Profil użytkownika Ratri

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Eostre (na co dzień używa imienia Ratri).
Rasa: Maie
Wiek: około 3000 lat (5 lat od przybycia do Alaranii)


Aura

Emanację z pewnością należy zaliczyć do specyficznych i nietypowych. Jej barwy zmatowiały pod naporem tysięcy lat, ale zdaje się nabywać świadomość ruchową dopiero teraz. Jednak nie chodzi tu o brak giętkości, aura potrafi nabyć niezwykle głębokich łuków, ale robi to w sposób zaskakujący, nieco niezborny, jakby próbowała nauczyć się przetrwania w nowym środowisku. Zjeżona szpikulcami mroźnego srebra ociepla swój obraz miedzianą gładzią. Koi barachitową miękkością, która w sposób grafitowy przechodzi do twardych powierzchni w kolorze cyny. Otacza ją płachta złożona ze wszystkich żywiołów, bowiem w ametystowej poświecie czuć wolną woń lasu. Słodki miód zlepia dziko wargi, a kwiaty mogą wywołać mylne wrażenie kwaśnego posmaku. Płynie gęstym dźwiękiem szmeru wody utrzymując ten stały i głęboki ton. Szepcze bardzo zalotnie liśćmi do ucha, kilkoma głosami na raz zlewających się w jedną, błogą melodię. Ich echo nie przygniata, nie męczy, aczkolwiek utrzymuje się przez baaaardzo długi okres czasu, co wskazuje na niebywałą siłę. Lecz zgubny bywa los dla tych, którzy wierzą w jej bezgraniczny ład i harmonię. Potrafi zerwać się w nagłym chaosie, pozwala pochłonąć topazowym łańcuchom i zapiec kilkoma pikantnymi ogniwami na języku.


Wygląd

Jest istotką niewysoką, gdyż do jednego sążnia wzrostu brakuje jej niecałej piędzi, a jej waga mieści się w zaledwie pięciu kamieniach. Chociaż jej cera jest jasna, nie bije po oczach bladością, lecz łowi każdy promień słońca i zamienia go na ciepły blask, jakby cień opalenizny na skórze. Ratri ma owalną buzię o delikatnych, dziewczęcych rysach, zupełnie zwyczajnym nosek, oraz pełne usta, których kolor od razu przywodzi na myśl dojrzewające w słońcu brzoskwinie. Dzięki swojej aparycji mogłaby sprawiać wrażenie, jakby miała nie więcej niż 17 lat, gdyby nie wyraźnie zaznaczone kobiece kształty w postaci dość rozwiniętego biustu oraz zaokrąglonych bioder i pupy. Szczupłe, ale miękkie ciało ukazuje delikatne zarysy mięśni jedynie podczas wysiłku, zazwyczaj sprawiając wrażenie niezwykle delikatnego, a smukłe ręce i nogi optycznie nieco wydłużają sylwetkę Ratri. Ma bardzo długie włosy, w kolorze jasnego srebra, sięgające niemal jej kolan. Nierówne w długości, sprawiają, że wokół twarzy Maie zawsze błąkają się luźne kosmyki i jedynie równo przycięta nad czołem grzywka posłusznie trzyma się swojego miejsca, niemal zupełnie przykrywając ciemne brwi.

W wyglądzie Maie jest jednak kilka elementów, które od razu rzucają się w oczy i odbierają dziewczynie trochę uroku. Jej smukłe palce nie kończą się schludnymi jasnymi paznokciami, jak można by się było tego spodziewać, lecz długimi, czarnymi i wyjątkowo ostrymi szponami, przywodzącymi na myśl ptasie pazury. Chociaż w strukturze skóry nie widać żadnej różnicy, niemal na całej długości palców jest ona przebarwiona na czarno, nieregularnie, jak gdyby Ratri zanurzyła dłonie w popiele z ogniska. Najbardziej jednak rzucają się w oczy jej… oczy. Duże, niemal pozbawione źrenic tęczówki płoną jasną czerwienią, nadając spojrzeniu Maie grozy nawet wówczas, gdy ta próbuje żartować. Zdają się po prostu martwe, nie odzwierciedlając humoru Ratri ani nie pozwalając na uronienie łzy, a długie, czarne rzęsy i naturalnie ciemna oprawa oczu niestety nie dodają im łagodności.

Ubiera się swobodnie, starając się pogodzić w miarę akceptowalny społecznie wizerunek z wygodą i własnymi preferencjami. Zazwyczaj ma na sobie powłóczyste spódnice, składające się tak naprawdę z odpowiednio złączonych pasm materiału tak, by nie krępowały ruchów. Górną część ciała okrywa zazwyczaj luźna i dość skąpa szata, skrywająca krągłe wdzięki Maie jedynie w granicach rozsądku i nie bardziej. Zazwyczaj chodzi boso, chociaż w chłodniejsze dni decyduje się na sięgające połowy łydki sznurowane buty z miękkiej skóry, a na ramiona narzuca czarne ponczo z cieplejszej tkaniny. Kolorystyka niemal zawsze ciemna, od brunatnych po czarne, przy czym ponurość stroju nie jest zamierzona, w takich barwach po prostu gustuje Ratri. Poza tym większość odzieży tworzy sama, a nie stać jej na drogie, kolorowe tkaniny, chociaż nie przeszkadza jej to wcale, lubi swoją szaro-burość.

Ciężko również nie dostrzec korony wieńczącej głowę Maie. Chociaż dla postronnego obserwatora może się ona wydać dość ekstrawaganckim dodatkiem, dla Ratri jest uzupełnieniem jej wyglądu takim samym jak odzież czy towarzyszące jej często zwierzęta. Jak to mówi, jest i już, nie ma sensu drążyć tematu. Sama korona składa się z solidnych bawolich rogów, ptasiej czaszki i piór oraz licznych gałązek i, okazjonalnie, kwiatów, gdy jest na nie sezon.

Zazwyczaj porusza się dość ostrożnie, lekko, sprawiając wrażenie, jakby uważała na każdy swój krok, nie znając dobrze terenu. Przez to wiele osób mylnie ocenia ją, jako osobę powolną, jednak Maie jest wyjątkowo szybka, zręczna i ma niebywały refleks, co zazwyczaj widać, gdy płynnie uchyla się przed atakiem. Uśmiech ma łagodny i spokojny, jednak gdy ktoś ją naprawdę rozbawi, jej dźwięczny i beztroski śmiech szybko staje się zaraźliwy, udzielając się otoczeniu. Ze względu na to, że Ratri często towarzyszą w podróży zwierzęta, może się zdarzyć, że i na niej osiądzie jakiś ptak, łypiąc czujnym okiem na każdego obcego, albo jakiś pajęczak zacznie wić sobie sieć między rogami jej korony. Dziewczynie zupełnie to nie przeszkadza i nigdy nie przegania swoich zwierzęcych przyjaciół, jeśli nie ma takiej potrzeby.


Charakter

Ratri jest bardzo pozytywnie nastawiona do świata i cieszy się każdym jego elementem, każdym tworem. Wierzy, że w każdym jest dobro i stara się je za wszelką cenę odnaleźć, nie dając się odtrącić złemu pierwszemu wrażeniu, czy pozorom stwarzanym przez nieufne jednostki. Cierpliwością, szczerym uśmiechem i nieustępliwością burzy wszelkie mury, które budują wokół siebie ludzie, bojąc się dopuścić kogoś bliżej. Nie oznacza to wcale, że jest pewna siebie czy rozrywkowa, wręcz przeciwnie. Ma po prostu podejście do ludzi, w jakiś sposób potrafi odgadnąć, co ich gnębi, z czym się borykają… albo po prostu umie słuchać i jest spostrzegawcza. Faktem pozostaje, że łatwo zjednuje sobie ludzi, mimo że sama nie zawsze może liczyć na dobre pierwsze wrażenie, często szokując swoim nietypowym wyglądem. Chociaż kiedyś nie miała z tym żadnego problemu, w Alaranii okazało się, że dość mocno wyróżnia się z tłumu, a częste wytykanie jej palcami sprawiło, że stała się bardziej nieśmiała. Nadal jednak potrafi podejść i zagaić do obcej osoby.

Jeśli chodzi o podejmowanie decyzji, przede wszystkim kieruje się dobrem natury i innych, a dopiero później swoim. Pomaga bezinteresownie każdemu potrzebującemu, nie dociekając, czy jest to osoba uważana powszechnie za dobrą czy złą. Nie jest próżna ani chciwa, nie zna zazdrości ani zawiści. Wystarczy jej spokój, czy uśmiech na czyjejś twarzy. Cieszy się z takich drobiazgów, jak promienie słońca na twarzy, śpiew ptaków, czy śmiech dzieci. Szybko podłapuje nowe zajęcia czy umiejętności, nigdy się nie nudzi.

Do ludzi ciągnie ją naturalna ciekawość, jedynie wzmagana przez różnorodność ras w tej nowej krainie, gdyż mimo trzech tysięcy lat na karku, Ratri pozostaje pełna młodzieńczej dociekliwości i spragniona wiedzy. Równie chętnie spędza jednak czas samotnie, czyli jedynie w towarzystwie zwierząt, wśród których czuje się najswobodniej, gdzie niczego nie musi udawać i nikt jej się nie przygląda. Wilkom jest wszystko jedno, czy ma pazury czy palce, a ptakom podoba się jej korona, bo mają gdzie przysiąść. Potrafi zarówno nie odzywać się do nikogo tygodniami, spędzając czas w lesie na medytacji lub pracy, lecz można ją również przyłapać na prowadzeniu dialogów z jej milusińskimi przyjaciółmi (z tym, że słychać tylko jednego rozmówcę). W towarzystwie zdarza jej się być duszą towarzystwa, gadatliwą i roześmianą. Równie dobrze jednak można dostrzec ją siedzącą wśród innych w ciszy, ze splecionymi nogami, na których opiera ręce, a na dłoniach brodę, wpatrując się w swoich rozmówców i ucząc się nowych rzeczy.

Atrybuty

Krzepa:Wytrwały, Wrażliwy,
Zwinność:Bardzo zręczny, Bardzo szybki, Perfekcyjny,
Percepcja:Dobry wzrok, Czuły słuch, Przytępiony smak, Wyostrzone czucie, Wyczulony na magię,
Umysł:Bystry, Ineligentny, Silna wola,
Prezencja:Piękny, Godny, Władczy,

Cechy specjalne

Maie [D]Wraz z pojawieniem się w Alaranii, Ratri jakimś cudem utraciła swoją istotę, by nie powiedzieć boskość, i przyjęła postać Maie, a wraz z nią zyskała nowe cechy rasowe. Intuicyjne poznawanie terenu okazało się niesamowicie przydatne w nowym świecie, podobnie jak przeczuwanie nadchodzącej pogody czy nadejścia innych istot. Jej energetyczność została ukierunkowana na możliwość własnej regeneracji lub uzdrawiania innych istot, zwierząt lub roślin. Całkowicie nowa i fascynująca stała się dla Maie możliwość przemiany w dowolną istotę żywą. Chociaż ogólnie obarczona dużym kosztem energetycznym, przy zachowaniu kilku podstawowych matryc, zdolność ta pozwala na szybką transformację przy minimalnym. Ratri trzyma się dla wygody dwóch podstawowych postaci – kruka (ku pamięci Szeptu) oraz wilka.
Dziecko Natury [D]Ratri najlepiej czuje się na łonie natury i o wiele łatwiej jest jej czerpać stamtąd energię. Miasta z kolei, chociaż wielce dla niej fascynujące, są jednocześnie wyjątkowo męczące i powodujące uczucie dezorientacji. Jej silne połączenie z naturą wspomaga mowa roślin, wiatru i ziemi, oraz wyjątkowa więź z wszelkimi żyjącymi zwierzętami, które naturalnie lgną do Maie, będąc podatne na wszelkie jej sugestie. Ratri potrafi porozumiewać się z nimi w nie mniejszym stopniu niż z ludźmi, a chociaż formy przekazu często bywają różne, nie ma to wpływu na ich wzajemne rozumienie.
Szał [S]Chociaż bardzo trudno jest doprowadzić Ratri na granicę cierpliwości, nie jest to niemożliwe, a wówczas kompletnie traci ona nad sobą kontrolę siejąc wokół zniszczenie. Zapalnikiem dla takiego jej zachowania są zazwyczaj jakieś wyjątkowo bulwersujące ataki na naturę (lub ewentualnie ludzi). Wówczas wrażliwa i delikatna dotąd istotka staje się żywiołem nie do zatrzymania, wyładowując swoją wściekłość na delikwencie albo do jego poddania się albo aż wyczerpie ona swoje siły, przy czym zazwyczaj kończyło się tą drugą ewentualnością. Kosztuje ją to ogromną ilość energii, zarówno wskutek utraconych sił i zużycia magii, jak również w postaci niewyobrażalnych wyrzutów sumienia. Stan, w który wpadała po takim szale można by przyrównać do kaca moralnego, tylko spotęgowanego do stopnia, w którym przytłacza on zupełnie świadomość, szarga nerwy i częściowo paraliżuje umysł i ciało, sprawiając, że Ratri po takim ataku może dochodzić do siebie nawet kilka dni. Nie chodzi tu tylko o regeneracje sił, ale także o pogodzenie się we własnym umyśle z rzeczami, które zrobiła podczas swojej niepoczytalności: zniszczoną roślinnością, zranionymi ludźmi lub, co gorsza, zwierzętami, i innymi skutkami ubocznymi utraty kontroli. Nim Maie pozbiera się po czymś takim, przebywa w stanie zbliżonym do katatonii, sama siebie nękając wspomnieniami i winiąc za dokonane zniszczenia.
Związana imieniem [K]Chociaż powstała jako Eostre nigdy nie używa tego imienia. Posługuje się wszystkimi innymi, jakie zostają jej nadane, trzymając się różnych określeń w zależności od miejsca, czasu, osoby, z którą ma kontakt, lub własnej zachcianki. Swoje prawdziwe imię zdradziła w przeszłości tylko raz i niemal przypłaciła to życiem. Każdy bowiem, kto pozna jej prawdziwe imię, ma ją na swoje każde wezwanie, a Ratri zmuszona jest w jakiś niezrozumiały sposób spełniać wszystkie żądania, skierowane do niej pod jej prawdziwym imieniem. Granice jej działań są dwie. Pierwszą są jej faktyczne umiejętności i moce. Jeśli coś leży poza dziedzinami, które zna, po prostu nie będzie w stanie spełnić rozkazu. Jeśli jednak rozkaz dotyczy czegoś, co jest w stanie zrobić, jednak jest to po prostu poza zasięgiem jej możliwości pod względem mocy, Maie i tak będzie zmuszona do podjęcia próby wykonania rozkazu. Jeśli proces nie zostanie przerwany, Ratri wyczerpie po prostu całą swoją energię, próbując dokonać czegoś poza jej możliwościami, aż do zupełnej utraty energii i śmierci. Niestety nie znalazła jeszcze sposobu na wyzwolenie się spod władztwa takiej osoby, dlatego na wszelki wypadek nikomu nie zdradza swojego prawdziwego imienia.
Widzenie w ciemnościach [Z]Chociaż jej oczy nie są najpiękniejsze, spełniają dobrze swoją rolę, a ponadto mają jedną dodatkową cechę. – Ratri w ciemnościach widzi doskonale, nie raz lepiej niż w dzień. Nie ma dla niej czegoś takiego, jak nieprzenikniony mrok, nawet w najbardziej pozbawionym światła miejscu dostrzeże choćby kontury otoczenia. Niestety przystosowanie jej oczu do ciemności wiąże się z tym, że każde ostrzejsze źródło świata, np. znajdująca się blisko pochodnia czy lampa, zaraz oślepiają dziewczynę, męcząc wzrok, który nie może dostosować się do tak jasnego punktu w ciemnościach, gdyż wówczas ta różnica jest zbyt silna.

Umiejętności

Przetrwanie [AM] Przez ponad trzy tysiące lat doskonale nauczyła się sztuki przetrwania. W jej przypadku obejmowało to zarówno codzienne utrzymywanie się przy życiu i wychodzenie cało z opresji, jak również trwanie na świecie przez milenia, niezależnie od tego, co działo się wokoło niej.
Kreomagowanie [M] Podczas studiów magicznych nauczyła się, jak tchnąć magię w zwykłe przedmioty, nadając im nowe cechy, magiczne właściwości. Chętnie i pilnie rozwijała tę umiejętność, odszczepiając od niej także umiejętność tworzenia amuletów.
Zielarstwo [M] Nauka tej umiejętności przychodziła jej mimowolnie, chociaż Ratri i tak nigdy jej nie unikała. Władanie mową roślin pozwala jej na odkrywanie właściwości nawet tej roślinności, z którą wcześniej nie miała styczności. Sporządzanie mikstur, naparów i maści było doskonałe do leczenia ran i dolegliwości, do których nie było konieczności stosowania magii.
Uniki [M] Brak umiejętności bitewnych, czy jakichkolwiek chęci do walki, nie znaczy, że Maie nie jest atakowana. Póki może jednak woli unikać walki, stosując uniki, zazwyczaj tak długo, aż przeciwnik się znudzi.. Jest niezwykle szybka i ma dobry refleks, a także potrafi odpowiednio wykorzystać wszystkie inne swoje umiejętności, zarówno mechaniczne, umysłowe, jak i magiczne, by uniknąć ciosu/ataku.
Anatomia [M] Lata uzdrawiania rannych i leczenia chorych, a także codziennej opieki nad ludźmi, innymi istotami i zwierzętami sprawiły, że doskonale poznała anatomię wszystkich tych stworzeń. Nauczyła się również zależności pomiędzy różnymi organizmami, dzięki czemu potrafi odnaleźć się nawet w sytuacji leczenia istoty wcześniej jej nieznanej.
Odnajdywanie źródeł magii [W] Jako Maie czerpie energię z otoczenia, więc szybko opanowała umiejętność odnajdywania potencjalnych źródeł magii.
Tworzenie amuletów [W] Dzięki zdolności kreomagowania potrafi tchnąć w zwykłe przedmioty magię, często ukierunkowując ją na jeden określony cel. W ten sposób tworzy amulety, posiadające właściwości związane z magią, którą włada Maie, tak by działały na rzecz właściciela również bez jej ingerencji.
Botanika, budowa roślin [W] Wykształcona podczas rozwijania umiejętności zielarstwa. Ponadto Ratri ma słabość do kwiatów i marzy jej się stworzenie zupełnie nowego gatunku kwiatu. Na razie jednak zaspokaja się mieszaniem różnych szczepów i tworzeniem nowych odmian roślin.
Wiedza tajemna [W] Tysiące lat studiowania magii nie mogły obyć się bez zgłębiania wiedzy teoretycznej. Ratri uczyła się nie tylko o arkanach, którymi sama władała, ale także o istnieniu i działaniu innych.
Jeździectwo [W] Potrafi jechać niemal na każdym zwierzęciu zdolnym do uniesienia jej. Jest to wynik połączenia jej umiejętności jeździeckich i naturalnej uległości wszelkiej zwierzyny, która nie widzi najmniejszego problemu w przetransportowaniu drobnej istoty. W końcu to, że Ratri opanowała umiejętność teleportacji nie oznacza, że ciągle pojawia się i znika, zamiast poróżować jak normalny człowiek... czy istota…
Skradanie się [W] Nie robi tego umyślnie, po prostu jej naturalny sposób poruszania się jest niezwykle cichy. Ponadto umie odpowiednio wykorzystać ukształtowanie terenu, wiatr i inne aspekty, by przemknąć niezauważenie. Może oczywiście również nagle pojawić się za kimś. To też w pewien sposób rodzaj skradania się.
Tropienie [W] W momencie, kiedy kogoś lub czegoś szukasz, i pomagają ci zwierzęta, wiatr i ziemia.. naprawdę trudno tego kogoś/czegoś nie znaleźć.
Taniec [W] Pojmowanie poziomu tej umiejętności może być kłopotliwe, w zależności od oceniającego. Ratri bowiem nie zna żadnych tańców dworskich, a jedynie okazjonalnie zdarza jej się podskakiwać do rytmu muzyki w tawernach. Dla niej jednak taniec jest czymś innym. Ona nie potrzebuje muzyki, ani parkietu. Wystarczy jej szum drzew i mech pod stopami. Potrafi wirować wokół ogniska w rytm sobie tylko znanej melodii, angażując do tańca zarówno ewentualnych ludzkich współtowarzyszy, jak i zwierzęta. Nie dla każdego jest to coś pięknego, niektórzy przechylają głowę z powątpiewaniem, uznając ją za osobę zupełnie pomyloną. Dla Maie jednak taniec jest formą wyrzucenia z siebie nadmiaru energii, podziękowania naturze, czy wręcz dania jej czegoś. Chociaż magią włada poprzez rozkazy, często zdarza jej się, w amoku, tańczyć w międzyczasie. Nie ma to wpływu na siłę zaklęć (chyba, że jest to część rytuału), a jedynie pozwala jej się wczuć w otoczenie i magię.
Pływanie [O] Opanowała tę umiejętność jeszcze zanim zaczęła władać magią żywiołu. Nie jest to żadna jej ulubiona czynność, ale żyjąc tyle lat na świecie nie sposób nie opanować pewnych podstawowych umiejętności.
Czytanie i pisanie [O] Chociaż w swoim świecie była w tym doskonała, tutaj dopiero opanowuje nowy język i pismo.
Rytualizm i szamanizm [O] Chociaż sama włada magią za pomocą rozkazów, zaznajomiona jest z odprawianiem rytuałów, zwłaszcza że był to najczęstszy sposób przyzywania jej przez jej wyznawców.
Śpiew [O] Po prostu umie i lubi śpiewać. Zazwyczaj robi to, gdy jest zupełnie sama (nie licząc zwierząt), gdyż po prostu uznaje to za swoją bardzo prywatną sprawę i nie przepada za dzieleniem się tym elementem jej osoby z innymi. Albo po prostu się wstydzi, kto wie.
Sporządzanie trucizn [O] Można nazwać to efektem ubocznym znajomości zielarstwa i botaniki. Ratri doskonale wie, jakich roślin użyć i w jaki sposób, by sporządzić z nich napar, maść czy proszek, mogący zaszkodzić innym. Nie robi tego jednak często, jest to sprzeczne z jej naturą.
Wiedza o światach [P] Na razie zna dwa. Terranię, skąd przybyła, i Alaranię, którą dopiero poznaje.
Krawiectwo [P] To po prostu sprawia Eostre przyjemność i zajmuje jej czas, dostarczając rozrywki. A to, że przy okazji powstają stroje, które sama później nosi – profit. Poza tym pozwala to na wyzwolenie artystycznej części jej osoby, jak również pomaga przystosować się do świata, gdzie nie wszystko już zostanie podane jej na tacy, lub nie powstanie magiczie, lecz Ratri będzie musiała faktycznie wykonać ubranie własnoręcznie, jeśli chce mieć w czym chodzić, a nie ma pieniędzy na kupno gotowego.
Kulturoznawstwo [P] Z fascynacją poznaje nowy świat, w którym się znalazła. Siłą nawyku uczy się reguł, których należy tu przestrzegać, oraz sposobów zachowania się, charakterystycznych dla danego miejsca.
Pismo runiczne [P] Chcąc kontynuować naukę magii w Alaranii, dziewczyna musiała opanować chociaż podstawy pisma runicznego. Idzie jej to jeszcze dość opornie, jednak pozwala na odczytanie najprostszych formuł.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Przestrzeni [AM]
Życia [M]
Ziemi [M]
Wody [A]
Powietrza [U]

Magiczne przedmioty

Szept [ZAK]Czaszka spoczywająca niepozornie w koronie na głowie maie należała do wyjątkowo gadatliwego ptaka z poprzedniego świata Ratri. Szept był jej przyjacielem i doradcą, lecz nie był nieśmiertelny, jak jego towarzyszka. Niezwykła więź między nim a Eostre sprawiła jednak, że cząstka tożsamości pozostała w szczątkach ptaka i dalej towarzyszy maie. Jego magiczną właściwością jest to, że rozumie wszystkie języki, nie tylko funkcjonujące w ich dawnym świecie, lecz rozpoznaje nawet te, które słyszy po raz pierwszy. W ten sposób szepcze Ratri do ucha tłumacząc nieznaną jej mowę. Podczas przemiany maie, Szept ląduje jednak w obrączce razem z całą resztą ekwipunku i wówczas dziewczyna może polegać jedynie na własnej wiedzy. Pomoc Szeptu w komunikowaniu się kosztuje jednak Maie nieco energii, dlatego dłuższe tłumaczenia z obcego języka mogą dziewczynę męczyć.
Obrączka [ZAK]Srebrna obrączka została wykonana przez zaprzyjaźnionego (wierzącego) jubilera, natomiast Ratri tchnęła w nią magię, pozwalającą na przechowywanie jej odzieży i ekwipunku, podczas przemiany w inną istotę. Obrączka wówczas dostosowuje się kształtem i wielkością do wymaganej formy, dlatego bez problemu pasuje na przykład na nogę kruka czy łapę wilka.

Towarzysz

Sole
Sole to czarny basior, który wyruszył za Maie, gdy ta opuszczała chatę Bjorna. Wiedziała, że był samotnikiem, mimo że okazjonalnie kręcił się blisko okolicznej watahy, często stamtąd przeganiany. Nie miała nic przeciwko jego towarzystwu, wręcz przeciwnie, ta dwójka bardzo szybko się zaprzyjaźniła, a Ratri z przyjemnością stwierdziła, że zwierzę jest wyjątkowo bystre. Od wyruszenia z domostwa nie opuszczał jej na krok, robiąc wyjątki jedynie, gdy dziewczyna znikała na kilka dni w mieście. Wówczas potrafił jednak siedzieć bez przerwy na granicy lasu, wypatrując kiedy Maie opuści to paskudne miejsce i będą mogli ruszyć dalej.
Sole jest potężnym czarnym basiorem, który oprócz nieco większych gabarytów, nie różni się wyglądem od innych przedstawicieli swojego gatunku. Jego zachowanie zmieniło się jednak, od kiedy podróżuje z Maie i chociaż nadal jest dzikim zwierzęciem, zyskał pewnego rodzaju panowanie nad pierwotnymi instynktami, można wręcz powiedzieć, że zaczął się w pewien sposób kontrolować, a na pewno słuchać poleceń swojej towarzyszki. Nadal pozostaje nieufny, zwłaszcza jeśli ktoś się do niej zbliża, ale nie atakuje już bezmyślnie, dając szansę obcemu na udowodnienie braku złych intencji.

Historia

Znalazłem ją w środku lasu, niedaleko mojego domostwa. Był środek nocy, lecz na zewnątrz wykurzył mnie potężny huk, jakby kilka drzew na raz runęło na ziemię. Z lampą w jednej ręce i siekierą w drugiej, żadnej innej broni akurat pod ręką nie miałem, wypadłem z chaty, szukając źródła hałasu. Mogłem wrócić po chwili, upewniwszy się, że nie było to nic w mojej najbliższej okolicy, lecz ciągnięty nieznaną siłą zagłębiałem się bardziej w las, szukając.. sam nie wiedziałem czego. Ale wiedziałem od razu, gdy to znalazłem. W ziemi była dziura. Nie pamiętam, jak to się profesjonalnie nazywało, dla mnie była to po prostu gigantyczna wyrwa w gruncie, w środku lasu. A w niej, na samym dnie, leżała dziewczyna. Pamiętam, że moją pierwszą myślą, było to, że jednak kobieta spadła mi w końcu z nieba, ale nie wygłaszałem tego wątpliwej jakości dowcipu na głos. Odłożywszy siekierę i lampę na krawędzi krateru (tak to się nazywało!), bez wahania zacząłem zsuwać się na dół. Co prawda odwagi nigdy mi nie brakowało, ale z perspektywy czasu muszę przyznać, że tego dnia miałem jaja ze stali. Nie mogłem jednak odwrócić od niej wzroku. Z niemałym trudem wyniosłem ją nieprzytomną na powierzchnię tylko po to, żeby natknąć się na watahę wilków. Stałem, zbaraniały zupełnie, ze strachu i szoku jednocześnie, jednak zwierzęta nie atakowały, obserwując mnie jedynie czujnie, błyszczącymi w nocy ślepiami. Nie potrafię powiedzieć jak długo tak sterczałem, z omdlałą dziewczyną na rękach, nim w końcu krew ponownie zaczęła krążyć mi w żyłach i ruszyłem przed siebie. Nie wiem czego się spodziewałem, ale na pewno nie tego, że drapieżniki rozstąpią się przede mną i pozwolą przejść, tylko po to, by podążać za mną całą drogę do domu. Nie muszę chyba mówić, że w szoku pozostawiłem siekierę i lampę przy dziurze w ziemi i do chaty wracałem zupełnie na omacku. Poza tym też nie wiadomo na ile by mi się zdało oświetlanie drogi, gdyż zupełnie nie zwracałem na nią uwagi, wpatrując się jak zaklęty w twarz dziewczęcia w moich rękach. Była piękna (nawet z tymi pazurami zamiast palców). Dobrze, że wtedy nie otworzyła oczu, bo bym ją chyba upuścił, piszcząc ze strachu, jak mała dziewczynka. Jej włosy unosiły się same w powietrzu, a ja wtedy, w szoku, zamiast zastanawiać się nad tym fenomenem, cieszyłem się, że nie plączą mi się pod nogami. Gdybym wiedział, że widzę to zjawisko ostatni raz pewnie przywiązałbym do tego więcej uwagi. Jednak byłem tak zaprzątnięty misją doniesienia tego małego duszka do domu, że nie myślałem o niczym innym.

Początki były trudne. Przede wszystkim dlatego, że pierwsze kilka chwil po przebudzeniu (a przebudziła się dopiero po kilku dniach, od kiedy ją znalazłem i byłem już prawie pewien, że nie żyje, tylko oddychała bezczelna!), miotała się jak szalona po chacie, po czym wybiegła na zewnątrz i zniknęła w lesie. Byłem pewien, że tyle ją widziałem, jednak wróciła pod wieczór, spokorniała i oszołomiona. Ja z kolei miałem czas, żeby oswoić się z jej nietypowym wyglądem i nie panikować za każdym razem, gdy spoczywało na mnie spojrzenie czerwonych ślepi, w końcu drwalowi nie przystoi dać się tak dziewczynce nastraszyć. A właśnie.. okazało się, że ta dziewczynka ma około 3000 tysięcy lat i pochodzi z innego świata, w którym była bóstwem. Dobre nie? Ale się wściekła, gdy zacząłem się opętańczo śmiać. Naprawdę nie miałem nic złego na myśli, to z nerwów!

Swoją historię opowiadała mi przez kilka tygodni, a ja słuchałem.. i zakochiwałem się w niej jak głupi.


***


Bardzo starałem się nie śmiać, gdy widziałem jak obraca w ustach ciężkie dla niej, nowe słowa.
- Jajko – mruknęła wskazując na owoc.
- Blisko, jabłko - poprawiłem ją, lekko się uśmiechając, a ona łypnęła na mnie spod ciemnych brwi i znów zaatakowała owoc wzrokiem, jakby miało jej to pomóc w zapamiętaniu słowa. Sprawiła jedynie, że jabłko uniosło się nieco w powietrzu i zawisnęło nad stołem.
- Bliskojabłko – odparła nagle, a ja nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem.
- Nie śmiej! – fuknęła na mnie równie zła, co zdziwiona. – Źle ja powiedziała?
- Przepraszam – mruknąłem, unosząc ręce w obronnym geście, mimo że uśmieszek wciąż hulał mi na ustach. – Jabłko.
- Jabłko – powtórzyła.
- Bardzo ładnie – pochwaliłem ją, a ona uśmiechnęła się wesoło, by zaraz spojrzeć na mnie zalotnie.
- Ja ładna? – zapytała trzepocząc teatralnie rzęsami, a ja pokiwałem jedynie głową, podświadomie podłapując jej dziwny sposób mówienia.
- Ty bardzo ładna.
Uczyła się niesamowicie szybko, chłonąc słowo za słowem i ciągle pytając o kolejne. Pokazywała na wszystkie przedmioty w mojej chacie, każąc mi je nazywać, a gdy się skończyły, wyciągnęła mnie do lasu, by zrobić remanent zwierząt i roślin. W tym ostatnim pomagała jej bardziej ta upiorna czacha w koronie, ja się średnio znałem na nazwach kwiatków. Gdy było jej mało, szła do miasta i zaczepiała losowych ludzi, usiłując się z nimi dogadać. Czasem wychodziły z tego sytuacje zabawne, czasem musiałem interweniować, gdy pomyliła słowa i kogoś niechcący obraziła. Ale w sumie to też było śmieszne.


***


- Opowiesz mi o nim?
- O moim świecie?
- Uhm. O tym, kim tam byłaś..
Milczała długo, bawiąc się swoimi białymi włosami, rozsypanymi na kolanach. Widziałem, że ciągle nie może się przyzwyczaić, że nie unoszą się już same, tylko opadają na jej plecy gdy idzie, lub jak teraz, spoczywają wokoło niej, gdy siedzi ze mną na podłodze przed kominkiem. Widziałem tylko raz jak lewitują, gdy ją znalazłem. Później już nigdy więcej tego nie zrobiły.
- Mój świat nazywała się Terrania. Byłam tam.. hm, u nas mówili bóstwo, bogini. Wtedy byłam z tego dumna, tutaj ja muszę unikać w ogóle tego słowa, bo ludzie szaleją, albo wyśmiewają mnie. - W jej głosie wyczułem delikatną gorycz, lecz zaraz zniknęła, gdy Ratri kontynuowała. - Zrodziła ja się z ludzkiej wiary, powstała, jako twór wyobrażeń, od razu taka, jaką ty mnie widzi teraz: dorosła, w pełni uformowana fizycznie i psychicznie..
- Nie byłaś dzieckiem?
- Nie. Może dlatego mam do nich taką słabość. Małe ludzie.. doświadczyłam dużo w ciągu mojego długiego życia, lecz nigdy nie miała ja dzieciństwa, a wydaje się ono wspaniałe.
- Nie zawsze jest kolorowo - wtrąciłem odruchowo, nim zdążyłem ugryźć się w język. Zobaczyłem zaciekawienie na jej twarzy, lecz nie był to dobry moment na tą historię, dałem jej znać, by kontynuowała. Przyglądała mi się jeszcze chwilę nim podjęła opowieść.
- Całe swoje istnienie ja służyła ludziom i naturze, do tego czuła się powołana. Od zawsze byłam blisko ze zwierzętami i roślinnością, na łonie przyrody było mi najlepiej. Moja hmm.. to słowo... ingerencja! w życie ludzkie była jedynie na ich jasne żądanie w postaci modlitw, czy przyzwania mnie bezpośrednio poprzez rytuał czy złożoną ofiarę.
- Składali ci ofiary? - wytrzeszczyłem oczy odruchowo, a ona uśmiechnęła się lekko.
- Spokojnie, to były tylko dary natury, ewentualnie produkty wykonane przez ludzi własnoręcznie. Nie mówię, że nie było, że polała się krew, ludzka lub zwierzęca, jednak wtedy ja dawała im wyraźnie do zrozumienia, że nie będę tolerować takich praktyk - powiedziała wprost, a mnie ciarki przeszły po plecach. Była śliczna, ale nie chciałbym jej podpaść.
- Mogłaś to co teraz? Wiesz, magią?
- Och, byłam o wiele potężniejsza. Po przybyciu tutaj zauważyłam, że nie tylko nie mogę osiągnąć tych poziomów swoich mocy, które znałam, ale wręcz do niektórych nie mam zupełnie dostępu. Nie wiem dlaczego tak się stało, jakby wpadnięcie w granice tego świata odarło mnie z mojej boskości, zabrało część mojej magii. Miałam niemal pełne władztwo nad żywiołami, pogodą, przestrzenią.. ah długo by opowiadać. Będzie mi tego brakowało. Teraz jestem tylko.. jak mówiłeś, że nazywa się ta moja rasa?
- Maie.
- Jestem Maie..


***


Zdiagnozowaliśmy ją z pomocą mojego zaprzyjaźnionego maga. Sympatyczny, ale starszy facet, więc nie bałem się, że mi moja dziewczyna-nie-z-tej-ziemi z nim zwieje. W każdym razie zrobiliśmy jej mały tor przeszkód, on ją z czegoś odpytał, pobadał, wysłuchał i zawyrokował, że Maie. No jak Maie to Maie, kim my jesteśmy, żeby protestować. Poza tym Ratri szybko go polubiła i zaczął pojawiać się u nas regularnie, przywożąc coraz większe sterty ksiąg ze sobą. Potrafili całymi dniami siedzieć przed chatą i się uczyć. Raz milczeli zupełnie, zagrzebani w jakichś pergaminach, innym razem udowadniali sobie, kto jest bardziej uzdolniony magicznie, aż pniaki latały po polanie. Lubiłem patrzeć, z jaką przyjemnością się uczy, jak bardzo fascynuje ją wszystko, co nowe. Po pewnym czasie to ona zaczynała uczyć jego i widziałem, że imponuje mu wiedza Maie na temat roślinności, przede wszystkim, ale też w innych dziedzinach. Minęło co prawda trochę czasu nim mój znajomy mag przyzwyczaił się, że Ratri zawsze towarzyszą jakieś zwierzęta i że ma szczęście, jeśli to tylko kilka ptaków na jej koronie, ramionach i kolanach. Ja musiałem znosić regularne watahy wilków pod oknami, niedźwiedzia na drodze do wychodka i króliki w kuchni. Ale wystarczyło, że ta mała białowłosa dziewczyna uśmiechnęła się do mnie przepraszająco i nawet węży już nie wyrzucałem z łóżka. A co mi tam, ważne, że mam ją.


***


- Jak się tu dostałaś?
- Hm?
Przyjaciel Bjorna przyglądał mi się uważnie. Miałam wrażenie, że uważa, że coś przed nim ukrywam, ale nie miałam lepszych odpowiedzi. Siedzieliśmy na polanie przed chatą, obłożeni księgami z zaklęciami i otoczeni przez zwierzęta. Z oddali słychać było głuche uderzenia siekiery i trzask rozłupywanych pniaków.
- Mówiłam ci.
- Powiedz jeszcze raz.
Zamknęłam księgę, którą miałam na kolanach i splotłam na niej dłonie.
- Teleportowałam się.
- Skąd wiedziałaś jak tu trafić?
- Nie wiedziałam! Eh.. No dobrze, od początku. Mówiłam ci, że mój świat.. on się rozwijał bardzo szybko, z tym że wraz z rozwojem cywilizacyjnym stawał się coraz bardziej ubogi w magię. A mnie to bardzo osłabiało. To oraz malejąca liczba wierzących, w cokolwiek i kogokolwiek właściwie, zagrażały mojemu istnieniu. Nie wiedziałam co robić. Nie chciałam umierać. Byłam już bardzo słaba i teleportacja na inny świat wydawała mi się jedynym rozwiązaniem.
- Ale mówiłaś, że nie wiedziałaś o istnieniu Alaranii.
- Bo nie wiedziałam. Kiedyś, podczas studiów magicznych, dowiedziałam się, że istnieją inne światy, inne wymiary. Ale nie wiedziałam o nich nic więcej, nie wiedziałam gdzie się znajdują, jakie są, nie wiedziałam nawet, czy jest w nich magia.
- Dużo ryzykowałaś – stwierdził szczerze, a ja pokiwałam gorliwie głową.
- Bardzo dużo.
- Ale to jak się tu znalazłaś? Skoro teleportowałaś się zupełnie w ciemno, nie wiedziałaś o istnieniu Alaranii, ani jej położeniu… jak tutaj trafiłaś?
- Nie wiem.. Wiem tylko tyle ile powiedział mi Bjorn, to jak mnie znalazł, w tej.. hm.. nie pamiętam słowa.. w dziurze w ziemi.
- W kraterze.
- Tak, w kraterze.
Milczałam przez chwilę, on też, widziałam, że oboje myślimy nad rozwiązaniem. W końcu starszy mag podniósł głowę z dziwnym spojrzeniem.
- Mówiłaś, że wierni cię czasami wzywali za pomocą rytuałów. I wtedy wyczuwałaś to i teleportowałaś się do nich.
- No tak – mruknęłam, nie wiedząc do czego dąży.
- A co jeśli tutaj też ktoś ciebie wzywał?
- Co masz na myśli? Przecież tutaj nikt nie wie kim jestem. Ba! Tutaj nikim nie jestem. Jestem tylko tą.. jak jej tam..
- Maie.
- No właśnie, jestem tylko Maie.
- Ale dopiero odkąd się tutaj pojawiłaś. Co jeśli masz tutaj jakichś wyznawców, którzy wiedzieli kim byłaś? Co jeśli to oni ciebie wzywali, a ty teleportując się pozornie w nicość, jakość wyczułaś ich intencje i pojawiłaś się tutaj.
- Wiesz jak nieprawdopodobnie to brzmi?
- Kochana, dla mnie to jest tak samo nieprawdopodobne jak to, że siedzę tutaj i studiuję magię z ex-boginią – powiedział z uśmiechem, a ja odpowiedziałam tym samym. Ale nie mogłam już przestać myśleć o tym co powiedział. Jakkolwiek nierealne były jego słowa, w tej chwili nie miałam lepszego wyjaśnienia na to, co się stało.


***


Przyglądałem jej się bez słowa, gdy pakowała swój skromny dobytek. Przez te kilka lat ze mną nie dorobiła się wielu rzeczy, a większość i tak miała na sobie. Już od kilku godzin kręciła się jednak po chacie, nie mogąc znaleźć żadnego powodu, by dłużej tu zostać, ale najwyraźniej nie mogąc wyjść. Później, jakby wyczuła moje myśli, podeszła do mnie i przytuliła się mocno.
- Muszę iść – zamruczała mi w koszulę, a ja objąłem ją mocniej i pocałowałem w czubek głowy. Odsunęła się by na mnie spojrzeć, więc uśmiechnąłem się lekko.
- Wiem.
- Wrócę!
- Wiem.
- Po prostu muszę poznać trochę świata, rozumiesz..
- Rozumiem.
Zaczynałem czuć się jak idiota, tak bezmyślnie potakując, więc podszedłem do stołu i zabrałem z niego jej koronę, kładąc ją ostrożnie na głowie Maie.
- Idź już – serce mi się krajało, ale popchnąłem ją do drzwi, patrząc jak podśmiewa się z tego pod nosem. W progu poprawiłem mimowolnie torbę na jej ramieniu i w końcu wziąłem jej twarz w dłonie, patrząc w te czerwone ślepia. – Idź już, zwiedzaj, podziwiaj świat i wracaj do mnie, dobrze?
Pokiwała głową i… zniknęła mi mała menda. Na Prasmoka, żeby wróciła, bo zwariuję bez tej dziewczyny.

Dane gracza: Ratri

Nazwa użytkownika:
Ratri
Ranga:
Błądzący na granicy światów
Inne Postacie:
Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
So mar 04, 2017 10:13 pm
Ostatnia wizyta:
Wt maja 02, 2017 12:03 pm
Liczba postów:
10 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.04 posty dziennie)
Ostatni post:
Jezioro przeczuć.
N paź 08, 2017 11:06 am
Najaktywniejszy w dziale:
Jezioro Czarodziejek
(Posty: 10 / 100.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Jezioro przeczuć.
(Posty: 10 / 100.00% postów użytkownika)
cron