Profil użytkownika Sherani

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Sherani zwana też Katem lub Ogarem
Rasa: Tygrysołak
Wiek: 26 lat


Aura

Młoda aura pełna konkretów. Nie ma w niej żadnej sprzeczności ani zastanowienia. Zrodzona od początku do końca w żelaznej podstawie. Idealnie krągła i gładka, chociaż miejscami zdaje się być chropowata. Pokrywa ją lekka, aczkolwiek bardzo żywa poświata w barwie topazu, a trzask płomieni nie wywołuje uczucia ciepła w sercu, lecz niesie ze sobą istny chaos. Pachnie dziko i zwierzęco, bardzo intensywnie wonią tygrysiego futra. Niewielu więc zdziwi, że jest niebywale twarda, ale przy tym także ujmująco giętka. Wbija się głęboko ostrymi szpikulcami, a może raczej pazurami nie zważając na przeszkody. Bardzo silnie widoczna dla wprawionego czytelnika, który smakować może jej gorzkości, a także oparzyć język pikanterią lepiącą się do podniebienia.


Wygląd

Słysząc Łowca głów, wyobraźnia od razu wykreuje wizerunek potężnego woja, rzeczywistość jednak nie raz odbiega od wyobrażeń. Sherani nie należy do wysokich kobiet, ze swoimi 160 centymetrami, plasując się raczej w dołach standardów. Z daleka jednak rzuca się w oczy zgrabna sylwetka. Szczupła i drobna, z wyraźnie zaznaczoną talią, podkreśloną przez klasycznie kobiece krągłości, przyciąga spojrzenia, mimo niewielkiego wzrostu. Dopiero podchodząc bliżej można zauważyć, że pod skórą, pracują zahartowane w boju mięśnie, które w żadnym razie nie zbliżają Rani do kanonu osiłka. Twarz ma ładną i delikatną, otoczoną falami długich, ciemno brązowych włosów, związanych w koński ogon, z którego zawsze wydostają się nieokiełznane, luźne kosmki. Fryzura nie należy do najpraktyczniejszych, ale podczas swoich podróży łowczyni widziała zbyt wielu wojowników, którzy włosów prawie nie ścinali, co chcąc nie chcąc i jej weszło w nawyk.
Drapieżne, zielone oczy, okalają czarne, długie i gęste rzęsy oraz ciemne zazwyczaj zmarszczone brwi. Jedynie wprawne oko zauważy zwierzęcy błysk w źrenicach, które wraz ze zmrokiem, bardziej otwarcie zdradzają naturę tygrysicy.
Pełne, niestety rzadko uśmiechające się usta dopełniają urodziwej całości, razem z pasującym do wyglądu głosem, który jest dźwięczny i delikatny.
W uszach ma dziewięć żelaznych kolczyków, nawiązujących do pierścieni jej broni, w lewym znajdują się trzy, w prawym sześć.
Porusza się pewnym krokiem wojownika i zawadiaki, który od postawienia pierwszych kroków powoli rozwiewa wrażenie powierzchownego wdzięku dziewczyny.
Długotrwały pobyt w orientalnych krajach, zdradza ubiór łowczyni, a szczególnie skąpe bluzki, charakterystyczne dla tamtejszych kobiet. Można by powiedzieć, że wybór niekonwencjonalny jak na wykonywaną pracę. Jednak dopasowane choli nie tylko nie krępuje ruchów, a jednocześnie odsłania umięśniony brzuch i plecy. Dawno za bezsensowne uznała upodabnianie się do mężczyzn, teraz dla zasady podkreślając swoją "słabą płeć". Reszta ubioru jawi się już bardziej praktycznie. Luźne orientalne spodnie związane jedwabnym pasem, opadają nisko na biodrach. Zwiewne nogawki włożone są w czarne buty z wysokimi cholewami, których nieodłącznym dodatkiem są ostrogi.
Ręce od nadgarstków aż do połowy przedramion, owija ciemnymi, bawełnianymi bandażami. Na dłoniach nosi skórzane rękawiczki bez palców z metalowymi okuciami, pełniącymi rolę kastetów, które w przeciwieństwie do oryginalnej wersji broni, umożliwiają jednoczesną walkę mieczem.
Karnacje ma opaloną, jak przystało na osobę będącą wiecznie w drodze. Na śniadej cerze, tym wyraźniej odcinają się jasne powrozy blizn. Na ciele łowczyni znajduje się wiele szram, opowiadając historie niejednej walki, jednak dwie szczególnie przykuwają uwagę. Pierwsza, na plecach, biegnąca od prawego barku, na skos aż do lewego biodra, wyeksponowana jest przez bluzkę. Druga, na lewym policzku.
U pasa, na lewym biodrze spoczywa wierna, półtora-ręczna broń, w rodzimych stronach zwana Ciężką szablą, czy też Szablą dziewięciu pierścieni. Wygięte ostrze wyglądem najbliższe jest skrzydłu drapieżnego ptaka. Od rękojeści powoli rozszerza się, osiągając szerokość męskiej dłoni, by potem gwałtownie zwęzić się w sztych. W grzbiecie głowni tkwią tytułowe pierścienie, które podczas walki wydają charakterystyczny brzęk. Płaz zastawy ozdobiony jest starożytnym pismem ze wschodu, niestety mimo długich poszukiwań, Rani nie udało się poznać znaczenia napisów.
W skórzanej pochwie, na prawym udzie nosi sprawdzony myśliwski nóż, z kościaną rękojeścią i zębatym grzbietem.

W tygrysiej formie, Sherani przybiera umaszczenie zwane przez myśliwych Złotym, które jakby na złość dziewczynie uważane jest za jedno z ładniejszych i jest bardzo cenione wśród kolekcjonerów. Sierść jej mieni się różnymi odcieniami miedzi, zarówno tło jak i pasy, które najwyraźniejsze są na głowie i ogonie, w innych miejscach zlewając się prawie całkowicie z resztą sierści. Futro zaczyna bielić się już w połowie wysokości grzbietu, stopniowo przechodząc z barwy w barwę, aż do śnieżnobiałego na całych łapach i brzuchu.
Na czterech łapach jak i w ludzkiej postaci, również nie należy do największych przedstawicieli swojego, w tym wypadku tygrysiego rodu.
Od zwykłego zwierzęcia odróżnia ją ludzka świadomość, obecna w spojrzeniu, oraz kolczyki w uszach, które po przemianie pozostają na swoim miejscu.


Charakter

Zależnie od sytuacji Sherani delikatnie modyfikuje swój sposób bycia, jednak większość obserwujących ją osób określa dziewczynę krótko, wulgarna, agresywna furiatka. Jednym słowem sposób bycia Rani, nijak nie pasuje do jej dziewczęcego wyglądu, tak samo jak i zawód. Urocza aparycja od zawsze komplikowała jej życie. Może gdyby była babskiem ważącym sto kilo i mierzącym jakieś sześć stup, nie lekceważono by jej na każdym kroku.
Chcąc przetrwać w okrutnym świecie, nauczyła się najpierw bić, a dopiero potem tłumaczyć, zrozumiała, że musi być dwa razy lepsza od mężczyzn. Po dwakroć brutalna, bardziej bezwzględna, głośniejsza i okrutniejsza. Nienawidzą jej za to, gardzą traktując jako wybryk natury, ale przede wszystkim budzi lęk, a woli strach niż drwinę.
Sprowokowana rozwiązuje sprawy tylko i wyłącznie siłowo, a sprowokować ją, nie jest znowu aż tak trudno, gdyż cierpliwość nie należy do jej cnót.
Zniechęcona latami obserwacji i doświadczeń, podczas polowania na rozumne rasy, ma lekki problem z zawieraniem przyjaźni czy dłuższych znajomości, a dokładniej, nie ma przyjaciół czy stałych znajomych. Podróżuje, odpoczywa i pracuje sama.
Przy pierwszym kontakcie oschła i nieprzyjemna, ale jeżeli zorientuje się, że rozmówca nie ma złych intencji można w Rani odnaleźć osobliwego, ale niezgorszego kompana na wieczór. Gdy wypije jest nawet wesoła i pogodna, chociaż dość głośna.
Ciężko stwierdzić czy w głębi duszy zostało coś z małej dziewczynki marzącej o przygodach, która korzystając z rozluźnienia alkoholem daje o sobie znać, czy po za bezwzględnym łowcą głów nie pozostało nic, a wesołość jest jedynie dowodem, że jak każdy człowiek potrzebuje ona czasem chwili oddechu od codzienności.
Wobec zleceniodawców rzeczowa, konkretna i małomówna, stara się kontrolować swój temperament. Nie znaczy to jednak, że nie wyjdzie nagle z hukiem zamykając drzwi kopniakiem, w potoku epitetów wyjaśniających dokąd potencjalny pracodawca może się udać.
Nie jest cynglem na zawołanie, zlecenia wybiera sama, kierując się własnym kodeksem moralnym, chociaż jego zasady prawdopodobnie rozumie tylko ona. Raz podjętej misji nie zarzuca nigdy, wyznając zasadę powodzenie lub śmierć. Tak samo jest z danym przez Rani słowem, obietnice składa rzadko, ale dotrzyma ich nawet za cenę swojego życia.
Przemianę traktuje jak żart losu. Przez wielu uważana za bestie, naprawdę się nią stała. Chociaż wyostrzenie zmysłów okazało się wyjątkowo przydatne, nie utożsamia się ze zwierzęcą postacią, można wręcz powiedzieć, że jej unika.
Wobec ściganych bezwzględna i zajadła, ale nie okrutna. Nigdy nie znęca się nad pojmanym, zabija bo taka jest jej praca, a łatwiej dostarczyć głowę niż całego skazańca. Jeśli więc w zleceniu jest wybór Żywy lub martwy zawsze wybiera opcję numer dwa.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Wytrwały, Odporny,
Zwinność:Bardzo zręczny, Bardzo szybki, Dokładny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Czuły słuch, Niezwykle czuły nos,
Umysł:Pojętny, Ineligentny, Żelazna wola,
Prezencja:Piękny, Barbarzyński,

Cechy specjalne

Regeneracja [D]Rany na łowczyni goją się dwukrotnie szybciej niż u zwykłego człowieka, a krwawienie ustaje błyskawicznie, dzięki czemu jest wstanie wykaraskać się z wielu obrażeń śmiertelnych dla innych. Później jednak musi nadrobić straty energetyczne i zużyte kalorie.
Głowa godna starego wilka morskiego [Z]Zawsze miała mocną głowę, w połączeniu ze znajomością swoich możliwości, Rani nigdy nie dopuściła do utraty kontroli nad własnymi działaniami, chociaż nie raz zyskuje na rozmachu. W połączeniu z aktualnym metabolizmem jest wstanie spoić kilku chłopa, wciąż chodząc prawie prosto.
Mowa w zwierzęcej formie [Z]Mimo likantropi, nie umie rozmawiać ze zwierzętami. Zamiast tego, jest wstanie mówić w tygrysiej postaci. Zwierzęcy pysk nie jest przystosowany do artykulacji, ale w granicach swoich możliwości wyraża emocje, podczas gdy rozmówca słyszy głos dziewczyny, na zasadzie podobnej do telepatii.
Zmiana kształtu [D]Może przybierać dwie formy ludzką lub zwierzęcą.
Zwierzęcy metabolizm [Z]Jak drapieżniki, jest w stanie posilać się raz na kilka dni, ma zwiększoną odporność na zimno czy brak snu.

Umiejętności

Jeździectwo [W] Po wielu latach u masztalerza, nie ma konia z którym by sobie nie poradziła.
Hipologia [W] Choroby, żywienie, hodowla i układanie koni, nie kryją przed nią tajemnic.
Tropienie [M] Uczona przez elfa i byłego łowcę nagród jest niezrównanym tropicielem. Zwierzęce zmysły znacznie wzmacniają umiejętności łowczyni, wynosząc ją ponad wielu.
Walka wręcz [W] Zanim walczysz bronią, musisz umieć przetrwać bez niej. Z mieczem czy bez, Rani stanowi godnego przeciwnika.
Walka szablą [M] Umie walczyć każdą bronią białą, ale prawdziwym mistrzem jest we władaniu ciężką orientalną szablą. Gdy tylko jej dobędzie, szybko staje się jasne, skąd przydomek Kat.
Krępowanie [W] Czasem trzeba dostarczyć kogoś żywego. Wtedy znajomość odpowiedniego skrępowania złapanego, jest niezbędna.
Konserwacja trofeów [W] Za pomocą autorskiej mieszanki ziół i soli, jest wstanie zakonserwować głowę poszukiwanego, tak by była dobrze rozpoznawalna nawet przez kilka tygodni.
Czytanie [O] Wyjątkowo przydatna umiejętność, przekazana przez elfiego opiekuna.
Pisanie [O] Umiejętność równie ważna jak czytanie.
Znajomość języków [P] Po za Wspólnym, potrafi porozumiewać się po elficku i krasnoludzku, a podczas podróży opanowała w podstawowym stopniu kilka języków wschodnich krain.
Znajomość ras rozumnych [O] Łowca nagród musi wiedzieć na co poluje.
Przeżycie w głuszy [W] By kogoś złapać, najpierw musisz umieć zatroszczyć się o siebie.
Opatrywanie ran [P] Nie raz cyrulika czy lekarza w okolicy brak i trzeba umieć sobie radzić.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Ognia [N]Posiada niewielki dar do magii ognia, który pozwala jej krzesać iskry i wzniecać niewielkie płomyki. Przydaje się do rozpalenia ogniska, zapalenia łuczywa, itp.

Magiczne przedmioty

Szabla dziewięciu pierścieni [ZAK]Oręż, którego los, wieki temu, podczas wykuwania związano z jedynym właścicielem. Przynosi zgubę, na każdego niepowołanego, który spróbuje go użyć. Po wielu latach od śmierci prawowitego pana, z nieznanych przyczyn, wybrał Sherani na nową właścicielkę. Pomimo upływu wieków, nie widać na nim śladów zużycia, nie wymaga również ostrzenia. Po za tym, dziewczyna jeszcze nie stwierdziła, by broń miała własną wolę, lub charakteryzowała się innymi magicznymi cechami.

Towarzysz

Dzwoneczek
Potężny stalowo-szary ogier, mierzący 196 cm w kłębie. Czarnymi niczym obsydiany, inteligentnymi ślepiami, wciąż wypatruje okazji do kopnięcia lub ugryzienia kogo lub czegokolwiek. Niewielkie drobne uszy, są prawie zawsze ściśle przytulone do tyłu, w wyrazie wiecznego niezadowolenia.
Owoc tragicznego mezaliansu ciężkiej roboczej klaczy i gorącokrwistego ogiera. Cały dramat polega na fakcie, iż czworonóg odziedziczył narowisty charakter ojca, który w połączeniu z siłą otrzymaną po macierzy, stanowił orzech nie do zgryzienia dla hodowcy, handlarzy i szkoleniowców. Nabyty podczas pijackiego zakładu. Aktualnie razem z Rani wypracowali pewien rodzaj dynamicznego kompromisu. Dziewczyna wie czego może się spodziewać, po złośliwym samcu, jednocześnie potrafiąc skłonić go do względnego posłuszeństwa. Zwierze mimo ciągłych przepychanek z właścicielką, jest na swój sposób do niej przywiązane, tak też puszczony luzem nigdy nie ucieka. Wszystkich obcych traktuje jako permanentnych wrogów, co wyklucza jakąkolwiek opiekę stajennego, próbę kradzieży, tym samym wizytę u kowala zmieniając w istne piekło. Po za wadami posiada też zalety. Rozmiar wierzchowca wraz z nieustraszonym charakterem, pozwala dziewczynie używać go jako jednego z siłowych argumentów, czym może zrekompensować swoje niewielkie gabaryty. Po za tym zupełnie nie przeszkadza mu zapach i aura drapieżnika, roztaczane przez Rani, czego często nie można powiedzieć o innych koniach.

Historia

Pustą drogą, na olbrzymim wierzchowcu jechała kobieta. Przez postronnych nazywana Katem, przez zleceniodawców Ogarem, przez ściganych zwykle mniej pochlebnie, suką. Planowała spokojną podróż po wykonanym zleceniu, życie jak zwykle potoczyło się według własnych planów. Gdy tylko wjechała do wąwozu, spostrzegła, że jest śledzona. Ułamek sekundy później, a błysk na krawędzi skał ponad nią, poinformował Sherani o obecności łucznika. Ledwie minęła kolejna sekunda, a spinała ogiera do galopu, zaś dalsze wydarzenia nabierały rozpędu niczym schodząca z gór lawina. Czwórka jeźdźców ruszyła w ślad za nią, a łucznik rozpoczął ostrzał. Przypuszczała, że wyjście wąwozu może być obstawione, ale wolała zginąć w zwarciu, niż z ręki strzelca. Nie to, by planowała swoją śmierć, ale od momentu obrania życiowej drogi godziła się z taką możliwością, tylko nie przypuszczała, że nastąpi to tak szybko.
Cwałowali krętym kanionem na złamanie karku, ledwie wyrabiając się na zakrętach, przy akompaniamencie huku kopyt, który niósł się echem wśród skał. Dziewczyna starała się uniknąć pocisków wypuszczanych przez galopującego górą łucznika, oni dopaść swego celu. Kilka lecących strzał udało dziewczynie się zbić, niektóre chybiły, dwie dosięgły jej pleców, jedna trafiła konia. Trzymając wodze w jednej ręce, szybkim ruchem ułamała bełty, by nie przeszkadzały podczas walki i nie poświęcając ani chwili uwagi ranom, gnała dalej.
Za ostatnim zakrętem, tak jak przypuszczała, jej nadejścia wyczekiwała reszta drużyny, czwórka jeźdźców z obnażonymi mieczami.
Szturchnęła ogiera ostrogą, który chrapnął poirytowany i spiął mięśnie do cięższej pracy. Jednym z niewielu powodów, dla których wciąż trzymała tę krnąbrną bestię, potrafiącą pożreć tyle obroku co trzy doskonałe rumaki, była jego użyteczność w nietypowych sytuacjach. Prawie dwa metry w kłębie, zbudowane z jakichś 800 kilogramów żelaznych mięśni i wrednego charakteru doskonale nadawały się do szarży. Nie jednego jeźdźca staranowała, przewracając go razem z koniem.
Nawet jeśli ci stali murem, teraz też miała taki zamiar. Za wszelką cenę, musiała się wydostać z zasięgu łucznika. Nie zwalniając ani odrobinę, wbiła się w blokujących drogę, niczym klin. Przerażone wierzchowce próbowały uciekać, podczas gdy jeźdźcy starali się utrzymać swoje zwierzęta w miejscu, potęgując chaos. Dwa najbardziej spanikowane konie stanęły dęba, co tylko ułatwiło Rani zadanie. Z impetem rozepchnęła wierzchowce na boki i wypadła na otwartą przestrzeń. Nie miała nadziei umknąć pościgowi, a jedynie stanąć do walki na własnych zasadach. Gdy oni próbowali pozbierać się do ładu i przegrupować siły wraz z dołączającym do bandy łucznikiem, dziewczyna zeskoczyła z ogiera, który chwilowo nie był jej już potrzebny i dobiegła w dogodne miejsce, ustawiając się plecami do skalnej ściany.
Dziewięciu … czyżby dziś miał być jej ostatni dzień, tyle samo pierścieni miała jej feralna szabla. Poprawiła chwyt na rękojeści i przygotowała się do obrony. Nawet jeśli miała zginąć to zabierze ze sobą tylu ile da radę.

Kilkadziesiąt minut później siedziała pod jedynym drzewem w okolicy. Woda złośliwością losu lała się strugami z nieba, które jeszcze chwilę temu było nieskazitelnie błękitne, a koń jak gdyby nigdy nic obgryzał gałązki. Oddychała ciężko i powoli, starając się zminimalizować ból. Łowczyni przemknęło przez myśl, że ostatni raz była w podobnym stanie jakieś czternaście lat temu, by za chwile parsknąć śmiechem wywołanym przez irracjonalne wspomnienie - "A jednak to prawda, że na granicy całe życie przelatuje przed oczyma”. Napad wesołości przerwał jej jednak silny ból i kaszel połączony z pluciem krwią. Ciężko oparła głowę o pień i zamykając oczy pozwaliła płynąć wspomnieniom.
Zawsze pragnęła zostać łowcą nagród, ale wyobrażała to sobie trochę inaczej. W jej wizjach więcej było przygód i chwały, oraz mniej konania wśród wszechobecnej juchy. Wszystko zaś zaczęło się lata temu, gdy znany tropiciel na pięknym siwym rumaku mijał jej dom. Jechał niespiesznie, jakby bez większego celu, a jego srebrne włosy mieniły się w słońcu. Od razu wiedziała kto przejeżdżał przez wioskę. Był to jeden z niewielu, o ile nie jedyny elf parający się tym zawodem. W normalnych okolicznościach wybiegła by na ulicę, by chociaż w z pewnej odległości podziwiać jednego z idoli. Nie były to jednak zwykłe okoliczności, gdyż właśnie w jej domu, kryli się bandyci uciekając prawdopodobnie przed Srebrnowłosym. Decyzję podjęła w ułamkach sekund, dostrzegając leżącą obok miskę. Rzuciła naczyniem wybijając szybę i drąc się wniebogłosy. Reszta rozegrała się błyskawicznie, chociaż zdawała się trwać wiecznie. Wdziała pogardę na twarzach rodziców chwilę przed tym jak poderżnięto im gardła, dostrzegła bandytę stojącego najbliżej i ruszającego w jej kierunku. Zerwała się do ucieczki, a oprych w tym samym czasie ciął mieczem przez plecy dziewczyny.
Leżąc na ziemi widziała tylko buty wchodzącego łowcy i krew rozlewającą się po podłodze. Gdy było po wszystkim, elf rutynowo sprawdził tętno rodziców. Jednak klękając przy dziewczynie, zszokowany zatrzymał rękę na jej szyi.
- Ty żyjesz - te niesamowite oczy z iskierkami w źrenicach, pamiętała do dziś.
Wyszedł na zewnątrz, trzymając ocaloną na rękach, szukając pomocy wśród zbierającego się tłumu gapiów, ale dla mieszkańców stała się wyklęta. Rodziców zabito tylko i wyłącznie z jej winy. Wiadomym było, że bandyci odjadą jak tylko pościg zniknął by z horyzontu.
Nie widząc lepszego wyjścia elf zaopiekował się dziewczynką, wychowując ją najlepiej jak potrafił i ucząc potrzebnych rzeczy.
Dzięki temu dziś umiała pisać i czytać oraz po za Wspólnym poznała Elficki i Krasnoludzki w stopniu umożliwiającym płynną komunikację. Uczył ją też tropienia i walki wręcz, wtedy właśnie zaczęły się problemy. Opiekun chciał by dziewczę umiało przetrwać i się bronić, dziewczyna zaś chciała walczyć. Widząc, że mimo jego najlepszych starań, wszystko idzie w niewłaściwym kierunku, elf zawiózł młodą do zaprzyjaźnionej karczmarki. Potem była już tylko kłótnia, każde z nich powiedziało o słowo za dużo, natomiast żadne nie przełknęło dumy by przeprosić, czy wyjaśniać swoje prawdziwe intencje.
Elf pragnął by dziewczyna była bezpieczna i szczęśliwa, dziewoja uznała, że był nią rozczarowany. Małolata pozostała w zajeździe raptem kilka dni, nim uciekła. Chociaż karczmarka była miłą kobietą, ona nie chciała pracować w oberży, wyruszyła więc w podróż, starając się jak najszybciej opuścić Alarnię.
Przemierzyła wiele krajów, choć nie było to łatwe. Początkowo nie znała zamorskich języków, nie raz głodowała, nie raz uciekała, ledwie ratując życie. Będąc już za morzem, zupełnie przypadkiem dostała się na termin do starego masztalerza, za co do dziś dziękuje losowi.
Z radością uczyła się pracy ze zwierzętami, które zawsze wydawały jej się uosobieniem siły i wolności o której marzyła. Dziadek, jak go nazywała, był pierwszą osobą, która nigdy nie miał obiekcji co do jej płci a wybranej pracy. Więcej, zawsze powtarzał, że liczy się duch a nie opakowanie. Wiele też razy powtarzał, że imię ma wpływ na ducha i należy wybierać je rozważnie, nigdy więc nie nazywał jej imieniem nadanym przez rodziców. Podobał mu się hart i odwaga dziewczynki, dlatego w zamian zaczął ją wołać swoją Małą tygrysicą.
Sherani, od tamtego dnia, więcej nie używała innego miana, po za uzyskanymi później przydomkami.
Lata mijały i nadszedł czas gdy znów wyruszyła w drogę, by osiągnąć swój ostateczny cel. Znaleźć nauczyciela, dzięki któremu mogła by zostać Łowcą Głów.
Teraz zaś, po tylu trudach i tak długiej drodze, siedziała w brei z błota i własnej krwi. Zdecydowanie nie tak to sobie planowała.
Szczęście w nieszczęściu, dzięki zbiegowi okoliczności przeżyje. Krew już przestawała płynąć z ran.
To było zwykłe, proste zlecenie, jak wiele innych. Pojmać przeciętnego rzezimieszka i odprowadzić, niestety żywego, w ręce sprawiedliwości. Ten zaś, będąc schwytanym ugryzł ją ! Jakże nienawidziła „pracy z żywymi” zdecydowanie wolała zlecenia „żywy lub martwy”, mniej kłopotu z transportem, prostszy sposób chwytania celu, same plusy. Nie zainteresowała się powierzchowną raną po ludzkich zębach, nie martwiła się nawet, gdy rana brzydziła się i ropiała. Przejęła się dopiero, gdy niekontrolowanie porosła pręgowaną sierścią. Żartem losu, Mała tygrysica najwyraźniej dorosła, zmieniając się w już całkiem dużego tygrysa.

Zebrała w końcu siły i poszła przyjrzeć się trupom.
- Psiesyny - splunęła kopiąc truchło, wtedy dostrzegła sygnet łowców należących do jakiejś gildii. Wiadomo, że konkurencja między Łowcami nagród była ostra i nie raz dochodziło do intensywnych sprzeczek, ale by z zazdrości robić na nią ustawkę. Taka grupa spokojnie mogła wykonać kilkukrotnie więcej zleceń w krótkim czasie, domyślała się więc, że bardziej chodziło o to kim była, niż o uprzedzenie kogoś w „dostarczenie zguby”.
Była kobietą i dla wielu okazywało się to wystarczającym motywem by chcieć ją sprzątnąć. Kopnęła trupa jeszcze raz, wywołując u siebie salwę kaszlu i zakląwszy soczyście, wzięła się za czyszczenie wiernej szabli, owocu kolejnego zbiegu okoliczności. Chyba powinna zacząć składać ofiary jakimś Bóstwom, bo w jej życiu "przypadki" zdarzały się stanowczo zbyt często, zbliżając się bardziej do definicji pokręconego przeznaczenia.

Kiedyś podjęła się sprowadzenia kochanka magnackiej córki, którego wielu bez owocnie szukało. W końcu możnowładcy zalecono by odnalazł najlepszego tropiciela wśród łowców - kazali zatrudnić Psa.
Natrudziła się nie lada by schwytać łapserdaka, który okazał się wyjątkowo sprytnym uciekinierem. Misja trwała miesiące, a by sprowadzić go całego i zdrowego zmuszona była udać się do zupełnie innego kraju. W końcu jednak dopięła swego.
Idąc przez komnatę audiencyjną, zawiesiła wzrok, na całkiem pokaźnej kolekcji broni, z pośród której, szczególnie jedna przykuła jej uwagę. Ciężka szabla, podobna do tej którą walczyła, ale od razu widać było, że eksponowany oręż był o wiele starszy i potężniejszy, niż zwykły miecz. Ledwie Rani zrównała się z obserwowaną bronią, a ta spadła z hukiem ze stojaka wprost pod nogi wchodzącej dziewczyny. Szlachcic czekający w komnacie spostrzegł zainteresowanie łowczyni i upadek oręża. Podniósł się więc z fotela i rozpoczął swoją opowieść, delikatnie odkładając broń na stojak.
- Miecz jednego pana. Wykuty i związany z losem swego właściciela, na każdego innego przyniesie zgubę. Stoi tu od dziesiątek lat, gdyż już nikt nie odważy się go użyć. Początkowo zdarzali się śmiałkowie, jednak szybko przytrafiały im się tragiczne wypadki związane z szablą. - zakończył legendę, przeprowadzając rozmówczynię w głąb pokoju.
Odebrała swoją nagrodę oraz podziękowania i już wychodziła, gdy miecz spadł ponownie, tym razem wysuwając się z pochwy.
- Chyba on zadecydował… - zażartował pan zamku, po czym spoważniał, jeszcze raz odkładając szablę - Nie ściągnę na ciebie klątwy - dodał jakby chciał sprostować wypowiedź.
- A gdybym poprosiła o niego zamiast wynagrodzenia ?
Ostatecznie otrzymała wypłatę i z trwogą pozwolono jej przetestować broń. Gdy okazało się, że z nieznanych powodów miecz był posłuszny, dostała go w prezencie. Od tej pory Pierścienie zawsze były u jej boku.

Pokuśtykała w stronę puszczonego luzem konia, który pasł się na jakimś krzaku, ale widząc właścicielkę, bezczelnie odsunął się unikając złapania.
- Wracaj tu ty krnąbrna chabeto - wrzasnęła machając mieczem, na co koń reagował niezmiennym stoicyzmem odsuwając się od niej w ostatniej chwili i wznawiając przerwane żucie gałązek. Po kilku próbach zrezygnowana, powłócząc nogami, ruszyła traktem, a złośliwe bydle podążyło za nią, posilając się po drodze i jeszcze przez długi czas nie dając się złapać.
Co ją podkusiło by trzymać takiego bydlaka. Dziadek wieczorami snuł opowieści o legendarnych bojowych rumakach z jego stron. Konie o uszach w kształcie półksiężyców, których wierność przekraczała psie oddanie. Wierzchowce mądre i dzielne, które potrafiły ratować swego pana ryzykując własne życie. Niestety wiedziała co ją podkusiło - pół dzbana wina za dużo.
Jakiś czas temu, zatrudniła się jako jeden z poganiaczy, podczas wielkiego końskiego targu. Był to doroczny festyn, na którą zjeżdżali się najwięksi hodowcy i handlarze z całego kontynentu, oraz nabywcy szukający wymarzonego wierzchowca. Praca łatwa i relaksująca, a do tego liczyła znaleźć swojego wymarzonego "partnera" rodem z dziadkowych bajek, gdyż nie godziło się by łowca jej pokroju chodził pieszo.
Podczas wieczornej uczty, w jednej z okupowanych przez koniarzy gospód, przy kolejnej z rzędu szklanicy wina jeden z handlarzy pochwalił się bestią, na którą nie szło znaleźć jeźdźca czy nabywcy. Po kolejnej kolejce rozpoczęły się zakłady, a po następnej rozpoczęto wieczorne rodeo. Trójka chłopa wyprowadziła szarego ogiera, z trudem utrzymując zwierzę w rękach. Zamiast siodła, ponieważ wszystkie były zbyt małe, grzbiet konia przewiązano konopnym sznurem i rozpoczęły się zawody kto dłużej wytrzyma.
Nagrodą miał być dowolny koń z zastępu handlarza. Rodeo, wygrała drobna i niepozorna dla wszystkich dziewczyna.
"Głupia !" - w pijackim widzie i fantazji, zamiast wybrać sobie wiernego wierzchowca, albo chociaż normalnego, uznała, że skoro utrzymała się w siodle tak długo, to konisko wielkości smoka doskonale jej się przyda.
Dopiero gdy wytrzeźwiała i rozpoczęła pracę z uparciuchem zrozumiała swoje niedopatrzenie. Do tego taki koń regularnie przyprawiał ją o dwu-trzykrotnie wyższe koszty niż zwykły. Sprzęt w rozmiarze na zamówienie, jedzenie, kowal, wszystko to osiągało niejednokrotnie przerażające sumy. Czemu do tej pory się go nie pozbyła? Tego wciąż jeszcze nie wiedziała.
Gdy bydle się najadło, dało się w końcu złapać i dosiąść, by oczywiście próbować ją przy okazji ugryźć, czego wyrobionym nawykiem uniknęła.
Przybyła tu uciekając przed przeszłością i szukając przyszłości, teraz najwyraźniej najwyższy czas było zabrać manatki na swój rodzimy kontynent. Zabiła dziewięciu członków gildii, więc tylko czekać, aż pojawią się przyjaciele, by pomścić poległych. Chciała pracować w spokoju a nie odpierać bezsensowne ataki na swoją osobę. Tym bardziej, że następnym razem mogło by się to nie udać.
Skłoniła konia do kłusa, kierując się w stronę miasta portowego, by złapać pierwszy statek płynący do Alarnii.

Dane gracza: Sherani

Nazwa użytkownika:
Sherani
Ranga:
Błądzący po drugiej stronie
Nagrody:
Obrazek Obrazek
Inne Postacie:
Nemain, Lucien, Elleanore,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
GG:
62468988
Grupy:
Dołączył(a):
So mar 04, 2017 11:17 pm
Ostatnia wizyta:
N kwi 23, 2017 5:03 pm
Liczba postów:
50 | Znajdź posty użytkownika
(0.07% wszystkich postów / 0.35 posty dziennie)
Ostatni post:
[Karczma w Arturonie] W pół drogi
Wt lip 18, 2017 1:55 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Szczyty Fellarionu
(Posty: 39 / 78.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Las] Tropem Mistrza Złodziei, ciąg dalszy
(Posty: 39 / 78.00% postów użytkownika)
cron