Profil użytkownika Lucien

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Asmodeus Lucien D’Notte
Rasa: Nemorianin
Wiek: 669 wygląda na około 30


Aura

Stabilizacją, jaką jest w stanie podarować ci ta emanacja, jest naprawdę dobrze przemyślaną konstrukcją. Na srebrnym i bardzo ostrym szkielecie utrzymują się różnorodne skrawki barw, które stopniowo zmieniają swoją tonację. Odnosi się wrażenie, że w aurze gnieżdżą się dwa odrębne obrazy. Intensywny i dystansujący kobalt oraz ciepła rzeka miedzi. W odczuciu niesłusznie odbiera się ją jako chłodną, gdy czytelnik dostrzeże obsydianową poświatę o różnej gęstości. Czasem bowiem uwypukla się jej grubszy rejon pod naporem zgromadzonej barwy, a czasem mlecznie rozpływa na boki, jakby rozcieńczona była w nieokreślonym specyfiku o dziwnych zapachu. Drażni płatki nosa, lecz woni nie można określić mianem przyjemnym czy rozpraszającym, a zauważalnym. Wprawia zakłopotanie początkową ciszą, a wzrastające stopniowo nietypowe dźwięki mogą niepokoić, jednak docierając na koniec korytarza widać ciepły płomień ogniska, który trzaska łamiącymi się gałązkami. Każda cecha tworzy gładką całość, od której nie można oderwać palców. Dodatkowo utrudnia przerwanie kontaktu swoją lepkością, ale pod tą osłoną kryję się bardzo twarda powierzchnia. Ugina się przy delikatnym ucisku i nagle ucieka głębokimi łukami, gdy czytelnik rozdrażni ją swoją nachalnością. Kosztując emanację nie można spodziewać się wybitnego zaskoczenia, ale łagodność stanowi nieodrębny obraz aury, chociaż jest bardzo gorzka. Tylko wyczulony język będzie w stanie wykryć kwaśną tajemnicę…


Wygląd

Asmodeus to wysoki mężczyzna, mierzący 192 cm. Smukła budowa może wydać się słabowitą i niepozorną, a wielu mężczyzn pewnie określiło by ją jako lekko zniewieściałą. Nic bardziej mylnego. Tylko dlatego, że nie jest zwalistym osiłkiem nie znaczy, że brakuje mu muskulatury. Lu nie jest wydelikatniałym słabeuszem, a pod gładką, alabastrową skórą, kryją się twarde jak stal mięśnie, zahartowane latami treningów.
Porusza się z gracją i godnością, przesyconymi pewnością siebie, charakterystyczną dla arystokracji.
Chociaż głos ma niewątpliwie ładny, niski o metalicznym brzmieniu, jego barwa jest zimna i dość onieśmielająca. Doskonale sprawdza się przy wydawaniu rozkazów, znacznie gorzej jeśli chcesz zawrzeć znajomość, lub przełamać lody.
Twarz demona jest przystojna, o ostrych rysach i prostym nosie. Zwykle pozbawiona wyrazu, nie ujawnia myśli tłoczących się w głowie Luciena, co może być błędnie poczytane jako zarozumialstwo albo arogancja.
Z pod wąskich czarnych brwi, spoglądają oczy o ciemnych długich rzęsach, których pozazdrościła by niejedna kobieta. Z bliska można zauważyć, że ich źrenica nie jest okrągła, a pionowa, co staje się bardziej wyraźne gdy zwężą się pod wpływem jasnego światła. Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Jeżeli uważnie popatrzeć w tęczówki o kolorze tropikalnego morza, można dostrzec rozmarzenie i tęsknotę, będące jedynym przejawem prawdziwych uczuć, skrywanych przez nieprzystępną maskę powściągliwego demona.
Sięgające za łopatki, proste włosy, osypują się zwykle w artystycznym nieładzie na barki i plecy mężczyzny, lśniąc głęboką czernią wpadającą w granat. Czy są splecione w namiastkę warkocza, związane w coś na podobieństwo końskiego ogona czy rozpuszczone, efekt końcowy jest porównywalny.
W lewym uchu, wśród włosów plącze się kolczyk, w postaci łańcuszka z wiszącym na jego końcu z rubinem o kształcie kropli. Na prawej ręce nosi czarną bransoletę.
Ubiera się niezbyt oryginalnie, stawiając raczej na praktyczny minimalizm. Standardowy zestaw składa się z czarnych skórzanych bryczesów, wciągniętych w wysokie buty o takiej samej barwie. Jedwabna koszula, zwykle oscyluje gdzieś w barwach nocy i powinna być zapięta na przynajmniej jeden czy dwa guziki więcej. Na zimniejsze lub deszczowe dni, zakłada ciemny płaszcz, podbity wilczym futrem, w którego głębokim kapturze kryje twarz.
Pierścień będący znakiem kasty, nosi na szyi, przewleczony na złotym łańcuszku i skryty pod koszulą.
Przy pasie spoczywa rapier, gdyż szlachcicowi nie godzi się chodzić bez broni.


Charakter

Nie łatwo jest w prostych słowach scharakteryzować demona, który skrzętnie ukrywa swoją prawdziwą naturę. Na pierwszy plan na pewno wysunie się spokój i opanowanie. Niezmącone niezależnie od sytuacji i głębokie niczym lodowate górskie jezioro, doskonale pasują do prezentowanej przez twarz powściągliwości. Mężczyzna stara się zawsze przemyśleć swoje działania. Ostrożny i rozważny. Dwa razy zastanowi się, nim wyrazi na coś zgodę, odważy się porozmawiać, lub chociaż podejść do nieznajomego.
Mimo iż Lu sprawia wrażenie osoby chłodnej i zdystansowanej, w duchu jest pragnącym zrozumienia marzycielem.
Nie szuka zwady i stara się uniknąć starcia, chociaż dobrym gentlemańskim pojedynkiem nie pogardzi. Sprowadzony do ostateczności, nie będzie rozczulał się nad agresorem i pokaże swoje mniej przyjemne oblicze, odpowiednie dla syna Otchłani.
Przy bliższym poznawaniu, może sprawiać wrażenie lekko nieśmiałego, co dalekie jest od prawdy. Zachowanie wynika zwykle z całkiem obcej dla niego sytuacji, w której asekuracyjnie stara się odnaleźć. Jest typem jak najbardziej świadomym swojej wartości i pochodzenia, o czym czasami potrafi dać znać niechcący lub z zamierzoną złośliwością.
Na swój sposób towarzyski i ciekawy świata oraz jego mieszkańców. Ponad blichtr i bogaty tłum wysoko urodzonych postawił by niewielką zgraną grupę towarzyszy, których nigdy nie miał.
Ponad wszystko kocha muzykę, gdy tylko nikt nie widzi i nie słyszy, siada z lutnią i gra znane utwory lub komponuje własne melodie.
Mimo słabości do wędrownych artystów, nie ma aspiracji pozostania jednym z nich, gdyż jest zbyt przywiązany do swojego statusu społecznego.
W życiu szuka sam nie wie czego. Liczy jednak, że jak już to znajdzie, dowie się co to.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Wytrwały, Nie do zdarcia,
Zwinność:Bardzo zręczny, Bardzo szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Dobry słuch, Pozbawiony smaku, Czuły zm.mag,
Umysł:Bystry, Ineligentny, B. silna wola,
Prezencja:Piękny, Godny, Przekonywujący,

Cechy specjalne

Regeneracja [D]Rany choćby najpoważniejsze, goją się błyskawicznie, czyniąc demona wyjątkowo trudnym do unicestwienia.
Teleportacja i otwieranie portali [M]Potrafi otwierać portale łączące otchłań z ziemskimi planami. Potrafi się też teleportować w dowolne miejsce, ale stara się unikać przenoszenia w miejsca wcześniej nie widziane, gdyż może to być ryzykowne z wielu powodów.

Umiejętności

Etykieta [W] Jest bardzo dobrze wychowanym arystokratą, który nie przyniesie wstydu swoim nauczycielom i rodowi.
Czytanie i pisanie [M] Jakże mógłby nie umieć czytać i pisać.
Kaligrafia [M] Piękne pismo wychodzące z pod ręki demona, przypomina prawdziwe dzieło sztuki i czyta się je z przyjemnością.
Języki [W] Zna wszystkie dialekty piekła i otchłani, posługując się nimi biegle i bez trudu. Płynnie włada Wspólnym. W najbliższych latach chciałby poznać i opanować elficki.
Szermierka [AM] Trenuje od wczesnego dzieciństwa. Poświęcając niezliczone godziny na walkę rapierem, opanował tę broń do perfekcji. Do tej pory nie przegrał ani jednego pojedynku
Jeździectwo [W] Jest doskonałym jeźdźcem, a szalone galopy ukochał równie mocno jak szermierkę i muzykę.
Taniec [W] Pełen gracji, nauczany przez doskonałych nauczycieli, stał się wyśmienitym tancerzem. Nikt jednak nie wie czy lubi tę formę spędzania wolnego czasu.
Znawca muzyki i sztuki [W] Chociaż nigdy nie wychylał się z zamiłowaniem do sztuki, jest jej wielkim pasjonatem i znawcą.
Gra na lutni [M] Utrzymuje tę umiejętność w sekrecie, choć gra przepięknie. Skomplikowane utwory są w zasięgu jego możliwości i nie raz komponuje własne melodie.
Gra na nerwach [O] Nie widzieć czemu jego spokój, pewność siebie i poczucie własnej wartości, nie raz wyprowadzają rozmówców z równowagi.
Historia [O] Dzieje otchłani obowiązkowo musiał opanować.
Astronomia [W] Czy to kwestie praktyczne umożliwiające nawigację, czy czysto romantyczne polegające na podziwianiu nieboskłonu, są bliską mu dziedziną.
Geografia [W] Jako arystokrata musiał znać swoje ziemie. Geografię Alarnii zaczął zgłębiać z własnej ciekawości, chcąc jak najlepiej poznać kontynent.
Polityka [W] Zagrywki polityczne były jego chlebem powszednim. Czy chciał czy nie, musiał je opanowac do perfekcji.
Prawo [O] Prawa rządzące otchłanią nie mogły być niewiadomą dla kogoś o jego pochodzeniu.
Rody otchłani, ich genealogia i heraldyka [W] Wiedza podstawowa i niezbędna dla arystokraty.
Rasy i bestie świata [W] Te wiadomości zgłębiał sam, motywowany własną ciekawością. W większości jednak jest to tylko teoria, nie poparta żadnym praktycznym doświadczeniem.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Inkantacje
Ognia [M]Magia ognia jest jego przyrodzonym darem i potrafi jej używać zarówno intuicyjnie, jak i za pomocą inkantacji. Jest to też jego docelowa i najpotężniejsza dziedzina.
Demonów [M]Ciężko być demonem, nie znając demonicznej magii. Tworzenie portali nie jest wyzwaniem dla Luciena, a i przyzwanie jakiegoś podwładnego, w postaci innego demona nie stanowi problemu. Małe prawdopodobieństwo jednak, że w tym wypadku, przyzywany obróci się przeciw wzywającemu, co jest dużym plusem.
Przestrzeni [A]Lu nigdy nie miał słabości do magii i zgłębiania ich dziedzin, sprowadzając ją jedynie do rangi przydatnego narzędzia. Teleportacja jest praktyczna, bezpieczna i wprawna tym bardziej. Więcej nie oczekuje od tej umiejętności.
Pustki [A]Iluzje przydają się, gdy trzeba na przykład ukryć swoją obecność. Wznoszenie się na wyższe poziomy wiedzy, uznał za nudne i zbędne, poprzestając na osiągniętym stopniu umiejętności.

Magiczne przedmioty

Rubinowy kolczyk [ART]Chroni właściciela przed próbami manipulowania jego umysłem czy czytaniu w myślach. Artefakt o bezcennych właściwościach, niezbędny na każdym spotkaniu towarzyskim Nemorian i nie tylko.
Bransoleta z obsydianu [ART]Odkrywa przed właścicielem iluzje i blokuje rzucanie uroków, wykorzystując energię właściciela. Złudzenia ukazuje jako nieznacznie migoczący, niestały obraz. Lu może wtedy zdecydować, czy poświęcić energię na rozproszenie ułudy. Uroki odbija samoistnie. Działając, zmienia temperaturę, która informuje o sile rzucanego uroku. Przy słabych czarach robi się ciepła, przy silnych gorącą aż po lodowatą. Nie wywołuje fizycznych obrażeń, ale może pozbawić posiadacza znacznej ilości mocy. Przerwać jej ochronę, można jedynie poprzez jej zdjęcie. Przedmiot równie niezastąpiony w życiu demona co potencjalnie niebezpieczny.
Sakiewka [ZAC]Magiczny mieszek na kosztowności i drobiazgi, który jest znacznie bardziej pojemny niż wygląda. Magia sprawia, że jest nie widoczny, dopóki Lu nie weźmie go do ręki.

Towarzysz

Onyx
Czymże byłby arystokrata bez wiernego rumaka. Jedyna istota, której Lucien ufa bezgranicznie i która nigdy go nie zawiodła. Umbris wychowany od źrebięcia, o smukłej i muskularnej sylwetce idealnie pasującej do właściciela. Zwierzę inteligentne i oddane swojemu panu, o nietypowej dla gatunku łagodności. Wierzchowiec mimo swojego wyglądu i mięsożernej natury, jest wyjątkowo życzliwy i łasy na pieszczoty. Staje się agresywny jedynie, gdy coś zagraża jego panu.
Niestety ogier panicznie boi się wody. Wszelkie przeprawy przez mosty i kładki stają się przez to nad wyraz uciążliwe, zaś przeprawa wpław jest praktycznie niemożliwa. Deszcz stanowi całkiem odrębną torturę, wprawiając obu panów w głęboką depresję.

Historia

Piszę te słowa … w zasadzie nie wiem czemu je piszę. Nie jestem poetą ni bardem, nie uważałem się też nigdy za megalomana, którego cieszą opowieści o własnej personie. Czy ten pamiętnik zadaje kłam moim opiniom o sobie, także nie mam pojęcia.
Po opuszczeniu domu rodzinnego, chciałem dać upust emocjom i przemyśleniom, które pchnęły mnie do tego radykalnego kroku. Rozmowa z wierzchowcem nie zależnie jak wiernym by był, nie daje ulgi. Uznałem więc, że może forma pamiętnika pomoże uporać się z panującym w mej głowie nieładzie.
Powiadają, że niezależnie od otoczki sekretów i tajemnic, spisujący swoje wspomnienia, tak naprawdę skrycie chcą znaleźć kogoś kto je przeczyta. Może jest to prawdą. Może faktycznie podświadomie chcę by ktoś poznał moje myśli i rozterki. Może chcę by ktoś mnie zrozumiał. W taki właśnie sposób skończyłem pisząc memuar.

Urodziłem się w znaczącej rodzinie, jako najstarszy z trójki synów, dziedzicząc po ojcu tytuł markiza.
Nie będę podawał mego nazwiska, gdyż zależy mi na pewnej anonimowości.
Dzieciństwo upływało mi pewnie tak jak każdemu dziecku z rodu szlacheckiego. Pobierałem niezbędne nauki magii, etykiety, szermierki, jazdy konnej, języków czy historii. Uczyłem się jak grać w dworskie gry polityczne. Odpierałem podchody mych młodszych braci.
Nie wiem jak się rzecz ma na ziemskich planach, ale wśród mego ludu nie można opuścić gardy nawet w towarzystwie najbliższej rodziny, gdyż każda słabość będzie bezwzględnie wykorzystana. Długo nie sprzeciwiałem się temu stanowi rzeczy ani nie zastanawiałem się nad nim, uznając go za całkowicie normalny.
Osiągnąwszy wiek męski stałem się oficjalną nadzieją i spadkobiercą mego ojca. Jego następcą w pierwszej linii. Oczywiście w żaden sposób mi to nie pomogło, ani nie ułatwiło życia, a jedynie zmusiło do roztropniejszego balansowania pomiędzy intrygami konkurencyjnych rodów, własnej rodziny czy planami koligacji rodzinnych i mariaży.

Od wczesnego dzieciństwa uczyłem się szermierki, początkowo wraz z innymi potomkami znaczących rodów. Szybko jednak okazało się, że mam dar i zdolnościami przewyższam starszych, trenujących znacznie dłużej ode mnie. Pozbawiony koligacji rodzinnych nauczyciel, bez wahania zalecił rodzicom wynajęcie prywatnego nauczyciela, by nie zmarnować mojego potencjału.
Słysząc, że ich syn ma wyjątkowy talent, rodzina nie przebierała w środkach. Oczywiście to nie mój dobrobyt miał kluczowe znaczenie, a możliwość wywyższenia się ponad inne rody. Dodanie rodzinie prestiżu, w odwiecznej grze o wpływy.
Ojciec szybko znalazł doskonałego nauczyciela. Mistrza nigdy niepokonanego w walce rapierem, gdyż to ten właśnie oręż słuchał mnie najlepiej. Jednego z generałów samego Księcia, który po latach służby przeszedł do rezerwy. Mimo niekrytego celu mojej rodziny, nie buntowałem się. Szermierka była moją pasją i dziedziną, której godzinne treningi stawały się moim małym prywatnym światem, w który mogłem uciec.
Lata mijały, dzień podobny był do dnia, nic nie zmieniało się w otchłani, a ja każdą wolną chwilę poświęcałem na doskonalenie się we władaniu rapierem. Mój mistrz nie rzucał pochwał. Zamiast nich jedynie zwiększał trudność stawianych mi wyzwań, jednocześnie nigdy nie przepuszczając okazji do wytykania mi błędów. Powiem szczerze, że była to miła odmiana od dwulicowych uśmieszków i fałszywych komplementów dworu.
Raz jedyny usłyszałem pochwałę od mojego mentora i jednocześnie była to ostatnia nasza lekcja. Potyczka trwał kilka godzin i zgromadziła tłum gapiów złożonych na równi ze szlachty co służby.
Wtedy właśnie, w równym pojedynku pokonałem mego nauczyciela. Jego ostatnie zdanie pamiętam do dziś - „Dobra robota” - nic więcej, nic mniej, tylko te dwa słowa. Potem odszedł, mówiąc, że wypełnił swoje zadanie i więcej nie jest wstanie mnie nauczyć. Pozostało mi trenować samotnie, walcząc z własnym cieniem.
Oczywiście, że rzucano mi wyzwania. Pokonanie szermierza, którego umiejętności urosły do rangi legendy, przyniosło by sławę rodowi zwycięzcy. Odchodzili nie zyskując nic, po za kilkoma ranami.
Z czasem taniec z rapierem przestał wystarczać. Nie zaniechałem codziennych treningów, ale zacząłem szukać innej odskoczni i ucieczki, by choć przez chwilę zaznać wytchnienia w szalonym pędzie do władzy i prestiżu, których z niewiadomych przyczyn nie odczuwałem, lub nie doświadczałem ich w stopniu równie mocnym co moi pobratymcy.
Raz zupełnie przez przypadek, teleportowałem się na ziemie zwane Alarnią.
Znalazłem się wtedy w miejscu tak przepięknym, iż wydało mi się magicznym. Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś tak wspaniałego. Stałem na brzegu niewielkiej zatoczki o krystalicznie czystej toni, do której z wysokiej skalnej półki kaskadami wpadały spienione wodne warkocze. Całość w dalszej części przechodziła w drobny, wartki strumyk, ginący gdzieś wśród drzew.
Widok ukoił me serce i od tej pory, ilekroć potrzebowałem oddechu, spokój odnajdowałem wśród szumu wody. Piękne miejsce na zawsze stało się domem mej duszy.
Znikałem na godziny, czasem na dnie całe nie robiąc nic po za chłonięciem magii nieznanej mi wcześniej krainy.

Nie należymy do zbyt zżytych istot więc nikt nie przejmował się moimi zniknięciami, o ile w ogóle były one dostrzeżone.
Trwałem w stagnacji, a kolejna zmiana nastąpiła we mnie dopiero gdy ktoś zakłócił me sanktuarium.
Całe lata temu, gdy teleportowałem się na moją ukochaną polanę, nie była ona pusta jak zwykle bywało. Obozowały tam słabo znane mi istoty, mieszkańcy tej krainy. Nie spostrzegli mego niefrasobliwego zjawienie się, więc dopełniając zasad bezpieczeństwa ukryłem swą obecność. Czemu zamiast ryzykować nie wróciłem do otchłani. Nie wiem, chyba ciekawość skłoniła mnie do przyjrzenia się obecnym nieznajomym. Było to kilku ludzi i elfów, kobiety i mężczyźni. Jak się później zorientowałem, grupa wędrownych artystów.
Ich radość i beztroska ujęły mnie jak nic wcześniej i nic później. Niczym ostatni podglądacz, z fascynacją obserwowałem ich codzienność. Zjawiałem się tak kilka dni z rzędu, ciesząc oczy ich szczęściem i grzejąc serce w cieple ich pogody ducha. Artystom niezmiennie towarzyszył śpiew, taniec i muzyka, jakby były one cenniejsze niż pokarmy. Oczywiście znamy w moim świecie muzykę i inne sztuki, ale brakuje im czegoś. Sprawiają wrażenie sztucznych w swej perfekcji. Pozbawionych duszy niczym puste porcelanowe naczynie, przepiękne na zewnątrz, które strzaskane ujawnia swoją próżnię.
Któregoś dnia odeszli w dalszą drogę, moja ostoja znów była tylko dla mnie. Wrócił spokój, a wraz z nim zjawiło się coś czego nie czułem wcześniej. Pojawiła się jakaś tęsknota i samotność. Pustka, której obecności nie byłem wcześniej świadom.
Choć ich nie znałem, brakowało mi ich śmiechu, śpiewu i muzyki. Tak zaczęła się moja podróż. Początkowo tylko mentalna, książkowa. Zacząłem czytać i zgłębiać wiedzę o Alarnii i jej mieszkańcach. Jeśli czego nigdy mi nie brakowało, to wolny czas. Czytałem więc, z czasem uzupełniając wiedzę o krótkie wycieczki poglądowe. Nie miałem odwagi ujawniać się ziemskim mieszkańcom, w końcu nie mogłem być pewien ich reakcji. Nie to bym się ich obawiał, bardziej troskałem się o nich, gdyż większość jak się dowiadywałem, była istotami niezmiernie delikatnymi i nietrwałymi. Jeżeli lęk dotyczył mnie, to przyczyną była możliwość odrzucenia, które mogło by zniszczyć beztroskie chwile mych ucieczek od prozy dworskiego życia.
Przez lata z niezmiennym oczarowaniem snułem swe krótkie podróże, niewidocznie towarzysząc głównie ludziom. Nie raz byli zawistni, zapalczywi i mściwi, niczym nie różniąc się od piekielnej szlachty. Byli też słabi i bezbronni, a w ulotności swego bytu, zdolni do czynów tak heroicznych, że nie jeden Nemorianin nie znalazł by w sobie dość odwagi. Cóż potrafiło ich motywować, do dziś nie rozumiem, choć chciałbym to pojąć.

Nie wspomniałem wcześniej o tym, jak jedna chwila potrafi zmienić wszystko. O ile poznanie trupy artystów, jeśli tak można nazwać samą obserwacje, jakby otworzyło me oczy, tak jedna melodia zasłyszana podczas wieczoru przy ognisku, wydarła ranę w moim sercu.
Ranę, której nic nie było wstanie wyleczyć. Pieśń, której brzmienie bezskutecznie próbuję sobie przypomnieć w myślach. Muzyka ostatniego wieczora, spędzonego jako cień wędrownych dawców cudów.
Z każdą dekadą rana zamiast zabliźniać się, jątrzyła i sączyła jad do mego wcześniej zdrowego ciała. Sprawiała, że skóra dziedzica stawała się maską i więzieniem. Klatką z każdym dniem ciaśniejszą, duszącą mą duszę. Rodzącą pytania, czy mam prawo mówić iż mam duszę. Czy faktycznie jestem tylko cieniem, którego jedynym sensem egzystencji jest powolne istnienie z dnia na dzień, cierniem w oku mych nieprzyjaciół, kwieciem ambicji dla mych rodzicieli.
Czy w tym życiu jest coś dla mnie. Czy jestem sam w swoim osamotnieniu i poczuciu zagubienia, czy inni też noszą swe maski, tocząc marne życie cieni gdzieś po za wzrokiem innych, gotując sobie na wzajem bogate, beztroskie piekło pustki i samotności otoczonej przepychem. Czym są emocje. Czy zdolny jestem do uczuć.
Pytań przybywało nie rodząc ani jednej odpowiedzi.

Poznawszy języki tych tajemniczych istot, z czasem próbowałem nawiązywać nieznaczne kontakty. Rozmawiałem z artystami i podróżnikami. W taki właśnie sposób kupiłem swój własny instrument od wędrownego lutnika.
Przez lata tocząc dwa żywoty, ten na piedestale jako następca i wzorowy młody markiz, oraz cień łaknący poznania uczuć tak mi obcych, począłem zgłębiać sztukę muzyki jako namiastkę emocji, próbę ratunku od pustki pogłębiającej się z dnia na dzień.
Tak jak wędrowca bez celu, bez prawdziwego domu, zrodziła melodia. Tak przyszły włóczęga dorósł w swe 669 urodziny.
Kolejny bal. Kolejne fałszywe uśmiechy i gratulacje. Zaraz po powrocie do komnat spakowałem nieliczny dobytek. Lutnię, wtedy już wieloletnią i wysłużoną, ale o dźwięku pięknym i rzewnym jak żadna inna.
Zabrałem trochę kosztowności, by nie wieść żebraczego żywota, po czym udałem się po mego wiernego wierzchowca i jedynego przyjaciela.
Odszedłem pozostawiwszy list, iż zrzekam się wszystkiego na rzecz brata. Nie tłumaczyłem nic więcej. Wątpię by kogokolwiek szczerze zainteresował fakt mego odejścia, co najwyżej jedynie jego ewentualne skutki polityczne. Mam tylko nadzieję, że nie będą mnie szukać.
Czy wrócę do otchłani ? Tego oczywiście nie wiem. Zorientowałem się właśnie, że naprawdę niewiele rzeczy wiem.
Jedno czego jestem pewien, to że na dzień dzisiejszy pragnę przestać być cieniem. Chcę spróbować życia, poznać uczucia i doświadczyć ich.

Siedzący pod drzewem podróżnik zamknął oprawiony w ciemną skórę notes, zerkając w stronę czarnego jak smoła wierzchowca, który właśnie skończył pożerać królika. Koń, o ile można tak nazwać mięsożerną bestię, zerknął z pytaniem w oczach.
Mężczyzna przeciągnął się leniwie, po czym podszedł do zwierzęcia i z uczuciem pogłaskał je po szyi.
- Tak przyjacielu, dość spędziliśmy tu czasu. Wieczna zwłoka nie uczyni zadania łatwiejszym, prawda ? - pogładził aksamitną skórę wierzchowca, a koń patrzył wyrozumiałym wzrokiem czerwonych ślepi, jakby był już przyzwyczajony do nieustannych monologów właściciela. Brunet wskoczył na siodło i skierował umbrisa z powrotem na trakt. Nie spieszył się jednak, jadąc stępa i rozglądając się wokół niczym prawdziwy turysta.

Dane gracza: Lucien

Nazwa użytkownika:
Lucien
Ranga:
Błądzący na granicy światów
Inne Postacie:
Nemain, Sherani, Elleanore,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
GG:
62468988
Grupy:
Dołączył(a):
Śr kwi 12, 2017 6:03 pm
Ostatnia wizyta:
N lip 23, 2017 10:19 am
Liczba postów:
15 | Znajdź posty użytkownika
(0.02% wszystkich postów / 0.15 posty dziennie)
Ostatni post:
["Sklep z bronią. August Evans"] Nietypowa klientela
Pn lip 17, 2017 11:50 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Valladon
(Posty: 14 / 93.33% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
["Sklep z bronią. August Evans"] Nietypowa klientela
(Posty: 14 / 93.33% postów użytkownika)
cron