Profil użytkownika Indigo

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Hope Indigo Camui
Rasa: Człowiek
Wiek: 26


Aura



Wygląd

Hope nosi praktyczne i wygodne ubrania. Swobodne spodnie, mimo spięcia skórzanym pasem, opadają w pasie, nieco wisząc w kroku. Utkane są z grubej, bawełny, która jest wyjątkowo trudna do przedarcia. Kieszenie spodni znajdujące się na przedzie zaraz poniżej stanu oraz dwie pochwy na noże, przypięte do paska i ustabilizowane po bokach, odpowiednio prawego i lewego uda, dopełniają użytecznej całości.
Za górną część odzienia służy jej koszula, bawełniana tak samo jak spodnie i wpuszczona za pas. Noszona z wydartymi rękawami w ciepłe dni, samodzielnie lub z narzuconą kurtką czy też płaszczem gdy jest chłodniej. Na nogach dziewczyny zazwyczaj znajdują się wciągane buty, sięgające za kostkę.
Niezależnie od pogody, jej ręce chronią skórzane karwasze, przy czym pod prawym z nich, znajduje się bawełniany bandaż usztywniający śródręcze i nadgarstek dziewczyny, bez którego walka mieczem szybko staję się dla niej niemożliwe.
To właśnie ten strój sprawia, że widząc Indigo z daleka, spodziewałbyś się spotkać mężczyznę.

Chodzi zgarbiona, wyraźnie utykając na prawą nogę. Kolano usztywnia bandażem tak jak i nadgarstek, ale w tym przypadku owijka schowana jest pod nogawką spodni. Zakres ruchów prawej ręki jest ograniczony z powodu barku wyjątkowo pechowo wybitego w przeszłości. Wszystkie te urazy wraz z wyczerpaniem często towarzyszącym dziewczynie, sprawiają, że Indigo przemieszcza się z wyraźnym wysiłkiem, a patrząc na jej sylwetkę oczekiwałbyś kogoś znacznie starszego.
Gdy Hope się wyprostuje, do sążnia wzrostu brakuje jej dwóch dłoni. Szczupła sylwetka dziewczyny nie jest zbyt kobieca. Brak jej krągłości charakterystycznych dla niewiast określanych ponętnymi czy chociaż zgrabnymi. Zamiast nich pod skórą Indigo pracują żylaste mięśnie, nie pokryte choćby gramem tłuszczu, nie pozostawiając wątpliwości iż ma się do czynienia z wojownikiem, dopiero później zostawiając miejsce na zakwalifikowanie jej jako kobiety.
Barwne tatuaże wystają spod rękawów i kołnierza, w rzeczywistości pokrywając całe plecy i ramiona dziewczyny, od karku po nadgarstki aż do krzyża. Choć na pierwszy rzut oka wydają się kolorową mieszaniną wzorów, wrażenie to powoduje oglądanie jedynie niewielkich odsłoniętych fragmentów. W rzeczywistości nie są to przypadkowe i malownicze desenie a dwie walczące ze sobą bestie. Sam tatuaż jest pamiątką po dawnym życiu, tradycją przekazywaną od pokoleń, świadectwem otrzymania pełnej godności członka klanu. Każdy tatuowany wzór jest unikatowy i jedyny. Projektowany i wykonywany dopiero po przejściu przez wojownika ostatecznego testu.
Ciało dziewczyny pokrywa też wiele blizn nabytych zarówno podczas morderczych treningów, jak później podczas licznych walk o życie, stanowiąc nieme wspomnienia pojedynków. Tatuaż nie jest w tym przypadku wyjątkiem. W wielu miejscach przecięty szramami, które z jednej strony giną gdzieś pośród pigmentu, z drugiej na jego tle zdają się być bardziej widoczne.

Twarz Hope można kreślić jako ładną i dziewczęcą. Jest symetryczna, o łagodnych rysach, kształtnych ustach i oczach podobnych do migdałów. To ona najlepiej rozwiewa powątpiewania co do płci dziewczyny. Jednak to głęboki smutek widoczny już od pierwszych chwil, wyróżnia dziewczynę zapadając w pamięć lepiej niż jej uroda. Indigo nie uśmiecha się wcale, a tęczówki o kolorze zachmurzonego patrzą na świat z wyrzutem i zrezygnowaniem. Jeżeli oczy są zwierciadłem duszy, to patrząc w źrenice o barwie indygo zobaczysz pustkę. Opada na nie czarna przydługa grzywka, która spływa też na boki twarzy. Reszta długich i prostych włosów zsuwa się na plecy, związana w praktyczny koński ogon.
W uszach wojowniczki znajdują się niewielkie kolczyki, pozostawione tam bardziej z przyzwyczajenia niż przywiązania do biżuterii.
Dziewczyna odzywa się rzadko. Głos jej jest raczej słaby, jakby nie przywykły do częstego mówienia, a brzmienie jego ochrypłe, mimo wyraźnie żeńskiej barwy.

Pomijając ułomność dziewczyny, w jej ruchach widać pewność charakterystyczną dla osoby walczącej całe życie. Wystająca znad barku rękojeść miecza, tylko podkreśla drogę obraną przez Hope. Zawieszony na plecach Flamberge, długością prawie równa się wzrostowi Indigo, będąc orężem niebagatelnym oraz zabójczo skutecznym, jednocześnie wymagającym od właściciela zarówno krzepy jak i umiejętności.
W pochwach na udach, kryją się dwa bliźniacze noże, które nadają się na równi do walk jak i prostych codziennych czynności.


Charakter

Zatroskany i zmęczony wędrowiec. Milcząca i samotnie podróżująca kobieta, która nigdzie nie zatrzymuje się na dłużej. Nieufna i wycofana dziewczyna unikająca towarzystwa. To zapewne usłyszysz gdy spytasz o Indigo.
Proste słowa na opisanie istoty całkiem pozbawionej wszelkiej nadziei i radości. Łatwy sposób na opisanie kogoś, kto przestał marzyć o choćby dniu wytchnienia i wciąż idzie przed siebie mimo braku sił, gdyż zwyczajnie nie może się zatrzymać. Banalna próba uchwycenia w ramy człowieka, który zbyt często miał okazję przekonać się, że największym wrogiem jest drugi człowiek.
Czy czułeś kiedyś smutek tak rozdzierający, że odarł cię nawet z rozpaczy i pozbawił sił na łzy? Czy potrafisz sobie wyobrazić żałość tak głęboką, że wypala cię od środka pozostawiając pustą skorupę pozbawioną emocji? Czy zmuszono cię do ucieczki tak długiej, że zapomniałeś iż można mieć swoje miejsce na ziemi? Wreszcie czy wiesz jak to jest w każdym przechodniu dopatrywać się zagrożenia, oczekiwać zdrady ze strony każdego potencjalnego znajomego lub odwrotnie... wiedzieć, że znajomość z tobą jest wyrokiem śmierci, dla tej jednej z niewielu życzliwych dusz?
Jeśli nie... to Indigo będzie dla ciebie zwykłą smutną i nietowarzyską dziewczyną, jakich wiele na tym świecie.

Unika miast, wiosek i wszelkich ludzkich osad, upatrując w nich potencjalnych kapusiów oraz zasadzek. Obawiając się otrucia, jada i pije tylko to co sama znajdzie, upoluje lub przyrządzi. Zasypia jedynie pod chmurką gdzie może kontrolować otoczenie. Wszystko w jednym tylko celu - nie dać się ponownie pojmać. Nie obawia się śmierci, dziś wydaje się jej słodkim wybawieniem, które wciąż umyka. Nie lęka się ran ani cierpienia. W wiosce nauczono ją, że umysł jest ponad czymś tak przyziemnym i Hope doskonale potrafi tłumić te odczucia. Jeśli jednak ból okazuje się być trudny do zniesienia i zmniejsza jej wydajność, sięga po własną mieszankę ziół. Nie przytępiają one zmysłów, ale pozwalają działać bez ograniczeń stawianych przez okaleczone ciało i wykrzesać z niego resztę sił, niezbędnych do zwycięstwa. Nie przejmuje się wtedy późniejszym efektem, jakim może być pogłębienie kontuzji.
Strachu nie odczuwa wcale, gdyż nie ma nic do stracenia. Zaprzeczysz pewnie, mówiąc, że przecież ucieka.
Indigo nie lęka się samego szafotu, a wiążącego się z nim publicznego upokorzenia. Jeżeli coś jeszcze się tli w dziewczynie, to właśnie poczucie godności i tylko ono pcha ją wciąż na przód. Butny charakter nie godzący się na niesprawiedliwe upodlenie wobec całej wioski.
Poza tym Hope jest przede wszystkim wojownikiem. Przestrzega honorowego kodeksu. Mimo zerwania z rodziną, to on w dużej mierze wciąż definiuje zachowania dziewczyny, jednak nie jest znany postronnym. Od czasu ucieczki nie uznaje żadnej zwierzchności, za jedynego pana uznając samą siebie.
Sprowokować wojowniczkę jest niezwykle trudno. Zawsze była spokojną i zrównoważoną osobą, teraz na jej reakcje nakłada się zobojętnienie, sprawiając, że Indigo się nie złości tak samo jak się nie raduje. Zmuszona do walki, walczy by zabić. Pozostawianie żywych jest jak proszenie się o kłopoty. Pokonani mogą pragnąć zemsty, mogą też być informatorami. Martwi nie stanowią już zagrożenia.
Nie pędzi na ratunek każdej uciśnionej istocie, ale jeżeli widzi, że przyda się jej pomoc, udzieli jej w granicach rozsądku i swoich możliwości. Czasami staje się najemnikiem, gdyż są chwile, gdy pieniądze są niezbędne.

Atrybuty

Krzepa:Raczej silny, Wytrwały, Odporny,
Zwinność:Niezbyt zręczny, Powolny, Dokładny,
Percepcja:Dobry wzrok, Dobry słuch, Przytępione czucie,
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, Żelazna wola,
Prezencja:Ładny, Godny, Szarak,

Cechy specjalne

Kontuzje [S]W swoim życiu odniosła wiele ran, ale to jedna, wyjątkowo trudna potyczka zaowocowała aktualnym stanem Indigo. Prawa strona ciała zdecydowanie nie jest w najlepszej formie. Kolejno bark, kolano i nadgarstek, zostały uszkodzone na tyle poważnie, że dokuczają dziewczynie do dziś. Spowalniają ją i ograniczają, a przeciążone dają o sobie znać bólem i jeszcze większym niż na co dzień, utrudnianiem prostych czynności, o walce nie mówiąc.
Depresja [W]Po tym co przeszła, Indigo nie wierzy już nikomu i ani w nic. Straciła wszelką nadzieję, nie cieszy się i nikt ani nic nie potrafi przynieść dziewczynie ukojenia. Może poza śmiercią, której usilnie poszukuje, a która wciąż omija tę umęczoną duszę.
Cel dla tarapatów [K]Opuszczenie klanu ściągnęło na dziewczynę gniew dwóch potężnych rodów. Od tamtego dnia jest uciekinierem, a jej schwytanie oraz sprowadzenie na sąd stało się swoistym priorytetem urażonych rodzin. Nie ważne jak długo by nie uciekała, mimo dokładnego zacierania za sobą śladów, prędzej czy później ktoś znów trafi na jej ślad, zmuszając do walki. Dodając do tego dość banalną pomyłkę, która doprowadziła do obecnego stanu, można odnieść wrażenie, że zwykły pech wydaje się być niewystarczającym określeniem.
A jednak nieuchwytny [Z]Tak samo jak zdaje się ściągać na swoją głowę kłopoty, Indigo jakimś cudem wydostaje się z najtrudniejszych sytuacji, jakby miała ku temu bliżej nie określony dar.

Umiejętności

Walka wręcz [W] Nie walczy już tak dobrze jak kiedyś. Niegdyś pewnie mogłaby uchodzić za mistrza. Teraz to jej własne uszkodzone ciało stało się ograniczeniem. Wciąż jednak jest groźnym przeciwnikiem, a lekceważenie dziewczyny nie jest dobrym pomysłem.
Walka na dystans [O] Z łuku strzela celnie a i nożami potrafi całkiem przyzwoicie rzucać.
Zabijanie [W] Wciąż potrafi doskonale zabijać. Wie gdzie uderzyć by wykończyć przeciwnika szybko i skutecznie, w tym nie przeszkadza dziewczynie ułomne ciało. Jest zdeterminowana i przyświeca jej jeden cel: zabić by nie dać się pojmać. Jeżeli więc ograniczenia nie pokrzyżują jej szyków podczas pojedynku, wykończenie przeciwnika będzie łatwiejszą częścią zadania.
Przetrwanie [W] Jeżeli nie zbije jej pościg, z pewnością nie uczyni tego głusza, która dla Indigo jest najlepszym i najbezpieczniejszym schronieniem.
Jeździectwo [W] Zawsze była dobrym jeźdźcem. Zarówno spokojne podróże jak szalone rajdy na oklep bez ogłowia, nie stanowią dla niej wielkiej trudności.
Taktyka [P] Jeden z bazowych elementów klanowego wychowania, który musiała opanować przynajmniej w minimalnym stopniu.
Trucizny [O] Zna większość dostępnych w Alaranii trucizn, odtrutek jeśli takowe są dostępne oraz ich składników. Część z nich potrafi samodzielnie przyrządzać.
Zielarstwo [O] Podstawy zielarstwa nie są jej obce. Umie rozpoznawać i znajdować wiele przydatnych ziół, oraz wykorzystywać ich właściwości.
Znachor [P] Umie rozpoznawać i leczyć proste choroby. Bez większych problemów radzi sobie z ranami i urazami.
Nawigacja i orientacja w terenie [O] Raczej się nie gubi, a jeśli tak, to potrafi odnaleźć właściwą drogę, bazując na lokalizacji słońca, gwiazd oraz ukształtowaniu terenu czy punktach orientacyjnych. Czytanie map oczywiście nie stanowi dla niej problemu.
Geografia [P] Jest raczej obeznana z geografią Alaranii.
Polowanie [O] Umie polować i zastawiać pułapki. Umiejętność przydatna zazwyczaj podczas zdobywania obiadu, może być jednak zastosowana tez do istot rozumnych.
Tropienie [O] Zanim coś upolujesz, musisz to wytropić. W tej dziedzinie radzi sobie całkiem przyzwoicie.
Etykieta [O] Dobre zachowanie było cenione równie mocno jak umiejętność walki. Może nauczonych zasad nie stosuje na co dzień, ale wciąż pamięta, jak należy się zachowywać.
Pisanie i czytanie [O] Podstawowa wiedza i umiejętności.
Poliglotyzm [P] Zna podstawowe języki Alaranii jak Wspólny i Elficki
Walka z bólem [W] W wiosce nauczono ją mentalnej kontroli bólu. To umysł miał panować nad ciałem nie odwrotnie. Gdy jednak ból jest zbyt silny i utrudnia bądź wręcz uniemożliwia wędrówkę czy walkę, Hope wspiera się mieszanka ziół, którą sama sporządza.

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Towarzysz

Zjawa
Drobny ogier o smukłej sylwetce, szlachetnej głowie i pełnym gracji ruchu. Śnieżnobiała, aksamitna sierść i długie włosie grzywy oraz ogona nadają mu wręcz bajkowego wyglądu, kojarząc się z niejedną legendą. To co niepokoi, to czerwone ślepia bystro patrzące spod kurtyny grzywki. Swoim złowrogim spojrzeniem, wydają się wręcz nie pasować do delikatnej urody zwierzęcia. Wrażenie to potęguje fakt iż wierzchowiec mimo siwej maści nie jest albinosem.
Stworzenie było pierwszym co Hope dostrzegła budząc się po nieudanej próbie samobójczej. Od tamtej pory koń towarzyszy dziewczynie, nie odstępując jej na krok. Nie daje się kiełznać ani siodłać, ale bez najmniejszych sprzeciwów nosi Indigo na swoim grzbiecie. Przeciwnie do tradycyjnego rzędu, rumak zaakceptował czerwoną krajkę, która wisi swobodnie na jego szyi, doskonale zastępując uzdę.

Historia

Na całym świecie jak jest on długi i szeroki w rodach szlacheckich majątki przechodzą z ojca na syna. Rody rzemieślnicze z pokolenia na pokolenie przekazują tajniki swej sztuki. Czy jednak słyszałeś o rodzinach wojowników? Nadstaw więc ucha, a jeśli będziesz miał szczęście, może zasłyszysz cicho szeptane przez niektórych bardów legendy, opowiadające o klanach żyjących w miejscach tak niedostępnych jakby stanowiły odrębne krainy. W głębokich puszczach czy srogich górach wychowują i szkolą doskonałych wojowników oraz bezwzględnych zabójców. Rody, którym bliżej do arystokracji niźli zwykłych najemników. Klany tak okrutne iż podobno wywodzą się od samych demonów. To właśnie w jednym z nich narodziła się dziewczynka, która w przyszłości miała nieźle namącić w uporządkowanym świecie rządzonym twardymi zasadami.
Snute przy ognisku ballady roztaczają tajemniczą aurę z nutą grozy i mistycyzmu. Opowiedzą o niezliczonych przygodach, honorze wojownika i burzących krew pojedynkach.
Pieśni i legendy to jedno. Rzeczywistość bywa bardziej prozaiczna. Jeśli jednak chcesz poznać prawdziwą historię, bez zbędnych upiększeń, poświęć mi chwilę. Czy okaże się ona warta twego czasu, ocenisz sam.

Ukryte dynastie nie wywodzą się od demonów ni innych magicznych istot, a doskonałość osiągnęli nie nadprzyrodzonymi sposobami, a żelazną dyscypliną i niekończącymi się treningami, bezlitośnie hartując swoje ciało i ducha.
To samo przeznaczenie czeka tam każde narodzone dziecko, a srogie wymagania w równym stopniu dotyczą chłopców jak i dziewczynek. Jedynie przywileje są różne. Prawowitym dziedzicem zostaje tylko męski potomek. Rolą kobiety jest godne reprezentowanie familii jako żona i matka. Ideologia plemienia jasno przestrzega przed rozrzedzaniem krwi, do którego prowadziłoby wiązanie się Ukrytych z niewiastami nieszkolonymi w wojennej sztuce. Jedynie dwóch wojowników może prowadzić ród ku dalszej chwale. Tak więc małżeństwa są aranżowane i oblubieńców dobiera się adekwatnie do swych umiejętności, mając na względzie iż panna młoda nie powinna być gorszym żołnierzem od małżonka. Tym samym im znaczniejsza gałąź rodziny, tym większe wymagania stawia się jej potomkom.

Hope urodziła się jako pierworodna i jedyna córka przywódcy osady. Imię otrzymała zaraz przy narodzinach, ale wraz z tym jak rosła coraz częściej wołano ją Indigo nawiązując do koloru oczu, które barwą przywodziły na myśl smutne deszczowe niebo.
Dziecko od najmłodszych lat pobierało rozmaite nauki. Jako dziewczynkę uczono ją typowej dla kobiet etykiety, tańca i pozostałych niewieścich powinności jednocześnie wymagając od niej bezwzględnego posłuszeństwa wobec głowy klanu, w przyszłości zaś męża, który zostanie jej wybrany. Jak przystało na wojownika, wpajano jej zasady walki przeróżną bronią oraz bez niej. Poznawała trucizny oraz odtrutki. Uczyła się jazdy konnej, przetrwania będąc zdaną tylko na siebie oraz podstaw taktyki.
Lata mijały bezlitośnie, a z dziewczynki wyrosła młoda kobieta, która stała się dumą swojej rodziny. Młoda Hope nie tylko okazała się zdolną wojowniczką, ale nigdy nawet gestem nie uchybiła zasadom i kodeksowi, stając się wzorem dla pozostałych niewiast w wiosce.
Przez cały ten czas dziewczyna nie myślała nad sensem stawianych jej wymagań ani własnymi pragnieniami. Nie było jednostki gdy chodziło o dobro klanu - to motto było wystarczającą motywacją.

Zmówiny ogłoszono wczesną jesienią, gdy drzewa okryły się złotem, a pajęczyny rozciągnięte na górskich łąkach lśniły bielą porannej rosy. Zwyczajowo nim podjęto ostateczną decyzję, rodziny przyszłych nowożeńców spotykały się wielokrotnie by przedyskutować newralgiczne kwestie, a nieraz i przetestować przyszłego członka rodziny. Tym razem decyzja było o tyle delikatna, iż małżeństwo miało połączyć nie tylko dwa znaczące rody z różnych wiosek, ale klany zwaśnione i rywalizujące od pokoleń.
Indigo radziła sobie doskonale i sprawy szły w jak najbardziej pomyślnym kierunku. Młody dziedzic był równie zauroczony jak jego rodzice. Dziewczyna nie zastanawiała się nad tym czy narzeczony jej odpowiadał. Nie budził przyjemnych odczuć, ale przecież to nie do niej należała decyzja. Przez całe swoje życie nigdy nie doświadczyła brzemienia wątpliwości ani luksusu wyboru. Wykonywała polecone jej zadania. Tak miało pozostać i pewnie nic nie uległoby zmianie gdyby nie pewien niefortunny zbieg zdarzeń.
Jak co jesień, do rodzinnej stajni przyprowadzono kilka nowych koni, które zaczęto układać. Nie byłoby w tym obrazku nic nowego, gdyby nie jedna niepozorna klaczka. Tydzień minął, każdy trzylatek - jak wiele przed nimi i zapewne wiele po nich - nosił siodło i jeźdźca ucząc się nowego życia, z wyjątkiem kobyłki. Nie pomagały znane i ogólnie stosowane sposoby łamania woli opornych zwierząt. Gniady wierzchowiec nie czynił choćby najmniejszych postępów, uparcie broniąc swojej niezależności, a Hope z coraz większym zainteresowaniem obserwowała konia.
Nie było konkretnego momentu kiedy zwykłe zainteresowanie przerodziło się w fascynację krnąbrną klaczą. Nie było w niej nic specjalnego. Ani nie była wysoka, ani szczególnie zgrabna. Pęciny miała nienajlepsze, łeb toporny i bliższy dzikim krewniakom niż szlachetnym wierzchowcom, dając do myślenia nad jej prawdziwym, a nie zapewnianym przez handlarza pochodzeniem, ale czarne oczy błyskały uporem i niezłomnością, zwiastując kontynuację walki, co w niepojęty sposób przyciągało Indigo.
Zasiedziała się na padoku raz, potem drugi. Z dnia na dzień spędzała coraz więcej czasu siedząc i obserwując klaczkę, która czyniła dokładnie to samo, wpatrując się bezczelnie w dziwnego dwunogiego drapieżcę.
Zachowanie dziewczyny najpierw komentowała służba, później plotki sięgnęły też mieszkańców osady, podsycane zawiścią innych gałęzi tutejszego klanu. Rodzice po raz pierwszy w życiu zaczęli spoglądać na Indigo wilkiem, doszukując się przyczyn dziwnego zachowania dziewczyny, dając pomówieniom coraz większy posłuch, a swoim podejrzliwym postępowaniem wywołując późniejszą lawinę zdarzeń, której nie dało się powstrzymać.
Gdyby wtedy obdarzono ją zaufaniem, na które przecież zasługiwała, nigdy nie dając powodów do zwątpienia w swoją osobę, dziś byłaby milczącą żoną jak powinna.
Klacz spisano na straty, planując się jej pozbyć jako niezdatną do szkolenia i niezbyt wartościową. Zwierzę pozostawiono jedynie na życzenie Indigo, która dzień w dzień odwiedzała stajnię. Dziwne żądanie tylko nasiliło niezadowolenie rodziców, którzy zamiast porozmawiać z córą, dodali jej zajęć i treningów licząc, że w ten sposób złamią zapędy do głupot. Ona zaś nie widziała nic złego w swoich działaniach, bo przecież jazdę konną tak jak walkę, doskonaliła od dziecka. Nie mając czasu za dnia, poświęcała godziny wieczorne, rozświetlając padok kilkoma oliwnymi lampami. Wioska zaś szemrała coraz głośniej, doszukując się w conocnych pobytach w stajni przyczyn innych niż konie.

Którejś nocy Hope znudziło mierzenie się wzrokiem z dziką klaczką. Spętane zwierzę nie mogło walczyć, co dziewczyna wykorzystała. Sprytnie unikając kopnięć i ugryzień, przywiązała do kantara linę i na oklep wskoczyła na grzbiet wierzchowca. Zwierzak prychał i złościł się nie potrafiąc zrobić nic więcej. Hope zawsze nosiła miecz u boku, zgodnie z klanową zasadą. Teraz będąc na grzbiecie, dobyła go i jednym ruchem przecięła więzy.
Gniadka rzuciła się do szalonego sprintu po wybiegu. Skakała i wierzgała, po raz pierwszy jednak nikt jej tego nie bronił. Siodło nie cisnęło popręgiem, strzemiona nie obijały boków, a wędzidło nie rozdzierało pyska. Dokuczał jedynie jednostajny ciężar przytwierdzony do grzbietu. Indigo nie robiła nic, poza siedzeniem na rozjuszonym koniu.
Klacz powoli z wierzgania nie przynoszącego efektu, przeszła do równego biegu, ale zamiast zwolnić nie mając zbyt wiele miejsca, przyspieszyła i natarła na ogrodzenie. Płot był teoretycznie zbyt wysoki dla tak niepokaźnego wierzchowca. Uderzenie serca później brzuch klaczy i tylne nogi przeczesały deski, ale kobyłka wyratowała się przed upadkiem i pognała przed siebie. Skoro nie mogła zrzucić natręta próbowała przed nim uciec. Hope po raz pierwszy w życiu serce łomotało jak kopyta dzikiego konia gnającego duktem. Domowi strażnicy podnieśli alarm.
Klacz ani myślała się zatrzymać, Indigo nie planowała jej zmuszać. Chciała by zwierzę się zmęczyło do stopnia umożliwiającego jakąkolwiek pracę. Wpadły właśnie na leśną ścieżkę, przyspieszając po opuszczeniu grząskiego gruntu pól, gdy dopadło je echo podkutych wierzchowców.
Wystraszony koń spiął się do większego wysiłku, ale nie miał szans z niezgonionymi i zadbanymi wojskowymi wierzchowcami. Gdy jeźdźcy pojawili się w zasięgu wzroku, dziewczyna chciała krzyknąć, że nic jej nie jest, ale nie zdążyła. Rozległ się brzęk cięciw i świst bełtów, a gniada klacz z bolesnym jękiem runęła na ziemię. Wyrzucona rozpędem dziewczyna przekoziołkowała kilka sążni, nim się zatrzymała. Dopiero po chwili wstała, obita i na chwiejnych nogach próbując zrozumieć co się właśnie stało. Kobyłka rzęziła boleśnie, bezskutecznie próbując stanąć na nogi. Nie widząc innego wyjścia Hope podeszła do konia i dobiła go by oszczędzić mu dalszych cierpień, podczas gdy jeźdźcy zmniejszali dystans.
- Mamy rozkaz zawrócić cię do domu - rzucili służbowym tonem, podjeżdżając do dziewczyny.
- Zawrócić? - spytała wciąż jeszcze nie pojmując co w zasadzie zaszło.
- Zawrócić byś poniosła konsekwencję ucieczki.
- Jakiej ucieczki, ja tylko…
- Myślisz, że jesteśmy głupi?! - Dziewczyna aż otworzyła usta z wrażenia. Nie kłamała. Może nie postąpiła najroztropniej, dała się ponieść emocjom i przede wszystkim koniowi, co wcześniej nie miało miejsca, ale przecież nie uciekała. Przejażdżka zwyczajnie wymknęła się spod kontroli, ale nigdy nie zhańbiłaby tak swojej rodziny. Przecież nie dawała powodów do wątpienia w jej oddanie, skąd więc oskarżenia. Szok powoli zmieniał się we wściekłość. Spełniała każde polecenie, nigdy nie myślała o sobie, była posłuszną córką, a nawet nie dano jej szansy wytłumaczenia się ze zwykłego nieporozumienia…
- Insynuujesz, że kłamię? - zapytała wyniośle. Może była córką wodza, ale też tylko kobietą i takie zachowanie nie spodobało się wojakom.
- Wytłumacz się więc - warknął strażnik.
- Trzeba było od tego zacząć - odpowiedziała butnie i nie myśląc o przyszłych konsekwencjach wyciągnęła miecz, a pochwę wyrzuciła w trawę.

Tej nocy coś w dziewczynie pękło. Oddana córka spaliła za sobą wszystkie mosty i przerodziła się w renegata. Tej właśnie nocy okazało się jak zdolna była. Bez problemu zabiła czterech strażników i zniknęła w lesie. Porzucenie klanu było tabu. Ten kto decydował się na taki krok, ściągał na siebie nie tylko wyrok śmierci, ale przede wszystkim klanowy sąd. Bardziej poniżającego końca wojownik nie mógł sobie wyobrazić. Czymś zupełnie normalnym było zginąć w walce, z powodu odniesionych ran czy starości. Zostać straconym na oczach całej wioski, służąc jako przykład ostatecznej hańby, było jednak nie do pomyślenia.

Wciąż słuchasz?

Dziewczyna stała się wygnańcem, a jej poszukiwań podjęły się oba rody. Zniewagi jakiej się dopuściła, nie można było darować, a plamę na honorze zmazać mogła jedynie krew zdrajcy. Ta przewina nie mogła ulec przedawnieniu.
Życie uciekiniera nie było łatwe. Za każdym razem gdy już myślała, że zgubiła pościg, gniew jednej lub drugiej familii odnajdywał ją na powrót zmuszając do kolejnej walki o swoje życie. Dobrowolnie oddać się pod sąd nie zamierzała, a ścigający robili wszystko by dostarczyć dychającą zdrajczynię z powrotem do osady. Błędne koło wiecznego rozlewu krwi przeciwników i własnej toczyło się a końca nie było widać.
Któregoś razu Ukryci byli wyjątkowo zawzięci, najwyraźniej bardziej ceniąc swoje życia niż poprzednicy. Na przekór wszelkim rokowaniom Indigo przeżyła i tym razem, została jednak ciężko ranna. W szybkim tempie traciła dużo krwi, a poważnie uszkodzone kolano uniemożliwiało jej chodzenie. Półprzytomna odczołgała się od zwłok i pogrążyła w niebycie, licząc na zakończenie tej żałosnej historii. Kostucha jednak okazała się być bardziej opieszała niż ratunek. Dziewczyna obudziła się w czyjejś chacie.

Uratowała ją znachorka mieszkająca w głębi lasu. Nie pytała Indigo ani o rany, ani o grupę trupów, której nie sposób było przeoczyć. Mimo początkowego oporu ze strony wojowniczki, zielarka pomogła jej wyzdrowieć. Co prawda kolano nigdy nie wróciło do dawnej świetności, tak samo jak prawy nadgarstek i bark. Zostały zbyt poważnie uszkodzone podczas ostatniej walki, ale dziewczyna stanęła na nogi i pod opieką zielarki powoli odzyskiwała spokój ducha.
Kobieta dała jej nowy cel. Zaczęła uczyć swojej sztuki i troski o chorych. Dziewczyna szkoliła się pilnie i chociaż nigdy nie zapomniała o niebezpieczeństwie, przez chwilę uwierzyła, że ma szansę na życie nie będące ciągłą ucieczką.
Czy spokój trwał krótko czy długo, zależy od punktu widzenia...
Minęło kilka miesięcy i Hope nie tylko doszła do siebie, ale i zdążyła przyzwyczaić się do nowego życia. Codziennych treningów jednak nie zarzuciła, później okazało się jak słusznym było to posunięciem.
Któregoś popołudnia wracała z naręczem ziół, gdy podświadomie wyczuła, że coś jest nie tak. Las wokół był dziwnie cichy, a kobieta już dawno powinna witać ją w wejściu chaty, jak miewała w zwyczaju. Hope szybko domyśliła się, że sielanka dobiegła końca, a pościg w końcu trafił na jej ślad. W domu zastawiono pułapkę, komitet powitalny już czekał gotów do walki, a znachorka leżała martwa. Ukryci nie zostawiali świadków.

Jakim cudem i tym razem uszła z życiem? Nie pragnęła przecież żyć, wolała zginąć. Jakimś pokrętnym sposobem chyba właśnie to pragnienie wciąż prowadziło ją do zwycięstwa.
Nie odeszła z chaty. Cierpliwie czekała na następnych. Nie zjawili się jednak ani po zimie, ani jesienią. Minął kolejny rok, a wojownicy nie nadeszli. W tym czasie Indigo troszczyła się o potrzebujących, jak nauczyła ją znachorka. Leczyła tych, którzy przyszli z miasta po pomoc. Pomagała tym, których nieszczęście spotkało w głuszy.
Tak samo postąpiła gdy podczas zbierania ziół, znalazła myśliwego poturbowanego przez niedźwiedzia. Uratowany szybko doszedł do siebie, a później co jakiś czas odwiedzał dziewczynę. Potrafili spędzić długie godziny rozmawiając przy herbacie jak najbliżsi znajomi. W pewnym momencie Indigo nawet zaczęła odzyskiwać nadzieję na inny los.
Nie zdziwiła się, gdy przeszedł kolejny raz. Zdziwienie opanowało ją dopiero, gdy parząc herbatę otrzymała cios w tył głowy.

Ocknęła się związana na podłodze, podczas gdy mężczyzna stojąc w drzwiach czegoś wypatrywał. Czegoś, czy może kogoś. Mimo otępiającego bólu dziewczyna szybko rozeznała się w sytuacji.
Jak ironicznym potrafił być los. Całe lata ścigana przez wojowników, została pokonana przez zwykłego łowczego i sprzedana jak jedno z jego trofeów. Najprawdopodobniej klan szukał jej w miasteczku, a uratowany mężczyzna połączył fakty i wydał ją pościgowi.
Wojownicy zjawili się niedługo później. Wciąż związaną Hope przerzucono przez siodło, jak zwykły pakunek, kierując się w drogę powrotną do wioski. Przez chwilę nawet miała zamiar się poddać. Odpuścić i wreszcie przestać walczyć. Była zmęczona ciągłą ucieczką. Upór jednak nie pozwalał jej na jedno. Sama myśl o ukorzeniu się przed klanem i poniżająca egzekucja budziły bunt.
Podczas postoju, Indigo doczekała momentu, gdy jeden z wojowników zbliżył się by ją napoić. Wykorzystując sytuację z całej siły uderzyła żołnierza głową, zaskakując go odsłoniętego. Szybko przetoczyła się po trawie i związanymi rękoma odebrała miecz mężczyźnie próbującemu pozbierać się po niespodziewanym i bolesnym ataku. Uwolniła się nim reszta zdążyła ją powstrzymać.

Jak długo mógłbyś uciekać?

Zmęczona wieczną walką z pogonią i brakiem nadziei na godną śmierć bądź wolne życie, Indigo uznała, że najwyższy czas zwyczajnie zakończyć je na własnych zasadach.
Nie zdawało się to aż tak trudne. Wlokąc się bez celu dotarła nad brzeg jeziora. Stała przez chwilę przyglądając się ciemnej wodzie, w której nie sposób było dostrzec dna. Ranna i osłabiona… wystarczyło, że wypłynęła na głębinę, a toń szybko zaczęła ją otulać zamykając w swoich objęciach drobną postać. Krótka panika zmieszana ze zrezygnowaniem. Rozrywający ból gdy zamiast powietrza, do płuc dostała się woda, a później już nic, błoga wszechogarniająca ciemność…
Gdy mrok ustąpił, chociaż przecież powinien spowić jej umysł na dobre, dziewczyna obudziła się nie tylko obolała, ale jeszcze zziębnięta i przemoczona. Obok niej stał biały koń wpatrując się w nią upiornie czerwonymi ślepiami, połyskującymi spod długiej grzywy.
Nie rozumiała z zajścia nic poza tym, że nawet jezioro odmówiło jej śmierci. Znów ruszyła w drogę, a Zjawa jak go nazywa, nie odstępuje jej na krok. Czasami dziewczyna ma wrażenie, że upiorny koń pilnuje by znów nie targnęła się na swoje życie. Ona jednak porzuciła ten zamiar. W pewnym sensie pogodziła się z losem. Żyjąc z dnia na dzień, wędruje z miejsca na miejsce nigdzie nie zatrzymując się na dłużej. Stała się ściganym zbiegiem, złamanym ciągłą ucieczką i pozbawionym nadziei na wytchnienie inne niż grób.
Z powodu kontuzji nie jest już tak szybka jak kiedyś i walka w krótkim dystansie stała się dla Indigo trudna, nie mogąc jej jednak porzucić, swój wysłużony miecz zamieniła na potężny, oburęczny Flamberge.

Tak, to już jest koniec mojej opowieści. Zdziwiony? Zawsze gdy słyszysz pieśni opiewające czyny wojowników, brak w nich miejsca na zwątpienie. Bohaterowie nie krwawią, łatwo odróżnić ich od złoczyńców i zawsze czeka na nich szczęśliwe zakończenie. Zważ, że wszystkie te piękne podania choć zapewne mają swe źródło w prawdzie, bliższe są baśniom. Życie wojownika zaś to walka nieuchronnie prowadząca do śmierci, w której próżno szukać chwały czy wzniosłych ideałów.

Dane gracza: Indigo

Nazwa użytkownika:
Indigo
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
GG:
62468988
Grupy:
Dołączył(a):
Pt paź 06, 2017 10:36 pm
Ostatnia wizyta:
Wt paź 17, 2017 7:11 pm
Liczba postów:
0 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.00 posty dziennie)
cron