Profil użytkownika Sargeras

Avatar użytkownika
[Ta karta nie została jeszcze zaakceptowana]

Ogólne

Potęga:
Imię: Sargeras zwany Bohaterem
Rasa: Smok
Wiek: Około 1900 lat


Aura



Wygląd



Charakter

Atrybuty

Krzepa:Silny, Niezłomny, Nie do zdarcia,
Zwinność:Niezbyt zręczny, Powolny, Niedokładny,
Percepcja:Dobry wzrok, Dobry słuch, Wyostrzony węch, Wyostrzony smak, Wyostrzone czucie, Wyostrzony zm.mag,
Umysł:B. silna wola,
Prezencja:Godny, Przekonywujący,

Cechy specjalne

Cechy rasowe - Smok [D]
Magiczny Ogień [M]
Bohater swojej Historii [Z]
Bogactwo Tkwi w Szczegółach [Z]
Kapryśna Gadzina [W]

Umiejętności

Poezja karczemna z nutą wyolbrzmiania [M]
Opieka nad dziećmi [M]
Jubilerstwo - znajomość metali oraz kamieni szlachetnych [M]
Walka w smoczej formie [W]
Seroznawstwo [W]
Etykieta [W]
Kulturoznawstwo - wielkie miasta Alaranii [W]
Polityka [W]
Historia [W]
Targowanie się [W]
Przetrwanie [W]
Polowanie [W]
Wiedza o rasach Alaranii [W]
Uwodzenie [O]
Urządzanie wnętrz [O]
Odnajdywanie źródeł magii [O]
Czytanie Aur [O]
Pierwotna wiedza o magii [O]
Akrobacje powietrzne [O]
Taniec [O]
Śpiew [O]
Pływanie [O]
Pseudo-budownictwo [P]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Dobra [U]
Porządku [U]
Życia [U]
Ognia [N]

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

”Spokojnie, spokojnie, to tylko ja, najwspanialszy bohater o jakim kiedykolwiek słyszano! Przyjmuję pokłony, ofiary z dziewic, kamienie szlachetne a także każdą ilość złota, jaką jesteście w stanie mi zaoferować. Tylko czyste złoto oczywiście, żadnych domieszek, bo was pożrę za próbę oszustwa, bo tylko podli i źli oszukują!” ~ Sargeras







Wejście Smoka!



Szum wody. Jej przepiękny dźwięk, gdy ta opadała z niszczycielską siłą. To pierwsza rzecz, jaką pamiętał Sargeras. Był wtedy jeszcze w jajku, ale odgłos, jaki wydawały z siebie Łzy Rapsodii, był wystarczająco potężny, by wedrzeć się pod skorupę i olśnić smoczę pisklę swym pięknem. Nawet fakt, że jajo znajdowało się głęboko, głęboko w jaskini ukrytej za taflą jednego z wodospadów nie był w stanie powstrzymać ryku natury.

Był najmłodszym owocem smoczej miłości, która od wieków jarzyła się między rodzicami Sargerasa. A trzeba było wiedzieć, że Archimonde i Sylvanas, jego rodziciele, nie próżnowali, mając nietypowo wysokie zapędy w kwestii mnożenia swojego gatunku, dlatego też na pisklę siedzące w jaju czekało pięcioro rodzeństwa i jedno bliźniacze jajo. Jego bracia i siostry, idąc od najstarszego do najmłodszego, mieli na imię Alune, Sapphiron, Serath, Adey, Sadraei oraz Atera.

Te imiona także pamiętał jeszcze za czasów przebywania w skorupce jajka, ich dźwięk w smoczej mowie bowiem okazjonalnie docierał do niego. Nie wiedział, co ani kogo reprezentują te wszystkie słowa, ale czuł, że będą to bardzo ważne istoty w jego życiu. Najpierw jednak, musiał nadejść moment, w którym stanie się na tyle silny, by wyjść z bezpiecznego wnętrza jaja.

Wyzwanie to, na całe szczęście, okazało się proste. W przeciwieństwie do piskląt, które nie raz rodziły się zbyt słabe, a przez to umierały, nim przebiły skorupkę, Sargeras roztrzaskał swoje jajo w kawałki, gdy tylko rozprostował swoje kończyny. Można by powiedzieć, że zrobił to w dosyć widowiskowy sposób. Niestety, odłamki, które trafiły w innych członków jego rodziny, bardziej ich zirytowały, niż zachwyciły. W ten oto sposób, już od pierwszych chwil na świecie, musiał on udowodnić swoją wartość, jeśli nie chciał podpaść zarówno swojemu rodzeństwu, rodzicom jak i reszcie świata.

Dla Sargerasa nie była to jednak przeszkoda. Pierwsze kroki, pierwszy smoczy ryk, nawet pierwsza walka ze swoimi braćmi, to wszystko były wyzwania, które trzeba było pokonać. Nic więc dziwnego, że nawet, gdy brakowało mu sił, on nie poddawał się, a zamiast tego, z uporem maniaka próbował dalej. Gdy padał z wycieńczenia, zasypiał, ale ledwo się budził, a powracał do metaforycznej ściany, która stała na jego drodze życia. Przez długi czas nie wiedział nawet, jak nazywa się to, co sobą reprezentował. Była to determinacja płynąca wprost z jego młodego, smoczego serca, a która tylko rosła i rosła z każdym dniem.

Jaskinia, gdzie żył Sargeras i cała jego rodzina, zdawała się być w niemal idealnym położeniu dla smoczej rodziny. Od północy odizolowani byli Szczytami Fellarionu, co było całkiem dobre. Po drugiej stronie bowiem nie było nic interesującego, a poza tym, łatwiej było bronić terenu, jeśli potencjalne zagrożenie mogło nadejść tylko z jednej połowy świata. Najbliższa okolica wodospadów była zalesiona i gęsto zamieszkana, zarówno przez proste zwierzęta, naturian jak i przez istoty, którzy postanowiły żyć w odosobnieniu pośród natury. Było to nie tylko dobre źródło mięsa, ale także sojuszników. Z niektórymi bowiem pradawni potrafili się porozumieć, szczególnie z istotami, dla których las był domem. Smoki obiecywały nie spopielać i nie pożerać czego popadnie bez powodu, a w zamian dawano im spokój oraz okazjonalne dary, a także utrzymywano w tajemnicy położenie smoczego leża.

Rapsodia i Rododendronia były tuż za krańcami lasów i można było dostać się tam w jeden dzień, nawet po przybraniu formy humanoidalnej. Dzięki temu Archimonde i Sylvanas mogli swojemu potomstwu pokazać świat bardziej cywilizowany, wraz ze wszystkimi jego wadami i zaletami. W ten sposób także smoki poznawały potoczną Mowę Wspólną, a także sposób odczytywania i zapisywania tekstu. Ogniste gady nie terroryzowały tych miast, nie przelatywały obok w swej smoczej formie nawet, wiedząc, że rychła zguba czeka na nich, jeśli narażą się siłom potężniejszym niż one wszystkie razem wzięte.

Na całe szczęście, między miastami rozciągał się Szlak Pomarańczowy, a prostopadle do niego, przez Rododendronie, przechodził Szlak Zielony. Nie wszystkie wozy bądź karawany, które tamtędy przejeżdżały, miały wystarczającą ilość ochrony by odeprzeć atak chciwych smoków. Nic więc dziwnego, że nie licząc jaskini i lasów, były to najczęściej odwiedzane przez smoczą rodzinę miejsca.

Stosunki między smokami były typowe. Rodzeństwo walczyło o łupy po każdym powrocie do jaskini, rodzice dbali zaś o każde smoczątko pod swoją opieką, upewniając się, że gdy dorosną, będą w stanie odlecieć w swoją własną stronę. Sargeras, w wyniku tego, nie czuł szczególnej więzi do tych, z którymi mieszkał w jednej jaskini. Co najwyżej tolerował ich i słuchał ich, gdy mieli coś mądrego do powiedzenia. Wciąż jednak pamiętał swoje przeczucie z młodości, że jego rodzina będzie niezwykle ważnym elementem jego życia. Wciąż nie wiedział jednak, czemu.

Podobnie jak jego bracia i siostry, Sargeras od około trzydziestego roku życia miał wolność wyboru. Jego rodzice, po nauczeniu małych smocząc podstaw życia, pozwalali każdemu z potomstwa kierować się swoja własną ścieżką. Mógł więc on robić cokolwiek uznał za właściwe, tak długo, jak nie będzie to czysta głupota, jak choćby próba frontalnego ataku na jedno z ważniejszych miast Alaranii.




Heroiczne Początki!


Jedną z pierwszych samodzielnych decyzji Sargerasa było spędzanie większej ilości czasu w dużych miastach. Pod postacią młodego elfa, przychodził on do karczm lub innych miejsc, gdzie ludzie pod naporem alkoholu opowiadali najróżniejsze historie. Jego najbardziej ciekawiły te o bohaterach. Czemu?

Pewnego razu bowiem, gdy był po raz kolejny w mieście upewniając się, że dobrze rozumie kulturę ludzi i innych ciepłokrwistych, dotarły do jego uszu słowa byłego rycerza, który z pasją opowiadał o jego walce z potężnym smokiem i o tym, jak powalił bestię. Ludzie, zachęceni alkoholem, wyrażali podziw i hołd wobec dzielnego wojownika, okrzykując go mianem bohatera. Ów karczemny heros wyciągnął nawet, jako dowód, potężny złoty medalion, który to miał uzyskać za swój czyn. Jedna z kobiet momentalnie przybliżyła się do niego, najwyraźniej zachęcona złotem, po czym zaczęła słodzić mu, jak to podpite panny mają w zwyczaju.

Jego serce, mógłby przysiądz, zapłonęło potężnym ogniem, a w jego płomieniach zrodził się cel, który przemawiał do Sargerasa. Złoto, pożądanie, sława, legendy. On chciał to wszystko. Chciał, by w karczmach opowiadano o wspaniałym i potężnym smoku, by to ku niemu kierowano okrzyki pochwalne. By to do niego przychodziły zarumienione osobniki płci żeńskiej, widzące w nim obiekt pożądania. By to jemu dawano złoto i bogactwo za jego heroiczne wyczyny.

Wtedy właśnie postawił sobie za cel zostanie najwspanialszym bohaterem, jakiego Alarania widziała.

Nie mógł jednak zrobić tego od razu. Najpierw musiał dorosnąć. Dlatego też kontynuował prosty, smoczy i niebohaterski żywot przez wiele wiele lat, do czasu, kiedy pierwsze iskierki niechęci wobec jego rodzonych rodziców objawiły się w jego duszy. Było to za czasów, gdy miał około czterysta lat. Wtedy też zdecydował rozpocząć swoją legendę.

Zaczął skromnie. Wpierw nauczył się mówienia Mową Wspólną gdy był w pełni smoczej formie. Zazwyczaj korzystał z tejże tylko w formie człowieka, gdy był wśród ludzi. Nie chciał jednak przybierać swojej słabszej, mniej wspaniałej formy, by porozumiewać się z osobami, dla których miał być bohaterem, do tego bowiem potrzebował swojej potężnej, smoczej formy.

Następnie zaczął próbować zachowywać się jak bohater. Niestety, szybko okazało się, że choć nie zabijanie ludzi, których karawany się okradało, było o wiele bardziej litościwe, to jednak nie było to zbyt bohaterskie. Szybko zrozumiał swój błąd - Nie mógł okradać ich. Musiał robić coś, co te małe, nie pokryte łuskami istoty, uznaliby za gest na tyle dobry, że same gotowe byłyby oddać swoje złoto. Postanowił, w imię tego, co pragnął najmocniej na świecie, zdradzić swoją rodzinę.

Opuścił rodzinną jaskinię i zaszył się w bezpiecznej odległości, wciąż jednak blisko szlaku. Czekał na okazję kilkadziesiąt dni, aż w końcu stało się. Zarówno ci, którzy pilnowali wozu, jak i najstarszy brat Sargerasa byli zdziwieni tym, że smok stanął w obronie ludzi i ich kosztowności. Może to właśnie ten element zaskoczenia sprawił, że Sargeras pokonał kogoś z większą liczbą lat na karku. O ile przegonienie kogoś bez zakończenia cudzego życia można uznać za zwycięstwo. Teraz rozumiał, czemu przeczuwał kiedyś, że jego rodzina będzie ważna. To ich pokonanie na oczach słabych istot przyniesie mu sławę. To te czyny sprawią, że zostanie bohaterem.

Choć nie mógł się doczekać sławy i bogactwa, wiedział, że musi popisać się bardziej przed ludźmi, nim ci mu zaufają. Dlatego też pierwszą ochronioną karawanę pozostawił w spokoju, nie prosząc o zapłatę. Przekazał im jedynie, by głosili o bohaterze, którego zbroją są jego własne łuski.

Pierwsze pogłoski o nim traktowano jak głupotę zrodzoną z halucynacji pijanego handlarza, zaś ślady smoczej walki, które miało być tego dowodem, uznano za zbieg okoliczności, niezwiązaną z jakimkolwiek bohaterstwem kłótnię między wielkimi gadami. Wkrótce jednak kolejne bogactwa były przewożone przez ten szlak i prędzej czy później zdarzyło się, że kolejny członek rodziny Sargerasa zjawił się, by upolować nieco bogactwa i mięsa. Tym razem jego sukces w przegonieniu członka własnej rodziny miał mniej doczynienia ze szczęściem a więcej z doświadczeniem, które zdobył podczas walki z najstarszym bratem. Inni nie mieli takiej okazji. Drugi ocalony wóz nie wypuścił już bez zapłaty. Stał dumnie, górując nad istotami przed nim, aż ci w końcu zrozumieli, czego żąda ich wybawiciel. Dali mu to, co mieli, po części ze strachu, a po części ze wdzięczności, że ich nie zabił. Zapytali go także o imię, o ile takowe posiada. W ten sposób Sargeras zyskał imię, a jego bohaterstwo zyskało na wiarygodności wśród okolicznych handlarzy. Nawet w karczmach pogłoski o nim zaczęły się rozchodzić.

W ten sposób sprowadził porażkę na całe swoje rodzeństwo. Przylatywali po kolei, a to w niewiedzy próbując zaatakować szlak handlowy, a to szukając zemsty za poturbowanego i zhańbionego brata bądź siostrę. Sargeras z każdą walką zyskiwał na sile i utwierdzał się w przekonaniu, że jest bohaterem dla nie-smoków, których bronił. Coraz mniej strachu budził wśród tych, co słyszeli o nim. Wciąż jednak był niezbyt znany w tych okolicach. Nic dziwnego, handlarze i kupcy, których ratował, nie zawsze mieli wystarczające znajomości, bądź wiarygodność, by móc głosić czyny niebieskiego smoka.

W końcu jednak nadszedł dzień, który miał zadecydować o jego losie jako bohatera. Jego rodzice, Archimonde i Sylvanas, przybyli razem do szlaku. Agresję ze strony Sargerasa uznali za zdradę, szczególnie iż jego zachowanie odcinało ich od swobodnego dostępu do szlaku handlowego. Była to dla nich zdrada, która musiała zostać ukarana.

O ile wcześniej Sargeras pokonywał rodzeństwo w walce jeden na jednego, to teraz nie dość, że jego rodzice mieli przewagę liczebną, to do tego oni przewyższali go wszystkim. Doświadczeniem, siłą, wielkością. Jego ciało było niczym kukła treningowa dla starszych smoków, których priorytetem było zadanie cierpienia niewdzięcznemu synowi. Prawdopodobnie dzięki temu odsiecz zdążyłą przybyć.

Walka trzech smoków wstrząsnęła okoliczną ziemią, nic więc dziwnego, że niektórzy to zauważyli. A wśród tych niektórych byli ci, którzy zawdzięczali Sargerasowi życie. Zwołali więc oni, przy pomocy swoich znajomości, kogo się dało, kto mógł pomóc powalić smoki, i ruszyli na szlak, gdzie niebieskołuski z trudem wstawał na własne łapy po kolejnych uderzeniach i ugryzieniach. Miał oberwać kolejny raz, ale deszcz strzał, choć nie zranił starszych smoków, to odwrócił ich uwagę, podobnie zresztą jak wulgarne okrzyki do tychże skierowane. Bohaterstwo Sargerasa, choć interesujące się dobrami materialnymi, nie czystym dobrem, właśnie zwracało mu plony wdzięczności. Ci ludzie mogli zostać spopieleni jednym smoczym oddechem, a przybyli. To obudziło w smoku uczucie, które po raz pierwszy rozbrzmiało w nim. Myśl, przeszła przez jego głowę niczym błyskawica.

“A więc to tak czuje się prawdziwy bohater.”

Nie chciał, by ludzie, którzy za wtrącanie się już po kilku sekundach zostali zdziesiątkowani przez jego rodziców, przepadli na marne. Nie chciał, by uczucie, które czuł, przepadło wraz z tymi, którzy wierzyli w niego jako w bohatera. Zebrał się z ziemi, po czym zionął całym ogniem, jaki mógł z siebie wykrzesać. Ten jednak był za mały, jego rodzice nawet nie zwrócili uwagi na płomyczki, które równie dobrze mogłyby być cieplejszym powiewem wiatru.

Ale Sargeras nie przestał. Mógł przysiądz, że sięgnął w tej chwili do własnej duszy, by wzmocnić ogień, gdy ten momentalnie rozgorzał żarem, który nawet dla smoka był nie do zignorowania. Jego rodzice w szoku zauważyli, że choć ogień nie był dla nich bezpośrednio śmiercionośny, to jednak stał się faktycznym zagrożeniem, przed którym musieli aktywnie chronić wrażliwsze części ciała. Zszokowani obserwowali, jak Sargeras przebudził coś, co możnaby określić mianem potencjału magicznego. Bowiem to magią spotęgował temperaturę płomienia.

Sargeras w końcu utracił resztki sił. Przestał miotać ogniem na swych życiodawców, po czym padł, wycieńczony tą ostatnią próbą. Walka jednak nie wznowiła się ku zdziwieniu niebieskołuskiego i ocalałych ludzi. Archimonde i Sylvanas zaprzestali agresji, zamiast tego okazując łaskę. Najwyraźniej zaimponowało im to, jaką siłę ich własny syn zdołał wykrzesać w imię swoich wartości. Do tego stopnia nawet, że stwierdzili, że jeśli dzięki tej drodze życia ich potomek zostanie potężnym smokiem, to nie będą mieli nic przeciwko temu całemu “bohaterstwu”.

Sargeras ucieszył się z tego powodu, ale coś nie dawało mu spokoju. Kilkudziesięciu ludzi, którzy dla niego odwrócili uwagę starszych smoków, zginęło, a jeszcze więcej zostało poważnie rannych. Wiedział, co to oznacza dla niego, bohatera. To oznaczało… że nie dostanie takiej ilości złota, bogactwa i sławy, na jaką zasługuje po swoich wyczynach! Uparcie myśląc o swoim możliwym bogactwie, które straci, jeśli zostawi ich w obecnym stanie, spróbował sięgnąć jeszcze raz tam, gdzie wcześniej znalazł siłę, by wydobyć z siebie niezwykle potężny ogień.

Tym razem jednak przyświecał mu inny cel. Inna idea. Nie chciał żaru godnego głębin piekielnych. Chciał oddechu, który niósłby życie, a nie śmierć. Nie wiedział, czy to się uda, ale musiał spróbować. Dla bogactwa i sławy był gotów zrobić wszystko. Dlatego też niezmiernie ucieszył się, gdy świetlisty złoty płomień, niby mgła, powoli uleciał z jego paszczy zamiast ognia. Magia nie była silna, martwi wciąż pozostawali martwymi, a zmiażdżone kończyny nadal nie nadawały się do użytku. Nie znaczy to jednak, że nic nie dawała.

Ból złagodniał, utrata krwi spowalniała, poparzenia leczyły się o wiele szybciej. Ci ludzie widzieli potężniejszą magię leczniczą, jednak po raz pierwszy ujrzeli taką magię od najprawdziwszego smoka. Nic dziwnego, że niektórzy myśleli, że zaraz zostaną upieczeni i ze strachu narobili w portki. No cóż, przynajmniej niespodzianka była w ten sposób o wiele milsza.

Rodzice Sargerasa po raz ostatni życzyli mu szczęścia na tej dziwacznej drodze życia, po czym wrócili do jaskini, która stała pusta. Rodzeństwo Sargerasa dosyć długo było pod skrzydłami niezwykle opiekuńczych smoczych rodziców. Dopiero ich porażka przy walce z najmłodszym bratem uświadomiła ich, że nadszedł czas, by się usamodzielnić. W ten sposób każdy poszedł w swoją stronę.

Sargeras nie narzekał na ten obrót wydarzeń. Jeden z bogatszych handlarzy urządził ucztę na cześć smoka. Zorganizowano ją poza murami Rapsodii, gdyż wszyscy myśleli że smok pozostanie w swej potężnej formie. Jednak szybko okazało się, że Sargeras postanowił przyjąć swoją elfią, bardziej poręczną formę. W ten sposób mógł rozkoszować się wszystkimi posiłkami i trunkami, które zostały naszykowane, bez obawy, że po dwóch kęsach nic nie zostanie. Skarby, które mu oferowano, także mógł obejrzeć z bliska, zachwycając się ich połyskiem i kunsztem wykonania. Poza tym, w ten sposób mógł o wiele łatwiej zapoznać się z pięknymi damami. O wiele łatwiej, a także - jak w środku nocy się przekonał - o wiele bliżej.

Także życie chciał Sargeras. Tego właśnie pożądała jego pierwotna smocza chciwość. Czuł, że tak jest doskonale i nie planował odpuścić sobie tego trybu życia przez wiele, wiele lat.





Bohater na Wagę Złota!



Prawdziwy bohater nie spoczywał na laurach. Na całe szczęście, Sargerasowi daleko było do takiego indywiduum, dlatego też rozkoszował się swoją chwilową sławą, która zdołała wkradnąć się w jeden z zakamarków Rapsodii, dzięki czemu jedna z karczm nie dość, że zagwarantowała mu tanie zakwaterowanie, to jeszcze stała się sceną, na której wygłaszał swoje czyny do publiki. Szybko jednak jego słowa stały się zbyt powtarzalne - miał w końcu na karku jedynie obronę kupieckich karawan oraz potyczkę ze członkami swej rodziny. Nic więc dziwnego, że w końcu nastały czasy, kiedy już nikt nie chciał posłuchać o jego wyczynach, nie wspominając o obdarowaniu go złotem, czy kobiecym uściskiem choćby.

Z początku niebieski smok miał nadzieje, że gdzieś w okolicy nastąpi katastrofa czy afera, w której zalśni swymi czynami. Niestety, przez dwa miesiące czekał i nic się nie stało. Kosztowności, które zdobył, już upłynnił, czy to pod postacią drogiego jedzenia i wina, czy choćby za zakwaterowanie, którego to koszt wzrósł, gdy tylko obecność “bohatera” przestała sprowadzać więcej ludzi do karczmy. Była to głównie wina jego rozrzutności - Sargeras bowiem nie miał umiaru, gdy wiedział, że ma czym płacić.

Z niechęcią, ale zaakceptował fakt, że jeśli chce być traktowany jak bohater cały czas, to też cały czas musi bohaterzyć, co by ogień jego sławy nie zgasł z czasem. Wyszedł poza mury miasta, przemienił się w swoją majestatyczną, smoczą formę, po czym odleciał w kierunku słońca. W końcu tak robią herosi w opowieściach, więc czemu on nie miałby tak robić?

Szybko zrozumiał, jak niepraktyczne było to rozwiązanie. Był gdzieś między opuszczonym Królestwem a Wschodnimi Pustkowiami, co można było poznać po tym, że miał w zasięgu wzroku rzekę Nefari, a daleko, tuż przy horyzoncie, ujrzeć można było zarys ruin Nemerii. Okolica nie była zaludniona, a najbliższe wielkie miasto, gdzie można było spieniężyć ewentualne kosztowności było poza zasięgiem smoczego wzroku. Dlatego też zdecydował, że od teraz będzie trzymał się blisko szlaków handlowych. W końcu to dzięki Szlakowi Pomarańczowemu został bohaterem, więc czemu teraz miałoby to zadziałać na jego niekorzyść?

Na podstawie swojej wiedzy, która na szczęście okazała się wystarczająca, zbliżył się do okolic Nowej Aerii. Tam w końcu przecinały się trzy szlaki handlowe, a i Sargeras wiele dobergo słyszał o “Alarańskiej stolicy handlu”, dlatego też nadzieje miał wygórowane. Te jednak się nie spełniły - Długo latał po niebie i wiele dni spędził na spacerze wzdłuż szlaków, lecz nie dotarły do niego problemy żadne, za których rozwiązanie dawano nagrodę. Przynajmniej do czasu, aż nie zasiadł wewnątrz karczmy w nowej Aerii, gdzie doszły do jego uszu intrygujące plotki.

Słuchy chodziły, że pewien tutejszy handlarz zakupił sporą ilość towaru prosto z Efne o wartości przekraczającej kilku dziesięciokrotną wartość przeciętnej karawany z towarami na szlaku handlowym. Nic dziwnego, że handlarz zażyczył sobie jak najszybszej dostawy, co by zminimalizować czas, podczas którego wozy ktoś mógłby napaść. A jak wyobrażał sobie ten kupiec przyspieszenie dostawy? Otóż zażyczył on sobie od przewoźnika, by jechał on w linii prostej do Nowej Aerii, a to oznaczało przejazd przez pustynię. Podobno, pod naciskiem sakiewki ze złotem przewoźnik zgodził się. I tyle go widziano, choć, zgodnie z umową, miał być w mieście już dzień temu.

To były jednak plotki. A przynajmniej tak mówiono. Aby się upewnić, że warto wybierać się na pustynię, a i aby zawczasu wychwalić to, jak uratuje karawanę z ładunkiem kupca, odszukał on nieszczęsnego handlarza, co było proste, gdyż ten zapijał wielką stratę pieniężną tanim winem w karczmie. Niedowierzał, gdy Sargeras od pierwszego słowa głosił, jak to on, bohater, rozwiąże jego problemy, dlatego też smok natychmiast ruszył w drogę. Na szczęście dla niego obszar poszukiwań był dosyć wąski - wystarczyło, by leciał wprost w kierunku Efny, w międzyczasie wypatrując wyróżniającego się na tle rozpalonego piasku konwoju wozów towarowych.

I tak zresztą odnalazł on nieszczęsne powozy. Było ich łącznie cztery, wszystkie zapakowane po brzegi, związane mocno linami. Z przodu leżało dwanaście martwych od temperatury koni. Tuż obok zresztą leżał mag, który był na skraju wycieńczenia. Tylko woźnica i czterech zbrojnych, którzy służyli za ochronę, jeszcze jakoś dawało radę. Choć na widok lądującego znienacka smoka niemal zbezcześcili swoje ubrania, co by ich pewnie ostatecznie odwodniło

Sargeras szybko jednak wyprowadził ich ze strachu, przedstawiając się jako smoczy bohater, tłumacząc im, że przybył by ocalić ich oraz ładunek, który mają ze sobą. Szybko jednak, zadziwiony tym co zastał, niebieskołuski zaczął zadawać pytania. Czemu konie są martwe? Bo nie przewidzieli tak długiego postoju i musieli wodę przeznaczoną dla koni wziąć dla siebie, skazując zwierzęta na śmierć. Czemu więc stoją? Bo mag stracił resztki sił, a jest im potrzebny. Czemu mag jest potrzebny? A bo wozy nie były przystosowane do poruszania się do piasku, podobnie konie. Mag utwardzał piasek pod kołami i kopytami, dzięki czemu podróż była w ogóle możliwa.

Sargeras ze zrozumieniem wysłuchał odpowiedzi, po czym niestrudzony tym wszystkim, ogłosił, że dosyć tej niedoli. Z początku zastanawiał się nad tym, by chwycić jeden z wozów w swoje łapska i wznieść się w powietrze, szybko jednak zauważył, że towar mógłby z łatwością wypaść, a i nigdy nie niósł tak wielkiego ciężaru, więc istniałoby ryzyko, że straci siły w trakcie lotu i nastąpi bolesne, może i śmiercionośne, lądowanie. Dlatego też, w imię bohaterstwa i skarbów, które będą nagrodą za jego czyn, zobowiązał poświęcić się dla sprawy i zastąpić padnięte konie. Był w końcu, jakby nie patrzeć, dorosłym, a to znaczy, że także i wielkim smokiem. Nawet, gdy grunt stanowi sypki piasek, a jego cielsko będzie ciągnęło łatwo grzęznące, a co za tym idzie, spowalniające go wozy, to i tak nie byłoby to dla niego problemem.

Tyle dobrego, że część lin, które zabezpieczały ładunek, można było bez strat przeznaczyć na linę, którą przymocowano do końcówki smoczego ogona, zahaczając o jedną z łusek. Wznowiono podróż, na którą załapały się także martwe konie, które, na całe szczęście, wzięto jako ewentualny posiłek, gdyby smok zgłodniał, bo zapasy, które ludzie mieli przy sobie, nie starczyłyby dla Sargerasa. I dobrze, że tak zrobili, bo okazało się, że rozmiar to nie wszystko… W kwestii transportu oczywiście.

Sargeras nigdy wcześnie nie szedł po piasku. Nic więc dziwnego, że prędkość, z jaką przesuwali się naprzód, była niezwykle powolna. Ze wstępnych ustaleń ludzi wynikało, że w tym tempie będą musieli nocować dwukrotnie, nim uciekną z piasków pustyni Nanher. Już poza piaskiem zdołaliby w kilka godzin dotrzeć do Nowej Aerii, głównie za sprawą tego, że na twardej ziemi Sargeras nie będzie miał problemu z osiągnięciem wyższej prędkości.

Pierwszy wieczór, podczas którego urządzono postój, upłynął w spokoju. Ludzie rozmawiali ze sobą, a gdy odważyli się zaprosić swojego wybawcę do rozmowy, to zostali zalani jego sławą, wyczynami i bohaterstwem. Cóż, przynajmniej nie było nudno. To jednak, co im umknęło, to fakt, że Sargeras zjadł całą koninę, która była dla niego przeznaczona, w międzyczasie opowiadania o swoich wyczynach. A to oznaczało, że nie będzie miał co jeść na następny dzień…

Po wyspaniu się, podróż nabrała tempa. Smok nabierał wprawy w poruszaniu się po pustyni, a i rzeźba terenu nie sprawiała utrudnień. Wszystko wskazywało na to, że będzie idealnie i bez problemów. Aż w końcu nadszedł wieczór, a wraz z nim - pora na kolację.

W czasie, gdy ludzie przedzierali się przez końcówkę swoich prywatnych zapasów, brzuch Sargerasa zaryczał, domagając się pokarmu. Ludzie szybko zrozumieli o co chodzi. Popatrzyli po sobie nawzajem, po czym rzucili okiem na smoka, który lustrował ich niczym przekąski. Woźnica i zbrojni już pogodzili się z tym, że umrą i błagali o to, by przynajmniej zagwarantował im szybką śmierć. Mag jednak, który już czuł się na siłach, miał inny pomysł. Zasugerował Sargerasowi… ich ładunek. Był bowiem dobrze wyedukowanym człowiekiem i znał ważną ciekawostkę o smokach - mogły one jeść wszystko. Wiedział jednak, że sugerowanie piasku czy innego, pospolitego materiału mogłoby obrazić majestat smoka, u którego zauważył dosyć wielkie ego niezwykle wygórowane oczekiwania podczas poprzedniego wieczoru. Dlatego też zasugerował, by smok… zjadł towar, którzy dotychczas przewozili.

Sargeras, niechętnie, ale posłuchał, co mag chciał mu zaoferować. Wyszło na jaw, że w skrzyniach, które były załadowane na wozy, były wyroby jubilerskie wszelkiej maści - Złoto, srebro, kamienie szlachetne i inne, rzadkie oraz oczywiście drogocenne materiały, wszystko uformowane w gustowne kształty i formy. Mag argumentował swoją propozycję tym, że jak zje część towaru, to nie dość, że mniej będzie miał do ciągnięcia przez resztę drogi, to także była gwarancja tego, że handlarz da mu nagrodę za przywiezienie choćby części towaru. A i oni sami, w ramach wdzięczności za to, że nie zjadł ich, mogliby zaoferować mu część tego, co oni mieli dostać za dostarczenie towaru.

Taka argumentacja wystarczyła, by Sargeras, niechętnie, zmienił sposób żywienia na ten wieczór z mięsnego na bardziej… kosztowny. Nigdy wcześniej nie pomyślałby, że w ten sposób odkryje najwspanialszy smakołyk, jaki kiedykolwiek dane było mu spróbować. Już pierwszy kęs drogocennych kruszców sprawił, że smok pomrukiwał na wskutek nieziemskich doznań smakowych. Zdziwieni ludzie przypatrywali się, jak smok w akcie gastronomicznego podniecenia pochłonął połowę tego, co wieźli ze sobą, rozkoszując się każdym kęsem, zapoznając się ze smakiem złota, srebra i innych kosztowności, na które wpadł w tym rajskim bufecie.

Gdy ludzie wstawali następnego dnia, smok już stał w gotowości, niemal wyrywając się do drogi. Najwyraźniej uczta tak poprawiła mu humor, że był gotowy zawieść te wozy choćby i w Piekielne Czeluści, byleby zostać wynagrodzonym większą ilością skarbów do spożycia. W ten oto sposób dotarli pół dnia wcześniej, pędząc do przodu za sprawą potęgi smoczego apetytu. Tak bardzo domagał się nagrody, że zapomniał aż zmienić się w elfa przed wejściem do miasta. Na całe szczęście krzyczący na cały głos strażnicy przy bramie przypomnieli mu o tym, nim stratował Nową Aerię. Handlarz, na całe szczęście, nie szukał winowajcy w kwestii zagubionej części towarów, bo w końcu ważne było, że wróciła chociaż część choć niezmiennie zdziwił go fakt, że Sargeras gdy tylko otrzymał nagrodę, to połowę natychmiast skonsumował, zachwycając się smakiem.

Sargeras postanowił, że - tak jak ostatnio - przeznaczy zdobyte bogactwo, które jeszcze nie zjadł, na balowanie wśród ładnych kobiet i mężczyzn podziwiających jego wspaniałe czyny. Znalazł adekwatną karczmę i tam też do nocy opowiadał o sobie, w międzyczasie pozwalając na wszelkie adoracje, pochwały i prezenty. Szczególnie od płci pięknej i szczególnie, gdy przekazywanie darów miało miejsce gdy słońce już zaszło.

Następnego dnia jednak, nauczony swoimi doświadczeniami, nie zasnął na laurach. Oczywiście niemal na każdym kroku próbował wszystkim dookoła uświadomić, jak wspaniałym bohaterem jest, a i nawet poflirtował z jedną panną, która akurat wpadła w pułapkę jego urody. Poza tym krótkim rozproszeniem, błękitnołuski, w swojej elfiej formie oczywiście, chodził po mieście, głównie po karczmach, szukając oznak ludzi i nieludzi będących w potrzebie. Z początku celował wysoko, próbując nadstawiać uszu za czymś niezwykle heroicznym. Szybko jednak zrozumiał, że zmuszony będzie obniżyć swoje standardy. W ten sposób został dla pewnej rodziny środkiem transportu, gdyż okazało się, że przewoźnik, któremu zapłacili, oszukał ich i zniknął z ich zapłatą bez wykonania usługi. Z początku uszy chciały mu odpaść, gdyż rodzinka, która ulokowała się w grzywie na jego głowie, krzyczała dosyć głośno gdy tylko rozpoczął się lot. Na całe szczęście po pół godziny już zdarli sobie gardła i reszta lotu była znośna.

W ten sposób znalazł się daleko, daleko na południowym wschodzie Równiny Maurat, gdyż to tam odstawił rodzinę. Ku jego nieszczęściu, nie mieli ani ksztyny złota i kamieni, które mogli mu zaoferować. Zamiast tego, zaprosili go do do ich rodzinnej wioski, gdzie miał dziać się ślub kogoś, z kim są spokrewnieni, co zresztą było powodem dla którego chcieli się tu dostać. Zaoferowali gościnę, a Sargeras, mając nadzieje że chociaż to wynagrodzi jego bohaterski trud, zgodził się.

O dziwo, nie było tak źle. Z początku chciał przemienić się w elfią formę i tańczyć i bawić się wśród innych, ale szybko okazało się, że to nie będzie konieczne. Tutaj nie było ciasno, mógł spokojnie być w smoczej formie i nie przeszkadzał nikomu. Poza tym ludzie tutaj byli bardziej otwarci od tych, których można było spotkać w miastach, więc z otwartymi ramionami przywitali widok wielkiej gadziny dołączającej do nich. Tutejsze dzieci zachwycały się nim, a Sargeras, widząc ich niewinne oczka, zgodził się na to, by spróbowały wspinać się po nim, niczym po wielkiej atrakcji. Nie miał serca, by odmówić brzdącom zabawy.

Dorośli także miło zaskoczyli Sargerasa. Szczególnie podczas ceremonii, kiedy to zakonnik odprawiający ceremonię wplątał smoka, jako symbol siły, coby pobłogosławił wraz z nim związek małżeński który miał zostać uformowany. Widząc okazję, smok użyczył swojego dobrego, złocistego ognia, by otulił parę podczas końcówki ceremonii. Najwyraźniej w ten sposób zdobył jeszcze większą sympatię ze strony tutejszych.

Podczas uczty, która działa się później, miał wiele okazji by opowiedzieć o sobie i o swoich czynach wszystkim ciekawskim. I musiał smok przyznać, nigdy wcześniej nie widział on tak wpatrzonych w niego ludzi. Był dla nich niemalże żywą legendą, do tego stopnia, że co niektórzy chcieli dać mu podarki. Jedni nie żądali nic, inni prosili o to, by obdarzył ich swoim podmuchem, o którym najwyraźniej myśleli, że przynosi szczęście i dobrobyt. W ten sposób zdobył co nieco złota, o dziwo dobrej jakości, które z przyjemnością trafiło pod jego ząb.

W którym momencie jednak dostał wielki kawałek sera. Smok, choć słyszał o tym jedzeniu, to nigdy wcześniej nie miał okazji skosztować owego ludzkiego przysmaku. Nie chcąc zasmucić tego, który mu ser ofiarował, spróbował kawałek. A później kolejny. I kolejny. Aż pożarł wszystko, gdyż okazało się, że to złociste danie na równi było ze złotem i innymi kosztownościami, jeśli chodzi o smak.

Podsumowywując, wyszło świetnie. Sargeras nie pomyślałby, że tak prości ludzie zagwarantują mu taką nagrodę w podzięce za tak prostą rzecz, jak pomoc w podróży. Było wesoło, było miło, darami został obsypany a i skończyło się na tym, że w elfiej formie leżał na stogu siana, w towarzystwie młodej dziewoi co już spała, więc pradawny uznał ten dzień za niezwykle udany. Na tyle udany, że jeszcze bardziej utwierdziła się w nim myśl dotycząca tego, czego on pragnie w życiu.

Bohaterstwo, a konkretnie korzyści płynące z bycia bohaterem, było tym, czego potrzebował, nie miał wątpliwości. Wiedział jednak, że Alarania wielka jest i szeroka, a i za wodami także są tereny, które czekać mogą na kogoś takiego jak on. Jeszcze wiele skarbów i kosztowności czekało, by dostać się w jego ręce bądź paszczę. Ten cały ser, który zakosztował, także wydawał się wspaniały. Zdecydował, że będzie miał na oku ten produkt żywieniowy, szukając go wszędzie, gdzie tylko będzie i poznając jego przepyszne tajemnice. Nie mógł też zapomnieć, że jeszcze wiele pięknych dam nie słyszało o jego sławie, która z pewnością sprawiłaby, że goniły by za nim w imię miłości. A, i sława oczywiście! Wiedział, że trzeba ją podtrzymać i zwiększać jej wpływy.

Jeszcze niedawno był wśród rodziny w jaskini. Smocza pamięć nie pozwalała mu zapomnieć o początkach. Wiedział jednak, że to dopiero początek. Nie minął nawet rok, odkąd opuścił swoją rodzinę, a to oznaczało, że wciąż był jedynie młodym smokiem. Dlatego też gotów był przyjąć na siebie kolejne stulecia życia, z odwagą i uśmiechem godnym bohatera.




Sława, Bogactwo i Romanse!



Minęło około pięćset lat od rozmyślania na stogu siana, lecz życie błękitnołuskiego wciąż toczyło się w rytmie, jaki on dyktował. Sargeras obecnie miał na karku wspaniałe tysiąc lat, jednak wciąż szedł drogą, którą wyrzeźbił tak dawno temu. Teraz oczywiście miał o wiele więcej doświadczenia, zarówno pod względem heroicznych czynów, jak i również pod względem wykorzystywania tych czynów jako źródło zarobku, sławy i przyjemności w życiu.

Był już we wszystkich ważnych miastach Alaranii i to niejednokrotnie. Poznał tych urodzonych zarówno wysoko, jak i nisko. Był bohaterem gdzie tylko nadarzyła się okazja, nie ważne, czy chodziło o pokonanie agresywnej bestii, posłużenie za środek transportu czy choćby zdjęcie wystraszonego pomiotu szatana, jakim są koty, z drzewa. Ważne było, że był bohaterem i że w zamian dostawał to, czego pragnął. Przez dziesięciolecia zasmakował tyle kosztowności, sera i kobiet ras wszelakich przy różnych okazjach, że zdobył wiedzę o rodzajach tychże.

Nauczył się odróżniać dobrze wytopione, czyste złoto, od tego zanieczyszczonego czy nawet celowo wymieszanego z innymi metalami. Podobnie rzecz miała się ze srebrem i innymi drogocennymi metalami. Znał on nazwy i cechy setek kamieni szlachetnych, a z czasem to i nawet nauczył się zauważać jakość tego, jak zostały one uformowane do danego kształtu.

Podobnie rzecz miała się z serem. Pozornie proste jedzenie okazało się mieć setki odmian, a każda odmiana okazywała się mieć całkiem inny smak w różnych miejscach, ze względu na nawet najdrobniejsze różnice w przygotowaniu. Szczególne miejsce w sercu smokołaka zajmowały sery rzadkie, trudne do wytworzenia, które wiele osób uznałoby za niejadalne ze względu na nietypowy smak.

Jeśli zaś chodzi o skłonności smoka do bliskich spotkań z płcią piękną, to z czasem tylko coraz bardziej gustował w cieple cudzego ciała. Z początku skupiał się na ludzkich kobietach, okazjonalnie elfach, ze względu na to, że były dosyć powszechne w Alaranii, a przez to łatwe do odnalezienia. Szybko jednak smok, kierowany ciekawością i wrodzoną chciwością, postawił sobie za poboczny cel w życiu spędzenie nocy z każdą z ras Alaranii. Czasami lepiej, czasami gorzej, ale starał się z całych sił, by cel ten spełnić.

Z czasem jednak czuł w sobie pustkę w kwestii miłosnej. Owszem, ładne kobiety łatały ją na moment, jednak to nigdy nie wystarczało. Wiedział, co może być, przyczyną, jednak z początku nie akceptował tego. Bał się, że skutki położyły by kres jego dotychczasowemu życiu. Bał się, że bohater Sargeras zginie, gdy podda się temu uczuciu. Bał się, że założenie rodziny pozbawi go tego, co sprawiało, że był sobą.

Z drugiej strony jednak coraz bardziej docierało do niego, że to jest jego przeznaczenie. Od zawsze lubił towarzystwo dzieci, nawet jeśli nie swoich. A i choć nie brakowało mu krótkotrwałych romansów, to jednak czuł potrzebę poczucia ciepła od istoty, która jest taka jak on. Nigdy wcześniej nie spotkał żadnej smoczycy, nie wspominając o czymkolwiek bliższym. Może takie było jego szczęście, a może podświadomie omijał takowe. Teraz jednak, gdy nadszedł ten czas w jego smoczym życiu, nie mógł po prostu uciec. Postanowił zaakceptować potrzebę założenia rodziny. Ale jak to mówią, bohaterem jest się na całe życie, a Sargeras nie zamierzał zaprzeczać tym słowom.

Żył więc dalej jak bohater, ale poświęcał część swojego wolnego czasu na poszukiwanie kogoś, z kim mógłby postarać się o potomstwo. W wyniku tego częściej podróżował, rzadko kiedy zostając w jednym miejscu na dłużej niż kilka dni. W końcu jednak natrafił na smoczycę, kiedy przelatywał w okolicach Jeziora Czarodziejek. czarnołuska Sereya była dziką smoczycą, jeśli można to tak nazwać. Żyła bowiem do pewnego stopnia niczym dzikie zwierzę, polując i żyjąc z dnia na dzień. Tak jak Sargeras pragnęła młodych, ale chciała mieć pewność, że potomstwo będzie silne, dlatego też pierwsze co zrobiła, po zauważeniu samca, to atak. Smok na całe szczęście miał już lata doświadczenia ze sobą w walce z każdym przeciwnikiem, nawet z innymi smokami, nie wspominając o tym, że był większy i cięższy od rywalki płci przeciwnej. Wygrał więc, a to było równoznaczne z zdobyciem względów smoczycy, o czym dowiedział się, gdy ta wyjaśniła powód swej agresji.

Może nie była to miłość, ale to wystarczyło, by zaspokoić pierwotne instynkty domagające się przedłużenia gatunku. Między Sargerasem a Sereyą była nie tyle co akceptacja, co dwustronna ignorancja. Trzymali się blisko siebie, ale poza tym, każdy robił to, co chciał. Sereya dalej była dzikim smokiem, a Sargeras dalej, gdy tylko mógł, był bohaterem w okolicy, zdobywając kosztowności, sławę a i kobiety, z których nie zrezygnował pomimo faktu, że był niejako w związku ze smoczycą.

Wkrótce jednak pojawiło się jajko. Z niego wykluł się młody smok, samiec, którego nazwano Kael. Sargeras wraz ze swoją smoczycą przekazywali mu swoją wiedzę i umiejętności. Błękitnołuski jednak czuł, że musi wychować małego smoka tak, by był silny i samodzielny, a to było równoznaczne z tym, że musiał być wobec niego surowy i wymagać jak najwięcej. Każde niepowodzenie karał, co by w dorosłym życiu był w stanie nie tylko dać sobie radę, ale i znieść porażkę.

Po około dziesięciu latach pojawiło się kolejne jajko. Tym razem wyłoniła się z niego samica, której Sargeras nadał wdzięczne imię Eclipsa. Odkąd tylko pierwszy raz ujrzał ją, wiedział, że ma przed sobą najdelikatniejszą istotę, jaka kiedykolwiek stąpała po Alaranii. Nic więc dziwnego, że miał do niej zupełnie inne podejście niż do syna, którego od tego momentu zaczął kompletnie ignorować.

Robił za nią wszystko, dogadzał jej jak tylko mógł, brał ją ze sobą wszędzie, nawet na swoje bohaterskie wyprawy. Dzielił się nawet z nią swoimi ulubionymi przysmakami - to znaczy drogocennymi kruszcami oraz serem. Uważał, że tylko on jest w stanie zapewnić swojej kochanej córeczce to, czego potrzebuje, że tylko on sprawi, że będzie szczęśliwa i bezpieczna.

Nic więc dziwnego, że po trzydziestu latach, gdy wciąż młoda Eclipsa w końcu nauczyła się latać, rozstał się on z Sereyą, pozostawiając jej syna do odchowania. W głębi duszy wiedział, że nie robił tego tylko i wyłącznie dla córki. Tak naprawdę zrobił to także dlatego, że jego wewnętrzny bohater potrzebował tego. Będąc ciąglę w jednym miejscu nie mógł żyć tak, jak kiedyś. Teraz jednak znów był wolny, znów mógł być bohaterem. A i w dodatku miał teraz kogoś bliskiego, dla którego był gotów góry przenosić.

Z początku miał problemy natury technicznej, gdyż nigdy wcześniej nie miał kogoś pod opieką w czasie heroicznych czynów, czy też nawet podczas świętowania, gdy te czyny zostały zakończone. Z czasem jednak, gdy jego córka stała się nieco bardziej samowystarczalna, a miało to miejsce, gdy osiągnęłą około pięćdziesiąt lat, był w stanie zostawić ją w bezpiecznym miejscu na kilka godzin, w czasie gdy on mordował bestie albo podrywał kobiety. Bo w końcu nawet posiadanie córki nie mogło powstrzymać go przed amorami z każdą istotą płci żeńskiej, która była w zasięgu jego łaknących bliskości oczu.

W ten oto sposób, pomimo towarzystwa swojej córki, Sargeras żył dalej w sposób, który mu najbardziej odpowiadał, a to oznaczało, że żył heroicznie, otaczając się sławą i smacznym bogactwem jak tylko mógł, oczywiście cały czas pamiętając by opiekować się swoją ukochaną córeczką, o której myślał w kategorii bezbronnego pisklaka, nawet gdy ta rosła i stawała się coraz bardziej samodzielna.

Sargeras jednak szybko zrozumiał, że nie bez powodu smoki łączą się na całe życie. On, łamiąc ten porządek rzeczy, z latami coraz bardziej zaczął tęsknić za bliskością jaką oferowała dorosła smoczyca. Wiedział jednak, że powrót oznaczałby gniew, jeśli nie furię ze strony Sereyi. Dlatego też zdecydował się na jedyną, logiczną rzecz, jaka przyszła mu do głowy… Zaczął szukać kolejnej smoczycy, z którą mógłby spędzić czas i z którą mógłby począć potomstwo.

Oczywiście, i za tym razem było podobnie, jak w pierwszym “poważnym” związku Sargerasa. A i nie był to ostatni raz, kiedy niebieskołuski zdobył smoczycę, by następnie zostawić ją z mniej lub bardziej złamanym sercem. Dlatego też, najłatwiej byłoby wymienić pokrótce wszystkie smoczyce, z którymi smok spędził czas oraz co zaowocowało z danego związku. Smok bowiem w żadnej ze smoczyc nie widział “tej jedynej”, dla której porzuciłby swoje bohaterskie przeznaczenie.

Srebna Maiko była drugą smoczycą w życiu Sargerasa. Znalazł ją na Szlaku Rubinowym, gdzie rabowała karawany kupieckie dla złota. W zamian za skarby, które jej Sargeras miał przynosić przez najbliższe lata, nie tylko zaprzestała ataków ale i pozwoliła na zostanie matką ich dzieci, głównie za sprawą tego, że niebieskołuski przynosił o wiele więcej skarbów, niż ona samotnie zdołała zdobyć.

Z ich związku zrodziły się bliźniacze smoki, oba płci męskiej, zwane Liyan oraz Sephiro. Po dostatecznym odchowaniu młodych smoków, Sargeras zostawił Maiko wraz z bliźniakami po trzydziestu latach. Zostałby z nią dłużej, ale młode osobniki płci męskiej stawały się coraz bardziej agresywne wobec Eclipsy, która była dla nich obca, a którą z trudem nawet Maiko tolerowała.

Trzecia smoczyca u której Sargeras zaspokoił swoje pierwotne smocze instynkty została spotkana w jednym zamiast, gdzie świętował swoje bohaterskie czyny. Beyla była barmanką i od wielu lat żyła wśród nieobrośniętych łuską istot. Ale swój swojego poznał i wkrótce okazało się, że smoczyca nigdy nie miała okazji spotkać “tego jedynego”. Po drobnej zachęcie słownej zdecydowała się, że zostanie lubą Sargerasa i o dziwo nie przeszkadzał jej nawet fakt, że Sargeras miał pod swoją opieką Eclipsę, gdyż zakładała, że poprzednia wybranka niebieskołuskiego po prostu odeszła za młodu.

Z ich związku powstała smoczyca, którą wspólnie nazwali Exelria. minęło niespełna kilka miesięcy, odkąd wykluł się owoc ich wspolnego czasu, a Eclipsa przypadkiem wygadała, że ma też braci. I że ciekawi ją, co u jej poprzedniej mamy. Cóż, niedopowiedzeniem byłoby, że Sargeras ledwo uszedł z życiem po wybuchu gniewu Beyli. Oczywiście wziął ze sobą Exelrię, bo bał się, że gdy on zniknie, to resztka gniewu spadnie na niewinne smocze piskle.

Nim Sargeras spotkał Seiji, czwartą smoczycę w swoim życiu, minęło wiele lat. Na tyle dużo, by Eclipsa, pod okiem niemożliwie troskliwego ojca, nauczyła się opieki nad młodszym rodzeństwem. Od tego czasu, zawsze, gdy niebieskołuski znajdywał nową partnerkę, jego dzieci z poprzednich związków żyły w najbliższej karczmie. Musiał podzielić swój czas - za dnia był ze swoimi potomkami i spełniał swoje bohaterskie obowiązki, wieczorami i po nocach zaś był u danej smoczycy, zatajając fakt istnienia innego potomstwa i tłumacząc swoją nieobecność heroizmem oczywiście.

Ze związku z Seiji nie powstało żadne potomstwo - smoczyca, którą spotkał w okolicach Szczytów Fellarionu okazała się jałowa. Sargeras jednak był przy niej przez jakiś czas, aż do momentu, gdy to smoczyca opuściła jego, tłumacząc, że zasługuje on na lepszą wybrankę. Niebieskołuski nie protestował oczywiście.

Armedia była piąta z kolei. To ona odnalazła jego, nie na odwrót. Okazała się fanką jego bohaterskich przygód… Jak i również tego, że łamał to, co u smoków nie było tyle co tradycją i instynktem, co świętym prawem. Wiedziała bowiem o jego dzieciach, jakżeby inaczej, bowiem to z nimi zawszej wybierał się do miast. A gdy w mieście było głośno o bohaterskim smoku, to ona szła za tym tropem.

Choć było to niezwykle dziwne spotkanie, to jednak owocne. Armedia bowiem chciała zostać częścią historii tego wspaniałego smoczego bohatera, nawet jeśli to oznaczało, że zostawi ją po jakimś czasie. Zaakceptowała ten fakt i bez marudzenia powiła dla niego aż trzy jajka na przestrzeni kilkudziesięciu lat - syna Borina, oraz dwie córki - Perseę oraz Sandye. Gdy nadszedł czas, kiedy to Sargeras uznał, że czas się rozstać, zabrał ze sobą obie córki oczywiście. Wraz ze swoimi czterema już córkami... uciekł jak najdalej, gdyż co jak co, ale Armedia nie była najlepszym okazem zdrowia psychicznego.

[miejsce na opis czasu spędzonego z szóstą żoną - Nengasanthren. Owoc współpracy - syn Sargeras Drugi oraz córka, której imienia nie pamiętam]







Oko w Oko z Czarnym Rycerzem!



TEXT




Ważne Decyzje, Jeszcze Ważniejszy Romans!



WAKE ME UP WAKE ME UP INSIDE





Smocze Dziedzictwo! [Opis wszystkich dziewięciu (9) córek Sargerasa]



TEEEKST!




Czasy obecne!

Dane gracza: Sargeras

Nazwa użytkownika:
Sargeras
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion,
Martwe postacie:
Shadei
Status:
ONLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
N kwi 01, 2018 9:54 am
Ostatnia wizyta:
Cz kwi 26, 2018 7:31 am
Liczba postów:
0 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.00 posty dziennie)
cron