Profil użytkownika Fonos

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Fonos Nighfimare
Rasa: Smokołak (Od urodzenia)
Wiek: Około pięćdziesiąt sześć (56) lat.


Aura

Emanacja ta nie odstaje zbytnio od innych, bez problemu potrafi się wmieszać w tłum, przez co można powiedzieć o niej, iż jest przeciętna. Szmaragdowe światło również nie nadaje jej żadnej niezwykłości ponieważ jest ono dość powszechne. Powierzchnia pełna rtęciowych wypustek mieni się niczym żelazo w blasku słońca. Dodatkowo tu i ówdzie widać spływające niebywale leniwie krople barachitu oraz delikatnie targane wiatrem kobaltowe i nadzwyczajnie aksamitne wstęgi, którymi niczym zjawiskowy prezent obwiązano całość. Oba przeciwne końce tworzą niewielką, acz drobną kokardkę maskując najmiększe miejsce aury. Całość jest pokryta czymś w rodzaju niewielkich kolców, niektóre są wyjątkowo sztywne i nieprzyjemne w dotyku, większość jednak gnie się niebywale łatwo, swymi ruchami przypominając wojownika, unikającego strzał. Całe to przedstawienie odbywa się w ciszy, jakby żaden dźwięk nie śmiał go przerywać. Jedynie zapach potu i dymu z ogniska bezczelnie usiłuje zepsuć całą scenerię.


Wygląd

~~~~
Postać Elfa:
~~~~


Gładkoskóra forma Fonosa, wykorzystywana przez niego, gdy smocze mięśnie i łuski są niepotrzebne bądź zbyt charakterystyczne. Ogólnie mówiąc, prezentuje się on niczym elf ze średnio zamożnej rodziny, nieskalany ciężką pracą bądź wojaczką.

Raczej trójkątna twarz, wiecznie przyozdobiona wydatnymi ustami oraz szpiczastymi uszami to coś, co raczej łatwo znaleźć u elfów wszelakich. To jednak, co odróżnia zmiennokształtnego w tej postaci od innych długouchych to ognisto czerwone włosy, sięgające maksymalnie do szyi, a które, choć czyste przez większość czasu, są uczesane w sposób jakikolwiek, prezentując nieład godny osoby zbyt leniwej, by zadbać o swoje owłosienie.

Poza tą oznaką nieposiadania duszy, której niestety nie umacniają żadne piegi, oczy jego posiadają zwężoną, gadzią źrenicę, która bije czerwonym blaskiem, a którą czasami ciężko zauważyć przez intensywnie zieloną tęczówkę. Nos jego prezentuje się pospolicie, podobnie zresztą jak godne ludzkiej kobiety bądź elfiego mężczyzny rzęsy. Brwi, nawet jeśli chcą, nie zaskakują, dopasowywując się do szkarłatnego koloru włosów.

Nie jest szczególnie umięśniony, a przynajmniej łatwo zauważyć, iż codzienne ćwiczenia oraz ciężka praca nad tężyzną fizyczną są mu obce. Jeśli już, to jest raczej szczupłym, waży bowiem jeden centar i trzy kamienie (ok. 70kg.), a przy tym wysokim jak na elfa młodzieńcem, mierzącym ponad jeden sążeń wysokości (ok. 190cm/1,9m). Jedynymi skazami na jego ciele są delikatne blizny i przebarwienia na dłoniach, wynikające z uprawiania sztuki alchemicznej, a także charakterystyczne dla jego rodu dwie potężne blizny, umiejscowione na łopatkach.

Obie szramy rozciągają się z góry na dół, znacząc miejsce, gdzie pod postacią hybrydy i smoka powinny być skrzydła. Owe niedoskonałości, kiedy zakryte umyślnie przez Fonosa, dymią, jakby płonęły żywym ogniem, wywołując ból o podobnym charakterze i sile. Poza tym jednak jest on w tej formie jak najbardziej elfem, przynajmniej jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny.

~~~~
Postać Hybrydy:
~~~~


To w tej postaci najczęściej przebywa smokołak, zarówno ze względu na wiele praktycznych korzyści z tego wynikających, jak i ze względu na fakt, że gdy ma się łuski, każda choćby częściowo płaska powierzchnia nadaje się do bezproblemowego leżakowania.

Postać hybrydy jest, do pewnego stopnia, smoczym ulepszeniem jego elfiej postaci. Ciało staje się bardziej masywne, dochodząc do wagi dwóch i pół centara (ok. 100kg). Zyskuje on także na wzroście, osiągając sążeń i łokieć wysokości (ok. 230cm/2,3m). Całe jego ciało staje się masywniejsze oraz lepiej umięśnione, a więc co za tym idzie, także siła Fonosa wzrasta.

Paznokcie przekształcają się w pazury, sprawiając, iż każdy z jego palców staje się potencjalną bronią w obliczu zagrożenia, bądź narzędziem do wykonywania prac wszelakich. Jego skóra w każdym miejscu zostaje pokryta przez niezliczone łuski w kolorze czerwonym, o odcieniu podobnym do tego, co znajduje się na jego głowie w postaci mniej gadziej. Zarówno naturalna broń, jak i pancerz w postaci hybrydy są w stanie wiele znieść, rywalizując z metalowymi arcydziełami alarańskich kowali.

Największe ze zmian, które dotykają jego ciało, dotyczą jego głowy oraz okolic, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Chodzi mianowicie o to, iż nieco nad narządem siedzenia smokołaka wyrasta smoczy ogon, Długi jak jego własna noga, giętki a przy tym tak samo precyzyjny, jak ręka smokołaka, owa nowa kończyna może służyć do atakowania wroga, blokowania nadchodzących ciosów, czy też nawet służyć Fonosowi za poduszkę pod głowę.

Jeśli zaś chodzi o głowę smokołaka, to pod postacią hybrydy zostaje ona przemieniona w pełni smoczą głowę, w której nie sposób znaleźć żadnej pozostałości po jego elfiej formie. Na podłużnym, gadzim pysku znajdują się zarówno nozdrza, jak i szczęka, pełna ostrych jak noże kłów, których to górny rząd jest na widoku nawet wtedy, gdy usta Fonosa nie są otworzone.

Zamiast włosów, jego głowę pokrywają rogi, które są niczym innym jak potężnymi kośćmi smokołaka, wyrastającymi z jego ciała. Dwa rzędy mniejszych, prostych jak kolce rogów wyrastają na brwiach oraz na tylnej części jego szczęki, z tylnej części czaszki zmiennokształtnego zaś wyrastają dwa potężne rogi, długie jak jego ręka i zakrzywione do środka. Jego oczy zaś, choć nadal z zieloną tęczówką oraz gadzią źrenicą, tracą czerwony blask, który zdradza jego naturę w elfiej formie.

W tej postaci efekt klątwy rzuconej na jego ród, widoczny pod postacią blizn na jego łopatkach, najmocniej rzuca się w oczy. Białe plamy na skórze smokołaka, których nie porastają łuski, są pozostałością po skrzydłach, które normalny przedstawiciel jego gatunku powinien posiadać. Podobnie jak wtedy, gdy jest w postaci elfa, szramy dymią i wywołują ból, gdy są celowo zakryte.

~~~~
Postać Smoka:
~~~~


Najpotężniejsza forma Fonosa, a zarazem najmniej używana przez niego, ze względu na to, jak szybko traci siły podczas przebywania w postaci smoka. Nie zmienia to jednak faktu, że jako smok, Fonos jest majestatyczną bestią, której lepiej przyglądać się z bezpiecznej odległości.

Prawdziwe jest stwierdzenie, że jego postać smoka jest niczym innym, jak postacią hybrydy, która utraciła wszelkie cechy charakterystyczne dla ras humanoidalnych, rosnąć przy tym do wiele większych rozmiarów. Gdy stoi na czterech łapach, a szyje wraz z głową oraz ogon ustawi w jednej linii, jest on długi na niemal trzy pręty (ok. 13m), z czego jeden pręt (ok. 4,5m) to długość ogona, a pół pręta (ok. 2m) to długość jego szyi. Wysokość jego w tej samej sytuacji jest równa dwóm sążniom (ok. 4m).

Jako smok, Fonos waży swoje, osiąga on bowiem ciężar równy trzystu centarom (ok. 3000kg/3t). Wszystko to za sprawą tego, iż jest dosyć masywny i wielki w każdym tego słowa znaczeniu, przynajmniej jeśli chodzi o ludzkie standardy, gdyż dla prawdziwego smoka jest on dosyć drobny. Nie zmienia to jednak faktu, iż łuski jego, znacznie grubsze i masywniejsze od tych w formie hybrydy, są zbroją, z którą trzeba się liczyć. Niestety, wraz z nimi znacznie większa jest też powierzchnia, którą zajmują blizny, przez co na plecach Fonosa w tej postaci są dwa słabe punkty, które łatwo rzucają się w oczy, o ile tych zmiennokształtny wpierw nie wydrapie.

Jeśli pominąć różnice rozmiarów oraz feralny brak skrzydeł, Fonos nie różni się znacznie od prawdziwych, ziejących ogniem bestii. Jego głowa różni się od tej, którą posiada w postaci hybrydy tylko znacznie większym rozmiarem. Dłonie i stopy zostają zastąpione przez smocze łapy, uzbrojone w potężne szpony, mogące bez trudu wbić się w litą skałę. Jego tułów, oczywiście, także jest smoczy, co powinno być oczywiste i wynikać ze wszystkiego, co można przeczytać powyżej. Bo co jak co, ale jak smok wygląda, to każdy powinien wiedzieć. A jak to się wie, to wystarczy odjąć skrzydła, i puff! Oto Fonos w swej gadziej postaci!

~~~~
Ubranie i Ekwipunek:
~~~~


Fonos, jako przedstawiciel płci brzydkiej, nie wymaga zbyt wielu ubrań. Dla niego, szczególnie ze względu na to, iż jest leniem, posiadanie jednego, uniwersalnego wdzianka, które wystarczy czyścić raz na jakiś czas, jest spełnieniem wszystkich jego potrzeb.

Ze względu na to, iż jest najemnikiem, odzienie będące pancerzem było oczywistym wyborem. Jednak ze względu na bycie smokołakiem, nie potrzebował całej zbroi. Z tego też powodu, po kilku latach odkładania zarobku wynikającego z bycia najemnikiem spod ciemnej gwiazdy, złożył specjalne zamówienie u krasnoludzkich kowali, o których mówiono, że magia przy ich kunszcie rzemieślniczym to nic szczególnego.

Wykonana ze starannością godną króla, niepełna zbroja Fonosa jest jego drugą skórą, która towarzyszyła mu na wielu zleceniach, ratując mu życie w wielu sytuacjach zagrożenia. Karwasze, na sztywno połączone z rękawicami oraz nogawice, będące jednością z trzewikami, wszystko wyłożone od środka amortyzującą skórą i wykonane z mieszanki metali, którą wykorzystuje się w częściach krasnoludzkich machin, która łączy wytrzymałość najlepszej stali z lekkością tkaniny. Ten ozdobiony czerwonymi rycinami na czarnym tle pancerz wytrzyma ogień, miecz, a nawet niszczące się przez inne materiały wyroby alchemiczne, a wszystko to za sprawą krasnoludzkiego kowalstwa, a nie magii, która lubi wybuchnąć w twarz użytkownikowi.

Ze względu na fakt, iż Fonos posiada różne formy, pod którymi może przebywać, zbroja została zbudowana tak, by mogła być noszona zarówno przez jego elfią, jak i połowiczną postać. Bezpiecznie umieszczone skórzane pasy i zapięcia pozwalają regulować, jak mocno zbroja trzyma się ciała, dzięki czemu trzyma się Fonosa-elfa, ale także może zostać założona przez Fonosa-smokołaka. Te same pasy pozwalają na szybkie i bezproblemowe zdjęcie zbroi, w przypadku, gdy smocza forma okaże się konieczna do rozwiązania problemu.

Zbroja uwzględnia także dodatkowe części ciała, które zyskuje smokołak w swej niepełnej smoczej formie. W rękawicach oraz trzewikach jest miejsce na jego szpony, miejsce zaś, z którego wyrasta ogon, zakryte jest wpierw metalową płytą na zawiasach, a następnie podzieloną na grube pasy płachtą z czarnej skóry, która maskuje tę potencjalną słabość zbroi, nie blokując zarazem ogona.

Ze względu na zbroję, reszta dobytku Fonosa nie jest tak drogocenna. Przez ramię zawieszony ma prosty skórzany pas, w którym trzyma fiolki z alchemicznymi wywarami z przodu, a który z tyłu ma miejsce na zawieszenie mieszków z walutą. Jego broń zaś to prosty miecz, kupiony na pierwszym lepszym targowisku, który służy raczej jako ozdoba i wzmacniacz gróźb, a nie prawdziwa broń smokołaka. Oręż ów ma zdobioną imitacją złota i prostymi ornamentami rękojeść oraz jelec i jest wystarczająco ostry, by nie być uznanym za nóż do stwardniałego masła.

~~~~
Zachowanie, Głos i Mowa Ciała:
~~~~


Fonos jest leniem i ten fakt odbija się w wielu rzeczach, które robi smokołak. Zarówno to, jak chodzi oraz jego sposób mówienia są wprost przesiąknięte pierwotnym lenistwem, które idzie po linii najmniejszego oporu.

W większości przypadków jego poruszanie się jest dosyć powolne. Przebiera nogami, jakby przechodził obok gorącego źródła pełnego ponętnych dam, na które chce popatrzeć jak najdłużej. Poza tym, jeżeli jest okazja, by o coś się oprzeć podczas chodzenia, on to zrobi, bez względu na to, czy to budynek, brudny pijak czy królowa danego państwa. A jeśli w ogóle może sprawić, by coś go przemieszczało za niego, to w ogóle każda część jego ciała jest jednogłośna.

Spojrzenie, które posyła w większości przypadków, jest spokojne, choć co niektórzy dopatrzyć się mogą bijącej bystrości, która co jakiś czas przedziera się przez otoczenie, analizując miejsce, ludzi i przedmioty. Podczas rozmowy często odwraca wzrok od rozmówcy bądź przewraca oczami, gdy zaś lenistwo przez niego przemawia, zdarza mu się przymykać bądź mrużyć oczy nawet w sytuacjach, które nie są najlepszym czasem na takie zachowanie.

Głos jego jest wyraźny i płynny, bez względu na formę, w której się znajduje. Zawsze mówi jak najmniej, przekazując przy tym wszystko, co tylko trzeba przekazać. Często zdrabnia bądź skraca nazwy, a nawet tworzy skróty myślowe, które poza niepoważnym brzmieniem, są ciężkie do rozszyfrowania dla kogoś bez wglądu w czaszkę smokołaka.

Gestykulowanie czy jakiekolwiek tiki są mu obce, głównie ze względu na to, że nie chciałoby mu się ruszać czymkolwiek bez potrzeby. W wyniku tego często wygląda jak posąg, potrafiąc spędzić godziny w bezruchu, przerywanym sporadycznym ziewaniem.


Charakter

Fonos, jak każdy w życiu, w pewnym momencie musiał zdecydować, czy skręci w ścieżkę dobra, czy też raczej zboczy w przeciwną stronę, kuszony złem i wszystkim, co ma do zaoferowania. Smokołak, zamiast dokonać tego wyboru, poszedł prosto, między obie ścieżki, gdyż był zbyt leniwy, by zmienić kierunek. Tak można opisać tego najemnika, który w sercu ma rodzinę, a w ręce wypłatę za zbrodnie, które dokonuje.

Choć różne osoby różnie o nim się wypowiadają, to jednak jest jedna rzecz, którą każdy powtórzy w dokładnie ten sam sposób - Fonos jest leniwy. I to nie po prostu leniwy, jest tak leniwy, że jest to najważniejsza, a zarazem najmocniej ujawniająca się część jego charakteru. Stara się on robić jak najmniej wszystkiego, od czynów zaczynając i na myślach i uczuciach kończąc. A jeśli już, to wszystko to jest bardzo, ale to bardzo powolne. Rozmowy ze smokołakiem potrafią trwać godzinami, zaś na wykonanie zlecenia trzeba momentami dać mu całe miesiące. Jego wygodnictwo sprawia także, że bardzo wysoko ceni sobie wszystko, co robi, oczekując sowitej zapłaty bądź podziękowań na klęczkach za każdą błahostkę, którą dokonał na czyjeś życzenie.

Nie darzy on mocniejszymi uczuciami zbyt wielu osób, głównie ze względu na to, iż mu się nie chce. Z tego powodu odrzucał dawne adoratorki, a i nie chowa urazy bądź nienawiści nawet do tych, którzy wystawiają cenę za jego głowę. Nie jest on też przesadnie uprzedzony wobec innych ras, aczkolwiek woli przebywać ze smokołakami bądź samotnie, niż z kimś, kto nie jest przedstawicielem tej samej rasy co on.

Jedynie jego rodzina, czyli ci, którzy należą do rodu Nighfimare, mają miejsce w jego leniwym sercu. To dla nich potrafi dotrzymać słowa, kiedy trzeba i służyć pomocą w trudnych czasach. Stara się on utrzymywać z nimi kontakt, czy to będąc zawsze blisko domu, czy też pisząc okazjonalnie listy, w których nigdy nie spisuje fałszu bądź obłudy. Nie miewał i nie ma on także złych bądź podstępnych zamiarów, wobec najbliższych, co sprawia, że dla rodziny, pomimo bycia czarną owcą, nadal jest ważny i kochany.

Odbiegając od tematu rodziny, Fonos nie uznaje polityki, pozycji społecznej i innych tego typu “bredni”. Nie gardzi biednymi, ale też nie pokłoni się przed władcą danego miasta, bo to już stanowczo za dużo roboty. Podobnie zresztą u niego z kwestią wiarą, która dla smokołaka kończy się na wierze w to, że będzie mógł się lenić w danej chwili. Rozmowa ze smokołakiem to z pewnością dosyć nietypowe przeżycie. Sarkastyczny do bólu z nieznanych nawet bogom powodów, mówiąc przy tym krótkimi słowami, czasami tak bardzo, że aż kalecząc Mowę Wspólną

Warto wspomnieć o tym, jak Fonos odnosi się do życia. Także splamiony lenistwem w tym aspekcie, smokołak bierze rzeczywistość na poważnie tylko w ostateczności, gdyż po prostu nie chce mu się tego robić cały czas. Nie znaczy to jednak, że jest dziecinny, a jedynie to, że nie zawsze robi wszystko, co może, by osiągnąć cel, szczególnie gdy wie, że cel osiągnie prędzej czy później, z naciskiem na później.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt wytrwały,
Zwinność:Niezwykle zręczny, Żółwi, Precyzyjny,
Percepcja:
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, B. silna wola,
Prezencja:Ładny, Barbarzyński, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Cechy rasowe - Smokołak [D]Urodzony jako smokołak, Fonos posiada prawie wszystkie cechy, wady i zalety tejże rasy. Może on zmieniać swą formę kiedy chce, z twardym podziałem na postać elfa, hybrydy i smoka. Im bardziej gadzia forma, tym większe zużycie energii, wynikające ze wzrostu jego siły i rozmiarów. Poza tym jednak potrafi zionąć ogniem ze swojej paszczy, gdy jest w postaci hybrydy bądź smoka, a także, bez względu na formę, potrafi on przemawiać w mowie smoczej. Ze względu na klątwę, która ciąży na jego rodzie, nie posiada on skrzydeł, a więc niemożliwe jest latanie w jego przypadku.
Klątwa Smoka-Władcy [K]Brzemię nałożone na pierwszych członków rodu przez władcę-smoka, z którego twierdzy uciekli, przerażeni możliwością śmierci. Wskutek tej potężnej, a zarazem dziedzicznej klątwy, wszystkie smokołaki nią obarczone, we wszystkich swych formach, zamiast skrzydeł, posiadają na plecach dwie blizny w miejscach, z których, w normalnych przypadkach, wyrastają narządy lotu. Blizny owe, aby były ciężkim do ukrycia brzemieniem, mają ciekawą właściwość. Mianowicie, gdy celowo, to znaczy, z intencji posiadacza, zakryte, zaczynają dymić, wywołując przy tym ból porównywalny do palenia najgorętszym ogniem, jaki można sobie wyobrazić.
Lenistwo [W]Fonos z chęcią powiedziałby, co to znaczy, iż jest leniwy, ale mu się nie chce.

Umiejętności

Sztuka Taktycznego Planowania [W]
Kłamanie [W]
Skrytobójstwo [W]
Alchemia [W]
Botanika - Rośliny Alchemiczne [W]
Matematyka [W]
Zastawianie Pułapek [W]
Sporządzanie Trucizn [W]
Torturowanie [O]
Anatomia [O]
Targowanie [O]
Jeździectwo [O]
Skradanie [O]
Władanie Bronią - Miecz jednoręczny [O]

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

~~~~
Około kilkanaście wieków temu...
~~~~


Mury twierdzy drżały, płacząc gruzem z każdym kolejnym uderzeniem z zewnątrz. Ci, którzy jeszcze żyli, nie mieli pojęcia, czemu potwory wciąż atakują obronę miejsca, do którego wejść można było przez dziury oraz szczeliny w murach, czy też nawet przez bramę, po której została tylko sterta drzazg i nieco żelastwa. Niemal wszyscy dawni mieszkańcy miasta byli martwi. Pozostali chowali się bądź uciekli, nim zagrożenie narosło do obecnych rozmiarów. Przez Mroczne Doliny płynęła rzeka krwi, a jej szum był krzykiem zabitych.

Tylko ci, którym powierzono obronę tego miejsca, wciąż walczyli. O ile przeżyli ostatnie dni oblężenia, które były wyjątkowo krwawe. Na chwilę obecną została jedynie garstka. Między ocalałymi byli strażnicy, którzy wcześniej chronili nieistniejący już oddział dostarczający zaopatrzenie na dawno przesuniętą linie frontu. Nie byli oni jednak w pełni sił, a i uzbrojenie zaczynało mieć dość.

Z tego powodu ostatnią, prawdziwą przeszkodą stojącą między monstrami z północy a smokiem-władcą, który panuje nad tymi ziemiami, był oddział istot, które z ludzi zostały odrodzone poprzez moc pradawnego w pierwsze smokołaki. Najlepsi z najlepszych stali dumnie przed wejściem do pałacu, który był ostatnim niezdobytym budynkiem, odpierając niekończący się potok wrogów. Każdy walczył za setkę, a powalał tysiące. Heroizm i oddanie władcy sprawiało, iż zwycięstwo stawało się coraz bliższe z każdym pokonanym potworem, a przynajmniej tak myślała większość.

Potwory zbierały siły przed pałacem, dając chwilę wypoczynku obrońcom. W tym też czasie ostatni żywy człowiek leżał na posadzce pałacu, otoczony przez setki smokołaków, które w tej chwili oddawały mu cześć. Dla tych, co zyskali niezwykłą moc, ten jeden strażnik już teraz legendą. Bez daru władcy, który z sobie wiadomych przyczyn odrzucił, był w stanie walczyć od samego początku. Mordował całe hordy, jakby jutro nigdy nie miało nadejść, nawet gdy miecz stępił się do tego stopnia, iż przypominał metalową pałkę. Walczył nawet wtedy, gdy urwało mu prawą rękę, którą dzierżył miecz, a gdy pogruchotano mu obie nogi, zdołał przegryźć odsłoniętą szyję jednego z potworów, który stał się jego ostatnią ofiarą.

Umarł w ciszy, która była pokłonem wobec najwaleczniejszego z wojowników. Wśród tej ciszy jednak rozbrzmiewał szyderczy śmiech strachu, który zaciskał serca i gardła garstce smokołaków. Trzy pary, które poznały się i wzmocniły wzajemne więzy przyjaźni podczas walki, jako jedyne uznały to za omen, który oznacza ich krwawą klęskę. Ich niepokój szybko został odkryty i potępiony przez pozostałych. Sam smok-władca, choć patrzył na nich nieprzychylnie, okazał swą łaskawość. Rzekł, iż jeśli chcą, mogą odlecieć i porzucić zarówno swój honor, jak i przeszłość, co będzie jednoznaczne z wiecznym napiętnowaniem. I chociaż dosyć zagadkowe słowa władcy ich zmartwiły, to jednak ich wola walki zgasła bezpowrotnie. Gdy tylko warunki na to pozwoliły, odlecieli, za sobą zostawiając swoich towarzyszy i swego króla, których czekała klęska.

Ledwie wylądowali w bezpiecznym miejscu, a klątwa, która została rzucona wraz ze słowami smoka-władcy, zebrała zapłatę za ich czyn. Skrzydła każdego smokołaka w grupie w mgnieniu oka obróciły się w pył na wietrze, za każdym razem pozostawiając po sobie dwie potężne blizny, o których szybko okazało się, że gdy zakryte celowo przez nosiciela, przypominały o sobie poprzez ból, którego nikt nie jest w stanie znieść.

W ten oto sposób każdy z nich został napiętnowany, tak, by aż do śmierci pamiętali o tym, że uciekli z pola bitwy, pozostawiając towarzyszy i własnego władcę. Poczucie winy targało nimi, i odczuwać będą je aż do śmierci, jednak czuli zarazem ulgę. Są bezpieczni i mogą zacząć żyć od nowa w innym miejscu. Mają szansę założyć rodzinę, mieć dzieci, a zarazem nie martwić się, że za dzień lub dwa ktoś znów zaatakuje mury twierdzy.


~~~~
Bliżej nieokreślony okres czasu...
~~~~


Nie osiedlili się zbyt daleko, gdyż po ucieczce z twierdzy, nie mieli nic poza sobą i uzbrojeniem, którym walczyli. Wszelka dalsza podróż bez jakichkolwiek zapasów, czy choćby udogodnienia pod postacią lotu była z góry skazana na klęskę, dlatego też, gdy znaleźli własny skrawek raju wewnątrz gęstego lasu, nie czekali długo z budową domostw. Oręża używali jak siekier, ścinając drzewa jedno za drugim. Pazury, które posiadali, były zaś idealne do wymagających większej precyzji zadań.

Gdy zaczęli potrzebować czegoś konkretniejszego, wyruszyli całą grupą do najbliższego znanego im miasta, gdzie swoje drogocenne zbroje sprzedali, a pozyskany majątek wykorzystali do wykupienia wszystkiego, czego im brakowało do wybudowania domów, które wytrzymają co najmniej kilkanaście lat. Udało im się także wynająć kilku rzemieślników, co by zrekompensować ich niezbyt wielkie umiejętności, przy których można co najwyżej wznieść ognisko, a nie budynek.

Po kilku latach domy stały ukończone i nie wyglądały, jakby miały się zawalić. Miasto, które zwane było Maurią, a dzięki któremu ich trzy domy mogły postać, było kilka dni drogi od ich siedliska, jednak dzięki częstym wyprawom, przez las prowadziła już wydeptana ścieżka, przez którą mógł bez trudu i koń z wagonem towarów przejechać. Nie mieli problemów ze zdobyciem jedzenia, wody czy innych rzeczy niezbędnych do życia.

Wszystko to było możliwe dzięki temu, iż ich umiejętności walki pozwoliły im na szukanie zleceń w mieście, od eskorty kupieckiego karawanu, po chronienie posiadłości szlachcica. Był popyt na ich usługi, gdyż byli jednymi z pierwszych, jeśli nie pierwszymi, smokołakami, które ukazały się światu, przez co ludzie niechętnie stawali im na drodze, głównie ze strachu przed nieznanym. Na dodatek, ich nadludzka siła sprawiała, iż byli idealni do przenoszenia ciężkich przedmiotów, co sprawiało, iż wielu rzemieślników oraz kupców także korzystało z ich usług.

W ten oto sposób życie się toczyło. Po czasie każda z par prędzej czy później spłodziła co najmniej jednego potomka. Nie zdziwili się, gdy piętno braku skrzydeł okazało się dziedziczne, a i wiedzieli, że skrzydła, choć pomocne, nie są niezbędne, a i blizny, które owe skrzydła zastępowały, nie robiły problemu tak długo, jak nie były zakryte, więc tym także nie zawracali sobie głowy.

W każdym razie nie byli najzamożniejsi, a i ich zyski spadły odkąd na kobiety, teraz matki, spadły dodatkowe obowiązki, ale żyli i mieli co jeść każdego dnia, a to im wystarczało. Choć były to, jakby nie patrzeć, trzy rodziny mieszkające w tym samym miejscu, smokołaki uważały się za jedną, wielką rodzinę, głównie dlatego, iż od momentu ucieczki z twierdzy dzielili się tym, co mieli, a i pomagali sobie nawzajem. Z tego też powodu zaczęto mówić o nich jak o jednym rodzie, który ni z tego, ni z owego zaczęto nazywać rodem Nighfimare. Nikt nie wnikał, kto zapoczątkował tą nazwę, którą przyjęto i która od tego czasu towarzyszy wszystkim smokołakom z zakątka nieopodal Maurii.

W którymś momencie plotki o smokołakach najemnikach i ich dosyć dobrej reputacji zaczęły docierać do różnych istot z wielu zakątków Alaranii. W czasie, gdy pierwszego pokolenia Nighfimare już od dawna było dojrzałe i gotowe powiększyć drzewo rodowe, zaczęły przychodzić do nich pierwsze smokołaki spoza rodu. To byli ci, którzy zostali w twierdzy do końca i przeżyli klęskę, zwieńczoną śmiercią smoka-władcy. Pojawiali się w różnym celu. Niektórzy wypominali ucieczkę z pola walki, inni chcieli na spokojnie porozmawiać z dawnymi towarzyszami walki, stając się przyjaciółmi rodu. Nieliczne smokołaki i smokołaczki z drugiej grupy nie skończyły na przyjaźni, odnajdując miłość w drugim pokoleniu rodu.

W ten oto sposób każde kolejne pokolenie rodu najemników miało przyjść na świat. Z każdym kolejnym zawartym związkiem małżeńskim osada powiększała się, bowiem tradycją stało się to, by smokołaki z zewnątrz przyjmowały nazwisko rodu oraz osiedlały się w miejscu, gdzie historia Nighfimarów się zaczęła. Nie była to najsłynniejsza osada smokołaków, których na pewno było o wiele więcej w innych częściach Alaranii, jednak jeśli już znana, to znana z tego, że każdy najemnik z rodu zajmował się tylko godnymi pracami. Czy też, ujmując to inaczej, wszystkie smokołaki z tego rodu unikały nieprawych zadań, które są potępiane w większej części tego świata. A przynajmniej tak było do czasu…


~~~~
Około pięćdziesiąt sześć lat temu...
~~~~


Kilkadziesiąt pokoleń smokołaków minęło, nim na świat przyszedł Fonos. Przyszło mu rozpocząć życie w czasie, gdy wielka willa Nighfimare została ukończona. Przypominający mały pałac budynek był w stanie pomieścić wszystkich żyjących i wiele przyszłych przedstawicieli rodu, dzięki czemu skutecznie zastępował drewniane domy, od których się wszystko zaczęło, a które powoli odczuwały oznaki użytkowania przez ziejące ogniem istoty. Wykonany z kamienia przez najlepszych rzemieślników, jakich Mauria mogła zaoferować. W środku znajdowały się setki pokoi, każdy z nich będący jak małe mieszkanie mogące pomieścić na stałe kilka smokołaków.

Znaczna część rodziny nadal parała się najemnictwem, choć ci, którzy odrzucili tą drogę życia, zazwyczaj pracowali w wilii, dzięki czemu zbędne było zatrudnianie służby wewnątrz. Jedni parali się rzemieślnictwem, inni dbali o to, by rezydencja była w dobrym stanie a mieszkańcy najedzeni. Znalazło się kilku takich smokołaków, co postanowili niedaleko domu rodowego stworzyć sad oraz ogródek, co by po świeże warzywa i owoce nie trzeba było iść do miasta. W wielkim skrócie, przez te setki lat ród rozrósł się i wzbogacił, nadal przy tym pozostając przy tradycji, którą zapoczątkowała nieżyjąca już szóstka uciekinierów.

Wracając do Fonosa, był on pierwszym dzieckiem obecnego pokolenia, dzięki czemu nie brakowało ani uwagi, ani środków finansowych, które można było na niego spożytkować. Tak jak wszyscy przed nim i po nim, odziedziczył klątwę rodu, blizny na plecach zastępujące skrzydła, lecz nigdy nie narzekał na to, bowiem nigdy nie było mu dane zasmakować posiadania skrzydeł, więc i nie miał za czym tęsknić.

Był niesfornym dzieckiem na każdym kroku, wywołując westchnienia pośród rodziców i krewnych. Leniwy jak nikt inny, mówiono o nim, że będzie mu się coś chciało, dopiero gdy świat zacznie się kończyć. Był zarazem przebiegłą gadziną, bowiem dosyć szybko nauczył się zatajać oraz przeinaczać pewne fakty, co mówiąc wprost, było kłamaniem w żywe oczy. Robił to jednak tylko wobec osób, które były spoza rodu, gdyż przy rodzinie był szczery niczym niewiniątko. Tak samo, o ile o rodzinę się troszczył, to los innych go już nie obchodził.

Poza tymi wadami było to jednak całkiem grzeczne dziecko. Uczył się pilnie, a szczególnym zainteresowaniem parał do alchemii, którą potrafił się zajmować pomimo swojego przewlekłego lenistwa. Nie był najsilniejszy, a i jego wytrwałość pozostawiała wiele do życzenia, ale jednak nie można mu było odmówić niezwykłego umysłu. Zawsze znajdywał najlepszy, a zarazem najłatwiejszy, sposób na rozwiązanie problemu, jeśli mu dano wystarczająco dużo czasu oczywiście. Nigdy nie śpieszył się do czegokolwiek. Właśnie taka gadzina rosła z każdym dniem i z początku nic nie zapowiadało, iż zostanie on największą, a zarazem jedyną czarną łuską tego rodu…


~~~~
Około dwadzieścia pięć lat temu...
~~~~


Fonos od dłuższego czasu był uznawany za dorosłego, a i kilka smokołaczek spoza rodu, po namowie ze strony rodziny Nighfimare, próbowało zauroczyć i ostatecznie ożenić się ze zmiennokształtnym. Ten jednak nie tylko nie był zainteresowany, ale wręcz otwarcie odrzucał potencjalne żony, jednocześnie potępiał dążenia rodu do zeswatania go wbrew jego woli. Wolał już zarabiać na własną rękę, będąc najemnikiem znanym z tego, iż do pracy podchodzi głową, nie mięśniami. Za zdobyte pieniądze finansował swoją alchemiczną pasję, którą darzył niemalże miłością. Istniał jednak pewien problem - nie było jednak zbyt wielu chętnych, wszyscy bowiem wiedzieli, że lenistwo smokołaka sprawiało, iż jego usługi są przesadnie kosztowne.

Smokołak widział to jednak w innym świetle. Dla niego, to ludzie nie płacili wystarczająco dużo, a i prace, do których jest zatrudniany, zdawały się nieinteresujące dla kogoś takiego jak on. Z każdym dniem coraz bardziej odczuwał, że nie robi tego, co powinien robić, że gdzieś tam jest zadanie specjalnie dla niego, które tylko czeka, aż on je przyjmie. To przeczucie okazało się trafne, gdy pewnego dnia Fonos trafił na pracodawcę, który zdawał się idealny.

Wszystko to zaczęło się, gdy został zatrudniony przez jednego ze szlachciców z Maurii do przeliczenia wszystkich jego długów, które nazbierały się po latach kiepskiego zarządzania majątkiem. Fonos tłumaczył i tak już załamanemu człowiekowi, iż nawet gdyby ten sprzedał wszystko, co posiada, razem z każdym znanym mu członkiem swojej rodziny, to i tak byłby dłużny. Arystokrata, zdesperowany, myślał głośno nad tym, jak bardzo chciałby, by wszyscy, u których jest dłużny, umarli. Fonos poczuł dreszcz, gdy pytał, ile człowiek jest w stanie zapłacić za spełnienie swojego życzenia.

Pierwsze poważne zlecenie, które, choć stanowiło wyzwanie dla niedoświadczonego w tego typu rzeczach Fonosa, to jednak było wykonalne. Przez tygodnie analizował zachowania i zwyczaje tych, którzy mieli umrzeć. Dla każdego z nich, z pomocą alchemii, stworzył truciznę, która sprawi, iż każdy z nich umrze niczym za sprawą tragicznego zbiegu okoliczności. Czas, miejsce i okoliczności śmierci opracował całkiem dobrze jak na nowicjusza. Jeden zmarł po przedawkowaniu naszprycowanego wina, inny spadł z konia, zaś ostatnia ofiara zlecenia oszalała, tracąc życie w wyniku swej psychozy.

Arystokrata, nieświadomy tego, iż prędzej czy później ktoś domyśli się, co łączy wszystkie ofiary, zapłacił Fonosowi, który z uśmiechem na ustach przeliczał złote gryfy. Może to jego niechęć do tych, którzy nie byli z jego rodu, a może to zarobek, który przekraczał dziesięciokrotność tego, co dostawał za bardziej legalne prace. W każdym razie, wiedział, co będzie robił od tego momentu. Wpierw jednak musiał się ulotnić. Wykupił konia od pierwszego handlarza, który nie zadawał pytań, po czym wyruszył poza mury Maurii, co by jego głowa nie została ucięta przez tutejszą straż. Alarania była wielka i szeroka, z pewnością nie brakowało ani zleceń godnych jego osoby, ani konkurencji, którą trzeba było przewyższyć.


~~~~
Około szesnaście lat temu...
~~~~

Fonos przez dziewięć lat podróżował po świecie. Z początku miał wielkie trudności zarówno ze znalezieniem zleceń, jak i z ich wykonywaniem, bowiem to, czego dokonał w maurii, okazało się drobnostką w stosunku do tego, czego oczekiwali bardziej wytrawni pracodawcy. Szybko jednak uczył się oraz zdobywał doświadczenie. Napotkał też wiele najemników, którzy byli tacy jak on, którzy chętnie brudzili sobie rączki. Znaczna większość była konkurencją i nieraz zdarzyło się, że ledwo uszedł z życiem. Jednak znalazło się kilku, których plugawe serca pozwoliły sobie na nieco empatii, pomagając Fonosowi poprzez przekazywanie niezwykle ważnej wiedzy bądź naukę przydatnych umiejętności, co jednak robili jedynie za odpowiednią opłatą.

Choć z początku Fonos planował odłączyć się od swojej rodziny, to jednak nie potrafił zapomnieć o tych, którzy kochali go z całych sił. Niepewny skutków tego, co planował, zaczął pisać listy. Z początku tylko dawał znać, że żyje, a swoje zniknięcie tłumaczył chęcią przygody. Jednak nawet taki kłamca, jak on, nie miał serca własnych rodziców oszukiwać przez tyle lat. Gdy przyznał się do sposobu, w jaki zarabia, przez rok nie dotarł do niego żaden list.

W końcu jednak odpowiedzieli. Nie byli zadowoleni ani z jego postępowania dumni, ale nie skreślili go ze swego życia. Jak sami napisali, tak jak smok-władca pozwolił pierwszemu pokoleniu rodu iść własną ścieżką, tak samo oni pozwolą Fonosowi czynić to, co czynić chce. Jednak tak, jak smok-smok władca zabrał skrzydła smokołakom, tak Fonos wyczytał, że ceną za jego postępowanie będzie to, iż gdy dotrze do niego list każący mu wrócić do domu rodowego, ma on niezwłocznie wrócić i zrobić wszystko, co będzie mu powiedziane, jeśli nadal chce być jednym z Nighfimare w oczach swoich krewnych.

Jakiś czas po tej konwersacji, ród Nighfimare nawiedziło spotkanie, które miało mieć wielki wpływ na przyszłość podróżującego członka rodziny. Jeden z członków rodu Nighfimare ocalił rodzinę dawnych łowców potworów, którzy wraz z córką zamieszkali w jednym z opuszczonych przez smokołaki domostw. Ludzie, zwani Roselilami, uciekli w te strony, by móc wieść spokojne życie. Było ich trzech, kobieta Angel, jej mąż oraz ich córka Anastasja. Pomimo niechęci do smokołaków, zgodzili się na umowę, którą Nighfimarowie zaproponowali. W zamian za to, iż ludzie nie będą przejawiać wrogości wobec zmiennokształtnych, których kiedyś próbowaliby wybić za sam fakt bycia nieludźmi, będą oni chronieni przez ród, a także zostanie im zaoferowana pomoc finansowa.

Szybko do trójki ludzi dołączył ojciec kobiety, a zarazem dziadek dziewczynki. Był to jeden z lepszych łowców rodziny Roselilów, jednak, jak sam się tłumaczył, był już stary, a i chciał spędzić resztę życia ze swoją rodziną. I chociaż to on pałał największą niechęcią do smokołaków, to zdołał nie zaatakować żadnego z nich, dzięki czemu między ludźmi a smokołakami panowała zgoda, a przynajmniej nie było otwartego konfliktu między rodami. Najmłodsze siostry Fonosa, jak i również reszta rodzeństwa smokołaka, dogadywały się z ludzką dziewczynką, która także zdawała się lubić swych czasami łuskowatych przyjaciół.

W którymś momencie ktoś powiedział, że ślub byłby pięknym zwieńczeniem umowy między rodami, a i przy okazji osłabiłby wszelkie możliwe spory, jakie mogłyby powstać między dawnymi łowcami a smokołakami. Obie strony, po krótkich rozmowach, uznały to za wspaniały pomysł. Pech chciał, że ze strony ludzi jedyną osobą, która mogła wziąć ślub była Anastasja, a jedynym męskim smokołakiem z najmłodszego pokolenia Nighfimare był… Fonos. Nikt nie zastanowił się, czy aby osoby, których ślub będzie dotyczył, będą chętne. Fonos musiał się zgodzić, to była w końcu jego kara za to, kim został, zaś Anastasja nie miała znaczącego prawa głosu w swej rodzinie. Przygotowania do wiekopomnego ślubu zostały rozpoczęte…

~~~~
Wydarzenia niedawne i obecne...
~~~~


Fonos westchnął tak mocno, że prawie wykaszlał płuca, gdy dotarł do niego list, nakazujący natychmiastowy powrót do domu. Nie, żeby chciał się sprzeciwić wobec decyzji swej rodziny, po prostu nie chciało mu się ruszać w podróż powrotną. Nie wiedząc, co czeka go na miejscu, wsiadł na konia, upewnił się, że osoba, która próbowała wyłudzić od niego zlecenie, wącha kwiatki od spodu, po czym ruszył w stronę Maurii.

Ledwie był na miejscu, a został zaciągnięty przez swoje liczne siostry do jednego z pokojów willi, gdzie od razu rozpoczęto przygotowania. Gdy go oczyszczano wodą, zostało mu opowiedziane wszystko, co działo się podczas jego nieobecności. Gdy go osuszano, dotarły smokołaczki do momentu, gdy rodzina ludzi przybyła w te strony. Gdy na prędko mierzono jego wymiary, został uświadomiony, iż jutro bierze ślub. Wiedząc, że nie ma prawa się sprzeciwić, położył się spać, gdy tylko jego rodzeństwo zakończyło branie pomiarów na jego eleganckie odzienie i zostawiło go w spokoju.

Następnego dnia, od momentu, gdy pierwszy raz otworzył oczy, zgraja smokołaczych sióstr nie pozwoliła mu odetchnąć ani na chwilę. Natychmiast został ubrany w pseudo garnitur, który został uszyty przez noc, a który o dziwo prezentował się dosyć dobrze, nawet wtedy, gdy był w postaci hybrydy. Nastąpiła później szybka nauka tego, co, jak i gdzie ma robić podczas ślubu. Na nieszczęście dla Fonosa, wszystko to nie dość, że było wbrew jego woli, to i w dodatku niemożliwe nudne. Miał nadzieje, że wszystko to skończy się szybko, a i że jego narzeczona lubi smak rtęci.

Miejscem ceremonii było puste połacie trawy wewnątrz lasu, który otaczał dom rodu Nighfimare. Wszyscy się cieszyli, poza Anastasją i Fonosem, którzy stali obok siebie, czekając, aż spełni się ta katastrofa. Fonos wpatrywał się po raz pierwszy w kobietę, która z wyglądu przypominała świeżo wrzuconą w dorosłość dziewczynkę, przerażoną tym, co dzieje się teraz i co może dziać się później. On sam jedynie wykrzywiał twarz w przeróżne grymasy, dając znać, że nie chce tu być w takim samym, jeśli nie większym stopniu, jak kobieta, z którą miał się ożenić.

Wtedy też, wydarzył się niespodziewany zbieg akcji. Fonos, jak na lenia przystało, skojarzył, co się stało, dopiero po fakcie, ale gdy już udało mu się zrozumieć, co zaszło, to uśmiechał się tak szeroko, jak nigdy dotąd. Tygrysołak, prawdopodobnie wróg ludzkiej rodziny, który ucierpiał wskutek ich dawnej profesji, dokonał zemsty, atakując pannę młodą w sposób, który niemal gwarantował przekazanie zmiennokształtności.

Gdy ta się obudziła z szoku, przemiana była zakończona, a ona sama była pod postacią hybrydy. Wszyscy byli zbyt zszokowani, by podejść do panny młodej, poza Fonosem, który w duchu skakał z radości. Anastasja, przerażona i zrozpaczona, uciekła w las, a Fonos, wzruszając ramionami, udał się do swojego pokoju, gdzie pozbył się eleganckiego stroju, przywdziewając swoje odzienie najemnika.

Szybko jednak dobiegła do niego niemal cała rodzina, która jednogłośnie rozkazała mu ratować honor rodu i biec za ofiarą ataku. W końcu to ród Nighfimare miał chronić ludzi przed tego typu atakami, a że Fonos był najbliżej, to na niego spadła odpowiedzialność za przyjęcie skutków tego wydarzenia na siebie. Poza tym ceremonia ślubu została dokonana, więc jako mąż Anastasji, powinien tym bardziej ruszyć za nią natychmiast.

Nie chcąc kłócić się z trafnymi argumentami swojej rodziny, westchnął tak mocno, jak tylko mógł, po czym ruszył na ratunek, którego nie chciał udzielać osobie, która nie chciała ratunku od niego a wszystko to w imię miłości, która nie istniała!

Dane gracza: Fonos

Nazwa użytkownika:
Fonos
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Krakenia, Toffee, Elion, Sargeras,
Martwe postacie:
Shadei
Status:
OFFLINE
 
 
Strona WWW:
http://vulcarae.deviantart.com/
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
GG:
51103480
Grupy:
Dołączył(a):
Wt maja 16, 2017 2:32 pm
Ostatnia wizyta:
Pt mar 30, 2018 1:16 pm
Liczba postów:
9 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.02 posty dziennie)
Ostatni post:
Miłość i nienawiść
Pt mar 30, 2018 1:16 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Mroczna Puszcza
(Posty: 7 / 77.78% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Miłość i nienawiść
(Posty: 7 / 77.78% postów użytkownika)
cron