Profil użytkownika Malawiasz

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Malawiasz Wailenghord
Rasa: Wilkołak
Wiek: 33


Aura

Średniej siły aura, która nie przedstawia się wyjątkowo ekstrawaganckimi kolorami. Umiarkowanie nasycony kobalt przenika się ze stonowanym cynkiem stanowiąc jej bazę. Jednak to nie kolory wydają się tutaj najważniejsze a poświata, która je otacza. To ona jest sednem emanacji. Początkowo lśni tutaj obsydian, niby jasny i wyraźny ale szybko zaczniesz wyczuwać, że coś z nim jest nie tak. Gdy ta myśl dotrze do twej jaźni, zza niego wydobędą się sploty topazu, więżące harmonijne lśnienie w ciasnych węzłach. Szybko zrozumiesz, że mimo sprzeczności połyski są nierozerwalnie powiązane, zupełnie jakby to właśnie harmonia była przyczyną i zalążkiem chaosu. Dźwięki przeplatają się tutaj, tak jak wcześniej kolory, dlatego głęboka melodia powoli przekształci się w buczenie. Ono z kolei zachowuje się niby przedsmak zapowiadający uderzenie młota. Ten zaś zakończony jest zmysłowym szeptem jakby dla złagodzenia brutalniejszego wrażenia. Czuć tutaj zapach potu, a w dotyku aura jest miękka i raczej sztywna. Na koniec wyczujesz ostre brzegi otaczające gładkie połacie, które czujesz wraz z łagodnym smakiem emanacji, umiarkowanie lepiącej się w powietrzu.


Wygląd

Malawiasz jest szczupłym mężczyzną o wzroście blisko pięciu i pół stopy. Brak potrzeby większego wysiłku fizycznego zaowocował w niezbyt wielkiej makulaturze, co tylko pogłębiły lata spędzone w więziennej celi, które dodatkowo boleśnie odbiły się na jego kościach, co można zaobserwować w jego niektórych, nieco nienaturalnych ruchach. Oprócz tego posiada dosyć bladą karnację, wynikającą między innymi z przebywania we wspomnianym lochu, ale także z jego nietypowego stroju. Ale pozostańmy przy skórze! Tę bowiem w wielu miejscach przecinają siatki blizn, nabyte właśnie w lochu. Kaci nie byli zbyt delikatni w stosunku do kogoś, kto chciał zamordować rodzinę królewską. Szczególnie wiele jest ich na jego plecach, w niektórych miejscach skóra wręcz czerwienieje od ich liczby.

Twarz ma szlachetną, jak to przystało na kogoś, w czyich żyłach płynie krew ludzkich arystokratów i czarodziejów. Ostre rysy, wyraźnie zarysowany podbródek, na którym trudno znaleźć ślad zarostu, wydatny nos i orle brwi doskonale komponują się z krótkimi, trzymanymi w wiecznym porządku czarnymi włosami oraz błękitnymi oczami, w których błyszczy iskierka chłodnej inteligencji. Malawiasz opanował swą mimikę niemalże do perfekcji, dzięki czemu jest w stanie przekonać niemal każdego do swoich emocji, w swym szaleństwie nawet samego siebie. Dzięki czemu nawet jego oczy potrafią kłamać.

Posiada nietypowe dłonie, dłonie nieskalane nigdy pracą, jednak obdarzone bólem oraz znojem – szczególnie to widać na jego lewej dłoni, której kciuk jest rozcięty po zewnętrznej stronie, a wewnętrzna zaś została obdarzona okrągłą spalenizną katowskich narzędzi.
Mężczyzna posiada dwa rodzaje strojów. Pierwszym jest oficjalny, bądź ten „zwyczajny”, który nosi na co dzień w rodzinnym mieście oraz na wszelkiego rodzaju balach i innych sytuacjach, w których może zabłysnąć swoją prezencją. Stanowi różne wariacje strojów rodowych oraz zakupionych u znakomitych rzemieślników Rododendroni, z reguły dosyć drogi oraz elegancki, przy czym Malawiasz preferuje raczej chłodniejsze, stonowane barwy niźli krzykliwe kreacje. Ogranicza się także z dodatkami, wierząc w prostotę, przez co prezentuje się jako elegancki, ale jednocześnie skromny człowiek, którego skromność bynajmniej nie wynika z braku funduszy.

Inaczej ma się sprawa, gdy mężczyzna zechce podróżować po Alaranii, unikając przy tym wszystkich niedogodności szlacheckiego życia. Przybiera wtedy dosyć tajemniczy strój, stanowiący niemal przeciwieństwo poprzedniego. Odziewa się wówczas w ciemne, skórzane spodnie, na klatkę piersiową wdziewa zaś skórzaną tunikę, dosyć skutecznie chroniącą go przed pomniejszymi zranieniami. Na to wszystko narzuca zaś posty, ciemny, ale na pierwszy rzut oka dobrej roboty płaszcz z kapturem wiecznie naciągniętym na głowę. Pokaleczone dłonie osłaniają dosyć grube, szare rękawice, zaś nogi – wysokie, czarne buty z utwardzanej skóry, idealnie sprawdzające się zarówno w dziczy, jak i w tętniącym życiem mieście. Jednakże najbardziej wyróżniającym i rzucającym się w twarz elementem jest maska. Blada maska kruka, wykonana na zlecenie, rzeźbiona z oszczędnością w szczegóły, która potrafi wzbudzić strach, a zdecydowanie pewien rodzaj dyskomfortu.

Cała ta kreacja sprawia, że człowiek jest wręcz absurdalnie rozpoznawalny wśród tłumu, lecz pomimo tego nie ściąga na niego aż tak wielkiej uwagi. Na większość ludzi działa psychologiczna funkcja ubioru, odbierając im chęć jakiegokolwiek kontaktu z tak odzianym osobnikiem. Jeśli jednak ktoś jest na tyle odważny, aby zwrócić na niego większą uwagę, to sposób mówienia Malawiasza, przy czym jego głos jest w wyjątkowo mroczny sposób modyfikowany przez maskę, prędko sprawia, że wielu ludzi zmienia zdanie. Dla wyjątkowo upartych bądź głupich mężczyzna ma przygotowaną magię umysłu. Strój ten wielokroć udowodnił swoje zastosowanie w rozwiązywaniu praktycznych problemów – dzięki niemu Malawiasz staje się o wiele bardziej przekonujący, co wykorzystuje także w leczeniu swoich pacjentów, zajmując się nimi właśnie w nim.


Charakter

Umysł Malawiasza nie różni się aż tak bardzo od umysłu tych, których tak bardzo nienawidzi. Choć sprawia wrażenie człowieka poukładanego, pewnego siebie oraz kierującego się rozsądnymi powodami. W istocie jednak są to jedynie pozory. Dzieciństwo, w czasie którego był rozszarpywany przez dwie siły – z jednej strony umiłowanie tradycji oraz porządku świata, z drugiej jednak przez rodziców o wyjątkowo rewolucyjnych umysłach, godzących we wszystkie liczące się dla niego wartości, które jednocześnie wymagały od niego szacunku do nich. Nic więc dziwnego, że umysł mężczyzny jest tak poplątany – zmuszany do godzenia ze sobą dwóch sprzecznych, w końcu przybrał formę, w której to jest możliwe – i to w najbardziej mroczny sposób.

Jedynym, co spaja wszystkie działania Malawiasza, jest jego chęć utworzenia nowego, lepszego świata. Dzięki niej jest w stanie poświęcić praktycznie wszystko, w tym i siebie, aby zrealizować ten cel. Jednakże sprawia to także, że bez niego nie widzi żadnego sensu w żadnych działaniach, zarówno swoich, jak i całego świata. Doprowadzić go do stanu depresji może jedynie seria poważnych porażek, podkopujących jego wiarę w realność tego dzieła.

Wszystko to jednak jest głęboko ukryte przed ludzkim wzrokiem. Jeżeli zaś chodzi o ludzi... Malawiasz od dzieciństwa wykazywał się wyjątkową umiejętnością zjednywania sobie innych osób, poprzez swoje wyjątkowo charyzmatyczne zachowanie oraz zdolność do czytania w ludziach jak w księdze. Sprawia to, że w towarzystwie jest wyjątkowo pewny siebie – mówi swobodnie, a przy tym z pasją, sprawiając wrażenie człowieka nadzwyczaj skorego do działania. Bardzo łatwo wzbudza tym sobie sympatię wielu ludzi. Zwłaszcza, że każdego traktuje inaczej i doskonale wie, jak się zachowywać.

Człowiek kieruje się w życiu przede wszystkim zasadami, które spłynęły na niego w tradycji, a czasem nawet sięgając jeszcze dalej, do czasów zapomnianych nawet przez jego ród. Uważa, że porządek i ład to najwyższa wartość, lecz jest w stanie nagiąć go, jeżeli wierzy, że służy to jego zaprowadzeniu. Lecz ten paradoks jego umysł uznaje za całkowicie słuszny. Dlatego potępia wszelkiego rodzaju przestępców, odstępców od normy oraz artystów, którzy nie hołdują prastarym nurtom.

Mimo to jednak często wykazuje się wyjątkową dobrocią. Nie jest bezdusznym narzędziem, choć na to wskazuje jego roboczy strój. Stara się pomagać potrzebującym na tyle, ile to możliwe, wierząc, że tylko z ładu pochodzi dobroć. Tym przekonaniem kieruje się także w swoim dziele, bezdusznie ufając, że pomaga swoim „pacjentom”, nawet pomimo ich woli. A jeżeli o woli mowa, to sądzi, że społeczność stoi ponad jednostką, co znacznie obniża znaczenie jej wolnej woli i zdania.

Malawiasz niemalże nie potrafi odczuwać samotności, a także tęsknoty czy melancholii. Sprawia to, że nigdy prawdziwie nie zastanawia się nad starymi błędami, nie potrafi zrozumieć sztuki, szczególnie emocjonalnej, a także niemal niemożliwym dla niego jest sentymentalnie związać się z drugim człowiekiem. Zazwyczaj patrzy na ludzi z góry, jednak jednocześnie identyfikując się z nimi, wedle własnego zdania na kształt pasterza opiekującego się swoją trzodą, jednak w istocie czyni to z niego dziwną istotę, częstokroć niesprawiającą wrażenia prawdziwego człowieka.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Niezbyt wytrwały, Wrażliwy,
Zwinność:Niezbyt zręczny, Powolny, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok, Dobry słuch, Wyostrzony węch, Wyostrzony smak, Czuły zm.mag,
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, B. silna wola,
Prezencja:Ładny, Arytokratyczny, Władczy,

Cechy specjalne

Likantropia [S]Malawiasz został ugryziony przez wilkołaka, co zaskutkowało tym, że w jego ciele zaczęły zachodzić zmiany, dążące do przemiany go w wilkołaka, których nie można powstrzymać. Czekają go dni, podczas których jego organizm będzie próbował radzić sobie z nową sytuacją, a w czasie najbliższej pełni przemieni się w wilkołaka.

Umiejętności

Psychologia [M]
Etykieta [W]
Prawo [W]
Czytanie Aur [W]
Polityka [O]
Torturowanie [O]
Targowanie się [O]
Powożenie [P]
Jeździectwo [P]
Budownictwo [P]
Matematyka [P]
Anatomia [P]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Umysłu [A]Do tego rodzaju magii Malawiasz zaczął wykazywać tendencję mniej więcej wtedy, kiedy rozpoczęła się jego chęć do zmieniania ludzkich umysłów – czyli w bardzo wczesnym dzieciństwie. Kierowany swoim, dziecinnym jeszcze marzeniem oraz naturalnym talentem odziedziczonym po matce, zdołał opanować ją w sposób zadowalający w zaskakująco młodym wieku. To jednak nie wystarczyło, gdy doszło do jego starcia z minotaurzycą. Zszokowany tą porażką, mężczyzna podjął zrozpaczone niemal działania, aby w jeszcze większym stopniu opanować tę sztukę. Jej zastosowanie w leczeniu kolejnych pacjentów tylko mu to ułatwiło, sprawiając, że jest znawcą w tej dziedzinie, często wykorzystując ją razem z magią istnienia do tworzenia nierealnych obrazów w umysłach denatów.
Istnienia [U]Magię pustki, a właściwie jedynie jej część dotyczącą iluzji, Malawiasz opanował przez dzieciństwo w dosyć podstawowym zakresie, bardziej widząc w niej zabawkę niż prawdziwe narzędzie, zafascynowany nauką magii umysłu. Rozwój tej sztuki nastąpił dopiero po rozpoczęciu przez niego działalności w Rododendroni, gdy ukazało się, że świetnie uzupełnia magię umysłu we wpływaniu na ludzką świadomość i podświadomość. Nauki pobierał od maga, do którego jeździł na regularne lekcje, a także rozszerzał umiejętność dzięki praktyce, przez co opanował ją w stopniu przeciętnym.
Mocy [N]Tej dziedziny Malawiasz nauczył się z rozsądku, podczas swojej działalności na Równinach Drivii. Prowadząc dosyć burzliwe, zarówno dla społeczeństwa, jak i jego samego akcje, szybko przekonał się, jak niebezpieczne może to być. Znalazł więc w szeregach swoich ludzi maga, który nauczył go tej konkretnej dziedziny, w stopniu wystarczająco dużym, aby mężczyzna był w stanie ochronić się przed większością fizycznych zagrożeń. Jest to dziedzina, którą posługuje się najrzadziej i najmniej pewnie, gdyż w żadnym stopniu nie dotyczy interesujących go zagadnień świata.
Emocji [N]Poznanie tej dziedziny było właściwie efektem ubocznym nauki magii umysłu przez młodego Malawiasza. Talent do manipulacji ludzkim umysłem był u niego naturalny, dlatego więc równoległe poznawał magię emocji, którą opanował jednak w stopniu podstawowych przed opuszczeniem domu, a w następnych latach nie kontynuował nauki. Jej rozwój pojawił się dopiero po rozpoczęciu przez niego działalności, kiedy to zmagania z kolejnymi umysłami zaowocowały tym, że nauczył się w znacznie lepszy sposób wpływać na ludzkie emocje, choć wciąż wiele mu brakuje do porządnego poziomu w tej dziedzinie.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

Rododendronia była domem wielu znakomitych rodów, a Wailenghordowie nie wyróżniali się spośród nich ani bogactwem, ani sławą. Wyróżniali się jednak jedną, choć bardzo istotną cechą – stałością. Przywiązanie do tradycji było w nich tak silne, że nawet w mieście, które przez ciągłe zmaganie z potworami nie mogło przeżywać renesansu sztuki i filozofii, byli uważani za ludzi staromodnych i zacofanych. W domu, nad którym czuwał kruk na czerwonym tle, panował rygorystyczny porządek i dyscyplina. Dlatego wszystko czyniono wedle odwiecznego obrządku, a uchybiano jedynie nieporządkowi oraz niszczycielskiemu postępowi. Dlatego narodziny Verliusza przywitano tak, jak robiono to tysiąc lat temu – z wielką radością. Ten jeden zwyczaj chyba jednak nigdzie się nie zmienia. Lecz gdyby wiedziano, co czeka ich w następnych latach...

Verliusz okazał się nadzwyczaj krnąbrną osobą. Już jako dziecko wykazywał się sporą dozą niesubordynacji i odporności na lekcje. A tych było wiele. Niektóre mniej lub bardziej okrutne, ale wszystkie wielowiekowe i sprawdzone. Nic nie działało. A chłopak rósł, a przepaść pomiędzy nim, a jego rodem z każdym dniem się powiększała. U progu dorosłości zrobił coś, przez co rodzina go znienawidziła. Jego ojciec próbował mu odnaleźć jakąś porządną posadę w handlu, obawiając się, że młodzieniec może chcieć parać się polityką. Jednak wkrótce przekonał się, że było gorzej. Verliusz został artystą. I to bynajmniej prawdziwym, hołdującym pradawnym wzorom, ale poszukujący nowych nurtów!

Gdyby nie fakt, że ród Wailenghordów nie uznawał wydziedziczania, Verliusz musiałby spędzić resztę życia na przymusowej wędrówce po Alaranii. Mimo to sam zdecydował się na podobne życie, a przynajmniej przez kilka miesięcy, w poszukiwaniu natchnienia. Spędził je poznając wiele cudów Alaranii, malując obrazy i pisząc wiersze. Poznał także czarodziejkę, Lismeę, dosyć młodą, więc i nieco naiwną. Z ogromną słabością do artystów. Wywiązał się między nimi romans, w wyniku którego czarodziejka zaszła w ciążę. Nie było to w planach Verliusza, który postanowił umknąć – widział przed sobą całe życie. Jednak chociaż Lismea przez swoją młodość była naiwna, to także nadzwyczaj uparta. Szybko odnalazła zbiega i wymusiła na nim obietnicę, że się pobiorą i zamieszkają w jego rodzinnym domu. Verliusz nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje. Jego rodzice wpadli w szał, kiedy powrócił do ich domu z ciężarną żoną. Jednak nie mogli sobie pozwolić, aby ich przepędzić. Nie wiedzieli jednak, że kobieta jest czarodziejką – ukrywała swoją aurę, a wcześniej upewniła się, że Verliusz nawet o tym nie wspomni. Była młoda, ale nie była idiotką.

Niedługo potem na świat przyszedł Malawiasz. Jak zwykle narodzinom towarzyszyła aura radości, choć tym razem dosyć wymuszonej. Rodzice Verliusza obawiali się, że chłopak pójdzie w ślady ojca. Szybko jednak się okazało, że ich obawy były całkowicie nieuzasadnione. Malawiasz od dziecka wykazywał wprost przeciwny charakter w stosunku jego ojca – był spokojny, szybko się uczył, a przyswajanie podstawowych zasad życia społecznego przychodziło mu nadzwyczaj łatwo. Jego dziadkowie nie mogli w to uwierzyć i żałowali, że ich syn nie mógł się tak zachowywać.

Malawiasz jednak nie miał łatwego dzieciństwa. Jego ojciec godziny spędzał na próbach stworzenia dzieła idealnego lub wędrowaniu po mieście w poszukiwaniu natchnienia. Nie, nie ignorował syna tak po prostu. Z początku mnóstwo uwagi do niego przywiązywał, jednak wraz z tym, jak rósł, syn coraz bardziej przypominał mu ojca. A to bolało go dogłębnie. Zwłaszcza, że chłopiec o wiele bardziej wolał towarzystwo dziadków, niż jego. Natomiast wiele czasu spędzała przy chłopcu matka, ucząc go magii. Nie była to jej zachcianka, która mogłaby narazić Malawiasza na niebezpieczeństwo, a wprost przeciwnie – chłopiec posiadał silny talent magiczny, a bez nauki kontrolowania go, w tym mieście nie przetrwałby długo.

Chłopak rósł szybko, a im starszy był, tym więcej nieprawidłowości w otaczającym go świecie dostrzegał. Dziadkowie twierdzili, że wyrośnie na szlachetnego człowieka, jednak w jego umyśle rodziły się idee, które spełnienie odnaleźć mogły tylko w jednym – w polityce. Malawiasz od wkroczenia w wiek młodzieńcy interesował się otaczającym go światem, nie jedynie tym miastem położonym na końcu świata, ale całą Alaranią. Dostrzegał w zmianach, które przetaczały się przez cały kontynent, olbrzymie zagrożenie dla ładu i pokoju. Nie był w stanie współistnieć z innymi rasami, jak to czyniło wielu, akceptując ich odmienność. Zgadzał się, że mogą stanowić część społeczeństwa, ale jedynie przestrzegając jego reguł.

Te ziarna rosły w jego sercu aż do młodzieńczych lat, kiedy to postanowił wziąć los w swoje ręce i zrobić coś, choćby najmniejszą zasługę, aby zmienić świat. Zaczęło się od doniesienia na swoją matkę. W domu rodzinnym zapanował chaos, gdy wkroczyli do niego uzbrojeni strażnicy. Malawiasz wykorzystał tę chwilę, zabrał znaczną część rodowitej biżuterii i wyjechał z miasta, udając się na Równiny Drivii – miejsce według niego najbardziej zarażone niedoskonałością niż Opuszczone Królestwo, którego ciągłe znoje skupiały umysły ludzi na właściwych drogach rozumowania.

Początkowo działalność Malawiasza miała charakter podobny do terroryzmu, choć zdecydowanie mniej widoczny. Dzięki swojej charyzmie, determinacji i przede wszystkim pieniądzom znalazł mnóstwo chętnych, którzy za nim podążyli. Początkowo brali za cel jedynie przestępców, margines społeczeństwa, których napadali i obijali bądź zabijali, w zależności od sytuacji. Zawsze w dosyć okrutny sposób. I choć dzięki temu przestępczość w wielu miastach zaczęła spadać, to ich władze nie patrzyły na nich zbyt przychylnym okiem. Po kilku latach Malawiasz zorientował się, że w ten sposób nie uda mu się niczego zmienić – choć ludzie i nieludzie zaczynali się obawiać występować otwarcie przeciwko porządkowi, ale wciąż pozostawali tymi samymi, aspołecznymi jednostkami. W dodatku największym ciosem dla mężczyzny było to, że sama władza stawała przeciwko niemu – ład, za który walczył, walczył z nim. Uznał wtedy, że nawet ona jest spaczona przez to zło. Musiał to zmienić. I zrozumiał, że nie będzie w stanie bez niej niczego zmienić.

Podjął się naprawdę skrajnego celu. Przejęcia poprzez spisek władzy w Valladonie, podporządkowanie sobie jego wojska, wprowadzenie reform społecznych na chwałę dawnych porządków, lecz udoskonalonych w każdym calu, a następnie rozszerzenie rewolucji na całe Równiny, za pomocą miecza i pióra. Podszedł do tego zadania z pasją, jaka jeszcze nigdy nie towarzyszyła mu w życiu, a poparcie zebrał większe, niż kiedykolwiek wcześniej – wielu skusiła chęć stanowienia prawa, choć wielu nie podzielało wizji Malawiasza. Ale ten wiedział, że w tym przedsięwzięciu nic nie jest w stanie go powstrzymać i niedługo stworzy nowy, doskonały świat.

Kilka tygodni później trafił do lochów w Valladonie. Niedługo miał zostać skazany za zorganizowanie spisku mającego na celu zamordowanie rodziny królewskiej. Załamał się. Ze szczytu możliwości trafił na samo dno. W lochach spędził kilka lat, czekając na wyrok śmierci. Aż w końcu zdarzyło się coś, co znowu tchnęło w niego życie. Pojawiła się jego matka. Nie, nie był to jej duch, a jedynie wytwór umysłu Malawiasza, który powoli zaczynało przejmować szaleństwo. Matka wybaczyła mu jego czyn, uważając, że postąpił tak, jak powinien, a jedynie żalem dla niej było, że postanowił wzgardzić swoim rodem – który to czyn sprowadził na niego to nieszczęście. W Malawiasza wstąpiła wtedy myśl, że musi powrócić do domu, a wszystko dobrze się skończy.

Dzięki magii umysłu wydostał się z celi, a następnie ruszył przez lochy, pod osłoną iluzji. Przedostał się na zewnątrz, lecz tam dostrzegli go strażnicy. Udało mu się umknąć, lecz został ciężko ranny. Umknął z miasta, lecz kilkaset metrów od niego upadł, nie mogąc dalej biec. I wykrwawiłby się, gdyby nie pewna osoba, która dzięki magii postawiła go na nogi. Gdy się obudził, ujrzał coś, czego zdecydowanie się nie spodziewał. Jego zbawcą okazała się być minotaurzyca. Wywiązała się między nimi długa i burzliwa rozmowa na temat właściwie wszystkiego. Inaczej. Ona pozostawał spokojna, a szalał jedynie Malawiasz – gdyby nie osłabienie, rzuciłby się na nią. Spróbował wedrzeć się do jej umysłu, ale nie był w stanie dostać się do choćby jednej jej myśli. Ta porażka go zszokowała. Po kilku dniach był w stanie chodzić, więc ruszył czym prędzej na północ, bez choćby podziękowania.

Po kilku tygodniach wędrówki dotarł do domu. Ze zdziwieniem odkrył, że jego ród niemalże przestał istnieć. Dziadkowie umarli naturalną śmiercią, zaś jego ojciec oszalał po utraceniu swojej żony, doprowadzając należący tylko do niego dom do ruiny, będąc skupionym tylko na jednym – próbie stworzenia idealnego dzieła sztuki, obrazu Lismei. Malawiasz łatwo złamał jego umysł i przejął budynek na własność. Patrząc na owoce szaleństwa swojego ojca, przeżył oświecenie. Nie mógł zmieniać ludzi od zewnątrz. Musiał to robić od środka. W ich umysłach. Pierwszą próbą była naprawa jego ojca. Zajęło mu to kilka tygodni, ale dzięki magii umysłu i iluzji udało mu się to. Szalony artysta zmienił się w praworządnego obywatela, pragnącego jedynie służyć wspólnocie. A szczególnie Malawiaszowi.

Ten przystąpił do wielkich zmian. Przeobraził rodowity dom w coś bardziej służącego jego celowi – w coś przypominającego bardziej szpital niż miejsce, w którym można mieszkać. Mężczyzna wzorował się na szpitalach magów życia, twierdząc, że oni leczą ciała od zła, on zaś będzie to samo robić z umysłami. Te zmiany nie uszły uwagi sąsiadów, których jednak szybko Malawiasz zdołał przekonać, że nic im nie grozi. Ukazywał swoje zamiary jako służące dobru publicznemu, a na przykład często podawał swojego ojca. Jego widok zawsze szokował tych, którzy go znali, szczególnie przez ostatnie lata. Ale zdecydowanie pozytywnie. Widziano w nim mąciciela i ofermę, która doprowadziła do upadku całego rodu. Teraz natomiast, jak mówiono „wyszedł na ludzi”. A to za przyczyną tego niepozornego chłopaka, o którym wszyscy zapomnieli. Kilka osób nawet wyraziło chęć pomocy, bądź prośbę odnośnie do jednego z ich krewnych, czarną owcę. Malawiasz przyjmował to wszystko z uprzejmym zadowoleniem. Teraz prawdziwie czuł, że ma wszystko pod kontrolą.

Wkrótce przystąpił do pracy, a dwór jego rodziny stał się domem wielu osób nieumiejących zaakceptować rzeczywistości, których mężczyzna z uporem maniaka łamał i składał na nowo. Wykorzystując naprawdę olbrzymi wachlarz sposobów. Nie wszystkie spodobałyby się Królowej, gdyby się o nich dowiedziała, ale nikt nie dociekał. Malawiasz robił naprawdę porządną robotę, a jego pacjenci zdawali się po niej o wiele bardziej szczęśliwi, niż wcześniej. A zdecydowanie więcej szczęścia przynosili rodzinie i przyjaciołom.

Sam Malawiasz jednak nie mógł poczuć się do końca szczęśliwy. Grono jego pomocników się zwiększało, dwór był rozbudowywany, jednak wciąż pewna rana jątrzyła się w nim. Wybierał się często na polowania na niezrównoważone osoby, uwielbiał bowiem wyszukiwać ich wśród zwykłych ludzi i łapać w szczęki. Dostarczanie pacjentów przez bogate rody i władze (tak, czasami udawało się naprawić nawet zawziętego mordercę!) nie wystarczało mu. Jednocześnie też zawzięcie trenował magię umysłu – pamiętając porażkę, którą kiedyś odniósł. Wiedział, że większość z tych, którymi się zajmuje, to zaledwie płotki. Wiedział, że po świecie chodzi mnóstwo osób, dla których wszelki ludzki porządek jest całkowicie obcy. Widział w nich wroga wszystkiego, co dobre i piękne. Agentów chaosu, z którymi kiedyś się zmierzy i naprawi. Ta myśl ciągle pcha go do przodu, gdy wybiera się na kolejne polowania, w nadziei, że znajdzie w końcu jednego z nich, a następnie zrobi jednym ze swoich.

Dane gracza: Malawiasz

Nazwa użytkownika:
Malawiasz
Ranga:
Szukający drogi
Inne Postacie:
Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Martwe postacie:
Płeć:
Mężczyzna
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
N gru 17, 2017 6:08 pm
Ostatnia wizyta:
Pt lip 27, 2018 9:51 pm
Liczba postów:
28 | Znajdź posty użytkownika
(0.03% wszystkich postów / 0.08 posty dziennie)
Ostatni post:
[Uliczki miasta] Podróże bawią i uczą
Pn paź 15, 2018 4:24 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Nowa Aeria
(Posty: 26 / 92.86% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Uliczki miasta] Podróże bawią i uczą
(Posty: 26 / 92.86% postów użytkownika)
cron