Profil użytkownika Celine

Avatar użytkownika
[Ta karta nie została jeszcze zaakceptowana]

Ogólne

Potęga:
Imię: Celine a.k.a. „Pani Królowa”
Rasa: Smok
Wiek: 2469


Aura



Wygląd



Charakter

❦❦❦ Wygląd Celine zmylił już nie jedną osobę. Bez względu na to jak piękną, niewinną i słodką ślicznotką się wydaje — pozostaje to tylko nieznaczącą skorupą i niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

❦❦❦ Pierwszą cechą charakteru, jaka rzuca się w oczy po krótkiej znajomości to bezwstydna pyszność. W słowniku smoczycy nie istnieje zdanie „piękniejsze od niej”, mimo że nie jest to jej prawdziwe ciało. Uważa, że jest maestrię (ba, ideał, wzór!) kobiecego ciała i jakiekolwiek wzmianki o wyglądzie odbiera bardzo mocno. Potrafi wpaść w samozachwyt i narcystyczny nastrój na dobrze dobrany komplement, a równie dobrze jej gniew może spaść jak zabójcza lawina. Uroda ciała smoczycy jest dla niej bezcennym skarbem, a wszyscy wiemy jak smoki traktują skarby.
❦❦❦ Nie stroni od zwracania na siebie uwagi i bycia w centrum uwagi. To znów prowadzi do sytuacji, że gdy poczuje się ignorowana, staje się nieznośna, wredna, a przede wszystkim chłodna jak lodowiec. Skruszenie serce smoczycy w takim wypadku wymaga niebywałe zręcznych ust i języka.

❦❦❦ Podobnie jak wszystkie smoki jest chciwa. Aby móc sobie wyobrazić do jakiego stopnia jest chciwa, wystarczy sobie wyobrazić, że nie żałuje zdobycia przeklętego diademu. Ma słabość do dobrych ubrań (drogich, piekielnieeeeee drogich), wszelkiego rodzaju błyskotek i w sumie wszystkiego. Nie ma niczego, czego miałaby dość. Ciągle chce więcej, a i zawsze jej mało. Potrafi być w tej kwestii strasznie marudna. Stąd o ile zwykłej kobiecie szybko przejedzą się powtarzające się komplementy i kwestie, nie występuje to w jej przypadku. Zawsze przywita je z otwartymi ramionami i słodkim, niewinnym uśmiechem oraz maślanymi oczkami, proszącymi o więcej.
❦❦❦ O dziwo dotyczy to również jedzenia, nie pogardzi dobrym jadłem. O ile jest w stanie przełknąć kiepskiej jakości posiłek dla zwykłego ugaszenia uczucia głodu, będzie to w towarzystwie takiej ilości marudzenia i kręcenia nosem, że są w stanie zwiędnąć od słuchania tego uszy. W takiej sytuacji najlepiej, aby kucharz nie znajdował się w pobliżu, bo może nie wytrzymać pikantnej krytyki. Nie wspominając o rękoczynach i latających talerzach.

❦❦❦ Dosyć dumna, dlatego w rozmowach z nią należy zachować ostrożność. Źle dobrana kwestia może odwrócić potulną i przyjaźnie nastawioną smoczycę w prawdziwą kobietę bez skrupułów. Pod wpływem gniewu nie będzie powściągliwa w środkach i staje się dosyć nieprzewidywalna.
❦❦❦ Wszystko widzi z góry, siedząc na „tronie”. Każda żyjąca istota jest przy mniej marna, a ona jest na szczycie. Nie ma nikogo lepszego, a ona nie jest od nikogo gorsza. Nigdy nie zgodzi się, aby ktoś się nią rządził, albo mówił co ma robić. Co najwyżej odbierze to jak sugestię i nic więcej. W większości przypadków też nie zdradza imienia, tylko każe zwraca się do siebie „Pani Królowa”. Recz jasna jakiekolwiek przymiotniki wita z aprobatą w towarzystwie tego zwrotu.
❦❦❦ Serce smoczycy nie jest w stanie być poruszone przez zwykłych chłopców, którzy jeszcze nie wytarli mleka spod nosa lub mają pierwszy włosek na klacie. Imponują jej tylko prawdziwi mężczyźni z silnym charakterem i ciężką ręką do kobiet. Tylko takie samce są w stanie wykrzesać z niej głęboko skrywane cechy jak potulność czy uległość. Należy zapomnieć, że się w kimś zakocha. Nie jest zdolna do kochania, a jedynie instynktownie czuje się dobrze w towarzystwie samców, którzy są w stanie poskromić jej charakterek. Jest to też jedyny wyjątek, kiedy nie stroni od pieszczot cielesnych, a wręcz się o nie prosi. Bliżej jej wtedy do kotki niż smoczycy pod względem zachowania.

❦❦❦ Ogółem, nawet jak na smoka posiada dosyć barwną paletę emocji i trzeba spędzić z nią sporo czasu, aby zrozumieć jak działa i pracuje jej umysł. Jest to spowodowane, że spędziła już dosyć dużo czasu w humanoidalnej postaci i podświadomie zaczęła nabywać dużo rzeczy od innych(gorszych) inteligentnych ras. Stąd zaklasyfikowanie jej jako „typowej gadziny” się nie sprawdza i można się na tym przeliczyć. Nie byłoby złym określeniem napisać, że smoczyca po prostu stała się bardziej ludzka, chociaż otwartego wytykania tego lepiej unikać.

❦❦❦ Jeżeli jesteś chłopcem(albo kobietą), który(a) chce zaimponować ów niewinnej(!) smoczycy, istnieje jeszcze jedna tajemna droga. Pani Królowa kocha na zabój słodkości, ba. Znajdują się wyżej w hierarchii od błyskotek i męskich samców. Jeszcze lepiej jak potrafisz je tworzyć! Wtedy jest w stanie się zastanowić nawet nad przyjaźnią z taką istotą.

Atrybuty

Krzepa:Stalowe mięśnie, Niezłomny, Nie do zdarcia,
Zwinność:
Percepcja:Wyostrzony węch, Wyczulony na magię,
Umysł:Niezwykle bystry, Błyskotliwy, Silna wola,
Prezencja:Olśniewający, Godny, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne


Umiejętności

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

Dziecko samca smoka i samicy smoka lodowego. Narodziny i wychowanie małej smoczycy przebiegało normalnie, jeżeli mowa o gadzim wychowaniu. Edukację przyjmowała pod czujnym okiem matki, gdyż ojciec zmył się świeżo po „interesie” i więcej się nie pojawił. Nie było to też nic niezwykłego, szara smocza rzeczywistość.
Usamodzielniła się już zaledwie w wieku trzystu siedemdziesięciu dwóch lat, a matka zaczęła widzieć w niej bardziej konkurencję niż własne potomstwo. Nie minęło dużo czasu, bo zaledwie parę wiosen, a spotkało ją to, co większość dojrzewających łuskowatych. Lodowa smoczyca obawiała się o swe losy, widząc jak córka przerasta ją w wielu aspektach, mimo młodego wieku. Ostatecznie przepędziła młode , rozdzielając ich ścieżki, co było niestety nieuniknioną częścią życia każdego smoka.

Energiczna i niezbyt rozsądna w indywidualnym działaniu, przystąpiła do wędrówki po Alaranii, aby odnaleźć idealnie miejsce na terytorium. Po dwóch setkach w miarę spokojnego, gadziego życia, sprowadziła na siebie straszne nieszczęście. Nie zważając na żadne znaki na ziemi, i na niebie, obrała za cel smoczej chciwości bezcenny przedmiot w tak niebezpiecznych stronach, że nawet najstarsze gady zastanowiłby się trzy razy, przed postawieniem tam łapy. Przedmiot tamten był pozostałością po kimś z zapomnianych wieków. Brak jakikolwiek mocy nadrabiał wartością, nie dając spokoju najbardziej chciwym smokom, a między innymi naszej gadziej samicy.
Nie byłoby przesadą stwierdzić, że przedmioty o takiej wartości można było wyliczyć na palcach dwóch dłoni. Nie trudno się więc domyślić, że dla smoków był to niezwykle słodki i kuszący przedmiot, wiec nie jeden przed nią próbował. Pradawne łuskowate „nastolatki” nie różniły się jednak zbyt wiele od humanoidalnych odpowiedników, uważając, że świat stoi przed nich otworem i wszystko jest do zdobycia.

Chciwość sprowadziła na nią ostatecznie tylko cień nieuniknionej śmierci. Po zdobyciu przedmiotu po wielu setkach lat, tysiącach prób i niezliczonej ilości godzin — rzeczywistość okazała się brutalna. Obiekt okazał się przeklęty niezwykle starą magią, gdzie zwykła istota dawno zamieniłaby się w nicość i pył tylko po spojrzeniu na niego.
Smoczyca umknęła śmierci dzięki swoim pradawnym korzeniom, ale są rzeczy gorsze niż koniec życia. Dusza gadziny została napiętnowana potężną klątwą, odbierając jej powoli smocze ciało. Uwięziona przez przeklęty artefakt, zapadła w głęboki, magiczny sen na całe tysiąclecie.

***

Cachar i Salin przemierzali korytarze jaskini, trzymając się blisko siebie, jako jedyne źródło światła mając pochodnię. Płomień pochodni chwiał się niebezpiecznie na wszystkie strony, targany silnymi prądami powietrza wewnątrz korytarza. Panująca wewnątrz wilgoć też nie pomagało w sytuacji, przez co Salin w końcu nie wytrzymał.
— Cachar, wracajmy. Diabli tylko wiedzą, jak głęboko sięga ta jaskinia. Ciemno jak w duszy, a do tego ohydnie śmierdzi zgniłymi jajami.
Salin był chudym mężczyzną, średniego wzrostu gdzieś po czterdziestce, chociaż z wyglądu bardziej przypominał osobę grubo po sześćdziesiątce. Dużo zmarszczek, krzywy orli nos i tłuste włosy, a do tego czarna broda. Posiadał parę oczu, która był tak małe, że trochę przypominał hienę niż człowieka. Mimo groteskowego wyglądu, mężczyzna posiadał dosyć silną aurę, budzącą pewną dozę respektu.
— Zamknij pysk, psia krew — warknął muskularny mężczyzna, nie odwracając nawet do niego głowy — Jak chcesz się narażać szefowi to śmiało, wracaj — mruknął pogardliwie.
Cachar był jak chodzące góry. Szeroki w barkach, muskularny i wysoki. Bardziej przypominał olbrzymią skałę, zwłaszcza z ogoloną głową i brakiem zarostu. Miał surowe rysy twarzy i parę czujnych, inteligentnych oczu, których raczej się nie spotykało u takich mięśniaków jak on.
— To zapach siarki, idioto, ile razy mam tobie powtarzać?! — Odwrócił się i podniósł już dłoń, aby palnąć towarzysza.
Chudzielec już jednak skulił się i zasłonił dłońmi, a obrazek powstrzymał Cachara od dokończenia czynu. Ten ostatni splunął na ziemię i bez słowa ruszył dalej w głąb ciemności.
— Chodź, zróbmy co mamy zrobić i wracajmy do domu. Stęskniłem się za żoną, mam dosyć strugania drewna każdego ranka. Potrzebuje prawdziwej rzeczy… — barki olbrzyma opadły w zrezygnowaniu, w końcu tułali się już miesiąc w tych okolicach.
— Ha, ha, ha! Racja, racja! Wrócimy do miasta to od razu odwiedzę moje dziewki! — oblizał usta lubieżnie, zacierając dłonie na samą myśl.
— Jak przyjdziesz pod moje drzwi, bo chcesz coś do jedzenia… wyrzucę ciebie na zbity pysk — warknął łysy, wiedząc jak się to skończy.
Zawsze kończyło się tak samo. Wracali, bęcwał tracił wszystkie pieniądze na kurtyzany, aby zaspokoić swój psi popęd, a później lądował u niego pod drzwiami na wyżerkę.
— Ech?! Jesteśmy przyjaciółmi, nie mów tak!
— Przyjaciółmi? Jesteś jak pijawka.
— Al… — chudy jednak nic więcej nie powiedział, bo Cachar podniósł dłoń do góry, aby zamilkł. Coś się stało.
Oboje spoważnieli, czując zmianę w powietrzu, a raczej natężeniu zapachu siarki. W końcu stanęła przed nimi niezwykle obszerna i wysoka jaskinia. Tak obszerna, że nie mogli dostrzec żadnej ściany, ani sklepienia.
— Cachar! Cachar! Błyszczy się! Haha! Skarby, diamenty, złoto!
Salin rzucił się w bieg jak opętany, po drodze o mało nie przewracając się wielokrotnie. Cach pokręcił głową i ruszył pospiesznie za bezmyślnym towarzyszem. Oboje stanęli jak wryci, gdy odkryli źródło blasków. Okazało się, że światło pochodni odbijało się od bogato zdobionego diademu. Nie byle jakiego diademu, a znali się trochę na fachu. Cachar był pewny, że mógł parę żywotów jak lord przeżyć, gdyby spieniężyć cacuszko.
— Jesteśmy bogaci, bogaci! Łuhu!.
Jego towarzysz zaczął wykonywać taniec zwycięstwa, ale tym razem tylko się uśmiechnął szczęśliwy. Dopadło ich w końcu coś dobrego, diabli mogli im tylko pozazdrościć teraz.
Salin w końcu nie wytrzymał, przyklękając i próbując podnieść błyskotkę, aby bliżej się jej przyjrzeć.
— Cachi, coś jest nie tak. Nie mogę jej ruszyć… — mruknął, szarpiąc się z nią i wydając z siebie dziwne dźwięki. Diadem jednak ani drgnął, ani nie było oznak, aby miał zamiar.
— Odsuń się, daj prawdziwemu mężczyźnie spróbować.
Muskularny mężczyzna odepchnął chudzielca, próbując mu pokazać jak to się robi. Efekt był jednak zdumiewający, sytuacja powtórzyła się. Salim oczywiście zdążył wyśmiać przyjaciela, widząc jego minę.
Zdenerwowany Cachar warknął wulgarnie pod nosem i z całej siły kopnął kamień pod diademem, a przynajmniej to, co wydawało im się kamieniem do tej pory.
— Cach… to nie zwykły kamień, em? To posąg kobiety?! Co tu robi posąg kobiety? — zapytał w konsternacji chudszy, drapiąc się po głowie.
Posąg idealnie przedstawiał sylwetkę kobiety w śpiącej pozycji. Wykonanie było tak precyzyjne i piękne, że nawet Cach nie przepadający za tego typu rzeczami, nie mógł oderwać wzrok od śpiącej sylwetki kobiety. Odnosił nawet wrażenie, że uroda posągu nie była czymś ludzkim. Posąg ku czci jakiejś bogini?
Bez względu na to jak jednak piękny był posąg, chcieli tylko koronę na głowie śpiącej kobiety. Mężczyźni zaczęli dumać i wiele godzin spędzili, próbując wiele sposobów. Żaden jednak nie ruszył diademu ani o krztę.
Cachar w końcu nie wytrzymał i w złości podniósł nad głowę potężny głaz. Widząc to Salim aż zbladł.
— Przyjacielu, spokojnie! Coś wymyślimy… a teraz spokojnie. Odłóż ten głaz na ziemię, powoli, spokojnie. — Zaczął gestykulować, próbując powstrzymać towarzysza przed popełnieniem głupoty.
Uspokajanie pomogło na krótki moment, ale nie zmieniło dalszego biegu wydarzeń. Wściekły mężczyzna cisnął głaz prosto w diadem i przeklęty posąg.
— Do diabła z tym. Jak ja nie mogę tego mieć, nikt tego nie będzie miał.
Głaz z hukiem spadł na posąg i diadem, odbijając się od nich i wypełniając całą jaskinię echem.
Jakie zdziwienie było mężczyzn, gdy ani jedno, ani drugie nie było uszkodzone. Posąg zaczął jednak powoli się kruszyć i pękać. Z początku powoli, ale z czasem odpadały coraz większe fragmenty.
Ostatecznie posąg okazał się olśniewającą, młodą kobietą. Gdy otworzyła zamglone i nieobecne oczy, mężczyźni nawet nie drgnęli w obawie o własne życie. Stali tak kwadrans… dwa kwadranse… dwie godziny…
Chudszy z nich w końcu nie wytrzymał i zaczął ściągać spodnie, które spadły na ziemię i miał się rzucić na nieruchomą piękność. Towarzysz napaleńca jednak nie wytrzymał tego widoku.
— Ty pieprzony, popaprany zboczeńcu!!! — złapał go za ramię, zaciskając dłoń jak żelazne kajdany, zapobiegając gwałtowi na bezbronnej kobiecie.
— Puszczaj do cholery, od kiedy ty decydujesz z kim się będę chędożył?! — warknął agresywnie Salim i rzucił się z krótkim sztyletem na niego
— Zwariowałeś już całkiem. — Cachar dopiero teraz zauważył, że coś się stało z Salimem. Miał mętny wzrok, a jego oczy drgały nienaturalnie, a do tego uderzył go atak ślinotoku.
Widząc przyjaciela w takim stanie, wiedział, że sprowadzili na siebie nieszczęście, a diadem był przeklęty. Zdawał sobie sprawę, że teraz mógł tylko zrobić jedno dla niego. Obezwładnił go po kilku próbach, siadając okrakiem na nim w taki sposób, że odebrał mu możliwość wstania i ruszania rękoma jednocześnie. Sięgnął po najbliższy kamień większy od ludzkiej głowy o dwa razy i zaciskając zęby, podniósł go wysoko ponad swą głowę. Widząc szarpiącego się pod sobą w szale towarzysza tylu przygód, nie mógł powstrzymać męskich łez. Nie wspominając już o bólu, jakbyś ktoś mu wbijał setki rozgrzanych ostrzy w ciało. W końcu wrzasnął, tyle że ten wrzask był tak wypełniony bólem i goryczą, że nie przypominał ludzkiego.
Kamień spadł raz na głowę Salima, drugi… trzeci… czwarty. Z każdym uderzeniem, krew opętanego mężczyzny pryskała na nagie ciało kobiety, która nieprzytomnie obserwowała scenę mrożącą krew w żyłach, ciągle leżąc i nic nie mówiąc. Do końca obserwując scenę bez najmniejszego drgnięcia.

***

Cachar zabrał dziewczynę do obozu, chociaż bardziej przypominała oddychającą porcelanową lalkę. Reakcje miała wyzute z uczuć, nie mówiła, a do tego dochodziło mgławe, nieprzytomne spojrzenie. Wieści o Salimie rozeszły się błyskawicznie, nikt nie ważył się zbliżyć do dziwnej kobiety. Bez względu jak piękna była, większość miała rozsądek i ceniła życie.
Mężczyzna pozbył się dziewki w najbliższym mieście, sprzedając ją osobie, która się zainteresowała. Jak później się okazało, owy człowiek był sprzedawcą ludzkiego „towaru”. Dziewczyna była traktowana do momentu sprzedaży jak złote jajko. Nie odstępowano jej na krok, bo w rzeczywistości nic nie mogła zrobić sama. Po kilku latach znalazł się w końcu ktoś na tyle bogaty, że dziewucha została sprzedana za astronomiczną sumę. Rzecz jasna, kupujący wcale nie miał zamiaru zajmować się „rzeczą”, a wręcz odwrotnie…

***

Mężczyzna w średnim wieku przemierzał ciemny korytarz rezydencji dosyć szybkim krokiem. Zaraz za nim jak cień podążała służąca.
— Gdzie to jest teraz? — zapytał tonem niecierpiącym zwłoki.
— Lordzie, aktualnie to znajduje się w pańskiej sypialni — odpowiedziała spokojnie na zapytanie swego pana.
— Doskonale! Doskonale! Nie wpuszczaj nikogo, ani nikogo nie przyjmuj. Nie ma mnie. — Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, a kobieta za nim skinęła tylko ze zrozumieniem głową i obróciła się, by zaraz zniknąć w ciemnościach korytarza.
Pan rezydencji zatrzymał się gwałtownie przed solidnymi, dwuskrzydłowymi drzwiami, z przodem skierowanym w ich stronę. Na jego wargach gościł dziwny, ale niebezpieczny uśmiech. Był przystojnym, dojrzałym mężczyzną. Typem, do którego miała słabość większość kobiet. Jednym słowem: zdobywca.
Oparł dłonie na grubych, dębowych drzwiach i pchnął je mocno do przodu. Wewnątrz dosyć obszernej sypialni panował półmrok i niewiele było widać. Jedynym źródłem światła była tarcza księżyca, wpadające przez okno zajmujące prawie całą ścianę. Niedaleko okna siedziała na ziemi lekko zgarbiona sylwetka filigranowej, młodej kobiety.
Szlachcic odszukał ją wzrokiem i zatrzasnął za sobą drzwi, zamykając je. Dopiero wtedy skierował kroki w stronę kobiety, która zareagowała i odwróciła głowę z wpatrywania się w księżyc, aby skierować nieprzytomne i pozbawiony życia wzrok na zbliżającą się osobę. W ruchach i reakcjach brakowało jakiekolwiek energii, jakby była martwa wewnątrz i bez duszy.
— Moja droga, dzisiaj staniesz się kobietą. Och tak — uśmiech mężczyzny stał się jeszcze szerszy, ale nie był w nim żadnej życzliwości.
— Pokaż mi się, wstawaj — mruknął zniecierpliwiony i złapał ją za podbródek, gdy się podniosła z ziemi. Miała na sobie tylko prześwitującą nocną koszulę, więc w bladym świetle była jak mała bogini.
Mężczyzna widział wiele kobiet, ale widząc to małe cudo przed sobą, czuł się jak perwersyjny młodziak, który na oczy takowej nie widział. Nie mogąc dalej powstrzymać swoich żądzy, przesunął po aksamitnej skórze dziewuchy od szyi po bark, zsuwając powoli z owego jedyny skrawek materiału, jaki miała na sobie.
Koszula opadłą na ziemię, pozostawiając ją jak natura chciała, nie skrywając żadnego kawałka młodego ciała przed zachłannym spojrzeniem szlachcica. Lustrował ją spojrzeniem, wiedząc że zaraz będzie cała jego.
Położył dłoń na biodrze dziewczyny i przyciągnął ją do siebie gwałtownie. Ona tracąc równowagę, oparła się dłońmi o klatkę piersiową mężczyzny, potykając się o własne nogi. On jednak nie mógł już wytrzymać, chwycił ją agresywnie za włosy. Stojąc na koniuszkach palców stóp, została przez niego polizana po odsłoniętej szyi.
— Zabawmy się, moja zabaweczko — szepnął kobiecie na ucho i szarpnął ją mocniej za włosy, rzucając ją brutalnie na łóżko.
Zrzucił z siebie nocny szlafrok i wszedł pod baldachim łóżka, spuszczają powiązane zasłony. Zaczął się dobierać do ślicznotki, ale nagły dotyk na głowie go zaalarmował. Gdy podniósł spojrzenie, zaskoczony i szczęśliwy stwierdził, że patrzy na niego. W tym spojrzeniu jednak było życie! Sądząc, że prosi, aby kontynuował, powrócił do swych zadań.
— Przestań, człowieku. — Głos był niezwykle słodki i przyjemny, niczym staranie spleciona pieśń, która oblewała duszę jak lepki miód. Delikatnie i łagodnie, jak pieszczotliwy dotyk kochanki.
Szlachcic jednak nie przestał, pewny że po prostu jest nieśmiała. Smoczyca westchnęła cicho. Czuła się usprawiedliwiona, poprosiła go. Naprawdę starała się zachować jak człowiek. Ledwo odzyskała świadomość i co ją spotykało? Jakaś ludzka, napalona pijawka zbezcześciła ją, a i tak wykazała sporą cierpliwość i wielkoduszność.
— Której części „przestań” nie rozumiesz? — zacisnęła drobną dłoń na krótkich włosach oblecha i rzuciła go na wspornik baldachimu.
Wykonała to z siłą, o którą nie podejrzewało się tak pięknego i filigranowego ciałka. To nie był jednak koniec, bo gdy mężczyzna walczył o złapanie oddechu, klatkę piersiową w miejscu serce przeszył nagły i paraliżujący ból. Pokój wypełnił się pogłosem łamanych kości. Jednak nie mógł krzyczeć z bólu, bo nie zaciągnął powietrza do płuc.
— Traktowanie mnie jak rzecz to jedno, ale wejście na moje terytorium bez mojej aprobaty… — dziewczyna przybliżyła usta do ucha mężczyzny.
— … żegnaj, robaczku — zacisnęła dłoń na sercu tak gwałtownie, że pękło jak mydlana bańka.
Mężczyzna chciał coś powiedzieć, ale szybko przyłożyła palec do jest ust, nie pozwalając mu na to.
— Ciii, odpoczywaj. — Uśmiechnęła się czarująco słodko.
Gdy życie ze spojrzenia szlachcica uciekło, wyciągnęła zakrwawioną dłoń z dziurawej klatki piersiowej nagiego człowieka. Na twarzy smoczycy pod ludzką postacią nie widniały żadne konkretne emocje. Nie było chłodu, gniewu, niczego. Tak, jakby wykonała zwykła, codzienną czynność i wdeptała ohydnego robaka w deskę podłogi.
— Tu nie jest bezpiecznie, czas stąd się zabierać.
Chwyciła pierwszy lepszy mebel (w tym wypadku fotel) i z całej siły cisnęła go przez okno. Hałas oczywiście zaalarmował straż i służbę, która zaraz dobijała się do drzwi. Smoczyca jednak bezceremonialnie wyskoczyła przez okno i nie oglądając się za siebie, wbiegła w naturalnym ubiorze prosto w las.

Dane gracza: Celine

Nazwa użytkownika:
Celine
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Erremir, Sherreri, Thilivern,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
So cze 24, 2017 10:58 pm
Ostatnia wizyta:
Śr gru 20, 2017 9:47 pm
Liczba postów:
0 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.00 posty dziennie)
cron