Profil użytkownika Marvel

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Marvel Demetr
Rasa: Lisołak
Wiek: 60


Aura

Ta przyjemna emanacja otuli cię optymistycznym ciepłem, które nie jest znów aż tak częste wśród podróżników. Tutejsze żelazo jest lśniące a jego gładkie, wypolerowane połacie mają brzegi ostre niczym najlepszy miecz. Nie wita cię ono jednak ze złością czy agresją, prędzej w ustach poczujesz subtelnie łagodny smak. Dostrzeżesz tutaj dużo cyny która nadaje aurze może przyjaznej, ale wciąż nieustępliwej twardości. Ociupina barachitu, który wśród barw jest w mniejszości, chyba z czystej przekory nadaje emanacji ponad przeciętnej giętkości przykuwającej twoją uwagę. Barwy lśnią umiarkowanie, nie rażąc już pstrokacizną młodzika, ale otaczający je szmaragd jest wyraźny i połyskuje jasno, dodając lepkości tutejszym smakom. To co jeszcze zauważysz będzie całkowitym bezdźwiękiem, wśród którego unosi się intensywny zapach mokrego lisiego futra.


Wygląd

Przed wami stoi dość wysoki, szczupły mężczyzna o młodzieńczej twarzy i rozbrajającym uśmiechu. Z wyglądu – niepozorny, radosny chłopina w pełni zadowolony ze swojego życia. Mierzy 1 sążeń plus jeden palec (ok. 183 cm). Ma łagodne rysy twarzy, nie nosi zarostu, nie ma zmarszczek ani blizn. Włosy ma krótko przystrzyżone, o rudym zabarwieniu podchodzącym ciemnego brązu, zawsze zaczesywane do góry, przez co naturalnie utrzymują się w pionie. Pod ubiorem kryją się niezbyt mocno rozwinięte mięśnie, płaski brzuch i zgrabny tyłeczek. Zdecydowanie wysportowana sylwetka to jego atut i konieczność. Lata wykonywania zawodu łowcy wymagają gibkości, szybkości i precyzji, a także siły i zręczności. Długo by wymieniać wszystkie jego zalety, ale prawda jest taka, że żadne z nich nie byłoby w jego przypadku przesadą. Oczy ma koloru piwnego, brwi nie za długie, ciemne, lekko zaokrąglone. Dłonie Malkava są silne, ale mimo wielu lat posługiwania się orężem, nie straciły na swojej gładkości i delikatności. Zręczne i silne dłonie umożliwiają mu nie tylko sprawną wspinaczkę, ale i pracę przy delikatnych mechanizmach.
Jego ubiór, to absolutne minimum i kompozycja przyjemnych dla oczu kolorów i umiarkowanej egzotyki. Nosi zwykłą, białą koszulę z długimi rękawami, a na niej obcisłą kurtkę w dwóch odcieniach błękitu: ciemnego i ciut jaśniejszego w miejscu zapięcia. Dół, to brązowe spodnie i ocieplacze pod kolanami. Buty na niskiej podeszwie, ciemne z błyszczącej skóry, wysokie ponad kostki, zawiązane sznurówkami.
Nie nosi plecaków, ani tobołków. Od tego ma gryfa, kompankę o imieniu Zefira, która mu towarzyszy. Przy siodle ma przywiązane rzeczy najpotrzebniejsze, czyli szare koce, gruby materac, niewielki garnek, bukłak z wodą i torba z prowiantem. Na kurtkę zakłada pasy, a lewy bark i ramię osłania płytowym naramiennikiem. Oba kolana również osłaniają ochraniacze.
Za plecami nosi trzy miecze schowane w pochwach zaczepionych o uprząż z szerokich pasów. Każdy z mieczy ma inną długość i różne zastosowanie znane tylko ich właścicielowi. Klinga najdłuższego mierzy ponad cztery stopy i jest wykonana z twardej stali zdolnej przebić najtwardszą zbroję, a nawet smoczą łuskę. Drugi, mierzący trzy stopy, miecz, ozdobiony jest wygrawerowanymi runami. Nosi go, bo mu się podoba. Trzeci miecz jest o stopę krótszy od drugiego, ale równie niebezpieczny. Szczególnie dla wampirów. Jest bowiem wykonany ze stali z domieszką srebra.

W postaci hybrydowej praktycznie nie można go spotkać. Łatwiej znaleźć drzewo rosnące do góry korzeniami, niż jego paradującego w rudym futrze. Ciągle jednak mowa o postaci półczłowieka-pół lisa. W tej formie jest tak samo wysoki jak w ludzkiej, z tym, że lisie uszy pokryte ciemnymi kapturkami dodają mu kilku centymetrów do wzrostu. Jego głowa, jak i twarz wyglądają raczej jak zdjęta z prawdziwego lista. Porasta je dość krótkie włosie, dobrze przylegające do skóry. Jak przystało na lisią rasę, pysk ma wydłużony i zakończony czarnym jak węgiel noskiem. Gdzieś mniej więcej od połowy policzków przez połowę górnej części kufy w górę sierść jest ruda, a przy oczodołach nawet trochę ciemniejsza. Resztę, od karku i brody w dół porośnięty jest długim, rudym futrem, któremu nasyceniem bliżej do czerwieni, niż pomarańczy. Na piersi i brzuchu, a także pod pachami i wewnętrznej stronie ud jego futro jest śnieżnobiałe jeszcze delikatniejsze i trochę rzadsze, ale nadal gęste. Rudy ogon, zakończony na biało, duma i znak rozpoznawczy wszystkich lisów, odzwierciedla jego nastrój. Jest długi i sięga mu aż do kostek, rusza nim i kołysze na dwie strony, kiedy ma dobry nastrój. Porusza się na dwóch łapach, których sierść od kolan w dół, jest zabarwiona na ciemny brąz. Jego dłonie w hybrydowej formie są zakończone ostro zakończonymi, ciemnymi pazurami, jak nogi. Od łokci w kierunku dłoni porasta je ciemnobrązowe futro zdecydowanie krótsze od tego na plecach. W biegu czasami wykorzystuje wszystkie cztery łapy.

Jako lis jest praktycznie nie do rozróżnienia od pierwowzoru. Zachowuje się jak dzikie zwierzę i czuje jak zwierzę. Tę formę przyjmuje częściej, kiedy musi się przedrzeć niepostrzeżenie pod okiem straży, albo kiedy trzeba przejść przez małe otwory.

Podczas przemiany nauczył się zachowywać swój ubiór, ale niestety miecze i ekwipunek ku jego niezadowoleniu, nie chce z jakichś przyczyn schować się w jego lisiej formie. Czasem to problem i musi go ciągnąć w zębach, ale zdążył sobie już do tego wypracować skuteczną metodę.


Charakter

Marvel jest bardzo bystrym wojownikiem, nastawionym na przygodę i poznawanie świata. Unika miast, bo nie przepada za ciasnymi uliczkami i tłokiem. Wyjątkiem są sytuacje, kiedy musi wykonać zadanie lub dobić z kimś targu. Wtedy musi uzbroić się w ogromną cierpliwość, bo jej przyjaciółka, Zefira, nie przyjmuje do wiadomości, że nie powinna paradować mu za plecami w skupiskach ludzkich. Wywołuje to sensację i z pewnością nie pomaga jej panu, który musi pilnować, żeby nie dała się sprowokować kurczakom do jakich ma słabość. Wyobrażacie sobie jego minę, kiedy jego skrzydlaty wierzchowiec rozwala pół targu, ganiając za jednym kurczakiem? Takich sytuacji nie brakowało w jego życiorysie, ale dzięki Zefirze nauczył się śmiać i nie przywiązywać się do rzeczy materialnych. Dlatego często można go spotkać uśmiechniętego, wyluzowanego i żartującego z przypadkowo spotkanymi osobami.
Bardzo szybko nawiązuje znajomości, a na swoim koncie ma już wdzięczność nie jednego króla. Nie ma dużego majątku, ale to wina niskich wymagań od kontrahentów, z którymi zawiera umowy. Dla Marvela wystarczającą zapłatą jest wyzwanie, które podejmuje bez cienia strachu. Lubi polować na smoki, bo to trudny przeciwnik i często zabicie takiego gada niesie się echem po całym królestwie i czyni go sławnym. Mimo wszystko woli zadania raczej bardziej szlachetne, jak znalezienie kogoś poszukiwanego za rozboje, albo odzyskanie skradzionych przedmiotów. Jednakże nie nazwałby siebie szlachetnym, obrońcą uciśnionych. Ma swoje za uszami, jak to każdy łowca nagród i nie miesza się w czyjeś problemy. Czasem uraczy kogoś dobrą radą, może nawet wyciągnie kogoś z guana, ale zdarzyło mu się nie reagować, kiedy ktoś naprawdę potrzebuje pomocy. Jest to ściśle związane z aktualnymi priorytetami. Zawsze najważniejsze jest dla niego zadanie, a potem przyjemności takie jak obicie komuś mordki.
Od kobiet stara się trzymać z daleka. Umie zauważyć ich piękno i magnetyzm i dlatego właśnie woli je unikać. Nie czuje się pewny w roli romantyka, czy podrywacza. To nie jego bajka, tym bardziej, wszelkie potencjalne kandydatki zostały wyjątkowo ostentacyjnie przepędzone przez Zefirę, która najwidoczniej uznała swoją wyłączność dla serca Marvela. Marvel skłamałby, gdyby powiedział, że tego nie zauważył. A jeśli już jesteśmy przy kłamstwach, to Marvel jest w tym naprawdę niezły. Ale drobne kłamstewka z jego ust są na tyle niewinne, że łatwo mu je wybaczyć, szczególnie gdy w sposób perfidny i złośliwy dla niego prawda wychodzi na jaw w najmniej oczekiwanym momencie.

Atrybuty

Krzepa:Raczej silny, Wytrwały, Wytrzymały,
Zwinność:Niezwykle zręczny, Bardzo szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok, Czuły słuch, Czuły nos, Czuły zm.mag,
Umysł:Niezwykle bystry, Błyskotliwy, B. silna wola,
Prezencja:Piękny, Szarmancki, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Biegły w walce wręcz [Z]Bójki bez broni nie są dla niego żadnym wyzwaniem. Potrafi wyprzedzać ruchy przeciwników i przewidywać ich kolejne ataki. Bez problemu poradzi sobie z kilkoma napastnikami naraz. Walczy bardzo widowiskowo, na początku męcząc ofiarę unikami, a potem zadając nokautujące ciosy.
Awersja do psów [S]Te czworonogi wywołują u niego lęk. Psy z jakiegoś (znanego mu) powodu zachowują się wobec niego agresywnie. Niejednokrotnie Marvel był zmuszony uciekać przed z pozoru łagodnymi piesiaczkami.
Latanie na gryfie [D]Nie każdy może się pochwalić takimi umiejętnościami, które dla niego są czymś tak naturalnym, jak oddychanie. Wypracowana do perfekcji umiejętność dosiadania gryfa stała się czymś w rodzaju sztuki, którą wykorzystuje w walce w powietrzu.
Likantropia [D]Potrafi zmienić się w lisa.
Mowa zwierząt [D]Jego druga połówka podzieliła się z nim możliwością komunikacji z innymi zwierzętami.

Umiejętności

Jeździectwo [W]
Pływanie [W]
Szpiegostwo [W]
Skradanie się [W]
Tropienie [W]
Wspinaczka [W]
Zastawianie pułapek [W]
Polowanie [W]
Torturowanie [P]
Anatomia [P]
Bestiologia [O]
Geografia [O]
Handel [O]
Meteorologia [W]
Naturianizm [P]
Niebianologia [P]
Piekielnologia [P]
Władanie mieczem [M]
Uniki [W]
Strzelanie z łuku [W]
Strzelanie z kuszy [O]
Rzucanie sztyletami do celu [O]

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Towarzysz

Zefira
Dość spora samica gryfa o brązowo-rudej sierści. Oswojona przez Marvela i używana przez niego jako wierzchowiec. Niesamowicie mocno przywiązana do właściciela, w miarę inteligentna, ale ze względu na swój młody wiek - trochę psotna. Uwielbia zabawę w chowanego i ganianego co jest naturalne ze względu na jej drapieżną naturę.
Od szyi do czubka dzioba przypomina głowę orła ze szlachetnym, zakrzywionym dziobem i żółtymi oczyma o przenikliwym spojrzeniu. Reszta ciała to cztery lwie łapy zaopatrzone w ostre, kocie pazury z którymi nie chcesz mieć do czynienia. Lwi korpus zakończony jest długim ogonem z ciemno brązową kitą.

Historia

Najstarsze wspomnienie, jakie pamięta to klatka na czarnym targu. Reszta jest niewyraźna, pozbawiona kształtu. Więc obudził się w klatce. Właściwie to budził się kilkukrotnie. Dlaczego w klatce? Może dlatego, że w nich zazwyczaj trzyma się niebezpieczne zwierzęta. Otóż to. Był liskiem. Młodym, bardzo zdezorientowanym liskiem. Krążył w kółko w ciasnej przestrzeni, gryzł pręty, skomlał i kulił się ze strachu. Nie do pomyślenia teraz, ale tak było. Teraz już wie, że to był czarny rynek, gdzie zbierali się kolekcjonerzy, czarodzieje i najemnicy. Ogółem – cała spleśniała śmietanka Alaranii zbierała się w tym ukrytym targu w jednym celu: handlować żywym towarem. To tutaj czarnoksiężnicy zarabiają na swoich mniej lub bardziej udanych eksperymentach. Jeśli ma się trochę Ruenów albo coś na wymianę, można tu zakupić trytona, wróżkę, driadę, albo zmiennokształtnego. Są też tam istoty, których rasę nie sposób określić. Otóż nasz bohater był jednym z tych towarów. Leżał pod prowizorycznym straganem złożonym ze starych skrzyń i szmat rozwieszonych nad o wiele cenniejszym asortymentem niż on. Nie pamiętał ile dni, ale skoro dobrze to miejsce zapamiętał, mchyba spędził tam wiele tygodni. Na wystawie, czasami za cień mając skrzynię postawioną na jego klatce. Doszedł do wniosku, że miał wielkie szczęście, że nie zdechł tam z pragnienia, bo nie przypominał sobie, żeby handlarz, dzielił się z nim wodą.
Jak przez mgłę pamiętał moment zawarcia targu i odkupienie go za kilka monet. Pierwsze miłe wspomnienie, jakie przychodzi mu do głowy, to moment owinięcia go szmatami i przytulenie. Choć z zewnątrz mogło to wyglądać jak zwykłe schowanie liska pod pazuchę, ale dla niego gest ten urósł znaczeniem do opiekuńczego objęcia. Wraz z następnymi regularnie po sobie następującymi posiłkami wspomnienia stają się już coraz wyraźniejsze i obfitujące w szczegóły.
Jego wybawicielem, opiekunem i nauczycielem był człowiek. Łowca Nagród o imieniu Kaspian. Wysoki, starszy mężczyzna mającego już za sobą swoje młodzieńcze lata. Przez kilka pierwszych lat nadrabiał zaległości, które zostawił po sobie handlarz. Wzmacniał ciało młodego liska, dokarmiał i dbał o to, by niczego mu nie brakowało. Teraz Marvel przyznaje, że podziwia cierpliwość Kaspiana.
Pamięta swoją pierwszą przemianę w hybrydę. Miał wtedy około 12 lat i był już przyzwyczajony do swojej czworonożnej formy, a jednak udało mu się przebić przez grubą taflę dekadentyzmu i osiągnąć nową formę. Z początku nie było łatwo się z tym pogodzić, ale ciekawość wygrała. Zaledwie trzy dni wystarczyły, żeby nauczył się chodzić na dwóch łapach jak jego opiekun. Potem już było tylko lepiej. Nauczył się ludzkiej mowy, ale to też było mało. Mały Marvel chciał być jak jego mistrz. Mieć jasną skórę i krótkie włosy. Wielokrotnie rozmawiał o tym z Kaspianem i tłumaczył, jak mocno pragnie wyjść na świat, smakować wodę z nowych źródeł i przemierzać nieznane krainy. Pragnął przygód i być jak jego „ojciec” (to naturalne, że z powodu przywiązania tak go zaczął traktować) najlepszym Łowcą Nagród w Aralani. Wpierw musiał nauczyć się przemieniać, a właściwie powrócić do swojej podstawowej formy – tej ludzkiej. Zajęło mu to kilka miesięcy, a w międzyczasie już rozpoczął się jego trening. Kaspian uczył Marvela każdej umiejętności od podstaw. Czasem wyruszali razem w teren, żeby młody adept nauczył się radzić sobie ze wszystkimi niedogodnościami, jakie mogą go spotkać w tym trudnym fachu. Lisołak był bardzo pojętnym uczniem. Pilnie słuchał swojego mistrza i trenował nawet poza ustalonym na lekcje czasie. Co ciekawe, Kaspian równie dużo czasu co na uczeniu władania bronią, uczył chłopca zasad moralnych i kodeksu Łowców Nagród. Bowiem nie chciał, żeby ten wyjątkowy chłopiec zszedł na ścieżkę bezprawia. Wyjaśnił subtelną różnicę między pracą Łowcy Nagród, a zwykłego Najemnika.
Kiedy Marvel był gotów na swoją pierwszą przygodę miał dokładnie 15 lat. Zadanie nie było trudne. Miał ukraść jabłko ze straganu na zatłoczonym rynku. Niby nic wielkiego, ale Marvel bardzo się denerwował. Świadomość, że może zostać złapanym na gorącym uczynku, miała mu posłużyć do pokonania strachu i wypracowania opanowania. Jego nauczyciel, Kaspian, czekał w tawernie na ucznia z jabłkiem, więc nawet jakby poszło coś nie tak, to nie miałby skąd zasięgnąć pomocy. Młody uczeń najpierw wybadał teren, ale przeszedł obok straganu tylko raz, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Potem ukrył się na dachu budynku i obserwował handlarza. Nie spieszył się, bo tu nie było miejsca na pośpiech. Analizował zachowanie sprzedawcy, aż zauważył w nim pewien schemat. Wydawało się z początku, że mężczyzna cały czas pilnuje owoców, stoi obok straganu, albo układa towar. Nawet kiedy obsługiwał klientów, to robił to bokiem do stoiska. Lecz pewien szczegół nie umknął uwadze Marvela, a mianowicie dość częste chodzenie na stronę. Natura była nieugięta, a młody Łowca Nagród to wypatrzył i zamierzał wykorzystać do osiągnięcia celu. Zszedł z budynku ówcześnie sprawdzając jeszcze raz ewentualną drogę ucieczki. Nic nie stało na przeszkodzie, więc odczekał za jednym ze straganów na odpowiedni moment, kiedy pęcherz sprzedawcy znowu będzie się domagał poświęcenia sobie chwili uwagi. Minęło kilkadziesiąt minut, aż wreszcie nadszedł moment. Sprzedawca rozglądał się szybko po zatłoczonej uliczce i wstał z miejsca. To samo uczynił Marvel. Kiedy tylko ten pierwszy obrócił się, żeby ruszyć pod ścianę, młody lisołak już rozpoczął spokojny spacer wzdłuż straganów. Przechodząc obok niestrzeżonego straganu, udał potrącenie przez innego przechodnia i wsparcie o kosz z owocami. Potem kontynuował spacer, chowając dłonie w kieszenie. Jak się można domyśleć, jedna ręka nie była pusta.
Kilkanaście metrów dalej, Marvel uśmiechał się już, jak jeszcze nigdy dotąd. Wykonał zadanie perfekcyjnie i już nie mógł się doczekać, aż opowie o wszystkim Kaspianowi. W drodze do karczmy zaczepił go starszy mężczyzna wsparty o lasce. Z ubioru, który przykrywał tylko to, co powinno być przykryte, Marvel, wysnuł raczej smutne podejrzenia. Dziadek zaczął bełkotać coś niezrozumiale pod nosem, lecz dało się w tym chaosie dosłyszeć prośbę o jałmużnę. Młody Marvel nie miał przy sobie żadnych pieniędzy. Jedynie jabłko, które miało trafić do nauczyciela. Chwila zawahania trwała dłużej niż by się do tego przyznał – przynajmniej teraz. W takich chwilach ciężko o stalową wolę, ale jednak coś mu się przypomniało z nauk Kaspiana. Złota zasada, która czyni Łowców Nagród różnymi od Najemników. Marvel odwrócił się i wyminął starca szerokim łukiem, a potem wszedł do tawerny. Tam usiadł naprzeciwko Kaspiana i położył na blacie między nimi ukradzione jabłko. Kaspian długo nic nie mówił, tylko palił swoją ulubioną fajkę. Ta cisza zaczęła niepokoić Marvela do tego stopnia, że stopniał jego uśmiech i samozachwyt, a został zastąpiony zmartwieniem.
- Coś się stało? – zapytał. A potem poczuł silny chwyt na ramieniu, a gdy się obrócił, prawie zbladł ze strachu. Otóż za jego plecami stał ten sam handlarz, któremu przed chwilą ukradł owo jabłko. Mężczyzna miał kamienną twarz ni to złą, ni to wesołą. Jeszcze goręcej zrobiło się mu, kiedy zza pleców karczmarza wychyliła się wesoła twarz staruszka, którego spotkał kilka kroków przed tawerną. Marvel głośno przełknął ślinę. Nie pamiętał już, kiedy się tak mocno spocił.
- Zadanie wykonane… Bezbłędnie – wyrwał go z osłupienia dźwięczny głos ojca. Zdezorientowany lisołak powrócił do niego wzrokiem, a jego oczom ukazał się szczery, wypełniony dumą uśmiech mistrza-ojca. Poczuł też klepanie na ramieniu, któremu odpowiedział lekkim zadarciem głowy do góry. I oczom nie wierzył – handlarz śmiał się w głos, a starzec za nim dźgnął chłopaka laską między żebra. Potem wszyscy świętowali, a w międzyczasie dowiedział się o spisku Kaspiana, który specjalnie ustawił na drodze przyjaciela, który miał sprawdzić, czy dobre serce lisołaka, nie przesłoni mu celu zadania.
Od tamtej pory Marvel miał już prawdziwe zadania. Z czasem coraz rzadziej spotykał się ze swoim nauczycielem, aż w końcu o Kaspianie słuch zaginął. Chłopak w końcu przestał go szukać, wewnętrznie czując, że jego mistrz musiał polec. Takie ryzyko niósł w sobie zawód łowcy nagród…
Ale są też dobre strony zwiedzania świata za czyjąś kasę. Można na przykład kupić sobie gryfa. Koto-orła, ogólniej rzecz ujmując. Marvel kupił jajo na pchlim targu zapewniony, że kupił smocze jajo. I coś mu od początku nie grało, bo jajo było podejrzanie niewielkie. No, ale dał się zwieść na manowce i otarł już łzy porażki i wychował Zefirę od pisklaka. Teraz nigdy by jej już nie zamienił na żadnego smoka. Dzięki możliwościom komunikacyjnym w zwierzęcym języku, Zefira, stała się dla niego wyśmienitym substytutem towarzystwa. Razem stworzyli doborową mieszankę, która świetnie się bawi w swoim towarzystwie, nawet wykonując czasem groźne zlecenia.

Dane gracza: Marvel

Nazwa użytkownika:
Marvel
Ranga:
Błądzący na granicy światów
Martwe postacie:
Status:
ONLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
GG:
64698895
Grupy:
Dołączył(a):
N sty 14, 2018 12:48 pm
Ostatnia wizyta:
N lut 25, 2018 9:31 pm
Liczba postów:
15 | Znajdź posty użytkownika
(0.02% wszystkich postów / 0.36 posty dziennie)
Ostatni post:
[Niecka u podnórza wodospadu] śnieżyca
Wt lut 13, 2018 9:09 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Łzy Rapsodii
(Posty: 13 / 86.67% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Niecka u podnórza wodospadu] śnieżyca
(Posty: 13 / 86.67% postów użytkownika)
cron