Profil użytkownika Surya

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Surya
Rasa: Anioł Światła
Wiek: 21 lat


Aura

Emanacja należy do tych z rodzaju słabszych, jednakże to wcale nie ujmuje jej zmysłowemu pięknu. Całość, gdy tylko padną nań promienie słoneczne, mieni się wszystkimi kolorami tęczy. Dopiero gdy oszołomienie tym magicznym blaskiem przejdzie, da się ujrzeć jeszcze wielką i niebywale urocza kobaltową kokardę oplatającą całą powierzchnię. Kolejnym fascynującym zjawiskiem jest stale migocząca szafirowa zorza, mocno przykuwająca uwagę czytającego. Nawet najbardziej wyczulony słuch nie wychwyci żadnego dźwięku, ponieważ aura jest pogrążona w wiecznej ciszy. Ukojenie przynosi natomiast słodka woń lilii. W początkowym odczuciu wydaje się twarda, jednak po chwili można już uznać ją za miękką. Gnie się z niebywałą łatwością, lecz trzeba uważać na ostre krawędzie skryte pod aksamitnym puchem. W smaku nieprzyjemnie lepka lub sucha i powodująca trudne do ugaszenia pragnienie.


Wygląd

Surya jest dość niska jak na swoją rasę i jest to jedyna cecha wyglądu, która odbiega od przeciętnego Anioła. Mimo tego, że z daleka mogłaby zostać uznana za elfkę nie przejmuje się tym zbytnio. Braki we wzroście nadrabia nieproporcjonalnie dużymi białymi skrzydłami, z których jest bardzo dumna, a które zapewniają jej w przestworzach możliwość rozwinięcia naprawdę imponującej prędkości lotu. Szczupła i smukła sylwetka przywodzi na myśl delikatną, kruchą dziewczynkę. Nic bardziej mylnego.
Anielica może pochwalić się długimi do tali, srebrno- białymi włosami, które zwykła związywać w luźny warkocz przed czekającą ją walką. Jasne, mieniące się srebrem oczy z pozoru mogą zdawać się chłodne, jednak kiedy dziewczyna uśmiecha się, nabierają ciepłego, miękkiego blasku. Łobuzersko zadarty nos, nadaje jej twarzy nieco ostrości i sprawia, że dziewczyna wygląda wręcz trochę dziecinnie. Jakby wiecznie zastanawiając się co by tu przeskrobać.
Porusza się z gracją i klasą jakiej wymaga się od dojrzałych aniołów, jednak pozostawiona sama sobie chętnie rozsiądzie się na krześle, wykładając nogi na stół. Przebywając w Planach Niebieskich, zazwyczaj ubiera się w srebrno- niebieskie suknie i pantofelki na wysokim obcasie, jednak kiedy wybiera się na misję do wkłada strój bojowy składający się z grubych skórzanych spodni i sięgającego do połowy uda płaszcza w jasnym, piaskowym kolorze. Nieodłącznym jej wyposażeniem są dwa sztylety, które trzyma w wysokich cholewach butów, łuk noszący ślady jej pierwszej walki oraz miecz, który zachowała po zabiciu swojego pierwszego Upadłego.


Charakter

Prywatnie Surya jest pogodną, uśmiechniętą osobą, pełną energii i chęci do życia. Jest ciekawa świata i innych ras, które go zamieszkują. Jest otwarta na nowe znajomości i pomocna. W obronie tych, których kocha jest w stanie zrobić wszystko, nie bacząc na konsekwencje. Czasami bywa niecierpliwa i zdarza jej się działać pod wpływem emocji, jednak w trakcie misji jest w stanie opanować się i zrobić co należy.
Pozostaje wierna Panu, mimo że w głębi serca wierzy, że każdy zasługuje na miłość, szacunek i zbawienie. Ciężko jej się pogodzić z faktem, że Upadli zostali przekreśleni bez możliwości powrotu. Wierzy, że kiedyś nastanie dzień w którym Anioły oraz Pan zrozumieją, że zmiana może nastąpić nie tylko na gorsze. Marzy skrycie o tym by odkryć sposób na zbawienie Upadłych i odbudowanie potęgi Niebian.

Atrybuty

Krzepa:Wytrwały, Wrażliwy,
Zwinność:Zręczny, Szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Czuły słuch, Słaby zm.mag.,
Umysł:Pojętny, Ineligentny, B. silna wola,
Prezencja:Piękny, Godny, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Brak talentu magicznego [W]Surya urodziła się bez naturalnego talentu magicznego. Nie jest w stanie rzucić nawet najprostrzego zaklęcia.
Latanie [D]Anielica obdażona jest potężnymi, białymi skrzydłami. Ich ogrom sprawia, że lata wyjątkowo szybko nawet jak na swoją rasę. W powietrzu mało kto może się z nią równać.
Regeneracja [D]Jak każdy anioł, Surya obdażona jest darem szybkiej regeneracji. Nie działają na nią trucizny, nie straszna jej też choroba.
Podróżowanie między wymiarami [Z]Jako Anioł Światłości zdarza jej się podróżować pomiędzy Alaranią, a Planami Niebieskimi wykonując coraz to trudniejsze misje dla Pana.

Umiejętności

Czytanie i pisanie [O]
Niebianologia [W]
Piekielnologia [P]
Etykieta [O]
Uniki [O]
Łucznictwo [W]
Władanie bronią- miecz, sztylety [W]
Taktyka [O]
Jeździectwo [P]
Przetrwanie [W]
Tropienie [W]

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Arionest [ZAC]Innymi słowy kołczan nieskończoności. Zdażało ci się, że w najgorszym możliwym momencie skończyły ci się strzały? Z tym kołczanem nie musisz się tego już obawiać.
Degorin [ZAC]Zawieszony na cieńkim, srebrnym łańcuszku amulet z białego złota, o kształcie drzewa. Wisiorek jest wykonany bardzo dokładnie, tak że jesli ktoś mu się przyjrzy z bliska zobaczy wygrawerownaną na pniu delikatnie chropowatą korę. Delikatne ametystowe kamienie wtopione w złoto mają kształt owoców. Amulet chroni Suryę przed atakami magii zła.

Towarzysz


Historia

„Once I was seven years old”

Mała Surya wpadła do domu z płaczem. Minęła zaskoczonych rodziców i popędziła do siebie, żeby móc schować się w spokoju pod łóżkiem i nie wychodzić z niego już nigdy. Nie chciała rozmawiać. Uważała, że nic co by teraz powiedzieli jej rodzice nie zmieniłoby już tego kim jest, lub może tego kim nigdy nie będzie. Od zawsze wiedziała, że nie jest idealna, że czegoś jej brakuje, ale nikt nigdy nie dał jej tego odczuć tak mocno jak dziś.
Usłyszała ciche pukanie do drzwi. Spodziewała się tego. Kto jak kto, ale jej mama zawsze chciała trzymać rękę na pulsie i jeśli tylko w jej otoczeniu działo się coś niepożądanego, zaraz przystępowała do akcji, by przywrócić świat na właściwy tor. Mimo, że Surya nie odezwała się nawet słowem na jej pukanie, po chwili drzwi z cichym szelestem otworzyły się do środka. Po drewnianej podłodze poniósł się dźwięk delikatnych kroków. Matka zatrzymała się tuż przy łóżku. Mała anielica widziała dokładnie rąbek jej jasno niebieskiej sukni, którą mama nosiła zawsze będąc w domu, oraz wystające spod niej srebrne pantofelki. Usłyszała jak kobieta wzdycha cicho i po chwili jej spokojna, lekko uśmiechnięta twarz pojawiła się tuż przy podłodze.
- No już. Wychodź.- szepnęła spokojnym, kojącym głosem.- Nie zmieszczę się tam z tobą.
Kobieta wyciągnęła dłoń i pomogła córce wygramolić się spod łóżka. Usiadła na podłodze po turecku i biorąc dziecko w ramiona, kołysała ją spokojnie, do momentu, aż dziewczynka nie przestała płakać. Dopiero wtedy, odgarnęła lekko włosy małej, otarła jej policzki, patrząc na dziecko z czułością.
- Powiesz mi co się stało?- zapytała cicho, bez zbędnego nacisku. Surya, pociągnęła jeszcze raz nosem, po czym skinęła lekko głową.
- Inni się śmieją,- szepnęła łamiącym się, dziecięcym głosikiem, pełnym wyrzutu- że nie mam magii. Co ze mną jest nie tak? Czemu nic nie działa?
Nie krzyczała, nie była nawet zła. Czuła się po prostu zraniona i dotknięta. Jak to małe dziecko nie potrafiła zrozumieć, czemu różni się do sowich rówieśników aż tak bardzo. Zaczynała więc sądzić, że może nie jest prawdziwym aniołem światła, że może jest wybrakowana, gorsza, że nie zasługuje na życie między nimi.
- To nie jest twoja wina, kochanie.- Matka zacisnęła mocniej ramiona wokół niej, chcąc dodać jej otuchy.- Jesteś inna, ale to nie znaczy, że gorsza. Może Pan ma dla Ciebie inną misję?
- Jaką?- zapytała Surya podrywając głowę i patrząc na matkę z wyczekiwaniem, jakby licząc na to, że ta wyjaśni jej sens istnienia.
- Nie wiem skarbie, ale kiedy przyjdzie czas, z pewnością odkryjesz jaka jest Jego wola.- pogłaskała dziewczynkę po jej długich, jasnych włosach tak bardzo podobnych do jej własnych.- Zdradzić ci sekret?- zapytała konspiracyjnym szeptem, uśmiechając się przy tym tak, że Surya nie byłaby sobą gdyby nie przytaknęła energicznie skupiając się w pełni już tylko na matce i temu czym chce się z nią podzielić.- Największą magią jest miłość.
Dziewczynka odsunęła się lekko, z niezadowoloną miną. Miłość? Przecież to, żadna magia! Nie stworzy ognia, nie ześle deszczu, nie odczyta myśli obcych… Nie zrobi nic!
- Miłość to nie magia.- zaprzeczyła dziewczynka po szybkim namyśle.
- Nie taka o jakiej myślisz, ale ma potężniejszą moc niż jakikolwiek mag w Alaranii. Kochaj wszystkich wokół, nieś tę miłość i sprawiaj, że świat będzie piękniejszym i szczęśliwszym miejscem. Każdy zasługuje na to by go kochać.
- A… Demony, Piekielni…? I Upadli?- zapytała niepewnie dziewczynka, jakby ze strachem.
- Być może…- odpowiedziała tajemniczo, uśmiechając się tak jakby obiecywała córce, że kiedyś sama się przekona. A Surya? Wprost nie mogła się już doczekać.

„My mother, my mother she hold me; Did she hold me, when I was out there; My father, my father, he liked me; Oh he liked me, does anyone care”

Wreszcie nadszedł czas próby, na który Surya wyczekiwała z oraz bardziej rosnącą niecierpliwością. Była gotowa. Czuła to. Chciała się wykazać, a przy okazji zobaczyć więcej świata, którego tak bardzo była ciekawa. Chciała przemierzać krainy dbając o bezpieczeństwo ich mieszkańców, chronić ich przed demonami, upadłymi i całym tym złem, które za sobą niosą. Lata ciężkich treningów opłaciły się. Przekonała się, że magia nie jest jej potrzebna. Szkolenie jakie odebrała od ojca sprawiło, że po mistrzowsku posługiwała się łukiem i strzałami, a miecze i sztylety stały się przedłużeniem jej własnych rąk.
Związała długie, jasne włosy w luźny warkocz i ponownie sprawdziła broń. Była gotowa. Mogła ruszać. Wyszła ze swojego pokoju pewnym krokiem i ruszyła do wyjścia. Nie chciała się rozpraszać. Wolała skupić się w pełni na czekającym ją zadaniu, jednak kiedy jej dłoń spoczęła na klamce, usłyszała za sobą ciche kroki. Odwróciła się i uśmiechnęła lekko do rodziców stojących w progu salonu.
- Wrócę szybciej niż sądzicie.- zapewniła z uśmiechem widząc ich nie pewne miny. Ojciec skinął jej głową z poważną miną. Nigdy nie mówił dużo, wolał to zostawić żonie, ale w jego oczach było coś co sprawiało, że Surya zawsze uważała go za pogodną osobę, mimo posępnego często wyrazu twarzy.
- Mamy coś dla ciebie.- powiedziała matka i delikatnie szturchnęła męża w bok łokciem. Mężczyzna wyprostował się i podszedł do córki. Wyciągnął przed siebie dłoń, na której leżał piękny naszyjnik przedstawiające srebrne drzewo, o maleńkich fioletowych owocach z kamieni szlachetnych. – To amulet.- wyjaśniła matka obserwując anielicę.- Ochroni cię przed magią.
Ojciec zawiesił prezent na jej szyi i odsunął się lekki patrząc na nią czule, jakby wciąż była małym dzieckiem. Widziała w jego oczach obawę, jakby sam walczył ze sobą nie chcąc wysyłać córki do Alaranii na jej pierwszą misję. Zrobiło jej się cieplej na sercu. Nie mogąc się powstrzymać, uściskała oboje rodziców i nie odwracając się za siebie, opuściła rodzinny dom.

„Get out your guns, battle's begun, Are you a saint, or a sinner?”

Surya wylądowała na obrzeżach Grydanii, małej spokojnej wioski, w której życie i czas zdaje się płynąć wolniej. Schowała skrzydła nie chcąc zwracać na siebie uwagi wszystkich mieszkańców. Zastanawiało ją co robi w takim miejscu Upadły. Czego może tu szukać? „To nie mój problem,” skarciła samą siebie w myślach, „ mam inne zadanie.” Sprawdziła po raz ostatni broń i ruszyła do wioski uważnie przyglądając się otoczeniu i nasłuchując wszystkiego wokół.
Z pozoru czekało ją proste zadanie. Zabić Upadłego. Wiedziała jednak, że nie będzie to tak proste jak mogłoby się wydawać. Musiała pamiętać, że jej przeciwnik, będzie od niej starszy, bardziej doświadczony, nie mówiąc już o tym, że doskonale będzie znał styl walki typowy dla aniołów. Dotknęła delikatnie amuletu na szyi. Magia nic mu nie da, czego on jeszcze nie wie, to dawało jej jakieś szanse na przewagę, lub chociaż drobny efekt zaskoczenia.
Wioska była dziwnie opustoszała. Panowała kompletna cisza, tylko liście pobliskich drzew szumiały przyjemnie na delikatny wietrze. Słońce powoli znikało za horyzontem malując niebo w piękne, żywe kolory. Było za wcześnie, żeby wszyscy mogli już spać. Zaniepokoiło ją, że nie słyszała nawet zwierząt hodowlanych, czy domowych. Coś tu zdecydowanie było nie tak.
Zaglądnęła do kilku chat. W każdej panował podobny bałagan, jakby domownicy zostali z niego wyciągnięci siłą. Może się spóźniła? Może Upadły zajął się już mieszkańcami, a teraz jest w drodze do kolejnej osady? Ale w takim razie czemu nie natknęła się na ciała? Wróciła na główną ścieżkę, wzdłuż której stały opuszczone domy. Kucnęła przyglądając się uważnie ziemi. Szukała jakichkolwiek tropów, które mogłyby wyjaśnić jej co tu się stało. Nagle dostrzegła to. Z każdej chaty ciągnęły się, lekko już zatarte, ślady i wszystkie zmierzały w jednym kierunku… Do stojącej na obrzeżach wsi stodoły.
Sięgnęła po łuk i strzałę, którą od razu nałożyła na cięciwę. Ruszyła ostrożnie w kierunku budynku, starając się poruszać bezszelestnie. Nasłuchiwała wszystkiego wokół, wypatrywała Upadłego, ale wciąż nic. „Igra ze mną.”- przeszło jej przez myśl. Kiedy od szopy dzieliło ją już naprawdę nie wiele, usłyszała za sobą narastający szum skrzydeł. Odwróciła się szybko i wycelowała w mknący po niebie, ciemny kształt. Nim zdążyła wycofać się, stopy obcego spadły ciężko na ziemię.
Czarne pióra powiewały na wietrze jak małe chorągwie. Miejscami na skrzydłach Upadłego brakowało pierza, a ciało było jakby przypalone. Jego szara skóra, sprawiała wrażenie kompletnie wypranej z koloru i suchej, jak gdyby miała zaraz od niego odpaść. Dwukolorowe pomarańczowo- czerwone oczy wpatrywały się w nią z nieukrywaną odrazą. Był od niej wyższy o ponad głowę, choć nie dawał tego po sobie poznać, przybierając dziwnie poskręcaną i przygarbioną pozę. Uśmiechnął się obleśnie ukazując zaostrzone zęby, którymi spokojnie mógłby rozszarpać skórę.
- Przyszłaś po mnie aniołku?- zaśmiał się zachrypniętym głosem. Surya zacisnęła mocniej szczękę, dodając sobie odwagi i naciągnęła ostrzegawczo cięciwę.
- Co zrobiłeś z mieszkańcami?- zapytała twardo, starając się myśleć trzeźwo. Upadły zaśmiał się znów, a z kącika jego ust pociekła ślina. Kiedy ochłonął otarł strużkę wierzchem dłoni i znów podniósł na nią swoje oczy z nutą ciekawości.
- A może ty mi powiesz?- zapytał przypatrując się jej. Nie spuszczała z niego oczu zastanawiając się jak wydusić z niego odpowiedź, kiedy ten nagle ponownie wybuchnął śmiechem, choć tym razem przypominał on bardziej cichy rechot.- Ty nie znasz magii!- rzucił z wrednym uśmieszkiem.
- Nie będzie mi potrzebna, żeby cię zabić.- wycedziła przez zaciśnięte z nerwów gardło Surya, po czym wypuściła wycelowaną w oko Upadłego strzałę. Przeciwnik z zaskakującą szybkością dobył miecz. Grot strzały odbił się z brzękiem od klingi, tuż przed twarzą obcego.
- Jeszcze się przekonamy.- odparł spokojnie, opuszczając miecz jak gdyby w ogóle nie czuł się przez nią zagrożony, po czym powoli wyprostował się. Wyglądało to tak jakby po kolei puszczały go wyjątkowo bolesne skurcze. Rysy jego twarzy wygładziły się i przestał być w jej oczach aż tak przerażający. Gdyby nie zęby i oczy wyglądałby naprawdę normalnie. Na chwilę zobaczyła w nim takiego anioła jakim kiedyś mógł być. Pięknym, potężnym, jasnym. Czemu to dorzucił? Dla tej poskręcanej kreatury, pełnej bólu na usługach Piekielnych i Demonów, lub samego Władcy Piekieł? Nie pojmowała tego.
Upadły nie czekał, aż Surya otrząśnie się z własnych myśli. Zaatakował błyskawicznie szybko, rzucając się na nią z mieczem. Anielica, jednak nie dała się tak łatwo podejść. Kiedy tylko przeciwnik ruszył na nią, sięgnęła po kolejną strzałę i nałożyła ją na cięciwę, wypuszczając w tej samej chwili, potężne białe skrzydła. Odskoczyła, przed ostrzem miecza, wzbijając się w powietrze. Zawisła nad szopą i posłała w obcego, kolejną strzałę. Upadły w ostatniej chwili osłonił się własnym skrzydłem. Syknął z bólu, kiedy grot przebił ciało na wylot. Nie zwracając uwagi na ranę, przeciwnik wzbił się w powietrze z taką mocą i prędkością, że Surya nie zdołała wykonać uniku.
Wpadli na siebie w powietrzu. Trzepotanie białych i czarnych skrzydeł, dudniło jej w uszach. Czuła jak krew szybciej krąży w jej żyłach, jak serce i oddech przyśpiesza. Powoli zaczęło do niej docierać, że musi działać szybko jeśli chce przeżyć. Albo on, albo ona. Surya zablokowała uderzenie mieczem ramieniem łuku. Broń nie pękła, jednak na jej powierzchni pojawiło się delikatne nacięcie. Upadły wyszarpnął broń chcąc ponowić atak. Anielica jednak była szybsza. Wymierzyła mu szybki cios pięścią między oczy i zarzuciła na jego kark własny łuk. Nie wypuszczając broni z ręki, udało jej się przelecieć nad wrogiem, tak by znajdować się tuż za jego plecami. Obróciła łukiem sprawiając, że cięciwa na gardle przeciwnika zacisnęła się mocniej. Wbijając kolano między czarne skrzydła, Surya ciągnęła broń do siebie modląc się w duchu, żeby cięciwa wytrzymała i uda jej się ściąć przeciwnikowi o głowę. Upadły szarpał się i miotał wyraźnie wściekły. Charczał nieprzyjemnie próbując złapać powietrza do płuc. W końcu jednak zamachnął się mieczem tak, że przeciął duszącą go linkę i wyrwał się z pułapki. Odskoczyli od siebie. Surya odrzuciła zniszczoną broń i sięgnęła po miecz.
Tym razem nie czekała, aż przeciwnik zaatakuje pierwszy. Ruszyła na niego bez ostrzeżenia. Upadły momentalnie doszedł do siebie i pomimo mocno poprzecinanej na szyi skórze, bronił się z taką samą siłą. Jakby podduszenie nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Wymiana ciosów zdawała się nie mieć końca. Oboje czekali kiedy to drugie popełni jakiś błąd, który da im przewagę. Cieli, znacząc się ranami, które nie mogły ich zabić, ani nawet znacznie osłabić. Suryi wydawało się, że stali się jednym wielkim kłębowiskiem piór. W końcu udało jej się zadać pchnięcie mieczem, które utrafiło w lewe skrzydło Upadłego rozcinając je prawie na pół. Mężczyzna wrzasnął przeraźliwie, tuż przy jej uchu, na chwilę wybijając ją z rytmu. To wystarczyło.
Próbując utrzymać się w powietrzu na jednym skrzydle, obcy wymierzył jej wyjątkowo mocnego kopniaka w żołądek. Surya zgięła się w pół łapiąc powietrze. Nim jednak zdołała się wyprostować, poczuła rękojeść miecza na swojej skroni. Pociemniało jej przed oczami, zapiszczało w uszach. Nie była nawet pewna, czy na chwilę nie straciła jednak przytomności. Poczuła, że skrzydła odmówiły posłuszeństwa. Spadła ciężko wprost na szopę. Uderzyła w dach, który pod jej ciężarem załamał się i wraz z częściami drewnianego stropu i dachówkami upadła na ubitą kopytami i pokrytą cienką warstwą siana ziemię.
Z jękiem dźwignęła się z ziemi. Z rany na brwi płynęła jej krew zaciemniając obraz, mimo to nie dało się nie zauważyć grupy przerażonych wieśniaków związanych i zakneblowanych, chowających się w kącie jak przerażone zwierzęta. Głównie kobiety, dzieci i starcy, mężczyzn było dziwnie mało. Zapewne Upadły już się pozbył części z nich. Pewnie tych bardziej kłopotliwych. Chciała podejść do więźniów i jak najszybciej ich uwolnić, żeby dać im choć czas na ucieczkę. Ledwo stanęła na własnych nogach, a drzwi stodoły otworzyły się na oścież.
Upadły stał w nich dysząc ciężko i trzymając się futryny, jakby zaraz miał przewrócić się wpadając do pomieszczenia. Jego rozcięte skrzydło wisiało dziwnie, jakby nie mając już żadnej mocy. Ciągnęła się za nim smuga gęstej krwi. „Dobrze, jest szansa, że jednak się wykrwawi, jeśli jeszcze trochę się postaram”, przeszło anielicy przez myśl. Problem był tylko jeden. Nie miała broni. Musiała zgubić ją przy upadku! Mimo chwilowej paniki, która ją ogarnęła, Surya wzięła się w garść i rozejrzała się ukradkiem po szopie. Nie dostrzegła swojego miecza. Zostało jej liczyć na łut szczęścia i własny spryt.
- Zapłacisz mi za to…- zaczął cicho Upadły, powoli wtaczając się do stodoły i zatrzaskując za sobą drzwi.- Może odetnę twoje skrzydła?- zapytał celując w nią ostrzem miecza.- Tu można na nich sporo zarobić.
Widać było, że Upadły nie ma już sił, a z każdą chwilą tylko mu ich ubywało. Surya czekała spokojnie, obserwując go i nie odzywając się nawet słowem. Po pierwsze nie chciała go rozwścieczyć, a po drugie wciąż liczyła cicho, że jeśli wykaże się odrobiną cierpliwości może uda jej się wykorzystać odpowiedni moment i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Czarnoskrzydły powoli zbliżał się do niej, nie spuszczając z niej swojego wzroku pełnego nienawiści.
- Jak mogłeś zamienić się w to?- zapytała cicho Surya, chcąc żeby przeciwnik skupił się na niej w pełni, żeby nie przyszło mu nawet do głowy wykorzystać zakładników.- Uważasz, że twoje życie jest lepsze?
- Zmienić?- rzucił z urazą w głosie Upadły.- To wy mi to zrobiliście.- zamachnął się mieczem jakby chciał na odległość pozbawić ją głowy. Był wściekły i rozżalony, jakby nie pojmował, że to co go spotkało było tylko i wyłącznie jego winą.- Jeden niewypełniony rozkaz. Jeden!- jego krzyk zatrząsnął i tak nadwyrężonymi już belkami stodoły, które zaskrzypiały ostrzegawczo, a na ziemię, przez dziurę w dachu spadły jeszcze dwie lub trzy dachówki.- Jesteś taka pewna, że stoisz po właściwej stronie.- zaczął z niej kpić.- Jesteś tylko tępym narzędziem w ich rękach. Mówią, że masz wolną wolę, ale równocześnie zabraniają ci z niej korzystać. Nie widzisz tego?! Jak mogą mówić, że są dobre jeśli własnemu bratu zgotowali taki los?!- jego głos łamał się coraz bardziej, dłoń zadrżała mu delikatnie, ale mimo to nie opuścił jej wciąż celując czubkiem miecza w jej gardło.- Nie znacie ani litości, ani przebaczenia.- wycedził już ciszej, z bólem który musiał chować gdzieś głęboko w sobie.
- A ty jesteś teraz lepszy?- zapytała cicho Surya licząc na to, że jeśli uda jej się zmusić Upadłego do mówienia uda jej się go rozbroić.- Co zrobiłeś tym biednym ludziom? Tak dla ciebie wygląda litość i wybaczenie? Nie jesteś od nas lepszy… Wręcz przeciwnie.
- Milcz!- warknął doskakując do niej na tyle, żeby mogła poczuć zimną klingę na własnej skórze.- Nie masz prawa mnie oceniać, nic nie wiesz o Upadku!
- Wiem, że cierpisz i że nie musi tak być.- szepnęła nie chcąc go rozdrażnić jeszcze bardziej. Mężczyzna zaśmiał się smutno i cicho, zwiesił bezwładnie głowę jakby stracił już resztki sił i nadziei. Ciągnąca się za nim kałuża krwi ciemniała szybko i barwiła teraz ziemię i słomę na bordowy kolor. Anioł podniósł na nią oczy. Suryi wydawało się, że widzi w nich tylko ból, tęsknotę i przerażenie. Zrobiło jej się go ewidentnie żal. Ale czy Upadłemu można wierzyć? Czy naprawdę został wygnany jedynie za jeden nie wykonany rozkaz? Coś w głębi jej serca mówiło jej, że obcy nie kłamie.
- To jedyny sposób?- zapytał tak cicho, że anielica musiała się bardzo skupić żeby go usłyszeć.
- Innego nie znam.- szepnęła czując jak z sekundy na sekundę rośnie w niej współczucie dla tego cienia anioła. Mógł ją zabić, jednak tego nie zrobił, mógł zabić już dawno tych biednych ludzi, ale coś go wciąż powstrzymywało. Wyglądało to tak, jakby światło i mrok toczyły w nim swoją ostatnią walkę.
- Gdyby istniał sposób na powrót…- szepnął z bólem, który mroził krew w żyłach. Surya chyba wolałby nie wiedzieć, co Upadły musiał przejść po wygnaniu. Zawsze widziała w nich tylko zdrajców, a co jeśli to jedynie część prawdy? Jego ręka dzierżąca miecz zadrżała i opadła bezwiednie. Broń łupnęła ciężko o ziemię, z której podniósł się pył. Upadły zrobił dwa chwiejne kroki w tył. Obrócił się do Suryi tyłem i wbił wzrok w dziurę w dachu.
Słońce zaszło już za horyzontem i teraz na pociemniałym nocnym niebie, powoli wykwitały małe, jasne gwiazdki rozsiane gęsto po nieboskłonie. Anielica wiedziała, że takiej okazji już może nie dostać. Chwyciła leżący na ziemi miecz i powoli, bezszelestnie podeszła do Upadłego. Stanęła naprzeciwko niego. Dziwnie czuła się z myślą, że miałaby wbić mu ostrze w plecy. Obcy nie zwracał na nią uwagi, pierwszy raz dostrzegła na jego twarzy dziwny spokój i coś na wzór ulgi.
- Jesteś gotowy?- zapytała cicho nie chcąc go spłoszyć. Sama nie wiedziała czemu, ale czuła, że Upadły nie będzie sprawiał problemów, ani próbował ją oszukać. Mężczyzna nie odwracając wzroku od rozgwieżdżonego nieba, skinął lekko głową z delikatnym uśmiechem ulgi.
Ostrze przebiło skórę, mięśnie, kości i organy, wychodząc na wylot między jego czarnymi skrzydłami. Panowała kompletna cisza. Słyszała tuż nad swoim uchem szarpany oddech Upadłego. Powoli cofnęła się, wyciągając ostrze z rany. Anioł upadł na kolana, z jego ust popłynęła krew. Przechylił się na bok i opadł ciężko na ziemię. Ostatkiem sił odkręcił się na plecy, by móc wciąż patrzeć w niebo.
- Nareszcie…- jęknął z ulgą wydając swoje ostatnie tchnienie.
Surya zacisnęła mocniej palce na rękojeści miecza Upadłego. Spojrzała na zakrwawione ostrze i nie czyszcząc go nawet, schowała broń do pochwy. Wiedziała już, że zachowa go jako pamiątkę i przestrogę. Pogładziła głownię miecza w myślach nadając mu nowe imię, Odkupienie.

Dane gracza: Surya

Nazwa użytkownika:
Surya
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Alisandra,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
Wiek:
25
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Wt sie 29, 2017 10:46 am
Ostatnia wizyta:
Śr paź 18, 2017 8:52 am
Liczba postów:
2 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.04 posty dziennie)
Ostatni post:
Prośby o napisanie aury
So paź 14, 2017 11:29 am
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 100.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 50.00% postów użytkownika)
cron