Profil użytkownika Elion

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Elizabeth Schwarzherz, choć obecnie mówią na nią Elion
Rasa: Pokusa
Wiek: Dwadzieścia pięć lat (Od narodzin. Została pokusą/umarła kilka miesięcy temu)


Aura

W emanacji nie ma jeszcze zbyt wiele siły, można by rzec, iż jest naprawdę słabiutka pod tym względem. Jednakże nie tyczy się to widowiskowej poświaty w kolorze turmalinu, w której nieraz da się odnaleźć smugę szafiru jaśniejącą niczym spadająca gwiazda, pragnąca złożyć czuły pocałunek na przyozdobionej w rosę trawie. Podczas gdy powłoka w barwie kobaltu przypomina okładkę starej księgi zawierającej w sobie prastare dzieje, a miedziany pył tworzący osad podobny do kurzu, dodaje jej lat i tajemniczości. Wszystko to dzieje się w ciszy niezmąconej nawet najmniejszym dźwiękiem wprawia to w stan zamyślenia, aczkolwiek smród siarki szybko przywraca do rzeczywistości. Nie oznacza to jednak koniec nadzwyczajnego pokazu. Pozornie twarda do tej pory powierzchnia będąca okazuje się niebywale miękka i giętka, co uwidacznia poprzez iluzje delikatnie falujących starych stronic wokół całości. Niespodziewanie księga zatrzymuje się i sztywnieje i jakby wystraszona, zamyka swe wnętrze, by nikt nie mógł wyczytać jej sekretów. Jeśli jednak ktoś uparty próbowały je odkryć, ma na tę okazję przygotowane kolce lewitujące wokół i czyhające na śmiałego głupca. Nie wszystkie są tak samo naostrzone, wiec istnieje cień szansy ujścia z życiem. Gdy sytuacja się uspokaja, aura przybiera klasyczną postać, a swą broń skrywa pod chropowatym materiałem, będącym także idealną przykrywką da jej prawdziwego oblicza. Zwłaszcza, iż na ów płachcie wyszyto aksamitne piórka, które kuszą, by sprawdzić, czy są naprawdę tak miłe w dotyku, jak wyglądają. Podczas czytania emanacji w ustach wyczuć można gorzki posmak, a po skończeniu będzie się on utrzymywał jeszcze przez długi czas.


Wygląd

Elion, zależnie od tego, w jakiej formie się znajduje, może wyglądać albo niczym potwór spod łóżka, który dorabia sobie jako pokusa, albo też jak mniej lub bardziej przeciętna ludzka kobieta, w zależności od tego, na co się zdecyduje. Niemniej jednak każda postać ma swoje zalety i wady, dlatego też warto przyjrzeć się każdej, gdy tylko ma się okazje. Kto wie, kiedy ta wiedza może się przydać.




Prawdziwa postać



Abominacja pozszywana z części ciała Pokusy i Potępionego. Szkarada z Piekielnych Czeluści. Brzydkie Pokusiątko. Czyli po prostu opis Elion w wykonaniu innych, bardziej normalnych Pokus. Ciężko nie zgodzić się z tymi słowami po spojrzeniu na tak nieludzko wyglądającą powłokę, w której tylko najbardziej poskręcane lub ignoranckie umysły znajdą coś pociągającego.

Zaczynając od wymiarów, te nie zapowiadają się tak źle. Prezentuje się ona dosyć nisko, mierząc około dwa łokcie i jedną stopę (ok. 150cm), a ważąc przy tym adekwatnie, bo w przybliżeniu dwa centary (ok. 80kg). I choć dla niektórych taki ciężar daleki od adekwatnego dla tak niskiej istoty, to jednak pamiętać trzeba, że ciało pokusy, poza ludzkimi elementami, posiada kilka dodatkowych części, które z powietrza nie są zrobione i które swoje muszą ważyć, a do których to wrócimy później.

Jej szara, szorstka w dotyku skóra przypomina coś, co jeszcze przed chwilą oplatało ciało kilkutygodniowego trupa. Liczne niedoskonałości pokrywają całą powierzchnię jej ciała, zaś tuż spod powierzchni przebijają się żyły i tętnice, które wiją się po całej powierzchni jej ciała, jakby znajdowały się tam robaki.

Jej figura jako jeden z nielicznych elementów jej ciała zdaje się nienaruszona brzydotą. Szczupła sylwetka o dobrze rozrośniętych, kobiecych kształtach chełpi się swoją nieskazitelną symetrią i niemal idealnymi proporcjami poszczególnych części ciała. Gdyby nie te wszystkie nieludzkie elementy pochodzenia piekielnego, byłaby istnym ideałem.

A skoro o ów nieludzkich elementach mowa, to jest ich całkiem sporo. Jej kręgosłup nie kończy się tam, gdzie zaczynają się pośladki, a zamiast tego ciągnie się dalej, tworząc długi na łokieć i dwie dłonie (ok. 75cm) ogon, pokryty taką samą skórą jak reszta jej ciała. Przenosząc uwagę na jej nogi, ujrzeć można, iż są one mocno zdeformowane, przypominając nieco to, co zazwyczaj posiadają potępieńcy gorszego sortu. W tych miejscach skóra staje się niemal czarna i traci resztki delikatności. Palce jej zaś zakończone są niby-zwierzęcymi szponami, czarnymi jak noc, skrzywionymi jak jej moralność oraz ostrymi jak brzytwa.

W miejscu, gdzie są łopatki na jej plecach, wyrastają charakterystyczne, pokusie skrzydła. W przypadku Elion prezentują się one podobnie, jak reszta jej ciała. Przy pełnym rozprostowaniu, osiągają one długość ponad jednego kroku (ok. 90cm), co wystarcza, by unieść piekielną w powietrze, gdy zajdzie taka potrzeba. Oczywiście są typowo nietoperzowe, lecz ich krańce wyglądają, jakby były poszarpane, przez co ich ogólna estetyka jest nieźle nadszarpnięta. Ostatnim, nieludzkich elementem jej pokusiego ciała są rogi. Krótkie, delikatnie zakrzywione do środka, ów iście diabelskie atrybuty są ostre, i jakby Elion chciała, to wydłubałaby oczy każdemu, kto zechciałby wyśmiać jej piękno, czy też raczej brak tegoż.

Z twarzy, nie licząc wcześniej wspomnianej skóry oraz oczu, które prezentują się jako jarzące się białe światło otoczone szarością przechodzącą w czerń, jest ona niezwykle urodziwa, o ile w jej przypadku można o czymś takim mówić. Twarz o rysach szlacheckich prezentuje się całkiem dobrze, podobnie zresztą jak niczym niewyróżniający się nos oraz dosyć przeciętne, kobiece usta, które kolorem pasują do reszty ciała Pokusy..

Włosy jej prezentują się ciekawe, nietypowo wręcz. Czerń, która z sobie tylko znanych powodów przejawia oznaki wymieszania z kolorem ciemnofioletowym, opada na jej twarz pod postacią zadbanych, prostych kosmyków, które sięgają co najwyżej do szyi. Gdyby nie rogi, grzywka Elion bez trudu ukrywałaby całą twarzyczkę piekielnej.




Postacie ludzkie



Mając nieskończenie wiele różnych kombinacji do wyboru, Elion przybierała wiele, doprawdy wiele postaci ludzkich. Z czasem jednak wykształciła preferencje, w przypadku, gdy mogła sobie pozwolić na swobodę w kwestii tego, jakie cechy będzie widać w postaci, która skryje jej piekielną naturę.

Jej złotym standardem jest czarno włosa szlachcianka średniego wzrostu, o zdrowej cerze, skromnym ciele i niewinnym spojrzeniu. Jeśli sytuacja na to pozwala, stara się ona, by rysy twarzy sugerowały na pochodzenie z okolic Rapsodii, gdyż to właśnie z tamtym miastem najmocniej się utożsamia.

Czasem jednak wysoko urodzona osoba nie jest mile widziana. W tym wypadku kolejnym najczęstszym wyborem Elion jest postać biednej, ślepej sieroty z ulicy. Jej oczy są wtedy dokładnie takie same, jak te należące do jej prawdziwej formy. Ciało jest chude, zaniedbane oraz zagłodzone, a skórę pokrywają liczne blizny i kiepsko zagojone rany.

We wszystkich innych przypadkach inspiruje się zazwyczaj otoczeniem, podpatrując cechy wyglądu jednej, bądź czasami kilku kobiet, tworząc na tej podstawie ludzką formę. Nie lubi, gdy ciało, w którym się znajduje, zdaje się zupełnie obce, dlatego też niemal zawsze próbuje dodać coś od siebie, z czym się utożsamia, a dzięki czemu, gdyby się jej szukało, można ją rozpoznać w tłumie.




Ubrania



Nawet za życia ceniła sobie to, jak się ubiera. Jej gust od dawna nie zmienił się, zmieniło się tylko to, kiedy się ubiera i co częściej nosi. Dawniej bowiem mieszkała ze swoją matką, w sercu miasta, jako córka z bogatej rodziny, a to oznaczało, że obowiązywały ją zasady, które w mniejszym lub większym stopniu ograniczały jej swobodę wyboru.

Obecnie, można rozpoznać u niej trzy “fazy”, które determinują, co na sobie nosi. W czasie, kiedy znajduje się w ustronnym miejscu, takim jak opuszczona biblioteka, która jest jej własnością, bądź też kryjówka, o której wie, iż nikt do niej nie wtargnie, jej ubiór nie pozostawia wiele dla wyobraźni tych, którzy ujrzą ją w takim momencie.

Lubi ona bowiem, w swym wolnym czasie, chodzić tak, jak Piekło ją stworzyło, bez jakiegokolwiek materiału skrywającego ją przed wzrokiem. Kiedyś nawet nie pomyślałaby o takiej możliwości, jednak Anabelle wywarła na niej wielki wpływ od czasu, kiedy się poznały. To właśnie w ślady drugiej pokusy poszła Elion, decydując się, iż nie zaszkodzi zrzucić to i owo, gdy wie, że nikt obcy nie patrzy. Tak też zresztą odkryła, iż czytanie niektórych książek podczas bycia w negliżu jest bardziej interesujące.

Nie zawsze jednak czas wolny polega na siedzeniu w miejscu. Czasem trzeba podróżować, a czasami ma się ochotę pospacerować po piekle czy choćby po ludzkim mieście. Wtedy też koniecznie trzeba się wystroić, a przynajmniej tak myśli Elion. Jej garderoba to niemal wyłącznie suknie wszelkiego rodzaju. Posiada jedną na niemal każdą okazję, każda różniąca się zdobieniami, fasonem lub wykonaniem od innej. Część nadaje się do noszenia, nawet gdy jest w pokusiej formie, a część przeznaczona jest jedynie ciała ludzkiej kobiety. To jednak, co łączy je wszystkie, to ciemne kolory oraz fakt, iż zawsze muszą leżeć na niej luzem. Nie mogą być na styk, ani - o zgrozo, za ciasne, inaczej wylądowałyby w ogniach piekielnych, a pokusę czekałyby zakupy mające na celu uzupełnienie jej zapasów ubrań.

I na koniec są też momenty, gdy zobowiązanie wobec piekła wzywa. Wtedy też Elion może nosić dosłownie wszystko. Nigdy w końcu nie wiadomo, co będzie adekwatne do danej sytuacji. Czasem trzeba kogoś uwieść, a czasem udawać pokojówkę, by mącić w głowach zamożnych, a to oznacza, że nie ma sensu trzymać na zapas stroju na każdą okazję. Zamiast tego albo kupuje gdzieś w okolicy miejsca, gdzie trzeba nieco napokusić, a czasem, gdy nadarzy się okazja, okrada biedne kobiety z ubrań, o ile coś wpadnie jej w oko.




Zachowanie, Głos i Mowa Ciała.



Nawet jako pokusa, Elion nie przepada za wywijaniem tyłeczkiem na lewo i prawo. Od zawsze była molem książkowym, a takie osoby zobowiązuje raczej skromność w kwestii mowy ciała. Poza tym tak długo, jak nie wymaga tego jej praca Pokusy, woli nie zwracać na siebie uwagi. Dlatego też jej postawa to raczej ta należąca do nieśmiałej osoby. Unika intensywnego gestykulowania podczas prywatnych rozmów, a także, zamiast prezentować swoje ciało, raczej skrywa je, chybachyba że jest w nastroju na bliskie zapoznanie się z kimś.

Jest niezwykle spokojna i cierpliwa, co zresztą widać po niej. Nie rozgląda się bez potrzeby, a także potrafi utrzymać obecną pozę nieruchomo nawet podczas długich i żmudnych rozmów. Słychać to nawet w jej delikatnym głosie, który potrafi bez oznak znudzenia przebrnąć przez najbardziej nużące konwersacje.

Kiedy śpiewa, robi to cicho, ale z sercem. Podobnie zresztą w tańcu. Nigdy nie była bowiem fanką robienia czegoś dla zadowolenia ewentualnej publiki, zamiast tego woląc tańczyć i śpiewać dla własnej satysfakcji.


Charakter

Będąc niejako anomalią wśród Pokus, Elion prezentuje swoim zachowaniem inne spojrzenie na tą konkretną rasę Piekielnych. Wypełnia swoje obowiązki wobec Piekła w miarę możliwości, jednak w międzyczasie stara się niejako kontynuować życie sprzed przemiany. W końcu jeszcze przed śmiercią, za sprawą pokusy Anabelle i łowcy dusz Dantego, była ona zainteresowana czynieniem grzechu oraz tym, by inni także go popełniali.

Gdyby spłycić jej osobowość do kilku słów, uzyskałoby się następujący wynik - pokusa, przyjaciółka, starsza siostra, mol książkowy. Dokładnie w tej kolejności prezentuje się jej system wartości, sprawiający, iż jest ona tą osobą, a nie inną.

Odkąd została pokusą, traktuje ona swoje obowiązki wobec Czeluści Piekielnych bardzo poważnie. Nie wie, czy za zbyt kiepskie wyniki w sprowadzaniu dusz na drogę zła i grzechu jest kara i szczerze mówiąc, ma nadzieje, że nigdy się nie będzie miała okazji się dowiedzieć. Wraz z Anabelle i Dantem pilnuje, by każdego dnia co najmniej kilka osób odepchnąć nieco dalej od Najwyższego, a nieco bliżej ogni piekielnych.

Nie oznacza to jednak, że czynienie zła i grzechów nie sprawia jej już przyjemności. Wręcz przeciwnie, odkąd umarła i została odrodzona w piekle, uzależnienie, które zasadzili w niej Anabelle z Dantem, rozrosło się znacznie. Nawet drobne wybryki i grzeszki sprawiają radochę i wywołują niecny uśmiech na twarzy pokusy.

Każdy jednak wie, że nie można wiecznie oddawać się obowiązkom. Dlatego też rozkoszuje się czasem, jaki spędza ze swoimi towarzyszami z piekła. Zazwyczaj ich wspólny czas upływa w wesołej atmosferze, która charakterystyczna jest dla spotkań, gdzie każdy ufa każdemu, a wszelka niezgoda odchodzi w niepamięć. Zdarzają się jednak chwile, gdy ciało pokusy nie może wytrzymać dłużej osamotnienia, podobnie zresztą jak serce.

Elion bowiem od pewnego czasu przestała darzyć parę, z którą podróżuje i łowi dusze, wyłącznie przyjaźnią. Zarówno do niego, jak i do niej, przywiązała się w sposób niemalże romantyczny. I nie chodzi tu tylko o cielesność, a o głębokie uczucie, balansujące na granicy miłości. Nikt jednak ani ona, ani oni, nie odważyli się jednak nazwać tego, co dzieje się między nimi, po imieniu. Może to i lepiej, ostatnie, czego by chcieli, to żeby jakiś “normalny” piekielny podsłuchał ich pogawędkę, by następnie pogorszyć ich i tak już nadszarpniętą w piekle sławę.

Przechodząc do starego i wciąż żywego zainteresowania pokusy, wiedzieć warto, iż Elion gustuję w książkach każdego rodzaju. Epika, liryka, dramat, księgi naukowe czy nawet komiczne autobiografie bardów, których ego było tak wielkie, iż tylko wyimaginowany rozmiar ich dumy był w stanie temu dorównać. Wszystkie księgi mają specjalne miejsce w sercu pokusy, która uważa każde słowo pisane za coś pięknego, nawet jeśli do arcydzieła danemu tekstowi daleko.

Bez względu na to, co się dzieje, gdzieś tam, w głębinach umysłu Elion, zawsze znajdzie się ta jedna, zagubiona myśl, brzmiąca “Ciekawe czy młoda ma się dobrze…”. Pomimo upływu czasu, pomimo tego, czym się stała, wciąż sprawuje pieczę nad Nefertiti. Nalega, by ona i jej towarzysze zawsze byli blisko Rapsodii, bądź by często odwiedzali okolicę. W końcu jest zobowiązana, by chronić tą, którą przysięgła się opiekować za młodu, nawet jeśli obecnie jest istotą, której obowiązkiem jest spaczanie niewinnych duszyczek, takich jak choćby malutka Nef.

Co do całej reszty świata, Elion jest raczej neutralna. Nie jest jeszcze na tyle stara, by mieć wiele konkretnych opinii o wielu rzeczach, które można spotkać lub usłyszeć w tym świecie. Wiele jest bowiem przed nią i prawdopodobnie wiele czasu minie, nim ukształtuje się jej zdanie o rzeczach, których dopiero ma być świadkiem.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Chuderlawy, Delikatny,
Zwinność:Zręczny, Powolny, Perfekcyjny,
Percepcja:
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, Łatwy do złamania,
Prezencja:Odpychający, Godny, Szarak,

Cechy specjalne

Cechy Rasowe - Pokusa [D]Nawet, jeśli Elion nie jest taką pokusą, jak należy, to jednak pokusą jest. A co za tym idzie, posiada moce i zdolności które wynikają z tego faktu, a przynajmniej część z nich. W swej prawdziwej postaci potrafi latać na swoich skrzydłach, choć lot pełen gracji to nigdy nie jest. Potrafi ona, za pomocą myśli, zmieniać własną postać, mogąc nie tylko w ten sposób ukryć fakt bycia pokusą, ale także przybrać dowolny wygląd, jaki jest możliwy dla ludzkiej kobiety. Poza tym, jest także zdolna wdzierać się do cudzych umysłów i czytać z tychże jak z ksiąg w sposób mniej lub bardziej udany, zależnie od tego jak odporna na tego typu sztuczki jest dana osoba.
Niedorobiona [S]Elion, za życia znana jako Elizabeth, umarła za sprawą niebiańskiej magii, która chroniła pewien artefakt, a który to w ostatnich chwilach swojego życia zbeszcześciła. Za swoje czyny trafiła do piekła, gdzie została pokusą, jednak nie wszystko poszło tak, jak powinno. Magia broniąca artefakt była silna, na tyle, że pozostałości po tej magii w pewnym sensie osiadły na duszy kobiety. A że, jak wszyscy wiedzą, magia piekielna nie lubi magii niebiańskiej, proces tworzenia ciała pokusy nie przeszedł we właściwy sposób, sprawiając, iż obecna prawdziwa forma Elion jest szkaradna.
Nienaruszony Umysł [Z]Jedynym plusem tego, iż jest pokraką wśród pokus, może być to, że umysł i wspomnienia Elion nie zostały naruszone przez piekielne moce, dzięki czemu zachowała dawny charakter.

Umiejętności

Etykieta [W]
Kulturoznastwo - Rapsodia [W]
Kaligrafia [W]
Bibliotekarstwo [W]
Znajomość literatury i autorów dzieł Alarańskich [W]
Śpiew [O]
Taniec [O]
Prawo - Rapsodia [O]
Polityka - Rapsodia [O]
Pokuskowanie [O]
Piekielnologia [P]

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

”Byłabym kłamcą, gdybym powiedziała, że wciąż robię to dla niej. Chciałabym, by to była prawda, ale już dawno straciłam resztki tego, co czyniło mnie człowiekiem. Co czyniło mnie dobrą starszą siostrą. Pozostaje mi tylko iść dalej straszliwą ścieżką, którą sama sobie wyryłam. A że po drodze będę sprawiać pieczę nad nią, to chyba nie grzech, prawda?” ~ Elion







Świt



Rapsodia i magia to dwie, nieodłączne rzeczy. W tym wspaniałym mieście żyło się magią, czuło się magię, a co niektórzy w swej ekscentryczności odżywiali się takową w pewnym sensie. Życie w nędzy i biedocie graniczyło tu z wyzwaniem, za sprawą wszechobecnego dobrobytu oraz sprawiedliwych rządów dwunastu magiń.

Co nie znaczy, że nikt nigdy nie zaznał losu, jaki czeka najniższą warstwę społeczną. Dobrym przykładem tego była pewna kobieta, której imię zostało utracone wraz ze wszystkim, co miała wcześniej. Sięgnęła dna, ale z czasem przyzwyczaiła się i już zaczynała widzieć pierwsze promyki słońca w swym ubogim życiu.

W końcu jednak magia tego miasta albo coś, co przypominało uśmiech losu, sprawiło, że spotkała ona arystokratę z Rodu Schwarzherz o imieniu Sandan. Najmłodszy przedstawiciel swojego rodu przemierzał od niedawna ulice w poszukiwaniu legendarnej miłości od pierwszego wejrzenia. Widok bezimiennej bezdomnej wzbudził w nim to uczucie, jak również sporą dawkę współczucia, dzięki czemu, pomimo jej pozycji i wbrew normom społecznym, otworzył przed nią swoje serce, a ona przyjęła jego uczucie, przyjmując przy tym proste imię brzmiące “Panienka”.

Z pomocą Sandana oraz jego bogactwa, Panienka nie tylko wyszła z biedoty, ale i szybko dorównała otaczającej ją arystokracji, a z czasem i przerosła ją swoim nowo zdobytym snobizmem i pogardą wobec wszystkiego, co sama wcześniej reprezentowała. Zdołała nawet zarazić tym nastawieniem swojego już-wkrótce-narzeczonego, który w miłości chłonął złe nawyki Panienki bez zastanowienia.

Po udanych zaślubinach zamieszkali w wykupionej za rodzinne bogactwo willi, zlokalizowanej w centrum miasta. Szybko zabrali się do rzeczy, bo Panienka została brzemienna i po adekwatnym czasie przyniosła na świat dwie zdrowe bliźniaczki. Może to matczyna miłość, a może długie, bezsenne noce powodowane nieskończonym, dziecięcym płaczem na dwa głosy, ale zarówno Panienka, jak i Sandan utracili te części charakteru i zachowań, które sprawiały, iż od dobrych ludzi dzieliła ich nie gruba linia, a mur z cegieł. Choć zjawisko to dotknęło mocniej mężczyznę, kobieta bowiem nadal potrafiła pokazać rogi i zaleźć za skórę innym.

Tymczasem dziewczynki, których imiona brzmiały Ziriel i Elizabeth, rosły, otaczane bogactwami rodziców i wszystkim, co Rapsodia miała do zaoferowania i co było dla nich najlepsze. Były inne z wyglądu i charakteru, ale ich rozwój miał podobne tempo, a i ciągnęły do siebie nawzajem jak papużki nierozłączki. Przynajmniej do czasu, kiedy miały one pięć lat, a kiedy to jedna nie znikła. Elizabeth została sama, kiedy jej siostra znikła pewnego dnia bez śladu.




Poranek



Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy, ale wszyscy uznali, że Zira umarła. Rodzina Schwarzhert nie przeżyła tego dobrze. Młoda Elizabeth wiedziała, że Zira zniknęła, kiedy była sama na zewnątrz w słoneczny dzień. Zrodziła się w niej fobia, przypominająca do pewnego stopnia obsesję, bowiem zaczęła się ukrywać. Nie wiedziała przed kim lub przed czym, po prostu czuła strach. Nie chciała podzielić losu siostry, który wyobrażała sobie jako coś niemożliwie strasznego. Odosobnienie zastąpiło jej nieobecną już siostrę.

W wyniku zniknięcia pierwszej córki oraz zmian w drugiej, Panienka i Sandan popadli w rozpacz, a później, jakby chcąc zapomnieć o tym, co się działo, powrócili do dawnych, złych nawyków sprzed narodzin bliźniaczek. W ten sposób zapominali o bólu, który doświadczyli. Poza tym zdecydowali, iż ich córka nigdy nie opuści terenu ich posiadłości samotnie bez czyjegokolwiek nadzoru. Zrobili to w dobrej intencji oczywiście, a Elizabeth nie tylko to rozumiała, ale nawet pasował jej tak obrót spraw ze względu na strach panoszący się w jej sercu.

Elizabeth, poza sobą i samotnością, z którą dzieliła swoje życie, miała książki i tylko książki, z których uczyła się tego, co inni poznawali w praktyce, poprzez normalne życie i lekcje pod czujnym okiem dorosłych. Nie wychodziła na zewnątrz nawet wtedy, gdy był dostępny służący, który mógłby pilnować ją przez ten czas. Omijała innych ludzi w miarę swoich możliwości. Odrzucała także przysyłanych przez rodziców nauczycieli.

Panienka i Sandan nie mogli nic z tym zrobić, z obawy, iż jedna zła decyzja i ich druga córka także przepadnie, a do tego nie chceli dopuścić, choćby i kosztem utracenia kontroli nad swoim dzieckiem. Zrodziła się w nich bowiem obawa, że to przez swoje poprzednie decyzje utracili Zirę.

Niedawno po swoich dziesiątych urodzinach, ciszę pokoju Elizabeth przerwały błagania o pomoc przeplatające się z płaczem dziecka, dochodzące z zewnątrz przez uchylone okno. Był późny i zimny wieczór, a fobia młodej szlachcianki nadal mocno ściskała ją za serce. Ale coś jej mówiło, że musi wyjść i odpowiedzieć na wołanie. Może, w obliczu tragedii z przeszłości, po prostu nie chciała, by kolejna stała się tak blisko niej. Szczególnie kiedy jest szansa, że może coś w tej kwestii zdziałać.

Po udanym, skrytym wyjściu z domu i dotarciu do źródła błagań, widok nie był przyjemny. Po raz pierwszy Elizabeth widziała ofiarę przemocy, całą we krwi. Kobieta, wyglądająca jakby bieda towarzyszyła jej od zawsze, drżała, a oddech jej był nierówny. Wyglądała strasznie, ale młoda szlachcianka nie uciekała. Jej wzrok zatrzymał się na płaczącym zawiniątku. Dziecko, dziewczynka konkretnie. Chciała zapytać się, jak może pomóc. Co może zrobić dla kobiety. I uzyskała odpowiedź, zanim jeszcze otworzyła usta.

Dziecko, przedstawione przez kobietę jako Nefertiti, zostało położone w ręce zszokowanej Elizabeth. Kobieta poprosiła o zaopiekowanie się maleństwem. Były to jej ostatnie słowa, nim utrata krwi odebrała jej przytomność, by tuż po tym pozbawić ją resztek życia. Szlachcianka krzyknęła, ale nie obudziło to kobiety. Młoda Eli stałaby tak do poranka, ale służba w domu zauważyła w końcu, że stoi ona na zewnątrz. Zabrano ją do środka, ale nie zabrano jej dzieciątka z jej rąk. Po oczach Elizabeth widać było, że nie pozwoliłaby. Choć była nadzieja, że jej rodzice wbiją jej nieco rozumu do głowy.

Rzecz jasna, Panienka i Sandan kategorycznie odmówili na przyjęcie obcego dziecka pod swój dach. Szczególnie że zapoznali się z sytuacją, to znaczy, zobaczyli, jak biedna była kobieta, która przekazała Elizabeth dziecko. Wtedy jednak Elizabeth wybucha, ale w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Przysięgła, że będzie dobrą siostrą dla Nefertiti. Że będzie przy niej dzień i noc, że nigdy, ale to nigdy nie opuści jej. Że jeśli będzie trzeba, samodzielnie zajmie się wszystkim, co będzie trzeba zrobić w trakcie wychowywania malutkiej dziewczynki. Obiecała pilnować tego, by mała Nefertiti wyrosła na najlepszą młodszą siostrzyczkę, jaką można sobie wymarzyć.

Może to dziecięca dobroć, a może uznała malutką za nową siostrę już od pierwszej chwili i nie chciała jej utracić tak jak Ziry. W każdym razie Elizabeth po raz pierwszy od dawna uśmiechała się i była pełna energii, a w jej oczach nie było strachu, który wcześniej sprawiał, że chowała się po kątach. Rodzice, widząc, iż może z tego wyniknąć wiele dobrego, ostatecznie zgodzili się na przyjęcie malutkiej, pozwalając nawet na pozostawienie imienia, które zostało jej nadane przez martwą już kobietę.

Szybko jednak pojawił się pierwszy zgrzyt. Nefertiti, po odwinięciu materiału, który skrywał jej ciało, okazała się nie byle dzieckiem. Mysie atrybuty wywołały uśmiech Elizabeth, zadziwienie ojca i obrzydzenie matki. Niestety, Sandan i Panienka widzieli już, że nie mogą cofnąć swojej pierwotnej zgody. Strach pomyśleć, co by się stało z psychiką ich prawdziwej córki, gdyby utraciła świeżo przybraną siostrę i to tuż po tym, gdy została ona przyjęta do ich domu.

Rodzice jednak nie musieli tolerować inności Nefertiti, czego nie ukrywali. Głównie matka była obrzydzona przez nieludzkość młodszej dziewczyny, Sandan zaś przytakiwał jej, wierząc w słuszność zachowania swej żony. Dla Elizabeth nie było to jednak ważne. Znów miała siostrę, choć tym razem młodszą i musiała zrobić wszystko, by jej mysie rodzeństwo było szczęśliwe.




Południe



Elizabeth była jak za dawnych czasów - wesoła, beztroska i niezwykle nadopiekuńcza względem swej siostry. W pewnym sensie ignorowała bolesne wspomnienia, dotyczące zniknięcia Ziry i okresu, kiedy była sama. Choć to nie zawsze było łatwe, szczególnie gdy posiadało się niezwykle żywą i równie ciekawą młodszą siostrę, która widziała w szlachciance źródło wiedzy wszelkiej i absolutnej.

Było to jednak dobre, mimo wszystko. Dzięki zapałowi młodej Elizabeth szybko powróciła do tego, co było częścią życia każdej, dobrze rozwijającej się arystokratki. Przyjaciele, chodzenie do prywatnych nauczycieli, przechadzanie się po mieście, wpierw pod eskortą służących, a później samodzielnie, kiedy Elizabeth była już wystarczająco dojrzała. Nefertiti miała o wiele trudniej ze względu na swoją inność, którą pod groźbą kary dla niej i dla Elizabeth, musiała ukrywać, ale z pomocą starszej siostry nic nie było niemożliwe.

Tymczasem, nastawienie rodziców względem, jak to mówili, “przybłędy”, nie umknęło Nefertiti, głównie dlatego, że nie obchodziło ich, czy mała wie, jak bardzo jej nie tolerują. A że sami nie mówili dlaczego, to też, w wieku około czternastu lat, spytała swoją siostrę czemu tak jest. Wcześniej nie chciała tego wiedzieć, bała się odpowiedzi, ale w końcu zdołała się doprosić Elizabeth, która opowiedziała historię Nefertiti, pomijając fakt, że istniał kiedyś ktoś taki, jak Zira.

Myszkoucha była wstrząśnięta prawdą, o którą poprosiła. Zamknęła się w swoim pokoju do końca dnia, a przez kolejne dni była cicha jak myszołaczka pod miotłą. Dopiero gest Elizabeth, czyli przyniesienie - zwędzonych spod nosa oburzonych rodziców - ciastek i ciepłe słowa, przywróciły młodą do poprawnego stanu emocjonalnego. Wspólnie objadły się smakołykamii, robiąc ze zwykłego jedzenia konkurs na to, kto jest bardziej żarłoczny. Wygrała, o dziwo, młodsza siostra. Z pełnymi brzuchami i uśmiechem na ustach, ruszyły do ogrodu, gdzie chciały się bawić, co by energia z ciastek się nie zmarnowała..

Zabawę w chowanego przerwała nagła zmiana. Nefertiti wpierw zmieniła się w swoją miniaturową wersję, co pozytywnie zaskoczyło Elizabeth. Szlachcianka po raz pierwszy pomyślała, że być może jej siostra jest zmiennokształtną, myszołaczką konkretnie. Namówiła malutką, by spróbowała zamienić się w mysz i udało się. Była zachwycona cudowymi mocami młodszej siostrzyczki, przez co aż straciła głowę i postanowiła pochwalić się tym wydarzeniem przed rodzicami. Z myszą, a tak naprawdę jej siostrą, w ręku przyszła do Sandana i Panienki, a oni nie byli tym faktem zachwyceni.

Wpierw nie chcieli uwierzyć i oskarżyli Elizabeth o robienie ich w konia, ale gdy mysz na ich oczach zamieniła się w dziewczynkę, która przygniotła swoim ciężarem swoją starszą siostrę, to zamarli. Zdawało się to dobrym obrotem spraw, bo przynajmniej nie dali żadnej z dziewczyn żadnej kary, nawet na reprymendę się nie wysilili. Dziewczynki uciekły im z oczu, żeby tego nie zmienić, zajmując się zarazem własnymi sprawami.

Tymczasem rodzice czuli, jak coś ściska ich serca. Strach. Nigdy nie byli fanami czegoś odstającego od zwykłej, ludzkiej normy. Z mysimi uszami i ogonem jakoś zdołali przeżyć całe lata tylko dlatego, bo myśleli, że to wszystko, co jest w dziewczynce inne. Ale to? Tego było za wiele. Stanowczo za wiele. Nieważne, czy była zmiennokształtną, czy przeklętym przez piekielne siły pomiotem. Musieli coś z tym zrobić, bali się bowiem, że na z pozoru niewinnych przemianach w mysz się nie skończy. Nigdy bowiem nie mieli doczynienia z prawdziwymi nie-ludźmi innymi niż elfy czy miejscowe nimfy, a plotki krążące o takowych rzadko kiedy są pozytywne.

Minęło kilka wyjątkowo cichych dni. Elizabeth zauważyła, że rodzice nie są zbyt rozmowni, a służba wydaje się nadzwyczajnie zestresowana. Miała jednak nadzieję, że to tylko tymczasowe. Nie chciała jednak, by Nefertiti się tym przejmowała, więc gdy usłyszała, że jej przybrana siostra chce iść sama na miasto, szlachcianka nie protestowała, a wręcz zachęciła ją, pod warunkiem, że ta będzie na siebie uważać. Tego samego dnia, około godzinę po wyjściu myszołaczki z domu, Elizabeth czytała książkę, gdy niespodziewanie przyszła służąca do jej pokoju, przekazując, iż rodzice chcą z nią porozmawiać w salonie. Poszła natychmiast, nie chcąc, by musieli na nią czekać. Ale, jak kto mówią, gdy człowiek się śpieszy, to diabeł się cieszy. A tego dnia niemal słychać było jego śmiech.




Wieczór



Wszystko wyglądało tak, jakby czas się na chwilę cofnął. Wystrojono salon od podłogi aż po sufit, jakby dobrzy przyjaciele rodziny mieli wpaść po latach podróży. Służba wydawała się spokojniejsza, jakby wszystkim kamień spadł z serca. Kończono szykować potrawy z wyższej półki, a także sprawdzano, czy na stole jest już wszystko, co być powinno. Przy tym samym stole była Panienka oraz Sandan. Uśmiechali się, rozmawiając ze sobą żywo o tym, czy najpierw podać strawę, czy może wpierw oprowadzić nadchodzących gości po posiadłości.

Elizabeth odetchnęła z ulgą. Już myślała, że widok transformującej się Nefertiti doprowadzi ich do szaleństwa czy coś, ale na podstawie tego, co teraz widziała, zrozumiała, że jej przypuszczenia musiały być błędne. Dołączyła do stołu, siadając obok rodziców i śmiało pytając, kto do nich dołączy, że aż atmosfera w domu taka szczególna.

Nim odpowiedzi na właściwe pytanie swej córki, zapytali niemal wspólnie, gdzie jest Nefertiti, unikając przy tym, jak ognia słowa “twoja młodsza siostra”. Elizabeth powiedziała prawdę, iż nie będzie jej przez jakiś czas, bo wyszła na miasto. Nie zastanawiała się długo nad tym, czemu o to zapytali, gdyż niemal natychmiast, jakby nigdy nic, zaczęli opowiadać o tym, jak chodzili po mieście, szukając pewnej specyficznej usługi, która na ich nieszczęście była niemalże niemożliwa do odnalezienia.

Ciekawskość ich córki, która oczywiście chciała wiedzieć, o co chodzi, została ugaszona tym, iż paskudny, natrętny i najwyraźniej magiczny szczur pałęta się po ich spiżarni, a do wybicia takiego potrzeba prawdziwych profesjonalistów. Kontynuowali swoją opowieść. Gdy już niemal poddali się, nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak, ale pogłoska, iż poszukują kogoś do porządnego wytępienia szczura, dotarła do pewnej pary, która na ich szczęście profesjonalnie się tym zajmuje. Przyznali się, że choć bardzo się zdziwili tym zbiegiem okoliczności, to jednak długo nie trzeba było ich namawiać. Tym bardziej że została im zaproponowania niemożliwie niska cena, jaką było zareklamowanie pary wśród dobrych znajomych z miasta.

Rozmowa trwałaby, gdyby nie przyjście zapowiedzianych wcześniej gości. Dwoje niemożliwie przystojnych ludzi, kobieta i mężczyzna, ubranych niczym na królewski bal, z serdecznym uśmiechem na olśniewających ustach, dołączyło do stołu. Atmosfera była przyjemna, rodzice Elizabeth rozmawiali o tym i owym ze swoimi fachowcami, co jakiś czas w ten czy inny sposób zahaczając o temat uciążliwego gryzonia. Młoda szlachcianka z początku nie chciała się wtrącać, ale gdy jedzenie było już zjadane, a tematy się kończyły, zainteresowanie fachowców od szczurów przeszło na córkę gospodarzy. Elizabeth z chęcią opowiadała o sobie to i owo. Pominęła w swych słowach obecną siostrę, a konkretnie to, że takowa istnieje. Zakładała, że jak zwykle, ostatnie, czym jej rodzice chceli się chwalić, to myszołaczka, dlatego też uznała, że najbezpieczniej będzie w ogóle nie wspominać o nieobecnej w domu siostrze.

W końcu jedynie się skończyło, a i tematów do rozmów zaczynało brakować. Poza tym, gospodarze nalegali, by fachowcy od szczurów zaczęli się wykonać do wykonania swojej pracy. Znikli więc w jednym z pomieszczeń tego bogatego domu, w czasie, gdy służba zaczęła sprzątać po posiłku. Elion, po ponagleniach rodziców, udała się do pokoju. Mówili coś, jakoby do pozbycia się szczura miała zostać użyta magia, a z tą nigdy nie wiadomo. Nie przeszkadzało to szlachciance, gdyż magię tolerowała tylko jako smaczek w opowieściach i baśniach, które zamierzała poczytać, kiedy już trafi do swojego pokoju.

I tak też spędziłaby najbliższe godziny, dając spokój fachowcom oraz rodzicom, którzy najwyraźniej chcieli obserwować poczynania zatrudnionych przez nich osób. Jednak usłyszała niecałe kilka minut temu imię swojej siostryczki, co niezwykle ją zaskoczyło. Myślała i liczyła na to, że Nefertiti przyjdzie później, kiedy już w domu nie będzie ani szczura, ani osób, które się ów szczurem mają zająć. Nie chcąc, by ich rodzice byli źli na młodszą siostrę za panoszeniem się po domu, gdy ktoś spoza rodziny jest obecny, zdecydowanie ruszyła przed siebie, w stronę pomieszczenia, z którego dochodziły odgłosy jej rodziców.

Nie wiedziała, że tak będzie. Nie chciała, by to się tak skończyło. Ale wkrótce miały wyjść z niej najgłębsze demony, a gniew ich miał być ogniami piekielnych, co każą grzeszników bez względu na ich wymówki.




Zmierch



To ostatnie wspomnienia, o których wiedziała, że raczej na pewno są prawdą. Reszta jej umysłu zdawała się zamglona, czy to przez dawny strach, czy obecne poczucie winy. Wywołanie pożaru poprzez strącenie świecznika podczas zaciekłej kłótni z rodzicami. Bycie ocaloną przez parę, która w teorii miała zająć się szczurem, a która w rzeczywistości była wynajęta, by zabić Nefertiti i pozbyć się dowodów na jej istnienie. Odkrycie, iż jej wybawcy to tak naprawdę Pokusa i Łowca Dusz, których wspólnym celem było zasiewanie grzechu i podpuszczanie do takowego wszystkich dookoła.

Podobno z początku planowali jedynie zdobyć duszę jej rodziców. Co zresztą im się udało, w końcu skazywanie niewinnego dziecka na śmierć z własnych pobudek do czynów chwalebnych nie należało. To, że koniec końców to oni zginęli, nie zmieniło faktu, jakie mieli intencje. Co do Elizabeth zaś, jej dusza była podobno skazana na ognie piekielne i wieczne tortury w momencie, gdy doprowadziła do śmierci nie tylko swoich rodziców, ale i do spłonięcia części służby. Piekielni zapewniali ją, że już szykuje się dla niej cieplutkie miejsce w diabelskich czeluściach. A ona bała się, więc gdy usłyszała, że jest sposób by ominąć wszelkie czekające na nią niedogodności, porzuciła zdrowy rozsądek i zaczęła wykonywać polecenia nieczystych istot.

Z początku nie było to nic, czego nie można by się spodziewać po piekielnych. W międzyczasie posłusznego podróżowania u boku pary, pokazywano jej różne okazje do grzechu. Nie zmuszali jej, a przynajmniej nie stosowali żadnych otwartych metod. Jest szansa, że zatruwali jej umysł magią, ale koniec końców była wolna pod względem tego, czy zrobiła daną rzecz, czy nie, i to było ważne. Nie chciała podzielić losu rodziców, więc czyniła, o co ją poproszono. Poza tym, w głębi duszy bała się, że odmowa spotka się z czymś, czego nie chciała doświadczyć.

Kradzieże, kłamanie, pomaganie innym ludziom w ich mniej lub bardziej niecnych zamiarach. Była prowadzona przez piekielnych za rączkę na początku ich “znajomości”. Pokazywali jej co i jak, a w razie problemów nawet udzielali pomocy. Za dobrze dokonany grzech była nagradzana. Z początku nagrody były raczej ogólne, zakup lepszego jedzenia, lepsze traktowanie, mniejszy nacisk na jej osobę. Czuła się jak pod opieką niemożliwie wypaczonych opiekunów, którzy jednak - koniec końców - opiekunami byli, a co za tym idzie dbali o nią, gdy starała się robić postępy.

Nie zauważyła nawet, kiedy jej formalna znajomość rozwinęła się. Piekielne istoty zaczęły się angażować w rozmowy z nią. Kiedy nie było dla niej grzechu do popełnienia, to pokusa była rozmowna. Elizabeth nie wiedziała o tym, ale czytała ona młodej szlachciance w myślach, oplatając sobie dziewczynę wokół palca. Łowca dusz otwierał usta zazwyczaj wtedy, gdy zbliżała się okazja dla Elizabeth do grzeszenia. Nakierowywał nie tylko jej czyny, ale i umysł. Plamił moralność ludzkiej kobiety, przez co z każdym grzechem, popełnianie kolejnego nie tylko przychodziło łatwiej, ale też i zostawiało coraz mniejszy ślad na jej sumieniu.

Ucieczka od strasznego losu w piekle nadal była główną motywacją, która popychała dziewczynę do przodu, ale coraz bardziej jej niewinna dusza była splugawiona. Pokusa I Łowca, których w końcu poznała jako Anabelle i Dante, awansowali z istot nieczystych, które czerpią korzyść z ich układu, do osób, z którymi rozmawiała na porządku dziennym i przy których, mimo wszystko, czuła się tak dobrze, a nawet lepiej, niż w domu. W którymś momencie jednak pękło jej serce, gdy dotarło do niej, że na śmierć zapomniała o malutkiej Nefertiti. Chciała się wycofać z tego wszystkiego, gdyż dotarło do niej, że dla młodszej siostry warto cierpieć za grzechy całej Alaranii.

Nie była to jednak sytuacja, którą piekielni nie przewidzieli. Mieli oni bowiem naszykowaną odpowiedź. Owszem, wyrazili zero sprzeciwu przeciw jej odejściu, zaznaczając jednak, że w przypadku, gdy Elizabeth zdecyduje się na taki krok, wszystkie grzechy, które do tej pory popełniła pod ich skrzydłami, pójdą na marne, nie zmniejszając kary, jaka by ją czekała po śmierci. Zaproponowali jej więc pakt, który nie dość, że ocaliłby ją w pełni od cierpień piekielnych, to w dodatku zagwarantowałby, że Elizabeth będzie mogła opiekować się swoją siostrą, w ten czy inny sposób.

Do tego momentu, wszystkie grzechy, które czyniła, były z kategorii tych “wybaczalnych”. Nie uwodziła mężczyzn, nie zwodziła niewinnych na drogę zła. Mówiąc w uproszczeniu, wszystko, co do tej pory zrobiła, nie miało większego wpływu na społeczeństwo, co najwyżej na pojedyncze, mało znaczące lub już przesądzone na los piekielny jednostki. Zaproponowali jej, by od tego momentu czyniła grzechy i czyny złe na równi z tymi, którymi z “zawodu” zajmuje się zarówno Anabelle i Dante. W zamian miała otrzymać wszystko, co chciała, mniej lub bardziej świadomie - ocalenie od potępienia, siłę i możliwość sprawowania piecza nad siostrą bez wiedzy tejże, pełne zaufanie i zaakceptowanie przez piekielnych niemal-przyjaciół oraz, co w rzeczywistości było najważniejszą kartą przetargową, wcześniej wspomniane niegodziwości.

Elizabeth bowiem była już poza możliwością odratowania. Z początku opierała się całym swoim sercem. Otwarcie brzydziła się siebie i tego, co czyniła. Odrzucała wszelkie objawy przyjacielskiej atmosfery ze strony piekielnych. Niestety, była tylko człowiekiem. Nie mogła w nieskończoność izolować się od kogoś, z kim przebywała niemal cały czas, a na dodatek nigdy wcześniej nie skosztować “zakazanego owocu” w takiej ilości, przez co nie była w stanie długo opierać się zmianom w swojej moralności. Zawarła silną znajomość z Pokusą i Łowcą, a grzech stał się narkotykiem, którego nie miała sił odstawić. Nie mogła więc nie zgodzić się na ofertę stworzoną specjalnie dla niej i dla jej splamionej duszy.

Stała się niejako jedną z nich, a przynajmniej robiła to, co oni. Z miasta do miasta, od wioski do wioski, wspólnie pletli nici intrygi, siali ziarna niezgody, rozpoczynali rozłamy i zdrady, a także nakierowywali na najciemniejszą ścieżkę każdego, kto stał im na drodzę. Wszystko to w czasie gdy cieszyli się z dobrze wykonanej roboty i z uciech, których można było w międzyczasie skosztować. Przynosili piekło, a sami byli jak w raju. Nie minęło wiele czasu, nim Elizabeth była gotowa na ostateczną korupcję jej duszy, ciała i umysłu, po której otrzymałaby wszystko, co jej obiecano.




Północ



Rzecz wydawała się prosta, a przynajmniej tak sądziła Elizabeth. Anabelle oraz Dante stwierdzili, iż jej ostatnim grzeszkiem, po którym zdobędzie to, co obiecywali, będzie przedostanie do opuszczonego budynku pośrodku trawiastych pustkowi gdzieś na Alaranii i zbezczeszczenie leżącego tam niebiańskiego artefaktu. Nie zdradzili jej wiele, jedynie to, że ów miejsce było kiedyś biblioteką na tyle ważną, że do dziś budowla jest chroniona pieczęcią, która nie pozwalała piekielnym wchodzić do środka. Brzmiało to, jakby od samego początku miał być to cel szlachcianki, ta jednak nie przejęła się tym. Książki lubiła od zawsze, więc biblioteka z chęcią zwiedzi, a zbezczeszczenie artefaktu nie brzmiało przerażająco w stosunku do tego, co zrobiła, idąc w ślady swoich piekielnych towarzyszy.

Dotarli na miejsce, a po upewnieniu się, co ma zrobić z owym artefaktem, który najwyraźniej miał wyglądać jak księga w oprawie ze złota, weszła do środka. Miała czas, dlatego z początku zwiedzała jedynie budynek. O dziwo miejsce, choć zakurzone, ciemne i pełne pajęczyn, było w dobrym stanie. Mogłabym tu zamieszkać, taka myśl przeszła jej po głowie. Szybko jednak znudziło jej się przeglądanie okładek. Czytać nie zaczynała, bo wiedziała, że wtedy to do następnego stulecia stąd nie wyjdzie. Dlatego też powróciła do swojego głównego celu.

Księga znajdowała się na piedestale. Zgodnie z instrukcją, zacięła swoją lewą rękę, aby upływała z niej krew. Tą samą ręką otworzyła księgę, wertując strony aż do momentu, kiedy znalazł się fragment dotyczący chwały Najwyższego Pana. Wysmarowała całą stronę w swej posoce, przeklinając Plany Niebiańskie i wszystko, co na nich powstało. Nie zorientowała się nawet, co się dzieje, kiedy jej wzrok zalało nieprzeniknione światło, po którym nastąpiła nieskończona ciemność. Ciemność i cisza, które zdawały się nie mieć końca.

Zbudziła się gdzie indziej. Dziwne, nienaturalne miejsce pachniało lawą i było pełne gorąca i czerwonej poświaty. Była w Piekielnych Czeluściach, uświadomili ją Dante i Anabelle, gdy tylko zauważyli jej przebudzenie. Z początku krzyczała, błagając o litość, myśląc, iż, iż koniec końców będzie cierpieć. Szybko ją wyprowadzić z błędu. Nie była potępieniem ani duszą skazaną na potępienie w tym miejscu. Stała się Pokusą. Nawet jeśli na taką nie wyglądała na pierwszy rzut oka. Ciało, któremu bardzo daleko było do piękna, posiadało jednak cechy i moce charakterystyczne dla Piekielnych Kusicielek. Przez pierwszą godzinę próbowała zrozumieć, co tak dokładnie się stało. Ciało nie wydawało się takie jak prawdziwa postać Anabelle. A i jej umysł nie był zmieniony, choć piekielna para nieraz opowiadała jej, że ci, którzy stają się piekielnymi, przestają być sobą, co zresztą potwierdzały książki, które kiedyś czytała.

Ci, którzy doprowadzili do jej obecnej sytuacji, nie czekali z wyjaśnieniami. Usiedli wspólnie w ustronniejszym miejscu, gdzie nastąpił czas na opowieść. Anabelle i Dante byli “niedorobieni”, jak zwykli o nich mówić normalni piekielni. Znaczyło to tyle, że odstawali od reszty w sposób, który dla innych przedstawicieli piekła był hańbą i upokorzeniem. On, najwyraźniej w wyniku czystego przypadku, był o wiele słabszy od innych sobie podobnych. Poza tym był miękki, co znaczyło tyle, że szanował innych piekielnych, czym szybko ściągnął na siebie brak sympatii.

Ona zaś, choć była pokusą i napracowała się za życia, by być istotą, którą jest obecnie, to jednak nie była na równi z innymi pokusami. Była o wiele słabsza, a i to, czym szczycą się inne pokusy, czyli nieludzki popęd seksualny, u niej przypominało bardziej drobną zachciankę, pojawiającą się raz na jakiś czas. Sama Anabelle twierdziła, iż to wina tego, że każdego mężczyznę, z którym spędziła noc, kochała szczerą miłością. Dante zaś uparcie stwierdzał, że pewnie tak “zajechała” się za życia, że nawet jako pokusa ma dość. Poza tym potrafi być ona, o dziwo, niezwykle dziecinna, czego jednak żadne z nich już nie potrafiło wyjaśnić.

Elizabeth nie kwestionowała ich słów. W końcu, faktycznie, byli milsi, niż spodziewała się po istotach takich jak oni. Ignorowała jednak wcześniej ten fakt, bowiem nie miała żadnego punktu odniesienia - Dante i Anabelle byli bowiem pierwszymi piekielnymi, jakich szlachcianka poznała.

W każdym razie właśnie ze względu na swą negatywną “inność”, odnaleźli oni siebie nawzajem, postanawiając pracować razem w imię interesów Piekła. Osobno może i byli niezdolni do osiągnięcia czegoś większego, ale razem dawali radę podnieść wzajemnie swoje wyniki. Wciąż jednak byli niezwykle blisko dna, pośród najgorszych z najgorszych w sprowadzaniu dusz na drogi piekielne. Dlatego też, od dawien dawna, szukali kolejnej “niedorobionej” istoty piekielnej, która dołączyłaby do nich, a z którą rozwinęliby swoje wyniki jeszcze bardziej.

Nie mieli jednak szczęścia. Im bardziej szukali, tym bardziej rzucają się w oczy innym piekielnym, a tego nie chcieli, głównie dlatego, że ostatnie, czego potrzebowali, to problemy ze strony lepszych piekielnych, którzy bez wątpliwości czerpali przyjemność z upokarzania pary nieudaczników. Poddali się więc z szukaniem, choć po głowach wciąż chodziła im myśl o tym, jak bardzo przydałaby się trzecia osoba do towarzystwa. Niedawno dopracowali szczegóły tego, jak możnaby takowa odnaleźć i wtedy też natrafili na Elizabeth.

Po incydencie, który zainicjował pożar domu, coś ich tknęło. Uratowali ją z ognia, po czym, wiedząc, iż nie mają nic do stracenia, wcielili swój plan, mający na celu przemienienie szlachcianki w jedną z nich, w życie. Ich opowieść wyjaśniła wszystko. To dlatego byli dla niej mili, to dlatego traktowali ją niczym najlepszego przyjaciela. Mieli nadzieję, że w ten sposób zachęcona do grzechu ludzka kobieta będzie bardziej narażona na zostanie nieudaną istotą piekielną. Aby jednak mieć pewność, zdecydowali się na niezwykle drastyczne kroki.

Cała akcja z artefaktem, poza samym faktem zbezczeszczenia, miała dwa inne cele do osiągnięcia. Wiedzieli, że magia, która chroniła budynek przed piekielnymi, wywodziła się z księgi i dlatego spodziewali się, że zbezczeszczenie tejże da dwa określone skutki. Skutkiem numer jeden była śmierć zadana mocami niebios. W ten sposób zgodnie z tym, co oczekiwali, dusza Elizabeth została w pewnym sensie naznaczona światłością Najwyższego Pana. Owszem, trafiła do piekła, ale gdy jej ciało było formowane, ów światłość, choć obecnie zanikła, to jednak zostawiła po sobie paskudny ślad, pod postacią wyglądu, któremu dalekiego było do kuszącego. W dodatku, ku uciesze Anabelle i Dantego, umysł byłej szlachcianki zdawał się nienaruszony, dzięki czemu była równie, jeśli nie bardziej, “niedorobiona” jak oni sami.

Drugim skutkiem tego całego zbeszczeszczenia było złamanie magicznych zabezpieczeń, chroniących zapomnianą bibliotekę przez piekielnymi. Czemu to było ważne? Bo był to niejako prezent dla Elizabeth. W ten niezwykle dziwny sposób nowo powstała Pokusa została przywitana do bycia pełnoprawną przyjaciółką dwóch najdziwniejszych piekielnych istot, jakie chodziły po czeluściach w ostatnim stuleciu. Wcześniej, choć kontakty między piekielnymi a Elizabeth były dobre, to jednak wciąż trzymali od niej pewien emocjonalny dystans, mając na uwadze to, że koniec końców może ona zostać zupełnie kimś innym po przemianie. Ukrywali też swoje cechy, które oddzielały ich od innych piekielnych. Teraz jednak była pełnoprawną członkinią tej nadzwyczajnej paczki i była gotowa czynić zło i szerzyć grzeszność gdzie tylko zdołają.

Z początku nie było łatwo, musiała się nauczyć właściwego korzystania z ciała Pokusy i mocy, które były do tego dołączone. W międzyczasie zgodnie z tym, co jej obiecano, spędzała czas w bibliotece, która spodobała się także Anabelle i Dantemu do tego stopnia, iż został to ich nieoficjalny dom, w którym spędzali czas wolny od sprowadzania ludzi na złą drogę. Poza tym, nie zapominając o tym, co było dla niej ważne za życia, często nalegała na przebywanie w Rapsodii bądź w jej okolicach. Z nowo nabytymi zdolnościami dotrzymywała swoje dawne zobowiązania. Z ukrycia pomagała swojej siostrze, czy to poprzez pozostawianie na widoku jedzenia, które mogła łatwo capnąć, czy też odstraszając tych, którzy czaili się na myszołaczkę.

Jest teraz na samym dnie. Ale to dno okazało się czymś wspaniałym. Nie takie piekło straszne, jak je malują, szczególnie gdy ma się odpowiednie towarzystwo. Elizabeth, teraz znana pod nowo przybranym przez nią imieniem brzmiącym Elion, przemierza Alaranię wraz ze swoimi piekielnymi przyjaciółmi. Jednak nie ważne, gdzie pójdzie, jej serce jest w Rapsodii, przy osobie, nad którą przysięgła sprawować pieczę i nawet bycie Pokusą jej w tym nie przeszkodzi.




Towarzysze Podróży - Anabelle oraz Dante



Dante - “Niedorobiony” Łowca Dusz. Wyglądem nie odstaje od swoich współbratymców, zarówno w postaci prawdziwej, jak i w tej ludzkiej, będącej jedynie iluzją do oszukiwania śmiertelników. Jego codziennym ubiorem jest elegancka skórzane odzienie, która jest nie pierwszej świeżości, co widać po licznych uszkodzeniach i niedoskonałościach.

Jego wadą, będącą wynikiem czystego przypadku, jest to, iż pomimo tego, kim jest i w imię kogo sprowadza duszę na drogę prowadzącą do czeluści piekielnych, jest on niemalże… dobry. Znane jest mu pojęcie honoru, szacunku i uczciwej walki, czego zresztą przestrzega podczas wiecznego wyścigu o to, kto ześlę na złą drogę więcej dusz. Z tego też powodu nie dość, że jego osiągnięcia w tej kwestii są nikłe, to w dodatku jest on niejako wyrzutkiem, niemile widzianym przez innych łowców dusz.

Jest raczej małomównym mężczyzną, który kontroluje swoje emocje oraz myśli, zanim coś zrobi. Anabelle jest dla niego niczym siostra, z Elion zaś, poza silnymi więzami przyjaźni, łączą go okazjonalne przejawy romantycznego powiązania, co zresztą jest punktem rywalizacji między nim, a Anabelle.

Anabelle - “Niedorobiona” Pokusa. Przepiękna istota, która gdyby chciała, skusiłaby mężczyznę nawet w swej prawdziwej, przejawiającej oznaki piekielności, postaci. Zmieniająca postać na w pełni ludzką tylko, jeśli jest to konieczne, Anabelle jest znana z tego, że w wolnym czasie unika noszenia ubrań, chwaląc się tym, czym obdarzyły ją moce piekielne po zakończeniu jej ludzkiego żywota.

To, co sprawia, że jest “inna”, to fakt, że jej popęd seksualny przez większość czasu jest po prostu nieobecny albo niezwykle osłabiony. Ona mówi, że to wina tego, iż wszystkie akty rozpusty, których się dokonała i za które zasłużyła na swój los, były kierowane prawdziwą miłością, ale nikt nie ma pewności, czy to aby na pewno prawdziwy powód jej stanu. Poza tym potrafi być ona niezwykle dziecinna, co absolutnie psuje jej wizerunek jako prawowitą pokusę i przez co tym bardziej jest uznawana za hańbę dla swych piekielnych sióstr.

Dla znajomych jest niezwykle rozgadaną i otwartą istotą. Lubi słodycze i łakocie, a także przepada za nieszkodliwym droczeniem się z innymi. Dante jest dla niej niczym starszy brat, w którym znajduje oparcie i którego obowiązkiem jest pilnowanie, by była ona w dobrym humorze. Jest niezwykle blisko z Elion, po części ze względu na to, iż są pokusimi przyjaciółkami, a po części przez to, że młodsza pokusa jest w stanie rozpalić w Anabelle chęć dzielenia ciała z inną, co zresztą jest punktem rywalizacji między nią a Dantem.




Czasy Obecne...

Dane gracza: Elion

Nazwa użytkownika:
Elion
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Sargeras, Sugarro, Rubedo,
Martwe postacie:
Shadei
Status:
OFFLINE
 
 
Strona WWW:
http://vulcarae.deviantart.com/
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
GG:
51103480
Grupy:
Dołączył(a):
Pn wrz 25, 2017 10:32 am
Ostatnia wizyta:
Cz kwi 05, 2018 10:39 am
Liczba postów:
7 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.02 posty dziennie)
Ostatni post:
[Rapsodia i okolice] Odnajdę cię...
Pt paź 26, 2018 12:36 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Rapsodia
(Posty: 5 / 71.43% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Rapsodia i okolice] Odnajdę cię...
(Posty: 5 / 71.43% postów użytkownika)
cron