Profil użytkownika Sauria

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Sauria córka Turangi Młodej, córki Astry Pani Źródła
Rasa: Driada
Wiek: 212 wiosen.


Aura

Aura w swoim nasyceniu jest bardzo silna, chociaż kształt ma bardzo łagodny oraz filigranowy. Jej główną cechą jest barachitowa płachta o srebrnym zdobieniu również rozłożonym na całej powierzchni w postaci pyłu. Kryją się w niej delikatne podmuchy miedzianych listków. Wszystko jest tutaj żywe oraz ciągłe, jakby płynęło w emanacji nieprzerwane życie. Świadczy o tym szmer wody kojący strapioną duszę czy też liczne głosy prowadzące na właściwą drogę zagubione myśli. Namaszczona upiornością zawodzenia nie kryje mgły spowitej z szafirowej poświaty. Aura pachnie całym krajobrazem lasu, przez co trudno do końca określić do kogo należy. Woń koron drzew miesza się z ogrodem pełnych kwiatów, jest on słodki i bardzo przyjemny lecz przecina się z drapieżnym zapachem sierści zwierzęcia, dokładniej lisa, a także mokrą ziemią tuż po deszczu. Jest ujmująco miękka, można się w niej wręcz zatopić, ale i też wpaść w pułapkę niezwykle ostrych ostrzy. Bardzo giętka, aksamitnie gładka o smaku tak kwaśnym, że aż nakreśla wygiętą linię ust, przy czym lepi się gęsto do podniebienia.


Wygląd

Sauria to dziewczę drobne i dosyć niskie. Mierzy zaledwie 163 cm wzrostu. Jest osóbką delikatną i eteryczną. Ma wąskie, wątłe ramiona i piękną, długą szyję. Jej cera jest bardzo blada, gdzieniegdzie tylko przyozdobiona leciutkimi jasnozielonymi akcentami. Ma stosunkowo długie ręce zakończone pięknymi dłońmi o smukłych palcach. Paznokcie nosi krótkie, lekko kwadratowe. W talii jest wąska, tak jak w biodrach zresztą. Jej kształty są ładne i delikatne, zdecydowanie nie bujne. Piersi ma niezbyt duże, lecz proporcjonalne do jej postury. Jej szyję zdobi biała aksamitka, na którą nawleczono szklaną kulkę, w której zatopione są malutkie kwiatki niezapominajki. Sauria nie rozstaje się z tą ozdobą, nawet podczas snu, czy kąpieli.

Driada jest posiadaczką, bardzo długich, gęstych, brązowych włosów. Sięgają jej one do pośladków i są lekko faliste. U nasady mają bardzo intensywny kolor brązu, wchodzący gdzieniegdzie nawet w czerń, lecz im dalej, tym są jaśniejsze, tak by na samych końcówkach wydawać się porudawe.

Co zaś się tyczy jej lica... Twarz ma idealnie owalną, a cerę jasną, mleczną, bez skazy. Brwi ma stosunkowo wąskie, ciemnobrązowe. Nosek mały i wąski, trochę zadarty. Usta zaś są duże i pełne, soczyste, w kolorze świeżych malin. Jej policzki często zdobią rumieńce w kolorze płatków dzikiej róży. Oczy ma duże, a tęczówki jej mają intensywnie szmaragdowy odcień. Jej spojrzenie jest zniewalające, a oczy okalają krótkie, gęste, czarne rzęsy. Brodę ma krótką, prostą, mocno zaokrągloną. Rysy ma niezwykle delikatne i gładkie, na tyle, że wiele razy w swoim długim życiu była brana za elfkę.

Porusza się z niesamowitą gracją. Nie ważne, czy kroczy wolno po polanie, czy też gna biegiem przez las, przeskakując gałęzie niczym łania. Jej ruchy są pewne i delikatne jednocześnie. Ubiera się skromnie. Najczęściej ma na sobie jasną sukienkę sięgającą za kolana. Jeśli jest zimniej zakłada prostą, biała koszulę i długą, zieloną tunikę. Do tego spodnie i miękkie buty sięgające połowy łydki. Latem natomiast butów nie nosi wcale. Chodzi boso. Ramiona okrywa najczęściej krótkim,szarym płaszczykiem z kapturem, lub ciepłym szalem. Jakakolwiek by jednak nie była pogoda Sauria ubiera się skromnie. Nie lubi przepychu i go nie potrzebuje. Nie można jednak powiedzieć, że nie używa ozdób. Jednak służą jej za nie kamyczki, piórka, kwiaty, gałązki i owoce. Wszystko co naturalne.


Charakter

Czy można być jednocześnie wrażliwym i twardym? Wydaje się, że to dwie przeciwności, a jednak Sauria właśnie taka jest. Mimo wszystkiego co przeszła zachowała się w niej wielka wrażliwość. Jest dobra, na wskroś dobra. Kiedyś pałała ogromną nienawiścią do mężczyzn nie zależnie od ich statusu, wieku, zamożności. Teraz jest z nią trochę inaczej. W starcach, małych chłopcach, młodzieńcach, czy mężach nie widzi zagrożenia i zachowuje się wobec nich bardzo przyjaźnie. Z resztą w ogóle jest nastawiona pokojowo. Chyba, że jakiś mężczyzna zaczyna się do niej zalecać. Wtedy jest bezwzględna i nieznośna. Nienawidzi absztyfikantów niezależnie od ich wieku, wyglądu, statusu społecznego. Spuści na drzewo tak samo biednego pięknisia, jak starego księcia. Nie jest dla niej ważne, czy kandydat jest biedny, czy bogaty, piękny, czy szpetny, to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Każdy jest dla niej zdyskredytowany na starcie. I tak właśnie sprawa wygląda jeśli chodzi o mężczyzn.

Co zaś się tyczy kobiet... Nie ufa im do końca, zwłaszcza kobietą ludzkim. Ma o nich dość niskie mniemanie, wychowano ją bowiem w przekonaniu, że ludzkie kobiety poszczają się na prawo i lewo, że uwodzą mężczyzn, a potem zdradzają. Zupełnie inaczej wygląda to jeśli chodzi o elfki i naturianki. Największym zaufaniem darzy rzecz jasna driady, w końcu są jej siostrami, niezależnie jak daleko od jej matecznika by się urodziły. A elfki są bliskie jej sercu, w końcu swego czasu przyjaźniła się z dwiema i to bardzo mocno. Nie stroni od towarzystwa tej rasy, wydaje jej się ona tak samo bliska jak naturianie. No i są jeszcze zmiennokształtni. Nie wszyscy, bo na przykład wilkołaków, czy tygrysołaków się boi. Ale dzięki, a może raczej przez Ivy i przez to, że sama czuje się w jakiejś części lisem uważa, lisołaki za godne zaufania.

Ogólnie rzecz biorąc Sauria jest dość przyjaźnie nastawiona do ludzi, choć może w pierwszej chwili wydawać się nieco wycofana. Jest typem obserwatorki, najpierw sprawdza z kim ma do czynienia, dopiero potem się otwiera. Nie stroni od towarzystwa, ale też nie pakuje się specjalnie pomiędzy ludzi. Nie jest gadułą, zwłaszcza na początku wydaje się być milcząca, lecz kiedy nabiera zaufania potrafi prowadzić długie i ciekawe dyskusje. Ma swoje zdanie na wiele tematów, w końcu żyje już na tym świecie dwa stulecia. Nie zawsze jednak ujawnia swoje poglądy. Najpierw musi wysondować, czy może komuś ufać, czy też raczej nie.

Rzecz jasna Sauria najbardziej ceni sobie towarzystwo natury, roślin i zwierząt, wody i ziemi, z która łączy ją nierozerwalna więź. Kocha las i nie wyobraża sobie życia gdzie indziej. Raczej nie zbliża się do większych ludzkich siedzib. Odwiedza czasem małe wioski, ale nie znosi miasta. Cywilizacja nie jest dla niej, nie czuje się dobrze wśród zgiełku i smrodu miast. Na łonie natury czuje się wolna. Bardzo kocha swoją wilczycę, połączyła je niesamowita wieź. Sauria ma Sori za siostrę. Są praktycznie nierozłącznie. A nawet jeśli jedna jest daleko od drugiej to mają coś na kształt połaczonej jaźni. Sori może wezwać mentalnie Saurię i na odwrót. Jeśli chcą, słyszą swoje myśli nawet z bardzo daleka.

Sauria naprawdę umie kochać, lecz tylko raz dane jej było czuć to z wzajemnością. W związku z tym, że wiele razy się zawiodła nie marzy o wielkiej miłości. Chce żyć tu i teraz, po prostu. Nie ma wielkich, górnolotnych marzeń, pomaga tam gdzie może. Ratuje drzewa i rośliny, jest tym kim jest i nie aspiruję do żadnych innych zadań. Nie wychyla się, jest osobą skromną, nie potrafi się wywyższać. Choć jeśli ktoś może ją zranić potrafi uderzyć tam gdzie zaboli. Kocha równie mocno co nienawidzi. Raz zrobionej krzywdy nie zapomina, co jest po części brzemieniem jej klątwy. Chciałaby móc wybaczać, lecz koszmary i wiecznie powracające wspomnienia sprawiają, że nie potrafi. Umie zdusić w sobie pewne uczucia, lecz nie brak możliwości zapomnienia sprawia, że nie potrafi puścić złych rzeczy w niepamięć.

Jest silna, nawet bardzo. Zbudowała ją jej przeszłość, wszystkie zawody i bóle. Cierpienie ją ukształtowało i to przez nie stała się twarda. Długie miesiące porwania nauczyły ją, że nie ma takie rzeczy, która mogłaby ją zabić. Wychodzi z założenia, że co nas nie zabije to nas wzmocni. Ma niezwykle silną wolę, potrafi przetrwać bardzo trudnych warunkach. I choć doznała w życiu wiele bólu nie zgorzkniała.

Atrybuty

Krzepa:Słaby, Wrażliwy,
Zwinność:Bardzo zręczny, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok, Czuły słuch, Czuły zm.mag,
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, B. silna wola,
Prezencja:Olśniewający, Godny,

Cechy specjalne

Klątwa Vitarii [S]Gdy Sauria w wielkim gniewie i złości zamknęła w drzewie Widugasta, jego kochanka, czarodziejka Vitaria, w odwecie za odebranie jej ukochanego rzuciła na Saurię zaklęcie. Klątwa jaką rzuciła sprawiła, że wszystkie bolesne wspomnienia Saurii nigdy nie blakną. Driada nie jest w stanie wymazać z pamięci, czy choćby odsunąć od siebie przykrych wspomnień. Każda zdrada, każda przykra sytuacja, każde bolesne zdarzenie wraca do niej z taką siłą, jakby działo się tu i teraz. Sprawia jej to nie tylko psychiczny, ale też fizyczny ból. Oprócz tego, że wspomnienia wracają do niej w ciągu dnia, są także niesamowicie uciążliwe w nocy. Driada śni koszmary ze swojej przeszłości. Budzi się czasem kilka razy i ma problemy z ponownym zaśnięciem. Nauczyła się jednak jakoś z tym żyć, choć klątwa ta jest dla niej niezwykle uciążliwa.
Lisiczka [D]Kiedy bohaterka została porwana wraz ze swoją przyjaciółką lisołaczką, została poddana pewnemu eksperymentowi. Czarodziejka, która je porwała pobierała krew z lisiczki, mieszała ją z innymi składnikami i podawała ją driadzie jako eliksir. Eksperyment miał na celu przemienić driadę w lisiopodobną hybrydę i prawie się udało. Driada stała się polimorfką. Nie stała się jednak typowym lisołakiem. Może jedynie przybrać ciało lisa, nie ma postaci hybrydowej. Oprócz tego zmieniła się też aura dziewczyny, jej zapach jest zmienny, raz pachnie lasem i łąkowymi kwiatami, raz sierścią i mokrą ziemią. Jest mieszaniną aury zmiennokształtnego i naturianina. Jak wygląda Sauria w postaci lisa? Jest niedużą samiczką, o małych łapkach, zakończonych ostrymi, twardymi pazurami. Nie jest ruda, jak mogłoby się wydawać. Ivy, lisołaczka, która brała udział w eksperymencie była lisem śnieżnym. Stąd też Sauria przemieniając się stają się lisem o białej sierści. Jej nosek jest za to czarny jak węgiel. Jedynie oczy pozostają takie same jak w normalnej postaci, czyli intensywnie zielone. Sauria jednak nie często korzysta ze zmiany postaci. Jest to dla niej niezbyt przyjemne i pochłania energie. Poza tym przypomina jej to o śmierci Ivy.
Kształtowanie Drzew [Z]Sauria potrafi kształtować gałęzie drzew, krzewów, czy tez łodygi innych roślin za pomocą swojej woli. Może na przykład spowodować ich nagły wzrost i spleść je w żywopłot odgradzający ją od zagrożenia. Jest w stanie wytworzyć most z gałęzi, może ja plątać i rozplątywać. Dzieje się to niezwykle szybko i jest niebywale przydatne.
Dziedzictwo driady [Z]Sauria potrafi porozumiewać się ze zwierzętami i roślinami. Nie zawsze słyszy ich głos w swojej głowie, czasem po prostu współodczuwa razem z nimi. Dzieje się to zwłaszcza w przypadku roślin. Bardzo często po prostu czuje to co otaczające ją rośliny, drzewa i krzewy. Poza tym driada potrafi poruszać się bezszelestnie, mimo że leśna ściółka pełna jest gałązek, liści i igliwia.

Umiejętności

Jeździectwo [P] Potrafi dosiadać jelenia i łosia. Na koniu nigdy nie siedziała. Kilka razy swojego grzbietu użyczył jej łoś, albo jeleń. Utrzyma się na ich grzbiecie, ale to wszystko.
Łucznictwo [W] Strzela celnie, choć nigdy nie zabiła żadnej istoty. Nauczyła się tej sztuki w razie gdyby kiedyś musiała się bronić, lecz nie przed zwierzętami, a przed ludźmi. Nigdy nie zastrzeliłaby zwierzęcia, nie poluje, uczyła się łucznictwa strzelając do celu (do zwalonych, martwych drzew, nigdy nie strzeliłaby do drzewa, które jest żywe).
Opatrywanie ran [W]
Zielarstwo [M]
Pływanie [P]
Gotowanie [P] Choć je nieprzetworzone produkty takie jak owoce, warzywa, kiełki, zioła, to widziałaby jak ugotować zupę, czy przyrządzić jakieś proste danie.
Taniec [P] Nie zna żadnych dworskich tańców, kroków i innych podrygiwań, ale podczas świąt nawet driady potrafią tańczyć i bawić się.
Śpiew [O]
Pisanie i Czytanie [P]
Skradanie się [M]
Wyplatanie [W]
Wspinaczka [W]
Tropienie [W]
Przetrwanie [W]
Pismo runiczne [P]
Czytanie Aur [W]
Anatomia [P]
Wiedza o rasach [P]
Rysunek [P]
Krawiectwo [O]
Meteorologia [O]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Życia [A]Od zawsze interesowała się tą dziedziną, była najbliższa jej sercu. Chciała wiedzieć jak pomagać rośliną rosnąć, jak ratować okaleczone drzewa, jak sprawiać, że ich ból będzie malał. Sztuki magii życia Sauria uczyła się od swojej matki, ale też od Urie, jej mentorki.
Wody [A]Sauria urodziła się wrodzoną umiejętnością władania magią wody. Jej matka była mistrzynią tego żywiołu, a córka odziedziczyła po niej tą umiejętność. Oczywiście lata zajęło jej szkolenie i nauka odpowiednich zaklęć wspierających. Choć Sauria używa tej magii raczej intuicyjnie. Mogłaby być mistrzynią, lecz zarzuciła naukę magii wody na rzecz magii życia.
Ducha [N]Zalążek magii ducha jaki zaszczepił w niej dawny ukochany. Sama nie interesowała się tą dziedziną, jednak przebywanie z Arhuną sprawiło, że chcąc nie chcą zaczęła się jej uczyć. Nie narzekała, z przyjemnością uczyła się z obserwacji swojego partnera. Jednak po ich rozstaniu nie kontynuowała nauki tej arkany.

Magiczne przedmioty

Niezapominajka [ZAC]Szklana, niewielka kulka, w której wnętrzu zatopione są niebieskie, maleńkie kwiatki niezapominajki. Sauria nosi ten talizman na szyi, blisko skóry, na białej aksamitce, zawiązanej na karku. Ten przedmiot jest dla niej bardzo ważny, nie rozstaje się z wisiorkiem. Kąpię się w nim i śpi, praktycznie nigdy go nie zdejmuje. Niezapominajka jest jedynym co pozostało jej po ukochanej Ivy. Przedmiot prócz ogromnej wartości dla samej właścicielki posiada też właściwości magiczne. Jest czymś w rodzaju „skrytki”, podczas przemiany w lisiczkę cały ekwipunek Saurii w tym jej ubrania dematerializują się i „chowają” w wisiorku.
Dębowy Łuk [ZAC]łuk wykonany z drewna dębowego. Specjalnego drewna. Kiedy Sauria była jeszcze mała zmarła jedna z jej starszych sióstr, a razem z nią zaczął umierać też jej dąb. Driady z klanu postanowiły pozwolić na ścięcie tego drzewa, a z niego wykonanie broni dla klanu. Zrobiono z niego łuki i kije bojowe dla driad. Jeden łuk został odłożony i czekał aż Sauria będzie gotowa. Oczywiście broń jest magiczna, ramię łuku chowa się w majdan razem z cięciwą, tak, że zostaje z niego jedynie krótki kij, który Sauria nosi przy pasku. Łuk jest prosty, bez zdobień.
Jedwabna Torba [ZAC]tak zwana torba bez dna, choć to nie jest do końca prawda. Jest to torba w kolorze jasno niebieskim, z długim paskiem, tak by można nosić ją przez ramię. Może pomieścić naprawdę wiele rzeczy, mimo iż jest dość niepozorna. W środku istnieje dodatkowy, spory wymiar. Oczywiście stołu, czy krzesła w nią się nie wpakuje, ale można w niej nosić koce, dodatkowe odzienie, zioła i wiele wiele innych.

Towarzysz

Sori
Młoda wadera o szaro-białej sierści. Ma jakieś cztery lata. Sauria znalazła ją jako szczeniaka, konającą na leśnej polanie. Musiała oddalić się od matki. Była wycieńczona, na skraju życia. Sauria, choć doskonale zna las, panujące w nim zasady i dobór naturalny, jednak nie potrafiła przejść obojętnie wobec cierpiącej wilczycy. Zwłaszcza, że nigdzie w pobliżu nie wyczuła żadnej watahy, a co za tym idzie matki małej. Zabrała ją do klanu i utrzymała przy życiu dzięki magii. Nie miała dla niej mleka, więc tylko tak mogła ją uratować. Początkowo samiczka była bardzo słaba i nie było wiadomo czy przeżyje. Jednak mała miała w sobie wielką siłę i nie dała się śmierci. Choć było bardzo ciężko i Saurii wydawało się, że wilczyca nie przeżyje, Sori ją zaskoczyła walcząc ze wszystkich sił. Mała doszła do siebie po kilku tygodniach. Mając kilka miesięcy była już sporej wielkości. Jednak nie mogła tak po prostu zostać wypuszczona w lesie. Nie umiała o siebie zadbać. Saurii nie bardzo wiedziała co dalej, na szczęście z pomocą, jak zwykle, przyszła doświadczona Urie, która wraz ze swoja wnuczką Arumi zobowiązały się nauczyć Sori polować. Początkowo tylko one miały ja pod opieką, jednak Urie i jej więź z naturą, a przede wszystkim ze zwierzętami była tak rozległa i silna, że udało się jej znaleźć watahę do której Sori mogła dołączyć. Młoda wadera jednak odmówiła. Została z watahą tak długo jak uczyła się polowania, a później wróciła pod skrzydła Saurii. Dlaczego? To wie już tylko sama wilczyca. Sori i Saurię połączyła tak głęboka więź, że są w stanie usłyszeć się z bardzo daleka. Oczywiście mowa tu o ich jaźni, o tym, że słyszą się w myślach bez względu na odległość.

A jak dokładnie wygląda Sori? Jest sporą samicą, o szerokich barkach i masywnych łapach. Mierzy jakieś 80 cm w kłębie. Jej sierść jest szaro-biała. Grzbiet jest ciemnoszary, gdzieniegdzie wpadający prawie w czerń. Spód pyska i boki są białe, tak jak białe ma brwi i pierś. Jej nos jest ciemny, a oczy intensywnie niebieskie. Ma gruby, puszysty ogon, szary z wierzchu, biały pod spodem. Chodzi z gracją, jej pysk jest wydłużony i stosunkowo wąski. Spojrzenie ma bystre i niezwykle inteligentne. I taka jest sama Sori, diabelnie inteligentna. Ma doskonały węch i wyczuwa zagrożenie szybciej niż jej przyjaciółka driada. Sori ma o sobie dość wysokie mniemanie. Znacznie większe niż powinna, przynajmniej tak uważa Sauria. Jest dumną wilczycą, choć niestety jeszcze młodą, co sprawia, że zwyczajnie bardzo często chce jej się bawić. Lubi skakać wokół driady i ją zaczepiać, żeby potem nagle zmienić strategię i udawać dojrzała waderę, która jest absolutnie poważna. Innymi słowy Sori jest tak samo zmienna jak każda kobieta, zwłaszcza młoda. Wilczyca i driada darzą się wyjątkowym uczuciem. Są ze sobą bardzo związane i praktycznie nie potrafią bez siebie żyć.

Historia

***Urodziłam się jako trzecia córka Turangi Młodej, córki Astry Pani Źródła, córki Theramentium z Fiołkowego Jeziora, córki Aydendril Łaskawej z Lasów Gór Druidów. Było nas wiele, po mnie na świat przyszło jeszcze kilka sióstr. Nasza matka, choć nazywana młodą, w rzeczywistości nosiła na karku setki lat. Wychowałam się w rodzinie pełnej ciepła i miłości. Nasza matka, choć bywała sroga bardzo nas kochała...***

Zaiste tak właśnie było Sauria wychowała się w prawdziwej rodzinie. Ona, jej siostry i inne driady z Klanu Błękitnej Polany. Było ich wiele, ale wszystkie się znały. Opiekowały się ogromem roślin i zwierząt. Czuwały nad tą częścią lasu, którą im powierzono. Turanga była dobrą matką, choć bywała surowa i miała pewne zasady, których należało się trzymać. Jak choćby to, że żadnej z córek nie wolno się było zbliżać do miasta. Turanga bowiem wychodziła z założenia, że miejsce driady jest w lesie, wśród drzew i krzewów, wśród ptaków i saren. Nie lubiła miasta i uważała, że wszelkie zło pochodzi od cywilizacji, gdzie ulice wybrukowane były kłamstwem i oszustwem. Dlatego Sauria bardzo długo nie miała pojęcia, jak naprawdę wyglądają miasta.

Z czasem, kiedy już podrosła wolno jej było zbliżać się do małych wsi i tam pomagać, czy też przyjaźnić się z ich mieszkańcami. Dziewczyna często korzystała z tej możliwości, by zdobywać nowych przyjaciół i znajomych. Nie ciągnęło jej do wielkich miast, zwłaszcza, że matka opowiadała im, że wśród wielkich domów szerzą się choroby, a kobiety sprzedają swoje ciała za pieniądze. W głowie dziewczyny miasto było siedliskiem burdeli i pijaństwa, a wszystko to pływało w jednym, wielkim rynsztoku.

I tak Sauria wychowywała się pod czujnym okiem matki i u boku sióstr. Wiodła spokojne życie, lecz do czasu...

Gdy miała zaledwie dwadzieścia pięć lat zakochała się. Zakochała się bez pamięci. Był zwykłym chłopem, kowalem w pobliskiej wiosce. Właściwie to pomocnikiem kowala. Miał na oko jakieś dwadzieścia jeden, może dwa lata. Był niezwykle przystojny, o długich blond włosach, zawsze związanych w koński ogon leżący swobodnie na plecach. Robota u kowala dała mu niezwykłe mięśnie, był rosły o potężnej klatce piersiowej i szerokich ramiona. Z łatwością dźwigał kowalskie kowadło. Sauria była nim zauroczona i choć ostrzegano ją, że Tarald jest kobieciarzem za nic sobie miała przestrogi. Była tak szaleńczo zakochana, że świata nie widziała poza nim. I choć była driadą marzyła o pięknych zaślubinach, o dzieciach kwilących w kołysce i domu we wsi. Wyobrażała sobie, że będzie jak wiejskie kobiety, a nie jak jej matka. I choć wiedziała kim jest i gdzie jest jej miejsce, to miłość zaślepiła tak bardzo, że zupełnie zmieniła swoje poglądy.

Tarald spotykał się z nią jakiś czas. Za każdym razem Sauria czuła się wniebowzięta. Był dla niej jak afrodyzjak, jak słodki owoc, którego pragną wszyscy, ale tylko jeden może go mieć. Świata poza nim nie widziała, ale co najważniejsze nie powiedziała nic matce. Owszem chodziła lekko rozkojarzona i często znikała, lecz nie przyznała się Turandze gdzie i z kim przebywa. Do czasu...

Kiedy zorientowała się, że jest w ciąży nie posiadała się z radości. To było dla niej tak cudowne, że aż zapierało dech w piersiach. Pierwsze co zrobiła to szaleńczy bieg do wioski, do warsztatu kowalskiego, by powiedzieć o tym ukochanemu. Niestety to co ją spotkało wywarło piętno na całym jej przyszłym życiu. Tarald usłyszawszy o dziecku wykrzyczał jej prosto w twarz, że nigdy jej nie kochał, że zawsze chodziło mu tylko o jej ciało, nic więcej. Powiedział jej wtedy, że jej dziecko jest bachorem, do którego nigdy się nie przyzna. Sauria wybuchła płaczem, miała wrażenie, że ktoś rozcina jej klatkę piersiową i wyszarpuje jej serce, Nigdy w życiu się tak nie czuła, to było najgorsze uczucie z jakim miała do czynienia. Uciekając z wioski kilka razy się przewróciła, poturbowała się do tego stopnia, że poraniła sobie całe nogi i przedramiona. Wróciła do lasu, wprost w objęcia swojej matki. Przepłakała kilka dni, pocieszana przez siostry i Turangę. Po kilku tygodnia powoli zaczęła wracać do życia. Wkrótce potem młodej Saurii zaczął rosnąć ciążowy brzuszek. Nigdy już nie poszła do wioski, chciała być z dala od drania, który ją zdradził i zranił. Inne driady z jej klanu były dla niej bardzo wyrozumiałe i opiekuńcze. Z resztą nie tylko wśród tego plemienia, ale w ogóle wśród driady szczególną ochroną i opieką były otaczane kobiety w błogosławionym stanie. W końcu każde dziecko przedłużało ich, bądź co bądź prastary ród.

Nim przyszedł czas rozwiązania Sauria zdążyła dojść do siebie. Przynajmniej na tyle by móc spokojnie urodzić i zająć się dzieckiem. Pewnego pogodnego poranka na świat przyszła śliczna, mała istota, której nadano imię Suri. Dziewczynka miała piękne, niestety jasne włosy, które przypominały jej ojca. Mimo tego Sauria pokochała dziewczynkę całym sercem i obiecała sobie, że jej ojciec nigdy nie dowie się o jej istnieniu. I tak też się stało, kobieta nigdy nie powiedziała Suri kim był i gdzie mieszkał jej ojciec. Dla Saurii Tarald umarł, zniknął, tak jakby nigdy nie było go w jej życiu. Zajęła się opieką nad córką i po jakimś czasie wszystko wróciło do normy.

W klanie nastąpiły czasy spokoju. Jej siostry również zaszły w ciążę i teraz wśród nich zaroiło się od malutkich dziewczynek. Sauri wiodła bardzo powolne i ciche życie lekko na uboczu. Nie stroniła od innych driad, po prostu po sprawie z Taraldem zmieniła się. Stała się bardziej zamknięta, stonowana. Córkę jednak wychowywała w miłości, bo na to właśnie zasłużyła. I tak minęło prawie trzydzieści lat. Sauri była dorosła i postanowiła odejść z klanu. Kobieta nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Nie była na to gotowa, nie chciała by jej córka odchodziła, lecz taka była kolej rzeczy. Nie mogła jej zatrzymywać. Z bólem serca, ale pozwoliła jej odejść.

By nie czuć pustki w sercu Sauria postanowiła zapełnić ją nauką. I tak trafiła pod skrzydła najstarszej z klanu. Urie, bo tak miała na imię wiekowa driada, była niezwykle piękna, choć za nią było już kilka setek lat. Lecz przede wszystkim przewyższała mądrością wszystkie driady z klanu. Znała się na botanice, zielarstwie, nawet alchemii. Potrafiła odczyniać rytuały, znała anatomię i wiedziała jak opatrywać rany. Jej więź z naturą była niezwykła. W jej żyła płynęła nie tylko krew, ale też magia, która połączyła ją na zawsze nie tylko z jej drzewem, ale z całym lasem. To Urie nauczyła Saurię wszystkiego. Poza tym, że dziewczyna chłonęła wiedzę jak gąbka, postanowiła też wyszkolić się w bardziej przydatnych rzeczach, jak łucznictwo.

W jej klanie był ród, który specjalizował się w obronie. Sauria do niego nie należała, lecz gdy poprosiła o szkolenie nie odmówiono jej. Przez lata trenowała strzelanie z łuku i była w tym co raz lepsza. Nauczyła się też walki kijem, który był tak jakby podstawową formą obrony. Bo w końcu gałąź w lesie była idealną i najbardziej dostępną bronią. Były też sztylety, nie potrafiła użyć ich w zwarciu, ale całkiem dobrze szło jej rzucanie. Od Urie zdobywała wiedzę, a od rodu Walczących nauczyła się władania bronią i kiedy uznała, że jest gotowa postanowiła, że opuści klan.

Jej matka była bardzo zawiedziona, lecz nie zatrzymała jej, zwłaszcza, że Sauria wyjaśniła, iż nie odchodzi na zawsze. Przepełniała ją wiedza, radość i chęć zmierzenia się ze światem, który przez lata był uznawany za najgorsze zło. Chciała pójść do miasta...

Dlaczego? Sama dokładnie nie wiedziała. Mimo opowieści matki chciała przekonać się na własne oczy, jak wygląda inny świat. I wyruszyła na pierwszą w swoim życiu wyprawę. Miast okazało się by dla niej czymś pięknym i ohydnym zarazem. Było w nim tylu ludzi, panował zgiełk i chaos. Rynsztoki pełne były pijaków, a w karczmach roiło się od cycatych panienek do towarzystwa. Były jednak rzeczy piękne, jak cudowny, zadbany park, w którym kwitły białe róże. Jak fontanna stojąca na uboczu, która otaczały kwitnące peonie. Były budynki z pięknymi, rzeźbionymi balkonami. Budowle z kamienia i drewna o niesamowitych kształtach. Widziała też z daleka pałac. Cudowny, lśniący o smukłych wieżach na których czubkach powiewały wielkie, kolorowe proporce. Nie zabawiła tam długo, zbyt wiele było tam dla niej gwaru i smrodu. Jednak zdobyła doświadczenie, którego nikt nie mógł go odebrać. Wróciwszy do klanu postanowiła, że jeśli nie musi, nie będzie zbliżać się do miasta. Postanowiła jednak, wyrwać się nieco spod opieki klanu i zaczęła odwiedzać chutor znajdujący się kilkanaście kilometrów od jej drzewa.

Poznała tam dwie miłe elfki, które znajdowały się w podobnym wieku co ona i zaprzyjaźniły się. Niestety na jej drodze stanął jeszcze ktoś. Elf o pięknym i przystojnym obliczu. Smalił do niej cholewki, ale Sauria nie miała ochoty w ogóle go poznawać. Raz ją zraniono i to jej wystarczyło na całe życie. Nie miała zamiaru drugi raz się w to pakować. Zwłaszcza, że elf miał opinię identyczną jak jej pierwsza miłość. Kobieciarz, babiarz, jak zwał tak zwał. Ważne, że puszczał się na prawo i lewo z każdą napotkaną niewiastą. Oj nie, co to to nie. Ona nie zamierzała się z nim wiązać.

Nie przestała jednak przychodzić do chutoru. Bardzo lubiła towarzystwo Diany i Aury, sióstr, które tam mieszkały i nie zamierzała odrzucać ich przyjaźni tylko ze względu na Arhunę, bo tak miał na imię ów elf. Czas mijał, a mężczyzna nie przestawał się o nią starać. Za wszelką cenę próbować zdobyć jej serce. Ale ona długo pozostawała niewzruszona, ciągle mając w pamięci straszną przeszłość. Minęło kilka miesięcy, a Widugast ciągle chodził wokół niej i próbował się do niej zalecać. W tedy w chutorze pojawiła się pewna kobieta, z którą Sauria wiedziała, że Arhuna miał romans. Była przekonana, że elf nie przepuści takiego zbiegu okoliczności i przy pierwszej lepszej okazji zaciągnie ją do stodoły. Jednak tak się nie stało i chyba dzięki temu Sauria spojrzała na Arhunę bardziej przychylnym okiem.

Zaczęli się spotykać i czy chciała czy nie, zaczęła się w nim zakochiwać. Gdyby nie jego przeszłość uznałaby go niemal za ideał. Był przystojny, mądry, opiekuńczy i dobry. Jego towarzystwo z czasem okazało się jej nie zbędę do życia. Pokochała go całym sercem i zaufała mu w pełni. Mimo, że gdzieś z tyłu głowy ciągle tkwiła jej historia Taralda. Tym razem też była pewna, że wszystko się ułoży, że będą razem szczęśliwi. Nie była to miłość dziewczęca, tak jak jej pierwsza. Nie biegała w skowronkach, nie tańczyła z radości. Emocje jakie przeżywała trzymała w środku, w swojej duszy. Ale były one równie silne co za pierwszym razem.

Gdy zorientowała się, że jest w ciąży przestraszyła się. Długo zastanawiała się co dalej, czy odejść od Arhuny i wychować dziecko samotnie, czy też powiedzieć mu wszystko i liczyć na to, że ucieszy się, a życie jakoś się ułoży. Bała się, bardzo się bała. Jednak ostanie wspomnienie z wiadomością o ciąży było dla niej traumatyczne. Przez jakiś czas nie mówiła nic ukochanemu, wiedziała, jednak, że prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw, nie mogła przecież ukryć rosnącego brzucha. I kiedy zdecydowała się, że mu powie stało się coś strasznego...

Zastała go nagiego z inną kobietą... Historia się powtórzyła. Jak mogła być tak naiwna i mu wierzyć. Jak mogła dać sobą tak manipulować. Powinna być silna, twarda i oprzeć się jego urokowi, ale nie... Znów się w to wpakowała. Znów było tak jak kiedyś. Lecz tym razem nie wybuchnęła płaczem, nie uciekła w ramiona matki. Tym razem ogarnęła ją wściekłość, furia, jakiej nigdy wcześniej nie czuła. Złość rozpierała jej pierś, miała wrażenie, że zaraz eksploduje. A szale i amoku cała jej energia magiczna zawrzała, a rozjuszona driada zrobiła pierwszą rzecz jaka przyszła jej do głowy. Przeklęła swojego ukochanego i za karę, za to jaką krzywdę jej wyrządził zamknęła o w pierwszym drzewie w zasięgu wzroku. Pień rozstąpił się i wessał Arhunę do środka, po czym, zamknął się hibernując ciało elfa, lecz pozostawiając mu świadomość. To miała być kara za to co zrobił jej i dziesiątką innych kobiet, które zwiódł.

Jednak nie był to koniec tej historii. Vitaria, kobieta, z którą zdradził ją Widugast wpadła w złość. Dopiero co udało jej się usidlić elfa, a już jej go odebrano. Nie potrafiła uwolnić go z drzewa, nie posiadała takich umiejętności jak Sauria, zrobiła więc coś innego. Rzuciła klątwę na driadę. Klątwę, która z pozoru niegroźna stała się zmorą jej życia. Klątwa ta sprawiała, że Sauria uzyskała niezwykła pamięć, pamięć dzięki której wszystkie przykre wspomnienia, wszystkie bolesne chwile miały wracać do niej każdego dnia i każdej nocy. Zwłaszcza w nocy. Od tamtej pory miała miewać koszmary związane ze starymi i przebrzmiałymi sytuacjami z przeszłości. Same wspomnienia może dałoby się znieść, jednak wraz z nimi wracał też fizyczny ból jakiego doznała. Najgorsze były wspomnienia dnia, w którym powiedziała Taraldowi o dziecku i z tego, w którym znalazła Arhunę w objęciach innej. Klątwa ta nie pozwalała jej zapomnieć bólu, jaki przeżyła.

Początkowo koszmary budziły ją każdej nocy. Przepłakała wiele godzin, wiele dni czuła się jak cień człowieka. W końcu pomogła jej Urie, która sporządziła eliksir osłabiający działanie klątwy, lecz nie był on wystarczający by zupełnie ją zdjąć. Sauria musiała się nauczyć żyć z tym brzemieniem. Pod jej sercem rosło dziecko, które i tak miało jej przez całe życie przypominać o niewiernym kochanku. Mimo wszystko jakoś się z tym uporała. Sny pojawiały się, lecz rankiem, kiedy się budziła chowała je głęboko do podświadomości by jej mała córeczka rosła zdrowa.

W końcu nadszedł dzień, kiedy dziecko przyszło na świat. Malutka miała piękne zielone oczy i bujną, brązową czuprynę. Była wykapaną mamusią, co niezmiernie cieszyło Saurię. Pokochała Illane z całego serca. Była jej oczkiem w głowie. Od wielu lat nie widziała swojej pierwszej córki Surii, tym bardziej cieszyła się, że ma przy sobie skarb w postaci Illany. Mimo problemów ze snem i ciągle powtarzającym się bolesnym wspomnieniem Sauria jakoś sobie radziła. Chciała wychować córkę najlepiej jak umiała. Jednak przez wszystko co się stało trzymała siebie i dziewczynkę z dala od innych. Tak jak jej matka, tak i ona zaszczepiła w swojej córce niechęć do miast i wielkich cywilizacji. Pierwsze lata małej były spokojne i płynęły powoli, jednak gdy zaczęła dorastać, coś w jej charakterze się zmieniło. Matka przez całe życie przestrzegała ją przed jednym: przed mężczyznami. Mówiła jej, że to pomioty szatana, że to najgorsza z możliwych plaga. Kazała się jej trzymać od nich z daleka. Sprawiła, że Illana nienawidziła rodzaju męskiego jak niczego innego na świecie. Takie samo podejście miała jej matka. Po Widugaście już nigdy nie związała się z żadnym mężczyzną i nie chciała by jej córka popełniła ten sam błąd.

Lata mijały, a Illna stawała się co raz bardziej egoistyczna, odstawała od reszty driad z klanu, była krnąbrna, a jej charakter był co raz trudniejszy. Robiła co chciała, zachowywała się jak rozwydrzony bachor, a nie delikatna leśna istota. Owszem kochała las, drzewa, rośliny, zwierzęta, lecz nie znosiła innych istot, zwłaszcza ludzi. Sauria miała z nią wiele kłopotów, nie potrafiła jednak zmienić jej charakteru. W końcu Illana zrobiła to co Surii, odeszła z klanu i nigdy więcej się w nim nie pokazała. Sauria miała sobie za złe, że pozwoliła jej odejść. Czuła się winna temu, że jej ukochana córka tak bardzo odstawała od reszty, że odeszła. Nie mogła jednak już nic na to poradzić.
Pewnego razu Sauria w poszukiwaniu pewnego kwiatu, który miał właściwości leczące odeszła bardzo daleko od swojego klanu. Nie było jej kilka dni, lecz znała las jak własną kieszeń i nigdy nie bała się, że może się zagubić. Na swojej drodze spotkała pewną młodą lisołaczkę, która nie potrafiła znaleźć drogi do swojego domu. Sauria postanowiła jej pomóc. Okazało się, że lisołaczka jest bardzo miłą i otwarta osobą. Przez kilka dni drogi, do jaskini, w której mieszkała ruda kobiety zdążyły się ze sobą bardzo zżyć. Stało się jednak coś zupełnie niespodziewanego. Gdy już zbliżały się do celu ich podróży, zostały napadnięte przez bandę oprychów. Na nic zdała się magia obu dziewczyn. Jeden z drabów miał przy sobie specjalne magiczne obroże, które dezaktywowały magię, wystarczyło założyć się na szyję osobie, którą chciało się unieszkodliwić. Cała akcja była przeprowadzona tak sprawnie, że do Saurii szybko dotarło iż banda musiała je śledzić już od dawna. Nie potrafiła jednak zrozumieć, jakim cudem tego nie zauważyła. Tak czy inaczej zostały związane i rzucone na stary, drewniany wóz. Na głowę założono im juty, tak by nie widziały otoczenia i zaczęto je gdzieś transportować. Po trzech dniach drogi były brudne, zmęczone i głodne do tego stopnia, że żołądki krzyczały już o jakikolwiek pokarm.

Kiedy zdjęto im worki z głowy zobaczyły, że znajdują się na dziedzińcu jakiegoś starego, kamiennego dworu. Zdjęto je z wozu i zawleczono do środka. Dwóch oprychów zaniosło je do lochów, każdą do osobnej celi. Nie przykuto ich łańcuchami do ścian, lecz kraty zamknięto na klucz. Sauria nie wiedziała co się dzieje. Była wycieńczona, głodna i przerażona. Jej jedyną pociechę stanowiła Ivy, lisołaczka, z którą się zaprzyjaźniła i która porwano razem z nią. Kiedy nikogo nie było w pobliżu mogły wreszcie porozmawiać, choć nie widziały się wzajemnie. Jedna pocieszała drugą. Starały się wzajemnie podnieść na duchu.

Jeszcze tego samego dnia przyniesiono im jedzenie i to nie byle jakie. Pieczone mięso, sery, pieczywa, gotowane warzywa i słodkie owoce. Sauria nie pogardziła zwłaszcza tymi ostatnimi, bo co do mięsa... no cóż, nie jadła mięsa, w ogóle. Przez kilka następnych dni ktoś schodził do nich tylko by przynieść im jedzenie. Nie wiedziały gdzie są i po co. Na szczęście miały siebie. Długie rozmowy dawały im poczucie względnego bezpieczeństwa. Obiecywały sobie, że cokolwiek się nie stanie mają siebie. I tak też było. W końcu zabrali Ivy. Krzyczała, wiła się, płakała, wyrywała i gryzła, robiła wszystko by zostać w swojej celi ale to na niewiele się zdało. Płakała, a Sauria razem z nią, błagając by zostawili ją w spokoju...

Minęły trzy, długie dni... Dwóch mężczyzn przyniosło ją zemdloną, w podartym ubraniu, brudną pobitą. Miała kredowobiałą twarz i siniaki pod oczami. Na nadgarstkach i nogach miała krwawe ślady po pasach, które musiały ją przytrzymywać przez cały ten czas. Wrzucono ją do celi w której siedziała Sauria, lecz nie dane jej było zająć się przyjaciółką. Chwycili ją za nadgarstki i wygięli jej ręce do tyłu. Krzyczała się i wiła się i płakała, zupełnie jak Ivy, ale to nic nie dało. Ktoś uderzył ją w twarz i wtedy zemdlała.

Obudziła się w okrągłej komnacie. Leżała na drewnianym stole, przypięta mocno skórzanymi pasami. Miała je na kostkach, na nadgarstkach, na szyi i w pasie. Nie mogła się ruszyć. Nagle stanęła nad nią wysoka postać o zaskakująco pięknym obliczu. To była kobieta! Smukła, o bujnym biuście, gładkim licu i burzy rudych loków. Sauria nie mogła uwierzyć. Spodziewała się obrzydliwego starca, albo wielkiego, śmierdzącego woja, któremu zależało na jej ciele. Tymczasem stała nad nią postać zupełnie inna. Tym bardziej nie miała pojęcia co tutaj robi. Pytała, krzyczała i płakała, ale kobieta nie odezwała się do niej ani słowem. Dookoła stołu, na którym leżała przypięta driada stały biurka i stoliki wypełnione flakonami, słojami i butelkami. Rudowłosa wzięła fiolkę z fioletowym napojem i zmusiła diadę do jego wypicia. Krztusiła się i kaszlała, ale w końcu fioletowy płyn spłynął po jej gardle aż do żołądka. I wtedy poczuła jakby coś rozrywało ją od środka. Miała wrażenie, że ktoś rozcina jej brzuch na pół i wyjmuje z niej wszystkie wnętrzności. Ból był tak silny, że zemdlała.

Obudziła się już w lochu. Leżała z głową na kolanach Ivy. Kiedy się przebudziła sobaczył jej białe oblicze i mimowolnie się uśmiechnęła.
- Jesteś tu...
- Jestem i nigdzie się nie wybieram – rzekła lisiczka.
Od tamtej pory siedziały we wspólnej celi i opiekowały się sobą nawzajem. Od czasu do czasu ktoś schodził po jedną z nich i zabierał ze sobą do sali tortur, czy też jak kto woli eksperymentów. Bo tak to właśnie wyglądało. Rudowłosa czarodziejka przeprowadzała na nich jakiś eksperyment, lecz żadna z nich nie wiedziała jaki. Za każdym razem wracały co raz bardziej poturbowane. Z tego co zdążyła zauważyć Sauria, czarodziejka wstrzykiwała w nią ciągle czerwony płyn, który do złudzenia przypominał po prostu krew. Ivy natomiast opowiadała, że czarodziejka upuszcza z niej życie, czyli krew właśnie. Podejrzewały, że rudowłosa robi jakiś eliksir z krwi Ivy i wstrzykuje ją Saurii. Nie miały jednak pojęcia po co.

Mijały tygodnie, a Sauria i Ivy mając tylko siebie zakochały się w sobie. W tych trudnych warunkach, w tej strasznej otchłani, w obskurnym, zimnym lochu zakwitła piękna, czysta miłość. Sauria, która tak bardzo zraziła się do mężczyzn odnalazła spokój i ukojenie w ramionach kobiety. Postanowiły, że za wszelką cenę się uwolnią. Niestety nie było to takie proste, zwłaszcza, że były pozbawione swojej magicznej mocy. Obmyśliły plan, w którym zwabiają do celi strażnika, pod pretekstem uwiedzenia go. Jedna miała chcieć go pocałować, a druga ukradkiem wyjąć mu zza pasa klucze. Ostatecznie, uwodząca miała bestialsko odgryź mu wargę.

Niestety nie dane było im zrealizować tego planu. Jeden ze strażników jak zwykle zabrał Ivy na eksperymenty, lecz kiedy wróciła była w gorszym stanie niż zazwyczaj. Sauria ułożyła ją sobie na kolanach i gładziła jej blade oblicze. Miała czoło zroszone potem i była przerażająco zimna.
- Kocham cię – szepnęła.
- Nie... - wydusiła z siebie driada – nie rób mi tego. Nie żegnaj się ze mną – widząc, jak Ivy zamyka oczy po jej policzkach spłynęły łzy. Gasła.
- Błagam, nie odchodź – załkała
- Kocham cię. Proszę zostań ze mną – objęła ją mocno i przycisnęła twarz do jej policzka. Lisołaczki już z nią nie było. Krzyknęła z bólu i bezsilności. Dlaczego to musiało się stać. Gdyby mogła oddałaby życie za ukochaną. Gdyby tylko mogła już dawno by je stąd wydostała, a teraz było za późno. Za późno dla nich, za późno dla niej, za późno na ucieczkę... W przypływie bezradności, bólu i gniewu zawołała strażnika. Była noc, więc wartownik był tylko jeden. Zapłakana powiedziała mu, że lisica nie żyje. Położyła ją w najdalszym końcu celi, tak by strażnik musiał wejść w jej głąb. Gdy to zrobił, w przypływie odwagi wyrwała mu zza paska klucze i kopnęła pod kolanem, by się przewrócił. I tak się stało. Sauria pędem wybiegła z celi i zamknęła ja na klucz. Wrzeszczał, by obudzić pozostałych mieszkańców posiadłości, lecz jego głos zagłuszały mury lochów. Driada wybiegła z dworu tak szybko jak potrafiła. Była noc, więc miała szansę na ucieczkę. Ruszyła na przód, nie wiedziała, czy idzie na wschód, czy na zachód. Biegła byle dalej, byle szybciej. Jej gonitwa trwała kilka dni, w tym czasie żywiła się tylko ziołami i owocami zabranymi w lesie. Spała na konarach drzew, by nie można jej było znaleźć. Nie rozpalała ognisk, poruszała się bezszelestnie i nie zostawiała śladów. Była córką lasu, umiała radzić sobie pośród drzew.

Jak się później okazało biegła we właściwym kierunku, po tygodniu ucieczki znalazła się na polanie jej klanu. Wycieńczoną i głodną znalazła ją Urie, niedaleko jej matecznika. Jej siostry zaopiekowały się nią najlepiej jak potrafiły. Nakarmiły ją i napoiły. Pozwoliły by odpoczęła, a kiedy nabrała sił opowiedziała im co się stało.

Sauria długo nie mogła dojść do siebie po tym co się stało. Miała traumę po tym co przeżyła. Dodatkowo krwawiło jej serce po stracie ukochanej. Na szczęście miała wokół siebie siostry, które jej pomogły. Jedno co było w tym dobre, to to, że jej klątwa jakby zapomniała o dwóch zdradzonych miłościach i teraz skupiła się na tym co działo się podczas porwania. Sauri nadal miała koszmary, ale były one zupełnie inne niż wcześniej... Driada wróciła na łono rodziny i choć w głowie miała straszną przeszłość, po kilku miesiącach jej świat wrócił do jako takiej normy.

Dane gracza: Sauria

Nazwa użytkownika:
Sauria
Ranga:
Błądzący na granicy światów
Inne Postacie:
Niara, Villemo, Saira, Aruviel, Jasmina, Nani, Sava, Siren, Ziva, Zayra, Aurelia, Nivalia,
Martwe postacie:
Cendri, Enola
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
So lut 25, 2017 11:33 pm
Ostatnia wizyta:
Pn kwi 24, 2017 9:43 pm
Liczba postów:
13 | Znajdź posty użytkownika
(0.02% wszystkich postów / 0.03 posty dziennie)
Ostatni post:
Inna krew.
Cz cze 21, 2018 9:22 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Szepczący Las
(Posty: 12 / 92.31% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Inna krew.
(Posty: 12 / 92.31% postów użytkownika)
cron