją przyszłością w znacznie szerszej perspektywie niż szukając wśród najprostszych fachów, jak tragarze czy zamiatacze ulic. Szybko okazało się, że miał sprawne dłonie i smykałkę do rzemiosła. Rzeźbienie figurek w drewnie przychodziło mu bez większego wysiłku, ale jego umysł był zbyt praktyczny, by poszedł w kierunku rzeźbiarstwa - stolarka zdawała się być zajęciem odpowiednim dla niego. Poszedł na termin do człowieka, u którego zaopatrywał się jego stryj. Był dobrym uczniem, bo szybko łapał niuanse swojego fachu, lecz jak to nastolatek miał też swoje za uszami. Rozrabiał, czasami wymykał się do kolegów albo dziewczyn. Nie było to całe szczęście nic groźnego i łatwo było go przywołać do porządku, wszystko wskazywało więc, że wyrośnie na ludzi.
Wszystko skomplikowało się dopiero w chwili, gdy jego matka zapragnęła pojednać się ze swoimi rodzicami. Rianell nie chciał z nią jechać, opierał się - dom stryja był jego domem, miał w tym mieście znajomych, przyjaciół, miał nawet dziewczynę, z którą planowali wspólną przyszłość, choć oczywiście były to marzenia nastolatków, które może po kilku miesiącach przerodziłyby się w obojętność… Matka była jednak równie nieustępliwa co on, wyniszczający impas trwał miesiącami. Z jakiegoś powodu ona nie chciała ruszyć się z miejsca bez Rianella, twierdząc, że musi poznać swoich dziadków. Jemu na tym nie zależało, cóż się dziwić, byli to dla niego ludzie zupełnie obcy, co więcej, obcy, którzy kiedyś skrzywdzili jego rodzinę - bo czyż nie wyrzucili jego matki z domu? Do nastoletniego łba Rianella przemówił dopiero stryj, precyzyjnie dobierając argumenty, jak i czas i miejsce rozmowy. Na osobności wyłuszczył mu, że nie ma sensu się spierać z matką: niech z nią pojedzie, za kilka tygodni wróci, bo przecież to tylko odwiedziny, a na dodatek stryj będzie spokojnieszy, gdy syn pojedzie z matką, bo będzie mógł jej pilnować i strzec. To ostatnie miło połechtało dumę Rianella i zwróciło jego uwagę na fakt, że faktycznie, matka będzie bezpieczniejsza, jeśli pojadą razem. W końcu więc dał się przekonać do tej podróży. Była to najgorsza decyzja w jego życiu.
Do dziadków nigdy nie dotarli, a do domu stryja również nie wrócili. Napadnięto ich po drodze. Samotna kobieta z nastoletnim chłopakiem - to żadni przeciwnicy dla bandy uzbrojonych mężczyzn. Pojmano ich z gościńca bez żadnego wysiłku. Rianell próbował walczyć… Ale co z tego? Został pobity i ogłuszony tak skutecznie, że przez moment wątpiono nawet czy się obudzi. A gdy w końcu się ocknął, miał już obrożę na szyi i pęta na kończynach. Gdzieś daleko od siebie słyszał lamenty własnej matki, jej płacz i zawodzenie. Nie mógł jej jednak pomóc, nie mógł nawet utrzymać w górze powiek. Znowu zapadł się w ciemność, a gdy po raz wtóry odzyskał przytomność, nie słyszał już głosu matki. Nigdy nie dowiedział się, co się stało - uciekła, zostawili ją gdzieś, zabili… To do końca życia może pozostać dla niego zagadką.
Jego nowi panowie byli wędrownym plemieniem mówiącym w języku, którego nie znał. Dali mu tylko tyle czasu, by doszedł z grubsza do siebie i ledwo był w stanie ustać na nogach, zagoniono go do roboty. Wykonywał najbrudniejsze, najbardziej uwłaczające prace, a jego opór był łamany biciem, odmawianiem mu odpoczynku, jedzenia czy wody. Duch był jednak w nim silny i nie chciał im się poddać. Cierpliwie planował ucieczkę, czekał na odpowiednią chwilę. I w końcu mu się udało…
Wolnością cieszył się dwa dni. Tyle zajęło jego właścicielom dogonienie go i zawleczenie z powrotem do obozu… Następne dni zaś jasno dały mu do zrozumienia, że drugiej szansy nie będzie. Z wprawą skatowali go tak, by na pewno nie umarł, ale czuł jak najgorszy ból. Wtedy też został naznaczony - niebieskie pręgi na jego twarzy i barkach nie pozwoliłyby mu skryć się w żadnym społeczeństwie, wszędzie byłby odnaleziony. A znak dłoni na karku, jakby ktoś go nieustannie trzymał za grzbiet, do końca życia miał świadczyć o tym, że nie należał już do samego siebie. Musiał robić co mu kazano, żyć z dnia na dzień w nadziei, że jeszcze kiedyś jego los się odwróci. Nie złamano go jednak do końca, gdzieś na dnie duszy nadal tliła się w nim dusza buntownika, która kazała mu od czasu do czasu pokazać rogi. Każdorazowo kończyło się to dla niego biciem i ranami, ale wylizywał się i żył dalej, uprzykrzając przy tym życie swoim oprawcom.
Może żyłby tak do tej pory albo w międzyczasie zatłuczonoby go na śmierć, los jednak krzywo się do niego uśmiechnął. Nastał czas głodu. Kilka złych decyzji doprowadziło do sytuacji, w której jego właścicielom brakowało pieniędzy i pożywienia. Rianell miał szczęście, że ktoś przytomny zdecydował się go sprzedać, a nie zabić. Sam już od dawna był niedożywiony, niewielki był z niego pożytek i wręcz obawiał się, że nikt go nie zechce odkupić, wtedy na pewno nie wróci do obozu… Ale kupiec, przed którym go postawiono, był sprytniejszy i bardziej przenikliwy niż ci, którzy byli właścicielami Rianella. Mówił we wspólnym, w języku, którego młody mieszaniec nie słyszał już od wielu lat. Bez wysiłku wyciągnął z Pestelliego co ten potrafi i jakie są jego zalety, a gdy posiadł tę wiedzę, zdecydował się na zakup. Ponoć cena była przyzwoita dla obu stron…
Tu po raz kolejny szczęście okazało się nie dopisywać Rianellowi - nikt go nie chciał kupić. Ludziom nie podobał się niewolnik tak wyraźnie naznaczony przez poprzednich właścicieli, a jego umiejętności nie były na tyle wybitne, by przymknąć na to oko. Pestelli widział już siebie przykutego do ławki na jednej z galer, lecz nim zupełnie stracił nadzieję, znalazł się ktoś, kto go kupił. Targował się ostro, miał kupieckie zacięcie i wyraźnie zależało mu tym konkretnym niewolniku, lecz nie dał się przez to wykorzystać. Dobito targu, a Rianell po raz pierwszy usłyszał nazwisko swoich nowych właścicieli: Mandeville. Nie wiedział kto to, nie wiedział czego mogliby od niego chcieć. Nieufny jak to wszyscy niewolnicy w nowym domu, nikomu nie wierzył i nie chciał rozmawiać, jeśli nikt nie kazał mu mówić. Wieść o tym, że już nie był zniewolony, przyjął jak bardzo złośliwy żart, a każdy przejaw dobroci wydawał mu się pułapką. Nie uwierzył w zapewnienia, że bransolety to jedynie część uniformu służby, bo ich kształt był oczywisty - kajdany. Odmawiał założenia ich, bo i tak był już dość napiętnowany. Zwrócono zresztą zaraz na to uwagę - na jego niedożywienie, na blizny, na jeszcze nie wyleczone rany, oczywiście też na tatuaże, które miały pozostać na jego skórze do końca życia. Próbowano okazać mu troskę, przed którą on się wzbraniał jak jakieś dzikie i nieufne zwierzę. Pracował jednak należycie, bo powierzono mu zadanie, na którym się znał - remonty, naprawy, stolarka. Do tego był w tamtym czasie potrzebny, gdyż dom Mandeville’ów spotkało olbrzymie szczęście - młody panicz się ożenił. Co więcej już spodziewał się dziecka, należało więc przygotować dom do przyjęcia nowych członków rodziny i był to też impuls, by zatrudnić kilka dodatkowych osób, w tym Pestelliego.
Dopiero po kilku tygodniach Rianell jako tako uspokoił się i przekonał, że nic złego z ręki nowych panów go nie spotka. Chyba dopiero wtedy uświadomił sobie, że w domu, w którym mieszka anielica, nie może stać mu się krzywda… Ale to nie oznaczało końca kłopotów. Pestelli nie był już tak otwarty i zadziorny jak przed laty, w domu stryja. Wolał trzymać się na uboczu i robić tylko to, co do niego należało. Pracował za dwóch, znajdując w powierzonych mu zajęciach azyl. W otwarciu go na innych o dziwno największy udział mieli państwo domu. Pani Aurora, jak to anielica, miała w sobie nieskończone pokłady ciepła i dobra, które oczywiście były ukierunkowane głównie na jej najbliższych, a nie na jakiegoś pośledniego stolarza, lecz ten uśmiech, który mu czasami posyłała gdy z nim rozmawiała, w bardzo osobliwy sposób rozgrzewał jego serce. Nie było tu oczywiście mowy o miłości ani tym bardziej zakazanym romansie, lecz dzięki niej Pestelli zaczął znowu dostrzegać, że nie był na tym świecie sam i inni mogli naprawdę dostrzegać w nim człowieka, a nie niewolnika. Miała wielki dar przekonywania. Z jej mężem zaś Rianell złapał nić porozumienia w kwestii wykonywanych obowiązków: pan Mandeville cenił sobie doświadczenie służącego i był skory do przyjmowania jego poprawek czy sugestii. Swego rodzaju próbą dla Pestelliego było wyjście z propozycją stworzenia małej zabudowy ogrodowej: altany, ławek, chuśtawki dla panienki Aureoli. Niby nic wielkiego, lecz dla niego oznaczało to podniesienie głowy, wzięcie spraw w swoje ręce i stanie się na powrót panem swojego losu, bo w końcu realizował coś, co wymyślił sam, a nie tylko to, co mu rozkazano. Prace poszły zresztą bardzo dobrze, widać było, że Rianell odnajdywał się w tego typu zajęciach i potrafił nawet rozdzielać obowiązki innym zgodnie z ich możliwościami i zapotrzebowaniem. Później poszło już z górki. Pestelli wracał do życia i może nigdy już nie był taki jak przed niewolą, ale wyraźnie mu się polepszyło. Szybko stał się jednym z głównym zarządców posiadłości, odpowiedzialnym za utrzymanie domu w dobrym stanie. Służba w końcu miała okazję się do niego przekonać a nawet go polubić, a z państwem (a w szczególności panem domu) Rianell nawiązał wręcz przyjacielskie stosunki, choć nigdy nie pozwolił sobie na spoufalanie się - to była kwestia szacunku i zaufania.

Dane gracza: Rianell

Nazwa użytkownika:
Rianell
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Sadik,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Śr kwi 11, 2018 10:05 pm
Ostatnia wizyta:
Pn cze 04, 2018 12:05 am
Liczba postów:
4 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.05 posty dziennie)
Ostatni post:
[Posiadłość rodziny Mandeville] Symfonia Wolności
Pn cze 04, 2018 12:05 am
Najaktywniejszy w dziale:
Efne
(Posty: 4 / 100.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Posiadłość rodziny Mandeville] Symfonia Wolności
(Posty: 4 / 100.00% postów użytkownika)
cron