Profil użytkownika Hanti

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Hanti Yanviel
Rasa: Upadła anielica
Wiek: 566 lat [wygląda i czuje się na 25]


Aura

Niezbyt silna aura niepokoi swą silną rubinową poświatą, nasilającą się i słabnącą co porównać by można do wybuchającego wulkanu, z którego lawa pokrywa całą powłokę łącznie z ametystowym strumyczkiem niemającym szans, by przetrwać. Po chwili wszystko znika i pojawia się żelazna zbroja o kobaltowych konturach. Przyozdobiona rzeźbionymi skrzydłami w kolorze miedzi. Nie towarzyszy temu żaden dźwięk, co może zdziwić przy tak mocnych oddziaływaniach. Jednak woń siarki odwraca uwagę, zwłaszcza że można wyczuć strasznie słabą i wciąż słabnącą woń lilli. Emanacja w dotyku jest bardzo twarda, prawie nie do złamania, mimo to nadal bardzo elastyczna, o czym świadczą jej śmiałe ruchy przypominające coś w rodzaju prób wzniesienia się ponad chmury, podczas gdy coś nieustannie ciągnie w dół. Przy czytaniu emanacji trzeba być dość ostrożnym, ponieważ niespodziewanie może zmienić swą fakturę na pełną ostrych nacięć, których nawet nie widać, a które z powodzeniem mogłyby porządnie zranić. Niektórych, głównie tych bardziej niebezpiecznych, bo większych nie zawsze zdoła się zauważyć z powodu, iż aura została udekorowana białymi, aksamitnymi piórkami, pełniącymi funkcję przykrywki, które po dobrym wypełnieniu swego zadania ukazują swój prawdziwy odcień, czarny. W smaku zaś lepka, koszmarnie lepka, niepozwalającą o sobie zapomnieć.


Wygląd

Wzrostu przeciętnego, zamykającego się w granicach jednego metra i siedemdziesięciu centymetrów, co nie czyni z niej ani niziołka, ani dryblaski. Zwłaszcza, że gabarytom nie dorównuje nawet krasnoludowi. Za czasów białych skrzydeł Hanti była niewysoką, szczupłą istotą, o ponadprzeciętnej urodzie, której mogły jej pozazdrościć inne anielice. Po Upadku niewiele się zmieniło, głównie dlatego, że chwili tej nie towarzyszyły żadne, potężne grzechy. Ot zwyczajne przyznanie racji bratu i ucieczka za mury Planów Niebiańskich bez jakiejkolwiek wiadomości. To sprawiło, że dziewczyna ucierpiała tylko na charakterze, zachowując swoje naturalne piękno. Trochę zmian jednak się pojawiło. Jedną z nich jest skóra. Wcześniej blada, jak papier Hanti, dziś może chwalić się lekką opalenizną wyrobioną pod Alarańskim słońcem i w żarze Piekła. Gładka i miękka w dotyku, pozbawiona jest niedoskonałości, takich jak zmarszczki, blizny, czy nawet niechciane pieprzyki. Niektórym mogłoby się zdawać, że znalazło kobietę o idealnych proporcjach. Hanti ma talię osy, ułożoną w połowie drogi z szerszych bioder do pełnych, kobiecych piersi i barków. Choć dużo ćwiczyła, drobna budowa ciała nie pozwoliła jej wychodować ogromnych mięśni. Nie oznacza to jednak, że jest całkowicie bezsilna. Smukłe ramiona kryją w sobie siłę zdolną wyrwać ją z kłopotów. Dużym atutem Upadłej są jej nogi, długie, jak u gazeli, z pięknymi kolanami i łydkami. Twarz pełna wdzięku, otoczona burzą czarnych włosów i podkreślona stanowczymi rysami. Usta wąskie i soczyście czerwone, będące odmianą, gdyby ktoś miał już dosyć jej diabelskiego spojrzenia. Z jej oczu bije prawdziwy żar, choć tęczówki są czarne, jak głębiny jezior. Z pleców wyrasta jej para skrzydeł, a wszystko owija ciemny jedwab, ciągnący się przez jej ciało niczym wielka chusta, przybierając wygląd kusego stroju kurtyzany. Dodatkowo Hanti obwiesza się złotem. Bransolety z tego kruszcu zdobią jej dłonie, stopy, nogi, głowę, a nawet górną część skrzydeł. Porusza się z dworską gracją, nie zniżając się do odruchów pospulstwa. Wszędzie jednak można spotkać ją z bronią, długą włócznią.


Charakter

Dawniej wierna zasadom, gotowa zginąć za ideały głoszone przez Najwyższego i inne anioły w odwiecznej walce Nieba z Piekłem. Lojalna w każdym calu, nauczona poświęcać siebie w imię wiekszego dobra. Bezinteresowna, uczciwa i honorowa, te cechy już do niej nie powrócą, zastąpione przez pychę, bunt i przesadną pewność siebie. Taka stała się Hanti po "straszliwym" upadku, jak nazywa to dziewiędziesiąt procent anielskiego społeczeństwa. W rzeczywistości dziewczyna uwolniła się spod ciasnego, krępującego wolność schematu, zabraniającego jej samodzielnie myśleć. Odzyskała utraconą wolność, przez tyle lat nawet nie wiedząc, że została jej ona odebrana. A wszystko przez odwagę jej brata. Dzięki nowemu spojrzeniu na świat była wojowniczka niebios została w końcu panią swojego losu. Zniknęły wszelkie opory i poszanowanie dla życia. W niebie nauczono ją jak zabijać, lecz to życie po Upadku przygotowało ją na najgorsze. Obecnie Hanti jest pewniejsza siebie, zna swoją wartość i to do czego jest zdolna. Sama wytycza sobie ścieżki, a trudności, które się na niej pojawią najczęściej omija, gdyż pozostało w niej trochę dawnej wrażliwości. Głupotą jednak jest sprawdzenie jej, czy ma odwagę zabić. Jeśli musi, zrobi to bez mrugnięcia okiem i wyrzutów sumienia. Zdarza się jej także kłamać i kantować, nie widzi w tym nic złego, w końcu Najwyższy też nie mówi aniołom wszystkiego, wiele spraw zataja lub tłumaczy na swój własny, niezrozumiały sposób. I to właśnie dlatego wielu decyduje się upaść. Hanti nienawidzi bezczynności i stania w miejscu, nie jest już tą przykładną uczennicą z niebiańskiej szkoły, jako wolna istota chce osiągnąć coś w życiu, tyle, że nie lubi na to czekać, ani się zbytnio wychylać przed szereg. Ten typ już tak ma. Pomoże komuś tylko wtedy, kiedy sama widzi korzyści, nie boi się działać na własną rękę, ale lepiej się czuje w towarzystwie. Daleko jej do bycia okrutną, nienawidzącą świata, chodzącą śmiercią. Potrafi dostrzec piękno, okazać litość lub spełnić dobry uczynek. Tyle, że zawsze dzieje się to po miesiącu solidnego grzeszenia.

Atrybuty

Krzepa:Raczej wytrwały, Odporny,
Zwinność:Bardzo zręczny, Szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok,
Umysł:Bystry, B. silna wola,
Prezencja:Piękny,

Cechy specjalne

Latanie [D]Ta zasługa przypada parze czarnych (niegdyś białych) skrzydeł, które wyrastają jej z pleców. Stanowią one ważną część Hanti, przypominają jej nie tylko dawne czasy, ale też pomagają w pokonywaniu trudności dnia codziennego. Skrzydła te potrafią ją bowiem nieść przez wiele mil, stanowią idealne okrycie i odstraszają ciekawskich. Nigdy bowiem nie wiadomo, do czego zdolna jest Upadła. Najważniejszą z ich funkcji jest jednak wspomniany wyżej lot. Bez nich Hanti musiałaby jeździć konno lub iść wszędzie piechotą, a nie jest to najwygodniejszy sposób podróżowania.
Regeneracja [D]Dar jeszcze z czasów niebiańskich, pozwalający dziewczynie przeżyć po odniesieniu ciężkich ran. Ulega jej nie tylko skóra i płytkie warstwy mięśni (skaleczenia nożem to pestka), ale też organy wewnętrzne i kości. Zależnie jednak od obrażeń, wydłuża się czas samoleczenie. Warunkiem na jego spełnienie jest jednak światło księżyca pod każdą postacią (odwrotnie niż u aniołów, one leczą się słońcem).

Umiejętności

Walka włócznią [W]
Przetrwanie [O]
Niebianologia [W]
Piekielnologia [O]
Prawo [O]
Medycyna [P]
Anatomia [O]
Pisanie i czytanie [W]
Bestiologia [O]
Taniec [W]
Etykieta [O]
Polowanie [W]
Naturianizm [O]
Meteorologia [P]
Wiedza o światach [O]

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

Dzieciństwo miałam jak najbardziej udane i szczęśliwe, pozbawione zmartwień i gorzkich cierpień. Razem z Dantalianem harcowaliśmy całymi dniami, dokazując i rywalizując między sobą w każdej dziedzinie życia. Pamiętam, że zawsze starałam się być lepsza od niego we wszystkim, co robiliśmy, lecz zawsze kończyło się tylko na tych staraniach. Mój brat był nie do pokonania, co dodatkowo podkreślał na każdym kroku. Nie mogę powiedzieć, że się w jakimś stopniu nademną znęcał, ale zawsze kiedy wygrał ze mną wyścig lub pokonał mnie w walce lubił mi to wypominać przez najbliższe kilka dni. Czasami miałam już tego dosyć. Pocieszające w tym wszystkim była moja wyższość w wierze. W przeciwieństwie do brata, byłam wzorową uczennicą i chłonęłam wszelką wiedzę jak gąbkę, czego nie można było powiedzieć o nim. Dante wolał dbać o kondycję, często opuszczał nauki w świątyniach, a arenę i szkołę palladynów można było nazwać jego drugim domem. Czasami się zastanaeiam czy to nie przez to spotkał go taki, a nie inny los. Mój brat lubił bowiem improwizować i wszystko robić po swojemu, negował większość zasad i praw obowiązujących w niebie. Kiedy ja modliłam się do Najwyższego, on w tym samym czasie przeszkadzał mi i próbował od tego odciągnąć. Świat postrzegał inaczej niż ja, a z biegiem lat wcale mu to nie minęło. Mogę rzec, że wszystko stanęło na głowie. Pewnego dnia nakryłam Dantego w domowej bibliotece nad porwanymi książkami o wierze i naukach Najwyższego, po których mazał, skreślał jedne zdania i dopisywał nowe. Chciałam rzucić się wprzód i go powstrzymać, lecz on pierwszy zareagował i przypadł do mnie, zmuszając do zachowania milczenia. To właśnie wtedy wyjawił mi swój światopogląd, przedstawił racje, których nigdy nie poruszaliśmy w Niebie oraz podważył autorytet naszego stwórcy. Oniemiałam i zapragnęłam stamtąd uciec. Zdałam sobie sprawę, że to nie jest mój bliźniak, tylko ktoś obcy. Racja nasza wiara mocno się różniła, ale nigdy nie podejrzewałabym go o coś takiego. To było jawne świętokradztwo. Dante postawił mnie pod ścianą i dokończył swoje myśli, a ja zastanawiałam się jak uciec i poinformować o tym kogokolwiek.

Po odejściu Dantaliana długo dochodziłam do siebie, próbując posklejać rozbite na kawałki serce. Sama, w pustym domu, otoczona cieniami przeszłości i teraźniejszości, snułam się między nimi nie wiedząc co ze sobą zrobić. Siedzieć i płakać czy rzucić się na ojcowski miecz. W jednej chwili ład i spokój mojego życia zastąpił strach o niepewne jutro. Jedynie Najwyższy wiedział co mnie czeka, choć i ta myśl w żaden sposób mnie nie pocieszała. Strata brata była zbyt bolesna bym mogła skupić się na czymś innym niż panikowaniu. Zwłaszcza, że straciłam go na własne życzenie. Nie mogłam jednak postąpić inaczej. Łaska Najwyższego dała nam życie, więc nie mieliśmy prawa występować przeciwko niemu, nawet jeśli Jego słowo zaczynało padać między ciernie w naszych umysłach. A przynajmniej kiedyś tak uważałam. Nie do końca wiem, co Dante chciał osiągnąć występując przeciw władzy Pana, ale nie spotkało się to z wielkim poparciem wśród aniołów. Odwrócili się od niego nawet tacy, którzy są obserwowani, gdyż ich myśli zrodziły cień zwątpienia, a którym chciano dać jeszcze jedną szansę. Koniec końców Dantalian został z tym zupełnie sam i niczym fanatyk rzucił wszystko na jedną szalę. Nie chcę nawet myśleć, co by się stało gdybym nie wyznała jego grzechów w obawie o przyszłość. Do dziś, nawet po Upadku, dręczą mnie wyrzuty sumienia za tą zdradę, której się dopuściłam przeciwko Dantemu. W końcu był on nie tylko moim bratem, był moim bliźniakiem, a ja niemal jego sobowtórem. Znaliśmy się na wylot jak łyse konie, dzieliliśmy smutki, radość, gniew, rozumieliśmy się bez słów i wszystko robiliśmy razem. Tylko jemu potrafiłam się zwierzać, nawet z najmocniej skrywanych sekretów. W dniu, kiedy odszedł myślałam, że to koniec, że mój świat rozpadł się na dobre. Do czasu, aż postanowiłam pójść za nim. Kiedy w końcu przestałam się nad sobą użalać, każdy dzień spędzałam u bram pałacu Najwyższego domagając się audiencji, podczas których błagałam go o szansę dla Dantaliana i odpuszczenia mu grzechu. Wiedziałam, że została w nim iskra dobra, wystarczyło ją rozbudzić, lecz moje błagania padały jak grochem o ścianę. Najwyższy nie chciał słyszeć o moim bracie, uznał go za  heretyka, który ma wielkie szczęście, że zdołał uciec przed unicestwieniem. Wtedy to zrozumiałam, że wszystko ma swoje granice. Nawet Jego miłosierdzie. Tak mijały miesiące, może nawet lata, a jedyne na co się odważałam to spowalnianie palladyńskich wypraw do Alaranii w celu odnalezienia i wytępienia sług Piekła. Wiedziałam, że wśród nich jest Dante i nie chciałam, by go zamordowano. Nawet jeśli rozdzieliła nas bariera światów i poglądów. Jego upadek nie był dla mnie żadną podstawą, by przestać go szczerze kochać i jak się nad tym zastanowić, to dzięki tej miłości upadłam także ja. Nie mogąc dłużej tego znieść, zwłaszcza, że więź między nami ani na moment nie została zatarta, a ból rozłąki przybierał na sile, postanowiłam uciec z Planów Niebiańskich, by odszukać Dantaliana.

Ze słonecznych pól tonącego w świetle miasta, którego wieże zdawały się rozdzierać niebo, trafiłam na skaliste wydmy spływające rozgrzaną do białości magmą. W jednej chwili błękit niebiańskiego firnamentu przekształcił się w bezkresną czeluść ziejącą ogniem i wyrzucającą z siebie chmury trującej siarki. Towarzyszyły temu tajemnicze krzyki, które docierały do mnie ze znacznym opóźnieniem, jakby zamknięto mnie w bańce pochłaniającej zrąbki czasu. Wokół mnie nie było ani jednej żywej duszy, jak okiem sięgnąć pustka, nakrapiana co jakiś czas ostrymi, przypruszonymi popiołem skałami. Mówiąc szczerze nie tego spodziewałam się podczas Upadku, wyobrażałam go sobie znacznie wynioślej. Po pierwsze rzeki krwi pełne ciał i wzgórza z ludzkich kości. Po drugie zamek w największej z dolin, bijący w bezkresne niebo słupami ognia i czarnego dymu i otoczony morzem lawy. Po trzecie sznur potępionych, jednej ogromnej lini z ciał istot skutych łańcuchem, których męka dopiero miała się zacząć. No i po czwarte zastępy diabłów, których aura miażdży już samą swoją siłą i zmusza do uległości prawowitym panom Piekielnych Czeluści. Na całe szczęście, czy też raczej pech, na to ostatnie długo nie czekałam. Ledwie podniosłam się z ziemii i wyciągnęłam z rozgrzanego piasku swoją włócznię, zza skał wyskoczyło na mnie trzech rogatych, szczerząc się do mnie jak do kurtyzany i obracając w palcach długie noże do patroszenia zwierząt z ząbkowanymi ostrzami. Z ich postawy od razu wywnioskowałam, że to mało znaczące byty, w niczym nie przypominające czerwonoskórych gór mięsa o barkach szerokich niczym pień, ogromnych rogach i czystej nienawiści kipiącej z oczu, jakich znałam z licznych ksiąg z niebiańskiej biblioteki. Najwyraźniej prawo silniejszego, panujące w ich świecie postanowili przetrwać razem, gdyż osobno na pewno polegliby w starciu z potężniejszymi pomiotami. Mimo to zafascynowali mnie od pierwszej chwili ponieważ byli pierwszymi diabłami, które miałam okazję oglądać z bliska bez wcześniejszej konieczności wydarcia im serc. Właśnie ta myśl sprawiła, że odruchowo spojrzałam przez ramię na parę kruczoczarnych skrzydeł, niegdyś śnieżnobiałych, anielskich atrybutów oraz na swoją broń, która kiedyś była srebrną włócznią szanującej się anielicy. Dziś przybrała ona barwę obsydianu. Zaczęłam się zastanawiać, co jeszcze uległo we mnie zmianie, ale na pierwszy rzut oka nie było tego zbyt wiele. Najwyraźniej moja miłość do brata wystarczyła za argument Magii, aby ta nie oszpecała mnie podczas Upadku. Nie raz słyszałam, że anioły potrafiły mutować w zależności od grzechu jakiego się dopóściły. Na całe szczęście mnie udało się wywinąć, więc wciąż mogłam o sobie mówić "piękna", a rozbiegany wzrok napotkanych diabłów dodatkowo to potwierdzał. Po wymianie z nimi wstępnych grzeczności, takich jak powitanie, przedstawienie się i opowiedzeniu krótkiej historii o zejściu do Piekła poprosiłam ich o zaprowadzenie mnie do najbliższego władcy czy kogo tam mieli do pilnowania porządku. Do dziś nie wiem czemu poprostu nie uciekłam stamtąd i nie poprosiłam Najwyższego o wybaczenie. Po prostu coś mnie tam ciągnęło, a moja dawna anielska niewinność wyparowała w oka mgnieniu. Znaczyło to tyle, że byłam już pełnoprawną Upadłą.

Moi przewodnicy okazali się bardzo pomocni w tej kwestii. Nie dość, że zaprowadzili mnie do największego siedliska Piekielnych, to jeszcze opowiedzieli mi o panującym tam prawie, hierarchi, a nawet tradycjach, obyczajach i zasadach postępowania w różnych sytuacjach. To sprawiło, że widok wielkiego leju kamiennych domów, między którymi przechadzały się tłumy pomiotów, przyjęłam raczej z ulgą niż skręcającym kiszki strachem. Wciąż jednak pozostawałam nieufna, a broń trzymałam w pogotowiu. Tak na wszelki wypadek. I dobrze postąpiłam, gdyż następne kilka godzin w tym mieście nie wspominam zbyt dobrze. Moi towarzysze wyprowadzili mnie na jedną z cofniętych od miasta ulic, gdzie najwidoczniej mieszkali, o czym poinformowało mnie ich ogólne odprężenie i swoboda ruchów. Rozmawiali między sobą otwarcie i głośno, w dialekcie Piekła, którego słów w żadnym stopniu nie rozumiałam. Nie było też takiej potrzeby, gdyż wszystko powiedziały mi gesty. Celem naszego marszu okazała się obszerna karczma wypełniona diabłami i pokusami, oddających się przyjemności. Doprawdy niewiele tam brakowało, by każdy z każdym zaczął uprawiać miłość. Nagle z tego zapitego i cuchnącego siarką tłumu podeszła do mnie jedna z kurtyzan, wysoka pokusa w czarnej, kusej spódnicy, która ujęła mnie za twarz i dokładnie obejrzała, zatrzymując wzrok na zwieńczeniu moich ud. Następnie wykrzyczała coś do diabłów, a oni w oka mgnieniu mnie rozbroili i przyparli do ściany, szczerząc się i rechocząc razem z tłumem. Poczułam się jak szmaciana lalka i taką miałam się stać, gdy podszedł do mnie jeden z rogatych mięśniaków, bawiąc się wisiorkiem z anielskich piór. Wtedy zrozumiałam, o co tu chodzi i gdzie tak naprawdę trafiłam. Zaczęłam żałować wszystkich swoich decyzji i ponownie się modlić, choć już nie do Najwyższego, lecz samego losu, który miałby się nagle zmienić na moją korzyść. Wystraszona, próbowałam krzyknąć, lecz serce podskoczyło mi do gardła i tam ugrzęzło, kiedy diabeł zaczął dotykać mojego ciała, wciąż zamkniętego w silnym uścisku dwóch moich przewodników. Jeśli to miała być inicjacja w Piekle to tak, właśnie tak ją sobie wyobrażałam, choć zawsze starałam się odrzucać od siebie te myśli. Nagle drzwi karczmy-zamtuzu stopiły się w rozciapcianą breję, odsłaniając pięciu zakapturzonych i uskrzydlonych mężczyzn, którzy jakby nigdy nic wtargnęli do środka i wepchnęli się między mnie, a mojego niedoszłego "kochanka", który był już gotowy uczynić mnie kobietą. Poczułam ulgę na sercu i w ramionach, trzymające mnie diabły pierzchły w tej samej chwili, kiedy drzwi zaczęły znikać, a ja znów poczułam się wolną anielicą. Kątem oka odnalazłam swoją włócznię i w milczeniu przyglądałam się jak piątka Upadłych energicznie dyskutuje z diabłami, z których połowa już trzymała wyciągniętą broń. W pewnej chwili padły jakieś słowa po Niebiańsku, zniekształcone lokalnym akcentem, wśród których rozpoznałam jedynie "uwikaj" i " na schóp". Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać i z szybkością błyskawicy wybiegłam z karczmy, odbijając się od ziemii przy pomocy czarnych skrzydeł. Chwała losowi, że nie zapomniałam jak się lata.

Dzielnica Upadłych Aniołów, do której trafiłam, była ogromnym, otoczonym murem obozem, czy też raczej gettem, skupiającym w sobie jedynie przedstawicieli wybranej rasy, mocno zasymilowanych ze sobą i żyjących oddzielnie od reszty Piekielnych. Jak wyjaśnił mi Yotanel, jeden z tych, którzy mi pomogli, jest to spowodowane ogromną wrogością diabłów do aniołów wszelkiej maści, gdyż nie da się ukryć, iż w pewnym okresie życia Upadły zabijał rogate pomioty, tyle że pod innym tytułem i z innych poglądów. W Niebie nazywaliśmy to poprostu Wojną Sfer, która nigdy nie powinna się skończyć rozejmem. W końcu konflikt dobra ze złem nigdy nie ustanie. Oba te pojęcia bardzo silnie na siebie oddziałowują. Przyjęcie mnie do społeczności odbyło się w o wiele milszej atmosferze niż w tamtej karczmie, dodatkowo przyznano mi równe prawa z innymi aniołami i przydzielono opiekuna, który miał mnie wprowadzić w ten nowy świat. Na moją prośbę został nim sam Yotanel ponieważ nie będę kryła tego, że mi się spodobał. To on nauczył mnie języka piekielnych, oswoił z otoczeniem i przeprowadził przez próg wiary (władanie włócznią rozwijałam samoistnie, powielając nauki z czasów służby Panu i dodając nowe techniki podpatrzone na arenach). Dzięki niemu zerwałam wszelkie kontakty z Najwyższym, zamykając ten rozdział bezpowrotnie i ulegając diametralnym zmianą. Z białowłosej sadzawki wiary i niewinności stałam się kruczoczarną buntowniczką, która przestała bezmyślnie wykonywać czyjeś polecenia. Argumenty, które przedstawiał mi Dante w końcu do mnie dotarły i zbliżyły mnie do niego. Przynajmniej mentalnie. W Piekle na dłużej zatrzymała mnie nauka oraz treningi, zauroczenie Yotanelem minęło mi szybko kiedy zorientowałam się, że nie jest on tak idealny, jak podpowiadało niezdecydowane na wszystko serce. Tym bardziej nasze pożegnanie odbyło się bez fajerwerków, kiedy to postanowiłam zejść do Alaranii, by wznowić poszukiwania swojego bliźniaka.

Dane gracza: Hanti

Nazwa użytkownika:
Hanti
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Aki, Lav, Arios, Barbarossa, Azra,
Martwe postacie:
Płeć:
Mężczyzna
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Cz paź 26, 2017 6:31 pm
Ostatnia wizyta:
Pt gru 08, 2017 11:36 pm
Liczba postów:
3 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.06 posty dziennie)
Ostatni post:
[Fargoth i okolice] Ciągnie złe do złego
Pt gru 08, 2017 11:36 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 66.67% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 33.33% postów użytkownika)
cron