Profil użytkownika Sargeras

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Sargeras zwany Bohaterem
Rasa: Smok
Wiek: Około 1912 lat


Aura

Emanacja, choć odrobinkę już matowa, z oddali widać jej potęgę. I nie chodzi tu o siłę, która akurat wypada dość przeciętnie, lecz o całokształt. Poświata mieni się cudownie szmaragdowym i rubinowym światłem, tworzącym przepiękną zorzę nad powłoką, mieniącą się niby szczere złoto. Widać tu i ówdzie miedziane, koliste wzory, z oddali przypominające monety. Kobaltowe plamy zaś są niczym drogocenne kamienie, jaśniejące w słońcu. U podstaw widać żelazne obramowanie. Bogactwo objawia się również przy wrażeniach dźwiękowych. Śmiech dzieci wraz z licznymi głosami łączy się z trzaskami płomieni oraz uczuciem ciepła. Później zaś w tle można usłyszeć przyjazną, wesołą melodię powoli przechodzącą w bardziej poważną, symetrycznie zmieniającą swój ton. Zmysłem węchu łatwo wychwycić ciężką do zidentyfikowanie i dość męczącą woń. Bardziej zaawansowani czytający odnajdą również dość zaskakujący zapach sera. W dotyku powłoka jest praktycznie nie do ruszenia, twarda niczym głaz i równie sztywna. Mimo to niebezpiecznie ostra oraz pokryta aksamitnym meszkiem. Ponadto ma czelność pozostawiać po sobie gorzki posmak i niemiłosierną lepkość.


Wygląd

Jak na bohatera przystało, Sargeras jest najbardziej męskim osobnikiem, jakiego świat mógł gościć. Jego mięśnie, po napięciu, zrywają ubrania z kobiet w pobliskich wioskach i miastach. Jego olśniewające spojrzenie powoduje omdlenia kobiet i śmierć złoczyńców, których serca nie są w stanie bić w obliczu tego synonimu heroizmu.

Te słowa i jeszcze więcej popłyną z ust pradawnego, gdy jest publiczność do wysłuchania. A jak jest naprawdę?




Postać Smocza


W pełni dojrzały smok, wchodzący w późne lata swojego życia. Te słowa idealnie oddają Sargerasa, kiedy ten przedstawia się w swojej prawdziwej, łuskowatej formie.

Natura nie pożałowała mu ani mięśni, ani rozmiarów, jest on bowiem powyżej średniej w kwestii wielkości. Wysoki na jeden sznur i jeden pręt (około pięćdziesiąt metrów) w kłębie, czyli licząc jedynie od ziemi do najwyższego punku tułowia, góruje on nad większością budynków, nawet niektóre mury miejskie wyglądają przy nim jak kamienne płoty. Jego tułów jest nieco krótszy, od podstawy szyi do podstawy ogona mierzy on jedynie jeden sznur długości (około czterdzieści pięć metrów), jego ogon do dwie trzecie tej długości (około trzydzieści metrów), zaś szyja - połowa długości ogona (około piętnaście metrów). Jego skrzydła, dzięki którym przemierzył Alaranię wzdłuż i wszerz, osiągają rozpiętość dwóch prętów (około dziewięćdziesiąt metrów), dzięki czemu jego ogromne cielsko jest w stanie unieść się z ziemi przy odrobinie wysiłku.

W kwestii wyglądu przedstawia się on dosyć elegancko. Ciało ma dobre proporcje, dzięki czemu wygląda po prostu ładnie. Łuski, pokrywające jego całe ciało niczym naturalna zbroja, mają kształt owalny, ich krawędzie są gładkie, a ogólne położenie łusek sprawia, że tylko z bliska można ujrzeć krawędzie między łuskami, które z daleka przypominają niemal jednolitą powierzchnię. Łuski są koloru niebieskiego, z wyjątkiem brzucha, brody i przedniej części szyi, gdzie kolor wyblakł.

Głowa smoka prezentuje się niezwykle bojowo. Dosyć płaski pysk, pełen ostrych zębów, kształtem przypomina dziób i oberwanie takowym bez wątpienia bolałoby bardziej, dzięki czemu skutecznie budzi postrach pośród bardziej dzikich przeciwników. Jego oczy lśnią żywym niebieskim, mieniącym się lśniącym nawet w ciemności. Tył głowy smoka zdobią cztery symetrycznie ustawione, proste rogi odchylone do tyłu. Sprawiają one, że wygląda na większego, a i są dumą Sargerasa, który nieraz przyrównuje je do korony. Dziesiątki mniejszych rogów, które są równie długie, co grube u podstawy, zdobi tylną część podbródka, jak i obszar za policzkami smoka.

Tuż za jego głową, przez kawałek szyi, ciągnie się przypominające końską grzywę owłosienie, które dumnie trzepocze na wietrze w pełni swego niebieskiego piękna. Uważne oko dostrzeże schowane u podstawy grzywy twory kostne. Te spłaszczone wzdłuż rogi są wystarczająco ostre, by zrobić krzywdę nieuważnej istocie.

Nie licząc chwytnych czarnych kolców umiejscowionych w przedniej części skrzydeł Sargerasa, jak i również pazurów o tym samym ubarwieniu, które to zdobią ogromne smocze łapy, pozostała część jego ciała jest w pełni gładka. Nie jest on jednak nieskazitelny. Wiele łusek ma na sobie ślady przebytych przez niego walk i przygód. Niektóre są nawet popękane bądź wyszczerbione, inne po prostu są zarysowane bądź posiadają mniejsze niedoskonałości. Są to jednak szczegóły, których nie da się ujrzeć bez przypatrywania się im z odległości mniejszej niż kilka kroków.




Postać Elfia


Elfia postać Sargerasa bez wątpienia jest… unikatowa, o ile tak można to nazwać. Nie, żeby był brzydki, wręcz przeciwnie. Po prostu posiada on wiele cech, które nigdy nie przyszłoby na myśl pospolitym zjadaczom chleba, gdy zaczną rozmyślać nad wyglądem długouchych.

Niebieskołuski, kiedy przybiera elfią postać, reprezentuje rasę mrocznych elfów, co jednak nie oznacza, że wygląda jak standardowy przedstawiciel tego gatunku. Jak na bohatera przystało, jest wysoki ponad normę, mierzy bowiem oszałamiające jeden sążeń i jeden łokieć (około dwa i cztery dziesiąte metra) wysokości. Można by pomyśleć, że przy takim wzroście jest się patykiem, szczególnie w przypadku szpiczastouchych, ale nic z tego. Elfia forma Sargerasa jest bardzo, ale to bardzo umięśniona. Może i nie jest rekordzistą w kwestii masy mięśniowej, ale bez wątpienia bliżej mu do górnej granicy, niż do średniej.

W związku z taką ilością mięśni, jego postura jest, mówiąc wprost, iście męska. Szerokie barki, których jest dumnym posiadaczem, nie tylko skutecznie budzą strach pośród wrogów, ale też dzielnie służą za miejsce, na którym rzucające się na niego kobiety mogą się spokojnie zawiesić rękoma. A i jego skóra jest jasnofioletowa. Ciekawe, czyż nie?

Z twarzy, o którą Sargeras dba jak o własną córkę, wygląda on iście heroicznie. Kwadratowa szczęka przyozdobiona jest zadbaną brodą, przyciętą tak, by rozrastała się tylko pod ustami Sargerasa. Nad tymi samymi ustami umiejscowione są wąsy, przez lata hodowane, by uzyskać jakże zniewalający efekt, jakim są zakręcone końcówki tychże wąsów. Nos jego… Cóż, ujdzie, przynajmniej nie ma w nim na co narzekać. Włosy, naturalnie pofalowane, mają ciemnoniebieski kolor i są matowe, o co Sargeras stara się każdego dnia - bohaterowi nie przystoją włosy połyskujące jak psie jaja. Spomiędzy jego bujnego, sięgającego do barków owłosienia, sterczą dumnie jego długie uszy, które nie odstają zbytnio od elfiej czaszki.

To jednak, co może z początku wywołać napad śmiechu, to brwi. Nie byle jakie brwi, a TE brwi, które sięgają hen, hen daleko w kosmos! No dobra, może nie w kosmos, ale te krzaczory, którymi Sargeras jakimś cudem został obdarzony naturalnie, sięgają bez trudu kontury jego twarzy. Smok nigdy nie odważył się ich ściąć, twierdząc, że wiele kobiet uważa je za pociągające. Jak dotąd wielu próbowało mu to wybić z głowy, wszyscy polegli haniebnie.




Ubrania


Jak na prawdziwego herosa przystało, Sargeras wie, jak się ubierać. W przypadku smoczej formy oznacza to “ w ogóle się nie ubierać”. Gdy zaś jest pod postacią mrocznego elfa, zakłada on na siebie wykwintny strój, uszyty na miarę przez najlepszego krawca, jakiego mógł znaleźć.

Czarna koszula oraz spodnie z niezwykle miękkiego materiału nie tylko są miłe w dotyku, ale także praktyczne - materiał, dzięki odpowiedniemu wykonaniu, dobrze chłonie zapachy, dzięki czemu nawet kilkudniowa impreza w karczmie nie sprawi, że zapach spoconego ciała odstraszy wszystko w promieniu kilkunastu budynków.

Na to zakłada ozdobną część swojego ubioru. Mowa konkretnie o mocno ozdobionej kurtce i o bardzo nietypowym wykonaniu. Nieposiadająca zapięcia, a przez to wymagająca założenia niczym koszula, ów strój, poza złoto-czarnymi akcentami na purpurowo-niebieskim tle, charakteryzuje się kilkoma rzeczami. Kurtka jest uszyta z dwóch warstw materiału, między które włożono kawałki usztywnionej skóry tak, by jak najmniej ograniczyć możliwości ruchowe. W ten oto sposób Sargeras uzyskał nie tylko efekt sztywno stojącego kołnierza, ale także sprawił, że ów ubranie w swej sztywności przypomina zbroję, a jak każdy wie, zbroja kojarzy się z bohaterem. Oczywiście jest jeszcze bonus pod postacią faktycznej ochrony przed atakami, ale kto by się tym przejmował.




Zachowanie, głos, mowa ciała


Jak na bohatera przystało, wprost uwielbia się przechwalać na każdy możliwy sposób. Jego głęboki głos na przykład wiecznie rozbrzmiewa z dumnym tonem, przywodzącym na myśl nazbyt oficjalnego mówcę królewskiego, albo kogoś, kto przemawia w imieniu bogów. Szczególnie odczuwalne to jest w sytuacjach, gdy Sargeras pracuje nad swoją sławą, bądź gdy opowiada jedną ze swoich licznych historii słuchaczom. Niestety, tak długo mówił on w ten sposób, że lata temu całkiem zapomniał, jak mówić w sposób normalny. A może po prostu nie chce zmienić sposobu mówienia, kto wie.

Oczywiście uwielbia gestykulować i to w sposób aż nazbyt dramatyczny. Nawet zwykłe przywitanie grozi kilkuminutowym teatrem zawierającym dziesiątki różnych gestów, ukłonów czy innych wyczynów, z którymi smok zapoznał przez dwa tysiąclecia swojego życia. Oczywiście ma to swoje plusy, jak choćby na przykład każda historia wypływająca z jego ust nie jest nudna, gdy Sargeras aktywnie porusza swoim ciałem, nasilając akcje i emocje ukryte w słowach. Podczas codziennej rozmowy łatwo jest jednak wyrywać sobie włosy z głowy, gdy nawet najprostsze informacje są ukryte za ścianą z ruchliwych rąk i nóg.

W kwestii ruchów, które Sargeras robi mimowolnie, wyróżnić można choćby jego tendencję do przesadnego prezentowania swojego ciała. Napinanie mięśni czy choćby pozowanie jest dla niego równie podstawowe, co oddychanie, szczególnie gdy po okolicy kroczą piękne panie. Poza tym, gdy jest zirytowany, zaczyna szybciej mówić. A gdy jest wściekły, to w ogóle zdarza mu się przechodzić w niezrozumiały bełkot, jeśli nie kontroluje swojej wymowy.


Charakter

Sargeras jest dosyć… specyficznym smokiem. Nie jest wynaturzeniem, nic z tych rzeczy, po prostu smocze cechy charakteru są w nim obecne w dosyć nietypowej formie. Nie wspominając o tym, że droga życiowa, jaką podąża, przez wielu smoków zostałaby uznana za głupotę, jeśli nie splunięcie w to, co reprezentują sobą smoki.

Nie można o nim powiedzieć, że jest dobry, to jest pewne. Co najwyżej można stwierdzić, że w jego interesie leży dobro innych, bo dzięki temu zyskuje to, co chce. A co chce tak długowieczny smok, jak Sargeras? Dóbr materialnych oczywiście, choć niekoniecznie po to, by je składować. Niebieskołuski bowiem nigdy nie był dobry z przechowywaniem skarbów, które zdobył. Kiedyś po prostu wydawał wszystko w miastach, a obecnie nie dość, że wydaje bogactwa w karczmach i na kobiety, to także zjada część, z tego, co zdobędzie. Jest on bowiem smakoszem drogocennych kruszców, kamieni szlachetnych… Oraz sera. Może to wina złocistego zabarwienia, ale to mało wątpliwe wyjaśnienie, gdyż pochłania on także inne odmiany tego jadła. W każdym razie uwielbia zjadać ser i wszystko, co drogocenne.

Wśród pozostałych rzeczy, które pożąda ten smok, jest sława i kobiety. Uwielbia, kiedy inni wiedzą, kim jest, kiedy słyszeli o jego wyczynach, a jeszcze bardziej ubóstwia pochwały skierowane w jego stronę. Zostanie wieczną legendą Alaranii jest jednym z jego marzeń, które wierzy, że bez trudu spełni. W końcu on to Sargeras! Jak nie on, to kto? A wracając do pożądania… Kobiety to najwspanialsza przyjemność, jaką bogowie mogli stworzyć według Sargerasa. Nie potrafi odmówić sobie miłych chwil z uroczymi paniami, bez względu na rasę. Po krótkim namyśle słowa “bez względu na rasę” nie są odpowiednie, gad preferuje bowiem rzadziej występujące, bądź trudniejsze do uwiedzenia, rasy Alaranii. W pewnym sensie przebywanie z kobietą jest dla niego codziennością w jego życiu, co jednak nie oznacza, że intymne spotkania straciły smak dla wiecznie chętnego na spotkanie Sargerasa.

Gdyby się skupić na bohaterskim aspekcie jego charakteru, ktoś, kto zna całą jego historię, szybko zauważy, że zaszło u niego zjawisko znane z pewnego przysłowie - “Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Sargeras kiedyś był bohaterem tylko dla nagród, które na niego czekały. Teraz oczywiście wciąż oczy ma wpatrzone w nagrodę, ale do tego stopnia wciągnęła go rola bohatera, że trudno powiedzieć, czy nadal jest to jedynie wymówka dla zdobywania bogactwa i sławy, czy może jednak jego prawdziwe powołanie. Nie można w końcu zaprzeczyć temu, że jego czyny faktycznie pomogły wielu istotom. Poza tym, w przeciwieństwie do swych początków, nie nalega już na materialne podarunki, jeśli wie, że dana osoba nie jest na tyle bogata, by tego dokonać. Wtedy też wystarcza mu fakt, że jego sława rozrosła się nieco bardziej.

Odwiecznym problemem, który męczył umysł smokołaka, jest “prawdziwa miłość”, której nigdy niedane mu było zaznać. Dla smoków jest to zazwyczaj pierwsza smoczyca, z którą się spotkało. Sargeras jednak, ze swoim zwyczajem porzucania partnerek, ma w sobie pustkę, której nie jest w stanie zapełnić żadną ilością tymczasowych związków. Choć zazwyczaj ukrywa to w sobie, to jednak stara się odnaleźć tą jedyną, która wypełni dziurę w sercu bohatera. Do tego czasu jednak, z uśmiechem żyje swoim życiem, wiedząc, że kiedyś tego dokona. W końcu bohaterowie zawsze wygrywają, w co Sargeras wierzy bez cienia wątpliwości.

W kwestii swoich córek, cóż, słowo “nadopiekuńczy” nie wystarcza. Niebieskołuski nawet swoją najstarszą córkę, która jest już w wieku, kiedy to normalne smoczyce szukają partnera do spłodzenia potomstwa, traktuje jak smocze pisklęta. Chce on, aby zawsze były na tyle blisko niego, by w razie czego usłyszał ich wołanie o pomoc. Jeśli jest choćby cień szansy na to, że będzie niebezpiecznie w danym miejscu, nie pozwoli być swoim córeczkom nawet w okolicy. Nawet nie wyobraża sobie, by jego potomstwo choćby myślało o romansach, wierzy bowiem, że żaden smok, nawet sam Prasmok, nie jest wystarczająco dobry dla jego kruszynek. Ten, kto głosi inaczej, niech nie głosi tego głośno, jeśli mu życie miłe.

Choć brzmi to źle, to jednak Sargeras naprawdę dba o swoje córki jak tylko może. Zawsze rozpieszczał je czym tylko mógł, nieraz poświęcając znaczną część swojego bogactwa na rzeczy dla nich. W ich obronie jest gotowy oddać życie tylko po to, by powrócić jako duch i bronić ich nawet zza grobu. Nigdy nie zignorował słów swoich córek. Owszem, często nie zgadzał się z nimi, ale zawsze starał się wysłuchiwać tego, co mają do powiedzenia, a w przypadku odmówienia im, zawsze tłumaczył, czemu dokonał takiego wyboru. Są one jego światem. Niech bogowie mają w opiece tego, kto odważy się świat Sargerasa choćby tknąć w niewłaściwy sposób.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Niezłomny, Nie do zdarcia,
Zwinność:Niezbyt zręczny, Powolny, Niedokładny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Czuły słuch, Czuły nos, Czuły język, B. wyostrzobe czucie, Czuły zm.mag,
Umysł:B. silna wola,
Prezencja:Godny, Przekonywujący,

Cechy specjalne

Cechy rasowe - Smok [D]Smok, jaki jest, każdy widzi - lata na swoich smoczych skrzydłach, zieje swoim smoczym ogniem, może przybrać formę mrocznego elfa, a także posiada pamięć absolutną. Oczywiste, czyż nie?
Magiczny Ogień [M]Predyspozycje do władania magią ujawniły się w Sargerasie w dosyć nietypowy sposób - zamiast rzucać zaklęcia, czy wykorzystywać magię bezpośrednio, potrafi on “nasączyć” ogień, którym potrafi zionąć, opanowanymi przez niego dziedzinami magii. Daje mu to pełną kontrolę nad siłą oraz efektem jego magii, ale ogranicza to, co może nią uczynić. Dodatkowo, w przypadku ziania na większy obszar, jego magia nie rozróżnia istot, więc wszystko w zasięgu magicznych odczuje efekt, jaki chciał wywołać Sargeras.
Bohater swojej Historii [Z]Sargeras, jak prawdziwy bohater, nigdy nie ustępuje. Jego wiara w swój heroizm jest na tyle silna, że limity ciała przestają być ważne podczas walki na śmierć i życie. Najpotężniejszy ból czy najpaskudniejsza rana, nie jest to straszne Sargerasowi. Będzie walczył do samego końca i albo odniesie heroiczne zwycięstwo, albo polegnie jak bohater, walcząc do ostatniej kropli krwi i dalej.
Bogactwo Tkwi w Szczegółach [Z]Żyjąc tak, by otaczać się wiecznie najbardziej wykwintnym złotem, serem czy kobietami, Sargeras wytrenował wszystkie swoje zmysły do granic możliwości bez wsparcia magii. Jest w stanie wyczuć różnice czy zmiany tak absurdalne, że znalezienie dwóch prawdziwie identycznych sztabek złota staje się karkołomnym zadaniem.
Kapryśna Gadzina [W]Sargeras, wskutek swojego charakteru połączonego z wyostrzonymi zmysłami, jest niezwykle przewrażliwiony na punkcie niedoskonałości. Przeżyje, jeśli można daną skazę zignorować, ale jeśli jego ser nie smakuje tak, jak powinien, to wtedy jest to równoznaczne z wypowiedzeniem świętej wojny osobie, która ten ser mu sprzedała. Jak i również temu, kto ten ser zrobił. I krowie, kozie, czy czemukolwiek, co dało mleko na ten ser. I temu, co było pokarmem tego, co dało mleko...

Umiejętności

Poezja karczemna z nutą wyolbrzmiania [M]
Opieka nad dziećmi [M]
Jubilerstwo - znajomość metali oraz kamieni szlachetnych [M]
Walka w smoczej formie [W]
Seroznawstwo [W]
Etykieta [W]
Kulturoznawstwo - wielkie miasta Alaranii [W]
Polityka [W]
Historia [W]
Targowanie się [W]
Przetrwanie [W]
Polowanie [W]
Wiedza o rasach Alaranii [W]
Uwodzenie [O]
Urządzanie wnętrz [O]
Odnajdywanie źródeł magii [O]
Czytanie Aur [O]
Pierwotna wiedza o magii [O]
Akrobacje powietrzne [O]
Taniec [O]
Śpiew [O]
Pływanie [O]
Pseudo-budownictwo [P]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Dobra [U][niszczenie słabszych klątw i złych zaklęć, błogosławienie chroniące przed siłami nieczystymi]
Porządku [U][Stablizacja funkcji życiowych, wzmocnienie przedmiotu bądź obiektu, odsyłanie słabszych istot nienależących do tego planu]
Życia [U][Leczenie ran, wzmacnianie organizmu, niszczenie prostszych chorób]
Ognia [N][Wzmacnianie ognia]

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

”Spokojnie, spokojnie, to tylko ja, najwspanialszy bohater o jakim kiedykolwiek słyszano! Przyjmuję pokłony, ofiary z dziewic, kamienie szlachetne, a także każdą ilość złota, jaką jesteście w stanie mi zaoferować. Tylko czyste złoto, oczywiście, żadnych domieszek, bo was pożrę za próbę oszustwa, bo tylko podli i źli oszukują!” ~ Sargeras







Wejście Smoka!



Szum wody. Jej przepiękny dźwięk, gdy ta opadała z niszczycielską siłą. To pierwsza rzecz, jaką pamiętał Sargeras. Był wtedy jeszcze w jajku, ale odgłos, jaki wydawały z siebie Łzy Rapsodii, był wystarczająco potężny, by wedrzeć się pod skorupę i olśnić smocze pisklę swym pięknem. Nawet fakt, że jajo znajdowało się głęboko, głęboko w jaskini ukrytej za taflą jednego z wodospadów, nie był w stanie powstrzymać ryku natury.

Był najmłodszym owocem smoczej miłości, która od wieków jarzyła się między rodzicami Sargerasa. A trzeba było wiedzieć, że Archimonde i Sylvanas, jego rodziciele, nie próżnowali, mając nietypowo wysokie zapędy w kwestii mnożenia swojego gatunku, dlatego też na pisklę siedzące w jaju czekało pięcioro rodzeństwa i jedno bliźniacze jajo. Jego bracia i siostry, idąc od najstarszego do najmłodszego, mieli na imię Alune, Sapphiron, Serath, Adey, Sadraei oraz Atera.

Te imiona także pamiętał jeszcze za czasów przebywania w skorupce jajka, ich dźwięk w smoczej mowie bowiem okazjonalnie docierał do niego. Nie wiedział, co ani kogo reprezentują te wszystkie słowa, ale czuł, że będą to bardzo ważne istoty w jego życiu. Najpierw jednak musiał nadejść moment, w którym stanie się na tyle silny, by wyjść z bezpiecznego wnętrza jaja.

Wyzwanie to, na całe szczęście, okazało się proste. W przeciwieństwie do piskląt, które nie raz rodziły się zbyt słabe, a przez to umierały, nim przebiły skorupkę, Sargeras roztrzaskał swoje jajo w kawałki, gdy tylko rozprostował swoje kończyny. Można by powiedzieć, że zrobił to w dosyć widowiskowy sposób. Niestety, odłamki, które trafiły w innych członków jego rodziny, bardziej ich zirytowały, niż zachwyciły. W ten oto sposób już od pierwszych chwil na świecie, musiał on udowodnić swoją wartość, jeśli nie chciał podpaść zarówno swojemu rodzeństwu, rodzicom, jak i reszcie świata.

Dla Sargerasa nie była to jednak przeszkoda. Pierwsze kroki, pierwszy smoczy ryk, nawet pierwsza walka ze swoimi braćmi, to wszystko były wyzwania, które trzeba było pokonać. Nic więc dziwnego, że nawet gdy brakowało mu sił, on nie poddawał się, a zamiast tego z uporem maniaka próbował dalej. Gdy padał z wycieńczenia, zasypiał, ale ledwo się budził, a powracał do metaforycznej ściany, która stała na jego drodze życia. Przez długi czas nie wiedział nawet, jak nazywa się to, co sobą reprezentował. Była to determinacja płynąca wprost z jego młodego, smoczego serca, a która tylko rosła i rosła z każdym dniem.

Jaskinia, gdzie żył Sargeras i cała jego rodzina, zdawała się w niemal idealnym położeniu dla smoczej rodziny. Od północy odizolowani byli Szczytami Fellarionu, co było całkiem dobre. Po drugiej stronie bowiem nie było nic interesującego, a poza tym, łatwiej było bronić terenu, jeśli potencjalne zagrożenie mogło nadejść tylko z jednej połowy świata. Najbliższa okolica wodospadów była zalesiona i gęsto zamieszkana, zarówno przez proste zwierzęta, naturian, jak i przez istoty, które postanowiły żyć w odosobnieniu pośród natury. Było to nie tylko dobre źródło mięsa, ale także sojuszników. Z niektórymi bowiem pradawni potrafili się porozumieć, szczególnie z istotami, dla których las był domem. Smoki obiecywały nie spopielać i nie pożerać czego popadnie bez powodu, a w zamian dawano im spokój oraz okazjonalne dary, a także utrzymywano w tajemnicy położenie smoczego leża.

Rapsodia i Rododendronia były tuż za krańcami lasów i można było dostać się tam w jeden dzień, nawet po przybraniu formy humanoidalnej. Dzięki temu Archimonde i Sylvanas mogli swojemu potomstwu pokazać świat bardziej cywilizowany, wraz ze wszystkimi jego wadami i zaletami. W ten sposób także smoki poznawały potoczną Mowę Wspólną, a także sposób odczytywania i zapisywania tekstu. Ogniste gady nie terroryzowały tych miast, nie przelatywały obok w swej smoczej formie nawet, wiedząc, że rychła zguba czeka na nich, jeśli narażą się siłom potężniejszym niż one wszystkie razem wzięte.

Na całe szczęście, między miastami rozciągał się Szlak Pomarańczowy, a prostopadle do niego, przez Rododendronię, przechodził Szlak Zielony. Nie wszystkie wozy bądź karawany, które tamtędy przejeżdżały, miały wystarczającą ilość ochrony, by odeprzeć atak chciwych smoków. Nic więc dziwnego, że nie licząc jaskini i lasów, były to najczęściej odwiedzane przez smoczą rodzinę miejsca.

Stosunki między smokami były typowe. Rodzeństwo walczyło o łupy po każdym powrocie do jaskini, rodzice dbali zaś o każde smoczątko pod swoją opieką, upewniając się, że gdy dorosną, będą w stanie odlecieć w swoją własną stronę. Sargeras, w wyniku tego, nie czuł szczególnej więzi do tych, z którymi mieszkał w jednej jaskini. Co najwyżej tolerował ich i słuchał, gdy mieli coś mądrego do powiedzenia. Wciąż jednak pamiętał swoje przeczucie z młodości, że jego rodzina będzie niezwykle ważnym elementem jego życia. Wciąż nie wiedział jednak, czemu.

Podobnie jak jego bracia i siostry, Sargeras od około trzydziestego roku życia miał wolność wyboru. Jego rodzice, po nauczeniu małych smocząt podstaw życia, pozwalali każdemu z potomstwa kierować się swoja własną ścieżką. Mógł więc robić co tylko uznał za właściwe, tak długo, jak nie będzie to czysta głupota, jak choćby próba frontalnego ataku na jedno z ważniejszych miast Alaranii.




Heroiczne Początki!



Jedną z pierwszych samodzielnych decyzji Sargerasa było spędzanie większej ilości czasu w dużych miastach. Pod postacią młodego elfa przychodził on do karczm lub innych miejsc, gdzie ludzie pod naporem alkoholu opowiadali najróżniejsze historie. Jego najbardziej ciekawiły te o bohaterach. Czemu?

Pewnego razu bowiem, gdy był po raz kolejny w mieście, upewniając się, że dobrze rozumie kulturę ludzi i innych ciepłokrwistych, dotarły do jego uszu słowa byłego rycerza, który z pasją opowiadał o jego walce z potężnym smokiem i o tym, jak powalił bestię. Ludzie, zachęceni alkoholem, wyrażali podziw i hołd wobec dzielnego wojownika, okrzykując go mianem bohatera. Ów karczemny heros wyciągnął nawet, jako dowód, potężny złoty medalion, który to miał uzyskać za swój czyn. Jedna z kobiet momentalnie przybliżyła się do niego, najwyraźniej zachęcona złotem, po czym zaczęła słodzić mu, jak to podpite panny mają w zwyczaju.

Jego serce, mógłby przysiąc, zapłonęło potężnym ogniem, a w jego płomieniach zrodził się cel, który przemawiał do Sargerasa. Złoto, pożądanie, sława, legendy. On chciał to wszystko. Chciał, by w karczmach opowiadano o wspaniałym i potężnym smoku, by to ku niemu kierowano okrzyki pochwalne. By to do niego przychodziły zarumienione osobniki płci żeńskiej, widzące w nim obiekt pożądania. By to jemu dawano złoto i bogactwo za jego heroiczne wyczyny.

Wtedy właśnie postawił sobie za cel, że zostanie najwspanialszym bohaterem, jakiego Alarania widziała.

Nie mógł jednak zrobić tego od razu. Najpierw musiał dorosnąć. Dlatego też kontynuował prosty, smoczy i niebohaterski żywot przez wiele lat, do czasu, kiedy pierwsze iskierki niechęci wobec jego rodzonych rodziców objawiły się w jego duszy. Było to za czasów, gdy miał około czterysta lat. Wtedy też zdecydował rozpocząć swoją legendę.

Zaczął skromnie. Wpierw nauczył się mówienia Mową Wspólną, gdy był w pełni smoczej formie. Zazwyczaj korzystał z tejże tylko w formie człowieka, gdy był wśród ludzi. Nie chciał jednak przybierać swojej słabszej, mniej wspaniałej formy, by porozumiewać się z osobami, dla których miał być bohaterem, do tego bowiem potrzebował swojej potężnej, smoczej formy.

Następnie zaczął próbować zachowywać się jak bohater. Niestety, szybko okazało się, że choć niezabijanie ludzi, których karawany się okradało, było o wiele bardziej litościwe, to jednak nie było to zbyt bohaterskie. Szybko zrozumiał swój błąd - nie mógł ich okradać. Musiał robić coś, co te małe, niepokryte łuskami istoty, uznałyby za gest na tyle dobry, że same gotowe byłyby oddać swoje złoto. Postanowił, w imię tego, co pragnął najmocniej na świecie, zdradzić swoją rodzinę.

Opuścił rodzinną jaskinię i zaszył się w bezpiecznej odległości, wciąż jednak blisko szlaku. Czekał na okazję kilkadziesiąt dni, aż w końcu stało się to, na co liczył. Zarówno ci, którzy pilnowali wozu, jak i najstarszy brat Sargerasa byli zdziwieni tym, że smok stanął w obronie ludzi i ich kosztowności. Może to właśnie ten element zaskoczenia sprawił, że Sargeras pokonał kogoś z większą liczbą lat na karku. O ile przegonienie kogoś bez zakończenia cudzego życia można uznać za zwycięstwo. Teraz rozumiał, czemu przeczuwał kiedyś, że jego rodzina będzie ważna. To ich pokonanie na oczach słabych istot przyniesie mu sławę. To te czyny sprawią, że zostanie bohaterem.

Choć nie mógł się doczekać sławy i bogactwa, wiedział, że musi bardziej popisać się przed ludźmi, nim ci mu zaufają. Dlatego też pierwszą ochronioną karawanę pozostawił w spokoju, nie prosząc o zapłatę. Przekazał im jedynie, by głosili o bohaterze, którego zbroją są jego własne łuski.

Pierwsze pogłoski o nim traktowano jak głupotę, zrodzoną z halucynacji pijanego handlarza, ślady smoczej walki zaś, które miało być tego dowodem, uznano za zbieg okoliczności, niezwiązaną z jakimkolwiek bohaterstwem kłótnię między wielkimi gadami. Wkrótce jednak kolejne bogactwa były przewożone przez ten szlak i prędzej czy później zdarzyło się, że kolejny członek rodziny Sargerasa zjawił się, by upolować nieco bogactwa i mięsa. Tym razem jego sukces w przegonieniu członka własnej rodziny miał mniej do czynienia ze szczęściem a więcej z doświadczeniem, które zdobył podczas walki z najstarszym bratem. Inni nie mieli takiej okazji. Drugiego ocalonego wozu nie wypuścił już bez zapłaty. Stał dumnie, górując nad istotami przed nim, aż ci w końcu zrozumieli, czego żąda ich wybawiciel. Dali mu to, co mieli, po części ze strachu, a po części ze wdzięczności, że ich nie zabił. Zapytali go także o imię, o ile takowe posiada. W ten sposób Sargeras zyskał imię, a jego bohaterstwo zyskało na wiarygodności wśród okolicznych handlarzy. Nawet w karczmach pogłoski o nim zaczęły się rozchodzić.

W ten sposób sprowadził porażkę na całe swoje rodzeństwo. Przylatywali po kolei, a to w niewiedzy próbując zaatakować szlak handlowy, a to szukając zemsty za poturbowanego i zhańbionego brata bądź siostrę. Sargeras z każdą walką zyskiwał na sile i utwierdzał się w przekonaniu, że jest bohaterem dla nie-smoków, których bronił. Coraz mniej strachu budził wśród tych, co słyszeli o nim. Wciąż jednak był niezbyt znany w tych okolicach. Nic dziwnego, handlarze i kupcy, których ratował, nie zawsze mieli wystarczające znajomości, bądź wiarygodność, by móc głosić czyny niebieskiego smoka.

W końcu jednak nadszedł dzień, który miał zadecydować o jego losie jako bohatera. Jego rodzice, Archimonde i Sylvanas, przybyli razem do szlaku. Agresję ze strony Sargerasa uznali za zdradę, szczególnie iż jego zachowanie odcinało ich od swobodnego dostępu do szlaku handlowego. Była to dla nich zdrada, która musiała zostać ukarana.

O ile wcześniej Sargeras pokonywał rodzeństwo w walce jeden na jednego, to teraz nie dość, że jego rodzice mieli przewagę liczebną, to do tego oni przewyższali go wszystkim. Doświadczeniem, siłą, wielkością. Jego ciało było niczym kukła treningowa dla starszych smoków, których priorytetem było zadanie cierpienia niewdzięcznemu synowi. Prawdopodobnie dzięki temu odsiecz zdążyła przybyć.

Walka trzech smoków wstrząsnęła okoliczną ziemią, nic więc dziwnego, że niektórzy to zauważyli. A wśród tych niektórych byli ci, którzy zawdzięczali Sargerasowi życie. Zwołali więc oni, przy pomocy swoich znajomości, kogo się dało, kto mógł pomóc powalić smoki, i ruszyli na szlak, gdzie niebieskołuski z trudem wstawał na własne łapy po kolejnych uderzeniach i ugryzieniach. Miał oberwać kolejny raz, ale deszcz strzał, choć nie zranił starszych smoków, to odwrócił ich uwagę, podobnie zresztą jak wulgarne okrzyki do tychże skierowane. Bohaterstwo Sargerasa, choć interesujące się dobrami materialnymi, a nie czystym dobrem, właśnie zwracało mu plony wdzięczności. Ci ludzie mogli zostać spopieleni jednym smoczym oddechem, a przybyli. To obudziło w smoku uczucie, które po raz pierwszy rozbrzmiało w nim. Myśl przeszła przez jego głowę niczym błyskawica.

“A więc to tak czuje się prawdziwy bohater.”

Nie chciał, by ludzie, którzy za wtrącanie się już po kilku sekundach zostali zdziesiątkowani przez jego rodziców, przepadli na marne. Nie chciał, by uczucie, które czuł, przepadło wraz z tymi, którzy wierzyli w niego jako w bohatera. Zebrał się z ziemi, po czym zionął całym ogniem, jaki mógł z siebie wykrzesać. Ten jednak był za mały, jego rodzice nawet nie zwrócili uwagi na płomyczki, które równie dobrze mogłyby być cieplejszym powiewem wiatru.

Ale Sargeras nie przestał. Czuł, że sięgnął w tej chwili do własnej duszy, by wzmocnić ogień, gdy ten momentalnie rozgorzał żarem, który nawet dla smoka był nie do zignorowania. Jego rodzice w szoku zauważyli, że choć ogień nie był dla nich bezpośrednio śmiercionośny, to jednak stał się faktycznym zagrożeniem, przed którym musieli aktywnie chronić wrażliwsze części ciała. Zszokowani obserwowali, jak Sargeras przebudził coś, co można by określić mianem potencjału magicznego. To magią bowiem spotęgował temperaturę płomienia.

Sargeras w końcu utracił resztki sił. Przestał miotać ogniem na swych życiodawców, po czym padł, wycieńczony tą ostatnią próbą. Walka jednak nie wznowiła się, ku zdziwieniu niebieskołuskiego i ocalałych ludzi. Archimonde i Sylvanas zaprzestali agresji, zamiast tego okazując łaskę. Najwyraźniej zaimponowało im to, jaką siłę ich własny syn zdołał wykrzesać w imię swoich wartości. Do tego stopnia nawet, że stwierdzili, że jeśli dzięki tej drodze życia ich potomek zostanie potężnym smokiem, to nie będą mieli nic przeciwko temu całemu “bohaterstwu”.

Sargeras ucieszył się z tego powodu, ale coś nie dawało mu spokoju. Kilkudziesięciu ludzi, którzy dla niego odwrócili uwagę starszych smoków, zginęło, a jeszcze więcej zostało poważnie rannych. Wiedział, co to oznacza dla niego, bohatera. To oznaczało… że nie dostanie takiej ilości złota, bogactwa i sławy, na jaką zasługuje po swoich wyczynach! Uparcie myśląc o swoim możliwym bogactwie, które straci, jeśli zostawi ich w obecnym stanie, spróbował sięgnąć jeszcze raz tam, gdzie wcześniej znalazł siłę, by wydobyć z siebie niezwykle potężny ogień.

Tym razem jednak przyświecał mu inny cel. Inna idea. Nie chciał żaru godnego głębin piekielnych. Chciał oddechu, który niósłby życie, a nie śmierć. Nie wiedział, czy to się uda, ale musiał spróbować. Dla bogactwa i sławy był gotów zrobić wszystko. Dlatego też niezmiernie ucieszył się, gdy świetlisty złoty płomień, niby mgła, powoli uleciał z jego paszczy zamiast ognia. Magia nie była silna, martwi wciąż pozostawali martwymi, a zmiażdżone kończyny nadal nie nadawały się do użytku. Nie znaczy to jednak, że nic nie dawała.

Ból złagodniał, utrata krwi spowalniała, poparzenia leczyły się o wiele szybciej. Ci ludzie widzieli potężniejszą magię leczniczą, jednak po raz pierwszy ujrzeli taką magię od najprawdziwszego smoka. Nic dziwnego, że niektórzy myśleli, że zaraz zostaną upieczeni i ze strachu narobili w portki. No cóż, przynajmniej niespodzianka była w ten sposób o wiele milsza.

Rodzice Sargerasa po raz ostatni życzyli mu szczęścia na tej dziwacznej drodze życia, po czym wrócili do jaskini, która stała pusta. Rodzeństwo Sargerasa dosyć długo było pod skrzydłami niezwykle opiekuńczych smoczych rodziców. Dopiero ich porażka przy walce z najmłodszym bratem uświadomiła ich, że nadszedł czas, by się usamodzielnić. W ten sposób każdy poszedł w swoją stronę.

Sargeras nie narzekał na ten obrót wydarzeń. Jeden z bogatszych handlarzy urządził ucztę na cześć smoka. Zorganizowano ją poza murami Rapsodii, gdyż wszyscy myśleli, że smok pozostanie w swej potężnej formie. Jednak szybko okazało się, że Sargeras postanowił przyjąć swoją elfią, bardziej poręczną formę. W ten sposób mógł rozkoszować się wszystkimi posiłkami i trunkami, które zostały naszykowane, bez obawy, że po dwóch kęsach nic nie zostanie. Skarby, które mu oferowano, także mógł obejrzeć z bliska, zachwycając się ich połyskiem i kunsztem wykonania. Poza tym, w ten sposób mógł o wiele łatwiej zapoznać się z pięknymi damami. O wiele łatwiej, a także - jak w środku nocy się przekonał - o wiele bliżej.

Takiego życia chciał Sargeras. Tego właśnie pożądała jego pierwotna smocza chciwość. Czuł, że tak jest doskonale i nie planował odpuścić sobie tego trybu życia przez wiele, wiele lat.





Bohater na Wagę Złota!



Prawdziwy bohater nie spoczywał na laurach. Na całe szczęście, Sargerasowi daleko było do takiego indywiduum, dlatego też rozkoszował się swoją chwilową sławą, która zdołała wkradnąć się w jeden z zakamarków Rapsodii, dzięki czemu jedna z karczm nie dość, że zagwarantowała mu tanie zakwaterowanie, to jeszcze stała się sceną, na której wygłaszał swoje czyny do publiki. Szybko jednak jego słowa stały się zbyt powtarzalne - miał w końcu na karku jedynie obronę kupieckich karawan oraz potyczkę z członkami swej rodziny. Nic więc dziwnego, że w końcu nastały czasy, kiedy już nikt nie chciał posłuchać o jego wyczynach, nie wspominając o obdarowaniu go złotem, czy kobiecym uściskiem chociażby.

Z początku niebieski smok miał nadzieje, że gdzieś w okolicy nastąpi katastrofa czy afera, w której zalśni swymi czynami. Niestety, przez dwa miesiące czekał i nic się nie stało. Kosztowności, które zdobył, już upłynnił, czy to pod postacią drogiego jedzenia i wina, czy choćby za zakwaterowanie, którego to koszt wzrósł, gdy tylko obecność “bohatera” przestała sprowadzać więcej ludzi do karczmy. Była to głównie wina jego rozrzutności - Sargeras bowiem nie miał umiaru, gdy wiedział, że ma czym płacić.

Z niechęcią, ale zaakceptował fakt, że jeśli chce być traktowany jak bohater cały czas, to też cały czas musi bohaterzyć, co by ogień jego sławy nie zgasł z czasem. Wyszedł poza mury miasta, przemienił się w swoją majestatyczną, smoczą formę, po czym odleciał w kierunku słońca. W końcu tak robią herosi w opowieściach, więc czemu on nie miałby tak robić?

Szybko zrozumiał, jak niepraktyczne było to rozwiązanie. Był gdzieś między opuszczonym Królestwem a Wschodnimi Pustkowiami, co można było poznać po tym, że miał w zasięgu wzroku rzekę Nefari, a daleko, tuż przy horyzoncie, ujrzeć można było zarys ruin Nemerii. Okolica nie była zaludniona, a najbliższe wielkie miasto, gdzie można było spieniężyć ewentualne kosztowności, było poza zasięgiem smoczego wzroku. Dlatego też zdecydował, że od teraz będzie trzymał się blisko szlaków handlowych. W końcu to dzięki Szlakowi Pomarańczowemu został bohaterem, więc czemu teraz miałoby to zadziałać na jego niekorzyść?

Na podstawie swojej wiedzy, która na szczęście okazała się wystarczająca, zbliżył się do okolic Nowej Aerii. Tam w końcu przecinały się trzy szlaki handlowe, a i Sargeras wiele dobergo słyszał o “Alarańskiej stolicy handlu”, dlatego też nadzieje miał wygórowane. Te jednak się nie spełniły - długo latał po niebie i wiele dni spędził na spacerze wzdłuż szlaków, lecz nie dotarły do niego problemy żadne, za których rozwiązanie dawano nagrodę. Przynajmniej do czasu, aż nie zasiadł wewnątrz karczmy w nowej Aerii, gdzie doszły do jego uszu intrygujące plotki.

Słuchy chodziły, że pewien tutejszy handlarz zakupił sporą ilość towaru prosto z Efne, o wartości przekraczającej kilkudziesięciokrotną wartość przeciętnej karawany z towarami na szlaku handlowym. Nic dziwnego, że handlarz zażyczył sobie jak najszybszej dostawy, co by zminimalizować czas, podczas którego na wozy ktoś mógłby napaść. A jak wyobrażał sobie ten kupiec przyspieszenie dostawy? Otóż zażyczył on sobie od przewoźnika, by jechał on w linii prostej do Nowej Aerii, a to oznaczało przejazd przez pustynię. Podobno, pod naciskiem sakiewki ze złotem, przewoźnik zgodził się. I tyle go widziano, choć, zgodnie z umową, miał być w mieście już dzień temu.

To były jednak plotki. A przynajmniej tak mówiono. Aby się upewnić, że warto wybierać się na pustynię, a i aby zawczasu wychwalić to, jak uratuje karawanę z ładunkiem kupca, odszukał on nieszczęsnego handlarza, co było proste, gdyż ten zapijał wielką stratę pieniężną tanim winem w karczmie. Niedowierzał, gdy Sargeras od pierwszego słowa głosił, jak to on, bohater, rozwiąże jego problemy, dlatego też smok natychmiast ruszył w drogę. Na szczęście dla niego obszar poszukiwań był dosyć wąski - wystarczyło, by leciał wprost w kierunku Efne, w międzyczasie wypatrując wyróżniającego się na tle rozpalonego piasku konwoju wozów towarowych.

I tak zresztą odnalazł on nieszczęsne powozy. Było ich łącznie cztery, wszystkie zapakowane po brzegi, związane mocno linami. Z przodu leżało dwanaście martwych od temperatury koni. Tuż obok zresztą leżał mag, który był na skraju wycieńczenia. Tylko woźnica i czterech zbrojnych, którzy służyli za ochronę, jeszcze jakoś dawało radę. Choć na widok lądującego znienacka smoka niemal zbezcześcili swoje ubrania, co by ich pewnie ostatecznie odwodniło.

Sargeras szybko jednak wyprowadził ich ze strachu, przedstawiając się jako smoczy bohater, tłumacząc im, że przybył, aby ocalić ich oraz ładunek, który mają ze sobą. Szybko jednak zadziwiony tym, co zastał, niebieskołuski zaczął zadawać pytania. Czemu konie są martwe? Bo nie przewidzieli tak długiego postoju i musieli wodę przeznaczoną dla koni wziąć dla siebie, skazując zwierzęta na śmierć. Czemu więc stoją? Bo mag stracił resztki sił, a jest im potrzebny. Czemu mag jest potrzebny? A bo wozy nie były przystosowane do poruszania się do piasku, podobnie konie. Mag utwardzał piasek pod kołami i kopytami, dzięki czemu podróż była w ogóle możliwa.

Sargeras ze zrozumieniem wysłuchał odpowiedzi, po czym, niestrudzony tym wszystkim, ogłosił, że dosyć tej niedoli. Z początku zastanawiał się nad tym, by chwycić jeden z wozów w swoje łapska i wznieść się w powietrze, szybko jednak zauważył, że towar mógłby z łatwością wypaść, a i nigdy nie niósł tak wielkiego ciężaru, więc istniałoby ryzyko, że straci siły w trakcie lotu i nastąpi bolesne, może i śmiercionośne lądowanie. Dlatego też, w imię bohaterstwa i skarbów, które będą nagrodą za jego czyn, zobowiązał poświęcić się dla sprawy i zastąpić padnięte konie. Był w końcu, jakby nie patrzeć, dorosłym, a to znaczy, że także i wielkim smokiem. Nawet gdy grunt stanowi sypki piasek, a jego cielsko będzie ciągnęło łatwo grzęznące, a co za tym idzie, spowalniające go wozy, to i tak nie byłoby to dla niego problemem.

Tyle dobrego, że część lin, które zabezpieczały ładunek, można było bez strat przeznaczyć na linę, którą przymocowano do końcówki smoczego ogona, zahaczając o jedną z łusek. Wznowiono podróż, na którą załapały się także martwe konie, które, na całe szczęście, wzięto jako ewentualny posiłek, gdyby smok zgłodniał, bo zapasy, które ludzie mieli przy sobie, nie starczyłyby dla Sargerasa. I dobrze, że tak zrobili, bo okazało się, że rozmiar to nie wszystko… W kwestii transportu oczywiście.

Sargeras nigdy wcześniej nie szedł po piasku. Nic więc dziwnego, że prędkość, z jaką przesuwali się naprzód, była niezwykle powolna. Ze wstępnych ustaleń ludzi wynikało, że w tym tempie będą musieli nocować dwukrotnie, nim uciekną z piasków pustyni Nanher. Już poza piaskiem zdołaliby w kilka godzin dotrzeć do Nowej Aerii, głównie za sprawą tego, że na twardej ziemi Sargeras nie będzie miał problemu z osiągnięciem wyższej prędkości.

Pierwszy wieczór, podczas którego urządzono postój, upłynął w spokoju. Ludzie rozmawiali ze sobą, a gdy odważyli się zaprosić swojego wybawcę do rozmowy, to zostali zalani jego sławą, wyczynami i bohaterstwem. Cóż, przynajmniej nie było nudno. To jednak, co im umknęło, to fakt, że Sargeras zjadł całą koninę, która była dla niego przeznaczona, w międzyczasie opowiadania o swoich wyczynach. A to oznaczało, że nie będzie miał co jeść na następny dzień…

Po wyspaniu się, podróż nabrała tempa. Smok nabierał wprawy w poruszaniu się po pustyni, a i rzeźba terenu nie sprawiała utrudnień. Wszystko wskazywało na to, że będzie idealnie i bez problemów. Aż w końcu nadszedł wieczór, a wraz z nim - pora na kolację.

W czasie, gdy ludzie przedzierali się przez końcówkę swoich prywatnych zapasów, brzuch Sargerasa zaryczał, domagając się pokarmu. Ludzie szybko zrozumieli, o co chodzi. Popatrzyli po sobie nawzajem, po czym rzucili okiem na smoka, który lustrował ich niczym przekąski. Woźnica i zbrojni już pogodzili się z tym, że umrą i błagali o to, by przynajmniej zagwarantował im szybką śmierć. Mag jednak, który już czuł się na siłach, miał inny pomysł. Zasugerował Sargerasowi… ich ładunek. Był bowiem dobrze wyedukowanym człowiekiem i znał ważną ciekawostkę o smokach - mogły one jeść wszystko. Wiedział jednak, że sugerowanie piasku czy innego, pospolitego materiału mogłoby obrazić majestat smoka, u którego zauważył dosyć wielkie ego niezwykle wygórowane oczekiwania podczas poprzedniego wieczoru. Dlatego też zasugerował, by smok… zjadł towar, który dotychczas przewozili.

Sargeras, niechętnie, ale posłuchał, co mag chciał mu zaoferować. Wyszło na jaw, że w skrzyniach, które były załadowane na wozy, były wyroby jubilerskie wszelkiej maści: złoto, srebro, kamienie szlachetne i inne rzadkie oraz, oczywiście, drogocenne materiały, wszystko uformowane w gustowne kształty i formy. Mag argumentował swoją propozycję tym, że jak zje część towaru, to nie dość, że mniej będzie miał do ciągnięcia przez resztę drogi, to także była gwarancja tego, że handlarz da mu nagrodę za przywiezienie choćby części kosztowności. A i oni sami, w ramach wdzięczności za to, że nie zjadł ich, mogliby zaoferować mu część tego, co oni mieli dostać za dostarczenie towaru.

Taka argumentacja wystarczyła, by Sargeras, niechętnie, zmienił sposób żywienia na ten wieczór z mięsnego na bardziej… kosztowny. Nigdy wcześniej nie pomyślałby, że w ten sposób odkryje najwspanialszy smakołyk, jaki kiedykolwiek dane było mu spróbować. Już pierwszy kęs drogocennych kruszców sprawił, że smok pomrukiwał wskutek nieziemskich doznań smakowych. Zdziwieni ludzie przypatrywali się, jak smok w akcie gastronomicznego podniecenia pochłonął połowę tego, co wieźli ze sobą, rozkoszując się każdym kęsem, zapoznając się ze smakiem złota, srebra i innych kosztowności, na które wpadł w tym rajskim bufecie.

Gdy ludzie wstawali następnego dnia, smok już stał w gotowości, niemal wyrywając się do drogi. Najwyraźniej uczta tak poprawiła mu humor, że był gotowy zawieść te wozy choćby i w Piekielne Czeluści, byleby zostać wynagrodzonym większą ilością skarbów do spożycia. W ten oto sposób dotarli pół dnia wcześniej, pędząc do przodu za sprawą potęgi smoczego apetytu. Tak bardzo domagał się nagrody, że zapomniał aż zmienić się w elfa przed wejściem do miasta. Na całe szczęście krzyczący na cały głos strażnicy przy bramie przypomnieli mu o tym, nim stratował Nową Aerię. Handlarz, na całe szczęście, nie szukał winowajcy w kwestii zagubionej części towarów, bo w końcu ważne było, że wróciła chociaż część, choć niezmiennie zdziwił go fakt, że Sargeras, gdy tylko otrzymał nagrodę, to połowę natychmiast skonsumował, zachwycając się smakiem.

Sargeras postanowił, że - tak jak ostatnio - przeznaczy zdobyte bogactwo, które jeszcze nie zjadł, na balowanie wśród ładnych kobiet i mężczyzn podziwiających jego wspaniałe czyny. Znalazł adekwatną karczmę i tam też do nocy opowiadał o sobie, w międzyczasie pozwalając na wszelkie adoracje, pochwały i prezenty. Szczególnie od płci pięknej i szczególnie gdy przekazywanie darów miało miejsce, gdy słońce już zaszło.

Następnego dnia, nauczony swoimi doświadczeniami, nie osiadł na laurach. Oczywiście, niemal na każdym kroku próbował wszystkim dookoła uświadomić, jak wspaniałym bohaterem jest, a i nawet poflirtował z jedną panną, która akurat wpadła w pułapkę jego urody. Poza tym krótkim rozproszeniem błękitnołuski, w swojej elfiej formie oczywiście, chodził po mieście, głównie po karczmach, szukając oznak ludzi i nieludzi będących w potrzebie. Z początku celował wysoko, próbując nadstawiać uszu za czymś niezwykle heroicznym. Szybko jednak zrozumiał, że zmuszony będzie obniżyć swoje standardy. W ten sposób został dla pewnej rodziny środkiem transportu, gdyż okazało się, że przewoźnik, któremu zapłacili, oszukał ich i zniknął z ich zapłatą bez wykonania usługi. Z początku uszy chciały mu odpaść, gdyż rodzinka, która ulokowała się w grzywie na jego głowie, krzyczała dosyć głośno, gdy tylko rozpoczął się lot. Na całe szczęście po pół godziny już zdarli sobie gardła i reszta lotu była znośna.

W ten sposób znalazł się daleko, daleko na południowym wschodzie Równiny Maurat, gdyż to tam odstawił rodzinę. Ku jego nieszczęściu, nie mieli ani krztyny złota i kamieni, które mogli mu zaoferować. Zamiast tego, zaprosili go do ich rodzinnej wioski, gdzie miał dziać się ślub kogoś, z kim są spokrewnieni, co zresztą było powodem, dla którego chcieli się tu dostać. Zaoferowali gościnę, a Sargeras, mając nadzieje, że chociaż to wynagrodzi jego bohaterski trud, zgodził się.

O dziwo, nie było tak źle. Z początku chciał przemienić się w elfią formę i tańczyć i bawić się wśród innych, ale szybko okazało się, że to nie będzie konieczne. Tutaj nie było ciasno, mógł spokojnie być w smoczej formie i nie przeszkadzał nikomu. Poza tym ludzie tutaj byli bardziej otwarci od tych, których można było spotkać w miastach, więc z otwartymi ramionami przywitali widok wielkiej gadziny dołączającej do nich. Tutejsze dzieci zachwycały się nim, a Sargeras, widząc ich niewinne oczka, zgodził się na to, by spróbowały wspinać się po nim, niczym po wielkiej atrakcji. Nie miał serca, by odmówić brzdącom zabawy.

Dorośli także miło zaskoczyli Sargerasa. Szczególnie podczas ceremonii, kiedy to zakonnik odprawiający ceremonię wplątał smoka jako symbol siły, coby pobłogosławił wraz z nim związek małżeński, który miał zostać uformowany. Widząc okazję, smok użyczył swojego dobrego, złocistego ognia, by otulił parę podczas końcówki ceremonii. Najwyraźniej w ten sposób zdobył jeszcze większą sympatię ze strony tutejszych.

Podczas uczty, która działa się później, miał wiele okazji, by opowiedzieć o sobie i o swoich czynach wszystkim ciekawskim. I musiał smok przyznać, nigdy wcześniej nie widział on tak wpatrzonych w niego ludzi. Był dla nich niemalże żywą legendą, do tego stopnia, że co niektórzy chcieli dać mu podarki. Jedni nie żądali nic, inni prosili o to, by obdarzył ich swoim podmuchem, o którym najwyraźniej myśleli, że przynosi szczęście i dobrobyt. W ten sposób zdobył co nieco złota, o dziwo dobrej jakości, które z przyjemnością trafiło pod jego ząb.

W którym momencie jednak dostał wielki kawałek sera. Smok, choć słyszał o tym jedzeniu, to nigdy wcześniej nie miał okazji skosztować owego ludzkiego przysmaku. Nie chcąc zasmucić tego, który mu ser ofiarował, spróbował kawałek. A później kolejny. I kolejny. Aż pożarł wszystko, gdyż okazało się, że to złociste danie na równi było ze złotem i innymi kosztownościami, jeśli chodzi o smak.

Podsumowywując, wyszło świetnie. Sargeras nie pomyślałby, że tak prości ludzie zagwarantują mu taką nagrodę w podzięce za tak prostą rzecz, jak pomoc w podróży. Było wesoło, było miło, darami został obsypany, a i skończyło się na tym, że w elfiej formie leżał na stogu siana, w towarzystwie młodej dziewoi co już spała, więc pradawny uznał ten dzień za niezwykle udany. Na tyle udany, że jeszcze bardziej utwierdziła się w nim myśl dotycząca tego, czego on pragnie w życiu.

Bohaterstwo, a konkretnie korzyści płynące z bycia bohaterem, było tym, czego potrzebował, nie miał wątpliwości. Wiedział jednak, że Alarania wielka jest i szeroka, a i za wodami także są tereny, które czekać mogą na kogoś takiego jak on. Jeszcze wiele skarbów i kosztowności czekało, by dostać się w jego ręce bądź paszczę. Ten cały ser, którego zakosztował, także wydawał się wspaniały. Zdecydował, że będzie miał na oku ten produkt żywieniowy, szukając go wszędzie, gdzie tylko będzie i poznając jego przepyszne tajemnice. Nie mógł też zapomnieć, że jeszcze wiele pięknych dam nie słyszało o jego sławie, która z pewnością sprawiłaby, że goniłyby za nim w imię miłości. A i sława oczywiście! Wiedział, że trzeba ją podtrzymać i zwiększać jej wpływy.

Jeszcze niedawno był wśród rodziny w jaskini. Smocza pamięć nie pozwalała mu zapomnieć o początkach. Wiedział jednak, że to dopiero początek. Nie minął nawet rok, odkąd opuścił swoją rodzinę, a to oznaczało, że wciąż był jedynie młodym smokiem. Dlatego też gotów był przyjąć na siebie kolejne stulecia życia, z odwagą i uśmiechem godnym bohatera.




Sława, Bogactwo i Romanse!



Minęło około pięciuset lat od rozmyślania na stogu siana, lecz życie błękitnołuskiego wciąż toczyło się w rytmie, jaki on dyktował. Sargeras obecnie miał na karku wspaniałe tysiąc lat, jednak wciąż szedł drogą, którą wyrzeźbił tak dawno temu. Teraz oczywiście miał o wiele więcej doświadczenia, zarówno pod względem heroicznych czynów, jak i również wykorzystywania tych czynów jako źródła zarobku, sławy i przyjemności w życiu.

Był już we wszystkich ważnych miastach Alaranii i to niejednokrotnie. Poznał tych urodzonych zarówno wysoko, jak i nisko. Był bohaterem, gdzie tylko nadarzyła się okazja, nieważne czy chodziło o pokonanie agresywnej bestii, posłużenie za środek transportu, czy choćby zdjęcie wystraszonego pomiotu szatana, jakim są koty, z drzewa. Ważne było, że był bohaterem i że w zamian dostawał to, czego pragnął. Przez dziesięciolecia zasmakował tyle kosztowności, sera i kobiet ras wszelakich przy różnych okazjach, że zdobył wiedzę o rodzajach tychże.

Nauczył się odróżniać dobrze wytopione, czyste złoto, od tego zanieczyszczonego czy nawet celowo wymieszanego z innymi metalami. Podobnie rzecz miała się ze srebrem i innymi drogocennymi metalami. Znał on nazwy i cechy setek kamieni szlachetnych, a z czasem to i nawet nauczył się zauważać jakość tego, jak zostały one uformowane do danego kształtu.

Podobnie rzecz miała się z serem. Pozornie proste jedzenie okazało się mieć setki odmian, a każda odmiana okazywała się mieć całkiem inny smak w różnych miejscach, ze względu na nawet najdrobniejsze różnice w przygotowaniu. Szczególne miejsce w sercu smokołaka zajmowały sery rzadkie, trudne do wytworzenia, które wiele osób uznałoby za niejadalne ze względu na nietypowy smak.

Jeśli zaś chodzi o skłonności smoka do bliskich spotkań z płcią piękną, to z czasem tylko coraz bardziej gustował w cieple cudzego ciała. Z początku skupiał się na ludzkich kobietach, okazjonalnie elfach, ze względu na to, że były dosyć powszechne w Alaranii, a przez to łatwe do odnalezienia. Szybko jednak smok, kierowany ciekawością i wrodzoną chciwością, postawił sobie za poboczny cel w życiu spędzenie nocy z każdą z ras Alaranii. Czasami lepiej, czasami gorzej, ale starał się z całych sił, by cel ten spełnić.

Z czasem jednak czuł w sobie pustkę w kwestii miłosnej. Owszem, ładne kobiety łatały ją na moment, jednak to nigdy nie wystarczało. Wiedział, co może być, przyczyną, jednak z początku nie akceptował tego. Bał się, że skutki położyłyby kres jego dotychczasowemu życiu. Bał się, że bohater Sargeras zginie, gdy podda się temu uczuciu. Bał się, że założenie rodziny pozbawi go tego, co sprawiało, że był sobą.

Z drugiej strony jednak coraz bardziej docierało do niego, że to jest jego przeznaczenie. Od zawsze lubił towarzystwo dzieci, nawet jeśli nie swoich. A i choć nie brakowało mu krótkotrwałych romansów, to jednak czuł potrzebę poczucia ciepła od istoty, która jest taka jak on. Nigdy wcześniej nie spotkał żadnej smoczycy, nie wspominając o czymkolwiek bliższym. Może takie było jego szczęście, a może podświadomie omijał takowe. Teraz, gdy nadszedł ten czas w jego smoczym życiu, nie mógł po prostu uciec. Postanowił zaakceptować potrzebę założenia rodziny. Ale jak to mówią, bohaterem jest się na całe życie, a Sargeras nie zamierzał zaprzeczać tym słowom.

Żył więc dalej jak to bohater, ale poświęcał część swojego wolnego czasu na poszukiwanie kogoś, z kim mógłby postarać się o potomstwo. W wyniku tego częściej podróżował, rzadko kiedy zostając w jednym miejscu na dłużej niż kilka dni. W końcu jednak natrafił na smoczycę, kiedy przelatywał w okolicach Jeziora Czarodziejek. Czarnołuska Sereya była dziką smoczycą, jeśli można to tak nazwać. Żyła bowiem do pewnego stopnia niczym dzikie zwierzę, polując i żyjąc z dnia na dzień. Tak jak Sargeras pragnęła młodych, ale chciała mieć pewność, że potomstwo będzie silne, dlatego też pierwsze co zrobiła, po zauważeniu samca, to atak. Smok na całe szczęście miał już lata doświadczenia ze sobą w walce z każdym przeciwnikiem, nawet z innymi smokami, nie wspominając o tym, że był większy i cięższy od rywalki płci przeciwnej. Wygrał więc, a to było równoznaczne ze zdobyciem względów smoczycy, o czym dowiedział się, gdy ta wyjaśniła powód swej agresji.

Może nie była to miłość, ale to wystarczyło, by zaspokoić pierwotne instynkty domagające się przedłużenia gatunku. Między Sargerasem a Sereyą była nie tyle akceptacja, co dwustronna ignorancja. Trzymali się blisko siebie, ale poza tym, każdy robił to, co chciał. Sereya dalej była dzikim smokiem, a Sargeras dalej, gdy tylko mógł, był bohaterem w okolicy, zdobywając kosztowności, sławę, a i kobiety, z których nie zrezygnował pomimo faktu, że był niejako w związku ze smoczycą.

Wkrótce jednak pojawiło się jajko. Z niego wykluł się młody smok, samiec, którego nazwano Kael. Sargeras wraz ze swoją smoczycą przekazywali mu swoją wiedzę i umiejętności. Błękitnołuski jednak czuł, że musi wychować małego smoka tak, by był silny i samodzielny, a to było równoznaczne z tym że musiał być wobec niego surowy i wymagać jak najwięcej. Każde niepowodzenie karał, co by w dorosłym życiu był w stanie nie tylko dać sobie radę, ale i znieść porażkę.

Po prawie dziesięciu latach pojawiło się kolejne jajko. Tym razem wyłoniła się z niego samica, której Sargeras nadał wdzięczne imię Eclipsa. Odkąd tylko pierwszy raz ją ujrzał, wiedział, że ma przed sobą najdelikatniejszą istotę, jaka kiedykolwiek stąpała po Alaranii. Nic więc dziwnego, że miał do niej zupełnie inne podejście niż do syna, którego od tego momentu zaczął kompletnie ignorować.

Robił za nią wszystko, dogadzał jej, jak tylko mógł, brał ją ze sobą wszędzie, nawet na swoje bohaterskie wyprawy. Dzielił się nawet z nią swoimi ulubionymi przysmakami - to znaczy drogocennymi kruszcami oraz serem. Uważał, że tylko on jest w stanie zapewnić swojej kochanej córeczce to, czego potrzebuje, że tylko on sprawi, że będzie szczęśliwa i bezpieczna.

Nic więc dziwnego, że po trzydziestu latach, gdy wciąż młoda Eclipsa w końcu nauczyła się latać, rozstał się on z Sereyą, pozostawiając jej syna do odchowania. W głębi duszy wiedział, że nie robił tego tylko i wyłącznie dla córki. Tak naprawdę zrobił to także dlatego, że jego wewnętrzny bohater potrzebował tego. Będąc ciągle w jednym miejscu, nie mógł żyć tak, jak kiedyś. Teraz jednak znów był wolny, znów mógł być bohaterem. A i w dodatku miał teraz kogoś bliskiego, dla którego był gotów góry przenosić.

Z początku miał problemy natury technicznej, gdyż nigdy wcześniej nie miał kogoś pod opieką w czasie heroicznych czynów, czy też nawet podczas świętowania, gdy te czyny zostały zakończone. Z czasem jednak, gdy jego córka stała się nieco bardziej samowystarczalna, a miało to miejsce, gdy osiągnęła około pięćdziesiąt lat, był w stanie zostawić ją w bezpiecznym miejscu na kilka godzin, w czasie gdy on mordował bestie albo podrywał kobiety. Bo w końcu nawet posiadanie córki nie mogło powstrzymać go przed amorami z każdą istotą płci żeńskiej, która była w zasięgu jego łaknących bliskości oczu.

W ten oto sposób, pomimo towarzystwa swojej córki, Sargeras żył dalej w sposób, który mu najbardziej odpowiadał, a to oznaczało, że żył heroicznie, otaczając się sławą i smacznym bogactwem jak tylko mógł, oczywiście cały czas pamiętając, by opiekować się swoją ukochaną córeczką, o której myślał w kategorii bezbronnego pisklaka, nawet gdy ta rosła i stawała się coraz bardziej samodzielna.

Sargeras jednak szybko zrozumiał, że nie bez powodu smoki łączą się na całe życie. On, łamiąc ten porządek rzeczy, z latami coraz bardziej zaczął tęsknić za bliskością, jaką oferowała dorosła smoczyca. Wiedział jednak, że powrót oznaczałby gniew, jeśli nie furię ze strony Sereyi. Dlatego też zdecydował się na jedyną, logiczną rzecz, jaka przyszła mu do głowy… Zaczął szukać kolejnej smoczycy, z którą mógłby spędzić czas i z którą mógłby począć potomstwo.

Oczywiście, i za tym razem było podobnie, jak w pierwszym “poważnym” związku Sargerasa. A i nie był to ostatni raz, kiedy niebieskołuski zdobył smoczycę, by następnie zostawić ją z mniej lub bardziej złamanym sercem. Dlatego też najłatwiej byłoby wymienić pokrótce wszystkie smoczyce, z którymi smok spędził czas oraz co zaowocowało z danego związku. Smok bowiem w żadnej ze smoczyc nie widział “tej jedynej”, dla której porzuciłby swoje bohaterskie przeznaczenie.

Srebna Maiko była drugą smoczycą w życiu Sargerasa. Znalazł ją na Szlaku Rubinowym, gdzie rabowała karawany kupieckie dla złota. W zamian za skarby, które jej Sargeras miał przynosić przez najbliższe lata, nie tylko zaprzestała ataków, ale i pozwoliła na zostanie matką ich dzieci, głównie za sprawą tego, że niebieskołuski przynosił o wiele więcej skarbów, niż ona samotnie zdołała zdobyć.

Z ich związku zrodziły się bliźniacze smoki, oba płci męskiej, zwane Liyan oraz Sephiro. Po dostatecznym odchowaniu młodych smoków Sargeras zostawił Maiko wraz z bliźniakami po trzydziestu latach. Zostałby z nią dłużej, ale młode osobniki płci męskiej stawały się coraz bardziej agresywne wobec Eclipsy, która była dla nich obca, a którą nawet Maiko z trudem tolerowała.

Trzecia smoczyca, u której Sargeras zaspokoił swoje pierwotne smocze instynkty, została spotkana w jednym z miast, gdzie świętował swoje bohaterskie czyny. Beyla była barmanką i od wielu lat żyła wśród nieobrośniętych łuską istot. Ale swój swojego poznał i wkrótce okazało się, że smoczyca nigdy nie miała okazji spotkać “tego jedynego”. Po drobnej zachęcie słownej zdecydowała się, że zostanie lubą Sargerasa i o dziwo nie przeszkadzał jej nawet fakt, że Sargeras miał pod swoją opieką Eclipsę, gdyż zakładała, że poprzednia wybranka niebieskołuskiego po prostu odeszła za młodu.

Z ich związku powstała smoczyca, którą wspólnie nazwali Exelria. Minęło niespełna kilka miesięcy, odkąd wykluł się owoc ich wspólnego czasu, a Eclipsa przypadkiem wygadała, że ma też braci. I że ciekawi ją, co u jej poprzedniej mamy. Cóż, niedopowiedzeniem byłoby, że Sargeras ledwo uszedł z życiem po wybuchu gniewu Beyli. Oczywiście wziął ze sobą Exelrię, bo bał się, że gdy on zniknie, to resztka gniewu spadnie na niewinne smocze pisklę.

Nim Sargeras spotkał Seiji, czwartą smoczycę w swoim życiu, minęło wiele lat. Na tyle dużo, by Eclipsa, pod okiem niemożliwie troskliwego ojca, nauczyła się opieki nad młodszym rodzeństwem. Od tego czasu, zawsze, gdy niebieskołuski znajdywał nową partnerkę, jego dzieci z poprzednich związków żyły w najbliższej karczmie. Musiał podzielić swój czas - za dnia był ze swoimi potomkami i spełniał swoje bohaterskie obowiązki, wieczorami i po nocach zaś był u danej smoczycy, zatajając fakt istnienia innego potomstwa i tłumacząc swoją nieobecność heroizmem oczywiście.

Ze związku z Seiji nie powstało żadne potomstwo - smoczyca, którą spotkał w okolicach Szczytów Fellarionu okazała się jałowa. Sargeras jednak był przy niej przez jakiś czas, aż do momentu, gdy to smoczyca opuściła jego, tłumacząc, że zasługuje on na lepszą wybrankę. Niebieskołuski nie protestował oczywiście.

Armedia była piąta z kolei. To ona odnalazła jego, nie na odwrót. Okazała się fanką jego bohaterskich przygód… jak i również tego, że łamał to, co u smoków nie było tyle tradycją i instynktem, co świętym prawem. Wiedziała bowiem o jego dzieciach, jakżeby inaczej, to z nimi bowiem zawsze wybierał się do miast. A gdy w mieście było głośno o bohaterskim smoku, ona szła za tym tropem.

Choć było to niezwykle dziwne spotkanie, to jednak owocne. Armedia bowiem chciała zostać częścią historii tego wspaniałego smoczego bohatera, nawet jeśli to oznaczało, że zostawi ją po jakimś czasie. Zaakceptowała ten fakt i bez marudzenia powiła dla niego aż trzy jajka w ciągu kilkudziesięciu lat - syna Borina oraz dwie córki - Perseę oraz Sandye. Gdy nadszedł czas, kiedy to Sargeras uznał, że czas się rozstać, zabrał ze sobą obie córki oczywiście. Wraz ze swoimi czterema już córkami... uciekł jak najdalej, gdyż co jak co, ale Armedia nie była najlepszym okazem zdrowia psychicznego.

Bez wątpienia najbardziej unikatową smoczycą była Nengasanthren Tiangold Ris'con, i to nie tylko ze względu na imię. Spotkana w szepczącym lesie, ta niezwykle drobna smoczyca była równie tajemnicza, co kusząca dla niebieskołuskiego. Choć trzeba przyznać, że od początku Sargeras czuł się… niewtajemniczony w pewne aspekty jej życia. Ciągle miał wrażenie, że coś ważnego omija go, gdy za dnia wybywa od leśnej smoczcy.

Przeczucie to jednak nie przeszkodziło w tym, by związek utrzymał się przez długi czas. Ich wspólne chwile zaowocowały nawet w trójce młodych. Jeden chłopiec i dwie bliźniacze dziewczynki. Imion nie ustalali wspólnie. Zamiast tego, chłopca nazwał Sargeras, który w pełni świadom swojej decyzji nazwał go… Sargerasem Drugim. Matka zaś nadała imiona córkom, oczywiście takie, które były równie egzotyczne co jej własne imię. Padło na imiona Lai'nome i Riandyosa.

Rozstali się, gdy tylko ich związek utracił sens istnienia. Sargerasa nie było u jej boku przez praktycznie cały dzień, gdy to wykonywał obowiązek bohatera bądź opiekował się dziećmi, o których jego żona nie miała pojęcia. Wieczorem, nie licząc przerwy na sen, starał się być blisko niej, ale i z tym było różnie. Nengasanthren tymczasem także zajmowała się swoimi sprawami. Niebieskołuski nie pytał, o co chodzi, ale cokolwiek to było, z każdym dniem pochłaniało coraz więcej jej wolnego czasu, także po zmroku. Podczas jednego z wieczorów, gdy doszło do tego, że czasami tylko przez kilka chwil dziennie byli ze sobą twarzą w twarz, wspólnie uzgodnili, że taki związek równie dobrze może nie istnieć. Sargeras wziął córki ze sobą i odleciał, zostawiając smoczycę wraz z synem.

Siódma z kolei smoczyca, która zakosztowała życia z Sargerasem, zwana była Kelligye. Miała, o dziwo, podobne nastawienie do smoczej miłości co niebieskołuski - także porzucała partnerów po bliżej nieokreślonym czasie. Nic więc dziwnego, że bez problemu dogadali się odnośnie do tego, jak będzie wyglądał ich związek.

Był to, o ironio, najdłuższy romans, jakiego smok mógł zakosztować w swoim życiu. Przez niemal dwa stulecia był ze smoczycą, a podczas tego czasu poczęli czwórkę młodych. Trzy samce, jedną samicę. Oczywiście, zgodnie ze swoją ideologią, samce zostały z matką, by wyrosnąć na silne, samodzielne smoki. Dziewczynka zaś, Ayla, trafiła pod opiekę niezdrowo nadopiekuńczego ojca, który nie miał zamiaru wypuścić na wolność i samodzielność nawet swej najstarszej córki.

W ten oto sposób, na przestrzeni ponad ośmiuset lat, Sargeras miał przy sobie aż siedem smoczyc, a owoce tych związków w liczbie sześciu były zawsze obok niego, jeśli nie w najbliższym otoczeniu. Niektóre z jego córek wciąż były za młode, by wylecieć w swoje strony. Starsze zaś były przy ojcu z kilku powodów. Wiedziały, że gdyby go zostawiły, to umarłby od odwodnienia na skutek płaczu. Poza tym, nie chciały, by ich młodsze, wciąż niesamodzielne siostry, zostały same z ojcem, który częściej idzie spać z kobietami, niż po to, by się wyspać.

Szczególnie Eclipsa, będąca pierwszą jego córką, wiedziała, że nie jest to najlepsze dla młodych smoczyc, dlatego też twardo stała u boku ojca pomimo wieku, który u normalnych smoczyc nakazywał poszukiwanie partnera. Młodsze, ale także samodzielne córki Sargerasa, podążały zaś za najstarszą siostrą, ufając jej rozumowaniu.

W ten oto sposób mijały lata. Sargeras ani myślał zmieniać siebie bądź swoje nastawienie do świata. Przebył już znaczną część kontynentu, ale było jeszcze wiele miejsc, które nie słyszały o niebieskołuskim bohaterze, co gustuje w złocie i serze. Wciąż także szukał kolejnej smoczej towarzyszki, jednak szczęście mu nie dopisywało. Można by powiedzieć, że odwiedził go nieurodzaj w kwestii gadzich kochanek. Dlatego też skupił się na pozostałych rasach, jakie mogła mu zaoferować Alarania. A i w ten sposób miał o wiele więcej czasu zarówno na swe heroiczne czyny, jak i na świętowanie ich. I z dziećmi mógł też więcej czasu spędzić!





Oko w Oko z Czarnym Rycerzem!



Był pewien czas, kiedy to Sargeras, naciskany przez wszystkie swoje córki, z którymi przez ostatnie lata podróżował niemal bez przerwy, musiał odnaleźć miejsce, które można by było nazwać swego rodzaju domem. Choć wiedział, że ograniczy to jego bohaterskie możliwości, to jednak sam musiał przyznać, że po setkach lat, skrzydła z przyjemnością witały dłuższe postoje.

Nie chcąc testować cierpliwości swych córek, postanowił, że osiedlą się w najbliższym pasującym miejscu. Padło na skromną jaskinię, która była ledwie kilka kroków od pól chłopów, a tuż za polami znajdowała się nieznana jeszcze niebieskołuskiemu wioska. Chciał natychmiast ogłosić, że nie stanowi zagrożenia dla wioski, ale okazało się, że tamtejsi byli zbyt płochliwi - uciekali, nim dało się cokolwiek wyjaśnić. Chciał spróbować jeszcze raz, ale córki zmusiły go do tego, by odpoczął chwilę w gronie rodziny. Zrozumiał wtedy, że po prostu chciały, aby więcej czasu poświęcił im. Dlatego też, bez dalszych protestów, zapomniał o swoich wcześniejszych planach.

Po pewnym czasie okazało się, że chłopi byli tak spanikowani, że nasłali na smoka rycerza o zbroi czarnej jak noc. Sargeras na całe szczęście nie zareagował agresją, bo nie miał po co - byle puszka nic mu nie zrobi - nie wspominając o tym, że nie skrzywdziłby kogoś o podobnym zawodzie - skoro w końcu rycerz szedł na niego, to musiał być najemnikiem albo, jeszcze lepiej, bohaterem!

Na szczęście opancerzony w zbroję osobnik okazał się wyrozumiały. Dla dobra psychicznego chłopów poprosił, by smok przeniósł się wraz ze swoimi córkami. Zaoferował nawet pomoc w znalezieniu i zabezpieczeniu adekwatnej jaskini. Sargerasowi pasował taki układ, a i część jego córek wydawała się lubić ubranego w czerń rycerza. Tak więc, z nowo poznanym przyjacielem na plecach, Sargeras wraz ze wszystkimi młodymi samicami poleciał na poszukiwania nowego miejsca, gdzie mogliby osiąść.

Rycerz swoje wiedział, bo faktycznie, Góry Dasso, które zaproponował, okazały się posiadać wolną jaskinię i to nawet większą niż ta, z której odlecieli. Podziękował rycerzowi, życzył mu udanych bohaterskich czynów i pożegnał go, gdy ten poszedł w swoje strony.

Rozstanie nie trwało jednak długo. Już kilkanaście godzin później rycerz powrócił, opowiadając, jak to próbowano pozbawić go życia. Sargeras oczywiście przyjął go w swoje skromne, kamienne progi. Nie miał nic przeciwko towarzystwu, a i na razie nie było tu żadnych ukrytych smoczych skarbów, o które niebieskołuski mógł się martwić.

Po pewnym czasie rycerz otworzył się na smoka i… okazał się rycerzycą. Sakura, bo tak nazywała się kobieta, która skrywała się wcześniej pod zbroją, zadziwiła smoka i młodsze smoczyce. Czerwonowłosa była urokliwa, szybko zauważył to niebieskołuski. Sargeras szybko przyłapał się na tym, że w myślach grasowały już plany dotyczące tego, jak poderwać tę niewiastę. Nie śpieszył się z tym jednak bowiem był to pierwszy raz, kiedy miał do czynienia z kobietą, która nosiła zbroje, dlatego też wolał wybadać grunt, pilnując się pewnych granic.

Ich znajomość jednak niemal nie została unicestwiona, gdy na jaw wyszła tajemnica kobiety - była upadłą anielicą. Była to pierwsza przedstawicielka tej rasy, jaką Sargeras spotkał, a i nic dobrego o takich nie mówią. Nic więc dziwnego, że niebieskołuski, po przypadkowym ujrzeniu czarnych skrzydeł swej przyjaciółki, zareagował dosyć impulsywnie, o ile tak można nazwać wrogość i agresję wobec Sakury. Nie chciał, by istota czystego zła była w otoczeniu jego drogich córek.

O dziwo, ona nie odpowiedziała tym samym. Zamiast tego, prosiła o szansę na wyjaśnienie. Niechętnie, ale udzielił jej takowej. Wyjaśnienia trwały, anielica bowiem musiała smokowi opowiedzieć całą swoją historię, co by złagodzić jego nastawienie. Sargeras, po ostatnich słowach Sakury, rozumiał już i nieco współczuł, przeszłość czarnoskrzydłej była bowiem nie za wesoła.

Teraz, kiedy znał ją na wylot i wiedział, że może jej zaufać, przestał obawiać się o cokolwiek. Zaczęli spędzać razem czas, nawet razem czynili różne bohaterskie czyny dla osób tego potrzebujących. Z czasem Sakura stała się bliską przyjaciółką także dla wszystkich potomkiń Sargerasa, które, w różnym stopniu, przywiązały się do towarzystwa upadłej. Można było bez cienia wątpliwości stwierdzić, że stała się niejako częścią tej smoczej rodziny, choć nie posiadała ani jednej łuski.




Ważne Decyzje, Jeszcze Ważniejszy Romans!



Czas mijał wesoło i spokojnie. Sargeras, teraz z Sakurą u boku, był na tyle znany, że nie tylko łatwiej było znaleźć zajęcie dla takiego bohatera jak on w okolicy Gór Dasso, ale także zarobki były większe, dzięki czemu mógł obżerać się serem i złotem, a jak odwiedzał miasto, to także pławił się w luksusach i przyjemnościach. Oczywiście jego córki, jak i Sakura, także mogły do woli korzystać z tego, co posiadali.

Któregoś dnia jednak Sakura stwierdziła, że musi udać się w długą podróż poza kontynent, do państwa znanego jako Arrantalis. Sargeras niemal natychmiast stwierdził, że on i jego córki zostaną i poczekają na jej powrót. Argumentował to tym, że jego młode, nawet jeśli mają co nieco lat na karku, to są delikatne, więc nie wiadomo, czy zdołałyby polecieć na wyspę o własnych skrzydłach, gdy na wodzie nie można zrobić postojów.

Kłamał oczywiście. Czemu? Bał się. Tamto miejsce było mu obce. A i pogłoski o wciąż trwających walkach niepokoiły go. Wystawienie swoich córek na niebezpieczeństwo? Nigdy, a jak już, to po jego nadopiekuńczym trupie. Dlatego też pożegnał się na jakiś z czas ze swoją towarzyszką, powracając do życia bez anielicy u boku, jak gdyby nigdy nic.

Szybko jednak zrozumiał, że bez czarnoskrzydłej w okolicy było dosyć niekomfortowo. Można by powiedzieć, że tęsknił za kimś, kto jest dla niego bliski, a kto nie byłby jego córką. Córki kochał całym sercem i uwielbiał być przy nich, ale mimo tego pustka rosła z każdym dniem. W końcu uświadomił sobie, że to przecież ta sama pustka, którą zapełniał, spędzając czas ze smoczycami. Ale czemu nie dawała ona o sobie znać, gdy Sakura była blisko?

Odpowiedź na to pytanie nie miała znaczenia. Smok niemal natychmiast zaczął rozglądać się za smoczycą. W międzyczasie rozpraszał się bardziej przyziemnymi przyjemnościami. Na całe szczęście, nie trwało to długo. Po niecałym miesiącu odnalazł smoczycę. Czy też raczej Syrine, bo tak się zwała, odnalazła jego. Poprosiła go, bohatera, o pomoc z agresywnym adoratorem, który nie znał słowa “nie”. Jedną walkę słowną i dwie potyczki na zęby i pazury później, Sargeras wyszedł zwycięsko ze swojego zadania. Syrine chciała mu zapłacić w złocie, ale Sargeras nie mógł przegapić takiej okazji. Zdołał zauroczyć Syrine po kilku rozmowach, dzięki czemu mógł ukoić pustkę jej ciepłem.

Okazało się, że bogowie płodności czuwali nad nimi, gdyż jajko zostało im podarowane stosunkowo szybko za ich starania. Równie szybko wykluła się z niego przepiękna malutka smoczyca, którą nazwano Kalli. Młoda rosła jak na drożdżach. I dobrze, bo smok chciał zostawić Syrine przed powrotem upadłej anielicy. Czemu? Była szansa, że Sakura uzna, że jest dla niej zbyt tłoczno w tej rodzinie i zostawi go samego w kwestii bohaterstwa, a heroiczne czyny nie były tak ciekawe, gdy nie było nikogo, kto mógł je naocznie podziwiać za każdym razem.

I tak też zrobił, jak planował. Ledwie Kalli podrosła wystarczająco, by nie potrzebować opieki zarówno od matki, jak i od ojca, a Sargeras uciekł z życia Syrine. I zrobił to w ostatniej chwili, bo kilka dni później powróciła do niego Sakura. Upadła albo nie zauważyła, że zmieniła się liczba smoków, albo też zaakceptowała fakt, że Sargeras miał własne życie, kiedy ona była daleko od niego, nie zadawała bowiem zbyt wielu pytań w kwestii nowej córki niebieskołuskiego.

Przez pewien czas był spokój. Sakura w wolnym czasie nie tylko spędzała czas przy smoczycach i książkach, ale także wciąż z pełnym zapałem czyniła heroiczne czyny z Sargerasem. Coś jednak było nie tak. Wpierw smoczyce to zauważyły, a później sam Sargeras. Sakura miała ból wypisany na twarzy; ból, którego doświadcza dusza. Któregoś dnia wróciła nawet z niezwykle długiego spaceru i nie odzywała się przez długi, długi czas. Cisza jednak nie mogła trwać wiecznie.

Niebieskołuski przeszedł do pytań i nie ustąpił, dopóki nie poznał odpowiedzi, w którą uwierzył. Szybko wyszły na jaw problemy, jakie dręczą umysł upadłej. Do tego dochodził problem z tajemniczym ogniem. Sargeras, po wstępnym omówieniu tej kwestii ze swoimi córkami, które były zaszokowane jego pomysłem, ogłosił Sakurze, że potrzebna jest jej zmiana klimatu, dla jej własnego dobra. Najlepiej na taki oddalony od problemów kontynentu.

Już po kilku godzinach wszyscy byli w powietrzu. Sakura, jak i najmłodsza smoczyca na grzbiecie Sargerasa, którego rozmiar pozwalał mu służyć za żywą platformę, na którą jego o wiele mniejsze córki mogły wylądować, gdy traciły siły na lot. Czasami Sargeras tracił siły, wtedy też, jeśli była możliwość, lądowali, by na spokojnie uzupełnić brzuchy i zapasy energii. Dzięki temu powoli zbliżali się do miejsca przeznaczenia… Choć takowego nie mieli zaplanowanego. Lecieli nad ocean, w stronę archipelagu wysp, mając nadzieje, że gdzieś tam odnajdą zaciszne miejsce. Po postoju na brzegu Arrantalis, kiedy to Sargeras upewnił się, że wszyscy dadzą radę, polecieli, mając nadzieję na odnalezienie miejsca, gdzie Sakura zazna spokoju.

Udało im się, choć ledwo. Nim pierwsze skrzydła odmówiły posłuszeństwa, dotarli do wyspy na skraju archipelagu. Nie wiedzieli o tym, to wyspa ta nie była na mapach - zwyczajnie została pominięta, ze względu na swe położenie i czysty przypadek. Była tam roślinność, trochę zwierząt nawet grota. Oczywiście Sargeras zaczął niemal natychmiast tęsknić za bogactwem i przepychem, ale szybko okazało się, że grota skrywała co nieco przepysznych kamieni szlachetnych, więc pożegnał się z tęsknotą niemal natychmiast.

Sargeras i smoczyce osiedliły się w jaskini, Sakura zaś, z pomocą niebieskołuskiego, miała swój prowizoryczny domek z drewna i innych naturalnych materiałów. Życie tutaj, choć było diametralnie różne od tłocznych miast, pełnych ludzi w potrzebie, to jednak było miłe. Poza tym Sakura zdawała się czuć lepiej, dzięki czemu Sargeras nawet nie marudził tak bardzo na brak typowego przepychu i tłumów kobiet szalejących za tak sławnym bohaterem, jak on. Przynajmniej w tej drugiej kwestii mógł spróbować alternatywę, jaką była… Sakura. W końcu nigdy wcześniej nie był z upadłą, więc warto było spróbować. Szybko jednak okazało się, że z nią nie było ani łatwo, ani wesoło w kwestii podrywu.

W którymś momencie, prawdopodobnie przez nachalność smoka, Sakurę opętał gniew. Tego dnia połowa wyspy poszła z dymem, ale na całe szczęście nie ucierpiały ani córki Sargerasa, ani tym bardziej sam Sargeras. Był to problem, ale nie tragedia. Wciąż była druga połowa wyspy, a i sytuacja nie powtórzyła się w późniejszym czasie, gdyż Sakura była bardziej opanowana, a Sargeras bardziej ostrożny. Upadła miała plany, by powrócić na stały ląd - tam zgubiła artefakt, który podobno kontrolował te całe ogniste wybuchy, co by nie wymykały się spod kontroli. Plany jednak wciąż doznawały opóźnień wszelakich. Najwyraźniej, nim opuszczą wyspę, z którą się zżyli, musi minąć jeszcze trochę czasu...





Smocze Dziedzictwo! [Opis wszystkich ośmiu córek Sargerasa]


~~~
Pierwsza córka: Eclipsa

Mając tysiąc lat na karku, Eclipsa już wieki temu powinna opuścić swojego ojca. Zamiast tego jednak, ta smoczyca wciąż stoi u boku swojego ojca, na dobre i na złe.

Jako smok prezentuje się jako smukła, czarna gadzina o gładkich łuskach oraz o pysku ozdobionym pomarańczowymi ślepiami, którego kształt zdaje się szeptać “śmierć” przez swój kształt, który przywodzi na myśl głowę żądnej krwi bestii. Mimo tego agresywnego, choć nieskazitelnego wyglądu, jest w porównaniu do Sargerasa drobna, choć wciąż jest największa spośród córek niebieskołuskiego, mierzy bowiem ponad pięć prętów (około dwadzieścia metrów), licząc od ziemi do czubka wyprostowanej w górę głowy, zaś długa jest, licząc od końca ogona i idąc wzdłuż kręgosłupa po raz kolejny aż na sam szczyt głowy, na trzykrotność swej własnej wysokości. Skrzydła jej, po majestatycznym rozłożeniu, mają łączną szerokość równą długości jej ciała.

Jej humanoidalną formą jest górska elfka o twarzy, która pasowałaby idealnie do bezlitosnej tyranki. Proste włosy w kolorze ciemnoniebieskim oraz przeszywające spojrzenie tylko bardziej utwardzają osoby postronne w przekonaniu, że stoi przed nimi osoba zła do szpiku kości. Jakby tego było mało, jest nietypowo wysoka, mierząc ponad jeden sążeń i jedną stopę wysokości (dwa i jedna dziesiąta metra)

Jakby tego było mało, Eclipsa nosi przedziwne ubranie, które można by nazwać owocem miłości pomiędzy suknią a skórzaną zbroją. Delikatny, ciemnoniebieski materiał spływa po piersiach jej elfiej postaci, tworząc przepiękną suknię, która sięga aż do ziemi, a w międzyczasie połączony z suknią ciemny, półprzezroczysty materiał, ozdobiony jeszcze ciemniejszymi pasmami, ułożonymi w wymyślne wzory, pokrywa szyję, ramiona oraz ręce Eclipsy.

To jednak, co sprawia, że nie jest to zwyczajny ubiór eleganckiej damy, to liczne skórzane pasy ubrane na wierzch sukni. Dwa długie pasy przeplatają się na wskroś przez jej tułów, od strony pleców przyczepione są do nich pochwy dwóch prostych mieczy jednoręcznych będących własnością Eclipsy. W okolicach dłoni, łokci oraz kolan wiele krótszych pasów tworzy swego rodzaju pancerz, pozwalający w tamtych miejscach osłabić potencjalny cios. Buty Eclipsy zaś, skryte zazwyczaj pod materiałem sukni, to typowe skórzane buty, wzmocnione w podeszwie i na czubku ukształtowanymi kawałkami metalu w celu zwiększenia siły ewentualnego kopnięcia.

Z charakteru jest całkowitym przeciwieństwem ojca. Wiecznie czujna, poważna, stroni od przyziemnych przyjemności oraz jest wiecznie nastawiona do wypełniania swoich obowiązków. Dla części ze swoich sióstr jest niczym matka, głównie ze względu na fakt, że faktycznie tak stara się zachowywać. Była pierworodną Sargerasa i gdy odeszli od swojej biologicznej matki, nie miała nikogo, kto mógł zastąpić ją w tej roli. Wiedząc, jak nieprzyjemne jest to uczucie, wciąż żyje z Sargerasem, nie chcąc, by to, co odebrało jej szczęście za młodu, dopadło także jej siostry.

~~~
Druga córka: Exelria

Czerwonowłosa piękność odziedziczyła bardzo, ale to bardzo dużo po ojcu - wygląd w smoczej postaci, część cech w postaci elfiej… a nawet nawyki, upodobania i zainteresowania. Biorąc przykład z ojca, który więcej ucałował kobiet, niż jest piasku w całej Alaranii, ponad dziewięćsetletnia Exelria żyje chwilą, pławiąc się w przepysznych kosztownościach, pijąc wyśmienite trunki i wpadając w objęcia umięśnionych mężczyzn, gdy tatuś nie patrzy.

Nie licząc najmłodszej siostry, jest ona najmniejszą smoczycą pod opieką Sargerasa. W smoczej formie mierzy dwie trzecie pręta (około trzy metry), zaś długa jest na dwa pręty (około dziewięć metrów) z rozpiętością skrzydeł równą dwukrotności jej wysokości. Jak to mówią, małe jest piękne i te słowa sprawdzają się w jej przypadku. Jej bladoróżowe łuski zdają się mienić kolorami bez względu na okoliczności. W świetle są niczym kryształy, pokryte wodą zdają się zachowywać jak lustra, w ciemności można by przysiąc, że biją delikatnym blaskiem pochodzącym z głębi smoczycy. Jakby tego było mało, jej smocze ciało ma proporcje, które nawet nie-smoki czasami nazywają “pociągającymi” a głęboko zielone oczy emanują magicznym blaskiem o tym samym kolorze.

W dwunożnej formie reprezentuje rasę leśnych elfów. Czerwone, falowane kosmyki spływają po jej policzkach niby potok pocałunków, zaś pozostała część kręconych włosów ułożona jest w kucyk, utrzymywany w miejscu przez skórzaną ozdobę zamykaną na zatrzask. Posiada po ojcu charakterystyczne długie brwi, ciągnące się na boki daleko poza granice jej twarzy. Młodo wyglądająca cera i piegi na policzkach oraz nosie pięknie akompaniują oceanowi zieleni, jaki można znaleźć w jej oczach, zaś jej dosyć niski wzrost, równy dwóm łokciom i jednej stopie (około półtora metra) doskonale oddaje jej mały rozmiar w smoczej formie. Jej figura, choć skromna, ma swój urok, a i jest nieskazitelna pod względem proporcji i symetrii.

Zazwyczaj ubiera się w skromne, materiałowe ubranie w kolorach czerwieni i czerni ze złotymi akcentami, zakrywające ją całkowicie od szyi w dół, nie wliczając dłoni i stóp. Ubranie było szyte na miarę tak, by przylegało do ciała, ukazując kształt tego, co skryte jest pod odzieniem. Do tego czarne pantofelki i w ten sposób zakończyć można opis ubioru Exelrii.

Pod wyglądem tego dziewiczego kwiatka skrywa się chciwa róża, która tylko czeka, by obdarować ją przyjemnościami tego świata. Pragnie mieć wszystko, co się błyszczy i jest piękne, głównie po to, by to zjeść, gdyż dietę ma taką samą, jak ojciec. Uwielbia pławić się w luksusach, jakie mogą zaoferować dobra materialne oraz towarzystwo innych istot. Z tego też powodu nigdy nie opuściła Sargerasa pomimo swojego wieku - wiedziała bowiem, że pod jego skrzydłem niczego jej nie zabraknie, nawet jeśli oznaczało to, że trzeba będzie ukrywać się ze swoimi miłosnymi podbojami, co by ojcu serca nie złamać.

~~~
Trzecia córka: Persea

Siedemsetletnia smoczyca uwielbia dbać o wygląd swój i swoich sióstr, będąc przy tym najbardziej dbającą o higienę i czystość dziewczyną ze swojego rodzeństwa. Nie przeszkadza jej to jednak, by niemal nigdy nie rozstawać się ze swoją bliźniaczą siostrą, Sandye, którą kocha pomimo tego, że jedyne, co mają ze sobą wspólnego, to urodzenie oraz wygląd.

W smoczej formie przypomina swojego ojca, z tą różnicą, że jest znacznie mniej masywna, a i kształty jej są bardziej odpowiednie dla samicy. Mierzy bowiem niemal cztery pręty (około piętnaście metrów) wysokości, jej długość zaś jest dwukrotnością wysokości. Skrzydła zaś osiągają pokaźną rozpiętość równą dwu krotność długości jej ciała, czyli czterokrotność jej wzrostu. Oczy jej, choć niebieskie, są tak jasne, że łatwo je pomylić z białymi. Poza tym jednak jest niemal kopią swojego ojca - ta sama grzywa na karku, dokładnie ten sam kolor łusek oraz podobne proporcje.

Podobnie jak ojciec, potrafi się przemienić w mrocznego elfa i posiada wtedy, tak jak w smoczej formie, wiele cech charakterystycznych ojca. Ma miętowe, słabiej pofalowane włosy sięgające bez trudu do ramion, w przeciwieństwie do niego. Posiada za to, tak samo jak on, pokaźne, nietypowo długie brwi. Mając wzrost równy jednej sążni (około jeden i osiem dziesiątych metra), nie jest ani niska, ani szczególnie wysoka. Ciało jej skromne nie jest, bo chwali się krągłościami, lecz wielu zaprawionych w boju mężczyzn bez wątpliwości stwierdzi, że okazy Persei są lekko powyżej normy, ale nic poza tym.

Jej uszy zdobią przeróżne kolczyki, zaś na jej szyi spoczywa naszyjnik, na którym wyróżnić można sierp księżyca, jesienny liść oraz metalową plakietkę, na której wygrawerowano trzy litery “B”, “F” oraz “F” z obu stron. Jej ubranie, składające się z koszuli z dekoltem oraz spodni z wierzchu jest skórzane, zdobione białą nicią ułożoną w zawijasy. Od wewnątrz jednak wyłożone jest materiałem, który w kilku miejscach wystaje na zewnątrz w sposób ozdobny, jak choćby przy wcześniej wymienionym dekolcie.

Jej życiowym zainteresowaniem jest dbanie o wygląd swój i innych. Czy to czesanie, czy wymyślne kosmetyki jeszcze niedawno wytworzone, czy choćby coś tak prostego, jak kąpiel - ona zawsze wie, jak to zrobić najlepiej i najefektywniej. Poza dbaniem o higienę i prezencję, ma także talent do planowania czasu, dzięki czemu pod jej opieką ciężko nie zdążyć z czymś na czas. Z Sargerasem została, pomimo swojego wieku, z dwóch powodów. Pierwszym jest fakt, że widzi w Eclipsie siostrę, którą warto naśladować. Czasami wręcz ubóstwa najstarszą ze smoczyc. Drugim powodem jest Sandye, jej bliźniacza siostra. Ta bowiem, mając aspiracje na bohaterkę, nie chciała za żadne skarby zostawić ojca. A skoro Sandye nigdzie nie szła, to także i Persea usiała zostać.

~~~
Czwarta córka: Sandye

Bliźniacza siostra Persei pragnie zostać bohaterem tak jak ojciec, nic więc dziwnego, że twardo podąża za nim, ślepo wykonując każde jego polecenie i bezmyślnie lecąc za nim, choćby i na koniec świata. Poza tym jednak, uwielbia spędzać czas ze swoją siostrą czyścioszką, która jest dla niej równie ważna co ojciec, jeśli nie bardziej.

W smoczej formie wygląda niemal identycznie jak swoja siostra. Jest takich samych rozmiarów i kształtów, jedyna wyraźna różnica to fakt, że jej kolor łusek jest delikatnie ciemniejszy od siostrzanego.

W elfiej formie także przypomina swoją siostrę, choć różnice są nieco bardziej wyraźne. Jej włosy są ciemnoniebieskie, bardziej przypominając te ojcowskie, naszyjnik zaś posiada liść o czarnym zabarwieniu. Jej ubranie, choć wykonane w niemal identycznym stylu, także różni się nieco, szczególnie rozmiarem, gdyż Sandye, w porównaniu do swojej siostry, o wiele hojniej została obdarzona przez naturę, co widać choćby po mocno zmodyfikowanym dekolcie, gdzie dodatkowe pasma materiału pomagają nie tylko skryć kobiece atuty, ale także utrzymać je na miejscu. Innym dodatkiem do jej ubioru są ozdobne fragmenty pancerza, zamocowane tuż przy ramionach. W metalu ukształtowana jest bliżej nieokreślona twarz brodatego starca z rogiem na czole - owoc twórczości kowala, który musiał łyknąć o jeden kufel za dużo przed pracą.

Pragnie zostać bohaterem jak ojciec, mimo jego ciągłego sprzeciwu wynikającego ze zmartwienia o swoją córkę. Nie powstrzymuje to jej jednak, by w miarę swych możliwości trenować ciało i swoje umiejętności od tego celu. Wierząc, że pewnego dnia przełamie troskliwość ojca, trzyma się jego boku, wciąż obserwując jego kolejne osiągnięcia i z dumą wysłuchując historii jego heroicznych czynów.

~~~
Piąta córka: Lai'nome

Mając na karku około sześć wieków, Lai’nome ponad sto lat temu wkroczyła w okres, który można określić mianem smoczej dorosłości, lecz mimo tego, wciąż nie posiada w sercu ni sił, ni odwagi, by opuścić ojca. Może to wina tego, że nie dałaby rady znieść tęsknoty za siostrami, a może to wina jej bliźniaczej siostry, Riandyosy, która uwielbia podkopywać pewność siebie delikatnej siostrzyczki.

Smoczą urodę odziedziczyła po biologicznej matce, choć geny Sargerasa sprawiły, że urosła na większą smoczycę niż jej rodzicielka. Mierząc ją tak, jak wcześniejsze siostry, osiąga ona wysokość równą jednemu prętowi (około cztery i pół metra), długa jest zaś na dziesięć kroków (około siedem metrów), ze skrzydłami o rozpiętości dwóch i pół pręta (około jedenaście metrów). Jak na smoka jest dosyć chuda; gdyby nie kończyny i skrzydła, to mogłaby spokojnie zostać wielkim wężem. Łuski są chropowate i wydłużone, w dotyku przypominające korę drzewa, podobnie zresztą jest z ich kolorystyką. Jej jasno niebieskie ślepia od razu wyróżniają się swoją niewinnością oraz brakiem złych intencji, nawet jeśli Lai’nome często to próbuje ukryć.

Potrafi przemienić się w lodową elfkę o bladej cerze i łagodnych rysach twarzy. Mierzy mizerne pięć stóp wysokości (około półtora metra), a ciało jej jest drobne, chude oraz - jak to dzisiejsza młodzież Alarańska zwykła mówić - płaskie jak deska prosto z tartaku. Z twarzy niemal dziewczynka, jej usta chwalą się perfekcyjnym odcieniem różu na wargach, elfie uszy zaś mocno odstają na boki. Srebrne, niemal białe jak śnieg włosy są proste i sięgają momentami za szyję. Uformowane są w ciekawą i skomplikowaną fryzurę. Grzywka przycięta jest tak, by kończyła się tuż nad oczami, w kilku miejscach delikatnie nachodząc na nie. Trzy cienkie warkocze - dwa z lewej i jeden z prawej - zwisają swobodnie tuż przed uszami, utrzymując swój kształt dzięki zaciśniętym, pozłacanym paskom bliżej nieokreślonego kruszcu. Dwa o wiele grubsze warkocze, zaczynające się tuż przy czubku jej głowy, ciągną się nad jej lewym uchem aż na tył elfiej czaszki, gdzie splecione są z innymi włosami, co by były utrzymane na miejscu.

Jej ubranie, podobnie jak fryzura, także ładnie się prezentuje, choć jest znacznie prostsza. Biała suknia bez ramiączek, wykonana tylko z jednego typu materiału i pozbawiona jakichkolwiek zdobień. Sięga ona lekko za kolana i o ile w okolicach tułowia przylega do elfiego ciała, to poniżej pasa, jak i przy ramionach, wydaje się dosyć luźna, zwiewna nawet można by rzec. Jedyną ozdobą na jej ciele jest prosty srebrzysty naszyjnik, z diamentem osadzonym w spłaszczonej półkuli.

Pasją tej smoczycy jest magia oraz powszechnie rozumiana wiedza. Na całe szczęście, dzięki temu, że w zwyczaju Sargerasa jest częścią latanie z miejsca na miejsce, miała wiele różnych okazji na opanowanie prostszych tajników magii czy zapoznanie się z mniej powszechną wiedzą. Obecnie to właśnie jej zaklęcia są odpowiedzialne za przechowywanie ubrań, które noszą członkowie jej rodziny w elfiej formie, a które są zbędne podczas przemiany w formy gadzie. Często pomaga też przy innych aspektach życia rodzinnego, korzystając ze znanych sobie magii przestrzeni, struktury oraz sił. Rzadko kiedy zdarzają się sytuacje, kiedy jej dosyć ścisła wiedza ma zastosowanie praktycznie, nie licząc zanudzania innych.

~~~
Szósta córka: Riandyosa

Sadystka i czarny charakter od urodzenia, jej jedynym celem w życiu jest sprawienie, by jej bliźniaczka Lai’nome cierpiała, czy to psychicznie czy nawet fizycznie. Nigdy jednak nie przekraczała ona granicy, jaką jest trwały uszczerbek na zdrowiu czy, o zgrozo, śmierć. Ten, kto spróbuje tego dokonać, prawdopodobnie skończy marnie, błagając o śmierć, gdy Riandyosa krwawo i boleśnie zemści się za próbę odebrania jej ulubionej zabaweczki.

Jako bliźniaczka Lai’nome, zarówno w smoczej, jak i elfiej formie, jest bardzo podobna do swej siostry. Są oczywiście różnice, które łatwo dostrzeże uważne oko obserwatora, jak choćby znacznie ciemniejszy odcień drzewopodobnych łusek w smoczej formie, czy ciemniejsza cera pod postacią elfa. Poza tymi różnicami Riandyosa jest także znacznie większa od swej siostry oraz lepiej uformowana. Nie dość, że jest trzykrotnie od niej większa w smoczej formie, to w dodatku jest o wiele bardziej kształtna, dzięki czemu prezentuje się bardziej okazale.

W elfiej postaci nie tylko nie jest tak chuda, jak swoja bliźniaczka, ale także obdarzona przez naturę w okolicach piersi i bioder - może niezbyt szczególnie, ale to i tak kolosalna różnica w porównaniu do równin, które rozciągają się wzdłuż ciała siostrzyczki. Poza tym jest znacznie wyższa, bo rozciąga się na siedem stóp (około dwa i jedna dziesiąta metra) wzwyż. Inną różnicą jest fakt, że jej fryzura jest bardziej… nieułożona. Złocone paski trzymają razem to, co w domyśle powinno być warkoczami umiejscowionymi tuż przed uszami, a poza tym cała głowa elfki jest w artystycznym nieładzie, który dobrze oddaje jej charakter.

Jej ubranie diametralnie różni się od odzienia siostry. Nosi ona bowiem czarne, sukniopodobne odzienie z rękawami, zakończonymi nie dziurą na rękę, a mitynkami, czyli rękawiczkami z odsłoniętymi częściowo palcami. Do ramion sukni doczepione są krucze pióra, nastroszone w górę, co by prezentowały się ładnie i były łatwo widoczne. Do tego dochodzi kaptur, którego krawędź obciążona jest metalowymi kolczykami, co by wiatr nie zdmuchnął go łatwo z głowy. Dolna część tej niby-sukni sięga do kostek, ledwo nie dotykając ziemi. Pod względem ozdób, szyję Riandyosy zdobią trzy grubsze łańcuszki, z czego środkowy zakończony jest prostokątnym medalikiem przedstawiającym jedną z liter pisma runicznego.

Jako zawodowa dręczycielka swojej siostry, stara się robić wszystko od niej lepiej. Nic więc dziwnego, że próbuje posiadać podobną wiedzę i umiejętności. Uczy się więc magii i próbuje zapoznać się z mniej powszechnymi zjawiskami i faktami tego świata. To, co różni ją od siostry, to fakt, że magia, którą ona zapoznaje, dotyczy dziedziny zła, śmierci oraz pustki, dzięki czemu ma pokaźny arsenał zaklęć, klątw i iluzji pozwalających dręczyć siostrę tak, by osoby postronne nic nie zauważyły. Wiedza, z którą się zapoznaje, także nie podchodzi pod “dobrą” kategorię, nauczyła ona bowiem takich rzeczy jak tortury czy poprawny sposób kłamania. Oczywiście, trzyma się swojej siostry, a skoro ta nie ma ani sił, ani odwagi, by opuścić ojca, to także Riandyosa trzyma się u boku Sargerasa. Jej i tak nie robi to różnicy, choć czasami zdarza jej się dołączyć do rodzinnych spraw, gdy dzieje się coś interesującego.

~~~
Śiódma córka: Ayla

Ayla, obecnie będąca w wieku czterech i pół stuleci, jest bez wątpienia największą rozrabiaczką w rodzinie. Jest istnym kłębkiem energii i niecierpliwości, a jakby tego było mało, to ma w dodatku ten nadnaturalny dar - choć wszystkie inne siostry jednogłośnie twierdzą, że to klątwa - sprawiający, że zrzuca na siebie i otoczenie wszelkiego rodzaju kłopoty i problemy. Jeśli ktoś wątpi w to, że można zepsuć kamień, to bez wątpienia nie spotkał wcześniej Ayli.

Osiągając półtora pręta wysokości (niecałe siedem metrów) oraz dwa pręty długości (około dziewięć metrów), w smoczej formie nieco przypomina ogromne, smocze pisklę, gdyż wygląda bardzo młodo. Ognisto czerwone łuski są pokryte licznymi niedoskonałościami i zarysowaniami pochodzącymi od niebezpiecznych zabaw i sytuacji, w które wplątała się Ayla. Jej rozpiętość skrzydeł jest równa dwa pręty (około dziewięć metrów), a głowę zdobią dwa rogi, które jak nic wyrosły po to, by uświadomić osobom postronnym, że z tej smoczycy to istna diablica wyrośnie. Jej brązowe oczy także zdają się iskrzyć niesfornością.

Przemienia się w morskiego elfa i przypomina wtedy dziewczynkę, która dopiero zaczęła wyrastać z okresu dziecięcego. Wysoka na dwa łokcie i jedną piędź (około jedna i cztery dziesiąte metra) i z włosami w kolorze bladego blondu sięgającymi aż do pasa, Ayla prezentuje się skromnie w kwestii wyglądu. Jej uroda jest dziecięca i nie posiada niczego, czym mogłaby zauroczyć, chyba że niewinnością, jak już.

Jej ubiór równie niesforny, co ona. Koszulka, czy raczej to, co z koszulki zostanie, gdy wytnie się wszystko, co nie jest potrzebne do całkowitego zasłonięcia piersi, jest wykonana z miękkiego czerwonego materiału, wyłożonego od środka białym futrem, które to zostało ozdobnie wystawione na zewnątrz na ramiączkach, które utrzymują koszulę na miejscu. Spodenki, ledwo sięgające do połowy uda są wykonane podobnie. Wzdłuż rąk, aż do dłoni, rozciągają się rękawy, które albo zawsze były oddzielne, albo zostały kiedyś przez Aylę oderwane od koszuli, co jest możliwością, ze względu na identyczne wykonanie. Jej szyje zdobi wygładzony bursztyn na sznurku.

Z charakteru będąc dzieckiem, Ayla nie planuje nigdy ruszać się spod opieki Sargerasa. Będąc pod jego skrzydłem, dostaje wszystko, o co mogłaby prosić i nie musi sobie nawet na to zapracować. A nawet jeśli ma coś zrobić, to zawsze zdoła znaleźć wymówkę albo chociaż uciec w podskokach, nim zostanie do danej czynności zmuszona.

~~~
Ósma córka: Kalli

Najmłodsza córka Sargerasa ma dopiero siedem lat i chociaż zna już podstawy tego, jak żyć, to jednak czeka na nią jeszcze wiele nauki. Nie oznacza to jednak, że nie wyrobiła sobie pierwszych cech charakterystycznych, dzięki którym wyróżnić możnaby było ją od zwykłego dziecka.

Jako smoczyca, czy też raczej, smocze pisklę, reprezentuje się skromnie. Mierząc ledwo jeden sążeń (około jeden i osiem dziesiątych metra) od ziemi do szczytu wyprostowanej w górę głowy, jest niższa od niektórych przedstawicieli ras humanoidalnych. Jej ogon i szyja także są dosyć krótkie, przez co jest tak długa, jak jest wysoka. Skrzydła zaś mają rozpiętość skrzydeł większą o jedną piędź (około dwa metry) od wcześniej wymienionych wartości. Jej łuski są śnieżnobiałe, zaś oczka rozbłyskują morskim odcieniem niebieskiego. Podobnie jak ojciec, na głowie i części karku wyrasta jej grzywa, biała jak jej łuski, choć końcówki przechodzą w bladoniebieski.

Jej bezłuska forma, w której to reprezentuje lodowe elfy, jest niezwykle niska, mierzy ona bowiem ledwo trzy stopy (około dziewięć dziesiątych metra). Jej częściowo związane w kucyk włosy mają podobne ubarwienie jak grzywa w smoczej formie, choć niebieski akcent jest obecny na całej długości włosa. Pod względem budowy nie wyróżnia się ani trochę od prawdziwych dzieci lodowych elfów, ani też nie posiada innych cech, które wyróżniałyby ją od tychże.

Jej ubranie to prosta, dziecięca sukienka w jasnoniebieskim odcieniu, luźna, lekka i wygodna dla młodocianej. Owo odzienie jest ozdobione na wysokości pasa dwiema kokardkami ustawionymi po bokach, dolna krawędź sukieneczki zaś, która to kończy się za kolanami, zakończona jest ładną falbanką, trzepoczącą na wietrze. Innym obowiązkowym elementem jej ubioru jest… pluszowy kot. Maskotka, wykonana z mięciutkiego, futropodobnego materiału i kilku innych rzeczy, jest wypchana piórami wysokiej jakości, dzięki czemu pomimo wielokrotnego przytulania nadal zachowała kształt i własność określoną przez młodą Kalli jako “tulaśność”.

Młoda jest cicha, bardzo cicha. Niemal nigdy nie mówi. Jedynym wyjątkiem jest szeptanie innym do ucha albo zwierzątka. Kocha bowiem wszystko, co żyje, a co można poobserwować lub pogłaskać. Do tego stopnia, że je wyłącznie rośliny, nie chce bowiem nawet pomyśleć o jedzeniu mięsa, które kiedyś chodziło i miało futerko. Ostatnia próba przymuszenia jej do tego zakończyła się dwudniowym płaczem. Bez przerwy. Dobrze to oddaje jej wrażliwość na stres i inne sytuacje, łatwo bowiem ją doprowadzić do stanu, kiedy to łzy lśnią w jej młodych oczkach.





Czasy obecne!

Dane gracza: Sargeras

Nazwa użytkownika:
Sargeras
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sugarro, Rubedo,
Martwe postacie:
Shadei
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
N kwi 01, 2018 9:54 am
Ostatnia wizyta:
So sie 25, 2018 6:25 pm
Liczba postów:
4 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.02 posty dziennie)
Ostatni post:
[Nienazwana wyspa] Nawet bohater potrzebuje odpoczynku
So gru 08, 2018 6:06 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Dalekie Krainy
(Posty: 3 / 75.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Nienazwana wyspa] Nawet bohater potrzebuje odpoczynku
(Posty: 3 / 75.00% postów użytkownika)
cron