Profil użytkownika Maka

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Marika Ragrafford (Maka)
Rasa: Kotołaczka
Wiek: 23 lata


Aura



Wygląd

Kobieta jako kotołaczka posiada trzy formy: zwierzęcą, antropomorficzną i humanoidalną.
Jako podstawową już jako dziecko wybrała tę, która znajduje się pomiędzy dwiema skrajnymi opcjami. To była w sumie jedna z jej bardziej, zdawałoby się, szalonych decyzji.
Jako antropomorfka bowiem wyjątkowo mocno upodabnia się do zwierzęcia. Nie tylko przez wzgląd na zmodyfikowane uszy i pojawiający się ogon, a nawet nie za sprawą futerka pokrywającego jej ciało - ono całe ulega znacznej deformacji i już na pierwszy rzut oka widać z kim ma się do czynienia - chodzącym na dwóch łapach, gadającym kotem. Choć oczywiście nie jest to takie proste…

HYBRYDA


W tej postaci Marika jest przede wszystkim niziutka. Mierzy jakieś trzy stopy wysokości, ale w kapeluszu wydaje się nieco wyższa. Jej kończyny z budowy przypominają ludzkie - tak samo kręgosłup - chociaż jest bardziej giętki przystosowuje ją do chodzenia w pozycji jak najbardziej wyprostowanej. Przyzwyczajona jest do lekkiego zadzierania głowy, by nie czuć się w tłumie jak w gęstwinie nóg i bioder, a także by zwyczajnie zobaczyć co znajduje się ponad wysokością parapetu (np. szyldy czy witryny sklepowe).
Porusza się szybko i dość zwinnie, kiedy trzeba potrafi się całkiem sprawnie wspinać - najlepiej na drzewa, ale z innymi chropowatymi lub nachylonymi powierzchniami też da sobie radę. Oczywiście jako dama nie chwiali się tą umiejętnością i unika wpadania w panikę (bo właśnie w takich sytuacjach zwiewa na wysokości), by nie robić za nadpobudliwą i źle wychowaną, ani nie świecić po oczach tym, co ma pod sukienką. Co to w ogóle za pomysł włażenie na drzewa w sukience? Ale czasem wejść trzeba, a lepsze przytrzymywanie potem krańców materiału, niż założenie spodni. Maka nie wyznaje spodni (przynajmniej na sobie), choć uważa, że niektóre dziewczyny wyglądają w nich bardzo korzystnie. Jednak swoje ciało przyobleka jedynie w bardziej klasyczno-kobiece ubrania. Czasami są to spódnice (wiele różnych krojów, ale preferuje bombki, z koła, tiulowe, z baskinką - ogólnie wszystkie te, które dodają trochę ‘masy’ i nie wyszczuplają jej i tak chudzinkowatej, bezpłciowej sylwetki) z odpowiednio dobraną górą, ale częściej sukienki (zawsze rozkloszowane i jak najbardziej wygodne). Długością zwykle sięgają one kolan, a barwą dopasowane są do futerka Maki - ono zaś jest matowe i jasnobrązowe, kremowo jaśniejące na piersi i brzuszku (czego zazwyczaj nie widać). Jest przy tym bardzo krótkie lecz i gęste, nieodginiatające się od ubrań w nieprzyjemny sposób. Trochę dłuższa sierść pokrywa ogon kobiety, a delikatniejsza - duże, trójkątne uszy, często ‘kładzione’ pod kapeluszem, a w innych sytuacjach stojące. Maka ma także zestaw białych wibrysów, które jako młoda panienka uważała za poważny mankament jej urody, ale obecnie w ogóle jej one nie przeszkadzają (są z resztą jako takie potrzebne). Jej głowa zdaje się nieproporcjonalnie duża w porównaniu do reszty ciała, ale twarz zamieniona w pyszczek wcale nie wygląda źle i tak naprawdę wszystko jest na swoim miejscu. Nawet wielgachne oczka o jasnożółtych białkach i błyszczących, pomarańczowych tęczówkach (a także czarnych, zwierzęcych kącikach oraz kobiecych rzęsach). Cienkie brwi, drobny, różowy nosek i zaskakująco ‘ludzkie’ zęby dopełniają obrazu Maki jako hybrydy. Jej mimika jest bardzo wyrazista i w pełni zrozumiała, a język ciała wzbogacony o ruchy ogona, wyciąganie lub chowanie pazurów i manipulację małżowinami, co jest gestem raczej zwierzęcym, ale bynajmniej nie mylącym.
Ciemnobrązowe włosy - puszyste, miękkie i pofalowane - sięgają brody kobiety i codziennie są bardzo starannie czesane. Nie ma z nimi (dzięki nieznacznej długości) większych problemów, choć każda uważniej ułożona fryzura lubi się po kilku machnięciach głową rozwalić i roztrzepać. Także niektóre pasemka mają skłonność do odginania się w inną stronę niż reszta - z tego względu Maka nie unika częstych wizyt u fryzjera i chętnie używa polecanych przez owych specjalistów mieszanek do włosów. Nie zmienia to jednak faktu, że jej fryzura lubi żyć własnym życiem i najlepiej jej właśnie - pod tak uwielbianym przez kobietę - kapeluszem.
Kapeluszem oczywiście nie jednym - nakryć głowy kotołaczka ma niemalże na pęczki (przynajmniej w jej mniemaniu, a ona z natury nie jest ani zbyt chciwa ani rozrzutna). Do tego dochodzą naszyjniki (lub częściej długie, ozdobne korale), paski i wstążeczki, torebki, torebeczki i obowiązkowo - jakieś eleganckie buciki (najlepiej z niewielkim obcasem - wtedy jest jej najwygodniej). Jej stopo-łapki potrzebują oczywiście odpowiednio dopasowanego obuwia - podobny problem pojawia się przy całej reszcie odzienia. Czy to sukienki, płaszczyki czy uwielbiane przez nią futra (Marika nie widzi nic złego w noszeniu futer o ile faktycznie wykonane zostały one ze zwierząt, a nie ze zmiennokształtnych) - wszystko musi być szyte na miarę i idealnie dopasowane do jej anatomii, która z kolei odbiega od najczęściej przyjmowanych założeń - nawet doświadczony krawiec czy szewc nie może przy tym pójść na skróty ani też stracić czujności.
To kolejny powód, dla którego Marika mogłaby wybrać sobie postać ludzką jaką tą ulubioną.
Innymi może być to, że trudno spojrzeć na nią jak na atrakcyjną kobietę, skoro tak bardzo przypomina zwierzę. Inne kotołaki mogą widzieć w niej wiele wdzięku i słodyczy, ale nadal - mało kobiecości. Nie ma ona wyraźnych piersi (właściwie to w ogóle ich nie ma, w ogólnie pojętym znaczeniu), talię prostą, a biodra wąskie. Ułatwia jej to poruszanie się, ale nie podkreśla płci. Bardziej niż na jakiejkolwiek formie seksapilu musi polegać właśnie na dziecięcym uroku podkreślającym bezbronność i niewinność. Krótkie kończynki, małe dłonie, duża głowa i oczy - wszystko to sprawia, że patrząc na kotkę wolałoby się ją opatulić szalikiem niż zrobić jej cokolwiek złego. Nawet krzyknąć na nią jest stosunkowo trudno. Wywołuje ona w innych odruchy raczej opiekuńcze, choć niektórych (wychowanych w środowisku jedno- lub dwurasowym) jej nietypowość może odpychać. Czego by jednak nie zrobiła sama z siebie nigdy nie wygląda groźnie.
No, może czasami. Jak na damę przystało.

Głos kotołaczka ma dość wysoki, ale na tyle matowy, by nie był piskliwy. Dość ciepły i przyozdobiony delikatną ‘szeleszczącą’ wadą wymowy jest przyjemny w odbiorze i wręcz urzekający. Może działać kojąco na poszarpane nerwy lub też zacząć je szarpać - jeżeli kobietkę poniesie i zacznie trajkotać bez opamiętania na wyższych rejestrach. Stara się jednak zawsze nad sobą panować i brzmieć jak najbardziej godnie i profesjonalnie. Potrafi miękko i wdzięcznie nucić, choć ze śpiewaniem nie idzie jej tak dobrze. Mogła by jednak spróbować się tego nauczyć.

KOBIETA


W postaci humanoidalnej Maka zdecydowanie nie zmaga się już z niewielkim rozmiarem. Mierzy nieco ponad 5 i pół stopy (165 cm) i niczym nie różni się od przeciętnego człowieka. Brak jej typowych kocich uszu czy ogona, a także pazurów - chciałoby się powiedzieć, że nic w jej wyglądzie nie może jej zdradzić. Tak jednak nie jest.
Chodzi o oczy - właściwie zupełnie nie zwierzęce mają normalne białka i okrągłe źrenice - tęczówki jednak pozostają nasycone pomarańczową, egzotyczną barwą uzupełnioną ciemnymi wzorami i żółtymi, regularnymi przebarwieniami, przy samych źrenicach przechodzącymi w limonkową zieleń. Ludzie takich oczu jednak nie miewają, chyba, że coś jest nie w porządku. No i właśnie w przypadku Maki wygląda to na ‘coś nie w porządku’. Klątwa? Oznaka przynależności do jakiejś innej rasy? Ale jak tak to jakiej? Te pomarańczowe oczy, choć śliczne, są również niepokojące. Jest to cecha, która mogłaby poniekąd wyjaśniać dlaczego Marika zdecydowała się zrezygnować z tej formy i przybierać ją tylko w wyjątkowych sytuacjach. W końcu lepiej jawnie być pokracznym kotołakiem, niż ukrywać się za budzącym podejrzenia pseudo-ludzkim obliczem.
Nie każdy jednak zwraca na to uwagę, a i dziewczyna po wielu latach znalazła na to sposób - okulary z przyciemnionymi magicznie szkłami! Widziała, tak - w jednym mieście widziała coś takiego. Ale nie mając wady wzroku nie jest wstanie wydać na to fortuny. Taki wynalazek ceną z resztą przebijał nawet najbardziej korygujące szkiełka… Tak więc choć rozwiązanie jest, póki co kobieta po nie nie sięga i pewnie nigdy tego nie zrobi - w końcu dobrze jej w jej małym ciałku. Choć jako humanoid cieszyłaby się zapewne dużo większym powodzeniem.
Ma wtedy bowiem miłą i dojrzałą z wyglądu, atrakcyjną twarz o pełnych ustach, zgrabnym nosku i zdrowej cerze. Cienkie brwi są naturalnie ciemne, choć można im zawsze jeszcze czymś dopomóc - tak samo jak ustom, na których dobrze wyglądają chociażby soczyste czerwienie. Wcześniej wspomniane oczy są duże, lecz dość wąskie, patrzące uważnie i jakby w zamyśleniu. Stanowią wspaniałą przeciwwagę do wytrzeszczonych, wielkich ślepi standardowej formy antropomorfki, choć Maka uważa, że brak im tego żarliwego uroku, który u siebie ceni.
Fryzurę też ma wtedy trochę inną - włosy stają się nieco dłuższe i mocniej się kręcą, choć ich kolor praktycznie się nie zmienia. No, może o odcień. Łatwiej też ocenić jej wiek - młoda, ale zdecydowanie dorosła już kobieta. I wskazuje na to nie tylko twarz.
Także odpowiednie kształty odgrywają w tym swoją rolę; nie przesadzone, ale wydatne (zwłaszcza w porównaniu z postacią futerkową). Nogi nie najchudsze, ale zgrabne. W ogóle ciałko to panna Marika ma. Jest stworzeniem z krwi i kości i widać to po niej. Silne ramiona i po samiczemu szerokie biodra połączone przez stosunkowo wąską kibić sprawiają, że jej figurę można zaliczyć do klepsyderek i jest zdecydowanie bardziej zajmująca i ciekawa dla mężczyzn od kociego patyka. Ale po co to, skoro Maka skupia się przede wszystkim na pracy i to swoją postawą i sumiennością chce imponować innym?
Jeśli już jednak zdecyduje się na przemianę, widać, że to nadal całkowicie i w każdym sensie jej fizyczna powłoka. Czuje się w niej swobodnie i nie ma żadnych problemów z poruszaniem się - znaczy, kiedy już przyzwyczai się do otoczenia widzianego z zupełnie innej perspektywy.
Jej ruchy są płynne, choć czasem zdają się być szorstkie lub nerwowe, tak jak w postaci hybrydy, ale za to wolniejsze, dostosowane do większego ciała. Dobrze wpływa to na chód kobiety - kiedy w końcu nie musi w pośpiechu dreptać czy truchtać widać, że jest to jedna z jej najmocniej zaakcentowanych zalet. A jak jeszcze założy buty na niewielkim obcasie!
Takich butów Marika jednak za dużo nie ma. Innych ubrań na postać ludzką z resztą też nie, a i nie nosi ich ze sobą, bo zwykle nie używa, a i duże to takie i nieporęczne… trzyma oczywiście parę kompletów u siebie w mieszkaniach (swoim, te które wynajmuje i gdzie pomieszkuje) oraz czasem kupuje jak zobaczy coś bardzo ładnego, ale większa część tej odzieży i tak przez wiele miesięcy leży potem nieużywana w szafie.

KOT


Takiego problemu nie ma z trzecią formą kotołaczki - zwierzęciem. Tej postaci Maka używa częściej niż ludzkiej, ale nadal rzadko, przede wszystkim dlatego, że nie za bardzo lubi paradować naga. Krępuje się wtedy. Oczywiście problem ubrań rozwiązany jest jak gdyby z góry, ale w jego zastępstwie pojawia się właśnie uczucie wstydu. Jeśli nikt jej nie zna jeszcze jakoś daje sobie z tym radę - ale ze świadomością, że ludzie dookoła wiedzą, że to właśnie ona… nie, absolutnie nie dałaby im się tak oglądać, chyba, że byliby bardzo bliskimi przyjaciółmi lub ewentualnie innymi zmiennokształtnymi (choć Maka i tak uważa, że to prymitywne i nazbyt frywolne zachowanie). Oczywiście czasem przybrać kocią formę musi - chociażby jeżeli wpakuje się w kłopoty. Zwykle jednak robi to w domowym zaciszu. Kiedy jest sama i nie ma zbyt wielu zadań uwielbia pod postacią zwierzaka zwijać się w kłębek na łóżku, albo na kanapie - zdarza jej się też wchodzić do szuflad albo na półki. Przyłapała się także na tym, że pociągają ją noclegowo skrzynki po owocach. Ale to prywatnie, bardzo, bardzo prywatnie.

Tak więc właśnie prywatnie bywa średniej wielkości kicią o okrągłej, choć nie tak bardzo płaskiej mordce, klasycznej wielkości uszkach i gibkim ciele. Cała pokryta miękką, brązową sierścią wyróżnia się brakiem jakichkolwiek znaczeń, plamek, czy prążków widocznych na pierwszy rzut oka (po przyjrzeniu się można dostrzec typowe kocie wzory na głowie, grzbiecie i łapkach, będące jedynie o odcień czy dwa ciemniejsze od reszty futra). Nosek i dolna warga także są brązowe, ale poduszeczki u łap skłaniają się już bardziej ku różowemu. Wibrysy zaś zdają się delikatnie przechodzić w biel. Oczy natomiast (konkretniej kolor tęczówek) pozostaje pomarańczowy, choć zabrudzony złotem i subtelną zielenią. Typowo kocie źrenice zwykle są rozszerzone, chociaż oczywiście w ostrym świetle znacznie się zwężają.

Choć nie ma zbyt wielu doświadczeń w tym temacie, jest bardzo wyczulona na dotyk i przepada za głaskaniem - zna jednak jedynie ze dwie osoby (wyłącznie kobiety!) do których byłaby w stanie się połasić. Skrzętnie to ukrywa, ale w domu zdarza jej się ocierać łebkiem o nogi mebli, albo zacząć ganiać za jakimś pyłkiem. Takie chwile zapomnienia. Szybko jednak przywołuje się do porządku lub śmieje się sama z siebie - jako kotek brzmi wtedy nieco dziwnie, ale zrozumiale. Może też mówić, choć ze względu na małą ruchomość warg ma problem z wymawianiem wyrazów. Doprawdy, woli już wtedy sugestywnie miauczeć niż próbować coś z siebie wydukać. Ma wrażenie, że w kociej formie lepiej rozumie to co przekazują zwierzęta, choć nie wie właściwie dlaczego tak się dzieje. Nie ma awersji do wody, więc nigdy nie myje się własnym językiem. To coś co zawsze uznawała za barbarzyństwo.


Charakter

Marika jest domorosłą damą; kobietą, która będzie się zachowywać się zgodnie wpojonymi jej zasadami moralnymi nawet jeżeli środowisko będzie ku temu skrajnie niesprzyjające. Jest mieszczuchem, czuje się częścią społeczeństwa i nigdy się do niego nie zraża, choćby rzucane w stronę jej karłowatej postaci spojrzenia były wyjątkowo nieprzychylne. Uważa, że swoją postawą musi udowadniać, że oceniający ją negatywnie są w błędzie i jest godną zaufania, pracowitą kocicą, której nie należy traktować jak złodzieja czy nieznającego zasad zwierzaka, tylko dlatego że należy do takiej, a nie innej rasy. Z resztą jest przekonana, że zwierzołaki wcale nie wiele różnią się od ludzi czy elfów, a w każdej grupie trafiają się osoby ,,zachowujące się niewłaściwie”. Jednak jej myślenie o innych stworzeniach niż te trzy rasy może być już bardziej stereotypowe. Jest to spowodowane tym, że panna Ragrafford jest nieco naiwna, a przede wszystkim dość prostoduszna i póki nie zobaczy czegoś na własne oczy może się plątać w ocenie nie wiedząc czy wierzyć w pierwszą zasłyszaną opinię, czy tę powtarzającą się najczęściej, a może jeszcze w ogóle coś innego. Jest też nieco przesądna, ale i pogodna - potrafi śmiać się z własnej naiwności, zwłaszcza, gdy ktoś wskaże jej ją palcem.
Choć jest bardzo wrażliwa i łatwo ją zranić, rzadko się obraża, a jeśli już to raczej odchodzi w milczeniu niż wdaje się w dyskusje. Nie popiera przemocy, złości czy nienawiści - choć wie, że zawsze będą się przewijać przez życie. Stara się być pomocną, ale nie naraża się na zbytnie niebezpieczeństwo, gdy nie jest to absolutnie konieczne. Ma jednak dobre serce i czasem chcąc zachować się właściwie zrobi coś bardziej brawurowego niż zakładał początkowy plan. Umie jednak ocenić swoje siły i nie pcha się do akcji, gdy skazana jest na porażkę. Sądzi, że każdy powinien bronić siebie w miarę możliwości, a silniejsi - pomagać słabszym. Ona oczywiście nie często ląduje na pozycji silniejszego, ale i stara się nie być zawsze osobą, którą należy ratować z opresji. Lubi radzić sobie sama i pokazywać, że damom nie można załazić za skórę.
Stara się dbać o dobre imię kobiet, kobiet pracujących, kotołaków i własnej rodziny. Dlatego jest prawdomówna, pracowita, lojalna i uprzejma, a także pracuje nad pozbyciem się swoich wad, chociażby tchórzliwości i problemów z organizacją. Nie zauważa przy tym jednak jak bardzo jest roztrzepana i wbrew temu co sądzi o sobie samej - spontaniczna. Choć uważa się za osobę spokojną, skrajnie racjonalną i zachowującą się godnie, każdy kto stoi z boku widzi jak chaotyczną jest kobietką. A przy tym całkiem przyjemną, bo pogodną i potrafiącą zawsze powiedzieć coś bardziej optymistycznego niż by należało.
Dba o czystość swoją i otoczenia, ubiór dostosowuje do panującej mody i obecnej lokacji; lubuje się w próbowaniu różnych kuchni i podpatrywaniu zwyczajów - po kilku tygodniach w nowym mieście zachowuje się tak, jakby się tam urodziła. Wszędzie, gdzie potrafi się dopasować do panujących tam reguł czuje się jak u siebie i łatwiej jest jej skoncentrować się na ważnych zadaniach (chociażby pracy). Jednak jeżeli znajdzie się na wsi, albo w szczerym polu - to sprawy mają się z goła inaczej. Może przez nie przejść lub przejechać, i owszem, ale jeśli ma tam zostać czas dłuższy lub zwyczajnie nieokreślony, zaczyna wpadać w panikę i szukać w swojej eleganckiej torebce racji żywnościowych w postaci sucharków, albo zagubionych rodzynek. Jest tam też całkowicie nieporadna, choć zawsze chętna do wzięcia się do roboty - kończy się zwykle na robieniu masy bezsensownych rzeczy (np. zbieraniu chrustu, choć nie umie się podpalić go bez krzesiwa lub szukaniu strumienia, z którego i tak nie wiadomo czy można pić). Jedno tylko ratuję Makę przed całkowitym zagubieniem - pierwotny, koci zmysł orientacji. To jedyne co odróżnia ją od ludzkiej mieszczanki zagubionej w dziczy - Marika zawsze zapamięta drogę, znajdzie odpowiedni kierunek i wróci do cywilizacji. Byle tylko droga nie była zbyt długa.
Poza tym jest na tyle sympatycznym stworzeniem i urokliwym towarzyszem podróży, że często udaje jej się załapać na podwiezienie. To zaczepi kupców, to grupę podróżnych - jest mała, więc wszędzie się wciśnie, a do tego wygląda na skrajnie nieszkodliwą. Nie sprawia też żadnych problemów, a zawsze chętnie odwdzięcza się za przysługi i przyłącza do codziennych zajęć. Odkąd pracuje uważa, że nawet damom nie należy się nic za darmo. Jeśli natomiast znajdzie się w niebezpiecznej sytuacji - a bo to zbójcy albo kłusownicy (tu trzeba dodać, że stanowią oni dla niej większe zagrożenie niż głodni cielesnych przyjemności mężczyźni - w końcu skarlała kocia dziewka prędzej nadaje się na egzotycznego zwierzaka niż nocną towarzyszkę) to orientuje się po ledwie kilku chwilach i ucieka z nadspodziewaną prędkością. Mimo, że las jest dla niej środowiskiem obcym, w zwiewaniu i ukrywaniu się jest co najmniej dobra. Z resztą - nie tylko w lesie. Nawet na polu (o ile coś na nim rośnie) jest w stanie się schować - umiejętność (jako takiej) rozmowy ze zwierzętami tylko ułatwia jej takie manewry. Przede wszystkim jednak Marika unika niebezpiecznych sytuacji. Wykorzystuje zmysły, by z daleka ocenić potencjalnych kompanów i jeśli wzbudzą w niej niepokój - wycofuje się i udaje do celu okrężną drogą. Wychodziłoby więc na to, że wcale nie jest aż taka bezradna, ale co jej po tym, że nie da się złapać byle komu, skoro i tak nie znajdzie nic do jedzenia, nie ogrzeje się i w ogóle wpadnie w popłoch przy spotkaniu z pierwszym dzikiem. Dlatego też jeśli nie musi nie podróżuje w pojedynkę, a także bez zabrania ze sobą podręcznego atlasu grzybów i małego nożyka, którym umie chociażby obierać ziemniaki.

Mimo wielu niedogodności i niebezpieczeństw jedną z jej ulubionych form rekreacji jest właśnie podróżowanie. Woli jednak mieć czym i z kim jechać - dopiero wtedy doznaje pełni przyjemności płynącej z tego zajęcia. Kiedy można wspólnie podziwiać krajobraz, poznawać się i opowiadać wspaniałe historie, a także dowiadywać wielu niezwykłych rzeczy, wtedy każdy przebyty odcinek drogi uznać można za osobisty sukces i wypoczynek idealny. Także zwiedzanie miast jest dla Maki czynnością niezwykle zajmującą - po spacerze zaś chętnie usiądzie w parku na jakiejś miłej ławeczce i odda się czytaniu fascynujących lektur. Także z pracy kotołaczka czerpie wiele radości - lubi się doskonalić, a także zwyczajnym wykonywaniem swoich zadań ułatwiać życie innym. A jeszcze jak ktoś ją doceni! Wrażenie bycia potrzebnym jest dla niej czymś bardzo istotnym i zabiega o nie, chociażby skwapliwie garnąc się do kolejnych zleceń i usilnie próbując nie zostać bez żadnych obowiązków na dłużej niż tydzień. Nadal dba przy tym jednak o swoje zdrowie, godność, a także - zarobki. Nie zadowoli się byle czym ani nie da się wykorzystać. To, że lubi się trochę powysilać, nie oznacza, że chce robić cokolwiek, byle jak, z byle kim i bez sensu. Potrafi oburzyć się za takie insynuacje, ale nie zraża jej to w dobijaniu się do posiadłości i przedstawianiu swoich doszlifowanych usług ludziom, o których sądzi, że mogliby ich potrzebować. Najlepiej jednak gdy przyjmują ją z polecenia lub od razu przeczytają jej rekomendacje - a że zwykle pracodawcy są z niej zadowoleni to Maka trochę ich nazbierała.

W sytuacjach oficjalnych jest tak samo uczciwa i przyjazna jak prywatnie, ale zachowuje się dużo bardziej profesjonalnie i nie pozwala sobie na spoufalanie się czy mniej wyrafinowane żarty. Choć w sumie nigdy nie przechodzi do nich bez odpowiednio długiej znajomości, nawet jeżeli ta nie ma nic wspólnego z jej obowiązkami. Bądź co bądź jest dorosła i nie będzie od razu wołać innych po imieniu ani zaczepiać ich na ulicy przy każdej okazji. Choć zabiegana i z natury chaotyczna, zachowuje się bardzo dojrzale i czasem brana jest za osobę starszą niż w rzeczywistości - tym bardziej, że trudno ocenić jej wiek po wyglądzie. Dwie pierwsze, odmładzające ją cechy także często działają na jej korzyść - bez nich mogłaby uchodzić za sztywną, tak samo jak bez ciekawości, naiwności i poczucia humoru mogłaby robić za surowo wychowaną ciotkę.
Tak natomiast łatwo ją polubić, a także miło spędza się z nią czas - nie jest nachalna, choć czasem przez nieuwagę palnie coś nazbyt otwarcie - dostosowuje się także do osoby - jeżeli ktoś chce być tylko jej przelotnym znajomym, ona nie będzie się narzucać. Jeżeli ktoś będzie chciał poznać ją bliżej - ona odwdzięczy się tym samym (o ile oczywiście nie będzie miała wobec tego żadnych złych przeczuć). A jeśli jakaś osoba postanowi się z nią zaprzyjaźnić - Marice jeszcze nie zdarzyło się odmówić.
Jest więc bardzo nieproblematyczną, łatwą w kontaktach damą, której jednak można podpaść, i która nieprzejednanie broni wyznawanych przez siebie wartości. Klasyczny przykład dobrze wychowanej mieszczanki ze sztywnym kręgosłupem moralnym i pazurkami u dłoni.

Atrybuty

Krzepa:Słaby,
Zwinność:Szybki, Dokładny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Czuły słuch, Wyostrzony węch, B. wyostrzobe czucie,
Umysł:
Prezencja:Ładny,

Cechy specjalne

Kotka [D]Maka posiada bardzo dobry wzrok, przystosowany do widzenia w ciemnościach, a także wyostrzone niektóre z innych zmysłów. Może zmienić swoją postać w jedną z trzech dostępnych jej form - kota, kotołaka lub człowieka, choć wykorzystuje ten fakt niezwykle rzadko. Dzięki wrodzonej orientacji w terenie praktycznie nigdy nie gubi kierunku, ale i tak źle czuje się z daleka od cywilizacji. Umie porozumiewać się ze zwierzętami, choć nie ma talentu, by dowiedzieć się od nich czegoś więcej - częściej otrzymuje mało precyzyjne ostrzeżenia lub orientuje się w jakim humorze dana istota jest w chwili obecnej. Lubi wylegiwać się w ciepłych miejscach i ma słabość do surowego mięsa. Wystraszona nerwowo podskakuje i - jeśli może - ucieka na wysokości (półki, murki, drzewa itp.). Często zdarza się się miauczeć i prychać, choć uważa, że dobrze wychowanej kobiecie to nie przystoi i stara się nad tym panować.
Niziołek [S]Choć kotołaki zazwyczaj charakteryzują się niezwykłą sprawnością, to ze względu na mały wzrost, a także taki, a nie inny tryb życia i potrzeby Marika nie jest najzwinniejszym przedstawicielem swojej rasy. Może tańczyć, skakać i uciekać, ale zawsze będzie na swój sposób nieporadna. Nie góruje nad nikim siłą i tylko w ludzkiej formie może unieść wiele z rzeczy, których udźwignięcie normalnie jest dla niej niemożliwe. Czasem też zdarza jej się coś upuścić lub na kogoś wpaść (ale nigdy nie przegapi żadnego stopnia) - żeby dobrze funkcjonować w niedostosowanym do jej rozmiarów świecie, musi być wiecznie uważna, ale to trudne, gdy głowę stale uciska kapelusz.
Intuicja damy [Z]Jak na kobietę-kota przystało Maka posiada coś na kształt dodatkowego zmysłu, który można by określić mianem intuicji. Tak naprawdę składają się na niego pozostałe zmysły i ciąg skojarzeniowy między odbieranymi przez nie bodźcami, ale sama Marika raczej by tak tego nie określiła. Woli nazywać to przeczuciami. Już od najmłodszych lat wyczuwała w ten sposób różne rzeczy - a to, że gdzieś nie należy iść, a to czegoś nie dotykać, a także, że komuś można zaufać. Intuicja często podpowiada jej czy ktoś kłamie lub jest niebezpieczny, ale Maka i tak zwykła ufać ludziom na słowo i nie uprzedzać się na siłę… mimo to często słucha swoich zmysłów, a czasami na podstawie tego co jej podpowiedzą podejmuje nawet co ważniejsze decyzje.

Umiejętności

Stenografia [W] Zawód, do którego przyuczała się przez wiele miesięcy i który jest jej ulubionym typem pracy. Zna kilka form zapisu stenograficznego i posługuje się nimi bardzo sprawnie (zarówno we Wspólnej Mowie jak i znanych jej dialektach elfickich). Zapisywanie rozmów czy przemów nie stanowi dla niej problemu. Nikt nie musi jej niczego dyktować. W dodatku ma zbyt dobry słuch, by coś jej umknęło - uważa to za bardzo wielki plus. Niemal zawsze nosi przy sobie coś do pisania i jest w stanie pisać długo nawet stojąc czy opierając notes na kolanie.
Kaligrafia [W] Uczyła się jej od dzieciństwa i uważała to za oczywistość. Jest dość dokładna i może pisać zarówno czytelnie i ozdobnie jak i tak, by tylko ona wiedziała co tak naprawdę znajduje się na kartce. Pisanie ozdobnych liter (chociażby przy okazji listów) sprawia jej wielką przyjemność.
Poliglotyzm [W] Zna Wspólną Mowę, a także Elficki (klasyczny oraz dialekty z Adrionu i Danae). Umie w nich płynnie czytać, pisać i mówić. Poza tym zasób jej słownictwa jest całkiem rozbudowany na co wpływ miało środowisko, w którym się obracała.
Prace domowe [O] Typowe kobiece obowiązki związane z utrzymywaniem mieszkania w stanie używalności. Sprzątanie, mycie, ścielenie łóżek, gotowanie czy dbanie o wystrój. We wszystkim tym Marika nie jest mistrzynią, ale radzi sobie przyzwoicie. Byle we własnym domu, bo u innych się nie odnajduje.
Krawiectwo [O] Marika nie ma na to zbyt wiele czasu, ale zszywanie czy przerabianie własnych ubrań pomaga jej zaoszczędzić i wyglądać modnie bez biegania po zbyt wielu sklepach. Jest to także zajęcie, które daje jej sporo satysfakcji i gdyby nie była tak zajęta innymi sprawami mogłaby się w tym wyszkolić. Swego czasu myślała nawet czy nie zostać krawcową, ale miała wtedy zdecydowanie za małe umiejętności, by marzyć o sukcesie (no i jednak stenografia pociągała ją bardziej). Sprawność w tej dziedzinie przyszła jednak z czasem i być może kiedyś Maka weźmie się za to na poważnie.
Targowanie się [O] Chyba dość późno opanowała tę umiejętność, ale teraz potrafi zadbać o swoje wynagrodzenie. Rzadko kiedy też przepłaca za towary, choć zdarza jej się ustąpić kiedy ktoś wygląda zbyt miło…
Botanika [P] Zainteresowanie zrodzone przy pielęgnowaniu ogródka. Maka jednak ma większy talent do teorii niż uprawy i z zainteresowaniem poznaje nowe gatunki (najczęściej dziko rosnących) roślin. Zna już trochę jadalnych lub dających wykorzystywać się w jakiś inny sposób - w jakich porach kwitną i owocują oraz gdzie mogą występować. Chciałaby kiedyś poznać kogoś, kto mógłby nauczyć jej nieco więcej, ale póki co sama i powoli zbiera informacje.
Kulturoznastwo [O] Dzięki podróżom i wyjeżdżaniu do innych miast, także samemu faktowi, że tam gdzie mieszkała to ona wyróżniała się rasą zawsze zwracała uwagę na różnice w zachowywaniu się, ubieraniu i mówieniu różnych osób. Zna kulturę i reguły społeczne kilku miast oraz ogóły dotyczące wielu ras jako takich. Bardzo szybko też podłapuje różne maniery, kiedy tylko się z nimi oswoi. Trochę dowiaduje się z książek, jednak najlepiej przyswaja sobie to co zobaczy na żywo.
Taniec [O] Nie od zawsze ciągnęło ją do tego typu rozrywki, ale kiedy podrosła uznała, że jednak przyda jej się bardziej ruchowe zajęcie. Tańczyć nauczyła ją jej młodsza siostra - Rika. Teraz Maka całkiem sprawnie pląsa i ma podstawy w wielu rodzajach tańca. Najbardziej lubi jednak swobodne podrygiwanie lub samodzielne występy. Rzadko tańczy w parze, bo i trudno znaleźć dla niej partnera o odpowiednim wzroście. Rika jednak twierdzi, że nawet wtedy nie byłby to coś co by ją porywało i budziło największy entuzjazm. Jej zdaniem Maka najlepiej sprawdza się wtedy, kiedy o wszystkich ruchach może decydować sama.
Ucieczki [O] Kotka całkiem szybko może wyczuć zagrożenie i w podobnym tempie od niego uciekać - choć niewielkie ciało zdaje się nie przystosowane do nabierania prędkości to kobieta potrafi sadzić zaskakująco długie susy, a nawet przeskakiwać po kilka stopni naraz. Jest także bardzo zwrotna, a dzięki swoim rozmiarom może się wcisnąć tam gdzie niewielu ma dostęp i ukryć się gubiąc pościg. Woli jednak po prostu nie wpadać w tarapaty, ale wiadomo - czasami każdej damie się to przytrafi.
Wspinaczka [P] Amatorska i instynktowna forma ucieczki, a także ułatwienie przy sprzątaniu - Maka nawet sprawnie porusza się po bardziej rozrośniętych drzewach (zwłaszcza jak zdejmie buty), na murki też czasem udaje jej się wdrapać, ale chodzenie po meblach jest dla niej najbardziej charakterystyczne. Mimo wszystko nie czuje się najpewniej przy takich akrobacjach, a i nie ma na tyle siły i doświadczenia, by wdrapywać się zbyt wysoko lub po zbyt gładkich powierzchniach. Czasami kiedy już gdzieś się wespnie nie potrafi zejść.
Podróżowanie [O] Jedno z największych zamiłowań kobiety, choć nie jest ona nie wiadomo jak doświadczonym obieżyśiwatem. Ogranicza się raczej do jeżdżenia od miasta do miasta zahaczając przy tym o wsie czy mniejsze miasteczka. Dopiero od niedawna może sobie pozwolić na dłuższe i dalsze wypady i chętnie (choć z rozwagą) z tego korzysta. Wie co ze sobą zabrać, by nie dźwigać za dużo, ale i nie cierpieć z braku podstawowych akcesoriów. Zazwyczaj bez problemu załapuje się na podwiezienie, a nawet poznała parę szlaków handlowych i głównych traktów, by wiedzieć gdzie czatować na kupców i jak ich zagadywać, by chcieli ją zabrać. Lubi też zgadywać się z innymi podróżnymi, ale raczej kiedy mają wozy lub chociaż osiołki - długie piesze wędrówki zdecydowanie nie są tym rodzajem wycieczek, za którymi przepada najbardziej.

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

Kotka choć urodziła się poza granicami jakiegokolwiek miasta to najwcześniejsze swoje lata spędziła w Menaos. W raz z matką i ojcem (a później także młodszą siostrzyczką) zajmowali całkiem przyjemny domek, za sąsiadów mając głównie elfy i ludzi. Sami może nie byli najbardziej typowym towarzystwem, ale oba dorosłe kotołaki pracowały uczciwie i miały zarówno wśród jednej jak i drugiej rasy sporo przyjaciół. Ojciec Maki był solidnym meblarzem ze smykałką do tego typu roboty i praktyczno-artystycznym zacięciem, które to cechy wraz z sumiennością i przystępnym charakterem w końcu przyniosły mu niejaki rozgłos w okolicy. Jej matka natomiast wiodła nieco mniej stacjonarne życie - najmowała się jako skryba u uczonych i arystokratów nie tylko z Menaos, ale także Adrionu i Danae. Była kobietą bardzo mądrą, uwielbiającą swoją pracę i czującą do niej tak zwane powołanie.
Dziewczynki często zostawały same z ojcem, choć kiedy Maka nieco podrosła czasami wyjeżdżała wraz z matką i jej koleżankami do innych miast. Co prawda jako dziecko źle znosiła nieobecność swojej rodzicielki kiedy bywały w obcych miejscach (nawet jeżeli ta wyszła tylko na chwilę do biblioteki), ale z czasem przywykła do takich sytuacji i nie sprawiała kłopotów. Właściwie to zawsze była niezwykle grzecznym małolatem - oczywiście czasem bywała uparta, płaczliwa albo płatała innym drobne psikusy, ale takie w końcu są przywileje wieku.
Z siostrzyczką (także Mariką, ażeby było śmieszniej) dogadywały się bez większych problemów, choć były zupełnie różne - tak z wyglądu, umiejętności jak i charakterów. Rika była zadziorna, żywiołowa i nie zawsze rozważna, a Maka spokojna, ostrożna i w porównaniu z nią - powściągliwa. By upilnować młodszą potrzebne było stale czujne oko ojca, które nie musiało czuwać nad starszą córką. Dlatego też gdy Maka wyjeżdżała z matką, Marika zostawała w domowym zaciszu by tam rozrabiać.
Mimo tych tymczasowych rozłąk relacje rodzinne pozostały nienaruszone - mąż zawsze cierpliwie czekał na żonę, ona z radością wracała do domu, siostrzyczki zawsze były ciekawe siebie nawzajem i lgnęły do siebie jakby naprawdę były bratnimi duszami. W końcu też Maka dorosła na tyle, by pilnować siostry i wyjeżdżać razem z nią. Ta jednak po paru próbach ostatecznie stwierdziła, że woli zostawać w Menaos - miała tam przyjaciół i wywalczoną wśród nich pozycję, znajome sprzedawczynie w sklepach i nauczycielki artystycznych sztuk wszelakich. Z wielu wypróbowanych dziedzin Rice najbardziej do gustu przypadł taniec i już jako bardzo młoda dziewczyna stwierdziła, że właśnie z tym zwiąże swoją przyszłość (i dążyła do tego uparcie).
Rodzice byli tym nieco zaniepokojeni i być może mieli nadzieję, że młodej przejdzie i - wraz z wiekiem - upodobni się do siostry, która uczyła się pilnie bardziej praktycznych dziedzin, nie robiła z siebie wariatki oraz nie wystawała przed szereg kiedy nie było trzeba. Kto jednak nie doceniłby zapału i oddania panienki, która choć porzuciła ten rodzaj edukacji, który zaproponowała jej matka, z całych sił dążyła do upatrzonego przez siebie celu? Na pewno nie kochający ją rodzice. Poza tym była naprawdę zdolna i otwarta i ostatecznie swoim temperamentnym zachowaniem (a także ekscentrycznym ubiorem i zwyczajami) przyćmiła szarawo-myszkowatą, stabilną jak sześcionogi stół Makę.
Ta na szczęście nigdy tego jakoś specjalnie nie odczuwała - nigdy ze sobą na dobrą sprawę nie rywalizowały, bo i nie było w czym - chciały robić zupełnie co innego na skrajnie odmienne sposoby. Nie było w ich relacji i upodobaniach miejsca na wyścigi czy zazdrość. Obie były doceniane, każda za swoje zalety. Wybrały dla siebie także różne środowiska.
(Starsza) Marika chodziła do wielu szkół (w różnych miastach), choć zawsze na podobne zajęcia - choć bojaźliwa, nigdy nie była nieśmiała i mimo, że w przeszłości niejednokrotnie rówieśnicy zaczepiali ją z powodu wyglądu, przekuła swoją karłowatą kotowatość w zaletę, a lęki w determinację i pewność siebie. Tak z małolaty stała się prawdziwą panną, choć nie wyróżniającą spośród wielu innych, dobrze ułożonych dziewcząt (no, może poniekąd aparycją).
Jako szesnastolatka miała opanowane kilka języków, kaligrafię, a także podstawy handlu. Często zajmowała się też domem (i mieszkaniami) oraz ogródkiem. Z dodatkowych, a przydatnych zajęć nauczyła się szyć, a dla przyjemności tańczyła (Rika okazała się wspaniałą nauczycielką i towarzyszką przy tej (dla Maki jedynie) rozrywce).
Poza tym dziewczyna liznęła trochę kulturoznawstwa i radzenia sobie w podróży - choć w podróży ‘cywilizowanej’ i nastawionej na cel ze ścianami, łóżkiem i kominkiem, a nie obozowaniu w dziczy. Choć jest pokryta futrem i opatrzona kompletem ostrych zębów, kotołaczki nigdy do gąszczy i bagien nie ciągnęło, a i na kwiecistych łąkach za dużo jest dla niej robactwa. Wychowała się na mieszczankę, a wręcz - mieszczucha ceniącego wszystko to co czyste i w jakiś rozsądny sposób uporządkowane.

Tak więc wiodła przyjemne i ciekawe, ale przewidywalne życie - czasami w miejscu, czasami trochę bardziej w ruchu. Nauczyła się przystosowywać do zmiennego otoczenia i różnych warunków, choć skrajne to one zdecydowanie nie były - w każdym mieście ludzie albo elfy. Mędrcy lub możni. Nudy (choć nie dla niej). No i zawsze trzymała się ‘dobrego’ środowiska. Nigdy nie włóczyła się po podejrzanych dzielnicach i nie wchodziła w ciemne uliczki - nie zadawała się też z nikim kto wyglądał na ‘delikwenta’, a wszelkie zaczepki zbywała szybkim odwrotem i zniknięciem w tłumie. Jeżeli zaś nie było tłumu - uciekała nawet się z tym nie kryjąc.
Jednak poza takimi przypadkami nikogo raczej nie zostawiała bez słowa - pomagała to tu to tam - nim zdecydowała się na konkretny zawód często najmowała się do pilnowania dzieci, nauczania ich podstawowych rzeczy, czy dotrzymywania towarzystwa starszym osobom (czasem zapominała, że można brać za to pieniądze i robiła to chyba w ramach zdobywania doświadczenia i po prostu bycia dobrze wychowaną panną, dopóki nie pojęła, że zarabianie jest jednak ważne, a bycie grzeczną nie oznacza pracowania za darmo). Jednak walczyć o wynagrodzenie i dbać o pieniądze nauczyła się dopiero kiedy przyuczyła się do wybranego przez siebie zawodu.

A wybrała go, kiedy wedle znanych jej standardów przyszedł czas, by zdecydowała co chce w życiu robić. Nie kombinowała i niemal bez namysłu odrzekła, że zostanie stenografką. To było bardzo proste. Znaczy - nie sama praca, ale wybór. Dla Maki z resztą od pewnego czasu oczywisty. Nigdy nie miała szalonych pomysłów jak Rika, ani też palących ambicji wybicia się ponad tłum. Przez dłuższy czas szła (biegła) z prądem i chyba to on zawiódł ją na wody ‘szybkiego pisania’. Oczywiście nie znaczyło to, że wszystko robiła od niechcenia i bez pomyślunku - po prostu stała, określona praca dawała jej najwięcej satysfakcji. Choć wtedy jeszcze nie wiedziała ile będzie zażywać przez nią ruchu…

W sumie trudno określić kiedy naprawdę stała się niezależna - nadal towarzysząc matce zaczynała dorabiać, szkolić się i w końcu pracować - czasem wyjeżdżała gdzieś sama. I tak w końcu usamodzielniła się i oderwała swoje życie od reszty rodziny. Kiedy może spotyka się jednak z nimi lub - coraz częściej - pisze.

Na swojej drodze zawodowej spotkała zadziwiająco wielu bogatych i wykształconych ludzi, w tym arystokratów. Być może sama nie zdaje sobie sprawy jak bardzo oczywistym towarzystwem się dla niej stali ani jak wpłynęli na jej zachowanie. Maka, choć może brakuje jej nadzwyczajnej bystrości czy gracji jest prawdziwą damą. Tylko strasznie zabieganą i nieco prostolinijną.
Poza tańcem i czytaniem jej ulubioną formą wypoczynku stały się podróże - kiedy miała już trochę oszczędności wybrała się na Wyspę Lariv, gdzie oszołomiła ją mnogość zwierzołaków, naturian oraz ich zwyczaje (tam postanowiła sobie, że za nic nie będzie udawać człowieka, czegokolwiek na kontynencie by o niej nie mówili, a także przekonała się, że warto czasami wyjeżdżać nieco dalej i poznawać nowe kultury, nawet jeżeli nie wiadomo czego się po nich spodziewać). Tam także po raz pierwszy zakosztowała smaku kawy, do której teraz tęskni. To były jedyne jej dłuższe wakacje (dłuższe nawet niż planowała, ale miejsce naprawdę ją zauroczyło), a po powrocie wzięła się za obowiązki z podwójną intensywnością. Kto by jednak pomyślał, że aby znaleźć zlecenia sama będzie musiała latać po posiadłościach, uczelniach, gmachach i siedzibach i zdyszana prosić o rozmowę? Wcześniej sądziła, że jest to nieco łatwiejsze… jej matka nigdy nie musiała udawać domokrążcy - skądś zawsze wiedziała gdzie aktualnie jest potrzebna i to proszono, a nie na odwrót. Co nie zmienia faktu, że kiedy już Mace udało się przedstawić siebie i swoje zdolności oraz wykazać się w praktyce, otrzymywała pokaźne wynagrodzenie, a czasem także dodatkowe przywileje takie jak możliwość przeglądania prywatnych kolekcji dzieł, pism i woluminów lub nawet uczestniczenia w niektórych przyjęciach jeżeli (fartem) udało jej się popisać wiedzą i obyciem.

Choć środków do życia jej nie brakuje, stale szuka kolejnych zleceń i gdy tylko kończy jedno zadanie - już biegnie po następne. Nie zawsze też para się stenografią - niekiedy zatrudnia się w sklepie albo jako nauczycielka młodszych dzieci - co się trafi. Byle dawać z siebie wszystko na jak najbardziej zwykły, uczciwy i może nie do końca koci sposób.

Dane gracza: Maka

Nazwa użytkownika:
Maka
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Kana, Funtka, Mansun, Lucy, Daro,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
N lis 19, 2017 10:51 pm
Ostatnia wizyta:
Pn gru 11, 2017 10:01 pm
Liczba postów:
5 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.19 posty dziennie)
Ostatni post:
Zabawa forumowa: Skojarzenia.
Pn gru 11, 2017 7:06 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Demara
(Posty: 4 / 80.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Kot, wampir i tajemnica
(Posty: 4 / 80.00% postów użytkownika)

Podpis

cron