Profil użytkownika Llewallyn

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Llewallyn Lóhere - woli, gdy nazywa się go Llewyn
Rasa: Panterołak - odmiana śnieżna
Wiek: 63 lata, wygląda na 30


Aura

Nie najmłodsza już i lekko wytarta, dominująca tutaj cyna błyska wyraźnie, splatając się ze wstęgowymi, soczystymi łanami barachitu. Sama aura wydaje się być umiarkowanie ostrożna, ale nie wroga, wręcz przeciwnie. Szafir, który lśni pogodnie odbijając się w gładkim metalu dodaje jej łagodnego posmaku i nieco otwartości. Panuje tutaj zupełny bezdźwięk, ale niby w zamian, otoczenie wypełnia intensywny zapach mokrej ziemi poruszonej krokami wędrowca oraz czegoś jeszcze. Po chwili w drugiej gorzkawej nucie rozpoznasz woń mokrej panterzej sierści. Jako ostatni smaczek pojawi się odrobina kwaskowości, którą ledwo da się rozpoznać. Szybko jednak zastąpi ją wyraźna lepkość, zupełnie jakby chciała ona ją zakryć. Gdy spróbujesz dotknąć ciekawych wzorów cały czas powoli pływających przed twoimi oczami, wyczujesz ostre brzegi i ich dość twardy opór. To jednak co na koniec najbardziej przyciągnie twoją uwagę, to będzie niespotykana wręcz giętkość, kończąca prezencję tej aury.


Wygląd

Postać ludzka: Llewallyn to mężczyzna o średnim wzroście i szczupłej sylwetce. Ma niezwykle bladą, wręcz białą, skórę.
Posiada długie, proste, gęste i białe włosy. Jego twarz jest podłużna, policzki chude, a kości policzkowe wydatne. Ma dość duże, bladoniebieskie oczy i białe rzęsy. Jego brwi są białe, a łuk brwiowy znajduje się dość wysoko, przez co wygląda, jakby był zmęczony. Ma dość wąski, prosty nos. Jego usta są lekko sine, a szeroką brodę zdobi jasny zarost. Jego podbródek jest głęboki i nieco wysunięty.
Dłonie panterołaka są średniej wielkości. Ma wystające kłykcie, całkiem długie palce i długie płytki paznokci.
Na czubku jego głowy znajdują się kocie uszy koloru białego w czarne cętki, zazwyczaj zasłonięte włosami. Ma długi, gruby i puszysty ogon o barwie białej w czarne cętki. Od szyi do ogona, na końcu jego kręgosłupa, rośnie srebrna, długa grzywa.

Postać zwierzęca: W formie dużego kota jest niemal taki sam, jak zwykła pantera śnieżna. Jedynym, co go wyróżnia, to większy rozmiar.

Ani w jego sposobie poruszania się, ani w mowie nie ma dumy, ani pewności siebie. Chodzi zazwyczaj dość wolno, co pozwala mu na spokojne kontemplacje. Jeżeli trzeba się pośpieszyć, to może być niewiarygodnie szybki, wtedy ma przeważnie tułów nachylony do przodu. Jego głos jest barytonowy i lekko ochrypły. Potrafi naśladować niektóre akcenty.

Używa wyłącznie takich ubrań, które nie krępują jego ruchów. Przeważnie nosi ciemnobrązową, wyświechtaną, luźną kamizelkę, która zapina się na pięć szarych guzików. Od wewnętrznej strony znajduje się niewielka kieszeń na trochę grosza. Pod nią znajduje się ciemnoszara, lekko zabrudzona koszula. Przeważnie zakłada długie, czarne spodnie, na które nachodzą wysokie buty ze skóry. Na jego plecach niemal zawsze umieszczony jest kołczan ze strzałami i łuk refleksyjny.


Charakter

Llewallyn nie interesuje się czymś takim jak prawo. Nie jest przestępcą, ale nie jest też szczególnie szanowanym członkiem społeczeństwa. Woli nie ingerować w politykę, a jedynie żyć po swojemu.
Mimo swej burzliwej przeszłości zadecydował, że nie będzie nienawidził ludzi, czy gardził nimi. Nie będzie im też pomagał ot tak. Wie, że nie wszyscy ponoszą odpowiedzialność za to, co zrobiła jedna grupa. Od kiedy odwiedził swoje pierwsze, większe miasto, zauważył, że tam ludzie nie są źle nastawieni do istot jego pokroju.
Lubi przebywać w obecności innych osób, choć samotność też mu nie przeszkadza. Zależy to od nastroju, choć jest raczej towarzyską osobą. Spotkania ze znajomymi (lub nieznajomymi) często kończą się kacem. Szkoda, że tylko dla niego (ehh, ta słaba głowa).
Jest samodzielny, a przetrwanie w trudnych warunkach nie stanowi dla niego problemu.
Wie, jak zachować się w danej sytuacji.

Llewallynowi trudno jest się na czymkolwiek skupić. W każdej wolnej chwili, czy to idąc przez miasto, czy siedząc w oberży, lubi sobie podumać. Nie zawsze kontroluje to, co robi w danej chwili. Potrafi "wyłączyć się" rozmawiając z kimś. Prawie za każdym takim razem, myśli o czymś innym. Wtedy zastyga w bezruchu, a jego wzrok tkwi na dowolnej rzeczy (bądź osobie). Przeważnie trwa to zaledwie chwilkę.

Często kieruje się rozsądkiem. Stara się być precyzyjny. Nie cierpi popełniać błędów, dlatego wpierw myśli, a potem działa. Gdy jednak jest powód, aby użyć instynktu, Llewallyn się nie waha.

Lubi podróżować. Panicznie boi się pająków, nie zbliży się do takich nawet na odległość siedmiu łokci. Jego jedynymi środkami obronnymi przed nimi są kamienie i długie patyki. Ma lekkiego fioła na punkcie Fellarian, a raczej ich skrzydeł. Uważa, że są piękne i majestatyczne, kojarzą mu się z wolnością. Lubi dźwięk, jaki wydaje lutnia, podoba mu się jej wytworność i delikatność. Jego ulubiony napój alkoholowy, to krasnoludzkie wino.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Raczej wytrwały, Wytrzymały,
Zwinność:Niezwykle zręczny, Bardzo szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Czuły słuch, Wyostrzony węch, Przytępiony smak, Przytępione czucie, Pozbawiony zm.mag.,
Umysł:Ineligentny, Silna wola,
Prezencja:Ładny, Nieokrzesany, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Przemiana w śnieżną panterę [D]Llewallyn jest panterołakiem, co pozwala mu przemienić się w wielkiego, białego kota. Potrafi to zrobić dosyć szybko w każdej chwili.
Widzenie w ciemnościach [Z]Zarówno w ludzkiej postaci, jak i po przemianie ma niezwykle wyostrzony wzrok, który pozwala mu doskonale widzieć nawet lekkim świetle księżyca. W kociej formie jest w stanie widzieć o wiele dalej i lepiej.
Euforia (podczas nowiu) [Z]Przez swoją krew panterołaka, podczas nowiu, Llewallyn doznaje niesamowitego przypływu energii.
Kocie aspekty [Z]Panterołak nie jest w stanie całkowicie ukryć swojej zwierzęcej natury, która jest związana z jego duszą. Jego ludzka forma ma kocie cechy w postaci małych, futrzastych uszu na czubku głowy oraz długiego, grubego ogona. Zwierzęce cechy nie kończą się jednak na wyglądzie zewnętrznym — ma także podobny system nerwowy, co sprawia, że wydaje z siebie ciche mruczenie, gdy jest szczęśliwy i smutny.
Słaba głowa [W]Llewallyn szybciej niż zwykli ludzie przyswaja alkohol. Wystarczy niewielka ilość, aby stał się kompletnie pijany.

Umiejętności

Łucznictwo [M] Llewallyn jest w stanie zestrzelić biegnącego kozła z odległości osiemdziesięciu łokci. Jako doświadczony łowca polujący w lasach, nie przekracza jednak zasięgiem czterdziestu łokci. Używa łuków refleksyjnych o wadze naciągu do czterdziestu funtów.
Tropienie [W] Dzięki kocim instynktom, jak i wrodzonej spostrzegawczości, tropienie nie sprawia mu większych problemów (przynajmniej pospolitej zwierzyny).
Polowanie [M] Do jego zawodu, ta umiejętność jest niezwykle ważna. Gdy się już wytropi zwierzynę, trzeba polegać na wewnętrznym instynkcie i odruchach. Jednocześnie należy pozostawać skupionym i ostrożnym. Llewallyn potrafi to wykorzystać.
Skradanie się [W] Trudno jest podejść do swojej zwierzyny, kiedy wdepniesz na gałązkę bądź zaszeleścisz liśćmi. Większość ludzi nie ma do tego drygu, jednak Llewallyn jest panterołakiem. W swej kociej postaci może się zbliżyć do zwierza nawet na trzydzieści stóp. Będąc człowiekiem nie jest już tak prosto, ale hej! Od czego ma się łuk?
Wspinaczka [O] Chodzenie po drzewach nie sprawia trudności zwierzęciu o takiej zręczności i równowadze jak kot. Nie sprawia też panterołakowi. Wchodzenie na drzewa czy dachy nie wymaga od Llewallyna wysiłku. Nie jest to jednak jego hobby, nie zamierza się pchać na pionową ścianę.
Zastawianie pułapek [O] Zręczni myśliwi przewidują, obserwują i zastawiają wszelkiego rodzaju pułapki. Umiejętność ich rozstawiania jest niezwykle przydatna i Llewallyn się o tym przekonał.
Czułe punkty [P] Llewallyn podpatrzył kiedyś, jak medyk rysował dokładną anatomię człowieka oraz jego czułe punkty. Na szczęście, da się to wykorzystać w walce.
Bestiologia [P] Ogranicza się jedynie do podstawowej wiedzy o miejscowej faunie.
Przetrwanie [W] Panterołak w kociej formie potrafi przetrwać w bardzo ciężkich warunkach. Bez problemu zdobywa pokarm, legowisko (najlepiej jakąś jaskinię) oraz doskonale orientuje się w terenie.
Spostrzegawczość [W] Po dłuższym czasie obserwowania ludzi, można nauczyć się o nich naprawdę wiele — przede wszystkim poprzez ich mowę ciała. Llewallynowi udaje się odczytać ich prawdziwe intencje, zachowanie a czasami nawet myśli.
Geografia [O] Panterołak dzięki swojej zwierzęcej części posiada doskonałą orientację w terenie. Niestety, czytanie map nie przychodzi mu równie łatwo.
Czytanie i pisanie [O] Zarówno z czytaniem, jak i z pisaniem radzi sobie naprawdę dobrze. Jego pismo jest małe, ale całkiem proste do odczytania.
Meteorologia [O] Dzięki wyostrzonym zmysłom, Llewallyn potrafi przewidzieć pogodę na kilka następnych dni, jednak nie zawsze wszystko odczytuje prawidłowo.
Uniki [W] Dzięki mistrzowskiej zręczności i szybkości, panterołak potrafi unikać niemal każdego ciosu.
Gimnastyka [W] Kocie cechy pozwalają mu na kocie ruchy. Ma znacznie bardziej elastyczny kręgosłup niż ludzie, co pozwala mu na wykonywanie nieosiągalnych dla człowieka ruchów i póz. Może też spadać na cztery łapy.
Rysunek [O] Proste szkice nie sprawiają mu problemu, jednak te bardziej szczegółowe nie wychodzą mu dobrze. Nie można go nazwać specjalnie utalentowanym, jednak dla niego to ciekawe zajęcie.
Gra na instrumencie [lutnia] [O] Panterołakowi od razu przypadł do gustu dźwięk wydobywający się z tego dziwnego instrumentu. Nauka nie była łatwa, a jego samego z pewnością nie można nazwać mistrzem, jednak gra wystarczająco dobrze, aby usiąść przy ognisku i oczarować swych kompanów.
Targowanie się [W] Żeby zarobić, trzeba się umieć targować. W jego zawodzie jest to przydatna umiejętność, którą opanował niezwykle dobrze.

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Łuk Łowcy [ZAK]Łuk średniej wielkości, początkowo przeznaczone do polowań. Zaklęcie sprawia, że do jego użycia niepotrzebna jest duża siła. Zasięg sięga do stu łokci. Łęczysko zrobione z jasnego, elastycznego drewna. Jedwabna cięciwa.

Towarzysz


Historia

Dawno temu, koło mroźnych gór Alarnii, żyła para kupców. Handlowali futrami, skórami oraz mięsem miejscowych zwierząt. Po ich starej, podniszczonej chacie można, było odgadnąć, że nie mieli grosza przy duszy.
Interes się nie kręcił, bo miejscowych było mało, a każdy, kto tamtędy przejeżdżał, mówił, że już nigdy nie wróci. Prawda to była, bo takich już nie widziano. Mieli jednak rację — z jakiego powodu ktokolwiek miałby tam wracać? A co dopiero mieszkać. Mróz przeszywał na wskroś, a z nieba ciągle padał śnieg. Mieszkający tam ludzie nie mieli ochoty słuchać tych "bzdur". Ciągle się wymigiwali, mówiąc, że zwierzęce futra są wystarczające, że zimne dania są smaczniejsze, a gospoda przecież była. Nie była wielka, nie miała wiele do zaoferowania, ale była. W tamtejszych rejonach, ogień można było zobaczyć jedynie w gospodzie. Mieszkańcy ustalili między sobą, że drewno na opał przeznaczone będzie do wykorzystywania jedynie w tym budynku. Zrobili tak, gdyż zapasy się kończyły, a za drzewami, po każdorazowej ścince, trzeba było chodzić coraz dalej. Codziennie, prawie każdy człowiek, przychodził się tam rozgrzać. Obcy nie wiedzieli, dlaczego tamtejsi ludzie nie zrezygnowali z tego mroźnego pustkowia na rzecz lepszych warunków. Uważali ich za upartych durniów, którzy lubią szkodzić samym sobie. Miejscowi mieli pewien powód, aby tam żyć. Ważny, według nich, powód. Byli potomkami ludzi, którzy tam żyli. Ludzi nieustępliwych i hardych, mężnych i szlachetnych. Byli spadkobiercami tamtejszych ziem i dziedzicami starych tytułów. Niewielu ludzi pamięta, jakie to były tytuły, ani, że jakiekolwiek były. Miejscowi byli dumni, a niektórzy nigdy nie zapomnieli. Nie zapomnieli o swych przodkach. O tym, że byli jednymi z pierwszych... panterołaków.
Oczywiście nie wszyscy o tym wiedzieli. Inni myśleli, że ich przodkami byli wysoko postawieni szlachcice. Tak brzmiała prawda. Poniekąd.
Takim też miejscowym — ubogim kupcom — urodziło się dziecko. Jakże wielkie było ich zdumienie, gdy zobaczyli, że niemowlę posiadało białe, kocie uszy i puszysty ogonek tego samego koloru. Oprócz tych dziwnych cech, jego skóra przybrała blady odcień, a oczka były bladoniebieskie. Zarówno mężczyzna, jak i kobieta, byli dość nieprzyjaznymi ludźmi, choć to pewnie za mało powiedziane. Wściekli się, a jednocześnie popadli w ogromny smutek. Uważali to dziecko za skazę, za przekleństwo. Postanowili się go pozbyć. Początkowo chcieli zabić niemowlę, ale po chwili zastanowienia postanowili je sprzedać. Tak też zrobili. Udało im się go sprzedać, ku swemu zdziwieniu, za dobrą cenę, bo aż za trzydzieści pięć ruenów. Natomiast "zakupu" dokonał tutejszy myśliwy.
Miał na imię Bastian Lóhere. Był on uprzejmym, powszechnie szanowanym członkiem ich małej społeczności. To właśnie on dowodził na wyprawach oraz prawie zawsze uczestniczył w ścinkach. Często jego pomoc bywała nieoceniona. Kiedy prowincję odwiedzały zbłąkane drapieżniki, był pierwszym, którego strzały położyły zwierzęta na ziemię. Czasami jednak zdawałoby się, jakoby różnił się od reszty. Rzadko zaglądał do karczmy, nie odwiedzał sąsiadów, nawet jego domek stał dalej niż inne.
Gdy wrócił do domu, owinął dziecko w grube, kocie futro.

Bastian wiedział kim, a raczej czym, było to dziecko. Było panterołakiem, zupełnie jak on. Każdego dnia opiekował się chłopczykiem, obserwował jego pierwsze przemiany i pomagał mu. Z roku na rok, pałał do niego coraz większą troską. Kochał go i traktował jak własnego syna. Nie zamierzał jednak niczego ukrywać. Powiedział mu o tym, że został adoptowany, a wtedy stało się coś zaskakującego. Chłopiec przytulił mężczyznę i zaczął się śmiać z radości. Powiedział mu, że kocha go jeszcze bardziej za to, że nie chcieli go jego właśni rodzice, a zupełnie obcy człowiek dał mu miłość i wspaniałe życie. Bastian, pomimo wielkiego zaskoczenia, uronił kilka łez szczęścia i przytulił do swego syna.
Łowca nauczył Llewallyna wszystkiego, co potrafił — od darów panterołactwa po jego własne zdolności. Chłopiec szybko przyswoił sobie umiejętności strzelania z łuku, polowania, tropienia i wreszcie samego przetrwania. Był niezwykle zdeterminowany, aby zostać tak dobry, jak swój ojciec. Będąc panterą, Bastian pokazał mu, jak zakamuflować się w ośnieżonej połaci, w jaki sposób podkraść się do nieświadomego kozła oraz, jak przewidywać pogodę.
Dla takiego fachu, targowanie się jest ważną częścią szkolenia. Aby je kontynuować, Bastian i Llewallyn wybrali się do garbarza. Wzięli ze sobą cztery białe króliki. Llewallyn założył duży, szary kapelusz, żeby zamaskować swoje uszy. Stojąc u drzwi, usłyszeli rozmowę wewnątrz chaty. To byli kupcy. Prawdopodobnie ustalali właśnie cenę. Łowca i jego uczeń nie zamierzali jednak czekać. Otworzywszy drzwi, przyciągneli spojrzenia tych kilku osób. Kobieta od razu rozpoznała w chłopaku swojego dawno porzuconego syna. Wciąż bała się go, a jednocześnie nienawidziła, za jego odmienność. Uważała go za potwora, i tak właśnie krzyknęła. Jej mąż wlepił swój nienawistny wzrok w tego "pół-człowieka". Garbarz widocznie przestraszony nagłym, panicznym jękiem żony kupca, zapytał, co się stało. W tym czasie kupiec podszedł do dziecka i wyciągnął rękę, aby zdjąć mu kapelusz. Myśliwy zareagował na ten ruch i szybko zacisnął swoją dłoń na jego nadgarstku. Tamten natomiast, spojrzał mu prosto w oczy, a jego wzrok mówił "pożałujesz tego". Kupiec wraz z żoną wyszli w pośpiechu. Młody Llewallyn wypuścił nagle powietrze z ust. Bastian przykucnął obok niego i pogłaskał go po głowie. Nie mieli ochoty zostawać tu dłużej, więc gdy tylko załatwili sprawy z królikami, wrócili chatki.
Kilka miesięcy później, młody Lóhere, wracając z polowania, natknął się na ludzki zapach. Był on niezwykle intensywny, nie rozpoznał w nim jednak tego kupców, co pozwoliło mu się nieco rozluźnić. Mimo wszystko był bardzo zaskoczony, jego ojciec nigdy nikogo nie zapraszał. Podkradł się pod drzwi i zaczął nasłuchiwać. Usłyszał głosy należące do jego ojca i garbarza. Bastian przypominał scenę u garbarza sprzed kilku miesięcy. Drugi mężczyzna, prawie szeptem, powiedział, że wykryli łowcę i planują go pogrzebać wraz z jego synem. W tej chwili chłopiec oddalił się cichutko. Postanowił nie przeszkadzać im i na razie zapomnieć o tym, co usłyszał. "Zostaw to ojcu,"- powtarzał sobie -"przecież on wszystko wie."
Llewallyn spał przez dłuższy czas i nim się zorientował, zaspał. Na niebie słońce było już wysoko, a śnieg padający od dawna, teraz przestał. Wstał i zorientował się, że nie ma jego ojca. Podszedł do stołu, na którym leżała kartka. Wyczytał z niej, że pod dom któregoś z mieszkańców wioski podszedł niedźwiedź, po czym łowca wziął swój ulubiony łuk i pobiegł go upolować. Młody panterołak czytając kartkę, poczuł silną woń spalenizny, usłyszał skwierczenie, a potem dym. Nagle wszystko stanęło w płomieniach. Przerażony chłopiec zaczął szukać drogi ucieczki. Zmienił się w panterę i wyskoczył przez okno. Zaczął się tarzać w śniegu, aby ugasić ogień na sierści, a potem jak najszybciej pobiegł za tatą.
To, co wtedy zobaczył, całkowicie go złamało. Tłum ludzi, złożony z około dwudziestu osób, obserwował, wiwatując, jak myśliwy, został przywiązany do słupa, a następnie podpalony. Llewallynowi uszy pękały od krzyków jego ojca. W jednej chwili, zaryczał głośniej niż kiedykolwiek, a z jego klatki piersiowej wydobyło się ciche mruczenie. Lud po usłyszeniu tak przeraźliwego odgłosu, osłupiał z przerażenia. Chłopiec podbiegł prędko do ojca, jednak było już za późno. Kolejny raz zaryczał, a potem dostrzegł wśród tłumu kupca i jego żonę. Tych samych, na których wpadli u garbarza i tych samych, którzy byli jego rodzicami. Nigdy nie miało to dla niego znaczenia, a szczególnie teraz. Podszedł do obu i pojedynczo rozszarpał każdego swymi pazurami. Jedynym, czego żałował, było to, że nie zdążył zadać im bardziej bolesnej śmierci, w końcu, uważali go za potwora. Zebrani ludzie, obserwujący całe zajście, wpadli w panikę i rozpierzchli się do swych domów. Został jedynie Garbarz. Llewallyn spojrzał na niego nieufnym wzrokiem i zawarczał. Skąd miałby wiedzieć, czy to nie on dopuścił do tego, że łowca stał się zwierzyną? Skąd miałby wiedzieć, że go nie wydał? Garbarz jednak nic nie powiedział. Wyciągnął zza pleców ulubiony łuk łowcy, którego myśliwy wziął, aby zapolować na rzekomego niedźwiedzia. Llewallyn spojrzał na broń i pogrążył się w myślach, przy czym mruczał ze smutku. Obwiniał się o jego śmierć -"Czemu postanowiłem o tym zapomnieć? Czemu tam nie wszedłem? Czemu zaspałem?". Garbarz powiedział, że myśliwy był jego przyjacielem. Powiedział Llewallynowi, aby się nie obwiniał, że tego chciałby jego ojciec. Na te słowa, panterołak kiwnął głową. Ostatni raz zerknął na szczątki swego ojca, a potem wziął łuk w pysk i pobiegł przed siebie.

Minęło pięćdziesiąt długich lat. Od tamtej pory, Llewallyn wędrował po świecie, szukając miejsca, które mógłby zagrzać. Kiedyś Bard w Fargoth nauczył go grać na lutni. Innym razem podpatrzył, jak pewien medyk szkicuje ludzką sylwetkę, co wydało mu się ciekawe. Odwiedzał wiele krain i miast, a także widywał mnóstwo stworzeń. Jedne były podobne do niego, inne wyglądały... cóż, zupełnie inaczej. Najbardziej polubił Fellarian. Ich wielkie, majestatyczne skrzydła pozwalały wznieść im się naprawdę wysoko, kojarzyło mu się to z wolnością i swobodą.
Zamieszkał w Rapsodii, jest tamtejszym myśliwym. Lasy obok Szczytów Fellarionu uważa za piękny widok.
Pewnego razu, po udanym polowaniu, poszedł do karczmy. Zagadnął właściciela i — jak zwykle — zamówił butelkę dobrego, krasnoludzkiego wina. Robił tak, po każdym świetnym polowaniu. Wręczył mu srebrnego orła, za którego otrzymał swój przysmak. Zanim zaczął otwierać, podsłuchał rozmowę dwóch leśnych elfów. Oboje byli mężczyznami o dość niskich wzrostach i szczupłych sylwetkach. Jeden opowiadał drugiemu o skarbie, znajdującym się w Ruinach Nemerii...

Dane gracza: Llewallyn

Nazwa użytkownika:
Llewallyn
Ranga:
Błądzący na granicy światów
Inne Postacie:
Latro, Miriam,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Pt kwi 06, 2018 12:37 am
Ostatnia wizyta:
Cz kwi 26, 2018 8:57 pm
Liczba postów:
13 | Znajdź posty użytkownika
(0.02% wszystkich postów / 0.08 posty dziennie)
Ostatni post:
[Las otaczający Ruiny] Na co trupom kosztowności?
Śr wrz 19, 2018 11:28 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Ruiny Nemerii
(Posty: 10 / 76.92% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Las otaczający Ruiny] Na co trupom kosztowności?
(Posty: 10 / 76.92% postów użytkownika)
cron