Profil użytkownika Vaela

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Vaela
Rasa: Satyrka
Wiek: 37 lat


Aura

Owa aura o średniej sile magicznej różni się znacznie od każdej znanej, między innymi swym zapachem, który łączy przyjemną i słodką woń kwiatów z tą, która charakterystyczna jest dla kóz. Ponadto wykonuje niezwykle szybkie ruchy ukazujące pewną powtarzającą się sekwencję, co można by uznać za rodzaj tańca. Towarzyszą temu szmaragdowe błyski światła, jednakże ich zachowanie jest znacznie bardziej chaotyczne. Przechodząc do powłoki, na pierwszym planie, występują, otaczające całość, miedziane ślady kopyt. Otaczają one maleńkie nutki, gdzie każda ich grupa, którą tworzy obrys podkowy, wygrywa zupełnie inną melodię. U podstawy widnieje żelazna, wyraźnie zaznaczona linia znacznej grubości. Wszędzie natomiast są skupiska złotego pyłu, który nawet lewituje wokół i osiada na czytającym, by po chwili zachwytu zniknąć i zjawić się ponownie we właściwym miejscu. Uszy pieści zmysłowy szept, wywołujący istną burzę uczuć przetaczająca się przez organizm. Po dotknięciu powierzchni łatwo stwierdzić, iż należy do tych twardych, jest także w wielu miejscach niebezpiecznie ostra, a w kilku niespodziewanie tępa. Podobnie jest ze złotymi drobinkami będącymi również niezwykle aksamitnymi, ponieważ tam, gdzie ich brakuje czuć jedynie nieprzyjemną chropowatość. Uparcie przykleja się do podniebienia, jakby nie chciała dać nigdy o sobie zapomnieć.


Wygląd

Satyrka zdecydowanie posiada nadzwyczaj charakterystyczny wygląd, co sprawia, że naprawdę trudno jest pomylić bohaterkę legend i mitów z kimkolwiek innym. Zanim jednak o rzeczach, które posiada, warto wspomnieć o tym, czego zdecydowanie się w jej wyglądzie nie uraczy. Delikatnie mówiąc, Vaela nie odnalazła by się w roli uwodzicielskiej pokusy; przeszkodę stanowią nie tylko pokryte włosiem, umięśnione nogi, które wzbudziłyby zgrozę w każdej z nadwornych dam, nie mówiąc o parze przeuroczych jej zdaniem, kozich kopytek, które z góry uniemożliwiają zakładanie wszelkiego rodzaju butów – a szczególnie zaś tych eleganckich. I o ile zgrabne oraz smukłe uda o przyjemnej dla oka, kasztanowej barwie oraz dosyć wyraziste, wąskie raciczki potrafią wzbudzić zachwyt u wielu osób, to jednak z reguły nie jest to coś, co można by nazwać adoracją. Jej króciutki ogon jeszcze bardziej utrudnia traktowanie jej jako poważną kobietę.

Podobnie jest w przypadku innych elementów wyglądu Vaeli; posiada karnację nieco ciemniejszą od przeciętnego mieszkańca Alaranii, co jest spowodowane między innymi ciągłym przebywaniem na zewnątrz, ciągłym gnaniem naprzód oraz podejmowaniem się wymagających fizycznie zadań. Niekoniecznie pożytecznych. To także sprawiło, że satyrka wykształciła sobie wcale przyzwoitą muskulaturę – dobrze widoczną na wiecznie odkrytych ramionach. Zarówno taka opalenizna, jak i tężyzna fizyczna nie wypada dworskim damom, które nigdy nie skalały się prawdziwą pracą. Oprócz tego Vaela posiada niezbyt imponujących rozmiarów biust, co nadzwyczaj często stanowi ważny powód braku zainteresowań u płci przeciwnej. Nadzwyczaj łatwo jej – przy pomocy gorsetu czy chociażby odpowiednio naprężonego materiału – ukryć całkowicie fakt jego posiadania. Sylwetka kozicy jest dosyć szczupła, choć jej satyrze nogi znacząco zaokrąglają ją w okolicach bioder i ud.

Twarz Vaeli nie jest wybitnie kobieca, ale nie jest i stanowczo męska; biorąc pod uwagę jej dosyć krótkie, kasztanowo-rdzawe włosy oraz dosyć duży udział elfów w społeczeństwie Alaranii, bardzo łatwo można by pomylić ją z mężczyzną – dosyć gładkim, o wyraźnie elfickich rysach, ale jednak mężczyzną; satyrka wykorzystywała to nieraz, rzeczywiście odgrywając taką rolę, kiedy to było jej wygodne. Jej trójkątna, delikatna twarz przyozdobiona jest długimi, kształtnymi ustami, nieco zadartym, krótkim nosem, drapieżnymi, cienkimi brwiami oraz brązowymi oczami – nieco drapieżnie spłaszczonych, o delikatnie rzeźbionych kącikach i obdarzonych nit to drapieżnym, ni to zawadiackim błyskiem. Spośród burzy włosów wystają dwie, a właściwie cztery dosyć charakterystyczne elementy; para długich, trójkątnych uszu, przypominających nieco elfie, choć znacznie masywniejszych i bardziej zaokrąglonych, oraz para nadzwyczajnych rogów, które wijąc się we wszystkich możliwych kierunkach niemal zataczają krąg po obu stronach głowy satyrki. Bywają nadzwyczaj uciążliwe, ale Vaela je uwielbia, choć tak często się na nie skarży.

Ciekawym aspektem jest kwestia ubioru kobiety; przede wszystkim kozica zdecydowanie nie uznaje sensu istnienia spodni – a przynajmniej w jej przypadku; z butami zresztą jest niewiele lepiej. Gęste, miękkie futro tak czy owak zasłania wszystkie miejsca intymne oraz zapewnia ciepło, a twarde raciczki sprawdzają się lepiej niż jakiekolwiek buty. Vaela zamiast tego lubuje się we wszelkiego rodzaju tunikach – zwłaszcza takich pozbawionych ramion, dzięki czemu jej skóra jest w stanie w większym stopniu oddychać, a i ona sama czuje się o wiele swobodniej. Sprawia to także, że w większości wybiera materiał dosyć wygodny oraz lekki. Najczęściej jasnych kolorów. Na szyi zawsze nosi swoją niemal już tradycyjną ozdobę – naszyjnik z kłów, pazurów, zębów i innych trofeów, wygrany niegdyś w zawodach picia od mistrza polowań. Zdołała już niemal zapomnieć, że kiedykolwiek nie należał do niej. Ważnymi elementami jej ubioru jest także torba, wiecznie zawieszona w pasie, oraz skórzane rękawiczki bez palców.

Vaela charakteryzuje się nadzwyczaj sprężystym chodem – często niemal podskakuje beztrosko zamiast chodzić, a także wykonując drobne akrobacje przy zwykłych czynnościach. Posiada nadzwyczaj żywą mimikę oraz gestykę, przez co zdaje się być osobą wiecznie nakręconą – choć całkiem możliwe, że tak i jest. Uśmiech niemal nie schodzi jej z ust, dlatego też zdołała opanować naprawdę rozmaite jego rodzaje, bardzo łatwe do odróżnienia po nieco dłuższej znajomości. Bardzo charakterystyczną rzeczą jest jej zapach; często czuć od niej alkohol, choć nie przytłaczający odór, a dosyć delikatną woń, nieco mieszającą w głowie, jednak niezbyt dokuczliwie. Ciekawostkę stanowi także sposób wypowiadania się kozicy, który jest... bardzo chaotyczny. Satyrka potrafi świetnie manipulować głosem, przez co zabarwianie go emocjami, a także modulacja weszła jej w nawyk, straszliwie urozmaicając życie każdemu, kto zamieni z nią kilka zdań.


Charakter

Prawda jest taka, że Vaela w bardzo wielu aspektach odpowiada wizji satyrów, wykształtowanej przez ludzi poprzez mity oraz opowiadania bajarzy; jest nadzwyczaj beztroska, skupiona na zabawie, harcach i hulankach, często niespotykanie lekkomyślna. Niektórzy nazwaliby ją hedonistką i w jakimś stopniu najpewniej mieliby rację; satyrce o wiele łatwiej rozkoszować się dobrym jedzeniem, wesołym towarzystwem czy wyśmienitym trunkiem niż odnajdywać radość w rozmyślaniach nad egzystencjalnymi pytaniami czy melancholijnych wieczorach, jednakże potrafi docenić zarówno filozofię, jak i sztukę; choć robi to na swój własny, nieco hultajski, z pewnością oryginalny sposób. To wszystko jednak nie oznacza, że jest egoistką, skupioną wyłącznie na tym, aby przeżywać przyjemność. Vaela wprost uwielbia pomagać innym! Lecz robi to po swojemu, jak wszystko w sumie. Z reguły taka „pomoc” polega na wsparciu nie na tyle praktycznym, co psychicznym; obraca się wokół tańców, alkoholu, zabawy – wszystkiego, co może wywołać przejście umysłu na zupełnie inne tory i zapomnieć o wszystkich zmartwieniach. Fakt jest taki, że często okazuje się to być nadzwyczaj skutecznie. Często jednak skutkuje to także kilkoma drobnymi niedogodnościami: siniakami, połamanymi kośćmi czy utraconymi przyjaźniami. Jest to rzecz, którą potrafi oraz lubi najbardziej, przez co głównie na niej się skupia.

Vaela ma poważny problem ze zrozumieniem wielu mechanizmów działających w społeczeństwie; szczególnie prawa własności, ciszy nocnej czy prywatności. Dlatego też nadzwyczaj często zdarza jej się kraść potrzebne rzeczy – przede wszystkim jedzenie -, nie widząc w tym niczego złego, czy też urozmaicać ludziom sen nadzwyczaj piskliwą grą na flecie. Wpakowanie się do cudzego życia także nie stanowi dla niej żadnego problemu, choć na całe szczęście z reguły nie pozostaje w takim nazbyt długo; po części z nadzwyczaj szybkiego nudzenia się i potrzeby poznawania nowych osób oraz miejsc, po części przez artefakt, który stał się jej małym przekleństwem. Uwielbia dużo rzeczy, a jej pasje bywają nadzwyczaj zmienne. Inaczej ma się sprawa z tym, czego nie cierpi: błyskotek, rzeźb, spodni oraz koni. Darzy też nieufnością każdą magię zza wyjątkiem własnej, która to jest w zasadzie o wiele bardziej nieprzewidywalna, niż jakiegokolwiek czarodzieja.

Atrybuty

Krzepa:Raczej silny, Niezłomny, Wrażliwy,
Zwinność:Zręczny, Bardzo szybki,
Percepcja:Dobry słuch, Wyostrzony smak, Wyostrzone czucie,
Umysł:Pojętny, Ineligentny, Słaba wola,
Prezencja:Ładny, Nieokrzesany, Przekonywujący,

Cechy specjalne

Zmysł hulanki [Z]Nadzwyczaj subtelna zdolność, która wpływa na decyzje Vaeli w sposób trudny do sprecyzowania. Czy to przez nad wyraz rozwiniętą intuicję, czy też przez jakiś magiczny aspekt, który uległ przemianie w jej umyśle, satyrka potrafi bez większych trudności rozpętać, a następnie nakręcać taki tok przyczynowo-skutkowy, który prowadzi do hucznej, zazwyczaj większej hulanki. Oprócz tego bez problemu przychodzi jej rozładowywanie napięcia, co wyciąga ją często z tarapatów, w które również ta zdolność ją wpakowała.
Nogi piękne inaczej [D]Może się to wydawać nadzwyczaj trudne do przeoczenia, jednak zdecydowanie warto o tym wspomnieć - dolne kończyny Vaeli uformowane są w sposób dalece niepodobny do ludzkich. Para kozich nóg jest najoczywistszym i najważniejszym aspektem czyniącym ją satyrką. Oprócz czysto oczywistych aspektów, te dwie prześliczne nóżki charakteryzują się sporym umięśnieniem, wielką elastycznością, a także przystosowaniem do nierównego terenu. Dlatego choć Vaela bez problemu mogłaby hasać po górach, to wizyta w eleganckim miejscu stanowi dla niej prawdziwe wyzwanie.
Wszystkożerność [Z]Kozy znane są ze swojej nad wyraz wybrednej diety, w której skład wchodzą między innymi chwasty, kamienie czy zabytkowe dywany. W porządku, prawda jest taka, że kozy zżerają wszystko, co znajdzie się w zasięgu ich wzroku. Podobną cechę posiada Vaela. potrafiąc odżywiać się praktycznie wszystkim. Co prawda w przypadku z pozoru absolutnie niejadalnych rzeczy wartość odżywcza takiego posiłku jest nadzwyczaj niska, jednak tak czy owak nie grozi kozicy śmierć głodowa. Sprawia to też, że nadzwyczaj trudno ją zatruć
Mocna głowa [Z]Przy sposobie życia prowadzonym przez satyrkę posiadanie słabej głowy równałoby się wpakowywaniu we wprost nieprzyzwoitą ilość tarapatów - a nawet obecna ich ilość prezentuje się imponująco. Kozica urodziła się z umysłem, który naprawdę trudno jest zaćmić alkoholem - oprócz tego jej ciało reaguje o wiele lżej na jego ilości niż innych istot, pozwalając jej wypić olbrzymie jego ilości, zanim w końcu padnie z nieprzytomności. Także inne efekty złocistych trunków działają na nią znacznie lżej i wolniej.
Równowaga ponad wszystko [Z]Koty znane są ze swojego nadzwyczajnego zmysłu równowagi, który pozwala im... a mniejsza z tymi kozożercami! Satyrka od dziecka jest w stanie pochwalić się nadzwyczajnym zmysłem równowagi, który przydaje jej się niemal w każdym aspekcie życia - czy to w hasaniu po wszelkiego rodzaju powierzchniach, czy oddawaniu się szalonym tańcom, czy też walki za pomocą kopytek, a nierzadko i wygrywania głupich zakładów, do których należało chociażby balansowanie po krawędzi kołysającego się kadłuba.

Umiejętności

Taniec [M] Lata spędzone na hucznych zabawach oraz poznanie wielkiej liczby osób w mniej lub w większym stopniu obeznane z tą jakże wymagającą sztuką, a także niesamowity dryg do owej sprawiły, że dziś Vaela może uchodzić za prawdziwą mistrzynię tańca. W swoim repertuarze ma wielką ilość ich rodzajów, choć w większości są to tańce nad wyraz skoczne. Potrafi bardzo szybko uczyć się nowych kroków, co pozwala szalenie szybko dopasować się jej do partnera. Ale najważniejsze jest jedno – satyrka jest prawdziwą królowa stepowania. Dzięki naturalnej, twardej podeszwie w postaci raciczek jest w stanie oddawać się temu rodzajowi tańca bez problemów, a także z naturalnością niedostępną niekopytnym.
Wspinaczka [M] Gdyby kózka nie skakała... to by smutną wnet się stała. Vaela wspina się od dziecka, w czym pomagają jej nogi, nad wyraz w tym pomocne - szczególnie jeżeli chodzi o wspinaczkę w górach, gdzie to hasa z radością typową swojemu niezbyt licznemu gatunkowi. Wchodzenie na drzewa także nie stanowi dla niej zbytniego problemu. Dopasowała się także do środowisk miejskich, potrafiąc dosyć szybko wskakiwać na dachy budynków, po czym beztrosko po nich przeskakiwać. Wiele razy zdarzało jej się spadać, jednak dziś dzień, w którym by ją to spotkało, uznałaby za wyjątkowo zły.
Gra na flecie [W] Grę na tym instrumencie praktycznie ma w żyłach – w niemal każdej legendzie satyry zwykły posiadać podobną umiejętność. Vaela potrafi więc wykonać mnóstwo utworów, w większości krótkich, często mających podłoże w muzyce ludowej. Nie jest mistrzynią w tym aspekcie, jednak jej umiejętności są na tyle wysokie, by potrafiła zadowalać ucho nieprzyzwyczajone do wykonania prawdziwych bogów fletów – tych nie jest nazbyt dużo, dlatego też muzyka satyrki potrafi uradować niemal każdego. O ile jej celem nie będzie irytacja nieczystymi dźwiękami, do której flet jest niemal doskonały.
Improwizacja [W] Vaela po prostu potrafi... myśleć w biegu. Rzadko kiedy przystaje, aby się zastanowić, a nawet jeśli, to często jest to w samym środku akcji. W przeciwieństwie do wielu, jej jednakże to wychodzi. Dlatego też satyrka potrafi w kilka sekund przejść od praktycznego braku pojęcia co robić do skonstruowania nawet złożonego, a na pewno całkiem kreatywnego planu, który często przynosi ciekawe konsekwencje. Umiejętność ta sprawdza się zarówno w tańcu, podczas grania czy śpiewania, ale i w największych tarapatach.
Walka wręcz [W] Dorastanie z bandytami nauczyło satyrkę, jak zadbać o samą siebie. Jest w stanie przetrzepać skórę niejednemu cwaniakowi, który uzna ją za niepozorną. Umiejętności walki na pięści posiada na poziomie przyzwoitego zapaśnika, jednakże to nie te stanowią jej najgroźniejszą broń. Są to natomiast nogi, którymi niewiele istot może się pochwalić. Vaela potrafi świetnie nimi operować, a twarde kopyta tylko zwiększają zagrożenie z nich wynikające. Ostatecznym argumentem satyrki jest kopniak w krocze- w jej wykonaniu jest to najpewniej najboleśniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek może przeżyć mężczyzna, przynosząca mu w dodatku dosyć poważne konsekwencje. Vaela jednak rzadko kiedy korzysta ze owego „ostatecznego rozwiązania”.
Kuglarstwo [W] Umiejętność „rozkręcania imprez” szybko została przyswojona przez satyrkę, która przez lata udoskonalała swoje zdolności, by dziś móc przyrównać je do poziomu porządnego, wyszkolonego błazna- potrafi zarówno żonglować, obsługiwać przeróżną ilość zabawnych narzędzi, niewinnie ośmieszać losowe osoby, a także znacznie, znacznie więcej- liczba sztuczek, które znajdują się w jej repertuarze nieznana jest nawet jej samej. Nie jest co prawda mistrzem, więc samymi umiejętnościami nie zdoła rozpromienić prawdziwego smutasa – do tego bywa przydatna magia emocji.
Śpiew [W] Vaela przez lata nauczyła się dobrze śpiewać, często wykorzystując tę zdolność na wszelkiego rodzaju zabawach. Sam poziom śpiewu nie jest u niej czymś wyróżniającym się – stanowią to natomiast jej umiejętności modulacji głosu. Struny głosowe satyrki, ćwiczone przez lata, potrafią działać na naprawdę szerokim spektrum, co pozwala jej osiągnąć dużą liczbę tonów oraz każdą wysokość głosu- jeszcze bardziej pomaga jej to czasem udawać mężczyznę.
Złodziejstwo [O] Każdy szanujący złodziej z pewnością wyśmiałby umiejętności Vaeli, ale prawda jest taka, że ta nigdy nie inspirowała do bycia członkiem owej nadzwyczaj uczynnej specjalizacji. Satyrka nie kradnie pieniędzy czy biżuterii, zwłaszcza biżuterii. Z reguły są to przedmioty potrzebne jej właśnie w tej chwili, które akurat znajdują się pod ręką – jabłko, statuetka, którą można przywalić w głowie miejscowej plotkarze, czasem jakiś bicz. Vaela nigdy nie podejmowała się trudnych kradzieży ani nie miała prawdziwego mentora, z drugiej jednak strony nie postrzega kradzież jako zajęcie, którym mogłaby się kiedykolwiek zajmować profesjonalnie.
Bestiologia [P] Żyjąc w dziczy, podróżując wiele, oraz wpadając w przeróżnego rodzaju tarapaty, nie w sposób nie trafić na bestie. Vaela ma o nich dosyć podstawową wiedzę, jednak w kilku aspektach może się pochwalić większą ilością informacji – są to zwierzęta, które szczególnie umiłowały sobie kozie mięso, takie jak wilki czy dzikie koty. Niezbyt przyjemne przeżycia z tymi drugimi sprawiają, że nie ufa wszystkim kotom, widząc w nich przyczajone bestie.
Gimnastyka [P] Vaela uwielbia wprost ruch, dzięki czemu liznęła nieco podstaw gimnastyki, jednak zdecydowanie zbyt niewiele, aby móc występować jako zawodowa akrobatka, jednak dzięki innym aspektom, szczególnie nogom i zdolności wspinaczki, potrafi zaskoczyć jakąś akrobacją – zwłaszcza po kilku głębszych.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Emocji [A]Vaela potrafi w mniej lub większy sposób wpływać na emocje ludzi znajdujących się w jej najbliższym otoczeniu – posługiwanie się magią za pośrednictwem mocy, w połączeniu z jej nad wyraz energicznym charakterem sprawia, że satyrka właściwie nie jest w stanie kontrolować swoich umiejętności. I pomimo że była uczona w opanowywaniu tej dziedziny, dzięki czemu zdołała wznieść swoje zdolności na dosyć wysoki poziom, to tak naprawdę posługiwanie się nią przychodzi kobiecie z reguły całkowicie nieświadome – po prostu ludziom przebywającym w jej otoczeniu zaczyna się udzielać jej nastrój, który najczęściej jest nad wyraz radośny oraz beztroski. W połączeniu z innymi zdolnościami Vaeli, czyni to z niej satyra niemal doskonałego, zdolnego uratować niejednego człowieka z głębokiej depresji. Gdyby kobieta spróbowałaby używać swoich magicznych mocy bardziej świadomie, zdecydowanie mogłaby liczyć na silniejsze efekty. Jednakże zdecydowanie zbyt bardzo nie chce jej się tego próbować.

Magiczne przedmioty

Branzoleta Samoteleportajka [ZAC]Przedmiot doprawdy niezwykły. Symbol tego, jak wielkiego pecha można mieć, posiadając parę rogów. Jest to skradziona błyskotka, która miała posłużyć za dowcip zorganizowany przez jednego czarodzieja dla swojego kolegi po fachu. Bransoleta zaciska się na nadgarstku osoby, która ją nałoży, a następnie zaczyna w losowych momentach teleporotować ją w losowe miejsca – nie rządzi tym żadna reguła, odstępy między teleportacjami mogą trwać zarówno kilka sekund, jak i kilka lat. Jedynym jej ograniczeniem jest to, że nie przenosi poza granice Alaranii i w miejsca, w których pojawienie się grozi niemal natychmiastową śmiercią – jak kilka stóp nad jeziorem pełnej lawy. Branzoleta zabezpieczona jest niewielkim pokręłem, które rzeba przekręcić w odpowiednim porządku oraz wcisnąć przysik znajdujący się w środku. Ogromna ilość kombinacji sprawia, że niemal niemożliwym jest odgadnięcie jej – wiedzę o kodzie posiada jedynie stwórca przedmiotu, którego Vaela nawet nie zna. Jendak przez lata zaczęła się przyzwyczajać do błyskotki – jej zastosowania pasują w sumie do jej stylu życia, choć zdecydowanie nigdy więcej nie ukradnie żadnej błyskotki. Zagadkę dla niej samej stanowi, czy pozbyłaby się branzolety, gdyby tylko mogła.
Awaryjny Róg [ZAK]Przedmiot podarowany satyrce przez pewnego czarodzieja, którego przypadkiem uratowała przed okrutną śmiercią z rąk demona. Został on stworzony z myślą niesienia ratunku – wzywania pomocy w najbardziej potrzebującej chwili. I choć został stworzony jako potężne urządzenie, to Vaela szybko zrobiła z nim porządek – używając go w chwilach zagrożenia atakiem nudy, przyzywała rzesze grajków, akrobatów, cyrkowców i innych indywiduów. Róg dostosował się do jej żądań, przez co dziś potrafi przywoływać jedynie tego rodzaju „ratunek”. Jedynie w obcych, nieznanych jeszcze rękach byłby w stanie spełniać swoją pierwotną rolę, jednak kozica zdecydowanie nie ma zamiaru się nim dzielić, lubując się w nazywaniu rogu częścią swojej „sekretnej koziej magii”.

Towarzysz


Historia

Satyry nie są rasą, którą można uraczyć w alarańskich lasach, tak jak driady, centaury czy maie; rasą właściwie nie istniejąca w prawdziwym rozumieniu tego słowa. Mimo to można spotkać je w wielu historiach – czy to tych opowiadanych w karczmach przez podchmieloną wyobraźnię, czy też w legendach, które nieraz dały natchnienie artystom; czy to w malunkach, czy to w rzeźbach. Satyr, czy też faun; taka postać funkcjonuje w sztuce jako motyw istoty skupionej na wiecznych hulankach. Jednakże odszukanie takich, którzy rzeczywiście widzieli półkozła – to już prawdziwe osiągnięcie. Zdarzyło się, iż żył pewien bogaty mag, którego to przeżerała chorobliwa niemal fascynacja bożkami wiecznej zabawy. Kolekcjonował ich rzeźby, znał wszystkie legendy na ich temat, organizował wędrówki do Szepczącego Lasu, aby odnaleźć chociażby ich ślad – wszystko to jednak na próżno.

Trwało to wiele lat, aż pewnego dnia żona maga zmarła w tragicznych okolicznościach; zdarzenie to załamało mężczyznę, który pogrążył się w głębokiej depresji, przestając wychodzić ze swojej rezydencji i całe dnie włócząc się po pokojach wypełnionymi kamiennymi rzeźbami o twarzach wykrzywionych wesołym grymasem; dotyk zimnego głazu jeszcze bardziej rozpalał rozpacz w umyśle maga. Widzący to przyjaciele postanowili, że trzeba coś z tym zrobić, lecz byli bezradni; jedyna rzecz, która mogłaby przywrócić magowi chęć do życia, nie istniała. Jeden nich jednak, nadzwyczaj ambitny, postanowił, że należy coś z tym zrobić; łatwo przyszło pociągnięcie innych za swoim pomysłem. Odnaleźli czarodzieja specjalizującego się w aspektach powoływania do życia nowych istot; na swoim koncie miał w między innymi stworzenie własnego lisołaka. Jednakże to były jego „młode” lata – w przytaczanych czasach uważał, że ścieżka kreowania życia prowadzi do pychy oraz zatracenia się wszelkich wartości. Stał się osobą nadzwyczaj skromną, skupioną na harmonijnym życiu. Do niego skierowali się przyjaciele maga, przedstawiając mu historię pewnej maie, która rozpaczliwie chce posiąść dziecko, lecz jej natura jej to uniemożliwia; maie, którą znał jeden spośród nich; maie nadzwyczaj wrażliwą, niemogącą znieść ludzkiego cierpienia. Jej przedstawiono wersję, że to czarodziej nie jest w stanie posiąść potomka. Aby przekręt nie wszedł na jaw podczas pierwszego ich spotkania, potrzebowali olbrzymiej zręczności w kłamstwach. Jeszcze większej, by uzasadnić powód, dla którego dziecko ma posiadać cechy mitycznego satyra.

Maie oraz czarodziej wzięli się do pracy; miesiące zajęło stworzenie im zarodka, który rozwijałby się w odpowiedni sposób. Kolejne miesiące pielęgnowanie go w ciele surogatki, którą była niewyróżniająca się niemal niczym kobieta z pobliskiej wioski. Przyjaciele zatopionego w depresji maga regularnie wszystko kontrolowali, aż w końcu nadszedł wielki dzień; urodziła się niewielka dziewczynka o miękkich kopytkach oraz niewielkich różkach; cechy utrudniając poród miały się rozwinąć dopiero w późniejszym czasie. Wszystko było dobrze, do czasu, aż padło pytanie o imię. Dopiero wtedy czarodziej oraz maie zorientowali się, że zostali oszukani. Było jednak już na to za późno; nasiono wykiełkowało, a żadne z nich nie miało zamiaru go porzucić czy też ściąć. Ale oddanie go w łapy podstępnych ludzi także nie wchodziło w grę. Dlatego uciekli. Cała trójka, gdyż prawdziwa matka małej satyrki także poczuła matczyne odruchy.

Zamieszkali w gęstej puszczy Szepczącego Lasu, chronieni przez naturian, którzy pomagali im z dwojakich przyczyn; po pierwsze, przez wzgląd na maie, po drugie zaś, kierowała nimi fascynacja zupełnie nowym stworzeniem. Nietypowa rodzina żyła więc dosyć spokojnie, przynajmniej do czasu, aż satyrka nie zaczęła rosnąć; szybko się bowiem okazało, jak skuteczne było połączenie magii czarodzieja oraz maie – mała kozica zaprawdę była spełnieniem wszystkich legend oraz historii, jakie tworzono na temat istot jej podobnych. Mała Vaela nie nauczyła się chodzić – ona nauczyła się biegać. I śmigała swoimi raciczkami po okolicy, z radością wyjątkową nawet jak na dziecko odkrywając każdy nowy aspekt życia oraz wpakowując się w nadzwyczajną ilość tarapatów, przyprawiając przyprawiając swoich opiekunów o prawdziwy ból głowy. Satyrka szybko także odkryła kolejny ze swoich talentów – niemalże wrodzoną zdolność do wspinaczki, co niewątpliwie wiązało się z jej kozią naturą. W pobliżu nie było jednak żadnych gór, po których mogłaby beztrosko sobie hasać, co jakiś czas jedynie łamiąc nogi, dlatego też musiała jej wystarczyć wspinaczka na drzewa. Rodzina starała się żyć możliwe stabilnie, jednakże przez satyrkę, której jej matka zdecydowała się nadać imię „Vaela”, niekiedy zmuszeni byli w pośpiechu do przenosin w inne miejsce. Tak było, aż do pewnego dnia.

To było zdarzyło się w ósmym roku życia małej kozicy. Tego dnia natknęła się bowiem na ludzką karawanę, przemierzającą Szepczący Las. Warto albowiem powiedzieć, że Vaela często wymykała się swoim opiekunom i udawała się na samotne wędrówki, celem poszukiwań przygód i nowych przyjaciół. Robiła się w tym coraz lepsza, poznała całe grono przeróżnych naturian czy elfów, ale jeszcze nigdy nie spotkała ludzi. Ci byli kompletnie zszokowani, widząc maleńką dziewczynkę obdarzoną owłosionymi nogami oraz parą niewielkich rogów, która w dodatku wykazywała chęć do wszelkiej zabawy. Pozostała z nimi kilka godzin, które im zdawały się być snem. Tym bardziej, że spożyli w tym czasie przyzwoite ilości trunku; Vaela beztrosko sobie odhasała, kiedy wszyscy spośród nich popadali, zmorzeni alkoholem. Wydawało się to być zwykłym niezwykłym wydarzeniem, jakich wiele było w tak krótkim jeszcze życiu satyrki, jednak kupcy rozpowiadać o swojej przygodzie, co zwróciło uwagę pewnych osób.

Kilka tygodni później ich spokojna kryjówka została zaatakowana przez przyjaciół maga, który wciąż cierpiał katusze w towarzystwie z wynajętymi przez nich wojownikami. Niespodziewająca się niczego trójka nie miała szans – zginęła nadzwyczaj szybko. Jedynie Vaeli udało się wspiąć na drzewo, znajdując się poza zasięgiem najemników. Ci robili wokół obóz, pewni, że satyrka zejdzie, kiedy tylko zgłodnieje, podczas kiedy oni będą spokojnie czekać. Nie spodziewali się tego, co miało nadejść. Mała kózka miała przy sobie bowiem swój flet, którego gra „umilała” im noce sprawiając, że po kilku dniach stali się nadzwyczaj drażliwi. Wtedy też satyrka odkryła, że jest w stanie jeść korę drzewa, na którym się ukryła – i zaskakująco dobrze się nią najeść. Po dwóch tygodniach „oblężenie” się zakończyło. Vaela odczekała kilka godzin od zniknięcia ostatniego z ludzi, po czym zeskoczyła na ziemię. Wtedy wypadli z krzaków i ją dopadli.

Zmierzała w klatce na wozie w stronę rezydencji pasjonata satyrów, przez całą drogę uderzając kopytkami o żelazne kraty, wywołując szał najemników, których uspokajała dopiero wizja sowitej zapłaty. Więc o ile irytujące działania satyrki nie przyniosły zamierzonego skutku, o tyle zwabiły innych miłośników niezbyt uczciwego pieniądza. Bandytów. Niedługo po opuszczeniu Szepczącego Lasu na karawanę napadła spora grupa wyrzutków społecznych. Wyrżnęli lub wzięli w niewolę większość eskortującej klatkę gromadki; zarówno najemników, jak i przyjaciół nieszczęsnego maga. To wszystko jednak było ich zwyczajową robotą, nie było przy tym większych problemów, niż zazwyczaj – dylemat pojawił się dopiero przy Vaeli. Bandyci nie mogli uwierzyć oczom, początkowo zdecydowali, że sprzedadzą niezwykłą istotę za równie niezwykły zysk, jednak po nocy, którą satyrka spędziła w ich obozie, a która szybko stała się nocom hulanek i pijaństwa, zdecydowali się ją zatrzymać.

Dorastanie wśród bandytów zdecydowanie ma swoje wady i zalety, szczególnie dla małej „damy” - zwłaszcza, jeżeli do tego powinna istnieć jedynie w mitach. Ci początkowo traktowali Vaelę jak małą wychowanicę, ucząc ją nie tylko „nienagannych manier” czy „szerokiego kodeksu moralnego”, ale i bardziej praktycznych umiejętności – takich jak chociażby walka; dorastająca satyrka okazała się całkiem znośnym zapaśnikiem, jednak prawdziwą jej broń stanowiły jej nogi; te stawały się coraz bardziej umięśnione, aż w końcu doszło do tego, że bandyci dostawali grozy na myśl, że satyrka mogłaby ich kopnąć w nadzwyczaj czułe miejsce – nikt nie miał wątpliwości, jak coś takiego musiałoby się skończyć. Wraz z czasem zaczęli zabierać dziewczynę na napady, częściej jednak używając jej jako przynęty niż kolejnej pary rąk do walki bądź wiązania nieszczęśników. Z czasem Vaela stała się pełnoprawną członkinią bandy. Jednak bardzo daleko jej było do bycia przeciętnym bandytą.

Po kilku pierwszych latach satyrka bowiem odkryła pewien ciekawy sposób, aby pomóc ofiarom bandyckich napadów. Bowiem po jakimś czasie w towarzystwie nadzwyczaj energicznej, grającej na flecie, potrafiącej zamienić każdą okoliczność w zabawę satyrki bandyci przemienili się w doprawdy wesołą kompanię, często urządzając uczty oraz zabawy. Pewnego dnia jeden z nich, wyjątkowo potrafiący czytać, opowiedział towarzyszom o pewnych legendarnych zbójach, co to zapraszali swoje ofiary na ucztę, po czym puszczali je w bieliźnie w las. Taki pomysł bardzo im się spodobał. Przez kilka tygodni działało to świetnie, potem jednak satyrka zaczęła wykorzystywać swoje zdolności. Upijanie mężczyzn do nieprzytomności nie było dla niej czymś szczególnie trudnym – następnie bez przeszkód była w stanie uwolnić nieszczęśników, którzy mieli takiego pecha, aby wpaść w łapska bandy, po czym pomóc im uciec; częstokroć z całkiem przyzwoitą częścią ich majątku. Początkowo bandyci byli wściekli, ale raczej na siebie; nie domyślali się, że to mała Vaela mogłaby za tym stać. Po kilku tygodniach rozważano zaprzestanie organizowania uczt, ale bandytom zbytnio przypadło to do gustu – przede wszystkim za sprawą kozicy, która naprawdę wówczas pokazywała wszystko, na co ją stać. Także regularne, niezwykłe zabawy sprawiły, że bandyci przez wiele lat byli w stanie wybaczyć sobie braki w łupach. Tak minęło dobre dwanaście lat, podczas których satyrka pomogła wielu osobom, ale równocześnie nauczyła się wielu hultajskich zdolności.

Podczas pewnej uczty jednak stwierdziła, że ma doprawdy dość. Dlatego też, gdy pomogła kolejnym kupcom ujść z życiem, zabrała się razem z nimi, potajemnie wchodząc do jednej ze skrzyń na ich wozie. Jechali wiele tygodniki, podczas których Vaela żywiła się wcześniej przygotowanym prowiantem, w nocy jedynie wychodząc, by rozprostować kości. W końcu jednak została odkryta, ale kupcy nie byli zezłoszczeni tym faktem; nieco zdziwieni z pewnością, ale w sumie wdzięczność do satyrki zwyciężyła. Wręczyli jej nawet wyjątkowy flet, o wiele lepszy od jej poprzedniego, który po prawdzie Vaela chciała wcześniej zabrać, ale ostatecznie się wstrzymała. Tym sposobem, przy pomocy olbrzymiej ilości szczęścia, dotarła do Ekradonu.

Kozica... zdecydowanie nie była gotowa na życie w mieście. O mało nie została pochwycona i zaciągnięta do jakiegoś cyrku, uratował ją dopiero pewien złodziejaszek o kocich uszach. Ten szybko stwierdził, że przyda jej się „opieka”. Dlatego zaczął ją uczyć, jak przetrwać w mieście. Zapuszczenie burzy włosów pozwoliło satyrce ukryć wciąż niewyrośnięte rogi, a założenie odpowiednich spodni sprawiło, że ukryła swoją niezwykłą naturę – na kopyta nie dało się nic zrobić, ale materiał spodni zasłaniał je tak, że widać było tylko ich przód; coś, co łatwo można było pomylić z butami, jeśli się dobrze nie przyjrzało. Dodatkowo jeszcze Vaela zaczęła ubierać się i zachowywać jak chłopiec, co poradził jej złodziejaszek. Dzięki doświadczeniu w śpiewie; bandyci mieli aż trzech zdolnych śpiewaków, którzy wiele jej nauczyli, była nawet w stanie całkiem sprawnie modulować głos.

Żyła na uliczkach miasta, ucząc się w złodziejskim fachu; może lepiej było powiedzieć „faszku”. Bowiem Vaela zdecydowanie nie miała do tego drygu, nawet pozbawiona swoich charakterystycznych cech nieźle zwracając na siebie uwagę. Oprócz tego ograniczała się raczej do kradzieży jedzenia czy jakichś drobnych pieniędzy; rzeczy nieszczególnie pilnowanych. Każdy porządny złodziej z pogardą najpewniej spoglądałby na te starania. Nocami jednak... częstokroć Vaeli zdarzało się bawić na nocnych przyjęciach, organizowanych przez niezbyt bogatą część mieszczaństwa – na bale czy przyjęcia szlachty nawet nie śmiała się pokazywać, zresztą uznała, że są nudne „jak flaki z olejem”. Wolała raczej skoczniejsze imprezy, gdzie można jednak było uraczyć skoczną muzykę oraz niezłe porcje alkoholi. W tym czasie także Vaela zaczęła odkrywać swoje naturalne talenty magiczne – dokładnie jeden, dotyczący magii emocji, dzięki której mogła delikatnie wpływać na ludzi wokół. Jako, że była to magia wyzwalana dzięki jej własnym emocjom, a na brak owych satyrka zdecydowanie nie mogła narzekać, działo się to dosyć naturalnie, często bez wiedzy samej dziewczyny. Gdyby była bardziej melancholijna, może zastanowiłaby się, od jak dawna zdarza się jej wpływać na ludzi wokół.

Żyła więc jak dosyć przyzwoita koza, aż do pewnego dnia. Wtedy to bowiem jej złodziejski przyjaciel stwierdził, że powinna w końcu spróbować ukraść coś cennego. Vaeli niezbyt się chciało, aż do chwili, w której dobrze znający ją mężczyzna posądził ją od tchórzostwo. I tutaj się zaczęło. Tego dnia bowiem po ulicach miasta przechodził sobie czarodziej z pewnym wyjątkowym świecidełkiem. Był to skrzętnie przygotowany artefakt, który miał posłużyć do zrobienia jego przyjacielowi swoistego dowcipu. Pech chciał, że to właśnie jego postanowiła okraść satyrka. Gdy jej dłoń zacisnęła się na błyszczącej bransolecie, ta zacisnęła się na jej dłoni. Po chwili znalazła się w dziwnym lesie, w towarzystwie dwóch panter. Wystrzeliła na drzewo jak szalona, a próbujące dopaść ją kociaki zdzieliła po głowach raciczkami. Te po kilku godzinach opuściły. Vaela z poczuciem zwycięstwa zeszła na ziemię, aby natychmiast zostać przeniesiona do podejrzanie bogatego pokoju – upadła tuż obok nadzwyczaj wygodnego łóżka.

Jako, że przedmiot zaprojektowany został, aby jego zdjęcie stanowiło problem dla umysłu potężnego, wielowiekowego czarodzieja, satyrka napotkała „niewielkie” trudności z pozbyciem się uciążliwego urządzenia, które przenosiło ją gdzie chciało, kiedy chciało. A przynajmniej gdyby miało własną świadomość, w co po kilku miesiącach Vaela zaczęła konspiracyjnie wierzyć, gdyż wyczucie owej „losowości” i jej złośliwość były niezwykłych rozmiarów. Tak czy owak, rozpoczął się nad wyraz niestabilny okres w jej życiu – który w sumie trwa po dziś dzień. Okres ciągłej wyprawy, zarówno na swoich raciczkach, jak i magii nieprzyjaznego przedmiotu, podczas której nie pozostało biednej kozicy nic innego, jak tylko zaakceptować swój los i biec, aby nadążyć za migającym wokół niej światem. Oczywiście towarzyszyło to rozpętaniu prawdziwego piekła hulanki wszędzie, gdzie tylko się pojawiła. Takie stabilnie niestabilne życie trwało nieprzerwanie aż od trzydziestego roku życia.

W tym roku bowiem bransoleta wykazała się po raz kolejny doprawdy niezwykłym wyczuciem; tym razem jednak zaskakująco sprzyjającym satyrce. Upadła bowiem prosto na głowę wielkiego demona, wyciągającego dłoń po czarodzieja, który go przyzwał. Traf chciał, że paniczne wymachiwanie kozimi nogami spowodowało, że jedna z raciczek z olbrzymią siłą przywaliła prosto w czaszkę potężnego stworzenia, które następnie padło martwe. Gdy czarodziej wygrzebał się spod truchła demona, uścisnął Vaelę, która rozmasowywała sobie swój kozi zadek, na który upadła. Z wdzięczności czarodziej sporządził dla niej Róg Awaryjny; zaskakująco potężny przedmiot, mogący przywołać pomoc w największej potrzebie. Satyrka przebywała nieco u czarodzieja, aż w końcu bransoleta dała o sobie znać. Pojawiła się na nadzwyczaj odludnym miejscu. Stwierdziła, że przydałaby się jakaś rozrywka, więc zadęła w róg, a po chwili zza wzgórza wyłonił się wędrowny cyrk.

Od tamtego czasu Vaela zaczęła używać niezwykłego rogu za każdym razem, kiedy tylko zagroziła jej nuda, co szybko sprawiło, że ten nie zaczął przywoływać nikogo innego, jak osobników, którzy będą w stanie obrócić wszystko wokół w jeden wielki festiwal zabawy, czasem absurdu, zawsze kłopotów. Uczyniło to jej życie jeszcze ciekawszym, a każdego, kto się na nią natknął, jeszcze bardziej przekonanego o tym, że jest niezwykłą istotą prosto z chłopskich legend oraz mitów opowiadanych przez marzycieli. Można więc powiedzieć, że po około trzydziestu latach stała się prawdziwie istotką, którą miała stać się od samego początku.

W wieku trzydziestu pięciu lat zdarzyła się doprawdy zabawna historia. Otóż pewnego ranka obudziła się, ze zdumieniem dostrzegając, że przytula się do dobrze rzeźbionej, męskiej klatki piersiowej. Podniosła wzrok i ujrzała wyszczerzoną, rogatą mordkę. Odskoczyła ze zdumieniem, aby upaść na pokrytą śniegiem ziemię i w zdumieniu dostrzec, że to ciało było naprawdę wyrzeźbione. Rozejrzała się po dziedzińcu pełnym rzeźb przedstawiających satyry. Poczuła dreszcz swoistego przerażenia. Nagle rozległ się głos, wyklinający na dzieciaki, które znowu urządzają mu żarty. Na dziedzińcu pojawił się postarzały mag, który zamarł, z szeroko otwartymi oczami spoglądając na Vaelę. Ta się przywitała, a widząc brak reakcji, rzuciła w mężczyznę śnieżką, trafiając prosto między oczy. Gdy ten się ocknął, ujrzał nad sobą zatroskaną satyrkę. Wtedy dopiero do jego umysłu dotarło, że to rzeczywistość. Wybuchł radością, ściskając zaskoczoną kobietę, w jego oczach pojawiły się łzy.

Kolejne tygodnie były dla maga najpiękniejszym okresem w jego życiu. Z radością, niedowierzaniem, czystym szczęściem przebywał w obecności Vaeli, która cieszyła się razem z nim, opowiadając mu różnego rodzaju historie z życia, pokazując sztuczki, często bawiąc się ze podstarzałym magiem. To wszystko jednak trwało do czasu, aż doszło do rozmowy o kwestii pozostania w jego rezydencji. Wyszło bowiem na jaw, że satyrka myśli o opuszczeniu jej – nie zdążyła nawet wytłumaczyć, że w końcu tak czy owak jej bransoleta zabrałaby ją bogowie wiedzą gdzie, kiedy maga poniosło. Obudziła się, spoglądając na świat zza krat. Ponownie. Mężczyzna zamknął ją w sporych rozmiarów klatce w swojej piwnicy. Vaela była oburzona jak jeszcze nigdy! Przysięgła, że nigdy więcej się do maga nie odezwie! Po kilku minutach nie wytrzymała i zaczęła na powrót się bawić. Uznała, że tak czy owak bransoleta w końcu ją wyciągnie. Po drugim miesiącu stwierdziła, że przydałaby się jej prawdziwa pomoc. Zadęła więc w róg. Gdy ten niezbyt zadziałał, ponownie. I ponownie. I aż do skutku.

Po następnym miesiącu położona na osobności rezydencja maga stała się centrum miejscowej rozrywki. Wszystkie cyrki, wszyscy kuglarze – każdy, kto znał się na sztuce zabawiania. Mag o mało nie zmarł na zawał, gdy pewnego miłego dnia wstał i ujrzał za oknem całe to wesołe zbiegowisko. Nie mógł jednak zbyt długo wstrzymywać ich przed dostaniem się do środka. Początkowo próbował przenieść się do piwnicy, lecz tam szybko go dopadli, ciągnięci siłą losu do satyrki. Ta natomiast świetnie się bawiła. Mężczyzna nie miał więc innego wyjścia, jak znosić to wszystko, dzień w dzień, powoli tracąc przez to wszystko nerwy. Jedynie Vaela pozwalała mu jakoś wytrzymać z tym wszystkim – źródło oraz ukojenie jego nerwów. Satyrka natomiast czekała, każdego dnia z wściekłością w bransoletę, coraz bardziej przekonana, że naprawdę w środku siedzi jakaś złośliwa istotka. Po roku zrobiło się to już nudne. Przynajmniej dla Vaeli, bo widocznie bransoleta dalej czerpała z tego radochę. Po kolejnym widocznie i jej się to znużyło. Pewnego dnia mag zszedł do piwnicy, dostrzegając, że klatka jest pusta. O mało go coś nie trafiło, kiedy zorientował się, że utracił tę jedyną, która rozświetlała jego dzień, a jednocześnie nie sprawiło to, że banda wesołków zniknęła z jego domu. A Vaela? Cóż, najpewniej została przeniesiona w miejsce, którego najmniej mogła się spodziewać; gotowa, aby powrócić do swojego wcześniejszego stylu życia. Kto wie gdzie, kto wie kiedy, kto wie z kim? Pewne jest tylko jedno – wkrótce jakieś miejsce w Alaranii na jakiś czas zmieni się nie do poznania.

Dane gracza: Vaela

Nazwa użytkownika:
Vaela
Ranga:
Błądzący na granicy światów
Inne Postacie:
Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Martwe postacie:
Płeć:
Mężczyzna
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Cz lut 01, 2018 9:44 pm
Ostatnia wizyta:
Śr cze 13, 2018 4:47 pm
Liczba postów:
11 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.06 posty dziennie)
Ostatni post:
Raciczkami po rozżarzonym węglu
Wt sie 21, 2018 1:44 am
Najaktywniejszy w dziale:
Elfidrania
(Posty: 9 / 81.82% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Raciczkami po rozżarzonym węglu
(Posty: 9 / 81.82% postów użytkownika)
cron