Profil użytkownika Fobos

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Lord Fobos de Loer
Rasa: Wampir (przemieniony z człowieka)
Wiek: Fizycznie 26, jako wampir przeżył znacznie więcej, niestety w trakcie stracił rachubę (ok 70)


Aura

Emanacja nie przytłacza swoją siłą, ale jej mocy zdecydowanie nie można zignorować. Czasem rozbiega się zaczepnie, jakby chciała poczuć aury innych osób i przekonać się, że jest wśród nich tą jedyną, najbardziej wyjątkową. I choć doświadczony czytelnik od razu dostrzeże w niej nieco pospolitości to nie zaprzeczy, że pod pewnymi aspektami faktycznie jest niepowtarzalna. Nim jednak dotrze się do tego co najbardziej zaskakujące, trzeba będzie przejść przez główną ulicę pełnego dzieci, lecz w jakiś sposób ponurego i niepokojącego miasta, nad którym stale unosi się zapach świeżej krwi. Skąpane jest ono w cynku, choć z widocznymi smugami cyny, a także udekorowane subtelnymi wzorami miedzi. Niektóre z tych kunsztownych zdobień ukazują smętne lub makabryczne sceny, inne zaś przedstawiają uosobienie śmierci - trudno wśród nich znaleźć inne motywy, choć i one pojawiają się od czasu do czasu. Koniec ulicy stanowi plac, wokół którego piętrzą się zbudowane z kobaltowej cegły biblioteki i liczne pracownie o dachach w kolorze rtęci. Wśród tych wspaniałości zapomina się nagle o podejrzanej atmosferze miasteczka, a zamiast tego umysł wypełnia wrażenie oświecenia - uczucie, że właśnie coś odkryliśmy i jest to coś bardzo ważnego. Pełni entuzjazmu biegniemy ku pierwszej bramie jaką napotka nasz wzrok - chcemy wszystko zapisać, zagłębić się w księgach i podzielić naszymi pomysłami - najlepiej wszystko na raz. Popychamy dwuskrzydłowe drzwi, a one uginają się pod naciskiem dłoni, jakby były nie z drewna, lecz jedwabnej tkaniny i zamiast wejść wpadamy do środka. Nie ma już żadnego budynku, żadnych ludzi, ani naszej pewności, że wiemy coś niezwykłego. Lądujemy wielkim lodowcu, oślepieni blaskiem rozciągającej się w około szlachetnej platyny, odbijającej promienie słońca. Mrużąc oczy rozglądamy się po lodowych połaciach, które ukształtowane zostały tak, by jak najbardziej przypominać dwór i otaczające go ogrody. Jest to twarda i solidna konstrukcja z ostrymi wieżami strzelającymi ku niebu, obwiedziona ogrodzeniem z fantazyjnie powyginanych sopli. Wszystkie powierzchnie są bajkowo gładkie i przyjemne w dotyku, ale zaskakująco lepkie, gdy zaczną się topić. A topią się cały czas - nie panuje tu bowiem zimno, ani nawet chłód - widać za to zarówno sypiące się iskry jak i kropelki wody spływające z wysokości. Wszystko trzeszczy przejmująco, dźwiękiem niepowtarzalnym - składa się na niego huk płomieni i szmer żywego strumienia, oba nierozerwalnie złączone ze sobą. Czasami wydaje się, że nad pęknięciami unosi się delikatna, szafirowa poświata, ale jest tak blada, że trudno się upewnić. Ostatnie co można zrobić, by otrzymać pełny obraz emanacji, to spróbować półprzezroczystego odłamka, jednego z wielu jakie leżą na ziemi - w smaku będzie on łagodny i gorzki, jak życie niektórych ludzi, ale okaże się też zaskakująco przyjemny.


Wygląd

Pierwszym co rzuca się w oczy w wyglądzie Fobosa są jego cienkie, białe włosy. Przypominają nitki babiego lata i otaczają twarz nieco napuszoną chmarą. Czasem mężczyzna wiąże je czarną aksamitką - mimo że jest nieśmiertelny, wygląd nadal jest dla niego bardzo ważny.
Spośród starczych włosów wyłania się jednak młoda, szczupła twarz, co często budzi niepewność obserwatorów. Ma wystające kości policzkowe, bladą cerę i wąskie, jasne usta, pokryte kilkoma delikatnymi piegami. Ciemne brwi przeczą podejrzeniom, jakoby mężczyzna był albinosem. Jednak tym co wywołuje prawdziwą konsternację ciekawskich są jego oczy. Jeżeli istnieją oczy bardziej prawdziwe od innych, to właśnie on je posiada - tak hipnotyzujące, że nie da się oderwać od nich wzroku. Wielkie, czarne źrenice osadzone są w cytrynianach tęczówek, jasnych i przejrzystych. Rozmawiając z nim można łatwo wpaść w pułapkę, tracąc koncentrację i zapadając się bezmyślnie w czerni tych źrenic. Mają one nie tylko kolor, ale i siłę przyciągania podobną nieziemskim pustkom dryfującym wysoko nad głową Prasmoka.
Postura Fobosa nie jest imponująca, ale na pewno można nazwać ją ponadprzeciętną. Trzyma się prosto i dumnie, chód ma tak pewny, że ludzie rozstępują się przed nim. Czasem stara się ukrywać pod długą, granatową peleryną i wtedy porusza się cicho i ostrożnie. Jego sylwetka jest smukła i szczupła - nigdy nie osiągnął figury wojownika, zdecydowanie bliżej mu do zwinnego szermierza. Na swój sposób dobrze wygląda - lata odpowiedniego wychowania zadbały o to, by był wysportowany i zdrowy. Nikt w towarzystwie nie uznał go jednak nigdy za przystojnego, co było zawsze utrapieniem dla jego matki.
Białowłosy na co dzień nosi eleganckie surduty i fraki, jednak jego ulubionym jest granatowy surdut ozdobiony złotymi guzikami i mankietami i dopasowane spodnie w tym samym kolorze. Na jednej z klap połyskuje niewielka srebrna broszka - róża z czerwonym kamieniem. Wprowadza nieco zniewieściały element do wyglądu mężczyzny, jednak mało kto ma odwagę to komentować. Jest pamiątką po ukochanej siostrze, Marice, jedyna jaką zachował przy ucieczce z domu. Biała koszula i wysokie buty jeździeckie z miękkiej skóry dopełniają obrazu, razem z długą szpadą w prostej, ciemnobrązowej pochwie.
Głos Fobosa jest zaskakująco niski jak na tak delikatnie wyglądającego mężczyznę. Jego miękkie, przyjemne brzmienie idealnie nadawałoby się do pieśni, jednak śpiew był tym, czego nigdy nie zdołał opanować (ponownie ku utrapieniu matki). Opanował za to wiele innych rzeczy, których matka wcale sobie nie życzyła.
Bladość mężczyzny mogłaby się wydawać względnie normalna, tak samo jak jego niesamowite oczy i włosy. Jednak jeśli obserwatorowi uda się oderwać od nich wzrok, może zauważyć coś, co powinno go zaniepokoić. Bardzo drobne kły są z pozoru przeciętnej długości. Ich ostre końcówki, niedostrzegalne w normalnej rozmowie, powinny jednak dać do myślenia. Dzięki bardzo słabo zaznaczonym cechom wampira i maści dającej odporność na promienie słoneczne, Fobos łatwo potrafi wtopić się w tłum śmiertelników. Nie powinni oni jednak czuć się zbyt pewnie - nigdy nie wiadomo, który z nich może zostać kolacją.


Charakter

Fobos jest wyniosły. To pierwsza rzecz, jaką powinno się powiedzieć o jego charakterze. Jest także niesamowicie inteligentny i spostrzegawczy. Ma bardzo dużą wiedzę, którą pogłębia regularnie, siedząc z nosem w książkach i przeprowadzając alchemiczne eksperymenty. Do czytania zakłada delikatne okulary - rzecz stosunkowo rzadka w Alaranii.
Szlachcic jest opanowany i pewny siebie - dzięki swojej magii i wampirzym atrybutom nie ma ludzi których się obawia. Nie jest świadom tego, że wampiry wcale nie są najpotężniejszymi istotami na ziemi. Został wychowany w swobodnym podejściu do religii Prasmoka i uważa ją jedynie za próbę wytłumaczenia zmienności wszechświata. Nigdy jeszcze nie spotkał innego wampira (poza tym pierwszym, nieszczęśliwym zdarzeniem kiedy został "poczęty") i bardzo jest ciekaw tego wydarzenia. Jego duże ego podpowiada mu jednak, że mógłby wtedy przestać być wyjątkowy, więc mimo ciekawości, nie szuka go na własną rękę.
Wobec ludzi, których nie zamierza zjeść jest uprzejmy, a jego dobre maniery są doskonale widoczne. Zawsze elegancki, nie pozostawia wątpliwości co do swojej pozycji w społeczeństwie. Ofiary wybiera uważnie i na zasadzie chłodnej kalkulacji "Nie za często, nie byle kogo. Ostatecznie nigdy nie wiadomo, gdzie ostatnio była ta krew." Z resztą głód, jaki mu doskwierał w pierwszych latach bycia wampirem został już częściowo opanowany. Teraz potrzeba pożywiania się spadła do jednej-dwóch ofiar miesięcznie.
Arystokrata wykazuje niesamowitą słabość do dzieci i nigdy żadnego by nie skrzywdził. Być może ma to związek z tym, że jako pierwsze pochyliły się nad nim kiedy płakał. Nadal uwielbia zabawiać je swoją magią i obserwować zachwyt jaki wywołuje na ich małych twarzyczkach.
Fobos jest dobrym towarzyszem rozmów, wytrzymałym kompanem i wnikliwym obserwatorem. Zazwyczaj najpierw patrzy z uwagą a dopiero potem mówi. Podróżuje czasem po Alaranii, jednak jego drogi zawsze prowadzą do domu w Demarze, gdzie czuje się bezpiecznie i może w pełni oddać nauce. Poza alchemią przeprowadza również eksperymenty z magią lodu, co kończy się częstymi wybuchami i dymem pojawiającym się w oknach dworu. Jako nieśmiertelny jest jednak naukowcem doskonałym i żaden nieudany przepis nie może go skrzywdzić.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Wytrwały, Odporny,
Zwinność:Bardzo zręczny, Błyskawiczny, Precyzyjny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Czuły słuch, Wyostrzony węch, Czuły zm.mag,
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, Żelazna wola,
Prezencja:Piękny, Arytokratyczny, Władczy,

Cechy specjalne

Przemiana [D]Fobos po przemienieniu w wampira odkrył pewną niezwykłą cechę. Będąc ukrytym w cieniu potrafi zamienić się w dym, tak czarny jak sama ciemność i pod tą postacią poruszać się po mieście. Umiejętność ta kosztuje go wiele energii, ale otwiera niesamowite perspektywy. Choć przewertował już stosy książek na ten temat, żadna nie dała mu odpowiedzi. Być może jego twórca posiadał tę nietypową dla wampira umiejętność i w ten sposób została mu ona przekazana.
Głód krwi [W]Co jakiś czas w duszy lorda odzywa się ciche pragnienie, by poczuć słodki smak tego, co kiedyś było dla niego tylko krwią, a teraz jest źródłem sił witalnych. Fobos, jako dorosły mężczyzna i dorosły wampir zna swoje ciało już na tyle, że raz w miesiącu potrafi opanować ten zew i wyruszyć na łowy. Przy bardzo silnych emocjach, potrzeba ta odzywa się częściej. Dzięki opanowanemu charakterowi (a powiedzmy sobie szczerze, dziesiątki lat to dużo czasu żeby wyrobić w sobie spokój ducha) jest w stanie bez problemów zaplanować morderstwo i wybrać ofiarę.
Wrażliwość na światło, srebro i czosnek [S]Jak każdy wampir szlachcic jest wrażliwy na światło słoneczne. Chroni go przed nim jednak niebieska maść, którą opracował przy pomocy magii lodu. Srebro powoduje u niego oparzenia (czego najlepszym przykładem jest broszka Mariki, z którą nigdy się nie rozstaje, być może w ramach pokuty). Czosnek, choć może nie jest zabójczy, to wywołuje mdłości.
Odporność na zimno [Z]Związana z magią lodu, która wykiełkowała i krąży w jego żyłach (jeśli cokolwiek może w nich krążyć)

Umiejętności

Polowanie [M] Być może zakradanie się ciemnymi zaułkami i śledzenie ofiary to nieco inny rodzaj polowania niż powszechnie rozumiany, jednak zdecydowanie nie można odmówić Fobosowi tej umiejętności.
Skradanie się [W] Wampir porusza się bezszelestnie o zmierzchu i w nocy. Za dnia traci nieco ze swojej naturalności, a jego ruchy stają się bardziej niezdarne. Mimo że światło nie pali jego skóry, słońce nadal w nieprzyjemnym stopniu go oślepia.
Historia [O]
Etykieta [M]
Kulturoznawstwo i geografia [O]
Czytanie i pisanie [W] Fobos potrafi pięknie kaligrafować kiedy tego chce, choć jego notatki z eksperymentów często są kompletnie nieczytelne nawet dla niego samego.
Polityka [P]
Gra na fortepianie [W]
Taniec [O]
Szermierka [W]
Alchemia [W]
Jeździectwo [P]
Moda [O] Fobos zawsze z uwagą obserwuje zmieniającą się modę i z lubością stroi się w nowe eleganckie fraki i płaszcze.
Konstruowanie narzędzi [O] Mężczyzna często sam konstruuje narzędzia niezbędne do przeporwadzenia magicznych eksperymentów.
Kreomagowanie [W]
Poezja [P] Wiersze czytane w świetle księżyca, zwłaszcza te traktujące o śmierci są bardzo ciekawym doświadczeniem, szczególnie kiedy się jest nieumarłym.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Wody [A]Fobos używa magii lodu naturalnie, przy pomocy myśli i gestów. Nie wie skąd wzięła się ta zdolność ani dlaczego rozwinęła się tak późno - zwłaszcza w rodzinie, która gardziła istotami o umiejętnościach magicznych. Dzięki nieograniczonemu zmęczeniem ani porą dnia czy nocy czasowi ćwiczeń opanował tę sztukę do (jego zdaniem) perfekcji. Być może nie jest najlepszym magiem lodu na świecie, ale żadnego innego nie poznał, więc zdecydowanie uważa się za mistrza. Prawdą jest natomiast to, że czary przychodzą mu naturalnie i ma w sobie potężną moc.
Umysłu [U]Wampir potrafi hipnotyzować innych nie tylko swoim niesamowitym spojrzeniem, ale także cichym głosem, który nagle zaczyna rozlegać się w ich głowach.
Ognia [A]

Magiczne przedmioty

Niebieska maść [ZAC]Jest to zaklęta magicznie maść pachnąca miętą, lilią i ostrymi przyprawami. Dzięki magii lodu działa na skórę chłodząco i filtruje promienie słoneczne, pozwalając przez kilka godzin korzystać wampirowi z uroków dnia. Po nałożeniu jest niemal niewidoczna, pozostawia jedynie delikatną, błękitnawą poświatę widoczną w świetle słonecznym.

Towarzysz


Historia

Życie nastolatka w szlacheckiej rodzinie z wieloma tradycjami nie jest łatwe. Zwłaszcza jeśli ma białe włosy, żółte oczy i figurę dziewczyny. Tak właśnie mówiono o Fobosie, kiedy wszyscy myśleli, że nie słucha. I faktycznie, rzadko kiedy słuchał. Zamyślony chłopak posłusznie wypełniał polecenia despotycznej matki (Idź na swoje zajęcia szermierki! Kiedy w końcu nauczysz się tańczyć? Załóż jakieś porządne ubranie! Przestań głupio uśmiechać się pod nosem! Wyprostuj się w końcu!) i ze spokojem słuchał wywodów ojca (Nigdy nie zrobimy z ciebie prawdziwego mężczyzny! Jak ci nie wstyd - twój brat już poszedł do wojska, a ty? Do niczego się nie nadajesz!). Dni mijały szybko, pełne obowiązków, nauki i ciągłych poprawek - wyglądu, który odstawał od reszty rodziny, charakteru i zainteresowań. Chwile wytchnienia młody lord odnajdywał w książkach i samotnych wędrówkach. Często wymykał się z dworu by spacerować po mieście i podglądać życie zwyczajnych ludzi. Czasami towarzyszyła mu siostra Marika. Co prawda nie miała dla niego zbyt wiele czasu, zajęta rzeczami odpowiednimi dla panienki w jej wieku: zalotami i poszukiwaniem odpowiedniego kandydata na męża, jednak to właśnie jej ciepłe słowa często łagodziły smutek chłopaka.

Być może na tym skończyłaby się historia smutnego, nad wyraz spokojnego lorda, który wyrósłby na bladego i zgorzkniałego arystokratę. Tak się jednak nie stało.
Pewnego słonecznego popołudnia, które chłopak spędzał w cieniu drzew ze względu na swoją delikatną skórę, wydarzyło się coś niezrozumiałego. Jakiś dziwny, wewnętrzny zew zaczął szeptać do niego i poprowadził go nad wodę. Kiedy pochylił się nad taflą sadzawki, zobaczył tylko siebie - w swoim mniemaniu bardzo brzydkie stworzenie. Zirytowany dziwnym wyrazem żółtych oczu i białymi jak u starucha włosami, machnął ręką, chcąc zburzyć ten wizerunek. Woda zafalowała, a potem, pod dotykiem jego dłoni, zaczęła zamarzać. Przerażony chłopak szybko cofnął rękę i schował ją w rękawie. To nie mógł być on! Nie może władać magią lodu! Roztrzęsiony podniósł się znad sadzawki i pobiegł w stronę domu. Jego rodzina nienawidziła magów z całego serca. A jeśli okaże się, że i on potrafi czarować? Co wtedy się z nim stanie? Czy wyrzucą go z dworu i pozbawią jego dziedzictwa?
Zamknięty w bezpiecznych czterech ścianach pokoju wreszcie odważył się wysunąć dłoń z rękawa. Wyglądała całkiem normalnie, co na chwilę go uspokoiło. Jednak na końcówkach palców błękitnie tliły się kryształki szronu. Poczuł jak serce zamiera mu z przerażenia...ale tutaj, w ciszy zamkniętego pomieszczenia, do strachu dołączyło nowe uczucie. Fascynacja. Poruszył dłonią i poczuł jak powietrze wokół niej się ochładza. Powoli, ostrożnie, jakby lód miał lada chwila się skruszyć, podszedł do wazonu z kwiatami i dotknął jednego z nich. Z zachwytem patrzył jak płatki zamarzają, zmieniając się w miniaturowe dzieło sztuki. W tym momencie do pokoju wszedł ojciec.
Fobosa zawsze wyprowadzało z równowagi to, jak tak dobrze wychowany mężczyzna może zachowywać się tak grubiańsko. Pańskim ruchem otworzył drzwi i zamarł w nich, wpatrując się w widok przed sobą. Magia lodu pulsowała jasnym, błękitnym blaskiem, oświetlając twarz chłopca.
Takiej ucieczki Fobos nie pamiętał, nigdy w życiu nie biegł jeszcze tak szybko. Wyskoczył przez okno, łamiąc różane krzewy i piękne klomby matki. Popędził przed siebie, przewracając ogrodnika i wypadł przez bramę. Piękny dwór, wypełniony elegancją i sztywnymi zasadami, został za jego plecami. Domyślał się, że ojciec w swojej wyniosłości nie ruszy za nim w pogoń, jednak nie mógł mieć pewności. Jego temperament był tak ognisty, że równie dobrze mógł teraz nabijać pistolety. Pogarda, nienawiść i przerażenie jakie dojrzał w jego oczach były silniejsze niż słowa. Niemalże jakby mówiły: "Zawsze sądziłem, że jesteś potworem".
Dopiero w ciszy zaułka jednej z biedniejszych dzielnic młody szlachcic zdołał się uspokoić. Opadł załamany na ziemię, a kurtyna srebrnych włosów zasłoniła jego twarz. Nie wystarczyło to jednak, żeby pozostał anonimowy. Dzieci, które uwielbiały jego wizyty, natychmiast wychynęły z budynków i swoich tajemnych kryjówek. Uważały go chyba za rodzaj bohatera, tajemniczego pana o złotych oczach, który niskim głosem opowiadał im niesamowite historie wyczytane w książkach. Widząc ich zaciekawione spojrzenia otarł łzy i wyciągnął przed siebie ręce. Nie był w stanie wydusić ani słowa, ale pozwolił, żeby tłumiona dotąd magia uwolniła się delikatnie w powietrze. Błękitne motylki i drobne kule lodu wzbiły się w górę, wywołując okrzyki zachwytu i piski zdziwienia. Poczuł jak jego serce wypełnia wzruszenie i jeszcze bardziej się rozpłakał. Czuł, że tu przynależał dużo mocniej niż do zimnego dworu. Właściwie nic dziwnego, że wyrosłem na maga lodu, myślał, mając za rodziców osoby o sercach jak śnieżna zawierucha.
Ktoś nakrył go płaszczem, który spadł mu z ramion i poklepał go lekko po plecach. Ktoś inny - najpewniej bezdomny albo złodziej, jakich było tu pełno - powiedział mu, żeby się nie martwił. W końcu zawsze mogło być gorzej.

Wiedziony tą myślą Fobos postanowił nie wracać do domu. Wiedział, że tam faktycznie może być gorzej. Jedyną pamiątką, jaką zachował podczas panicznej ucieczki była broszka Mariki, którą oddała mu na przechowanie. Za bardzo jednak bał się reakcji rodziców, by zbliżać się do posiadłości i szukać z nią kontaktu. Przez jakiś czas na jedzenie wystarczały mu pieniądze, które dostał ze sprzedaży spinek rodowych i fibuli. W końcu jednak nawet oszczędnie wydawane miedziaki zniknęły. Wbrew logice, która nakazywała powrót do ciepłego domu, chłopak pozostał na ulicy. Tam nikt go o nic nie pytał ani nie oceniał. Nadal zabawiał dzieci magią i miejscowa ludność dała mu spokój. Tylko od czasu do czasu zaczepiali go pijani młodzieńcy. Unikał ich jak mógł, ale nawet magia i opanowana szermierka nie były w stanie uchronić go przed kilkoma bójkami i siniakami. Zmęczony i głodny kulił się pod gospodami. Dzięki nowo odkrytej magii, która wypełniała jego żyły, nie odczuwał jednak chłodu - znacznie więcej niż to na co mogli liczyć pozostali bezdomni. Pozostawiał im więc miejsce przy ogniu i trzymał się nieco na uboczu.

Mieszkając na ulicy szlachcic odkrył wiele prawd, których nie uświadamiał sobie we dworze. Zobaczył bezpośredniość ludzi, którzy brali to co chcieli, okrucieństwo ale i chęć dzielenia się nawet najmniejszym okruszkiem. Odkrył również najważniejszą tajemnicę w swoim życiu - tajemnicę istnienia krwiopijców.
Ponieważ w wampirach poza potężnym pragnieniem krwi często tkwi również potrzeba tworzenia piękna, arystokrata o nietypowej urodzie natychmiast zwrócił uwagę jednego z nich. Wychudzony i słaby, stanowił łatwy cel dla nocnego łowcy. Wydawałoby się, że wampir po przemienieniu człowieka będzie chciał go wychować - na następcę, dla towarzystwa albo zabawy. Jednak ten konkretny egzemplarz musiał odnajdować przyjemność w samym akcie przemieniania, porzucał bowiem swoje ofiary przerażone i pogrążone w bólu.
Samą przemianę Fobos pamiętał tylko jak przez mgłę - wie, że wędrował długo nad brzegiem rzeki, kryjąc się pod mostami i unikając ludzi. Miasto jednak ma to do siebie, że tętni życiem - i tym dobrym i tym złym, nawet w nocy. W pamięci zachował jakąś walkę, ktoś próbował go zaatakować, a on rozszarpał mu tętnice. Pamiętał również, że gdy odchodził, na miejsce zbrodni zbiegły się demony - widział je dosyć wyraźnie, w ich odrażającej postaci. Przez jakiś czas śledziły go po cichu, jednak w końcu i one dały mu spokój.

Swoich nowych cech Fobos uczył się powoli, ze zdumieniem odkrywając jak wiele mitów na temat wampirów jest nieprawdą. Początkowo trawił go potężny głód krwi, a dzięki odporności na zranienia i znacznie zwiększonej sile, wreszcie mógł odpłacić wszystkim tym, którzy nękali go kiedy był bezdomny. Żywienie się krwią uznał za niezwykle praktyczne - nie musiał już martwić się o pieniądze. Bezszelestne i szybkie poruszanie się w cieniach umożliwiło mu opracowanie najlepszego rewiru polowań w nocy. Za dnia drzemał lub wędrował, odkrył bowiem, że sen jest jedynie przyjemnym dodatkiem a nie koniecznością. Jego skóra, być może ze względu na wrodzoną delikatność, zaczęła źle reagować na słońce. Ku swojemu niezadowoleniu zauważył, że nawet krótki spacer w południe kończy się nieprzyjemnymi poparzeniami. Postanowił jednak zaprzęgnąć magię do pracy i na wiele tygodni zaszył się w bibliotece, a później alchemicznej pracowni. Gdy w końcu ją opuścił - ubrudzony sadzą i w wymiętym ubraniu - niósł triumfalnie w rękach okrągłe, zdobione pudełko. Jego zawartość stanowiła intensywnie niebieska maść, pachnąca mieszanką mięty, lilii i czegoś ostrego. W recepturze zaklął magię lodu, która filtrowała promienie słoneczne i chroniła wrażliwą skórę. W ten sposób Fobos wreszcie mógł zacząć spacerować za dnia - musiał jednak pamiętać, by dokładnie nasmarować wszystkie części ciała narażone na nieprzyjazne światło. Maść wchłaniała się powoli, zapewniając kilka godzin względnego spokoju. Oczywiście nie zadziałałaby na pustyni, jednak w umiarkowanym klimacie Demary jak najbardziej wystarczała.

W końcu - silny mag lodu i nieco już ułożony wampir - postanowił zawitać do rodzinnego dworu. Z odwagą stanął na wzgórzu, pragnąc skonfrontować się z ojcem, a potem - kto wie? Może go zabić? Jednak widok, który ujrzał, zatrzymał na chwilę bicie jego nieruchomego serca. Ogród, gnijący i zarośnięty, rozplenił się dziko wokół posesji. Ściany pociemniały, a częściowo wybite okna wyglądały niczym patrzące z wyrzutem oczy. Z niedowierzaniem przeskoczył nad ogrodzeniem i wszedł do środka. Meble i stare kandelabry pokrywały pajęczyny. Cisza świdrowała mu w uszach, doprowadzając niemal do szaleństwa. Pod nogami chrupnęło szkło. Spojrzał w dół i podniósł niewielki obrazek. Przedstawiał dorosłą kobietę z trójką dzieci przed sobą. Marika! Z żalem dotknął lekko broszki, a srebro przypaliło jego opuszki. Otrzepał dłoń i ruszył dalej. W głębi nie było żywego ducha. Pokój ojca pozostawał zamknięty, a jemu wcale się do niego nie spieszyło. Zrozumiał natychmiast - przegapił życie swojej rodziny, a teraz pozostał po niej tylko kurz. Może tak właściwie było lepiej? Teraz i tak był ponad nimi wszystkimi, a oni by nie zrozumieli. Nie, nawet Marika by nie zrozumiała. Z westchnieniem podniósł prześcieradło okrywające starą kanapę i otrzepał je z kurzu. Pora na gruntowne porządki.

Od tego czasu lord Fobos de Loer mieszka w rodzinnym dworze nad miastem Demara. Nie przywrócił mu dawnego, pompatycznego blasku, ale pozostawił go pięknym i mrocznym. Tak, jak sądził, że wygląda jego własna dusza. Teraz w kominku płonie ogień, a białowłosy wędrowiec wypuszcza się w miasto o najróżniejszych porach. Stał się uczonym, czarodziejem i miejską legendą - a dzieci wciąż mówią o tajemniczym białowłosym, który tworzy motyle z lodu. Fobos tymczasem żyje bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. I nie zamierza przestać.

Dane gracza: Fobos

Nazwa użytkownika:
Fobos
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Vestra, Hashira, Yva, Mel,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Śr paź 18, 2017 4:50 pm
Ostatnia wizyta:
Wt gru 12, 2017 9:48 am
Liczba postów:
6 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.11 posty dziennie)
Ostatni post:
Kot, wampir i tajemnica
Pt gru 08, 2017 4:25 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Demara
(Posty: 4 / 66.67% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Kot, wampir i tajemnica
(Posty: 4 / 66.67% postów użytkownika)
cron