Profil użytkownika Cętka

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Ka Skera De Dhabbah, w wolnym tłumaczeniu "Ta Która Chodzi W Cętkach", w skrócie odpowiednio Dhabba lub Cętka
Rasa: Panterołak - odmiana śnieżna
Wiek: 136 lat, wygląda na 23


Aura

Dorosła emanacja, która przywita cię energią młodzika, nawet jeśli jej barwy nabrały już stonowanego koloru. Szmaragd lśni tutaj zadziornie, oświetlając pogodne barachitowe góry. Panuje tu całkowity bezdźwięk, ale odczucia jakie budzi ta psotna emanacja są pozytywne. Czuć tutaj mokrym panterzym futrem, na którym rozpuszczają się drobinki intensywnie padającego śniegu. Powietrze jest mroźne i rześkie, zachęcające by wtulić się w ciepłą cętkowaną sierść, giętko zapadającą się pod twoim dotykiem. Śnieżynki padające na twoje usta o dziwo nie rozpuszczą się by zniknąć, a uparcie przylgną do nich swoją lepkością. Smak ich jest pikantny, delikatnie przełamany słodkawą nutą. Powierzchnia śniegu jest raczej twarda i lekko tępa gdy stąpasz. Nie brak w niej gładkich niczym aksamit, nie ruszonych niczyją stopą przestrzeni, które swoją chropowatością przecinają zmrożone ślady kocich łap. Nawet nie wiesz w którym momencie cyna, którą lśnią, zastąpiła cynk, który przecież chwilę temu jeszcze powinien tu być. To jedyny moment gdy ta garnąca się do ciebie aura sprawia wrażenie nieco zagubionej i samotnej. Nie zdążysz się jednak zastanowić nad przyczyną. Emanacja zniknie niczym górska pantera w swoim naturalnym środowisku i na próżno szukać jej ponownie.


Wygląd

Postać ludzka:
Wysoka jak na kobietę, do dumnych sześciu stóp wzrostu brakuje jej raptem ciut ponad palca. Jest przy tym szczupła, jak na standardy swojego plemienia, i gibka. W rzeczywistości oznacza to, że mogłaby swobodnie pozbyć się jakiś pięciu funtów i nadal nie dałoby się policzyć jej żeber. Tyle dobrze, że jest raczej proporcjonalna, a dzięki aktywnemu trybowi życia może poszczycić się wyraźnie odznaczającą się talią i delikatnymi mięśniami rysującymi się pod bladą skórą. Szczególnie łatwo dostrzec je na udach i łydkach, bieganie po górach na przełaj bardzo ułatwia dbanie o kondycję i te partie.

Pierwszym, co rzuca się w oczy jest długi, gruby warkocz białych, puszystych włosów. Jego końcówka majta się gdzieś w połowie uda. Nie był to jej prywatny wymysł, w rodzinnych stronach wymagano, aby zmiennokształtni jej pokroju nosili jak najdłuższe fryzury, aby wyróżniać się z tłumu. Jakby i bez tego można ją było z kimkolwiek pomylić! Spomiędzy jasnych kosmyków wystaje dwoje uszu. Okrągłych, puchatych, czarnych uszu z dużymi białymi plamami. Zwykle są czujnie postawione, choć często jedno z nich jest zaczepnie zwrócone do tyłu. Krótsze, nierówne włosy okalają twarz, przez co często musi zdmuchiwać je na bok, lub próbować utrzymywać w miejscu skórzaną opaską. Na czole, tuż nad brwiami widać wytatuowane dwie ciemne kropki, kolejny symbol niezbędny do odróżniania zmiennokszałtnych od ludzi. Oczy w ciemnej oprawie są barwy szarej, złamanej delikatną, bardzo bladą zielenią. Nawet, gdyby źrenice nie były wydłużone, nie dałoby się pomylić ich z ludzkimi, nie tylko ze względu na nietypowy kolor. Kryją w sobie pewną dzikość, niespotykaną u żadnej rasy poza zmiennokształtnymi. Patrząc w nie można odnieść wrażenie, że dziewczyna cały czas coś knuje, albo zastanawia się, w co ugryźć najpierw. Pod oczami, na policzkach i nosie widać mnóstwo drobnych piegów, odcinających się wyraźnie ciemniejszym kolorem. Poniżej znajdują się pełne, dość ciemne, jak na taką karnację, usta, chętnie odkrywające w uśmiechu jasne zęby o nieco za dużych kłach. Dziewczyna ma delikatne rysy twarzy i na pierwszy rzut oka, szczególnie z daleka, łagodny, niewinny wygląd.

Porusza się z wyraźną gracją, choć rzadko po prostu idzie spokojnie przed siebie, a jeśli już, najpierw stawia palce stóp, a dopiero potem pięty. Uwielbia biegać, skakać, robić salta i piruety, popisując się swoją zręcznością. Tak właściwie nie robi tego dla czyjegokolwiek podziwu. Po prostu tak wpływa na nią kocia natura. Jeśli już usiedzi w miejscu dłużej, niż parę minut, często zaczyna się rozciągać w sposób, który od samego patrzenia mógłby wywołać ból kręgosłupa u zwykłego człowieka. Albo bawi się swoim ogonem. O tak, Cętka posiada ogon. I to nie byle jaki. Ma dobre cztery stopy długości, pokryty w całości długim, puszystym szaro-białym futrem w czarne cętki, końcówka i spód są za to idealnie białe. Dla ochrony ust i nosa przed mrozem, często zdarzało jej się nieść go w zębach i taki nawyk już jej pozostał.

Prawe ramię, plecy, szyję, mostek i zewnętrzny bok lewej nogi pokrywają wyraźne, choć cienkie i jasne blizny. Nie są to pamiątki z walk czy polowań, te pojawiają się tu i ówdzie na całym ciele. Wspomniane ślady po ranach powstały celowo i tworzą misterne wzory. W plemieniu zmiennokształtnej barwniki do tatuażu były szalenie drogie, więc większość ozdób na ciele wykonywano ostrymi nożami, tylko pojedynczym elementom nadając wyraźną barwę. Największy jest wzór znajdujący się na grzbiecie dziewczyny i przedstawia stylizowaną śnieżną panterę, wyskakującą w górę w próbie pochwycenia w pazury drapieżnego ptaka. Trzy cętki zwierzęcia zostały podkreślone na czarno, a jego długi ogon zawija się aż pod żebrami, by zakończyć się pod prawa piersią. Od karku do samej nasady ogona, zajmując każdą wolną przestrzeń wzdłuż kręgosłupa, ale nie nachodząc na główny obraz, biegnie dodatkowo ciąg drobnych znaczków mających zapewnić giętkość jej grzbietu. Blizny na nodze ciągną się od biodra niemal do palców stóp. Wyglądają jak zawijające się fantazyjnie runy i mają nadać jej mięśniom wytrzymałość, a kończynom szybkość. Na prawym ramieniu znajduje się romb z wpisanym weń kołem i szeroko otwartym okiem o pionowej źrenicy. Ten ma wspomóc jej czujność i zmysły. Nisko na mostku widać nachodzące na piersi zdobienie w kształcie panterzej łapy naturalnej wielkości, wycięte kilkakrotnie, im bliżej środka, tym mniejsze. Najbardziej zewnętrzny obrys jest zdecydowanie szerszy, jak gdyby wycięto najpierw dwie równoległe linie, a potem zerwano znajdującą się między nimi skórę. Wzór poprzecznie przecinają cztery wyraźnie bardziej wypukłe, równoległe blizny. Te rany musiały być znacznie głębsze, ale wprawne oko i tak bez problemu dostrzeże, że zostały starannie zadane ostrzem, więc najpewniej też były celowe. Tym razem okaleczenie ma dać jej duchowi siłę, aby nigdy nie powstrzymała ciosu, jeśli już musiała go zadać. Szyję okala kolia delikatnych run, na karku łącząc się z wzorem biegnącym wzdłuż kręgosłupa. Dodatkowo cztery znaki w tym przypadku mają zabarwione niewielkie fragmenty na czarno, po jednym symbolu idealnie z przodu, na kręgosłupie i po obu bokach. Ten ma najprostsze możliwe znaczenie - ochronne.

Zwierzołaczka ma dość niski, a dzięki temu przyjemny dla ucha głos. Słowa wypowiada z silnym, obcym akcentem, którego nawet nie stara się pozbyć. Mówi dość śpiewnie, często przeciągając wyraźnie zgłoski. Lubi prowadzić rozmowę cicho, wręcz wymrukiwać każde zdanie, aby rozmówca musiał trzymać się blisko niej, by cokolwiek usłyszeć. Z łatwością można wyobrazić sobie jak w podobny sposób śpiewa wieczorami przy ognisku. A Cętka z chęcią urzeczywistnia takie wyobrażenia, nawet bez namowy.

Cętka nosi się wybitnie elegancko, przynajmniej we własnym mniemaniu. Najczęściej jest to szara tunika z krótkimi rękawami i dostatecznie głębokim dekoltem, by dumnie wyeksponować wyciętą łapę na mostku. Na to zarzuca łaciatą, futrzaną kamizelkę z koźlej skóry o krótkiej, twardej sierści, związaną w talii paskiem misternie plecionym z kilku rzemieni. Nogi osłania ciemnymi spodniami z szorstkiego materiału. Przy dobrej pogodzie lubi je zdejmować i zostaje wtedy w nierównej, sięgającej kolan spódnicy, będącej właściwie długim pasem skóry o poszarpanym brzegu, założonym "na zakładkę" i ozdobionym przyszytymi paciorkami z kości oraz barwionego drewna. Właściwie nosi ją prawie zawsze, bez względu na to, czy ma coś pod spodem, czy nie. Na stopy zakłada grube buty o włochatych cholewach aż po kolana, które mają chronić przed śniegiem wysoko w górach. Szczerze powiedziawszy, nie lubi ich. Woli chodzić boso, ale nie jest na tyle głupia, by ryzykować pokaleczenie na ostrych kamieniach, czy odmrożenia. Jeśli podłoże i temperatura pozwalają, pozbywa się ich z radością. Ramiona osłania przed chłodem wełnianą pelerynką trochę dłuższą niż do bioder, podbitą wilczym futrem. Zostawiła nawet ogon, który aktualnie może skutecznie zasłaniać wiązanie pod szyją i chronić gardło przed zimnym wiatrem. Na dłonie i przedramiona zakłada rękawiczki bez palców, sięgające aż po łokcie i wykończone cętkowanym futrem. Zapina je na kilka guzików wykonanych z małych zwierzęcych zębów. Więcej ciepłych ubrań zwykle nie jest jej potrzebne. Lubi chłód, a w ojczyźnie przyzwyczaiła się do prawdziwie siarczystych mrozów i długich, ciężkich zim oraz śniegu po pas.

Cętka lubi ozdoby, ale nosi ich niewiele. Pomijając te na stałe przymocowane do ubrań, codziennie można ujrzeć ją właściwie tylko z jedną, na szyi. Jej podstawą jest zawiła plecionka szerokości trochę ponad połowy palca stworzona z kilku cieniutkich, kolorowych rzemyków. W paru miejscach nanizano na nie podłużne koraliki z kości oraz zwierzęcych rogów, na których wyryto runy. Niektóre znaki podkreślono nawet ciemno-czerwoną, prawie czarną farbką. Oby farbką! Noszenie na szyi czegoś upaćkanego krwią, która przecież ma tendencję do gnicia, byłoby obrzydliwe. Na krótkich, luźnych rzemykach zwykle zwisa od trzech do pięciu piór drapieżnych ptaków. Ale prawdziwa ozdoba naszyjnika znajduje się na jego przedzie. Jest nim dokładnie opleciony, nieobrobiony kryształ górski wielkości paznokcia kciuka, a właściwie na największą uwagę zasługuje jej zdaniem to, co zwiesza się ciut poniżej niego - duży, zakrzywiony i lekko pożółkły kieł wielkiego kota. Pamiątka po pierwszej samodzielnie zabitej zwierzynie i dobra wróżba na resztę życia.
Całość jest dość luźna, gdy dziewczyna jest w ludzkiej postaci. Ale kark pantery opina tak, że można wsunąć pod nią nie więcej, niż dwa palce.

Ulubioną bronią Cętki jest włócznia, wykonana z ciemnego, wytrzymałego drewna, zwieńczona prostym grotem. Niechętnie nią rzuca, aby jak najmniej ryzykować jej zniszczenie. Woli podkraść się do ofiary i dźgnąć ją z bliska. Albo w ogóle wykorzystywać w walce podobnie do kija. Trochę poniżej czubka znajdują się dwa sowie pióra i puszysty, biały ogon z czarną końcówką jakiegoś niewielkiego zwierzęcia. Na całej długości drzewca znajdują się pojedyncze, starannie wyrzeźbione runy, przypominające trochę blizny zdobiące kobietę. Gdy nie ma potrzeby korzystać z broni, mocuje ją na plecach. W tym celu gdzieś w jednej trzeciej długości broni, patrząc od grotu, zawiązano niewielką pętelkę, umieszczoną dla pewności w płytkim żłobieniu. Jest przygotowana celowo, aby można było przełożyć przez nią i zacisnąć gruby rzemień, fragment szerokiego pasa przecinającego skośnie pierś zmiennokształtnej. Drugi koniec włóczni przekłada przez pętlę znajdującą się po przeciwnej stronie pasa. A często jeszcze dodatkowo wykorzystuje drugą, przy ozdobnym pasku zawiązanym na kamizeli. Noszony skośnie pas służy też do transportowania ciężkiego, obosiecznego noża, budową bardziej przypominającego szeroki sztylet oraz przydatnych drobiazgów pokroju krzesiwa i hubki, czy małego drewnianego grzebyka w podłużnej sakwie, która w poprzednim życiu najpewniej była szopem. Właściwie na pewno była żywym zwierzątkiem, zostały nawet zasuszone łapki i puchaty ogon majtający się przy każdym kroku. Zamknięcie zasłania sprytnie spreparowany łepek z wąsami i uszami.


Postać zwierzęca:
W panterzej postaci od dzikiego irbisa odróżnia ją właściwie tylko pleciona obroża oraz wielkość. Jak wielu zmiennokształtnych, jest trochę większa od swojego zwierzęcego odpowiednika. No i oczy wydają się trochę zbyt psotne. Ale srebrzyste futro na grzbiecie i bokach, przyozdobione ciemnymi cętkami oraz białe na spodzie jest równie długie, gęste i puchate, co u każdej pantery śnieżnej. Ciężko wyobrazić sobie lepsze zabezpieczenie przed mroźnym, górskim wiatrem. Choć łapy ma krótkie i krępe w porównaniu z innymi wielkimi kotami, doskonale nadają się do wspinaczki oraz imponujących skoków. Również w tej formie nosi na szyi rzemienny naszyjnik, ledwie widoczny dzięki długim piórom spod sierści. Jako kot wydaje się bardziej ciekawska, niż niebezpieczna. Ale te pozory nie powinny pozwolić nikomu zapomnieć, że puchate, miękkie futro skrywa nie tylko prawie dwieście funtów mięśni, ale też ostre, mocne kły. A szerokie łapki, pokryte szarym puchem nawet od spodu i między palcami, mogą odsłonić nagle potężne, zakrzywione pazury.


Charakter

Cętka ma w dużej mierze mentalność kociaka. Może raczej podlotka, bo potrafi zachować powagę, kiedy to konieczne. Doskonale rozumie, że nie zawsze jest czas i miejsce na wygłupy, czy ogólne rozprężenie i lenistwo. Ale jeszcze lepiej wie, że warto wykorzystywać każdą nadającą się ku temu okazję. Wychowana w surowych warunkach nauczyła się, że spokój i poczucie bezpieczeństwa potrafią przeminąć w mgnieniu oka, dlatego należy wycisnąć z każdej chwili, co tylko się da.

Zgodnie ze swoją prostą filozofią, stara się czerpać z życia. Gdy ma na to ochotę, przemienia się i pędzi przed siebie na czterech łapach, nie przejmując się niczyją opinią. Szczególnie, że w rodzinnych stronach przywykła do tego, że niewiele osób zwraca jej w ogóle uwagę na niestosowne zachowanie. Zmiennokształtni mieli bardzo ścisłą pozycję opiekunów plemienia, więc większość tolerowała ich dziwactwa nie tylko dlatego, że uznawała je za cenę odpowiednią za ich wsparcie. Zwyczajnie tylko pojedyncze osoby mogły pokusić się o rozkazywanie im, czy łajanie na osobności. Białowłosa przywykła przez to do pewnych przywilejów.

Najistotniejszym z nich w jej oczach zawsze była możliwość korzystania z bliskości innych. Odczuwa właściwie nieustanną potrzebę trzymania się kogoś znajomego nie dalej, niż na odległość ramienia. Kiedy tylko może, dotyka drugą osobę chociaż dłonią, czy ogonem, choć zwykle nie ogranicza się do takich drobnostek. Lubi ocierać się o towarzysza ramieniem podczas spaceru, a podczas postoju chętnie tuli się do czyiś pleców i podgryza w zabawie w ucho, czy kark. Albo pcha się na cudze kolana, domagając się drapania po plecach, za uszami lub czesania włosów. W ramach podziękowania potrafi się odwdzięczyć podobną pieszczotą, lub bez ostrzeżenia polizać po nosie leciutko szorstkawym językiem. Problem pojawia się podczas snu. Cętka nienawidzi spać sama, wręcz można pokusić się o stwierdzenie, że się tego boi. Upiera się zawsze kłaść tak blisko drugiej osoby, aby chociaż dotykać ją dłonią. Oficjalnie trzyma się wersji, że jest cieplej, gdy śpi się przytulonym do kogoś innego. I wygodniej. W praktyce, jeśli ktoś nie pozwala jej się zbliżyć, czeka grzecznie, aż ofiara zaśnie, a potem ostrożnie przysuwa się i przytula.

Bliskość drugiej istoty nie jest jedyną drobną przyjemnością, której zwykła folgować. Uwielbia szeroko pojętą zabawę oraz rywalizację. Czy to polowanie, udawana walka, ściganie się, choćby nawet z jeleniem, którego miała pierwotnie powalić. Podstawą wielu jej rozrywek jest wysiłek fizyczny, więc padanie z nóg ze zmęczenia oraz zakwasy są dla niej w pewien sposób wyznacznikiem dobrze spędzonego dnia. A im więcej adrenaliny, tym lepiej. Niektórym po prawdzie może się nie podobać jej zamiłowanie do aktywnego spędzenia czasu. Szczególnie, gdy ta aktywność objawia się w próbie podszczypywania towarzysza i sprowokowania do drobnej bójki, podczas której zwykle tylko pozoruje ciosy, czy przegryzanie krtani. Wbrew pozorom potrafi też spędzać czas w sposób mniej angażujący innych, a szczególnie nie ingerując przesadnie w ich przestrzeń osobistą. Metodą należącą do mniej bezpiecznych, ale za to chyba najmniej inwazyjną dla otoczenia jest wspinaczka. Właściwie chętnie wdrapuje się na wszystko, co jest dostatecznie wysokie, czy to drzewo, skalista ściana, czy budynek, aby obserwować świat z góry. Wieczory lubi spędzać trochę spokojniej, choćby śpiewając cicho przy ognisku. Czasem, jeśli nie jest zmęczona i ma wybitnie dobry humor, tańczy, rytm nadając klaskaniem i tupnięciami. Przygrywałaby sobie nawet na bębnie obręczowym, gdyby go posiadała. O takich oczywistych radościach życia, jak masaż czy gorąca kąpiel, aby zminimalizować ból mięśni następnego dnia nie ma sensu nawet wspominać.

Jej potrzeba bliskości może być dla niektórych problematyczna, biorąc pod uwagę jej inną, rzucającą się w oczy cechę. Cętka absolutnie nie wstydzi się swojej nagości. Czy to dlatego, że jako zwierzę biega przecież bez ubrań, czy przyzwyczaiła się do prezentowania wyciętych na skórze wzorów podczas wielu rytuałów w rodzimym plemieniu. W każdym razie odzież docenia jako metodę ochrony przed zimnem, czasem rodzaj ozdoby. Ale nie mają dla niej większego znaczenia. A że została wychowana w społeczeństwie gdzie ona oraz druga zmiennokształtna były objęte całkowitym celibatem i nikt nawet nie próbował im niczego sugerować, nie widzi w tym nic niewłaściwego. Ba, nawet lubi czuć czyjś dotyk bezpośrednio na skórze. Tak samo, jak chwalić się zawiłymi obrazkami ozdabiającymi jej ciało. Nie ma też problemu z cudzą nagością, co może doprowadzać do kuriozalnych sytuacji, biorąc pod uwagę jej brak poszanowania czyjejkolwiek prywatności. Chociaż ma możliwość przemian w ubraniach, dzięki poświęconemu przez szamanów naszyjnikowi, woli się przedtem rozebrać. Niby ma doskonałą świadomość, że odzież w niczym nie przeszkadza, ale zwyczajnie czuje się dziwnie, biegnąc na czterech łapach ze świadomością, że teoretycznie ma na sobie buty.

Warto wspomnieć przy okazji blizn zdobiących jej ciało, że Cętka dobrze znosi ból. Powstanie każdego rysunku odbywało się mniej lub bardziej publicznie, a wymagano od niej, by nawet się przy tym nie skrzywiła. Co wcale nie oznacza, że go lubi. Jeśli tylko może, unika go, albo reaguje natychmiastowo, pozbywając się jego źródła. Absolutnie nie ma zamiaru cierpieć, jeśli nie jest to konieczne. Jakoś nigdy nie ciągnęło jej do robienia z siebie świętej, czy bohaterki bez wyraźnej potrzeby. A i z potrzebą wychodzi to różnie. W każdym razie z blizn jest dumna i chętnie pokazuje je każdemu zainteresowanemu. Wychowana w przekonaniu o absolutnym braku własnej seksualności nie widzi w tym żadnego problemu. Gdyby ktoś próbował się do niej zalecać, najpewniej nie zrozumiałaby, albo się wystraszyła. W końcu przeświadczenie, że jej "nie wolno" zostało zakorzenione w niej bardzo głęboko.

Potencjalne zagrożenia woli obserwować z bezpiecznej odległości i oszacować spokojnie swoje szanse. Unika niepotrzebnych walk, aby nie ryzykować ciężkich zranień. W końcu mniejszym wstydem jest ucieczka przed znacznie silniejszym przeciwnikiem, niż zdychanie w głuszy z upływu krwi lub zakażenia przez butę. Inną sprawą jest obrona, szczególnie tych, których uważa za swoje stado bądź rodzinę. Wtedy mogłaby skakać do oczu nawet smokowi, albo w pojedynkę rzucić się na całą armię. Czym innym, oczywiście, jest podejście do takiego smoka w zabawie i pacnięcie go łapą w nos podczas snu, po czym rzucenie się do ucieczki ze śmiechem na ustach. Odwagi jej zdecydowanie nie brakuje, po prostu niekoniecznie chce nadstawiać karku bez powodu. Jest dość ufna, w plemieniu nie miała powodów do podejrzliwości. Ale jednocześnie nie jest na tyle naiwna, by łasić się do kogoś, kto ma wobec niej jawnie złe zamiary. Albo jeśli zabroni jej ktoś, kto zdobędzie wcześniej jej zaufanie.

Jeśli chodzi o wykonywanie poleceń, sytuacja jest nieco zawiła. Z jednej strony zmiennokształtna jest dość dumna, w końcu całe życie spędziła na pozycji, która ustawiała ją przynajmniej na równi ze starszymi plemienia. Jednocześnie nawykła do słuchania zarówno swojego "rodzeństwa" obdarzonego ogonami, jak i starszyzny. Z chęcią spełni każdą prośbę dotyczącą polowania, czy wymagającą trochę większej zręczności. Ale rozkazy ograniczające się do "zostań tu", "odsuń się", czy "złaź ze mnie, worku pcheł" uważa za uwłaczające i rzadko kiedy je wykonuje. Specjalną grupą poleceń są dla niej te dotyczące czyjejś śmierci. Nie przepada za zabijaniem przedstawicieli ras rozumnych, ale jeśli jest powód, dla którego dana osoba miałaby zginąć, wykonuje to bez marudzenia. Traktuje taki cel jak zwykłe polowanie z tą różnicą, że ma nawyk informowania w jakiś sposób ofiary o swoich zamiarach oraz stara się zadać możliwie szybką, czystą śmierć. Wyjątkiem są gwałciciele, czy osoby, które w jej osobistym mniemaniu zasłużyły na specjalne traktowanie. Z takimi lubi się po kociemu "bawić" przed zadaniem ostatecznego ciosu.

Cętka ma nieco złośliwe poczucie humoru. Lubi bez ostrzeżenia skoczyć komuś na plecy, pozorując atak. Ale jej zdecydowanym faworytem są złośliwe komentarze. Czasem wychodzą jej mniej, czasem bardziej trafne. Dlatego irytuje ją nieznajomość języka i stara się go poznać. W końcu co to za zabawa, jeśli dogryzie się komuś szczególnie dopracowaną uwagą, ale nikt tego nie zrozumie? Jeszcze bardziej drażni ją fakt, że wspólny brzmi dla niej jak zlepek bezsensownych szelestów i okazyjnego powarkiwania, więc wszystkich posługujących się tym językiem uważa w duchu za barbarzyńców. Co nie przeszkadza jej jednocześnie w ramach rozrywki zapolować czasem na własny ogon. Ot, taka drobna radość wielu drapieżników.

Atrybuty

Krzepa:Raczej wytrwały,
Zwinność:Niezwykle zręczny, Szybki, Dokładny,
Percepcja:Czuły słuch, Czuły nos, Przytępiony smak, Przytępione czucie, Pozbawiony zm.mag.,
Umysł:Słaba wola,
Prezencja:Ładny, Barbarzyński, Szarak,

Cechy specjalne

Przemiana w śnieżną panterę [D]Bez większych trudności zmienia postać z ludzkiej na zwierzęcą, a nawet w drugą stronę też! Sama nie wie, w której woli przebywać, więc chętnie korzysta z tej umiejętności i przemienia się zależnie od chwilowego widzimisię.
Przepaść językowa i kulturalna [S]Cętka zna tylko kilka podstawowych sformułowań, czy wręcz raczej słów we Wspólnej Mowie kontynentu. Nigdy nie podróżowała poza znane sobie ziemie, w kontaktach handlowych występowała tylko w roli ochrony, więc nie przykładała nigdy wagi do poznania jakiegokolwiek języka obcego. Zawsze miała ciekawsze rzeczy do roboty. Świergocze właściwie wyłącznie w ojczystym języku swojego plemienia. Tyle dobrze, że panterze uszy i ogon w połączeniu z ludzką mimiką mogą być dość ekspresywne. Gorzej, że nie zna i nie rozumie wielu lokalnych zwyczajów. Przyzwyczajona do surowego życia w stosunkowo zamkniętej społeczności, wiele obserwowanych zachowań uważa za dziwaczne. Nie zna większości ras. Widziała osobiście tylko ludzi i zmiennokształtnych, słyszała o istnieniu lodowych elfów. O istnieniu całej reszty albo nie ma zielonego pojęcia, albo uważa za istoty z bajek.
Widzenie w ciemnościach [Z]Wystarczy drobne źródło światła, aby pionowe, rozszerzone źrenice mogły dostrzec otoczenie ze wszystkimi tego dobrodziejstwami. Po prawdzie nie widzi wtedy zbyt dobrze kolorów, ale wszelkie szczegóły są ostre i wyraźne. Każdy ruch potrafi wtedy zwrócić jej uwagę.
Kocie cechy [Z]Cząstki ludzka i zwierzęca przeplatają się w niej tak mocno, że ciężko jej dwunożną formę nazwać w ogóle człowiekiem. Nie chodzi tylko o nietypowe oczy, uszy czy ogon. Kręgosłup ma giętki jak u najprawdziwszego kota, potrafi z pozycji siedzącej na ziemi zerwać się do skoku i osiągnąć wynik niewiele gorszy od pantery. Ale oznacza to też, że jak kot lubi długo spać (najchętniej zwinięta w kłębek), bawić jedzeniem, podstawiać się komuś do pieszczot czy prychnąć, gdy jest niezadowolona. Otwarcie węszy, gdy odczuwa taką potrzebę i uwielbia zabawę. Taką kocią zabawę. Dobrym przykładem są zapasy z pozorowanym przegryzaniem przeciwnikowi gardła.
Problemy z przestrzenią osobistą [W]Zarówno w ludzkiej, jak i zwierzęcej postaci odczuwa potrzebę utrzymywania kontaktu fizycznego, szczególnie z osobami, które lubi bądź którym ufa. Nie ogranicza się to tylko do delikatnego dotykania ręki, czy okazyjnego przyjacielskiego poklepania po ramieniu. Tuli się, ociera kącikami ust, drażni puchatym ogonem, pcha na kolana. Nie do końca rozumie też cudzą potrzebę prywatności. Sama nie wstydzi się rozbierać, czy chodzić nago przy innych i nie widzi w tym absolutnie nic niewłaściwego. W końcu w zwierzęcej formie porusza się tak cały czas. Nienawidzi, a wręcz boi się spać sama. Kiedy tylko może, upiera się na drzemki wyłącznie tak blisko drugiej osoby, aby chociaż dotykać ją dłonią. Potrafi nawet zakraść się do śpiącego i bezczelnie ułożyć obok, albo wykorzystać w charakterze poduszki.

Umiejętności

Jeździectwo [P] Zawsze wolała poruszać się na własnych łapach, niż końskim grzbiecie. Ale czasem nawet ona dała się przekonać do jazdy wierzchem. Dosiadała wyłącznie krępych, niskich i kudłatych górskich koników, bardziej przypominających beczkowate kuce, niż smukłe nizinne rumaki. Doskonale wie, że zapach drapieżnika może źle wpłynąć na konie, więc jeśli już musi, wsiada tylko na te najspokojniejsze. Właściwie jej umiejętności ograniczają się bardziej do niespadnięcia tak od razu, niż faktycznego kierowania zwierzęciem.
Pływanie [O] Wielkiego dystansu nie przepłynie, ale wystarczy, aby popluskać się w gorących źródłach, czy zimnym, górskim stawie. Trochę nawet potrafi nurkować, ale z prądem rzeki odważyłaby się zmagać wyłącznie w kociej postaci.
Polowanie [W] Niestety, ogranicza się do znajomości górskiej fauny. Nie jest nawet pewna, które ze zwierząt nie występujących wysoko ponad poziomem morza nadają się do jedzenia. Ale wytropienie i zajście ofiary nie jest dla niej wielkim problemem. Szczególnie w skalistym terenie. Z równą skutecznością potrafi polować na ludzi.
Przetrwanie [W] W pojedynkę nie radzi sobie najlepiej, ale za to już niewielka grupa wystarczy, by poczuła się odpowiedzialna za przeżycie towarzyszy. Potrafi wtedy stanąć na rzęsach, by zapewnić im bezpieczeństwo, znaleźć odpowiednie schronienie, czy miejsce na obozowisko i zdobyć kolację. Bez problemu znajduje co wygodniejsze drogi. Z tym, że jak w przypadku większości umiejętności - jej doświadczenie opiera się o życie w wysokich górach.
Skradanie się [P] Nigdy nie przepadała za bezszelestnym podchodzeniem do ofiary. Wolała wybrać miejsce gdzieś na skałach ponad nią i skoczyć bez ostrzeżenia na kark. Ale od biedy jakoś sobie z tym radzi, szczególnie na śniegu.
Tropienie [W] Gdy raz podejmie trop, nie porzuci go bez wyraźnej przyczyny. Wystarczy jej kępka sierści przyczepiona do kamienia, aby zaczęła podążać za nieostrożną kozicą. Nawet płytka warstwa śniegu nie przeszkadza jej w tropieniu, nauczyła się łączyć ledwie widoczne wgłębienia z zapachem potencjalnych ofiar i podążać za nimi. Nie przeszkadza jej nawet szczypiący w nos mróz. Gorzej, że bogata woń liściastego lasu ogłupiłaby ją całkowicie.
Wspinaczka [M] Miłość życia Cętki. Jest skłonna wspinać się absolutnie na wszystko. Czy to z czekanem i liną dla bezpieczeństwa, czy bez. Im bardziej oblodzona i pionowa ściana, tym w końcu zabawniej! Uwielbia wdrapywać się na wysokie punkty tylko dla samej satysfakcji, lub możliwości rozejrzenia się po okolicy.
Garbarstwo [P] Potrafi oskórować swoje ofiary całkiem dokładnie. Oczyszczenie i przygotowanie do dalszych zabiegów nie jest jej obce, ale już samo przygotowanie odpowiednich mieszanin, czy stosowanie ich przerasta jej zdolności.
Meteorologia [P] Opiera się bardziej na kocim instynkcie, niż obserwacji powiązań przyczynowo-skutkowych. Wyczuje zbliżającą się burze, czy śnieżyce ze sporym wyprzedzeniem, ale mniejsze zmiany pogodowe są dla niej zwykle sporym zaskoczeniem.
Rytualizm [P] Cętka zna teorię dotyczącą rytuałów jej ludu. Potrafi poczynić przygotowania do wielu, ale nie jest w stanie wykonać czynności niezbędnych, by dały rzeczywisty efekt. Jedyne, które jest w stanie w pełni przeprowadzić mają charakter czysto tradycyjny lub religijny i są powiązane ze zwyczajami i wierzeniami panującymi w jej ojczyźnie, a nie magią.
Czytanie i pisanie [O] Czyta płynnie, a pismo ma całkiem ładne, staranne. Ozdobne zawijasy, czy ostre krawędzie umieszcza dokładnie tam, gdzie są potrzebne. Tylko, że zna pismo runiczne z jej ojczyzny, alfabet kontynentu jest jej całkowicie obcy. Nigdy nie trzymała też w dłoni pióra. Zwykle pisała węglem na kamieniu, lub wycinała symbole nożem.
Władanie bronią (włócznia) [W] Panterołaczka uznała długą broń, którą mogła wykorzystać zarówno do dźgnięcia przeciwnika, zdzielenia go przez łeb drzewcem, jak i rzucenia w calszy cel za idealną dla siebie. A od kiedy dostała w prezencie włócznię z dostatecznie wytrzymałego drewna, by mogła oprzeć ją o dwa wystające kamienie i podciągnąć się lub stanąć na niej, pokochała ten typ broni całym puchatym serduszkiem. Tylko, że gdy udawało jej się dostatecznie zbliżyć do przeciwnika, z chęcią odrzucała ją na bok i przechodziła do rękoczynów.
Walka bez broni [W] Przez swoją kocią naturę wprost uwielbia zapasy. W obu postaciach. Równie chętnie rzuca się na cudzy kark z gołymi rękami, jak i pazurami. Proste mordobicie uważa za nawet zabawną rozrywkę i nie obraża się przez podbite oko, czy obolałe żebra. Ale najchętniej przechodzi do szarpaniny w zwierzęcej postaci, która nadaje się do tego wprost znakomicie dzięki krótkim, silnym łapom.
Uniki [W] Cętka zawsze była słabsza od starszego od niej samca panterołaka, z którym zwykle trenowała. Miała więc do wyboru: unikać jego ciosów, albo chodzić posiniaczona od prób parowania. Wybór był dość oczywisty. Szczególnie, że dużo większy od niej mężczyzna walczył z wykorzystaniem topora, a ona wolała zachować wszelkie kończyny na właściwych miejscach.
Gra na instrumencie (bęben obręczowy) [O] Od początku polubiła prosty instrument, który można było ozdabiać zwisającymi z niego piórkami, czy wzbogacać delikatnymi dzwoneczkami. Nauka nie wymagała wielkiej finezji, a można też było wygodnie tańczyć, nie wypuszczając bębenka z rąk, więc Cętka chętnie trenowała grę na nim.
Śpiew [P] Dowolny bard wyśmiałby pewnie jej umiejętności, ale wiele historii jej ludu było przekazywane w piosenkach dla łatwiejszego zapamiętania. Tak samo jak wiele modlitw i rytualnych zaśpiewów. Na dwór może i by się nie nadawała, ale przy ognisku miło posłuchać.
Taniec [O] Ot, rytmiczne skakanie przy ognisku. Ale przynajmniej zręcznie wykonane! Zna tańce związane z poszczególnymi świętami i innymi okazjami. Oraz, oczywiście, szalone harce myśliwych, którymi rozgrzewali się wieczorami i popisywali zręcznością podczas kilkudniowych wypraw.
Gimnastyka [M] Dzięki kociej zwinności i odpowiednio giętkiemu kręgosłupowi potrafi przyjąć dość nietypowe pozy, a przy tym twierdzić, że są wygodne. Nikogo nie powinno zdziwić znalezienie jej zawiniętej w precelek podczas snu.
Masaż [O] Nic zdrożnego, proszę państwa. Ot, przydatna zdolność, aby ulżyć mięśniom po całym dniu biegania za zdobyczą lub ciężkich treningów. Sama lubi być masowana, więc postanowiła nauczyć się tej sztuki, by móc się odwdzięczać. Najlepiej, oczywiście, wychodzi jej to z wykorzystaniem wielkich kocich łap.

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Obroża z wróżbą [ZAK]Jej podstawą jest zawiła plecionka szerokości trochę ponad połowy palca stworzona z kilku cieniutkich, kolorowych rzemyków. W paru miejscach nanizano na nie podłużne koraliki z kości oraz zwierzęcych rogów, na których wyryto runy. Niektóre znaki podkreślono nawet ciemno-czerwoną, prawie czarną farbką. Oby farbką! Noszenie na szyi czegoś upaćkanego krwią, która przecież ma tendencję do gnicia, byłoby obrzydliwe. Na krótkich, luźnych rzemykach zwykle zwisa od trzech do pięciu piór drapieżnych ptaków. Ale prawdziwa ozdoba naszyjnika znajduje się na jego przedzie. Jest nim dokładnie opleciony, nieobrobiony kryształ górski wielkości paznokcia kciuka, a właściwie na największą uwagę zasługuje jej zdaniem to, co zwiesza się ciut poniżej niego - duży, zakrzywiony i lekko pożółkły kieł wielkiego kota. Pamiątka po pierwszej samodzielnie zabitej zwierzynie i dobra wróżba na resztę życia. Całość jest dość luźna, gdy dziewczyna jest w ludzkiej postaci. Ale kark pantery opina tak, że można wsunąć pod nią nie więcej, niż dwa palce. Podstawa naszyjnika i jego stałe elementy zostały w całości splecione i zaklęte przez szamanów plemienia, głównie Łapę, drugiego panterołaka. Pozwala Cętce podczas przemiany zachować przy sobie wszelkie ubrania i przedmioty, które zostały wykonane z materiałów organicznych. Obroża oddziałuje z wszelkimi materiałami roślinnymi, czy zwierzęcymi, ale już kamień oraz metal uniemożliwiają swoiste wchłonięcie połączonych z nimi przedmiotów. Przykładowo włócznia zaczepiona o pas przecinający pierś oraz ten w talii nie spadnie po prostu na ziemię przy przemianie, rozrywając pętle w którą jest wsunięta. Zamiast tego oba paski, i przyczepione do nich przedmioty, pozostaną na miejscu.

Towarzysz


Historia

Wiele, wiele wieków temu w surowym kraju na zachód od kontynentu urodziła się białowłosa dziewczynka o uszach i ogonie śnieżnej pantery. Dokładniej w wysokich górach, ponoć tak starych, że na ich szczycie leży ten sam śnieg do początku snu Prasmoka. Tak przynajmniej mówiły legendy. Wychowywała się z matką i rodzeństwem, tworząc niewielką grupkę niezwykłych istot. Żyli i polowali wspólnie, dopóki dzieci nie osiągnęły samodzielności. Potem, jak działo się w każdym pokoleniu od zawsze, każde rozeszło się w swoją stronę, by znaleźć swój własny skrawek terenu i samotnie stawiać czoła kaprysom gór. Młodej panterołaczce nie było łatwo. Choć takich istot było niewiele, wolne terytorium obfitujące w zwierzynę było rzadkością. Szczególnie od czasu, gdy w dziczy zaczęli pojawiać się ludzie. Nie osiedlali się tak wysoko, jak jej pobratymcy, ale zapuszczali się na tereny łowieckie zmiennokształtnych zabijając więcej, niż byli w stanie zjeść. Głód i desperacja przepędzały ją coraz niżej, daleko od bezpiecznych samotni.
Unikała obcych, wędrując nocą, a w ciągu dnia ukrywając się w zwierzęcej formie. Nie tylko ona z resztą. Coraz częściej podczas polowań wpadała na innych, podobnych sobie. Wreszcie chęć przeżycia zmusiła ją do okazyjnej współpracy z innymi wygłodniałymi. Łącznie było ich czworo, dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Początkowo działali dwójkami, rozchodząc się w swoich kierunkach, gdy tylko zdołali napełnić choć częściowo żołądki. Szybko zaczęli przełamywać pierwsze lody, wspierając się wzajemnie i spędzając we własnym towarzystwie coraz więcej czasu. Nie uciekali już do prowizorycznych legowisk tuż po jedzeniu. Życie w niewielkim stadzie wydawało się łatwiejsze i jakby nieco weselsze. Przyzwyczajonym do samotności zmiennokształtnym o mentalności śnieżnych panter ciężko było ustalić hierarchię i dochodziło do wielu spięć, zanim zaczęli się rzeczywiście wzajemnie szanować. Kierowani młodzieńczą ciekawością i nauczeni doświadczeniem, że grupa dawała bezpieczeństwo, zbliżali się coraz bardziej do ludzkich obozowisk. Pozwalali się czasem dojrzeć łowcom jednego z plemion, które uznali za najbardziej godne. Aż wreszcie zawędrowali wraz z nimi do osady, jednej z tych położonych najwyżej, doceniając ich odwagę, siłę i wytrwałość w surowym klimacie. Ludzie z chęcią przyjęli do swojego grona istoty pobłogosławione przez naturę zdolnością przemiany w groźnego drapieżnika, oferując im schronienie oraz godny ich szacunek w zamian za opiekę nad plemieniem. Nadali im imiona oraz status odpowiadające ich niezwykłości. Ta Której Łapy Są Ciche objęła przewodnictwo duchowe dzięki zdolnościom typowym dla szamanów. Ten Którego Kły Są Ostre zaczął przewodzić myśliwym, prowadząc ich na najlepsze tereny i samodzielnie powalając największe zwierzęta. Ten Który Rani Pazurem zajmował się leczeniem, dzięki umiejętności znajdowania najrzadszych ziół. Wspierał także Łapę, dzięki swojej dokładności mogąc wycinać na skórze żywych istot symbole ochronne. Ta Która Chodzi W Cętkach pilnowała poszanowania praw przodków i natury, w razie potrzeby wykonując wyroki wydane przez starszyznę i jej pobratymców. A ponieważ trafiła do pobożnego plemienia dobrych ludzi i rzadko musiała kierować na nich swoją broń, wspomagała Kła podczas polowań.
Opiekunowie okazali się długowieczni i dbali o swój nowy lud przez całe pokolenia. Ale nawet potężne duchy śnieżnych panter nie uchroniły ich od upływu czasu. Jednak zbyt pokochali swoje plemię, by porzucić je całkowicie. Po ich śmierci wśród noworodków zaczęli pojawiać się zmiennokształtni. Dzięki wstawiennictwu przodków Łapa, Cętka, Kieł i Pazur powrócili w nowych wcieleniach, wybrawszy wcześniej najsilniejsze dzieci i nasyciwszy je duchami bestii.

Tak w każdym razie brzmiałaby bardzo skrócona wersja legendy o przybyciu czterech opiekuńczych duchów w postaci panterołaków, zesłanych przez przodków by wspomóc górski lud. Swoją drogą, najpewniej mocno przekłamana w stosunku do rzeczywistości. Ale mniej-więcej taką poznała zaledwie kilkuletnia dziewczynka wiele, wiele pokoleń później. Na tle innych dzieci wyróżniały ją białe włosy oraz zwierzęce oczy, uszy i ogon. Przy jej narodzinach szamani nie wyczuli od niej ani śladu potencjału magicznego, więc ogłoszono ją nowym wcieleniem Tej Która Chodzi W Cętkach. Podobne jej niemowlęta pojawiały się zwykle w plemieniu co 100-200 lat. Ale wśród tego ludu nigdy nie było więcej niż czworo zmiennokształtnych. Gdy pojawiał się piąty, starszyzna ogłaszała oficjalnie, który z opiekunów zyskał nowe wcielenie, a poprzednie opuszczało znane sobie tereny.
Tak robiono od początku wspólnej historii śnieżnych panter i ludzi. A wytłumaczenie znalazło się bardzo proste - żadne z wcieleń nie było idealne, więc przodkowie w swojej mądrości zsyłali nowe, gdy zachodziła taka potrzeba, posiadające predyspozycje, które najlepiej przysłużą się w danym okresie plemieniu. Takie wyjaśnienia znacznie bardziej odpowiadały potrzebom Starszych, niż przypominanie pobratymcom, że samce panterołaków były równie jurne co egzotyczne i niewiele młodych kobiet im odmówiło, więc w końcu pojawiły się tego efekty, które odziedziczyły ogony z przeskokiem. Z tego samego powodu usiłowano zakazać pierwszym wcieleniom zbliżeń z ludźmi, gładko dorabiając do tego filozofię dotyczącą powinności zmiennokształtnych, powiązań między ich ciałami a duchami przodków oraz ogólnej bezużyteczności kobiet w ciąży. Bardzo szybko okazało się, że młode samce stawały się nerwowe a wręcz agresywne wobec wszystkiego, co żyło, gdy były zmuszane do dłuższego celibatu. Kobiety radziły sobie trochę lepiej, więc zakaz zniesiono tylko połowicznie. Takie zwyczaje utrzymały się do pojawienia się niniejszej Cętki i nic nie zapowiadało, aby cokolwiek miało się kiedykolwiek zmienić.
Tuż po urodzeniu i naznaczeniu niemowlęcia na kolejne wcielenie, poprzednia Cętka odeszła w góry. Nie było to wygnanie. Po prostu jej czas opieki nad plemieniem dobiegł końca. Reszta panterołaków podzieliła się obowiązkami czwartej z nich, która była jeszcze zbyt mała, by w ogóle zdawać sobie sprawę ze swojego położenia, czy interesować się czymkolwiek poza jedzeniem i spaniem. Rodzice z dumą oddali ją starszyźnie, zanim jeszcze była w stanie ich zapamiętać, czy w ogóle rozpoznawać. Nikt nie robił z tego faktu tragedii. Po prostu uważano, że zmiennokształtna powinna opiekować się całym plemieniem jednakowo, więc nie należało wtajemniczać jej, kto ją urodził. W kolejnych latach życia czekało ją też wiele nauki, a życie rodzinne tylko by ją niepotrzebnie rozpraszało. Gdy była na tyle duża, że mogła zacząć przyjmować pokarmy inne niż mleko wprowadziła się, a właściwie została wprowadzona do groty w zboczu góry, niewiele powyżej osady plemienia. Zamieszkała z pozostałymi trzema wcieleniami, by jak najszybciej dorosnąć do objęcia swoich obowiązków.

Młodziutka Cętka pozornie uczyła się wszystkiego z jednakowym zainteresowaniem. Przyswajała legendy swojego plemienia, teorię dotyczącą większości rytuałów, potrzebne przy każdym zaśpiewy. Uczyła się czytać i pisać, poznawała znaczenie run i wzorów, które były umieszczane na skórze większości członków plemienia za pomocą ostrego noża. Ale w rzeczywistości, gdy tylko oddalała się dostatecznie, by ani Łapa, ani Pazur nie mogli wytargać jej za uszy w ramach kary za brak uwagi, nie przejmowała się niczym z tego, co jeszcze chwilę wcześniej powtarzała z powagą. Zaraz za progiem pieczary zaczynały się te ciekawsze lekcje. Po prawdzie z każdym ze zmiennokształtnych ćwiczyła wszystkiego po trochu, ale najwięcej czasu spędzała w towarzystwie potężnie zbudowanego Kła, który uczył ją tropić, walczyć, polować. Pozowała dwójka też czasem trenowała z nią te mniej finezyjne zdolności, ale to główny łowczy był w tym temacie specjalistą. Dziewczynka uwielbiała te lekcje, które były dla niej w dużej mierze rozrywką. Początkowo trenowała tylko w osadzie, pod czujnym okiem starszyzny, którzy pilnowali przede wszystkim, by zmiennokształtni nie wciągali do "zabawy" z bronią lub pazurami przypadkowych członków plemienia. Bardzo surowo traktowali też naukę polowania z wykorzystaniem oswojonych zwierząt w charakterze ofiar. Cętka zaczęła więc szybko zdobywać potrzebne umiejętności, ćwicząc zakradanie się i skakanie na plecy Starszych, innych panterołaków, czy co bardziej surowych myśliwych. Początkowo nie zawsze reagowali pozytywnie, ale z czasem nawykli do jej dziwnych pomysłów. Irbisy nie dawały jej najmniejszych forów, spuszczając w zabawie solidne lanie, o ile usłyszeli ją, lub dała zrzucić się z ich ramion. Starsi wykorzystywali okazję, aby przymusić ją do nauki mniej rozrywkowych umiejętności, a myśliwi po prostu chwytali ją w locie i zimą wrzucali do najbliższej zaspy, latem zaś lądowała w najbliższym zbiorniku z wodą, lub była wynoszona na ramieniu jak jakiś tobołek i przekazywana Łapie.
Z czasem te zabawy i treningi zaczynały robić się niebezpieczne dla otoczenia. Cętka powoli przestawała być malutkim uroczym kociaczkiem o ząbkach jak igiełki, a zaczynała być coraz silniejszym podlotkiem, który wciąż myślał, że w zabawie nie musi się hamować. Wtedy Kieł na poważnie wprowadził broń do treningów młodszej kotki. Podsuwał jej głównie oręż nadający się do polowań. Szybko okazało się, że najlepiej czuła się z długą włócznią, chętnie wykorzystując drzewce jak zwykły kij. Wyruszała też z obstawą na coraz dłuższe wyprawy, podczas których ogoniasta podejmowała pierwsze próby prawdziwych polowań. Pokochała wycieczki w góry, szczególnie wspinaczkę po stromych skalnych ścianach. Bezczelnie wykorzystywała wtedy swoją zwinność, zostawiając opiekunów daleko w tyle, by nie mogli skutecznie strofować jej za niebezpieczne skoki i bieganie po śliskich głazach w pogoni za kozicami. Często po prostu doganiała je i uderzała po zadzie dłonią, czy łapą ze schowanymi pazurami, by potem ze śmiechem obserwować ich ucieczkę.

Długo przygotowywała się do dnia wejścia w dorosłość i przejęcia pełnych obowiązków wcielenia. Długi warkocz sięgał już wtedy jej pasa, a na czole od wielu lat czerniły się dwie wytatuowane kropki, symbolizujące dwa łączące się w niej aspekty. Jedyną skaryfikacją na jej ciele był gojący się romb na ramieniu, wykonany tylko po to, by upewnić się, że potrafiła dostatecznie zapanować nad sobą podczas bolesnego procesu ozdabiania.
Cętkę czekały dwie ważne próby, czy może raczej zadania. Najpierw musiała zdobyć kluczową część amuletu, nad którym starannie od kilku tygodni pracowali Łapa oraz Pazur. Nie pozwalali jej nawet zerknąć na swoją pracę. Tłumaczyli tą tajemnicę rytuałami, które miały nadać plecionej ozdobie moc. Dziewczyna miała pierwszy raz zobaczyć ją kilka dni po powrocie z pierwszej samodzielnej wyprawy łowieckiej. Nie mogła polować podczas niej na byle co. Po odprowadzeniu z osady, miała wyruszyć wysoko w góry, gdzie nie zapędzali się zwykle ludzcy myśliwi. Tam powinna odśpiewać modlitwę do przodków oraz surowych duchów natury i iść przed siebie, nie obierając żadnego celowego kierunku. Ot, gdzie tylko nogi by ją poniosły. A potem dopaść pierwsze zwierzę, które przecięłoby jej drogę. Ząb, róg lub pazur ofiary miał dopełnić szykowany dla niej artefakt.
Dziewczyna wykonała wszystko jak należało, ale przez swoje zamiłowanie do wspinaczki zapędziła się naprawdę wysoko. Długo nie mogła trafić na absolutnie żadną żywą istotę. Nawet durne gryzonie nie chciały przeciąć jej ścieżki. Już pierwszej samotnej nocy wyprawa straciła w oczach zmiennokształtnej wiele ze swojego uroku. Brakowało jej towarzystwa i poczucia bezpieczeństwa, jakie zapewniało spanie bok w bok z innym irbisem, czy jakimkolwiek członkiem plemienia. Trzeciego dnia, gdy zaczynała mieć wątpliwości, czy przodkowie nie dostrzegli w niej czegoś, co dyskwalifikowało ją jako wcielenie Tej Która Chodzi W Cętkach, zobaczyła dokładnie przed sobą, na wąskiej ścieżce, zaskoczone zwierzę. Dokładniej bardzo starą samicę śnieżnego lamparta. Przyszła opiekunka zawahała się na chwilę, ale groźnie wyszczerzone zęby przeciwnika uświadomiły ją, że nieszczególnie miała wybór. Pochwaliła się własnymi, wcale nie mniejszymi kłami, po czym zaczęło się polowanie. Młodość i zabrana z osady włócznia pozwoliły jej zakończyć spotkanie zwycięstwem. Za pomocą noża wydobyła z pyska powalonego drapieżnika największy z zakrzywionych zębów, owinęła go starannie w miękką skórkę i schowała do sakiewki przy pasie. Potem przesunęła jeszcze dłonią po karku lamparta, szepcząc pod nosem modlitwę do przodków. Z zaskoczeniem wyczuła pod palcami coś jakby kilka splecionych rzemyków, przyjrzała się więc bliżej ciału. Dokładne oględziny odkryły nie tylko zniszczoną, plecioną obrożę, ale też delikatne zgrubienia tu i ówdzie na kocim ciele, w których dziewczyna rozpoznała celowe wzory oraz kilka znanych jej run. Po takim odkryciu, dziewczyna przeraziła się nie na żarty i do osady wracała najszybciej, jak mogła.
Na miejscu wpadła do jaskini przeznaczonej na potrzeby zmiennokształtnych i rzuciła się z płaczem na szyję Łapy. Dłuższą chwilę zajęło wyciągnięcie z Cętki sensownych informacji, ale gdy wreszcie się to udało, starsza z kobiet uściskała mocno drugą i zaczęła ją uspokajać. Młodziutka opiekunka była przekonana, że zrobiła coś złego, zabijając innego panterołaka. Szamanka długo i spokojnie tłumaczyła, że przypadkowe upolowanie dawnego wcielenia nie było zbrodnią. A że była to pierwsza samodzielnie upolowana ofiara, poprawiało tylko całą sytuację. Wróżyło to młodej ogoniastej niesamowite życie. Nie dało się poznać w ten sposób zbyt wielu konkretów, ale wróżba zdecydowanie należała do tych dobrych. Dziewczyna oddała towarzyszce kieł, by ta mogła dokończyć amulet i, znacznie spokojniejsza, poszła szukać Kła, by pomógł jej przygotować się do kolejnego zadania, które miało czekać ją podczas ceremonii wejścia w dorosłość.

Kilka dni później Cętka klęczała na sporym płaskim głazie umieszczonym na umownym środku osady, wokół którego zebrało się całe plemię. Jak przy każdym rytuale tego typu, czwórka zwierzołaków była nago, troje starszych panterołaków miało tylko swoje własne amulety, a Łapa trzymała drewniane pudełko z czwartym. Wszyscy zmiennokształtni mieli wymalowane na niemal całym ciele ciemne cętki oraz jasne runy. Kieł warknął cicho i poruszył ogonem, by uzmysłowić głównej zainteresowanej, że pozwalała wszystkim zobaczyć swoje zdenerwowanie, a jednocześnie psuła powagę sytuacji, zamiatając własną kitą po skale. Dziewczyna natychmiast zamarła w bezruchu i skupiła się na stojącym przed nią Pazurze, trzymającym w dłoni ostry nóż. Mężczyzna położył dłoń na jej mostku, by ocenić wielkość wzoru, który miał wykonać, a potem zaczął ciąć. Całym zadaniem młodego wcielenia było pozostać w bezruchu i starać się nie pokazać po sobie bólu. Wycinanie ozdobnego odcisku łapy wielkiego kota było czasochłonne, ale dziewczyna trzymała się całkiem dobrze. Zniosła nawet moment oderwania szerszego pasa skóry z obrysu wzoru. Tylko stojący najbliżej Pazur usłyszał, jak z syknięciem wciągnęła powietrze przez zęby. Później zostały już tylko cztery głębokie linie mające imitować ślady pazurów. Trzy linie wykonali kolejno zmiennokształtni, ostatnią, z drobną pomocą, sama Cętka.
Dziewczyna zdołała zachować względny spokój przez cały proces powstawania symbolu typowego dla jej wcielenia. Dzięki temu została oficjalnie uznana za godną następczynię Tej Która Chodzi W Cętkach. Ostatnią oficjalną częścią rytuału było założenie jej na szyję przygotowanego przez szamanów amuletu i zabarwienie znajdujących się na nim koralików z wyciętymi runami jej krwią. Tym razem cała trójka zmiennokształtnych stanęła tuż przed nią i, wykorzystując świeżą ranę na jej piersi, smarowała czerwienią symbole na plecionce, szepcząc pod nosem odpowiednie formuły. Gdy skończyli, resztką "farbki" z palców pokryli własne usta. A potem, na przyzwalające skinienie Łapy, Cętka zerwała się z miejsca i uściskała mocno każdego z towarzyszy już jako oficjalna, dorosła opiekunka plemienia.

Osiągnięcie dorosłości nie zmieniło w jej życiu tak wiele, jak można było się spodziewać. Wciąż spędzała dnie ćwicząc, polując, powtarzając z Łapą i Pazurem do znudzenia teorię dotyczącą wszystkiego, co sami wiedzieli. Cała różnica sprowadzała się do raptem kilku elementów.
Po pierwsze: nie musiała się już rozbierać, gdy chciała zmienić postać. Amulet otrzymany podczas wejścia w dorosłość pozwalał na przemianę wraz ze wszystkim, co było pochodzenia zwierzęcego lub roślinnego. Co wcale nie oznaczało, że zaniechała takich praktyk. O ile warunki na to pozwalały, zdecydowanie wolała pozbywać się ubrań, zanim zaczęła porastać futrem.
Po drugie: nie wypadało jej już bawić się tak, jak w dzieciństwie. Co wcale jej nie ograniczało. Poważniała tylko, gdy wymagała tego sytuacja, ale absolutnie nie zamierzała rezygnować z udawanego polowania na towarzyszy, czy drażnienia Kła, a potem uciekania przed nim przez całą osadę.
Po trzecie: zyskała dodatkowe obowiązki. Brała pełny udział w rytuałach i świętach. Często ona i Kieł rozdzielali się i dołączali do dwóch różnych grup łowieckich. Czasem eskortowała pojedynczych współplemieńców, którzy parali się handlem z ludźmi z zewnątrz. Ale przede wszystkim zaczęła egzekwować wyroki, jeśli ktoś złamał prawa przodków lub natury. Większość czasu traktowała to jako nudną, trochę przykrą konieczność. Zwykle ograniczało się to do przypilnowania, aby winny stawił się przed starszyzną i wysłuchał publicznej nagany połączonej z niezbyt dotkliwą karą cielesną. Rzadziej musiała dopilnować, by została złożona stosowna ofiara. Bywało też, że musiała osobiście wymierzyć znacznie wyższą karę. Pierwszy raz, kiedy Cętka miała zapolować na człowieka był dla niej niezwykle ciężki. Znała z imienia wszystkich członków plemienia, więc sama myśl o pozbawieniu jednego z nich życia i wycięciu na jego sercu runy, która miała uwięzić ducha, odrzucała zmiennokształtną. Ale zrobiła wszystko, czego od niej wymagano. Włącznie z nasmarowaniem na wysokości oczu szerokiego, ciemnego pasa z popiołu uzyskanego po spaleniu odpowiedniej mieszanki ziół. W taki sposób ukazała się kilka razy skazanemu by miał świadomość swojego losu, zanim dopadła go za granicą osady. Później przez kilka dni chodziła przygaszona i unikała ludzi, co było dla niej bardzo nietypowym zachowaniem. Zaakceptowała w pełni swoje obowiązki dopiero przy trzeciej ofierze, a i to nie bez powodu.
Niechętnie wyruszyła z jaskini, z poczernioną twarzą, by znaleźć skazańca i zgodnie z tradycją uświadomić go o zbliżającej się przyszłości. Wytropienie mężczyzny nie było takie łatwe. Współplemieńcy unikali jej jak ognia, gdy nosiła charakterystyczny malunek. Wierzono, że nawet patrzenie na wcielenie szykujące się do egzekucji przynosiło pecha. Ogoniasta trafiła na poszukiwanego w dziczy, spory kawałek od ludzkich siedzib. Nie był sam, odnalazła go tylko dzięki urwanemu krzykowi przerażonej kobiety, którą próbował posiąść gwałtem. Właściwie nawet nie kobiety, a dziewczynki, która dopiero wchodziła w dorosłość. Cętka zrozumiała wtedy, że wyznaczane jej ofiary wcale nie były biednymi niewiniątkami, którym powinęła się noga. Zasługiwali w pełni na wszystko, co miało ich spotkać. Bez większego namysłu odpędziła mężczyznę i, upewniwszy się, że poszkodowana była w stanie sama dotrzeć do osady, rzuciła się za nim biegiem. Tradycja nakazywała, aby ukazała się skazańcowi przynajmniej trzykrotnie. Więc trzy razy zabiegła mu drogę w ludzkiej postaci, szczerząc zęby i pozwalając, by dobrze przyjrzał się czerni na jej twarzy. A potem dopadła go, już w ciele zwierzęcia i potraktowała dokładnie tak, jak według niej powinna. Zabawa w kotka i myszkę trwała dobre kilka godzin, aż panterze nie znudziła się obserwacja broczącego krwią człowieka, próbującego odpełznąć na kolanach jak najdalej od zagrożenia. Wtedy znów stała się człowiekiem i dobiła ofiarę, po czym oznaczyła jej serce runą i wycięła. Tym razem po odniesieniu organu jako dowodu dopełnionego zadania nie siedziała skulona w kącie jaskini, ani nie wybrała się na samotny spacer w góry. Zmyła wszelkie ślady po egzekucji i ruszyła do osady świętować.

Lata mijały powoli, nieubłaganie i zasadniczo nudno. Czasem Cętka zastanawiała się, czy kieł zwisający z jej szyi nie był przypadkiem jakąś pomyłką. Zdecydowanie nie mogła nazwać swojego życia niesamowitym. Wykonywała swoje obowiązki, w wolnych chwilach bawiła się. Nawet skaryfikacje pokrywające jej ciało zagoiły się już dawno bez jakichkolwiek problemów. Znaczy bez innych niż te wywoływane celowo, by blizny były odpowiednio widoczne. Zmiennokształtna obserwowała pojawianie się i śmierć kolejnych pokoleń. Poznała na pamięć chyba wszystkie dostępne górskie szlaki. Nawet eskortowanie ludzi na spotkanie z kupcami straciło już większość swojego uroku. Nie zwracała już nawet uwagi na zaskoczone spojrzenia obcych przeskakujące od kocich uszu do puchatego ogona. Ot, dzień jak każdy.
Wszystko zmieniło się, gdy jednego dnia wróciła z polowania z Kłem tylko po to, by zastać czekających na nich po drodze zmartwionych Pazura i Łapę. Dowiedziała się wtedy, że w plemieniu pojawił się nowy panterołak. Maleńka samiczka, od której nie można było wyczuć ani krztyny magii. Cętka, najmłodsza z całej czwórki, poczuła się, jakby ktoś zdzielił ją maczugą przez łeb i potem kuc poprawił z kopyta. Całe życie powtarzano jej, że taki dzień nadejdzie, ale nie spodziewała się, że będzie to tak szybko. W końcu raptem dwa dni wcześniej znudzona obserwowała dobijanie targu z kilkoma obcymi, pochodzącymi zza morza. Barbarzyńcy nie mówili językiem jej plemienia, ale na szczęście kilku mężczyzn z osady potrafiło dogadać się z nimi w ich świszczącym dialekcie. Nawet zdzieliła jednego z nich po łapach za próbę chwycenia jej za ogon.
A teraz tak po prostu miała zebrać się i opuścić znajome tereny.
Na przygotowania miała trzy dni, podczas których całkowicie porzuciła dotychczasowe obowiązki, skupiając się na czekającej ją przyszłości. Dziwnie było obserwować jak mężczyźni ruszyli na spotkanie z kupcami bez niej. Większość ludzi udawało, że nie widziało zwierzołaczki snującej się bez sensu po osadzie. W końcu znano już nową Cętkę, więc ona mogła równie dobrze nie istnieć.
Po ustalonym czasie kobieta odwiedziła rodzinę, w której pojawiła się maleńka zmiennokształtna i, zgodnie z tradycją, zmówiła nad niemowlęciem modlitwę z prośbą o błogosławieństwo dla niej. A potem poprawiła swój niewielki dobytek i ruszyła w nieznane.

Nie uszła daleko, raptem pół dnia od osady, gdy trafiła na sześciu obcych. Kilku nawet rozpoznała jako kupców, którzy próbowali sprawdzić puchatość jej ogona. Przepaść językowa nie stanowiła w tym przypadku problemu. Kiedy spróbowała wyminąć nieznajomych, wycelowali w nią z kusz. Doszło nawet do niewielkiej szarpaniny, ale przewaga liczebna po stronie ludzi sprawiła, że ogoniasta ocknęła się w ciasnej klatce na turkoczącym z cicha wozie. Szyję, nadgarstki i kostki ozdabiały gustowne stalowe obręcze połączone mocnym łańcuchem. Porywacze ani myśleli ryzykować. Oprócz niej, w podobnych zamknięciach znajdowało się jeszcze kilku ludzi. Jeden z nich potrafił nawet przetłumaczyć słowa obcych.
Dzięki temu dowiedziała się, że mieli pokonać część drogi statkiem. Wszyscy oprócz niej mieli zostać sprzedani w miejscu o nazwie Mauria. Ją postanowiono sprzedać komuś "specjalnemu". Nazwiska rzekomego kupca nie poznała, ale też nie obchodziło jej ani trochę. Istotniejsze okazały się informacje, że porywacze wydawali się go bać, a przynajmniej darzyć ogromnym szacunkiem. Reszta zdobytej wiedzy była mniej niż bezużyteczna. W końcu co za różnica, czy uważali ją za "unikat", czy ktośtam będzie zadowolony i ile rzekomo miała być warta?
Do wybrzeża dotarli zaskakująco szybko. Handlarze niewolnikami woleli nie ryzykować nadmiernie, więc popędzali krępe górskie koniki do szalonego tempa, zasłoniwszy klatki na wozach ciężkimi plandekami. Na statku nie poświęcali swojemu towarowi najmniejszej uwagi. Tyle tylko, aby nikt nie padł z głodu, czy pragnienia. Rejs trwał kilka dni i zakończył się bardzo podobnie, jak zaczął - ukryciem żywego towaru pod grubym materiałem. Cętka nie miała więc okazji zobaczyć morza ani w ojczyźnie, ani na kontynencie. Do sześciu porywaczy dołączyła druga grupka, która miała w odpowiednim momencie oddzielić się i zawieźć zwykłych ludzi do ich celu podróży. Nietypowego panterołaka bandyci postanowili transportować osobiście.
Po paru dniach podróży na wschód, niewielka karawana rozdzieliła się. Większość odbiła na północ. Zmiennokształtna zdążyła jeszcze dowiedzieć się od znającego barbarzyński dialekt nazywany lokalnie "wspólnym", że miała wyminąć jakieś góry i odbić na południowy wschód. A potem jej klatkę przerzucono wraz z niewielkim dobytkiem na mniejszy wóz i zaczęła się najbardziej samotna dla Cętki część podróży. W końcu towarzyszyło jej tylko sześciu handlarzy żywizną, którzy mimo wszystko nie wydawali się fascynującymi kompanami.

Dane gracza: Cętka

Nazwa użytkownika:
Cętka
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Finua, Kelisha, Alia, Ieldarisa, Rakell,
Martwe postacie:
Sena
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
N lis 05, 2017 9:08 pm
Ostatnia wizyta:
Wt gru 12, 2017 6:20 am
Liczba postów:
3 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.08 posty dziennie)
Ostatni post:
Nie masz z kim pisać?
N gru 03, 2017 3:30 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 66.67% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 33.33% postów użytkownika)
cron