Profil użytkownika Melinoe

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Melinoe
Rasa: Pół elfka leśna-pół czarodziejka
Wiek: 581


Aura

Emanacja już na wstępie niepokoi swą potężną siłą i soczyście rubinowym światłem, które ją otacza, niczym rdzawa łuna nad pożogą. Na powierzchni widać wyryte żelazne miecze o srebrnej rękojeści tworzące swego rodzaju kolumny, nad którymi znajdują się stosy ksiąg o kobaltowych okładkach i tytułach zapisanych miedzianymi runami, lśniącymi w słońcu. Nagle daje się słyszeć tajemnicze brzęczenie na przemian rosnące i słabnące z każdą chwilą. Atmosferę momentalnie rozluźnia śmiech dzieci i liczne głosy. Wszystko niestety cichnie, by ustąpić potężnemu hukowi wywołanego z połączenia grzmotu oraz uderzeń kowalskiego młota. Na szczęście nie trwa to długo. Nietypowa muzyka, szybko usuwa się na dalszy plan, powtarzając swą sekwencję w znacznie cichszy sposób. Teraz bowiem za nos wodzi intrygujący zapach będący połączeniem tego leśnego z wonią starych, zakurzonych ksiąg. W dotyku w większości twarda z wyjątkiem kilku słabszych, czyli miękkich miejsc. Śmiało prezentuje elastyczność i bez skrupułów grozi ostrymi jak brzytwa zakończeniami, które przez znaczną część czasu skryte zostają pod aksamitnym puchem, którego jednak nie starczyło na całość, dlatego tu i owdzie widać chropowate tereny. W smaku zazwyczaj lepka, czasem zaś sucha.


Wygląd

Chciałbyś wiedzieć, jak wygląda ktoś, kto odebrał ci wszystko, a za chwilę odbierze również życie? Jak mam ślepemu opisać jak wyglądam, czy zrozumiesz kolory? Co? Ach, wybacz… jesteś przecież ślepy dopiero od niedawna, a w zasadzie od czasu, gdy wydłubałam ci oczy. Oj nie narzekaj, będą z nich śliczne kolczyki, wiesz? Myślisz, że będą mi pasować? Wróćmy jednak do twojego pytania. Najpierw musisz coś zrozumieć, to co ci opiszę, nie jest moim pierwotnym wyglądem, ponieważ tamten nigdy mi nie pasował. Nauczyłam się więc jak manipulować swoim ciałem, choć nie jest to ani proste, ani przyjemne, więc od lat nie wprowadzałam większych zmian. No... może poza ubraniami. Kobieta nie może wiecznie nosić tej samej kiecki, czyż nie? Tak czy inaczej, nie będę cię dłużej zanudzała takimi szczegółami, a przejdę do meritum.
Jak na ludzkie standardy uznałbyś, że jestem całkiem ładna, troszkę ponad pięć i pół stopy wzrostu przy półtorej centara masy. Starałam się, żeby wyszło jak najładniej, wiesz? Choć połączenie różu oraz brązów, które tak lubię, nie jest proste. Na szczęście dobrze dobrane dodatki robią swoje. Zacznijmy jednak od podstaw, a podstawą jest dobrze dobrana bielizna. Na początek wygodne, a przy tym seksownie przylegające do ciała i odporne na trudy pończochy w kolorze orzechowym, które specjalne paski przytrzymuję do paska. Przy okazji wzmocniłam je miejscami skórą, nie mogą przecież pozwolić, żeby coś mi się stało nieprawdaż?
Przejdźmy jednak troszkę wyżej… Ciemno-granatowa spódniczka, z takimi maleńkimi miedzianymi rombami. Prawdę powiedziawszy, kupiłam ją tylko dlatego, żeby coś pasowało mi do szala, który jest pamiątką po kimś ważnym… o tym jednak później. Co by tu dalej… No tak, gorset! Brązowy, skórzany, pięknie podkreślający talię. Jest nawet wygodny, wiesz? Szczególnie że moje jędrne, średniej wielkości piersi trzymane są przez różowy, jedwabny stanik, który oczywiście łączy się z gorsetem, ale dzięki temu połączeniu mogę normalnie oddychać. Do tego prosty, brązowy skórzany pas ze srebrną klamrą, a i szal w podobnym kolorze co spódniczka, on jednak posiada wyszywane złotymi nićmi płatki śniegu. Prawie bym o nim zapomniała… Widzisz, co ze mną robisz? Jako ciekawostkę dodam, że noszę również skórzane rękawy, które sięgają od dłoni, do pachy. Dzięki temu, że mają częściowo wygląd takiej… sieci, czy pajęczyny mogę zawsze o nie coś zaczepić i ukryć przed wzrokiem innych ludzi. Co to za głupia mina? Nie wiem jak mam to wyjaśnić takiemu półmózgowi jak Ty! Zazwyczaj i tak noszę ciemnoróżowy, jedwabny płaszcz, który w cieplejsze dni przewiązuję w pasie, tak jest o niebo wygodniej.
O czymś zapomniałam? A tak… twarz. Można powiedzieć, że jest w kształcie serca. Prosty, trochę kwadratowy nos, brązowe oczy i sięgające trochę poniżej ramion różowe włosy. Tak, wiem. Niemożliwe, niespotykane, a jednak istnieje. Tak jak już mówiłam, swego czasu opanowałam do pewnego stopnia manipulację tym, jak wygląda moje ciało. Wymuszeniem stałych zmian, dzięki czemu wyglądam dziś tak, a nie inaczej. Choć to cholernie nieprzyjemne, więc jeśli nie będę musiała, nie powtórzę tego nigdy więcej…


Charakter

Kim jestem? Jestem Melinoe. Niosę w sobie pustkę, a tam, gdzie postawię stopę, zostawiam jej ślad. Nie stawaj mi na drodze, gdyż znam twoje upiory, będę twoim koszmarem i sprowadzę cię na drogę szaleństwa. Od zawsze byłam skrajna w uczuciach, kochałam lub nienawidziłam. Mogłam stać się twoim najlepszym przyjacielem lub najgorszym wrogiem. Dzisiaj... Ta lepsza część mnie przepadła. Pozostała pustka i chaos, który często sprawia, że nie rozumiem własnych emocji, gdy te we mnie buzuję. Potrafię to jednak dobrze ukrywać przed światem. Wiesz… mogę chyba stwierdzić, że wyhodowałam w sobie obojętność oraz niechęć wobec innych ras, choć zazwyczaj jestem w stanie je tolerować. Gdyby jednak ich zabrakło, nie przejmę się. Wyznaję zasadę, iż wszelkie istoty przychodzą i odchodzą, należy się z tym pogodzić, do nikogo się nie przywiązując. Nie toleruję zdrajców, których spotka z mojej ręki kara. Jestem egoistyczna, dbam o innych tylko, gdy uznam, że mogą mi się jeszcze przydać. Jesteś ze mną albo przeciwko mnie, choć w tym pierwszym przypadku i tak ci nie ufam, po prostu zdradzisz mnie troszkę później.
Nie jestem jednak bezmyślnym mordercą, potworem, za jakiego niektórzy mnie uważają. Nie wszystko kręci się wokół zemsty, częściej kieruje mną ciekawość. Choć moje serce postrzega świat w ciemnych barwach, ukochałam sobie jasne kolory. Strasznie lubię owoce... Do nich faktycznie parę ciepłych uczuć się we mnie znajdzie, ale nie do fasoli. Fasoli nienawidzę, należałoby spalić wszystkie jej plantacje...
Czy coś jeszcze mogę powiedzieć o sobie? Nie zaprzątam sobie głowy nieistotnymi informacjami, jak imiona osób, których nigdy więcej nie spotkam, jak również parę innych rzeczy... Jednak nie przypomnę sobie teraz, co jeszcze nie uznałam za stosowne zapamiętać. Przy okazji... Co powiesz na małe tortury? Pan się nie martwi... Będzie pan zadowolony...

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Raczej wytrwały, Wytrzymały,
Zwinność:Bardzo zręczny, Szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Czuły słuch, Kiepski węch, Wyostrzone czucie, Wyczulony na magię,
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, B. silna wola,
Prezencja:Ładny, Nieokrzesany, Przekonywujący,

Cechy specjalne

Nadzwyczajna równowag [Z]Ruchy elfów pełne są gracji i równowagi nie bez powodu. Ślimak w ich uchu jest nadzwyczaj dobrze rozwinięty, co pozwala im zachować stabilność nawet w bardzo trudnych warunkach.
Mowa roślin [Z]Elfy potrafią komunikować się nawet z roślinami, choć w tym przypadku nie może wystąpić dłuższa konwersacja. Rośliny nie mają zbyt wiele do powiedzenia, choć w pewnych okolicznościach można coś z nich wydobyć. O wiele łatwiej jest przekonać je do zmian w sposobie rośnięcia i podobnych rzeczach.
Odporność na choroby [Z]Większość elfów jest niewrażliwa na przeważającą cześć schorzeń, ich organizm zbyt dobrze radzi sobie z wszelkimi ciałami obcymi, nawet tymi szybko się zmieniającymi. Jedynie choroby atakujące układ nerwowy potrafią zagrozić elfiemu życiu.
Mowa zwierząt [Z]Każdy elf od urodzenia potrafi komunikować się ze zwierzętami w większym lub mniejszym stopniu, ale szkolenie w tej sztuce pozwala robić to o wiele dokładniej. Sama nazwa „Mowa” nie jest adekwatna, gdyż jest to komunikowanie się przez kilka zmysłów – zarówno słuch, wzrok, jak i węch. Dosyć prymitywne zwierzęce umysły powalają częściowo narzucić sobie czyjąś wolę, choć słabo działa to na drapieżniki, w szczególności wzburzone.

Umiejętności

Jeździectwo [O] Podóżując nie zawsze można liczyć na karocę z wiźnicą. Juz szybciej na wóz z dyniami i jakiegoś wieśniaka o szczurzej mordzie na koźle. Ewentualnie na starą szkapę, która może nie padnie po przejechaniu kilku staj.
Odnajdywanie portali i źródeł magii [W] Szkoląc się w kierunku magii, uczysz się ją również wyczuwać, czyż nie?
Pływanie [O] Nie utopię się, nawet na dłuższą metę. Nic ponad to.
Przetrwanie [O] Kobieta musi wiedzieć jak o siebie zadbać, nawet z daleka od gospody, prawda? No... przynajmniej nie umrzeć z zimna i głodu.
Skrytobójstwo [W] Wiem jak zbierać informacje, wiem jak podejść cel i wiem jak sprawić by nie krzyczał gdy będę się z nim bawić...
Targowanie się [O] Nie dam się łatwo oszukać, czasem coś wytarguję... Jednak do kupców z prawdziwego zdarzenia jeszcze wiele mi brakuje.
Wspinaczka [P] Nigdy nie byłam w tym dobra... Miałam swoje sposoby by dostać się tam gdzie potrzebuję.
Czytanie Aur [W] Gdy widzisz magię, widzisz aury i potrafisz je odczytać, wiesz z kim masz do czynienia. I czego się po rozmówcy spodziewać...
Jubilerstwo [O] Mniej więcej wiem kiedy ktoś oferuje mi cenny kamień, a kiedy szklaną podróbkę. Choć czasem jest to jednak mniej, niż więcej.
Anatomia [W] Podczas moich badań nad transmutacją organizmów żywych spędziłam bardzo dużo czasu nad zwłokami, badając je, eksperymentując gdy były jeszcze ciepła, czy też krzycały. Co? Zwłoki nie krzyczą? Możliwe... jednak dla mnie byli już martwi, więc by się zgadzało.
Czasologia [P] Słońce coraz niżej... więc będzie noc. Tadam!
Fizyka [M] Jeśli chcesz doskonalić się w magii, która bazuje na tym jak przedmioty na siebie oddziaływują, na wykorzystywaniu sił fizyki, głupotą byłoby nie zgłębiać również jej naukowej strony. Wtedy zrozumiesz, że są to dwie połówki tego samego jabłka i pogłębianie wiedzy z jednej strony, prowadzi zawsze do konkluzji z drugiej.
Etykieta [O] Dobra... tego dawno nie przerabiałam. Nie musiałam, dobra? Więc tak... widelec lewą, nóż prawą... psiakrew, znowu pomyliłam rozmiar sztućcy w stosunku do posiłku. Kiedyś szlo mi to znacznie lepiej.
Geografia [O] Daj mi mapę, a się nie zgubię, może nawet odświętnie znajde swoje położenie będąc w miejscu gdzie demony mówią dobranoc.
Handel [P] Swego czasu więcej się tego uczyłam, teraz potrafię sobie przypomnieć tylko najważniejsze produkty, jakie eksportują państwa. Jeśli nic się w tej kwestii nie zmieniło od mojego odejścia.
Matematyka [O] Umiesz liczyć? Licz na siebie. I naucz się liczyć swoje oszczędności, bo daleko nie zajdziesz.
Meteorologia [P] Ciemne się gromadzą chmury... albo jakiś mag z przerostem ambicji, albo natura. Tak czy siak zaraz zmoknę jak tu jeszcze chwilę postoję.
Prawo [O] Jeśli chcesz igrać z prawem, musisz je znać przynajmniej tak dobrze jak zaczepiający cię strażnik.
Wiedza tajemna [W] Potrafię rozróżnic dziedziny magii, widząc ich efekty, wiem jak poprawnie używać tych, które opanowałam. I znam trochę tajemnic, które wolałabym zabrać do grobu...
Władanie bronią białą (broń krótka) [W] Choć sama nie walczę gdy nie muszę, wiem jak posługiwać się bronią, szczególnie lubię sztylety i inną broń krótką, wiesz? Tak między nami... nie sądzisz, że to byłoby głupie gdyby broń, którą kierujesz za pomocą magii, była używana jak zwykła pałka?
Aktorstwo [O] Spojrzę ci w oczy i powiem, że słońce jest zielone. Czy mi uwierzysz? Nie wiem, ale na pewno się przy tym nie zająknę.
Gimnastyka [P] Kolejna dziedzina, gdzie trzeba mieć trochę więcej masy mięśniowej żeby być w tym dobrym. Nigdy nie przepadałam za takimi akrobacjami.
Uniki [O] Zdecydowanie od gimnastyki wolę uniki, aczkolwiek traktuję to jako ostateczność, gdyż magia chroni mnie znacznie lepiej przed obrażeniami.
Taniec [P] Uch... Znowu stanęłam ci na stopę! Przepraszam, wydawało mi się, że tak to szło...
Historia [P] Nigdy się do niej nie przykładałam. Nie lubię dat. Jednak posiadam względne pojęcie o przeszłości tego świata.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Życia [M]By opanować zmiany w strukturze swojego organizmu, potrzebujesz czegoś, co ochroni Cię przed niepożądanymi skutkami ubocznymi. I dopieści te, których potrzebujesz...
Mocy [A]Gdy jeszcze zajmowałam się dawną... pracą, musiała nauczyć się bronić. Ja nie walczę mój drogi, kontroluję świat wokół mnie, by rzucił się na mych wrogów. Z gracją i finezją.
Struktury [M]Nie tylko magia życia zajmuje się badaniem dogłębnej struktury ciał, to co chciałam osiągnąć wymagało spojrzenia z różnych perspektyw. Jak inaczej uzyskalabym pełny obraz transmutacji? Przed tym małym eksperymentem, równiez z teog korzystałam. Jak zapytasz? Cóz... Dzięki polimorfowaniu otaczających mnie obiektów. Nawet nie wiesz ile może zdziałać patelnia w rękach wkurzonej kobiety. Szczególnie gdy takowa potrafi ją transmutować dowolnie...
Energii [U]Energia? Cóż... Zawsze chciałam opanować cały krąg materii. Teraz jestem o krok bliżej.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

- Zostałeś kiedyś zdradzony? Och... Wybacz pytanie, skoro tutaj jesteś, to widocznie ktoś musiał cię zdradzić. Może powinnam to pytanie zadać inaczej. Wiesz, jak to jest być zdradzonym przez najbliższych? Przyjaciół? Rodzinę? Nie... Nie wiesz... Pozwól w takim razie, że coś ci opowiem, a może zrozumiesz, czego od ciebie chcę. - kobieta spacerowała po niewielkim pokoju, co chwilę zerkając na siedzącego przed nią mężczyznę.
- Nie znałam swojej rodziny. Typowe, czyż nie? Tak zaczyna się historia co drugiej postaci w książkach, które zwykły czytać dobrze wyedukowane panny. Wszystkie księżniczki i damy dworu, psia ich mać. Choć zapewne podobnie mają adeptki, którym udało się zapisać do szkółek świątynnych, czy też mające zostać uzdrowicielkami. Myślę, że one nawet jeszcze chętniej czytają tego typu powieści... I marzą. Roją sobie w tych durnych głowach, że ich ojciec był kupcem z dalekiego kraju czy też księciem, który dawno temu zakochał się w biednej praczce. Jednak ich miłość nie mogła przetrwać, ich ukochany rodziciel wyjechał, by nigdy nie wrócić, bądź też wręcz przeciwnie – lada dzień stanie w progu ich domostwa, by zabrać je z dala od biedy i trosk. Też tak kiedyś fantazjowałam, wiesz? Na swoje nieszczęście z czasem dowiedziałam się, kim byli moi rodzice. Matka była leśną elfką, zwykłym śmiertelnikiem, a jednak uwiodła mego ojca - czarodzieja, jednego z pradawnych. Niestety zmarła przy porodzie, a ojciec… nie chciał mnie wychowywać, nienawidził mnie za to, że przez moje narodziny jego ukochana umarła. Tak więc sprzedał mnie… jak jakieś chędożone bydło. Na nieszczęście dla ojca, gdy go odnalazłam zmusiłam go, by mi za to słono zapłacił. - Na ustach kobiety pojawił się uśmiech, a oczy przez chwilę zdradzały, że jest myślami bardzo daleko.
- Jednak nie o tym chciałam mówić. Ta wiedza była dla mnie mało istotna. W tamtym czasie już dawno miałam nową rodzinę. Nie zrozum mnie źle, dalej jestem starą panną. Po prostu znalazłam przyjaciół, którzy zastąpili mi bliskich. Skoczyłabym za nimi w ogień, wiesz? Ta banda zdrajców nie chce mnie teraz widzieć! Ups... Nie powinnam chyba krzyczeć... Nie, nie martw się. I tak nikt by nas nie usłyszał, po prostu, gdy podnoszę głos, denerwuję się szybciej niż normalnie, a przecież nie chcemy, żebym w złości zrobiła coś głupiego, prawda? - kobieta zatrzymała się i utkwiła rozbawione spojrzenie w swoim rozmówcy – Ojoj... Znów odbiegam od tematu, a ty nic nie rozumiesz. No dobrze... Spróbuję opowiedzieć moją historię chronologicznie, a ty przy okazji dowiesz się, co tu robisz.
Kobieta przysunęła do siebie drugie krzesło i obróciła tak, by oparciem skierować je w stronę słuchacza. Usiadła, lekko bujając się na tym drewnianym elemencie wystroju wnętrza. Dłońmi oparła się o górny ramiak i lekko przekrzywiając głowę, kontynuowała swój monolog.
Zostałam przygarnięta, chyba tak to mogę określić, przez pewną organizację. Masz jej symbol wypalony na ciele. O... Widzę, że coś ci zaczyna świtać, więc zaraz rozjaśnimy ci to bardziej. Byłam nikim. Śmieciem. Popychadłem. Kimś, kto w każdej chwili mógł zostać dodatkową porcją nawozu dla tego pięknego miasta, jakim jest Elfidrania. Byłam kurierem, informatorem, posłańcem częściej złych niż dobrych wieści. Nieliczni mogli się poszczycić byciem kimś więcej... A mimo to... Nieważne czy coś osiągnąłeś, będąc na dole hierarchii, tacy ludzie umierają szybko... Chyba że coś potrafią. Sami z siebie, bo nikt nas tego nie uczył. Tacy ludzie znikali każdego dnia po to, by następnego na ich miejsce przybyło pięciu nowych. Na szczęście mi się udało, ktoś mnie zauważył. Ktoś patrzący na mnie z tego złocistego tronu wzniesionego na łajnie. Na odchodach, które wtedy wydawały mi się pięknymi schodami do szczęścia. W tamtych czasach było ich pięciu, pięciu królów, niepodzielnych władców, pilnujących harmonii. Co ciekawe, gdy ich poznałam, atmosfera wydawała mi się przyjazna, z czasem, gdy nasza rozmowa trwała stała się gęstsza. I co ciekawe nie z mojego powodu. Z czasem dopiero zrozumiałam, że między nimi są spięcia, które miały nigdy nie zniknąć, ale dla całej reszty świata wyglądało to, jak całkiem zgodnie zarządzająca wszystkim rada. Wciągnęli mnie w swoje gierki, a ja głupia się zgodziłam. Chciałam ratować to miasto, które dało mi schronienie. Byłam pełna ideałów, pełna pasji i chęci niesienia pomocy. Dostałam nawet taką śliczną bransoletkę w postaci czarnego smoka, który owijał się wokół mojego ramienia, symbol pewnej władzy. Choć i tak była to władza tylko z nadania, bo nie miałam wiele do roboty. Odpowiadałam za główne arterie miasta, gdzie mogłeś znaleźć targ czy karczmę... Wszędzie tam, gdzie spotykają się ludzie, gdzie mogą pojawić się spięcia. Eliminowałam je, łagodząc konflikty, bądź usuwając jednostki niebędące... kompatybilnymi z naszym pięknym miastem. Trzeba przyznać, robota była cicha, spokojna i mogłam sobie pozwolić na masę leniuchowania. Szczególnie że tak po prawdzie większość roboty odwalali za mnie inni, a ja tylko składałam śliczny raport o tym, jak to dzielnie pracuję. Wtedy też zaczęła się poważna nauka również innych zdolności... Etykieta, taniec, podstawy poezji... Cała masa umiejętności, które można streścić w jednym zdaniu: nie daj poznać, że wychowała cię ulica. Jednak nic by mi to wszystko nie dało, gdybym pozwoliła się zabić, a jak sam dobrze wiesz, ochroniarze nie zawsze są tam, gdzie być powinni. Czasem nie chcą, a czasem... już nie mogą. Coś jak twoi ludzie, nieprawdaż? Jakby na to nie patrzeć, musiałam się więc nauczyć jak dbać o siebie, trochę bardziej niż po prostu nie dać się złapać rzezimieszkom w jakiejś bocznej uliczce. Musiałam stać się silniejsza, gdyż przyszło mi się mierzyć z groźniejszymi przeciwnikami. A silny mój drogi jest ten, kto sam sobie radzi ze swoimi problemami.
Więc przeplatałam dzień obowiązkami, nauką geografii, zielarstwa, szermierki oraz magii. Szukałam czegoś, w czym będę dobra. W wolnych chwilach czytałam powieści przygodowe. Co to za zdziwione spojrzenie? Musiałam jakoś odreagować, sen i jedzenie nie rozwiązują wszystkich problemów, a szkoda. Choć część z tych książek, które przyszło mi czytać i tak traktowała o tym samym, co poprzedniego dnia przerabiałam z moimi nauczycielami... Oczywiście nie we wszystkim byłam pilnym studentem, nie każda dziedzina była mi bliska, ale znalazłam coś dla siebie. Szczyptę magii, garść wiedzy płatnerskiej i kropelkę jadu wiwerny. Nawet nie spodziewasz się, ile fascynujących stworzeń żyje na tym świecie! Prawda jest taka, że większości rzeczy i tak nauczyłam się sama, oni tylko pilnowali, żebym nie przesadziła. Czasem eksperymentowałam na sobie, czasem na innych. Tak narodziło się kilka oryginalniejszych pomysłów na wykorzystanie magii.
Kobieta podniosła się z krzesła i podeszła do stojącego nieopodal stolika, na którym stała karafka oraz jeden prosty, żelazny puchar. Nalała do niego wina i opróżniła go duszkiem.
- Wybacz, że nie zaproponuję ci napitku, po pierwsze mam tylko jeden kielich, a po drugie tobie chyba gardło tak nie zdążyło wyschnąć, jak mi. Mówiłam ci już, że kiepski z ciebie rozmówca? Choć słuchaczem jesteś niczego sobie... Pozwól jednak, że będę kontynuowała.
- Nigdy nie ukrywałam, że pasowało mi to życie, a mimo to, gdy dano mi taką szansę, zgodziłam się na kolejny awans społeczny. Co ciekawe nigdy oficjalnie nie oddałam władzy nad tym rejonem miasta, raczej... To taka mała luka w mojej pamięci, ciekawe czyż nie? W moich wspomnieniach, po prostu przyjęłam na siebie więcej obowiązków, a jednak dzisiaj nie pamiętam, co się stało z moją śliczną bransoletką... Skończyły się czasy leniuchowania, wpuszczono mnie na salony, te najważniejsze w tym państewku. Musiałam zacząć częściej przyjmować gości, jak również więcej sama wychodzić do ludzi, a ja nie lubię ludzi, wiesz? Miałam jeszcze mniej czasu dla siebie... Bankiety, tańce, dyplomacja... Sączenie jadu, ale nie do kielichów, ale z ust, szeptem do uszka, prosto w serca i umysły. Nigdy nie byłam w tym dobra... Za bardzo tęskniłam za swoim spokojem, za bardzo chciałam zachować neutralność... Wiesz... to wszystko tyczyło się nie tylko pałacowej etykiety, ale też samej organizacji. Tam też musiałam coraz bardziej lawirować. Im wyżej się pięłam, choć sama jako tako tego nie chciałam, tym bliżej byłam tych najważniejszych osób. Władców mrocznej części Elfidranii... Ludzie, którzy zdawali sobie sprawę z ich obecności, nigdy nie mówili o nich źle, takie grono wzajemnej adoracji. Przynajmniej nikt długo o nich źle nie mówił... Tacy, którzy im nie pasowali, po prostu znikali. Czasem po cichu i człowiek tylko się zastanawiał, co stało się z tym piekarzem, który sprzedawał takie pyszne bułeczki w południowej dzielnicy. Inni znikali z hukiem, znajdowano ich ciała gdzieś poza miastem, z sakiewką pełną złota wepchniętą w gardło, bez języka czy z przeszytymi dłońmi, tak by prawą zamienić z lewą. Wszystko miało dać do zrozumienia, że popełnili niewybaczalny grzech, działając przeciwko dobru państwa. Ich wygląd symbolizował to, czego się dopuścili. Wszystko dla dobra miasta albo organizacji... Z czasem zaczęłam odnosić wrażenie, że znacznie częściej prawdziwym powodem było to drugie. Z czasem początkowa przyjemność zamieniła się w ciężką pracę. Straciłam całą radość oraz satysfakcję, jaką dawało mi pomaganie innym, ratowania naszego małego świata. Uciekałam, zwalałam coraz więcej obowiązków na swoich zastępców, za co swoją drogą należała im się podwyżka. Mimo wszystko caluteńki czas starałam się, robiłam dobrą minę, do złej gry, szczególnie gdy przychodziło mi zajmować się tym, za co powinien odpowiadać zarządca innej dzielnicy. Zabawne, czyż nie? Z szarej myszki stałam się szarą eminencją. Byłam prawie równie potężna, jak ci którzy dali mi kiedyś schronienie. Prawie... To od zawsze było ich miasto. Ich i tylko ich. Nie byłam w stanie im go odebrać, choć też nigdy nie chciałam, ale może to by je uzdrowiło... Nie wiem i pewnie nigdy się tego nie dowiem. W końcu miałam dość kłótni, dość sporów, dość bali i tych zagrywek gdzie słowa nie miały drugiego dna, ale też trzecie i kolejne... Jedyne pocieszenie znajdowalam w ramionach przyjaciółki, ukochanej... Czarodziejki imieniem Ariatte, którą poznałam swego czasu na jednym z bankietów. Zaintrygowała mnie wtedy, miałam wrażenie, że znajdę w niej bratnią duszę. Kogoś kto mnie zrozumie, kto nie będzie kłamał patrząc mi w oczy... i nie pomyliłam się. Nasza relacja to jednak inna opowieść, zbyt długa dla ciebie.
- Jednak choć nie zawsze się z nimi zgadzałam, nie zawsze działałam zgodnie z ich wolą, to muszę im jedno przyznać. Przygarnęli mnie, wychowali, tam znalazłam dom i rodzinę. Jadłam z nimi, śmiałam się z nimi, zwierzałam się im, a oni mnie. Wśród nich znalazłam szczęście. Psiakrew... Popełniłam jednak jeden błąd, jeden jedyny błąd chędożony błąd, karwarz twarz. Zabiłam niewłaściwego człowieka, mojego najbliższego doradcę, przyjaciela, który wiedział o mnie praktycznie wszystko. W zasadzie był to wypadek przy pracy, w co jednak nikt nie uwierzył. Berg znalazł się po prostu w złym miejscu, w złym czasie, gdybym mogła cofnąć czas, nie dopuściłabym do jego śmierci. Mimo to ja zostałam okrzyknięta zdrajczynią. To mnie uwięziono i przeprowadzono proces. Zostałam zdegradowana, ośmieszona. Jedyni przychylni mi ludzie nie znali całej prawdy a ci, którzy znali w większości się ode mnie odwrócili. Nie wszyscy, ale jednak. W teorii mogłam dalej żyć między nimi, zajmować się drobnymi sprawunkami, znowu być nikim. Nie ufałam im jednak, za dobrze ich znałam. Uciekłam więc, nim ktoś znalazł moje ciało gdzieś poza murami miasta, z piętnem zdrajcy. Żałuję, że nie zabrałą ze sobą tej jednej istoty, która nie odwróciła się ode mnie...
Pewnie zastanawiasz się, co się ze mną działo przez ten czas? Trochę tego było, więc postaram się streścić… Szczególnie że po pierwsze chyba troszkę za dużo krwi już z ciebie wypłynęło i jeszcze stracę słuchacza, nim skończę swoją opowieść, a po drugie więcej w tym było podróży, pracy nad sobą i prób zapomnienia niż epickich wydarzeń. Głównie podróżowałam, czasem odwiedzając miejsca, których nie widziałem od lat. Miło było je zobaczyć z innej perspektywy, takiej, o której zdążyłam już zapomnieć. Nie były to jednak częste wypady. Więcej czasu straciłam w innych krainach, czasem innych światach. Poznałam nowych ludzi, choć nigdy nie potrafiłam nimi nawiązać takiej nici porozumienia jak z dawnymi kamratami. Nie uwierzysz jakie istoty można spotkać, gdy człowiek wystawi głowę za próg domostwa. I miejsc… Biblioteki tak wielkie, że te, które znajdziesz w Klasztorze Mrocznych Sekretów czy Zamku Czarodziejów, wydają się przy nich podręczną biblioteczką. Dzięki nim poszerzyłam swoją wiedzę, poprawiłam zdolności. Część tej wiedzy przepadnie razem ze mną, zadbałam o to… oczywiście w miarę moich możliwości. Nie wiemy przecież, czy ktoś nie odkrył tych sekretów przede mną, gdyby tak się stało, tylko jedno z nas będzie mogło dalej stąpać po ziemi. Och, ale skończmy te mordercze rozmyślania! Wiesz… mimo tego, że byłam daleko, co jakiś czas zasięgnęłam informacji o tym, co dzieje się w moim rodzimym mieście, czy też ogólnikowo w całej krainie… Jak? Cóż… kobiety mają swoje sposoby, by plotkować, nawet na odległość. Hej, przyjacielu! Nie zasypiaj mi tu! No już, już… kończę, bo coś kiepsko wyglądasz.
Kobieta z tajemniczym uśmiechem przyglądała się kielichowi, który wciąż trzymała w dłoni. Bez pośpiechu ponownie napełniła go alkoholem i równie niespiesznie wypiła.
Od dnia mojego zniknięcia minęło trochę czasu, wiele się zmieniło. Ja się zmieniłam. Jednak ciekawość pozostała, dlatego chcę, żebyś przekazał moim dawnym przyjaciołom wiadomość, zrobisz to dla mnie? Intryguje mnie ich reakcja… - kielich, w który się wpatrywała, uniósł się nieznacznie nad jej dłoń, po to tylko by zmienić się w bezkształtną ciecz, która w czasie, jaki człowiek potrzebuje, by mrugnąć, zastygła w formie zdobionego sztyletu. Kobieta z wyrazem twarzy szaleńca pochyliła się nad skrępowanym, bladym ze strachu mężczyzną, któremu jeszcze parę godzin temu odcięła język.
Przekaż im, że wróciłam. - Mówiąc to, wbiła miecz w jego klatkę piersiową, a nadmiar żelaza w sercu skutecznie utrudnił pracę tegoż organu.

Dane gracza: Melinoe

Nazwa użytkownika:
Melinoe
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
-,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Wt wrz 19, 2017 2:33 am
Ostatnia wizyta:
So kwi 21, 2018 1:36 am
Liczba postów:
5 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.02 posty dziennie)
Ostatni post:
[Ukryty Obóz] Błękit i Czerń
Śr sty 17, 2018 9:19 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 3 / 60.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Ukryty Obóz] Błękit i Czerń
(Posty: 2 / 40.00% postów użytkownika)
cron