Profil użytkownika Zenith

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Eterna Saphirra Kassandra Zenith - Khardar
Rasa: Półkrwi Czarodziejka
Wiek: 170 lat (wygląda na 17)


Aura

Połyskujące wokół umiarkowanym blaskiem, choć intensywne srebro, nie jest jednolite. Upiększają je subtelne dodatki cyny i topazowy blask, sprawiając, że aura nie znudzi się tak szybko. Jeśli jednak kolory wydadzą się mało urozmaicone, ciekawszych doznań dostarczą dźwięki. Grzmoty walczą tu z szeptem wiatru, prowadząc potyczkę bez zwycięzcy. W tle jakby chcą im zawtórować kakofonia pomieszana z dziwnymi dźwiękami, są one jednak stłumione i ledwie słyszalne. Woń kadzidła unosi się oparami, ładnie współgrając z miękkością i umiarkowaną giętkością emanacji. Delikatna gładkość pasuje równie dobrze, na przekór pojawiającej się tu też ostrości. Smak jest zrównoważoną mieszanką kwaskowych i pikantnych nut, których odczucia pogłębia lepkość.


Wygląd

Eterna to piękna, młoda kobieta. Ma bardzo szczupłe, lekko zaokrąglone ciałko. Jej włosy o orzechowym kolorze są długie i proste. Bardzo łatwo się układają i nie potrzebują specjalnej pielęgnacji.
Jej skóra jest blada, ale nie śnieżnie tylko bardziej naturalnie. Ma duże, niebieskie oczy otoczone milionem długich rzęs. Jej brwi są brązowe i gęste. Ma duże usta sprawiające wrażenie wycałowanych, niewielki, trójkątny nosek i zaróżowione policzki.
Dłonie Eterny są bardzo zręczne. Ma długie, proste palce zakończone sięgającymi kilka centymetrów za palec, obciętymi na wzór kropli paznokciami. Jej śródręcze natomiast jest małe i wąskie. Nogi czarodziejki są smukłe i krótkie. Zakończone niewielkimi stopami o równych, kwadratowych, różowych paznokciach. Pod szyją ma tatuaż, który nie podobny jest do niczego. Taki zawijas. Zazwyczaj ubiera się w ulubioną suknię bez ramiączek. Jest niebieska i wiązana na plecach. Lubi kwiaty więc często można ją spotkać z niebieską różą we włosach lub dłoniach. Sięga mniej więcej kolan. Mówi głośno, a jej głos jest wysoki. Bardzo cicho się porusza, ale wyczulone zmysły dałyby radę ją usłyszeć. Waży około cetnara (ok.40kg) i mierzy sobie nieco mniej niż sążeń (ok. 170 cm).


Charakter

Pannie Zenith jest bardzo ciężko nawiązać jakąkolwiek znajomość. Jeśli jednak jej się to udaje to bywa też niezwykle bezpośrednia. Czasami zamyśla się i odcina od otaczającego ją świata. Nawet malutki stres nie pozwala jej się skoncentrować i zrelaksować. Czasami sama zaczyna rozmowę, ale częściej czeka aż zrobi to ktoś inny. Często robi coś z samej ciekawości, ale bywa, że będzie to też praktyczne. Jeśli coś ją zaciekawi, to bardzo szybko zmotywuje się do działania. Energii też jej nie zabraknie. Jednak kiedy nie ma nikogo, kto by ją pilnował, to szybko podejmie się nowych ciekawych zadań, zostawiając stare i zapominając o nich. Nie czuje się ani lepsza ani gorsza od innych. Woli być raczej elastyczna niż zorganizowana choć i od tego są wyjątki. Zazwyczaj bardziej cieszy się z dobrego samopoczucia innych niż z wygrania dyskusji i postawienia na swoim. Dojście do prawdy teoretycznie powinno być ważniejsze od uczuć, ale rzadko jej się to udaje. Często czuje wręcz przymus usprawiedliwiania się innym ludziom. Eterna uważa się za bardziej kreatywną niż praktyczną. Inni rzadko potrafią wyprowadzić ją z równowagi. Jej nastroje nie zmieniają się szybko. Kassandrze bardzo łatwo przychodzi odgagywanie emocji innych. Jest raczej introwertyczna, ale towarzystwo innych nie przeszkadza jej tak bardzo jeśli ma choćby chwikę dla siebie w ciągu dnia. Styl jej pracy przypomina raczej wybuchy energii. Często martwi się konsekwencjami swoich decyzji. Zwłaszcza jeśli dotykają innych osób. Często daje się ponieść fantazjom i ideom, a podczas spacerów w przyrodzie często się zamyśla. Pozwala by inni ludzie wpływali na jej życie, ale jeśli coś jej się nie podoba, to otwarcie o tym mówi. Jej działania to często natchniona improwizacja. Lubi śledzić intrygi choć się na nich nie zna. Spędza trochę czasu, aby roztrząsać idee niepraktyczne i nierealistyczne, ale wyjątkowo intrygujące. Jej umysł jest pełen nowych pomysłów i planów. Stresuje ją przemawianie przed tłumem ludzi. Najczęściej polega na wyobraźni niż doświadczeniu. W książkach i sztuce najbardziej interesują ją rzeczy niekonwencjonalne i niejednoznaczne. W głębi duszy nie jest jednak dobrą osóbką. Rzadko pokazuje innym tą naturę. Jest mściwa i wściekła gdy coś.jej nie wyjdzie. Potrafi jednak hamować swoje uczucia i dopasowywać się do sytuacji.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Niezbyt wytrwały,
Zwinność:Zręczny, Powolny, Precyzyjny,
Percepcja:Sokoli wzrok, Czuły słuch, Wyostrzony węch, Wyostrzony smak, Wyczulony na magię,
Umysł:Bystry, Ineligentny, Silna wola,
Prezencja:Ładny, Szarak,

Cechy specjalne

Związana [K]Jeden ze stałych efektów kosći. Zablokował on całkowicie magię z dziedziny chaosu i demonów. Nawet gdyby od początku zaczęła naukę, nie byłaby w stanie się nimi posługiwać
I Karma się zwraca [K]Następny ze stałych efektów. Kiedy użytkowniczka zadaje ból lub zabija jakąkolwiek istotę żywą odczuwa bardzo silny ból. Kiedy natomiast chroni kogoś to ta sama siła tworzy wokół niej osłonę w obliczu zagrożenia. Osłona ta posiada w sobie tyle mocy ile bohaterka oddała chroniąc innych. Nie wyczerpuje to jednak jej energii, co przydaję się kiedy jest ona wyczerpana.
Długowieczność i powolne starzenie [D]Żyje wiele razy dłużej niż przeciętny człowiek, a starzenie się jej ciała jest około 10 razy wolniejsze.

Umiejętności

Medycyna [P] Wiedza z książek. Nigdy nie musiała używać tej sztuki.
Kreomagowanie [P] Umie tchnąć moc w przedmiot, jednak jej jedyny eksperyment miał dla niej samej fatalne skutki.
Poliglotyzm [O] Wszystkie jej umiejętności poliglotyczne pochodzą z książek i słowników. Rozumie więc pisane teksty, ale nie zna wymowy. Elficki, runiczny, wspólny, naturiański, demoniczny, piekielny, niebiański i kilka innych dialektów co do których bohaterka sama nie jest pewna.
Kartografia [O] Uznała, że to pokrewne z rysunkiem i kiedy nie miała weny na obrazy, przerysowywała mapy.
Anatomia [O] Z bibliotecznych ksiąg wie o anatomii i potrzebach niemal wszystkich alarańskich ras.
Szukanie informacji [O] Nie ważne skąd, nie ważne jak.. Znajdzie wszystko i wszystkich jeśli tylko jest o tym kimś lub czymś wzmianka w jej książkach, bądź słyszał o tym ktoś znajomy.
Kaligrafia [W] Trzeba było pisać oficjalne listy, a wiadomo, że byle jak ich nie nabazgrzesz.
Błyskawiczne czytanie i pisanie [W] Tak to jest gdy spędza się większość życia w bibliotece.
Wiedza tajemna [W] Przydaję się podczas używania wrodzonego talentu jakim jest magia.
Rysunek [W] Lata praktyki sprawiły, że rysunek stał się jej mocną stroną.
Śpiew i emisja głosu [O] Może dowolnie zmieniać dźwięk swojego głosu. Nie potrafi jednak udawać męskich głosów. Musi jednak wcześniej zaznajomić się z danym głosem. Potrafi też śpiewać wybranym głosem na dość dobrym poziomie.
Czytanie aur [O] Odbiera je wszystkimi zmysłami. Przyciągają ją. Często musi mocno wytężyć wolę, żeby przestały ją rozpraszać. Z czasem nauczyła się czerpać z nich jakieś informacje na temat właściciela aury.
Alchemia [O] To zmieszamy z tym i... Nie, jednak nie... Pomyliłam się
Rytualizm [O] Potrafi odprawić prosty rytuał
Kulturoznawstwo [O] Wiedza z książek
Religioznawstwo [O] Wiedza z książek
Bestiologia [O] Wiedza z książek

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Inkantacje
Chaosu [A]Obecnie związana
Demonów [U]Obecnie związana
Energii [A]Głównie pobiera energię od innyh istot żywych (również roślin) po naruszeniu opakowania, czyli kory, skóry itp. Nie ma jednak w zwyczaju zabijać swoich ofiar.
Powietrza [U]Przede wszystkim do lewitacji. Czasem jednak sprawia by powietrze drgało na odpowiednich falach w sposób by wytworzył się odpowiedni dźwięk. To jak gra na instrumentach.

Magiczne przedmioty

Kości Chaosu [ART]Dwie, drewniane, sześcienne kostki do gry. Użytkowniczka tchnęła w nie magię chaosu i demonów, żeby znieść rywalowi na głowę mnóstwo różnych sytuacji i osób. Niestety przypadkiem zostawiła na nich też energetyczny ślad, przez co wracają do niej i nie może się od nich nijak uwolnić. Sprowadzają dosłownie wszystko. Od przyjaciela po wroga i od suszy po śnieżną zamieć. Uaktywniają się samoistnie dobę po ostatniej aktywacji. Mają jednak swoje limity. Jedna osoba nie może nimi rzucić częściej niż raz na 12 godzin. W przeciwnym razie energia w jego ciele zmniejszy się i nie będzie w stanie się zregenerować.
Talia Kart [ZAK]Po tym jak bohaterka zrozumiała, że jest związana z kośćmi postanowiła też rozumieć co mówią. Zsynchronizowała więc talię kart z tymi przedmiotami. Karty podsuwają jej wskazówki co do zrozumiemia tego, co kostki zrobiły, jednak te również są symboliczne. Z czasem użytkowniczka bardziej rozumie o co chodzi. Przykładowo jeśli na karcie pojawi się symbol żywiołu ziemi, oznacza to, że efekty czaru są stałe, bądź pojawiła się jakaś istota.
Alfabet pomniejszych bóstw [ART]Litery z różnych magicznych rud metali. Każda litera symbolizuje bóstwo, które ją poświęciło oraz jakąś istotę, która umarła poświęcając dla niej swoją energię życiową. Wszystkie mają różne efekty, a po ich użyciu boli inne miejsce, dlatego użytkowniczka nie używa ich często. Zostały stworzone w celu zabicia Natury, bądź wytępienia naturianinów i naturianki, dlatego też gdy widzą je lub czują ich aurę stają się nieufne bądź agresywne. Zadaniem Eterny jest bronić zaklętych liter, aby nie wpadły w niepowołane ręce.

Towarzysz

Kruk Shadsai
Czarny kruk, który od kilku dni lata za pradawną. Na początku Eterna tolerowała jego obecność. Potem bezpośrednio go wypędzała, ale kruk nie odpuszczał więc nadała mu imię. Warto zauważyć, że ów Shadsai zna ludzką mowę. Często przekazuje właścicielce czego się dowiedział i chętnie szpieguje na rozkaz.

Historia

Rozdział 1 - Słońce w zenicie

- Szybko! Musimy uciekać! - krzyczał zdenerwowany mężczyzna. Nie wyróżniałby się z tłumu gdyby nie oczy. Te cudowne oczy, pulsujące światłem , w których zakochała się błękitnowłosa Semayawi. Patrzyła na niego nie mogąc się ruszyć. W chwilach gdy wiesz już, że za chwilę spotka cię pewna śmierć zaczynasz doceniać życie. Jej ukochany nosił imię Hayil. Był jednym z czarodziejów. Ród Zenith, z którego pochodził nie tolerował związjów ze śmiertelniczką jak Sem. On złamał prawo, a ona była współwinna. Obydwojgu prawo nakazywało zabić. Nawet dziecko, które nie było niczemu winne musiało zginąć.
- Nie mogę... Nie mogę wstać. - Podał ręke swojej wybrance i popatrzył na nią z czułością. Kochał ją. Jej błękitne włosy lśniły w słońcu. Jej piękny głos rozchodził się niczym kręgi na wodzie. Jej szczupła sylwetka została trochę zdeformowana przez ciąże. To był już 8 miesiąc. W każdej chwili mogłaby zacząć rodzić
- Mam nadzieję, że Eterna jeszcze trochę na nas poczeka...
- Nie wiem Hay... Ona jest już duża.
- Wytrzymaj... Pamiętaj, że jeśli nas złapią to zginie cała nasza trójka.
- Nie przypominaj mi... Nie wiesz, że kobiety w ciąży nie mogą się denerwować, bo to szkodzi dziecku?
Zaczął padać deszcz. Mężczyzna szybko utworzył tarczę wokół nich. Semayawi powoli słabła. Brzeg morza był już niedaleko. Potem dość łatwo będzie uciec. Klan Zenithian nie opuścił wyspy od co najmniej 500 lat. Hayil nie sądził by zrobili to w pogoni za śmiertelniczką, czarodziejem nieudacznikiem i półczarodziejką. Chociaż faktycznie, Zenithian było coraz mniej. Kobieta oparła się o mokrą od deszczu skałę. Jej ukochany spojrzał na nią. Na jej twarzy pojawił się grymas bólu.
- Kochanie? Dłużej nie dam rady! - krzyknęła i jęknęła głośno. Po całej godzinie pełnej bólu, na świat przyszła ich córka. Tak rozpoczęła się przygoda Eterny. Dziecko nie płakało. Popatrzyło niewidzącym wzrokiem na oboje rodziców. Miało różowe oczy. Nie dane było im na długo cieszyć się tym szczęściem. Jego klan był już widoczny. Jeszcze kilka minut, a będą przy nich. Sem była wycieńczona, a Hay nie miał już mocy. Wiedział, że jest jeszcze jeden, ostatni sposób. Bardzo niszczycielski, ale to wszystko dla dobra ich córki. Na szczęście nie pozbył się całego ekwipunku, a nawet gdyby to zrobił mógłby zastąpić moc swoją energią witalną i wykreować potrzebne przedmioty. Wyjął z kieszeni płaszcza niewielki patyk. Szepnął coś, a ten rozrósł się w coś na wzór kostura. Hayil wziął zamach i trzasnął nim o ziemię. Kij rozpadł się, ale zawarta w nim magia stworzyła dość potężną ochronę. Mieli kilka minut nawet jeśli pięciu zaatakowałoby jednocześnie. Tyle jednak wystarczy. Kątem oka dostrzegł jeszcze Semayawi. Oboje byli młodzi. Mężczyznę ogarnął żal, że musi zniszczyć jej istnienie.
- O mnie się nie martw - powiedziała jakby czytając mu w myślach - Musisz zrobić co trzeba. Ochroń naszą małą. Mi i tak nie zostało zbyt wiele życia. Poród zabrał mi za dużo.
Hayil wiedział, że nie ma za dużo czasu. Po policzkach ściekały mu łzy. Sem pocałowała Eternę w mały policzek i podała ją ukochanemu. Mężczyzna poczuł ciepło. Miał nadzieję, że poradzi sobie w wielkim świecie, i że natrafi na prawdziwy dom z kochającą rodziną. [i]Oby tylko zbytnio się tam nie zmieniło[/i], myślał. Najnowsza mapa, którą mieli została narysowana 100 lat temu.
- Żegnaj Eterno - powiedział. Pocałował w policzek jak matka i uścisnął. Zawiesił jej też na szyji splecione włosy. Należały do jej ojca i matki. To jedyna pamiątka jaką mógł jej dać. Wypowiedział ostatnie słowa jakich wymagało zaklęcie i rzucił kilka kamieni na ziemię. Nigdy ich nie zapomni. To były rubin, diament, szafir, skamielina w kształcie liścią i ledwo zakrzepnięty kawałek żywicy z jego własną krwią. W tym momencie wszystko wokół wybuchło. Duża część wyspy została spustoszona. Zginęło w tym czasie wielu Zenithian. Wszystko za sprawą przeniesienia nowonarodzonej w bezpieczne miejsce.

Rozdział 2 - Początki nowego życia - Saphirra

- Gdzież ja znowu zgubiłem tą książkę? - westchnął bibliotekarz Irmandir. Był lodowym elfem w wieku około 3700 lat. Nie mógł znaleźć swojego nowego, ulubionego tomu "Kiedy szafir utonął". Mimo podeszłego wieku nie pozwala nikomu innemu objąć posady bibliotekarza. Jego pasją zawsze były książki, nauka i to miejsce. Nagle elfa odepchnęła potężna fala energii magicznej. Irmandir zatoczył się i upadł na podłogę biblioteki. Nie pozwolił zrobić tu jakiejkolwiek podłogi więc spadł na miękką choć lekko wydeptaną już trawę. Kiedy się podniósł zobaczył dziecko z czymś na szyji. Było otoczone światłem. Przed nim zaczęły wyrastać runy. Była to wiadomość, w której był zawarty opis historii, imię (wtedy miała tylko jedno) i nazwiska dziewczynki. Ojciec zawarł tam też prośbę o nauczanie. Nie wiedział, że ludzie nie posługują się runami. Na szczęście Irmandir je znał.
- Eterna, co? - zagadnął, a dziecko rozpromieniło się. Bibliotekarz zapomniał o swej książce, a zajął się maluchem. Nie miał raczej żadnych doświadczeń związanych z ojcostwem, ale żal mu było wyrzucać dziewczynkę po tym co przeszła. Był już wieczór. Elf postanowił położyć się dziś trochę wcześniej. Rozebrał się i położył. Zenithiankę ułożył koło siebie. Ta wtuliła się w jego tors i zasnęła. Irmandir chwile później poszedł w jej ślady.

***

Bibliotekarz pamiętał jednak o swoich obowiazkach. Na szczęście mieszkał w tej bibliotece i mógł nazywać ją domem. Miał dla siebie zespół pomieszczeń po tym jak poprzemieszczał i poupychał niektóre księgi w innych miejscach. Dziecko obudziło się chwilę potem z krzykiem. Elf zrozumiał, że pewnie musi być głodne. Nie znał się jednak na karmieniu piersią i nie wiedział co zrobić. Noworodek jednak płakał i płakał. Irmandir był jeszcze nieubrany, a jego kręcone włosy wyginały się w każdą stronę. Na dodatek zapomniał gdzie zostawił okulary. Nie mógł wybiec tak na ulicę, bo ludzie wyśmialiby go, a na tym na pewno by się nie skonczyło. Spróbował karmienia "po ptasiemu", bo przez chwilę pomyślał, że mała pije mleko, bo nie ma zębów. Zrobił więc normalne dla siebie śniadanie. Wziął kęs, pożuł trochę i wypluł Eternie do ust. Mała przestała płakać, ale tylko na chwilkę. Po chwili znów krzyczała. Nawet głośniej niż wcześniej. Bibliotekarz wziął więc pod uwagę inny aspekt - bliskość. Tym razem więc przyłożył do niej usta. Efekt był taki sam jak wcześniej. Zrezygnowany elf usiadł i westchnął. Kiedy mała uspokoiła się lekko i krzyczała na bardziej znośnym poziomie pobiegł na chwilkę, żeby się ubrać. Tak myślał o pośpiechu, że ubrania w ogóle nie chciały wchodzić, albo zapominał co się gdzie ubiera. Kiedy wreszcie zakończył tę czynmość (w akompaniamencie krzyków małej) wybiegł z nią na rękach na ulicę. Wciąż nie miał okularów i miał rozwichrzone włosy, ale coś tam jeszcze widział. Pobiegł do swojej znajomej. Ta choć początkowa nieufnie patrzyła na Eternę, to w końcu zgodziła się ją karmić.
- No Ira! Nawet się dziecka dorobiłeś! Chyba jednak nie jesteś takim nieudacznikiem na jakiego wyglądasz... - te słowa zabolały bibliotekarza. Kiedy mała się najadła, ustalili, że będą odwiedzać Reskę (bo tak miała na imię znajoma) trzy razy dziennie i w kryzysowych sytuacjach. Ta pokazała mu jak radzić sobię z niemowlęcą kupą i pieluchami i wytłumaczyła, że nie wolno zostawiać jej samej, żeby czegoś sobie nie zrobiła. Bibliotekarz wrócił do domu. W drodze do sypialni Eterna uparcie pokazywała rączką w stronę zbioru ksiąg. Mężczyzna dał za wygraną i gdy tam poszli znalazł swoją książkę, a na niej okulary.
- Brawo, ty mała, ty ty ty ty... - dostrzegł kilka włosów na jej małej główce. Spojrzał na tytuł książki - Nie wiem jak ci się udało ją znaleźć, ale naprawdę jestem pod wrażeniem - pomyślał o wszystkich wielkich czarodziejach jakich znał. Wszyscy mieli tak wiele imion, że ciężko było spamiętać.
- Od dziś maleńka będziesz nazywała się Eterna Saphirra Zenith - Khardar. Ty, twój ojciec, twoja matka i ja. - zachichotał.

Rozdział 3 - Siły mroku, demony, brak kontroli i litery bólu - Kassandra

Dni mijały, a dziewczyna rosła. Z tym, że jej rośnięcie wyglądało dość chaotycznie. W miesiąc potrafiła rozwinąć ciało tak jakby przybyło jej nawet do dwóch lat tylko po to, żeby tkwić w takim stanie przez długi czas. Bibliotekarz znalazł dla siebie zastępce. Od czasu do czasu sam zaglądał do biblioteki. Minęło około 80 lat odkąd przygarnął do siebie Eternę. Teraz wyglądała jakby miała 8 lat, ale była dużo mądrzejsza od innych. Była bardzo ciekawa świata i przeczytała już mnóstwo książek. Pamiętała gdzie znajduję się większość książek, dlatego większość dnia pomagała w bibliotece. Rzadko kiedy bywała chora, a wtedy była bardzo nieszczęśliwa. Dzień bez ulubionych książek to dzień stracony. Ten dzień jednak Irdamir zapamiętał szczególnie. Dziś Saphirra rzuciła swoje pierwsze zaklęcie. Przestudiowała kilka ksiąg, których teoretycznie nie powinno tam być. W każdym razie jej moc nie była jeszcze zbytnio ukształtowana więc postanowiła spróbować inkantacji.
- Yalitet Ebek Ewi Bikeseti Yihuni! - krzyknęła uradowana i podniosła ręce ku niebu. Na bezchmurne niebo napłynęła cała masa chmur. Zaczął z nich padać śnieg z gradem. Warto zaznaczyć, że był to środek lata. Nikt nie uwierzyłby, że całe lato i jesień zdążyły już minąć. Eterna jednak nie przejmowała się. Była szczęśliwa. Jej magia obejmowała całe miasto. To była potężna śnieżyca. Irmandir cieszył się razem z nią. Kiedy jednak śnieg zaczął naprawdę mocno sypać i utrudniał podglądanie sąsiadów zapytał małej, czy potrafi to odczynić.
- Odwrócić czar? Może być problem, bo ja praktycznie nie znam się na magii...
- Spróbuj przynajmniej... - Zenith postanowiła zwalczyć chaos, chaosem. Powtórzyła wcześniejszą inkantację jeszcze kilka razy nim osiągnęła upragniony efekt. W międzyczasie przez miasto przeszła ulewa, tornado, stado jednorożców... Wszystko oczywiście tak szybko jak się pojawiało za pomocą kolejnych zaklęć.

***

Minęło następne 20 lat. Irmandir urządził nawet przyjęcie na jej setne urodziny. Kiedy protestowała odpowiadał "Tylko raz kończy się pierwszy wiek życia, nieprawdaż". Bibliotekarz był już wtedy bardzo słaby ze względu na swój wiek. Mimo tego, że Saphirra naprawdę się cieszyła z powodu postępów w nauce i wielu innych drobnych rzeczy, szczęście po jakimś czasie ją opuściło. Ira podczas jednej z jej rozmów zaczął mówić :
- Eterno, nie będe cię oszukiwać... Umieram. Zostało mi najwyżej kilka miesięcy życia. Moje życie jednak zakończy się dzisiaj.- podał jej obszerną księge - Tu są moje notatki o świecie i o wielu rzeczach, których możesz nie znaleźć w księgach. Na końcu jest testament. Chcę mieć to wszystko za sobą. Podaj mi tą sakiewkę - wskazał na mieszek wiszący na ścianie. Wysypał jego zawartość. Na stół spadło około 30 znaków z różnych metali. Starzec ułożył je wokół półkrwi czarodziejki. Wszystko potem stało się tak szybko. Odprawił na niej rytuał, w którego efekcie powstał jej tatuaż pod szyją, ale ważniejszy był efekt związania z alfabetem, który (jak się dowiedziała) miał posłużyć do zamordowania natury przez wściekłych bożków i jakichś tam istot. Stary elf po przekazaniu alfabetu umarł. Irmandir miał godny pogrzeb. Eterna jednak nie przeżyła tego tak dobrze i podświadomie zaczęła szukać ucieczki we wróżeniu. Szukała przyszłości, wywoływała demony... Zyskała tak przydomek Kassandra. W końcu straciła kontrolę nad mocą. Na szczęście była na spacerze daleko od miasta. Wokół niej szalały demony. Buchały przypadkowe rzeczy. Postanowiła wypełnić punkt testamentu dotyczący jej samej. Miała znaleźć nauczyciela i rozwijać talent...

Rozdział 4 - Nauka, wielki i jeszcze większy kłopot.

Po utracie kontroli, Eterna przestraszyła się. W obawie przed kolejnym wybuchem postanowiła znaleźć nauczyciela. Przyszło jej to niezwykle łatwo. Jej poprzednik Irdamir miał rozległe znajomości, które były zapisane w książce adresowej. Jej uwagę przykuła jedna linijka zapisana innym kolorem. Była to cała organizacja. Zajmowała się szkoleniem osób o dużym talencie magicznym. Jej przygotowanie mentalne trwało kilka dni. Trochę bała się, że jeśli się do kogoś przywiąże, a ten ktoś umrze jak Irdamir...

***

- Udało się! - krzyczała rozradowana w swoim pokoju. Przyjęli ją. Miała bardzo duży wybór jeśli chodziło o dziedziny, których mogła się uczyć. Chaos i demony opanowała na jakimś tam poziomie. Znała je jednak i chciała kontynuować ich poznanie.

***

Po kilku miesiącach nauki wiedziała już komu może ufać, a komu nie powinna nic mówić. Miała przyjaciółkę o imieniu Irma. Boleśnie kojarzyło jej się to z bibliotekarzem. Używała więc jedynie przydomku, który został jej nadany - Tęczowa Owca, albo po prostu Owca. Była owcołakiem, a jej włosy wyglądały jak wełna. Ponadto miały różne kolory w różnych miejscach. Nawet jej brwi i oczy miały takie barwy. Irma wyjaśniła, że dawno temu robiono na niej eksperymenty i wszystkie naturalne przymioty zniknęły. Jej skóra była ciemna. Usta Irmy były ogromne. Zenith nie śmiała się z niej jednak. Bardzo ją lubiła. Irma kontrolowała dziedzinę życia, żeby kiedyś umieć zmienić swój wygląd. Nie spotykały się często choć czasem Owca odwiedzała ją w bibliotece. Niedawno miały wspólne zajęcia nad rodzajami magii i ich zastosowaniami. Siedziały potem długo w bibliotece zastanawiając się, czy nie wybrać następnego kierunku. Postanowiły wspólnie wybrać energię.

***

Postępy obu dziewczyn były dużo wyższe niż zadowalające. Magia energii po opanowaniu podstawowych reguł i zasad stała się całkiem łatwa. W kilka miesięcy wspięły się na całkiem niezły poziom. Zenith pisała nawet pracę dodatkową na ten temat. Na 100 stron o zastosowaniach i efektach energetycznycn. Życie Saphirry nie było jednak proste. Uprzykrzał je pewien uczeń o imieniu Torsen. Różne niespodzianki spotykały ją niemal codziennie, ale jeśli były w formie materialnej to znikały gdy tylko była w pobliżu któregoś z nauczycieli. Torsen był wampirem. Zapewne zazdrościł jej mocy, bo sam miał jej niewiele. Był tu tylko dzięki przekupstwom i znajomościom. Pewnego dnia jednak zrobił za dużo. Kassandra postanowiła sprawdzić działanie tajemniczego alfabetu. Testowała właśnie symbol, który wyglądem przypominał krąg, ale w środku miał poziomą kreskę. Nie była przyłączona do żadnej krawędzi. Utrzymywała się dzięki magii. Wzięła w dłoń kreskę. Uniosła literę. Według księgi Irdamira, aby działała trzeba wypowiedzieć jej nazwę. Szybko odnalazła odpowiednią stronę i zaczęła szukać litery. Nie było wpisanych żadnych efektów. Może sama miała je odnaleźć. Jej oczom ukazał się malutki napis : "przepisane z księgi bibliotekarza Dinrela".
- Świetnie! Nawet go nie używał. Ech... Rota! - znalazła nazwę. Wokół niej utworzyło się kilka run i zobaczyła błyszczenie wokół siebie. Zrozumiała, że to krag ochronny. Zapiekły ją oczy.
- No i proszę, efekt uboczny! - przerwał jej jednak głośny huk. Nim zdążyła zrozumieć co się dzieje, sufit spadł na jej głowę. To nie była śmierć, którą przewidywała. Nic jednak na nią nie spadło. Pole ochronne znaku wciąż się utrzymywało. Eterna nie wiedziała jak długo się utrzyma, ale usłyszała głosy.
- Teraz to dopiero będzie miała mieszkanie. Chociaż to nie wszystko. Ignarusie, twoja kolej. Kassandra poczuła ciepło. Energetyczną ręką odsunęła kilka kamieni, żeby widzieć co się dzieje. 10 osób właśnie stało niedaleko niszcząc wszystko co kochała. Jej ulubione księgi stały w płomieniach. Wiedziała jednak, że sama przeciwko dziesięciu chłopów i na dodatek magów nie ma szans. Siedziała więc cicho. Łzy spływały jej po policzku. Spostrzegła, że oprócz niej, w polu znajdują się także magiczne znaki i księga Irdamira. W końcu sobie poszli. Zesłali na bibliotekę jeszcze mnóstwo wody i huragan. Zdziwiła się, że nikt jeszcze tego nie zauważył. Podejrzewała, że Torsen przekupił i zwykłych mieszkańców, żeby siedzieli cicho. Postanowiła się zemścić.

***

Irma wściekła się kiedy Eterna opowiedziała jej o wszystkim. We dwie postanowiły coś z tym zrobić. Nie zamierzały się skarżyć innym. Wyszłyby na słabe i nie dające sobie z niczym rady. Torsen powinien zapłacić za swoje.
- Wiesz, co? Zanim spalili mi dom czytałam o kreomagowaniu i wiem mniej więcej jak to się robi. Może zrobimy mu jakiś fajny prezent?
- Tak, ale ty znasz się jedynie na chaosie, demonach i energii, tak? Energia przydaje się w walce, chaos jeśli jesteś spragniona na pustyni. W grę wchodzi więc tylko dręczenie przez demony!
- Jesteś pewna Ir?
- Nie wydajesz się przekonana... On właśnie tylko zburzył miejsce, w którym było wszystko co kochałaś! Łącznie z pamiątkami i ciuchami i...
- Nie Ir... Nie wszystko... - uśmiechnęła się tajemniczo - Są jeszcze podziemia... Tam wszystko trzymam. Zniszczył większość manuskryptów o wysokiej wartości kulturowej no i... Moją pracę z energii.
- Nie gadaj, że będziesz spać przez tego dupka w lochach?!
- Sluchaj... Zrobię mu niespodziankę... Przyjdź do mnie dzisiaj.
- Okej
- A co to za narada na moich zajęciach?! - spytał głośno pan Parta. Na szczęście nie używałyśmy kartek, bo czytałby je na głos całej klasie.
- Przepraszamy, panie Parta.
- Ale teraz już uważajcie.

***

Owca przyszła na teren biblioteki. Kassandra zaprowadziła ją do ukrytego przejścia. Zeszły do podziemii. Było tam ciepło, a pochodnie umieszczone po obu stronach korytarza, w odległości kilku kroków od siebie dawały dużo światła. Przeszły do niewielkiego pokoiku. Usiadły na miękkim łóżku. Pokazała Irmie dwie, drewniane kostki do gry.
- To jest mój prezent dla niego. Co dwie doby będzie dostawał niespodziankę. Sytuacja lub osoba. Teraz tylko trzeba mu je podrzucić. A rusz zechce nimi zagrać... Wtedy dopiero ściągnie na siebie takiego pecha...
- Nie sądze, żeby to było adekwatne do winy, ale to twój pomysł. - Irma dotknęła ją w ręke. Saphirra poczuła falę mocy i przyjemne uczucie w okolicy oka.
- Dzięki...
- Nie ma za co... Teraz zrobię dla ciebie jeszcze jedną rzecz. Daj mi je.

***

Eterna miała nadzieję, że Torsen nie złapał Irmy na gorącym uczynku. Idąc w stronę uczelni dużo o tym myślała.
- Dałam radę!
- Fajnie...

***

Był wieczór. Kassandra siedziała w swoim pokoju i nagle coś ją oślepiło. Zobaczyła przed sobą kości, które stworzyła. Badając ich aurę zobaczyła, że są połączone. Jednak na oczkach, które wypadły nie było żadnych cyfr. Na pierwszej z nich były dwie strzałki narysowane w przrciwne strony. Na drugiej był runiczny, ledwo widoczny napis :
"Coś znów poszło nie tak. Twa siła nie jest godna zaufania. Twoja moc cię zdradzi, a krzywdę zadasz sobie sama..."

Rozdział 5 - W objęciach losu... Szukanie marzeń... Teraźniejszość przez kryształ widziana.

Im dłużej Eterna myślała o napisie na kostce, który wydał jej się zagadką i kluczem do tego co się właśnie stało, tym bardziej absurdalne pomysły przychodziły jej do głowy. Powiedziała o tym swojej najlepszej przyjaciółce - Irmie. Owca stwierdziła, że martwienie się blokuje odkrywanie. Torsen bardzo się zdziwił gdy zobaczył czarodziejkę. Ta tylko pokazała my język i poszła dalej. Zajęcia były tak nudne jak zawsze. W końcu jednak było po wszystkim. Kiedy wracała do domu było już ciemno. Niewiele widziała nawet gdy jej oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Coś mignęło jej przed oczami. Nie wiedziała co się dzieje. Mrok nagle ustąpił przed świetlną kulą maga.
- Czego ty ode mnie chcesz Torsen? Zapomniałam ci powiedzieć, że nie mam cukierków, czy jak?
- Zobaczysz co ja mam dla ciebie... Zapewne masz słodka krew jak reszta mieszańców - zaśmiał się szczerząc kły.
- Nawet nie próbuj... Nie chcesz, żebym się rozzłościła...
- I nie nasyłaj na mnie koleżanek grzebiących mi w torbie.
- Ja nie... Irma - warknęła
Wampir rzucił się na nią i usiłował odsłonić szyję skryta pod szalem. Zenith kopnęła go w brzuch. Torsen wprawdzie został odepchnięty, ale Khardar poczuła się jakby sama się kopła. Zrozumiała już co pokazywały kostki. Dwie strzałki ustawione w przeciwne strony. Uderzenie poszło w niego i ją. Nie może zadawać żadnych obrażeń. Rozciągnęła wokół siebie potężną energetyczną tarczę, po czym zmodyfikowała ją lekko, aby była przy samej skórze. To już była bardziej zbroja niż tarcza. Mając takie zabezpieczenie stworzyła jeszcze kilka warstw tarczy, z każdą kolejną słabsze. Otoczyła się też masą pierścieni. Każda obręcz wychodziła poza tarczę i krzyżowała się z inna. Z taką ochroną odwróciła się i sobie poszła. Co kilka kroków odwracała się i patrzyła co się dzieje. Torsen nie gonił jej tylko wysłał za nią grad pocisków.

***

Następnego dnia zrezygnowała ze wszystkich zajęć. Jej nauczyciele nie byli szczęśliwi, ale nie byli też smutni. W końcu to jedna uczennica mniej. Z tym, że najzdolniejsza jaką te mury widziały. Postanowiła jednak spełnić swoje marzenie. Chciała latać. Poszła więc fo jednego ze starszych studentów i poprosiła o wytłumaczenie podstaw magii powietrza.

***

Wieczorem była w swoim pokoju, kiedy przed oczami znów pojawiła się kostka.
- O, to ty... Prawie zapomniałam. - uśmiechnęła się i spróbowała zinterpretowac to co pokazało jej się tym razem. A była to klatka. Wskazówką zaś był następny napis :
"Twoje złe życie zostało zablokowane. Nie powinnaś ingerować w inne światy, ani bawić się siłami natury. Żyj w pokoju!"
- One są strasznie niezrozumiałe... Potrzebuję czegoś innego. Poszła po swoją stara talię kart. Kiedyś dobrze szło jej przewidywanie przyszłości za pomocą tych kart. Może pomogą jej w patrzeniu na teraźniejszość... Przestawiła się na odbiór energii i połączenia. Zobaczyła więź między sobą, kościami i alfabetem, którego dawno nie używała. Dotknęła delikatnie więzi i poparzyła się. Wzięła więc karty i położyła na lince energetycznej. Zostały wchłonięte. Wyszła z tego dziwnego stanu i przetasowała karty. Potem rozłożyła je i zobaczyła znak ziemi, stałość. Potem demonka, deszcz padający na kaktus, więzienie, gwiazdę, siebie, a na końcu klatkę wypełnioną tym wszystkim. Pamiętała, że to symbolicznie oznacza stały efekt. Gwiazda oznacza moc. Demonek i deszcz, dziedziny magii, Chaos i demony. To wszystko dzieje się w niej i zamyka w klatce. Dla potwierdzenia swoich domysłów postanowiła rzucić inkantację chaosu. Nie udała się. Siadła, a po policzku spływała łza. Połowa jej studiów na nic. Co jej przyjdzie z wiedzy jeśli nie może jej użyć. Chyba, że zacznie nauczać. Z tymi myślami zasnęła.

***

Magia powietrza szła jej świetnie. Po jakimś czasie potrafiła już lewitować. Torsen dalej ją denerwował, a kostki nie miały już tak dużo niespodzianek. Od czasu do czasu podsuwały nawet rady bądź przepowiednie. Dzięki magii powietrza umiała już majstrować przy dźwiękach. Miała mnóstwo czasu, żeby nauczyć się jakich drgań użyć, aby otrzymać upragniony dźwięk. Wysyłanie takich fal nie było jednak łatwe. Po jakimś czasie też męczyło. Wystarczyło jednak, żeby zagrać piosenkę. Tym razem sama rzuciła koścmi. Nie bała się ich odkąd pokazały swoją dobrą stronę. Dzięki nim przestała być agresywna dla środowiska i nie popadała w żadne psychiczne choroby, które mogły się zdażyć od wywoływania demonów. To co wypadło nie było żadnym efektem. Była to rada, a może wyrocznia. W głębi duszy nadal była małą dziewczynką, która chciała odkrywać nowe rzeczy. Inskrypcja brzmiała tak :
"W świat daleki chcesz wyruszyć? Nic nie trzyma cię tu już? Obiecuję, kiedyś wrócisz. Jak daleko twe marzenia są?"
Czrodziejka po raz pierwszy od wielu lat zastanowiła się czego tak naprawdę pragnie. Spróbowała zorientować się co się w niej dzieje. Odbyła podróż w głąb siebie. W poszukiwaniu swoich myśli, uczuć i odczuć. Zobaczyła długo tłumioną chęć podróży. Czytała o milionie miejsc, ale w żadnym tak naprawdę nie była. Mnóstwo rzeczy ją interesowała, ale ona tylko tu tkwiła. Postanowiła wyjechać. Gdzie? Gdziekolwiek. Poszła tylko pożegnać się z Irmą.
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy...
- Długo beze mnie nie wytrzymasz... Znajdę cię. - potem objęły się - Leć! Znajdź swoje miejsce... Nie lubię długich pożegnań. Weź tylko to i nie zapomnij o mnie - Irma odcięła część swoich włosów. Były naprawdę długie i puchate.
- Ty weź to. Na pamiątkę. - Eterna wyrwała pióro swojego jaskrawego szala i podała przyjaciółce po czym odleciała. Wróciła do domu. Wzięła kilka ubrań, Księge Irdamira, notes, który prawdopodobnie będzie się kiedyś zwać Księgą Zenith i Alfabet, który według notatek poprzedniego bibliotekarza był przekazywany tylko wykonawcom tego zawodu i następcom strażnika, który ginie po udanym rytuale. Postanowiła spędzić tutaj jeszcze jedną noc. Tak naprawdę chciała poprosić kości o radę na podróż.

***

Ostatni raz siedziała w swoim pokoju. Rzuciła koścmi w nadzieji na radę, a nie efekt. Miała szczęście. Najwyraźniej systematyczne osłabianie zapobiegało pełnemu odzyskaniu mocy i stworzeniu czegoś potężniejszego. Rada brzmiała :
"Wiatr nie ma oczu, a zawsze wie dokąd się udać."
Zenith posłuchała więc wskazówki i zasłoniła oczy czerwonym materiałem. Pomyslała, że skoro nie wie gdzie się udać, to los wskaże jej drogę. Zanim to zrobiła wrzuciła do torby kości, talię, trochę wolno psującego się jedzenia i 300 ruenów. Podarek od Irmy wsunęła między skótę, a ciasno zawiązany czarny sznur na ramieniu. Kluczem zamknęła wejście do podziemii. Schowała go do torby. Potem magicznie zapieczętowała drzwi. Wzbiła się w powietrze i leciała z wiatrem. Kiedy się zmęczyła zdjęła opaskę. Była nad morzem, albo oceanem. W oddali majaczył statek. Nie miała ochotę na konfrontację z piratami. Poleciała w przeciwnym kierunku. Wylądowała na jakiejś wyspie. Była skalista. Ani jednej roślinki w pobliżu. Nawet plaży nie było. Czarodziejka usiadła na skale i zamoczyła nogi w wodzie. Była chłodna. Rozejrzała się po wyspie. Była całkiem ładna, ale nie było tu chyba jedzenia. Saphirra znalazła miejsce, w którym było w miarę równo i położyła się tam.
- Ty chyba nie jesteś stąd - rozbrzmiał wysoki, skrzeczący głos.
- Nie, nie jestem, ale ja tu tylko przelotem. A kto do mnie mówi?
- Jestem krukiem i...
- I gadasz! - dokończyła
- Nie o to mi chodziło. Raczej o to, że jestem ciekawy kim jesteś i co robisz na mojej wyspie.
- Jestem w połowie czarodziejką, a w połowie człowiekiem i nazywam się Eterna. Tymczasowo tu odpoczywam.
- Chyba zezwolę ci na nocleg ludzka istoto...
- Jakiś ty... Wspaniałomyślny
- Dziękuje.
Nie chciało się Kassandrze o niczym myśleć. Teraz powinna się wyspać. Zamknęła więc oczy i przestała myśleć o czymkolwiek. Zasnęła.

***

Obudziła się z obolałym ciałem. Zjadła coś i ruszyła w dalszą drogę. Kruk wyraził chęć podróżowania wraz z nią. Postaniwiła go ignorować. Nałożyła chustę na oczy i wzbiła się w przestworza. Czuła wilgoć chmur na ciele. Z nudów zaczęła nucić piosenkę w tylko sobie znanym języku. Dzień minął spokojnie. Robiła krótkie przerwy w lataniu, żeby odpocząć, zjeść, popatrzeć i zrobić parę innych rzeczy. Dziwna rzecz jednak zdażyła się wieczorem. Była właśnie w locie kiedy jakieś zobaczyła jakieś światło mimo materiału. Zapomniała użyć kości więc uwalniały nadmiar energii. Nie widziała niestety żadnego znaku. Poczuła jedynie chłód i coś twardego. Nagle zrobiła się ciężko. Spadała. Wzmocniła przepływ magii. Nie chciała utopić się w morzu, albo uderzyć o ziemię jak meteoryt. Jeszcze by kogoś zabiła, czy coś takiego. Niestety magia całkowicie nie chciała jek słuchać. Wypływała z niej, ale nic się nie działo, a czarodziejka spadała coraz szybciej. W końcu coś hukło. Eterna uderzyła o ziemię. Poczuła jedynie wstrząs, ale jej nogi były całe. Tak samo zresztą jak reszta ciała. Przez opaskę nie widziała jednak gdzie się znajduje.
- Kruku! Kruku, czy mnie słyszysz?
- Słyszę!
- Co się stało?
- No... Spadłaś!
- To wiem... Czemu spadłam?
- Coś rozbłysło i wyrósł na tobie kryształ.
- Kryształ?
- Tak! Duży, niebieski i kryształowy.
- Dasz radę go rozbić?
- Chyba nie...

Rozdział 6 - Podróż w nieznane - (trwa)

Dane gracza: Zenith

Nazwa użytkownika:
Zenith
Ranga:
Błądzący na granicy światów
Inne Postacie:
Rubinento, Fikiria, Irma,
Martwe postacie:
Płeć:
Mężczyzna
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Wt sie 01, 2017 8:27 pm
Ostatnia wizyta:
-
Liczba postów:
10 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.12 posty dziennie)
Ostatni post:
[Gdzieś w śrdoku lasu]Spotkanie w głuszy
Cz paź 19, 2017 4:10 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Szepczący Las
(Posty: 5 / 50.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Między Meneaos i Adrion] Na trakcie
(Posty: 4 / 40.00% postów użytkownika)
cron