Profil użytkownika Max

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Maxine
Rasa: Człowiek
Wiek: 16 lat


Aura

Smutna dość i ponura mimo młodzieńczego blasku emanacja, choć pewnie chciałaby być silniejsza - nie jest. Wije się cynowymi pasami wokół dziewczyny tak bezradnie, jakby nie wiedziała co ze sobą zrobić, ale zbyt żywiołowo, by uznać że poddała się wszechogarniającej beznadziei losu. Jeżeli zbliżymy się nieostrożnie, bez ostrzeżenia zapłonie topazowym gniewem i nagle przypomni sobie o własnej sile - ostrością gilo… zębów szczeniaka przetnie skórę na naszej nodze. Twarda sztuka. Możemy odepchnąć napastnika albo spróbować go złapać i unieruchomić - to jednak zadanie okaże się niemal niewykonalne. Ile byśmy się nie trudzili wyślizgnie się nam z rąk, przyoblekając swoją mizerną formę w przedziwny odcień żelaza skłaniający się bardziej ku przydymionej szarości kamieni niż błyszczącemu orężu. Zadziwić może też różnorodność zapachów - dominuje tu charakterystyczna woń brudu tułaczki wymieszanej z ludzkim, choć nie odstręczającym wcale potem; ziołowe nuty także są jednak wyraźne i zagłuszają swoją obecnością wietrzejący zapach mydła, takiego jakiego używają służki. Dość niecodzienne zjawisko, które zatrzymuje i każe chwilę pomyśleć. Ale chwila w końcu mija. Teraz możemy jeszcze raz dotknąć aury, tym razem nie w celach wątpliwej samoobrony, lecz by naprawdę ją poczuć. Choć zawsze czujna, przywykła już do nas i może nawet nie dziabnie jeśli potraktujemy ją z należytym szacunkiem. Twarde i mięknące powierzchnie barachitu lepią się do palców jakby faktycznie dawno nie zaznały porządnego szorowania, ale da się wyczuć, że faktura ich jest raczej szorstkawa. Nie wszędzie jednak i nie całkowicie, a jeśli nawet to nie na tyle, by uznać je z naprawdę nieprzyjemne w dotyku. Są po prostu trochę umorusane i pokryte paroma strupami. Ale to się zagoi. Może. Kiedyś. Słony posmak starych ran kłóci się z kwasem świeżej krwi, ale trudno zatrzymać się przy owych aspektach na dłużej, bo szybko giną pod naporem przeżerającej zmysły pikanterii i ciężkiej goryczy, które bezlitośnie ucinają spotkanie czytelnika z wciąż rozwijającą się, młodziutką emanacją z uporem zbierającą siły na następny raz.


Wygląd

Maxine to dziewczyna niewysoka jak na swój wiek, gdyż mierzy dwa kroki wzwyż, oczywiście gdy się wyprostuje i wypręży. Od dziecka nie miała zadatków na zgrabną kobiecą sylwetkę, najpierw przypominając chłopców w swoim wieku, teraz nadal wyglądając jak szczupły chłopak, ale o kilka lat młodszy niż Max liczy sobie w rzeczywistości. Nigdy nie uznawała tego za wadę, dziś traktując jako zaletę. Dla pewności, dodatkowo klatkę piersiową owija bandażem. Wystarczy dodać typowo męski strój i nikt nie doszukuje się w Maxine dziewczyny. Wygodne spodnie i znoszone buty osoby, która każdy dzień spędza w pyle dróg. Koszula a na niej luźna tunika związane są różnymi pasami i paskami, z podróżną kaletką, podręcznym mieszkiem z drobiazgami czy ziołami i wiernym nożem przytroczonymi do nich. Obszerne rękawy owija skórzanymi pasami imitującymi karwasze. To wszystko wraz z nieodłącznym towarzyszem wędrówki w postaci długiego dębowego kija sprawdzającego się całkiem dobrze w walce, jedynie wspiera obraz młodocianego poszukiwacza przygód, a nie dziewczęcia powoli wchodzącego w dorosłość.
Twarz ma ładną, może i skłaniającą do zastanowienia czy za kilka lat Max nie stanie się atrakcyjną kobietą, dla większości świata jednak pozostaje ona ślicznym chłopaczkiem, więc też mało kto myśli o młodej w kategoriach, jaką niewiastą będzie. Ciemnobrązowe i dość długie włosy splata w ciasny i praktyczny warkocz. Pewnie ścięłaby je na krótko, gdyby nie fakt, że taka fryzura kojarzy się dziewczynie z walką z wszawicą i plagą pcheł. Ona zaś dba o higienę i nie życzy sobie takich powiązań. Tylko dlatego oszczędziła dziewczęce loki. Spod krótkiej grzywki, otoczone gęstymi rzęsami, spoglądają orzechowe oczy. Patrzą na świat i wszystkich bezczelnie i wyzywająco, zazwyczaj stanowiąc wystarczającą prowokację dla tego świata właśnie, wraz z jego bywalcami.
Głos niby ma dziewczęcy, ale biorąc pod uwagę, że zazwyczaj rzuca nim wszelkiej maści obelgi, znów każdy prędzej upatruje się w niej bezczelnego chłopaczyska przed mutacją niż dziewczyny. Gdy jednak się nie wydziera, nie klnie jak szewc i nie rzuca gróźb karalnych, to ma on przyjemne ciepłe brzmienie. Więcej, gdy jest przekonana, że nikt nie widzi i nie słyszy, dziewczyna chętnie nuci lub śpiewa, co robi całkiem wdzięcznie, nieźle radząc sobie zarówno z karczemną śpiewką, jak i smętną balladą.


Charakter

Już na pierwszy rzut oka Max jest krnąbrnym uparciuchem. Jeśli sobie coś postanowi, wątpliwe by zmieniła zdanie. Do celu będzie dążyć choćby i pełznąc na czworakach, nie zważając na krwawiące dłonie i kolana. Gdy coś zostanie jej zakazane, można być pewnym, że sprawdzi przyczynę zakazu. Nie przemawiają do niej argumenty, "nie wolno, bo to niebezpieczne" lub "tak się nie robi". Zawsze z chęcią przetestuje zasadność otrzymanych restrykcji.
Szybko też można uznać ją za łobuza. Od pierwszych lat życia, wszyscy sądzili, że Max sama prosiła się o kłopoty. Maxine zaś zawsze uważała, że jest zgoła odwrotnie, iż to świat wiecznie czepiał się jej bez powodu. Gdzie leżała prawda, pewnie się nie dowiemy. Natomiast próby temperowania dziewczynki przyniosły odwrotny skutek od zamierzonych, kreując szatynkę taką, jaką jest dzisiaj. Arogancka i bezczelna dla jednych, inni uznaliby może, że dzieciak zwyczajnie nie daje sobie dmuchać w kaszę. Obiektywny efekt zaś był i jest jeden. Tam, gdzie jest bójka, tam w centrum zapewne znajduje się nasza chłopczyca. Może sama nie trąca innych i nie wypatruje potencjalnych przeciwników, ale odpowiada na najmniejszą prowokację, ukazując się jako pyskaty narwaniec. Tak pyskaty. Jeżeli Max aktualnie nie kotłuje się z kimś, to pewnie wymyśla głośno całe litanie epitetów wobec tego, kto właśnie jej podpadł, lub robi obie te rzeczy na raz, w końcu obijanie czyjegoś pyska nie przeszkadza w rzucaniu wyzwisk.
To, co jednak często umykało i umyka postronnym obserwatorom, to inteligencja dziewczyny. Młoda jest całkiem bystra i mimo impulsywnego charakteru doskonale wie, kiedy powinna wiać lub siedzieć cicho. Nie tyczy się to sytuacji gdy zwyczajnie przeceni swoje możliwości. W końcu poza zielarką nie miała nigdy opiekuna z prawdziwego zdarzenia czy mentora, wszystkiego uczy się sama, siłą rzeczy więc, zdarzają jej się bolesne wpadki. Jeśli jednak nadarza jej się taka możliwość, to edukuje się chętnie i pilnie, co więcej idzie jej to z naturalną łatwością.
Max brzydzi się kradzieżą czy innymi przestępstwami. Jak śmiesznie by to nie zabrzmiało, tyczy się to również przemocy. W pojęciu dziewczyny walka to jedno, ale katowanie słabszych, wyżywanie się na innych, budzą w niej odrazę i gniew. Sama obiecała sobie, że stanie się dość silną, by nigdy więcej nie zbierać razów. Nie jest to łatwa droga i chwilowo nie można powiedzieć, by Maxine zbliżała się do swojego celu, ale jak to ona, zawzięła się i raczej nie odpuści.
Przyjaciół jeszcze w swoim życiu nie miała, ale dziewczyna jest materiałem na wiernego towarzysza, gotowego oddać życie za bliskie jej osoby. Gdyby los kiedyś się do niej uśmiechnął, Max odwdzięczyłaby się oddaniem i troską.
Chociaż przyzwyczaiła do wiecznej walki o swoje i zaakceptowała ciągłą samotności, wciąż jest tylko dzieckiem i tęskni do posiadania kogoś bliskiego, nawet jeśli się do tego nie przyzna.
Z zewnątrz może sprawiać wrażenie niewdzięcznej i niewychowanej smarkuli, ale za okazaną jej uwagę odpłaca się zaangażowaniem i pilną pracą, a czasem też szacunkiem. Na ten ostatni jednak, trzeba sobie zapracować.
W duchu jest całkiem pogodną dziewczyną, która zwyczajnie nie miała zbyt wielu okazji do beztroski. Można też powiedzieć, że jest całkiem odważna. Oczywiście, to nie tak, że nie odczuwa lęku. Wręcz przeciwnie, boi się bardzo często. Stara się jednak nie pozwalać, by strach przejmował nad nią kontrolę.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Raczej wytrwały, Wytrzymały,
Zwinność:Bardzo zręczny, Bardzo szybki, Dokładny,
Percepcja:Dobry wzrok, Dobry słuch, Wyostrzony zm.mag,
Umysł:Bystry, Ineligentny, B. silna wola,
Prezencja:Ładny, Nieokrzesany, Szarak,

Cechy specjalne

Złotousta [D]Max klnie tak, że uszy starych szewców i marynarzy więdną przy niej niczym wczesnowiosenne kwiatki, a niejeden mężczyzna otwiera usta speszony. Czasami potok barwnych określeń wystarczy, by zbić przeciwnika z pantałyku, rozproszyć go i dzięki czemu Max może wygrać bójkę.
Mały piskorz [Z]Złapać Max to jedno, ale utrzymać ją i jeszcze próbować przy okazji spuścić lanie albo chociaż związać... powodzenia. Dziewczyna broni się wszystkimi kończynami oraz zębami. Drobne i zwinne ciało tylko jej w tym pomaga, a lata nauki jak próbować uniknąć lania stworzyły tego gibkiego i gryzącego potwora.
Klaustrofobia [W]Maxine boi się ciasnych i ciemnych pomieszczeń. Nie jest to paniczny lęk i nie paraliżuje on dziewczyny, ale jeżeli może to unika ona takich miejsc. Strach związany jest z nieprzyjemnymi doświadczeniami z dzieciństwa.

Umiejętności

Walka wręcz [O] Jak przystało na chłopca w jej wieku Max całkiem przyzwoicie radzi sobie we wszelkich bójkach, chryjach i burdach. Niewielki wzrost i niepokaźną siłę rekompensuje sprytem, wykorzystując wszystko, co ma pod ręką, lub też w ustach, gdyż gryźć potrafi nie gorzej niż niejeden pies.
Rzucanie kamieniami [O] Rzuca celnie i skutecznie. Małe zwierzątka potrafi w ten sposób zabić na miejscu, dorosłym zafundować bolesne siniaki, wybić oko, lub zwyczajnie poważnie wkurzyć, zależnie od przeciwnika.
Walka kijem [O] Już jako dziecko wpadła na pomysł, by przed dzieciakami bronić się miotłą. Zamiłowanie do drzewcowej broni długiej pozostało jej do dziś, a radzi sobie z nią niezgorzej.
Polowanie [P] Eleganckie polowania są poza jej zasięgiem. Sideł nie zastawia, gdyż nie ma sprzętu nawet tak banalnego, jak druty. Poluje na niewielkie zwierzątka, rzucając kamieniami. Niezbyt wyrafinowany sposób, który jednak potrafi być dość skuteczny, by zapewnić jej posiłek.
Tropienie [P] Odróżnia podstawowe ślady zwierząt i potrafi nimi podążać, ale nie bryluje w tej zdolności.
Zielarstwo [W] Wiedźma przeszkoliła Max całkiem skutecznie, dzięki czemu dziewczynka mimo młodego wieku zawstydziłaby pewnie niejednego dorosłego swoją zielarską wiedzą.
Leczenie [W] I tutaj czarownica przyłożyła się do edukacji młódki. Opatrywanie urazów jest jej specjalnością. Zwichnięcia, złamania, szycie ran. Z tym wszystkim Max poradzi sobie niczym wyszkolony cyrulik. Schorzenia, których nie leczy się znanymi jej ziołami, są dla niej czarną magią i nie ma o nich pojęcia większego niż przeciętny kmiotek.
Ucieczki [O] Jeśli nie możesz wygrać, a chcesz przeżyć, musisz dobrze uciekać. Max nie jest wielkim wojownikiem, więc ucieka równie dobrze o ile nie lepiej, niż walczy
Pływanie [O] Powiedzenie rzucić na głęboką wodę, w przypadku Maxine nabiera dosłownego znaczenia. Później przez lata doskonaliła umiejętność pływania, dzięki czemu teraz nie sprawia jej ono problemu.
Uniki [P] Próbuje, stara się i umyka, ale nie zawsze jej się to udaje, a do mistrza zdecydowanie jej daleko.
Skradanie się [O] Jest drobna, zwinna i potrafi być zarówno cicha, jak i cierpliwa, dzięki czemu nieźle się skrada oraz przyzwoicie potrafi się zaczaić.
Przetrwanie [P] Ogólnie wie które rośliny i owoce można jeść, których nie. Gdzie chodzić, gdzie lepiej nie. Jakoś sobie radzi, w końcu wciąż żyje prawda?
Gotowanie [P] Max ugotuje coś z niczego i co więcej posiłek nie tylko nie będzie trujący, ale okaże się całkiem smaczny.
Czytanie i pisanie [P] Może to tylko podstawy obejmujące jedynie Wspólną mowę, ale dla dziewczynki znaczą bardzo wiele.
Śpiew [P] Uczyła się sama, o ile nucenie dla własnej przyjemności można nazwać nauką. Ma jednak miły dla ucha głos i słuchanie jej sprawia przyjemność.
Taniec [P] Jest zwinna, rusza się z lekkością i gracją, tak więc podrygi w takt muzyki nie stanowią wielkiej trudności. Co innego zmusić Max do bezsensownego pląsania.
Drażnienie ludzi [O] Czy to przez zwyczajny pech, a może cechy charakteru jak pyskatość, bezczelne spoglądanie na wszystkich, czy jakąś inną urokliwą część osobowości, Max połowę świata przyprawia o chęć zafundowania jej porządnej kocówy, druga połowa zwyczajnie jeszcze jej nie poznała.
Czytanie aur [P] Bardzo to szumne określenie. Dziewczynka na podstawowym poziomie ocenia aurę. Głównie jakie budzi ona emocje, czy zbliża się do niebezpiecznej, czy niegroźnej, czy jakiej rasy dana osoba może być.
Plucie na odległość [O] A jak! Max pluje jak rasowy chłopak. Więcej robi to dość celnie. Jeśli chce komuś napluć w twarz lub lepiej w oko, to raczej to zrobi.
Prace codzienne [O] Prawie całość swojego życia przepracowała w posiadłości i na jej terenie. Radzi sobie więc z większością codziennych obowiązków, od zwykłych domowych robótek po opiekę nad zwierzętami.

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Nóż [ZAC]Wiekowy nóż z głownią ozdobioną magicznymi rytami i kościaną rękojeścią owiniętą skórą. Broń jest już wyraźnie zużyta, ale mimo to nie tępi się ani nie szczerbi. Sprawdza się zarówno w codziennych obowiązkach czy walce, jak i bardziej nietypowych sytuacjach. Gdy dziewczynka nie wie dokąd iść, rzuca nóż w powietrze, a ten po wbiciu się w ziemię, rękojeścią sugeruje kierunek. Czy jest on dobry? Zdefiniujmy dobry... jak to bywa z wiedźmowymi artefaktami i ten rządzi się własnym kaprysem, pewnie swoje wskazówki uznaje za najlepsze dla dziewczyny, ona zapewne nie zawsze by się z tym zgodziła. Zarówno kość jak i skóra noża, wyglądają co najmniej nietypowo by nie powiedzieć podejrzanie.

Towarzysz


Historia

Historia Maxine nie jest ani szczególnie długa, ani zbyt porywająca, w końcu, jaka może być opowieść o życiu nieślubnej córki, mało znaczącej służki. Ojca nie poznała nigdy, a matka też nie dała choćby najmniejszej wskazówki kim on był. Dziewczynka jednak nie była głupia. Gdy trochę podrosła i zrozumiała pewne prawdy rządzące światem, listę kandydatów na potencjalnego ojca, ograniczyła do dwóch. Wrednego i obleśnego zarządcy, który łoił jej skórę tak często, jak chędożył dziewczyny pracujące na dworze. Oraz hrabia, czyli ich pan i pracodawca, który bałamucił wszystkie co ładniejsze dziewki. Czy miało to jakieś znaczenie... raczej nie. Co najwyżej wywoływało w dziewczynie obrzydzenie myśl iż miałby to być zarządca. Poza tym wszystko pozostawało bez zmian.
Pracowała we dworze od dziecka tak, jak wszystkie dzieci mieszkającej na miejscu czeladzi. Była jednak bękartem. W skrócie, dzieciństwo jej rówieśników odbiegało od sielanki i znacznie różniło się od dorastania pociech urodzonych w bardziej uprzywilejowanych kastach społecznych. Wstawali wraz ze świtem i wykonywali prace nie raz zakrawające na zbyt ciężkie dla dzieci w ich wieku, a czasu na zabawę było niewiele. Maxine miała gorzej. Wstawała jeszcze wcześniej, chodziła spać późno, gdy na nogach pozostawała jedynie nocna straż. Dorośli patrzyli na nią z pogardą, której równie szybko uczyły się pozostałe dzieci. Dorośli jednak wstrzymywali się od jawnych złośliwości, dzieci nie.
Naśmiewano się z niej, płatano jej psikusy, które doprowadzały ją do łez. Gdy była bardzo mała, ktoś wpadł na pomysł, by zamknąć ją w komórce. Dziewczynkę znaleziono dopiero po dwóch dniach i to przez przypadek, bo tak naprawdę nikt specjalnie Max nie szukał. Innym razem znalazł się dowcipniś, który wrzucił bękarta do sadzawki. Jakim cudem dziewczynka na cito opanowała podstawy pływania, a nie utonęła... chyba tylko upór nie pozwolił jej zginąć na dnie mętnej wody.

Czas mijał, dziewczynka rosła, a otaczająca ją rzeczywistość powoli i boleśnie kształtowała jej krnąbrny charakter. Większość dzieciaków, a tym bardziej dziewczynek, nauczyłaby się, że wystający gwóźdź obrywa po głowie. Lepiej i łatwiej było spokornieć, ucichnąć, nie rzucać się w oczy. Maxine zaś reagowała zupełnie odwrotnie. Szybko nauczyła się, że na karę wcale nie trzeba sobie zasłużyć. Gdy jednak poza pracą, do codziennych rytuałów doszło jej regularne zbieranie lania, wiele czasu nie minęło, a dziewczynka robiła wszystko, by uprzykrzyć życie swojemu katowi. Wywijała się, gryzła, kopała. Nie raz zebrała przez to znacznie większe manto niż gdyby przyjęła karę spokojnie. Nie godziło się to jednak z butnym temperamentem małej jeszcze, bo niespełna 10-letniej dziewczynki. Szybko też oduczyła się płakać. Zagryzała policzki i wbijała paznokcie w dłonie, do krwi zaciskając je w pięści, tylko po to, by nie dać karzącemu satysfakcji, że ją złamał i zmusił do łkania.
Częste bójki z chłopakami również stały się elementem regularnych obyczajów. Kiedyś się z niej wyśmiewali i ją bili, teraz Max czynnie zaczęła brać udział w utarczkach. Raz wygrywała, innym razem zbierała ostre wciry. Wszyscy mówili, że Max zupełnie nie uczyła się na błędach. Nie do końca. Dziewczynka uczyła się nad wyraz dobrze i szybko, tylko jej edukacja szła w odwrotnym kierunku. Zamiast potulnieć, ona uczyła się jak sobie radzić gdy przeciwnik jest większy i silniejszy, lub gdy jest ich kilku. Zawsze była drobna jak na swój wiek, to może nie dawało jej przewagi siłowej, ale dzięki temu była zwinna i szybka niczym łasica i tak jak małego drapieżnika, z każdą kolejną bójką coraz trudniej było złapać, unieruchomić czy choćby osaczyć czupurną dziewczynkę.

Od zawsze Maxine wszystkim robiła na przekór. Gdy więc po raz pierwszy zasłyszała, że w chacie, na leśnej polanie nad ruczajem mieszka wiedźma, pierwszym co Max zrobiła, było udanie się tam na spacer. Starowina wcale nie wystraszyła bezczelnej dziewuszki, a w wolnych chwilach łobuzica zaczęła regularnie odwiedzać wiedźmę. Nie minęło wiele czasu, a nawiązała się między nimi współpraca. W zamian za pomoc stara zielarka (a może najprawdziwsza czarownica, tego nigdy się nie dowiedziała) uczyła ją rozpoznawanie ziół i ich zastosowania. Niedługo później, widząc, w jakim stanie dziewczynka bywa zazwyczaj, znachorka do lekcji dodała też podstawy leczenia, ze szczególnym nauczaniem opatrywania urazów.
Max była pojętną uczennicą, całkiem bystrym dzieckiem i pracowitą pomocnicą. Zielarka i to doceniła, dodatkowo ucząc małą pisać i czytać, by dziewczynka nie pozostała analfabetką. Z czasem okazało się również, że mimo braku magicznych zdolności, Maxine jak zawsze przekornie, czyli zupełnie odwrotnie do tego, co przystało laikowi w tej dziedzinie, jest wyczulona na magię i jej emanacje. Niewiele udało się nauczyć to małe magiczne beztalencie. Aury nie tyle potrafi czytać, co opanowała rozpoznawanie podstaw, jak odczucia jakie one wywołują, pewne przypuszczenia co do ras czy intencje danej osoby. Z jednej strony było to niewiele, z drugiej wystarczająco dużo by później wielokrotnie uratować dziewczynce życie, skłaniając do zabierania nóg za pas.
Nie miała zbyt wiele wolnego czasu, musiała więc godzić obowiązki z tajnymi lekcjami u wiedźmy. Chodziła spać jeszcze później, a wstawała znacznie wcześniej. Nikt nigdy nie doceniał uporu dziewczynki. Max jednak nie zrażała się i jeśli coś sobie postanowiła, dążyła do tego za wszelką cenę, zaciskając zęby i dając z siebie jeszcze więcej. Tak minęło jej kilka kolejnych lat.

Gdzie przez cały ten czas była matka? Gdzieś była. Pracowała i nie przejmowała się swoją córką bardziej, niż było to konieczne. Max błyskawicznie nauczyła się, że nie była wyczekanym dzieckiem. Nie raz z zazdrością patrzyła, jak rodzice przytulali rówieśników, jak traktowali ich z wyraźną miłością. Nie zabiegała jednak o uczucia matki. Nigdy nie zniżyła się do żebrania, czy choćby proszenia, czy to było złagodzenie kary, czy odrobina uczuć. Szybko też nauczyła się samodzielności i niezależności.

Z domu odeszła w dniu gdy dostrzegła, jak zarządca coraz uważniej jej się przygląda. Widziała ten wzrok wielokrotnie i nie wróżył nic dobrego. Tego właśnie dnia uciekła. Miała wtedy może 14 lat. Wyruszyła w tym, co miała na grzbiecie. Jedyną osobą, z którą się pożegnała, była stara zielarka. Pożegnanie było całkiem ckliwe jak na dwie niespokrewnione ze sobą dusze. Obca kobieta przez wszystkie lata stała się dla dziewczynki rodziną. Staruszka chyba czuła podobnie. Na odchodne poza pomyślnymi życzeniami, które składała, okadzając dziewczynkę dymiącym zielichem, czarownica nie wypuściła Max bez prezentu. Podarowała jej magiczny nóż i wręcz zmusiła do przyjęcia daru, wcześniej dokładnie tłumacząc jego właściwości.

Świat dla kobiety a tym bardziej dla dziewczynki zawsze był bardziej niebezpieczny niż dla mężczyzn. Max od początku planowała udawać chłopaka, ale nawet nie musiała jakoś specjalnie się przebierać. Wystarczył praktyczny męski ubiór, resztę rozwiązywał jej wygląd i postura. Dla większości wyglądała jak ładny chłopaczek, a nie nastolatka i do tej pory tak się prezentuje. Sylwetka szczuplutkiej dziewczyny też działała na jej korzyść. Mimo to samotna podróż nie była łatwa ani bezpieczna, jednak nie była też wielkim szokiem. Nie raz oberwała, często musiała uciekać. Zdarzało się, że chodziła głodna spać, marzła i mokła. Czyli nowe życie nie odbiegało aż tak bardzo od tego, które wiodła wcześniej. Czy więc żałowała ucieczki? Nigdy.

Wędrując, podejmowała się dorywczych prac. Zawsze miała zręczne ręce, które w połączeniu z pracowitością i szybkim pojmowaniem nowych obowiązków, ułatwiały jej znalezienie zajęcia. Dodatkowo dzieciakowi można było wypłacać niższe stawki, co tylko motywowało potencjalnych pracodawców. Nigdy nie zniżyła się do choćby najdrobniejszej kradzieży. Jadła tylko wtedy gdy coś upolowała lub zarobiła na posiłek, inaczej chodziła głodna. Nocuje zazwyczaj w lesie w warunkach, które nawet obozowiska nie przypominają. Nie dlatego, że nie potrafi takiego urządzić. Zwyczajnie stara się nie przyciągać zbytniej uwagi.
Tak tuła się po dziś dzień. Bez większego celu czy planów, czekając, co los przyniesie następnego dnia.

Dane gracza: Max

Nazwa użytkownika:
Max
Ranga:
Błądzący na granicy światów
Inne Postacie:
Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
So paź 21, 2017 9:00 pm
Ostatnia wizyta:
Pn paź 23, 2017 8:13 pm
Liczba postów:
17 | Znajdź posty użytkownika
(0.02% wszystkich postów / 0.09 posty dziennie)
Ostatni post:
[Las u podnóża gór] Na psa urok
N kwi 01, 2018 4:39 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Góry Druidów
(Posty: 16 / 94.12% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Las u podnóża gór] Na psa urok
(Posty: 16 / 94.12% postów użytkownika)
cron