Profil użytkownika Rain

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: James Rain Levine
Rasa: Drakon
Wiek: 129 lat


Aura

Gdy oczekujesz pojedynku, czujesz jak wali ci serce a twój własny puls huczy ci w uszach zagłuszając wszystko inne. Tutaj stoisz na ubitej ziemi, takiej samej jak zawsze, tym razem jednak nie słyszysz zupełnie nic. Powietrze pachnie jakby wieloma różnymi zapachami, a wokół unosi się ni to mgła ni rosa. Przyglądając się uważniej, domyślisz się że to perlą się maleńkie drobinki krwi. Skąd wiesz, że to posoka, skoro kropelki mają kolor lśniącego żelaza i samotnej cyny? Po prostu to czujesz. Niepokój, o który przyprawia cię ta całkiem silna aura, oczekiwanie jak przed walką na śmierć i życie, które wywołuje, nie pozostawiają ci wątpliwości. Dziś już brak tu miejsca na ciepłe odczucia, pozostało tylko przeczucie zwiastujące nadchodzący pojedynek, podczas gdy topaz połyskuje na horyzoncie niczym zachodzące słońce nad polem bitwy. Tak jak przed walką, dotknij ziemi na której stoisz. Jest chropowata i pylista, wydeptana podczas niezliczonych potyczek. Nabierz jej w garść i sprawdzając grunt rozetrzyj w dłoniach. Poczujesz wtedy jak twarde i ostre piaskowe ziarna z giętkością przemykają między palcami, rozsypując się powoli pośród mgły. Smak powietrza jest ciężki adekwatny do całej emanacji, momentami aż lepiący i kryjący w sobie wiele aspektów. Dominuje w nim gorycz, ale nie brak również pikanterii łączącej się z łagodnością, wywołując mieszane emocje. Ledwie wyczuwalna słona nuta nic ci nie rozjaśni a jedynie wprowadzi większy zamęt. Jej pojawienie się jednocześnie powoli zacznie zacierać cały obraz. Odczujesz ulgę, że wreszcie możesz odejść zachowując swoje życie… tym razem.


Wygląd

Kiedyś z pewnością był przystojny. Wysoki, nawet bardzo, gdyż sięgając na sążeń z piędzią przewyższa większość ludzi. Kwadratowa szczęka i ostre rysy twarzy, ale w dość pociągający sposób. Jego twarz jednak przecina długa blizna, biegnąc od granicy włosów po prawej stronie czoła, przez skroń, zahaczając o łuk brwiowy i w dół po policzku, aż znika za granicą żuchwy. Relatywnie świeża, nie zdążyła jeszcze zblednąć i wciąż przypomina krwawą szramę po walce, dając złudną nadzieję, że z czasem się zagoi. Jest jednak tak głęboka, że tkanka nie wypełni jej już ponownie, tworząc charakterystyczną wypukłość, tylko pozostawi po sobie żłobienie na zawsze szpecące już twarz.
Usta nawet pełne, jak na mężczyznę, nos prosty, ale z charakterystycznym zgrubieniem po złamaniu. Oczy ma ciemnobrązowe, niemal czarne, ale zapadnięte, pozbawione blasku i puste. Uwagę bardziej przyciągają grube proste brwi, przydające mu groźniejszego wyglądu niż często ma w planach. O zarost dba o tyle, by nie przeszkadzał, przycinając go okazjonalnie, niemal nigdy nie goląc się zupełnie. Długie włosy sięgają mu prawie do łopatek, grube i ciężkie, na szczęście nie unoszą się tak łatwo na wietrze, jednak jeśli planuje walkę to i tak związuje je rzemieniem na karku lub przy samych końcach.
Jego ciało jest wykształcone przez walkę, muskularne i twarde. Wnętrza dłoni są chropowate od trzymanej całe życie rękojeści miecza, ramiona silne, barki szerokie i wąskie biodra. Jego sylwetka prezentuje się nawet atrakcyjnie, dopóki mężczyzna nie zdejmie odzienia. Całe jego ciało jest bowiem pokryte bliznami. Niektóre mniejsze, niektóre większe, jeszcze inne skrajnie pobudzające wyobraźnię do domysłów, jak musiała wyglądać broń, którą wyłupano ten kawałek mięsa. Ewidentnie brakuje mu fragmentu uda, gdzie ubytek osiąga rozmiar męskiej dłoni. Plecy przecinają pręgi tak liczne, że nie sposób ich zliczyć czy rozróżnić, jednak część z nich może pochodzić od kańczuga. Pierś przecięta jest w poprzek od prawego ramienia aż po lewe biodro jedną wielką blizną, przy czym inny wojownik zorientuje się, że nie jest to typowa rana bitewna, tylko umyślne cięcie na unieruchomionym mężczyźnie. Przy lewym ramieniu głęboki ślad po niemalże udanym odrąbaniu ręki. Liczyć wyleczonych złamań nie ma sensu. Brakuje mu też środkowego palca w prawej stopie. A są to tylko te ślady, które można nazwać charakterystycznymi.
Dlatego między innymi rzadko rozbiera się przy ludziach. Chociaż sam nie wstydzi się swoich ran, reakcje na jego oszpecone ciało stały się po latach na tyle irytujące, że najzwyczajniej w świecie unika zbędnego rozpraszania się. Ubiera się prosto i wygodnie, zwracając przede wszystkim uwagę na trwałość materiałów i ich lekkość, by nie ograniczały ruchów. Proste skórzane spodnie, lniane koszule otulone pasami i karwaszami, płaszcz w chłodniejsze dni. Nie rozstaje się z ze swoim długim mieczem, kilkoma sztyletami i nożem myśliwskim. Porządnie sznurowane, ciężkie buty, kilka sakiew przy pasie, czasem juki na wierzchowcu. Ot cały dobytek.


Charakter

Skryty, pełen skrajności i nieprzewidywalny. Te trzy cechy sprawiają, że opisanie jego charakteru staje się trudniejsze niż powinno, mimo że wcale nie tak interesujący. Ani impulsywny, ani opanowany. Jest całe mnóstwo rzeczy, które wyprowadzają go z równowagi, niektóre w mniej niż uderzenie serca, ale nie zawsze reaguje, jeśli zdaje sobie sprawę, że konsekwencje jego działań byłyby jeszcze bardziej szkodliwe niż bierność. Może się zdarzyć, że wycofa się z konfliktu, uznając że tak będzie lepiej dla wszystkich, ale bywają też momenty, gdy zafiksowany na jakimś punkcie nie ustąpi, nie ważne czy będzie musiał przekonywać kogoś argumentami czy mieczem. Raczej małomówny, a jednak wciągnięty w dyskusję może rozmawiać przy ognisku przez całą noc. Z pewnością jest dobrym słuchaczem, mimo że odnosi się raczej wrażenie, iż w ogóle nie słucha, co się do niego mówi. Ma dobre serce i pomoże potrzebującemu, jednak jest też bezlitosnym realistą i jeśli uzna, że dla kogoś nie ma już ratunku to nawet nie zwolni konia.
Raczej typ samotnika, chociaż nie z wyboru, a z przyzwyczajenia. Do prawa stosunek ambiwalentny, stosuje się do reguł tak długo, jak nie staną mu na drodze, a i wówczas chce mieć dobry powód, by przez pierdołę nie zwalać sobie niedogodności na głowę. Oszczędny w słowach, gestach i uczuciach. Rzadko się uśmiecha, jeszcze rzadziej śmieje. Nie odzywa się zbyt często, ale zapytany nie przebiera w słowach. Na swój sposób honorowy, chociaż znajdą się tacy, którzy nazwą go gnidą, ale tak naprawdę większość jego zachowań wyznaczają okoliczności. Cholera właściwie wie, co go napędza. Żyje z dnia na dzień, nie przywiązując się do nikogo i niczego, poza własnym mieczem i walką.
Ona jest jedynym, co w pełni kocha, miłością tak prawdziwą i szczerą, jak destrukcyjną. Nie musi być nawet zwycięska, tak długo, jak jest dobra i stanowi wyzwanie. Wówczas nawet pojawia się krzywy uśmiech człowieka uzależnionego od przelewania krwi. Problem jest taki, że Rain walczy do końca, jakikolwiek by on nie był, pomimo poniesionych ran. Jak widać jego śmiercią jeszcze żadna walka się nie skończyła, ale zgonem przeciwnika już owszem, ponieważ mało kto ma okazję się z niej wycofać. To nie jest tak, że mężczyzna nie uznaje czyjegoś poddania się, tylko czasami po prostu mu ono umknie lub jego przeciwnik nie zdąży się zorientować, jak bardzo ma przesrane, dopóki nie jest za późno. Ale nie nadużywa siły. Nie jest dumny, ani pyszny, a jedynie świadomy swojej perfekcji w mieczu. Jeśli sytuacja tego wymaga to prędzej pozwoli sprać się kilku oprychom, niż podnieść miecz, bo wówczas wyrżnąłby ich w pień. Czasem po prostu szkoda zachodu.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Wytrwały, Nie do zdarcia,
Zwinność:Niezwykle zręczny, Błyskawiczny, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok, Wyostrzony węch, Przytępione czucie, Pozbawiony zm.mag.,
Umysł:Bystry, Ineligentny, Żelazna wola,
Prezencja:Brzydki, Barbarzyński,

Cechy specjalne

Szermierz natchniony [D]Poziom osiągnięty dopiero w wieku 89 lat. Niewielu jest na świecie ludzi, którzy mogą stanąć z nim w szranki i wygrać, a on sam nie przegrał jeszcze ani jednego pojedynku, gdyż te prawdziwe toczą się tylko na śmierć i życie, a do pozbawienia go jego własnego, potrzeba byłoby drugiego natchnionego. Z mieczem w ręku jest niemalże nie do pokonania, porusza się szybciej, uderza silniej i podejmuje w walce lepsze decyzje. Ma tą przewagę, że nie baczy na swoje rany, nauczył się walczyć pomimo nich, niezależnie od tego czy jest to skręcona kostka, wybity bark, czy sztylet w trzewiach. Swoją chorą wytrwałością przeraża przeciwnika bardziej niż mieczem, dominuje w walce i rozgrywa ją na swoich zasadach. Kosztem tego wszystkiego są właśnie obrażenia.
Krwawa mgła [S]Przyćmiewa jego umysł podczas walki. Jeśli podejmie wyzwanie, nie wycofa się pod żadnym względem. Nie przekonają go logiczne argumenty, bo po prostu mogą nie dotrzeć do niego wystarczająco szybko, tak jak nie dociera do niego ból ze zranionych kończyn, czy wrzask szarpanych wysiłkiem mięśni. Nie obcy jest mu strach i panika, jednak nie mają one znaczenia, spychane w głąb świadomości przez pamięć mięśni. Bo ciało dalej walczy. Ból zawieszony jest zupełnie do końca walki, a organizm daje jedynie sygnał o wyłączeniu kończyny czy fragmentu ciała z walki. Później mężczyzna dowiaduje się z jakiego powodu, gdy jest już po wszystkim i ocenia zniszczenia. Jeśli komuś wydaje się, że coś takiego jest zaletą, nie widział jeszcze Raina bo wygranej walce z godnym przeciwnikiem.
Oburęczny [Z]Zmuszony do nauki walki lewą ręką, poprzez złamanie prawej. Jeśli nie opanowałby walki przez czas potrzebny do wygojenia, złamano by mu ją ponownie. Opanował doskonale.
Cechy rasowe [D]Smocze oko to nieodzowna pomoc w walce i duża część jego sukcesu. Zazwyczaj używany do przechowywania wspomnień, głównie tych nieprzyjemnych, i wyostrzenia wzroku, ale odpowiednio użyty pozwala też na przewidzenie ruchów przeciwnika. Smocza krew pozwala na komunikację z innymi drakonami, uodparnia na wysokie temperatury, a nawet pozwala na uratowanie życia, jeśli zdecyduje się nią podzielić i przemienić kogoś w drakona. Starzeje się wolniej i zdrowieje szybciej. Przemieniony w wieku 27 lat, mając 129 na karku wygląda jak łagodnie potraktowany przez czas czterdziestolatek.

Umiejętności

Walka mieczem [AM] Natchniony. Dla niektórych to określenie jest wystarczająco jasne, inni po prostu widząc jak walczy nie rzucają się do potyczek, a część pojmuje ogrom umiejętności mężczyzny dopiero, gdy jest już za późno. Doświadczony wojownik z zabójczo skuteczną techniką, pozbawiony zahamowań, a do tego zagorzały wielbiciel odcinania kończyn. Preferowany półtoraręczny miecz z owiniętą skórą rękojeścią.
Walka wręcz [M] Tłucze się pięściami po mordach, jak każdy wojownik. Wyróżnia się tym, że potrzeba mu niewielu ruchów, by dokonać ogromnych zniszczeń, a przez to walka przebiega dość brutalnie. Ciężka pięść często wyłącza kogoś z gry już za pierwszym trafieniem, a pozornie niedbały cios w brzuch doprowadza do obrażeń wewnętrznych. Czasami zdarza się to, gdy przeciwnik wybiera gołe pięści na swoją broń, gdy Levine nie chce wyjąć miecza, albo po prostu, gdy ktoś go wkurzy w karczmie i w ruch idą stołki.
Uniki [M] Jak na takiego draba to jest zaskakująco szybki i zwinny. Zgrabnie unika ciosów, większość z nich przewidując i dostosowując swoje ruchy. Nauczył się też odpowiedniego przyjmowania uderzeń i nawet gdy ktoś go trafi, James nie traci impetu, ani nie zmienia kierunku ciosu, walcząc dalej, jak gdyby w ogóle nie dostał. Niestety osobną sprawą jest to, że Levine, wbrew swoim umiejętnościom, uników czasami po prostu nie stosuje, raz uznając, że warto gdzieś dostać, by sięgnąć przeciwnika we własnym ruchu, innym razem po prostu stwierdzając, że ma to w dupie. Wal pan śmiało, co mnie to obchodzi.
Walka ogółem [W] Poza mieczem i pięściami walczył głównie kijem, niczym idealną, ale mniej śmiertelną imitacją miecza podczas treningów ze swoimi uczniami. Jednak nawet z dębowym kijem w ręce jest cholernie niebezpieczny. Poza tym walczy jeszcze sztyletami, ale rzadko i dość niechętnie, raczej muszą to wymóc okoliczności. Nóż służy głównie do dobijania zwierząt, chyba że się akurat człowiek nawinie...
Jeździectwo [W] Od dzieciaka śmigał na oklep po wsi, okazjonalnie ujeżdżając konie, by zarobić parę monet. Później przekuto to na wyszkoloną jazdę, gdzie w trakcie bitwy może sterować koniem samym dosiadem.
Przetrwanie [W] Jego wygląd jednocześnie pokazuje, że Jamesa nie tak łatwo pozbawić życia, jak również to, że wielu próbuje. Facet jednak jakimś cudem wciąż żyje, z napastnikami radząc sobie na swój sposób, a z życiem jako takim pomaga mu dość wszechstronna wiedza i doświadczenie. Nie wygląda na kogoś, kto ma szczególny cel w życiu, ale wciąż z uporem maniaka błąka się po tym padole.
Tropienie [W] Równie umiejętnie odnajdzie zwierzynę, bestię, jak i poszukiwanego człowieka. Łączy fakty, potrafi zdobyć potrzebne informacje i jest uważnym obserwatorem. Zna się trochę na ludziach i potrafi, zazwyczaj skutecznie, przewidzieć ich zachowania.
Anatomia [W] Nauczony w teorii i praktyce, gdzie biegną najważniejsze arterie, w które miejsca należy celować, by trafić w nerw, gdzie ciąć, by uszkodzić ścięgna i jak uderzać, by zadawać maksymalne obrażenia przy jednoczesnej oszczędności ruchów.
Opatrywanie ran [W] Trenuje to na sobie całe życie, więc bez nerwów można mu oddać swoje zadraśnięcie do opatrzenia. Nastawi i usztywni połamane kości, zatamuje krwawienie i odpowiednio zajmie się bardziej nietypowymi ranami.
Czytanie mowy ciała [W] Wykształcone dla celów walki, jednak stosuje tę umiejętność równie często, by przewidzieć ruchy przeciwnika, jak i by rozpoznać kłamcę.
Nauczanie [W] Ma sporą wiedzę, zarówno jeśli chodzi o walkę, jak i o samo życie. Jest nieprzyjemny, wymagający, wredny i bezlitosny. Ale w swój własny sposób umie przekazywać wiedzę i jest bardzo dobrym nauczycielem. Wzbudza respekt, czasem nienawiść, rzadziej sympatię, ale zawsze potrzebę udowodnienia mu, że się myli i jego uczeń jest jednak coś wart.
Łowiectwo [O] Polowanie na zwierzynę opanował już jako dziecko, nie rozwijając jednak tej umiejętności bardziej, niż było to konieczne dla pełnego żołądka. Teraz częściej poluje na ludzi.
Taktyka [O] Odpowiednie podejście w walce pozwala ocenić jej prawdopodobny przebieg jeszcze przez rozpoczęciem i zaplanować możliwe ruchy swoje i przeciwnika.
Bestiologia [O] Na poczwarach zamieszkujących Alaranię zna się lepiej niż na rasach. Musi wiedzieć, gdzie je znaleźć, jak je zranić i zabić, oraz na czym najłatwiej zarobić.
Poliglotyzm [O] Jako bezpaństwowiec dużo wędruje, zatrzymując się czasami na dłużej w różnych miejscach. Mimowolnie opanował podstawy elfiej mowy, trochę więcej czarnej mowy niż by chciał. Wspólna mowa nie jest jego ojczystym językiem, co słychać w akcencie, ale porozumiewa się nią bardzo dobrze, raczej unikając wpadek.
Zielarstwo [O] Umie wykorzystać zioła na własny użytek, głównie do opatrywania ran i sporządzania naparów, chociaż lepiej się zna na roślinności pustynnej i stepowej.
Otwieranie zamków [O] Zazwyczaj kopniak lub porządne uderzenie barkiem załatwia sprawę, ale w razie czego wie do czego służy wytrych.
Kowalstwo (płatnerstwo) [O] Przy niewielkim wysiłku wykuje dobry, wyważony miecz, którym sam nie wstydziłby się walczyć (chociaż specjalnie też by się do niego nie rzucał). Nie jest to żadne dzieło sztuki, a jedynie oręż, który ma spełniać swoją funkcję. Zabrakło mu jednak okazji i chęci, by rozwijać się w tej umiejętności.
Skradanie się [P] Mężczyzna jest zbyt wielki i porusza się zbyt topornie, by niepostrzeżenie zakradać się do ludzi. Nie szkoda mu wysiłku tylko przy polowaniu na własny obiad, w pozostałych sytuacjach podchodzi wprost, bez ukrywania się.
Znajomość ras [P] Trochę po świecie się już wałęsa i wiele widział. Nigdy nie interesował się zbytnio zawiłościami rasowymi i jakąś bardziej szczegółową specyfikacją, ale wie o istnieniu niemal wszystkich ras, a większość widział na własne oczy. Diabeł ma rogi, centaur to pół koń, pół człowiek, driady mają zielonkawą skórę, nimfy lepiej podziwiać z daleka, i tak dalej. No, o drakonach wie sporo, kto by pomyślał…
Prawo [P] Poznał na tyle, na ile samo wlazło mu pod buty, ale wie czego gdzie unikać, by nie spędzić nocy za kratkami.
Śpiew [P] Mało kto doceni szorstki i zdarty głos wojownika, który bardziej szepce słowa piosenek niż je wyśpiewuje. Nie zmienia to faktu, że Rain lubi w ten sposób umilać sobie samotne podróże i wieczory pod gołym niebem lub urozmaicać śpiewem grę na gitarze.
Gra na gitarze [P] Jeśli każdy ma w sobie wrażliwszą stronę to u Jamesa jest ona bardzo głęboko ukryta i chyba nikt, włączając samego zainteresowanego, jej nie widział. Kiedyś napotkał jednak ten instrument, raczej niepopularny, ale o pięknych dźwiękach. Rain nauczył się kilku melodii, ale w samą gitarę nigdy się nie zaopatrzył, uznając za zbyt niepraktyczną do targania ze sobą. Ale czasem czyjąś sobie pożyczy w karczmie, chociaż by poczuć ją w rękach i musnąć palcami cienkie struny.
Geografia [P] Kawał świata zwiedził i większość miast kojarzy, nie tylko w Alaranii. Mapy nie narysuje, ale ostatecznie zawsze trafi tam gdzie zmierza.

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

James Levine urodził się w niewielkiej wiosce, daleko poza granicami Alaranii. W kraju tak surowym, że samo dożycie sędziwego wieku było już traktowane, jako szczęście. Jego ojciec był górnikiem, a matka szwaczką i gdyby oboje mieli nieco więcej szczęścia i żyli w innym miejscu na Łusce, mogliby prowadzić stateczne życie klasy średniej. Życie ułożyło im się jednak nieco inaczej, a John i Ellen Levine ledwo wiązali koniec z końcem. Ciężko pracowali, ale byli szczęśliwi, a swoje dzieci wychowywali na ludzi o twardym charakterze, pracowitych i uczciwych, ale umiejących docenić piękno życia. James pomagał w utrzymaniu rodziny na tyle, na ile może młody chłopak. Poza wyręczaniem rodziców niemal w każdym obowiązku w gospodarstwie, dorabiał jako pomocnik kowala w pobliskim mieście i polował, by dostarczać mięsa na rodzinny stół. Jego młodszy o pięć lat brat Collin był mniej aktywny, chociaż chęci mu nie brakowało. Chłopak był jednak chudy i chorowity, większość dzieciństwa spędzając w łóżku i bardzo przeżywając to, jak wiele rodzina wydaje na medyka dla niego. Zmarł w wieku 5 lat, pogrążając całą rodzinę w ciężkiej żałobie. Dwa lata później wrogie wojska najechały na miasto, urządzając sobie z okolicznych wiosek przedpole i prywatne spiżarnie. James był w mieście, gdy zamknięto bramy przed oblężeniem. Przez kilka miesięcy pomagał w walce z nieprzyjacielem, gorliwiej niż nie jeden regularny żołnierz, po prostu próbując wydostać się na zewnątrz, by dołączyć do rodziny. Gdy było po wszystkim, a bramy na powrót zostały otwarte, z okolicznych wiosek nie zostało nic. Spalone do gołej ziemi, wykarczowane lasy, utrudniały w ogóle zlokalizowanie własnej ziemi. W tej samej koszuli na grzbiecie, w której opuścił miasto, wrócił z powrotem i zaciągnął się do wojska.

W żałobnym amoku przeżył kilka lat. Nigdy nie był duszą towarzystwa, ale teraz stał się niemalże samotnikiem. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, ale robił swoje i był w tym dobry. Od dzieciaka jeździł konno, więc od razu trafił do zastępów jazdy. Trenował do upadłego walkę mieczem, wpajano mu dyscyplinę i posłuszeństwo, a młodzieniec chociaż butny z natury, wykonywał rozkazy bez szemrania, kierując się jednak zdrowym rozsądkiem, instynktem przetrwania i brakiem jakichkolwiek innych ambicji. W wieku 15 lat był już dobrym wojownikiem, lepszym niż nie jeden regularny żołnierz. Przy złym dowodzeniu nie miało to jednak większego znaczenia. Po jednej z bitew, w wieku lat zaledwie 17, trafił do niewoli. Młody wiek, mocna sylwetka i wściekły nagle bunt przeciwko oprawcy sprawił jednak, że nie został zabity, tylko wcielony do wrogich wojsk. Państwo, do którego trafił, zwane Czerwoną Pustynią, słynęło z wychowywania wojowników. Walczył każdy, kto miał dwie ręce, dwie nogi i widział na oczy. Śmierć w walce była chwałą, do której dążył każdy, a wojna religią i sensem życia większości zamieszkujących tam ludzi. Chłopak został wrzucony do grupy młodzieńców w jego wieku, szkolących się w walce w imieniu swojego kraju i religii. Po odpowiedniej ilości chłosty, tylko po to, by uświadomić mu, że nie jest już w domu. I by wydobyć z niego informacje, których nie posiadał. Chłopak posikał się ze strachu, porzygał z bólu i wyśpiewał wszystko, czego dowiedział się w całym swoim życiu, tylko po to, by przekonać się, że powiedzenie wszystkiego nie sprawi, że przestaną go torturować. Nigdy wcześniej, ani później w swoim życiu tak nie krzyczał, a zdarte wtedy struny głosowe do dzisiaj nadają mu ochrypłego głosu.
Nie miał lekko. Przede wszystkim był obcy i nowy, co od razu zrobiło z niego cel rówieśników. Mimo mocnej opalenizny wciąż wyróżniał się wśród swojego śniadego towarzystwa, zwracając na siebie uwagę ludzi, którzy ich uczyli. „Nauczyciele” to nie było odpowiednie słowo. Jakiekolwiek teoretyczne szkolenia zajmowały raptem godzinę w ciągu dnia. Pozostały czas pożytkowano tylko i wyłącznie na walkach, do których James dołączył, gdy tylko stanął na nogi, po chłoście tak mocnej, że smagający plecy kańczug wyrywał z nich kawałki mięsa. Oprócz obrażeń ponoszonych na treningach z nauczycielami, borykał się też z wrogością wśród młodych mężczyzn w swoim własnym obozie. Ale nie ważne ile razy obrywał, zawsze wstawał, zaciskając zęby i ruszając dalej. Nigdy nie oddawał, nie podejmował walki, co początkowo tylko zachęcało napastników, z czasem jednak zaczynając ich nużyć. Poza tym James zaczynał oddawać na treningach.
Początkowo był mocno w tyle z umiejętnościami bitewnymi, mimo że w swoim państwie nikt nie posądziłby chłopaka w tym wieku o taki talent do miecza. Tu jednak został wychłostany za sam fakt, że umiał walczyć tylko prawą ręką. Zmuszony do walki lewą dawał z siebie wszystko, jak zawsze, ale zdaniem jego mentora to nie było wystarczające. Ponoć za mało się starał. Złamano mu więc prawą rękę, poskładano w temblak, bandażując ją przy samej piersi i następnego dnia kazano wrócić na pole treningowe. Nie tylko musiał opanować szybko walkę drugą ręką, ale też chronić złamaną przed uszkodzeniem. A nikt go nie oszczędzał. Po raz kolejny jednak Levine stanął na wysokości zadania, opanowując walkę obiema rękoma na równym poziomie. Nie sprawiło to, że w jakikolwiek sposób wyróżnił się spośród pozostałych chłopaków, ale skończyły się pobicia i złośliwości. W międzyczasie młodzieńcy brali udział w regularnych walkach, a po tym jak osłonił jednego z nich przed mieczem napastnika, przyjmując cios na siebie, stał się jednym z nich.
Na kolejne 5 lat Czerwona Pystynia była jego domem. Przyzwyczaił się do gorąca, dusznego powietrza i potu. Do wszechobecnego piasku i kurzu, szczątkowej roślinności i zwierzyny. Do surowych mężczyzn i pięknych, choć podstępnych kobiet. Do wiecznej walki, ciepłej wódki i obcego boga. Chociaż przyjął cudzą kulturę w pełni i pokochał ją, nigdy nie uwierzył w istnienie wyższego bytu. Po prostu nie widział na to dowodów i to prostemu umysłowi wystarczyło, cała ta wiara była dla niego po prostu bajką. I chociaż w tym społeczeństwie trudno było o akceptację takiego zdania, walka wciąż była ważniejsza. A on miał zadatki na cholernie dobrego wojownika. Przydomek Rain zyskał po jednej z walk na wrogim terytorium, gdy wpadł w amok i dosłownie skąpał się w krwi przeciwników, a czerwona ciecz ściekała mu po twarzy, tylko uwydatniając szaleństwo w oczach.
Mężczyzna nie miał jednak szczęścia w życiu. W wieku 25 lat znów trafił do niewoli (podobno, gdy go pochwycili zapytał tylko „serio?”), wówczas nie był już jednak tak niewinny. Wiedział zbyt wiele, chociaż wcale nie aż tyle, ile zakładał mężczyzna, który go przesłuchiwał. Nawet nie wiedział, jak długo go torturowano, nie miało to specjalnie znaczenia. Oboje wiedzieli, że Levine swoje już przeżył, a James wiedział, że nawet jeśli powie wszystko, to nic nie zmieni, już raz to przerobił. Więc się uparł jak dziki osioł i nie powiedział nic. Wymyślił chyba setki nowych przekleństw, gdy powoli cięto mu pierś, zmieszał z gównem wszystkich członków rodziny swojego oprawcy, istniejących i wyimaginowanych, gdy pozbawiono go palca i wrzeszcząc z bólu śmiał się jak opętany, gdy łamano mu kości. Dali mu spokój, gdy stwierdzili, że postradał rozum. Poza tym trwało to tak długo, że wszelkie informacje, jakie mógł posiadać, przestały mieć znaczenie. Zbyt interesujący, bo go po prostu zabić, zbyt dziki jeszcze, by próbować przeszkolić do nowego wojska, wtrącony został do lochu, aż nie zostanie podjęta decyzja, co z nim zrobić.
Po mniej więcej dwóch latach (jakieś dwa miesiące temu skończyły mu się ściany do oznaczania czasu) uznał, że chyba o nim zapomniano. Obrzydliwa papka na bazie kukurydzy wciąż pojawiała się w obitej misce pod drzwiami, ale za towarzystwo od dawna miał już tylko szczury. Wychudzony, brudny i z zaawansowanym światłowstrętem wyszedł zza krat dopiero, gdy po raz kolejny zmieniła się grupa sprawująca władzę na terytorium, na którym się znajdował. Zaczynał się przyzwyczajać, więc do panującej w zamku rebelii przyłączył się raczej odruchowo. Niestety po takim czasie niewoli wyglądał jak wrak człowieka, ledwie się poruszał i… dostał mieczem w bok, gdy tylko wyszedł z podziemi.

Ocknął się w namiocie. Zwisały nad nim poszarzałe płachty materiału, łopoczące delikatnie na wietrze, a powietrze w środku było duszne i ciężkie. Takie, do jakiego był przyzwyczajony na Czerwonej Pustyni. Jakby na potwierdzenie przypuszczeń otumanionego umysłu, w zasięgu wzroku pojawiła się znajoma twarz, z wymalowanym na niej zadowoleniem i zaniepokojeniem jednocześnie. Jego przyjaciel z koszar. Okazało się, że najeźdzcami, o ironio, byli jego starzy kumple, którzy rozpoznali mężczyznę i zabrali go do siebie. Wtedy jedynie kolega, teraz przyjaciel, który wyciągnął go rannego z bitwy i opatrzył. A właściwie ocalił mu życie, przemieniając w drakona, którym sam się stał zaledwie rok temu. Wówczas James cieszył się przede wszystkim, że znowu jest w domu.
Nagłą zmianę swojej rasy przyjął z niewiele większym zdziwieniem, niż traktował pozostałe nieplanowane momenty w swoim życiu. Zadał trochę pytań, kilka miesięcy uczył się posługiwania Smoczym Okiem, a następne kilka lat - jak wykorzystywać je najlepiej w walce. Zawsze obawiano się walczyć z nim na miecze, ze względu na obrażenia, jakie można było ponieść, jeśli nie wycofało się w odpowiednim momencie lub nie spacyfikowało mężczyzny nim ten dobył broni. Wtedy jednak Levine był po prostu zawziętym sukinsynem, który parł na przód tak długo, aż kogoś nie pokonał lub sam nie padł na piach. Lubił walczyć mieczem, sprawiało mu to przyjemność, a nie lubił jak się ktoś za wcześnie wycofywał, bo to psuło zabawę. Jednak po powrocie na Czerwoną Pustynię James wrócił do obozu szkoleniowego, jako nauczyciel i tam, poza szkoleniem innych młodych gnojków i zamienianiem ich życia w piekło, sam doszkalał się pod okiem swojego starego trenera, którego nikt jeszcze nie pokonał w mieczu.
Bashir al-Halabi. Mówili o nim - natchniony. Tytuł, którego się nie nadaje, ani się z nim nie rodzi, a jedynie zdobywa w pewnym momencie życia, po cichu i bez chwały. Nie było takich wielu na świecie, tylko ci, którzy byli oddać praktycznie wszystko co posiadali, łącznie z własnym zdrowiem lub życiem, by osiągnąć ten poziom. Sam styl walki nie odbiegał wiele od standardowych jej odmian, tu jednak liczyła się przede wszystkim szybkość i gotowość do poświęcenia. Chodziło o to, by nawet nie dać się sięgnąć ostrzem, a gdy już tak się stanie, nie bać się tego. Nie raz dawano przebić sobie mieczem jakąś część ciała, tylko po to, by w tym czasie sięgnąć przeciwnika własną bronią. Bywało, że zwycięzca walki ginął mimo wszystko, od poniesionych obrażeń. Między innymi dlatego natchnieni nie walczyli ze sobą wzajemnie, a gdy dochodziło do jakiegoś konfliktu interesów próbowali załatwić to polubownie. Inaczej by się najzwyczajniej w świecie wszyscy pozabijali, a nie było ich wielu.
Bashir był winien nie jednej złamanej kości w ciele Levine’a, jednak ten szanował go niezwykle i poza właściwą sobie butą, robił wszystko co mu kazano. Przede wszystkim walczył, a właściwie zbierał manto, niby smarkacz. Jedyną różnicą miedzy jego uczniami i Rainem, a nim i Bashirem było to, że on ze swoimi uczniami walczył kijem, a oni zwykłymi, ostrymi mieczami. W przypadku Halabiego ten nie ograniczał się w ten sposób. Stąd powstawały kolejne obrażenia Levine’a, który odkrył wówczas swoją główną słabość. Totalne zaślepienie, które sprawiało, że umiał skupić się tylko na samej walce. Na swoich ruchach, mieczu, przeciwniku. Widział oczywiście, że sięga go czyjeś ostrze, ale nie czuł bólu, ani nawet ingerencji w ciało. Gdyby ktoś rozpruł mu brzuch to prawdopodobnie zorientowałby się dopiero w momencie potknięcia się o własne flaki. W trakcie jednej z walk z Bashirem był świadom, że kuleje na lewą nogę, ale wtedy nie miał czasu sprawdzać, co się z nią dokładnie stało. Potrafił odczuwać panikę, zorientować się, że traci krew, ale nic z tego nie miało znaczenia. Wyszkolono go by walczył i robił to, dopóki nie zabije, albo sam nie zginie. Dopiero przyduszony do ziemi przez nauczyciela, gdy ochłonął i przyjął porażkę, uświadomił sobie, że Bashir w walce odkroił mu kawałek uda.

Miał 89 lat, mniej więcej, gdy zabił innego natchnionego, po raz pierwszy uświadamiając sobie, że sam stał się jednym z nich. Jak wcześniej wspomniano, ci wojownicy nie mieli w zwyczaju ze sobą walczyć, ale ten jeden stanowił wyjątek, niezwykle mocno pragnąc uśmiercić Halabiego, który wówczas i tak był już w sędziwym wieku. I chociaż początkowo Levine próbował zażegnać konflikt, wskazując że Bashir sam niedługo wyzionie ducha i wcale nie trzeba mu pomagać, ostatecznie stanął do walki z Arminem, wiedząc że w przeciwnym razie zrobi to jego mentor. Aby nie było wątpliwości, Bashir mimo brody do ziemi i opierania się na drewnianej lasce wciąż mógłby sprać na kwaśne jabłko większość młodzików, którzy byliby na tyle głupi, by z nim walczyć, a co gorsza go zlekceważyć, ze względu na wiek. Nie dałby sobie jednak rady z natchnionym, więc James, plując sobie w brodę, pierwszy wypowiedział pojedynek Arminowi.
Było krwawo i paskudnie. Walka trwała dość krótko, chociaż miał wrażenie, że ciągnęła się latami. Wygrał. Był o włos od utraty prawej ręki, ale poza tym obyło się na zwykłych ranach, które pozostawią po sobie najwyżej blizny, bez uszczerbków na zdrowiu. Dochodził do zdrowia przez kilka tygodni, głównie przez nieszczęsną rękę, która chociaż pozostała w pełni sprawna, wciąż szarpie, gdy zbliża się deszcz (co okazało się dopiero w Alaranii). Bashir umarł dwa lata później, ze starości, a James opuścił kraj, w którym dorastał, który go zniewolił, ale i dał nowe życie.
Od tamtego czasu błąka się bez celu, dla samej idei podróżowania, a od dłuższego już czasu krąży głównie po Alaranii. Żeby się utrzymać przyjmuje zlecenia, nie przebierając w nich specjalnie, a tylko pod kątem jakiejś tam moralności, którą posiada. Zabija, przewozi i ochrania potwory, ludzi i inne istoty, wszystko w zależności od instrukcji. Dla własnej rozrywki poszukuje skarbów i artefaktów, które może opchnąć później na czarnym rynku, nie zostawiając dla siebie nic poza co lepszymi mieczami, które godne są zastąpienia jego poprzedniego oręża. Wciąż walczy, zarówno z przymusu, jak i dla rozrywki, chociaż wówczas bez miecza, który jest dla niego jak narkotyk. Gra sobie na gitarze, opieka jelenia nad ogniskiem, gawędzi z obcymi, słuchając ich historii i opowiadając własne. Dłużej zatrzymał się tylko u pewnej damy, uratowanej z opresji, która wyjątkowo nie wzdrygała się na jego widok, a wręcz podejrzanie przywiązała do jego osoby. Było całkiem sielankowo, więc szybko ulotnił się, ruszając w dalszą podróż. Niczego chyba w życiu nie szuka, poza jego sensem, ale też bez większego entuzjazmu.

Dane gracza: Rain

Nazwa użytkownika:
Rain
Ranga:
Błądzący na granicy światów
Inne Postacie:
Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa,
Martwe postacie:
Ratri
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
So sie 26, 2017 6:36 pm
Ostatnia wizyta:
Śr paź 10, 2018 8:06 pm
Liczba postów:
23 | Znajdź posty użytkownika
(0.03% wszystkich postów / 0.06 posty dziennie)
Ostatni post:
[Las u podnóża gór] Na psa urok
Śr paź 10, 2018 8:06 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Góry Druidów
(Posty: 23 / 100.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Las u podnóża gór] Na psa urok
(Posty: 23 / 100.00% postów użytkownika)

Podpis

Tylko umarli widzieli koniec wojny | Theme
O Rainie w postach: "Wyglądał szpetnie i wręcz odstręczająco, nawet nie przez fizjonomię, co przez blizny i antypatyczną mimikę." - Max
cron