Profil użytkownika Kaikomi

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Kaikomi Wassley
Rasa: Syrenka
Wiek: 18 lat


Aura

Kiedy spogląda się w delikatną aurę syrenki na pierwszy plan bezgłośnie wysuwa się kusząca morska głębia błyszcząca nieskalanym odcieniem najczystszego cynku. Niesie ona ze sobą zapach morza; wody, soli i wszelkich żyjątek, dzięki czemu ani przez chwilę nie wydaje się pusta i monotonna. Patrząc na nią można wyciszyć się i odprężyć, lecz w pewnym momencie pokorna zazwyczaj poświata z jasnego szafiru przesłania widok, by ukazać się w pełnej krasie, a następnie spłoszyć się i opaść skromnie na łuski miedzianych, wielokształtnych rybek trącających pyszczkami pochowane na rozległym dnie muszle, które skrywają w swym wnętrzu cenne, barachitowe perły. Można zanurkować w tę otchłań i spróbować wyłowić jedną z nich; miękki piasek stanowiący podłoże dla wodnej przestrzeni uginać się będzie nawet pod lekkim naciskiem; stonowane w swych barwach wodorosty i ukwiały opleść się mogą w okół stóp i nadgarstków lepiąc się przy tym do ciała, a kłujące w opuszki palców nieostrożnie chwytane muszelki są niemal zawsze przyjemnie gładkie i przyciągają wzrok swoim naturalnym, egzotycznym pięknem. Jeśli w usta nabierze się choć odrobinę niematerialnej cieczy od razu stanie się jasne jak kwaśne potrafi być obcowanie z niezwykle wrażliwą kobietą, lecz także jak łagodny może być to smak kiedy okraszony jest szczerą słodyczą.


Wygląd

Przyjemnie się patrzy na Kaikomi. Jej uroda została utrwalona na moment przed tym, gdy z dziewczyny stała się kobietą, ma w sobie wiele świeżości i niewinności i chociaż nie ma jeszcze dorosłych rysów, nikt nie nazwałby jej dzieckiem.
W ludzkiej formie Kaikomi jest niska i dość drobna. Mierzy około 5 i ⅓ stopy (160 cm), a przy tym waży 5 i ⅓ kamienia (ok. 54 kg). Jej sylwetka przywodzi na myśl wiolonczelę - ramiona są odrobinę węższe od bioder, biust wyraźnie zarysowany. Talia krótka, ale dobrze zaznaczona, nie rzuca się jednak tak w oczy jak u kobiet o figurze klepsydry. Na prostych plecach wyraźnie zaznacza się linia kręgosłupa, lecz łopatki pozostają prawie niewidoczne, o ile syrenka nie wykonuje żadnych przesadnych ruchów. Swego rodzaju pozostałością po ogonie są szerokie biodra Kaikomi, na spółkę z krągłą pupą i dość masywnymi jak na tak drobną dziewczynę udami. Całe szczęście jej łydki i stopy są szczupłe i mają ładny kształt z elegancko zaznaczonymi kostkami, można je więc odsłaniać, a resztę ukryć pod sukienką. Ręce syrenki są proporcjonalne, lecz dla typowego mężczyzny jej dłonie i tak będą małe jak u dziewczynki. Ma ładne paznokcie o długiej płytce i równej powierzchni, przycięte krótko i raczej ładnie utrzymane, choć czasami zdarza się, że są przybrudzone ziemią czy surowym ciastem. Gdyby lepiej im się przyjrzeć zauważyłoby się, że nie są to dłonie arystokratki, która używa ich tylko do przewracania kartek w tomiku z wierszami. Kaikomi gotuje, pieli, sprząta, ceruje, masuje i przez to jej ręce są troszkę zniszczone, choć i tak nie jest najgorzej - syrenka dba o to, by się nie zaniedbać mimo nawału obowiązków.
Twarz Kaikomi ma w sobie wiele dziewczęcego uroku - ma owalny kształt i łagodne rysy. Zdrowa, opalona cera jeszcze długo pozostanie bez zmarszczek, a makijaż zdaje się być zupełnie zbędny. Od razu spojrzenie przykuwają duże, migdałowe oczy obwiedzione wachlarzem długich, czarnych rzęs i podkreślone krótkimi, ale wyraźnie zarysowanymi brwiami o bardzo delikatnym łuku. Ciemne tęczówki syrenki na pierwszy rzut oka wydają się czarne, lecz im dłużej się na nie patrzy, tym lepiej dostrzega się, jak ich powierzchnia mieni się fioletem, granatem i srebrem niczym powierzchnia spokojnego morza nocą. Kaikomi ma mały nosek, lecz za to pełne, kobiece usta o wyraźnym wykroju górnej wargi. Często się uśmiecha i pokazuje wtedy białe, równe zęby z prawie niewidocznymi kłami. Jej uszy mają prawie okrągły kształt i krótki płatek, płasko przylegają do czaszki, lecz mimo to syrenka zakłada za nie włosy albo zerwane w ogrodzie świeże kwiaty. Co się zaś włosów tyczy, nie są one zbyt typowe dla syrenki, lecz i tak dobrze wyglądają. Są długie aż do pasa, czarne i gładkie, lśniące, dość grube i ciężkie przez co niespecjalnie daje się je układać, a co za tym idzie Kaikomi z reguły nosi je rozpuszczone, ewentualnie podpięte spinką.
Nikogo nie powinno dziwić, że syrenka chodzi tylko i wyłącznie w sukienkach i spódnicach - nigdy nie miała na sobie spodni, uważając je za nieładne i niewygodne. Na dodatek cały czas ma na uwadze to, że sukienkę może mieć na sobie nawet po przemianie, bo nie będzie jej przeszkadzał zaszyty krok. Lubi nosić barwne i wzorzyste materiały, które ze względu na klimat wyspy są raczej lekkie. Nie nosi bransoletek ani naszyjników, które mogłyby przeszkadzać jej w pracy, poza tym jej sukienki również nie mają długich rękawów, a czasami są jedynie na ramiączkach. Lubi obszywać swoje ubrania cekinami i koralikami. Jedyną sztuką biżuterii, z którą nigdy się nie rozstaje, jest jej ślubna obrączka: filigranowy złoty pierścionek zwieńczony pojedynczą perłą. Niestety, ze względu na charakter pracy często musiałaby go zdejmować z palca, dlatego z reguły nosi go zawieszonego na cienkim złotym łańcuszku, a na palec przekłada gdy jest poza zajazdem. Od czasu do czasu zakłada kolczyki.
Kaikomi podczas chodzenia stawia bardzo drobne kroki, przez co nie porusza się zbyt szybko, a gdy idzie z kimś wysokim zdarza jej się podbiegać. Ma bardzo sprawne dłonie, nienagannie wyprostowane plecy i wiele wdzięku, dlatego przyjemnie się na nią patrzy gdy obsługuje gości. Nigdy nic jej nie wypada z rąk i nawet zastawioną po brzegi tacę doniesie na miejsce nie uroniwszy nawet kropelki, o ile oczywiście nie będzie dla niej za ciężka. Mówi i śmieje się raczej cicho, ale i tak przyjemnie się jej słucha, bo głos ma melodyjny i uprzejmy. Często gdy zaczyna się śmiać, zasłania usta dłonią.

W formie syrenki od bioder w górę fizjonomia Kaikomi prawie się nie zmienia, z tym wyjątkiem, że na jej szyi uwydatniają się skrzela, a między palcami pojawia się błona pławna, cienka i prawie przeźroczysta. Za to ogon, który zastępuje nogi… Czegokolwiek nie mówiłaby jego właścicielka, jest naprawdę piękny. Pokrywają go ciemnofioletowe łuski o srebrzystym połysku, a wieńcząca go płetwa wygląda jak długi, piękny welon. Porusza się pod samym wpływem ruchów wody, a gdy Kaikomi pływa, wygląda jak egzotyczna tancerka, której dynamiczne kroki wprawiają w ruch falbaniastą spódnicę. Cały urok pryska jednak, gdy syrenka w tej formie wyjdzie z wody - wtedy jej piękna płetwa wygląda jak płachta zamokniętego materiału i o ile Kaikomi nie rozłoży jej na płasko, nie dodaje jej uroku.


Charakter

Na Kaikomi wystarczy spojrzeć by móc określić najbardziej ogólne cechy jej charakteru. To naprawdę urocza dziewczyna o dobrym sercu. Jest spokojna, delikatna i wychowana na damę, ale jednocześnie idealną żonę. Niestraszne są jej prace domowe, a wręcz śmiało można stwierdzić, że to pracowita dziewczyna, która lubi zajmować się innymi. Każdy zasługuje w jej oczach na uwagę. Jest bardzo miła w stosunku do gości, a przyjaciół swojego męża traktuje wręcz jak rodzinę, choć przyznaje, że czasami ich szalone i nadpobudliwe zachowanie ją onieśmiela - generalnie dość często okazuje swoją nieśmiałość, chociażby przez ciche mówienie. Najważniejszy jest dla niej oczywiście Lucy, bo chociaż nie wyszła za niego z miłości, to jednak jest to jej mąż i wie, że powinna być dla niego dobra. Jest mu wierna i nie pozwala sobie na romansowanie, a wręcz jeśli jakiś klient jest zbyt namolny, zaczyna się go bać i stara się unikać. W stosunku do Lucy’ego zachowuje się jak dobry duch: dba, by miał czyste i całe ubranie, przygotowuje mu posiłki i czasami porzuci do kieszeni jakiś miły drobiazg. Nie wolno jej wchodzić do jego gabinetu, z czym nie ma większego problemu i nie kusi ją tam zaglądać, ale gdy Nill spędza tam dużo czasu, ona szykuje dla niego tacę z ciastem i herbatą, zanosi ją na próg, puka i odchodzi - nie chce mu przeszkadzać, po prostu o niego dba. Do wszystkich gości bez względu na przynależność rasową czy profesję podchodzi z profesjonalną uprzejmością, nie lubi jednak osób agresywny i awanturujących się. Całe szczęście do rozprawiania się z nimi ma męża albo któregoś z jego postawnych kolegów, którzy pracują w zajeździe. Kaikomi zaś bez względu na to czy jest w zajeździe, porcie czy w jakimkolwiek obcym miejscu, ma tyle oleju w głowie, by nie narażać się jeśli nie jest to absolutnie konieczne. Nie umie walczyć, więc nigdy nie dąży do konfrontacji, woli uciec albo przekonać agresora do porzucenia pomysłu obicia jej twarzy. Jeśli ktoś by ją napadł i żądał pieniędzy, pewnie by mu je oddała. Ma jednak bardzo niski, by nie rzec zerowy, próg bólu i jest o dość skuteczne narzędzie, dzięki któremu można nią manipulować. Kolejnym czynnikiem na który jest szczególnie wrażliwa jest alkohol i wszelkie trucizny. Trunków nie może pić prawie w ogóle - sam ich zapach przyprawia ją o mdłości, a po wypiciu kieliszka wódki zwali się pod stół i dwa dni będzie chorować.
Jest wiele rzeczy, które sprawiają syrence przyjemność. Lubi pływać w morzu, zajmować się swoim małym ogródkiem, piec, szyć, niańczyć dzieci Borga, siedzieć godzinami w swoim pokoiku i się stroić. Z reguły nie ma na to wszystko wiele czasu, bo jest zajęta pracą, ale nie narzeka, bo wbrew pozorom prowadzenie zajazdu razem z mężem nie stanowi dla niej udręki. Zwłaszcza, gdy trafią się jacyś mili i rozmowni goście, którzy wniosą ze sobą miłą atmosferę. Chociaż… I bez gości w kawiarni jest bardzo miło, a to głównie dzięki otwartości pracujących tu osób. Nawet jeśli bywa ciężko, Kaikomi się nie skarży. Nie pozwala, by długo trzymały ją negatywne emocje i bardzo szybko się z nich oczyszcza - przemyśli co zaszło, szczerze porozmawia czy nawet się wypłacze i już jest w porządku. Raczej nie stroi fochów, lecz potrafi się obrazić, gdy Lucy poświęca więcej uwagi Myszy niż jej. Do samej kotki jednak nic nie ma - może czasami rzuci pod jej adresem jakiś gorzki komentarz, ale wie, że przecież ona nie robi tego złośliwie.
Kaikomi wbrew temu, że powszechnie jest uważana za raczej urodziwą dziewczynę, ma spore kompleksy na punkcie swojego wyglądu, szczególnie swojej naturalnej formy syrenki. Uważa, że jest bura i nieciekawa, jak wrona wśród papug, bo przecież wszystkie inne syrenki są kolorowe i wesołe. Nawet jej ojciec miał piękne błękitne łuski i białą płetwę, która przypominała welon z szafirowym obrębieniem.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Wrażliwy,
Zwinność:Bardzo zręczny, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry słuch, Czuły język, B. wyostrzobe czucie, Wyostrzony zm.mag,
Umysł:Bystry, Ineligentny,
Prezencja:Piękny, Szarak,

Cechy specjalne

Syrenka lądowa [Z]Kaikomi wychowała się w porcie i spędziła na lądzie dużo więcej czasu niż większość syrenek. Przez to jej tolerancja na pozostawanie poza wodą jest dłuższa i wynosi około osiemnastu godzin.
Naturalne środowisko [Z]Czego by jednak nie mówić, Kaikomi jest czystej krwi syrenką i to morze jest jej naturalnym środowiskiem. Potrafi oddychać pod wodą, zna tamtejszą faunę i florę, a z większością morskich zwierząt jest w stanie się porozumieć, o ile oczywiście przebywa pod powierzchnią.
Wrażliwy organizm [W]Syrenka jest bardzo wrażliwa na wszelkie trucizny, wliczając w to alkohol i różne używki. Od samego zapachu wódki robi jej się mdło, a po wypiciu kieliszka będzie chorowała przez kilka dni. Podobnie reaguje na nieświeże jedzenie, a dawka trucizny, która ją zabije, jest wielokrotnie niższa niż dla innej kobiety jej postury.

Umiejętności

Gotowanie [O]
Cukiernictwo [O]
Taniec [P] Lokalny taniec w którym stopy stoją raczej twardo na ziemi, a ruch pochodzi głównie z bioder i rąk.
Śpiew [P]
Ogrodnictwo [P]
Szycie [P]
Haftowanie [P]
Naturianizm [W]
Botanika [P]
Jublierstwo [P]
Masaż [O]
Gra na instrumencie [koto] [W] Hobby i jednocześnie główne zajęcie Kaikomi w zajeździe jej męża - gra na koto, czyli długiej, leżącej na ziemi cytrze z ruchomymi progami.
Pływanie [W] Oczywiście w formie syrenki.
Łowienie [P] Łowienie ryb gołymi rękami po przemianie w syrenkę.
Poławianie pereł [P]
Czytanie i pisanie [O]
Poliglotyzm [P] Język naturian
Targowanie się [P]

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

Historia Kaikomi zaczyna się w głębinach morza wokół wyspy Lariv, podczas tarła, które miało służyć uzupełnieniu liczebności stada. Brało w niej udział stosunkowo niewiele osób, a wśród nich był tryton imieniem Hanale. Jego wkład w powiększenie populacji wioski był dość niespodziewany, gdyż od dawna już szczycił się on mianem dziwaka, który woli przebywać na powierzchni niż pod wodą - miał on licznych znajomych w porcie i nawet stałą pracę poławiacza pereł. Jakże oczywisty wybór dla trytona, czyż nie? Gdy jednak wrócił do wioski na kilka miesięcy przed tarłem, nikt nie węszył w tym żadnego spisku ani nie zadawał głupich pytań: uznano, że Hanale po prostu się wyszalał i wrócił, by wieść normalne życie. Był trytonem w pełni sił, na dodatek bardzo elokwentnym - miał powodzenie, szybko mu zaufano i zyskał sobie wierne grono znajomych.
Gdy wylęgły się małe syreny, Hanale nie odpuścił sobie przebywania z nimi i razem z kilkorgiem innych mieszkańców wioski brał udział w ich wychowywaniu. Szczególną atencją obdarzał jedną konkretną syrenkę, której nawet sam nadał imię: Kaikomi, morska perła. Nim ktokolwiek się spostrzegł, Hanale zajmował się tylko nią i gdy zdawało mu się, że nikt nie słyszy, nazywał ją swoją córeczką. Nie wywołało to w wiosce specjalnego entuzjazmu: tamtejsze dzieci były wychowywane wspólnie, przez wszystkich i nie robiono między nimi różnic. Tryton był jednak nieustępliwy, powołując się na podobieństwo między sobą a syrenką oraz niezwykłe przywiązanie jakie w stosunku do niej odczuwał stwierdził , że to jego dziecko i nie odda go nikomu. Konflikt poglądów i interesów szybko narastał, Hanale zarzucono faworyzowanie syrenki, robienie jej wody z mózgu i narzucanie im powierzchniowych zachowań, przez co tryton w końcu zdecydował się na powrót na powierzchnię razem z Kaikomi, bez względu na to czy reszcie to się podobało, czy też nie. W końcu razem ze swoją córką opuścił rodzinną wioskę raz na zawsze - jak najdłużej zachowywał swe plany w tajemnicy, by nikt nie mógł ich pokrzyżować. Gdy jednak odszedł, nie była to ucieczka pod osłoną nocy, jakby był jakimś kryminalistą, chociaż i tak postarał się, by reszta społeczności dowiedziała się o ich zniknięciu nieco po fakcie. Nie ścigano ich zresztą, jedynie w porcie kilkukrotnie Hanale spotykał się z pojedynczymi osobami z wioski, które namawiały go do powrotu albo przynajmniej do oddania Kaikomi, by mogła wychowywać się w morzu, jak na normalną syrenkę przystało. Tryton był jednak nieustępliwy, a prowadzenie pertraktacji na jego terenie wyraźnie mu sprzyjało i w końcu zaniechano nagabywania go do powrotu. Na koniec jednak dano mu wyraźnie do zrozumienia, że nie będzie już mile widziany w wiosce ani gdy będzie poławiał perły w jej okolicy. Zawoalowana groźba nie dotyczyła oczywiście Kaikomi, lecz nikt chyba nie łudził się, że dziewczynka sama podejmie decyzję o powrocie. W ten sposób drogi Hanale i jego dawnych braci definitywnie się rozeszły.
W porcie tryton zaliczał się do obywateli średniej klasy, z aspiracjami do stania się kimś ważniejszym. Szybko zrezygnował z poławiania pereł dla innych i zaczął pozyskiwać je dla siebie, by robić z nich prawdziwe dzieła sztuki jubilerskiej jak i użytkowej. Zarówno handlarze wywożący towary na kontynent jak i miejscowe elity dość wcześnie zorientowały się, że wyroby Hanale zasługują na uwagę i składano u niego coraz większe zamówienia, aż w końcu musiał on zacząć przyjmować pomocników i uczniów. Ci jednak zajmowali się drobiazgami: niektórzy poławiali perły, tak jak on za młodu, inni pilnowali biurokracji, czasami jeden czy drugi pomagał mistrzowi w łatwych lecz czasochłonnych pracach. Tryton był wybredny i nim znalazł sobie ucznia z prawdziwego zdarzenia, któremu chciałby przekazać wszystkie tajniki swego rzemiosła, minęło wiele lat, a przez jego warsztat przewinęły się setki osób. W końcu padło na Noheę, trytona, który tak jak Hanale zdecydował się prowadzić życie na lądzie. Śmiało można stwierdzić, że Nohea nie był tylko uczniem, lecz także przybranym synem swego mentora, gdyż bardzo się zżyli, a co ważniejsze chłopaka tolerowały również partnerki starego trytona, który mimo rozwinięcia się u niego silnego instynktu ojcowskiego dalej nie przywiązywał wagi do stworzenia z jakąś kobietą stałej pary, co było typowe dla jego rasy. Spotykał się więc regularnie z trzema różnymi kobietami, które dla jego ukochanej córeczki Kaikomi były czymś między ciociami a matkami na pół etatu.
A co w tym wszystkim działo się z samą Kaikomi? Ona była typową córeczką tatusia, jego oczkiem w głowie, księżniczką i promyczkiem szczęścia. Każdy kto ich widział razem widział, że Hanale kocha syrenkę nad życie, a jej szczęście stanowi dla niego najwyższy priorytet i robił naprawdę wszystko, byle tylko zapewnić jej jak najlepsze życie. Dziewczynka dostawał od niego sukienki, zabawki, słodycze - wszystko, na co miała ochotę. Co zaskakujące nie była przy tym do cna rozpuszczona, chociaż wiele osób mogłoby wysnuć taki wniosek. Hanale miał jednak zaskakująco dobrą rękę do wychowywania dzieci, a sama syrenka również była z natury bardzo posłusznym dzieckiem, więc tryton ze swej pociechy powoli formował księżniczkę z prawdziwego zdarzenia - skromną, miłą, elegancką i dobrą, choć mieszkającą w przepychu. Ojciec bardzo dbał o jej wykształcenie, chociaż gdy mógł, wolał w typowo damskich sprawach zdawać się na wiedzę którejś z jego partnerek - z reguły tych młodszych, które same były córkami kupców i kapitanów statków i najlepiej wiedziały co powinna przyswoić dziewczynka na ich poziomie. Stąd też Kaikomi zna się na szyciu, haftowaniu, dzięki nim zaczęła również naukę gry na instrumencie. Z drugiej jednak strony w wychowaniu syrenki decydujące zdanie zawsze miał jej ojciec, przez co syrenka ma również umiejętności, które wcale nie są typowe dla panienki z dobrego domu: to on nauczył ją poławiania pereł, łowienia ryb, zachęcił ją do poznawania lokalnych tańców.
Jednym z przełomowych dni w życiu małej syrenki było święto letniego przesilenia, gdy Kaikomi miała ledwie sześć lat. Hanale zabrał ją tamtego dnia na festyn połączony z pokazem fajerwerków. Nie towarzyszyła im tamtego dnia żadna z kochanek trytona, poszli tylko we dwójkę. Niestety, mimo całej swej opiekuńczości Hanale w pewnym momencie stracił córkę z oczu, zaabsorbowany rozmową ze znajomym kapitanem, na którego trafił przypadkiem. Dziewczynka momentalnie zgubiła się w tłumie. Nim jednak zrobiła coś głupiego albo też stała jej się jakaś krzywda, znalazła się pewna grupa dobrych, aczkolwiek dość przy tym egzotycznych, dusz, która zdecydowała się jej pomóc. Bandzie zmiennokształtnych przewodził młody mężczyzna, raptem nastolatek, o chmurnym obliczu i władczej postawie. Kaikomi zaraz została wypytana kim jest i dlaczego plącze się po festynie tak zupełnie sama i z kim przyszła, bo już na pierwszy rzut oka widać było, że ta mała królewna się zgubiła. Syrenka ładnie choć dosyć cicho odpowiadała na pytania i gdy w końcu udało się ustalić, jak wygląda poszukiwany tatuś (a Hanale był mężczyzną zdecydowanie rzucającym się w oczy), cała grupa zdecydowała się pomóc dziewczynce go odnaleźć. To również nie było specjalnie trudne, gdyż mała dziewczynka nie odeszła wcale aż tak daleko, a na dodatek zaaferowanego mężczyznę o błękitnych włosach i alabastrowej cerze biegającego po okolicy z paniką w oczach nie było trudno namierzyć. Hanale nie posiadał się ze szczęścia, gdy dostrzegł Kaikomi prowadzoną przez tego chmurnego młodzieńca o białych włosach - zaraz wybiegł im na spotkanie i wziął córkę w ramiona, gorliwie przepraszając za to, że spuścił ją z oka. Chwilę później odzyskał rezon i należycie podziękował tym, którzy zaopiekowali się jego najdroższym skarbem i przyprowadzili ją do niego. Zapewnił, że jest gotów się odwdzięczyć w dowolny sposób, tego wieczoru nie padła jednak żadna konkretna prośba ani deklaracja, a jedynie zwykła wymiana grzeczności. Niemniej Hanale był mężczyzną honorowym i nie zamierzał tego tematu tak łatwo pozostawić, tym bardziej, że chłopak, z którym przyszła jego córka - niejaki Lucy Wassley - całkiem przypadł mu do gustu jako osoba stanowcza i ewidentnie zorganizowana, mająca naturalny dar w zawiadywaniu ludźmi. Przy jednym z kolejnych spotkań Hanale dowiedział się, że wybawca Kaikomi zamierza prowadzić zajazd za miastem i że prace nad tym ambitnym projektem są już praktycznie na ukończeniu. Był to dla trytona idealny moment by zaoferować swoją pomoc w postaci finansowej - nieoprocentowanej pożyczki na bliżej nieokreślony okres czasu, by Lucy mógł wykończyć dzieło swojego życia. Chłopak może i się trochę wzbraniał, ale w końcu pieniądze wziął, zobowiązując się, że odda wszystko co do ostatniego ruena. Jednak jego znajomość z Hanale nie ograniczała się jedynie do biznesu, gdyż naturianin chętnie zaprzyjaźnił się ze zmiennokształtnym młodzieńcem, w którym urzekł go charakter, zdecydowanie i arystokratyczna postawa. Tryton od czasu do czasu nagabywał go do ożenku, lecz za każdym razem był zbywany. Biedny Wassley, nie wiedział jeszcze wtedy, że słowa Hanale wcale nie są takie niewinne i bez kontekstu…
Tryton pierwszy raz niespodziewanie stracił dech, gdy jego córka miała dwanaście lat. Całe szczęście zdarzyło się to w jego pracowni, gdzie byli razem z nim Nohea i jeszcze jeden pomocnik, więc szybko zaradzono jego dusznościom, przenosząc go do wody, gdzie otworzyły się jego skrzela i ostatecznie odzyskał oddech. Incydent ten przypisano zbyt długiemu przebywaniu przez Hanale na lądzie i po prostu nakazano mu lepiej pilnować się czasu, jaki spędza poza wodą. Wszyscy zapomnieli o jego wypadku i przez kolejne pół roku był spokój, aż do kolejnego napadu, przy którym tym razem była obecna jego córka i dwie kochanki trytona, które akurat były u nich w odwiedzinach. Jedną z kobiet była Irminia - elfia lekarka, która na wieść o tym, że jest to kolejny atak duszności, po przeprowadzeniu kilku dodatkowych badań od razu była w stanie postawić diagnozę, która niestety nie była pomyślna. Płuca Hanale wysychały. Była to przypadłość dość rzadka, lecz zdarzała się wśród trytonów i syren zbyt długo przebywających na lądzie. Ich płuca po prostu powoli wysychały i przestawały przyjmować tę samą ilość powietrza co zwykle - powrót do środowiska wodnego nie był w stanie cofnąć już raz zapoczątkowanych zmian. Choroba była śmiertelna, lecz jej postęp następował dość powoli, Hanale miał więc jeszcze czas cieszyć się życiem. Powrót do morza oczywiście kupiłby mu kilka dodatkowych lat, lecz tryton się na to nie zdecydował, chcąc żyć jak dotychczas. Nie mógł zresztą zostawić Kaikomi, która wychowała się w porcie i dla niej przeniesienie się pod powierzchnię byłoby z pewnością bardzo traumatyczne zważywszy, że nie znała tamtego modelu życia i nikogo tam nie miała. Tryton więc wykorzystał czas, jaki mu pozostał, na zabezpieczenie bytu swej ukochanej córki. Dogadał się ze swoimi kochankami w kwestii tego która miałaby się zająć Kaikomi po jego śmierci, spisał testament regulujący kwestie materialne i prawne, dogadał się również z Noheą, któremu po śmierci mentora miał przypaść w udziale cały zakład i wszystkie kontakty handlowe wypracowane przez jego mentora.
Syrenka żyła z ojcem jeszcze prawie pięć lat. Choroba Hanale długo utrzymywała się w stadium, w którym jego napady duszności zdarzały się raz na tydzień czy dwa, mógł więc w miarę normalnie funkcjonować, nie dało się jednak nie zauważyć, że tryton ani na moment nie pozostaje sam i cały czas ktoś go pilnuje na wypadek, gdyby znowu przestał oddychać. On sam jednak zachowywał się bardzo spokojnie, jakby był przygotowany na to co ma nastąpić. Jego nastrój z początku dobrze działał również na Kaikomi, gdy jednak stan jej ojca zaczął się gwałtownie pogarszać, a on dalej tryskał dobrym humorem, zaczęło ją to przygnębiać. Hanale twierdził jednak, że nie boi się umrzeć, gdyż zrobił już wszystko tak jak należy, zapewniał nieustannie swoją córkę, że o wszystko zadbał i gdy jego zabraknie, ona nie zostanie sama. Wtedy jednak Kaikomi jeszcze nie wiedziała co jej tata ma na myśli.
Syrenka miała siedemnaście lat, gdy Hanale w końcu przegrał z toczącą go chorobą. Zmarł na rękach córki i Nohei, gdyż to on tego dnia był akurat w odwiedzinach u swego chorego mistrza. Szybko jednak okazało się, że śmierć ojca nie była jedynym przełomem, jaki miał teraz nastąpić w jej życiu, a wręcz pociągał on za sobą jeszcze jeden, kto wie, czy nie bardziej brzemienny w skutkach. Hanale mianowicie sporządził testament, bardzo szczegółowy spis tego kto co ma od niego otrzymać. Na szczycie listy o dziwo nie znajdowała się jedynie jego ukochana córka, ale tuż obok niej wypisany został Lucy Wassley. Kaikomi dostał się cały majątek ojca, zaś wilkołakowi… dostała się Kaikomi. Hanale zobowiązał tych dwoje do wzięcia ze sobą ślubu, lecz nie przedstawił w testamencie żadnej argumentacji - tą notariusz przekazał każdej ze stron w zapieczętowanej kopercie. Lucy ze swojej części dowiedział się, że Hanale oddaje mu swój największy skarb, swą jedyną i ukochaną córkę, o którą wilkołak ma dbać i się nią opiekować, gdyż jest to jego perełka, a perła, którą się zaniedbuje, niszczeje i umiera. Zapewniał, że razem zaznają szczęścia, chociaż może teraz tego nie czują, mają mu jednak zaufać. Kaikomi zaś Hanale zapewniał, że wybrał dla niej najlepszego męża, jakiego tylko był w stanie, że mimo swej gburowatej powierzchowności Lucy jest dobrym mężczyzną, który da jej szczęście i będzie się nią należycie opiekował. Żadna ze stron nie śmiała się sprzeciwić woli zmarłego trytona.
Ślub nastąpił kilka miesięcy później. Jeszcze przed nim para młoda mieszkała osobno i spotykali się jedynie przy okazji aranżowania całej uroczystości - kto słuchał ich z boku ten mógł łatwo spostrzec, że nie towarzyszy im radosne podniecenie, które powinno cechować małżonków. Kaikomi była przygnębiona po stracie jedynego członka swojej rodziny i przestraszona malującą się przed nią przyszłością u boku mężczyzny, którego zupełnie nie znała. Jej opiekunka - Irmiania - dodatkowo negatywnie nastawiała ją do brania udziału w aranżowanym ślubie, gdyż sama była bardzo postępową we własnym mniemaniu kobietą i twierdziła, że kobieta nie powinna mieć narzuconego przez mężczyznę jarzma, a gdyby sama wcześniej wiedziała co Hanale szykuje dla Kaikomi, to najpierw zmusiłaby go do zmiany tego zapisu w testamencie, a potem własnoręcznie by go udusiła. Całe szczęście jednak syrenka miała osoby, które wsparły ją w tych trudnych chwilach: był wśród nich oczywiście Nohea, który przez pamięć o Hanale oraz sympatię do jego córki starał się wspierać ją na duchu, a oprócz niego wielką entuzjastką zamążpójścia Kaikomi okazała się być jej przyjaciółka, Ijumara Nigorie, która dzielnie pocieszała smucącą się syrenkę i zapewniała ją, że przy boku Wassleya będzie miała życie jak z bajki, a on pod jej wpływem z pewnością stanie się prawdziwym księciem, chociaż w tym momencie na takiego nie wyglądał. W samym zajeździe również znalazły się serdeczne osoby gotowe wesprzeć Kaikomi w tym jakże stresującym okresie - była to przede wszystkim niedźwiedzica, która matkowała wszystkim mieszkańcom zajazdu. To ona uświadomiła syrence, że jeśli którekolwiek z nich musi słuchać ostatniej woli Hanale, to jest to z pewnością Lucy, który miał wobec trytona ogromny dług wdzięczności za pomoc przy zajeździe i pożyczone od niego pieniądze, ona zaś nie była nikomu nic winna, więc jeśli nie chciała tego ślubu - powinna powiedzieć to na głos. Kaikomi jednak nie wycofała się, kierowana ponad wszystko szacunkiem i miłością do swojego zmarłego ojca oraz nadzieją, że ten jak zawsze podjął dobrą dla niej decyzję.
Sama uroczystość tylko częściowo przypominała wesele, jakie zna większość mieszkańców kontynentu. Przez mnogość osób stanowiących przybraną rodzinę Lucy'ego nagle okazało się, że konieczne jest przeprowadzenie ślubu w kilku jeśli nie kilkunastu różnych obrządkach, by wszyscy mogli należycie powitać nową członkinię rodziny. Ta sama zasada dotyczyła również wesela, które było kolorowe, huczne i bogate... i którego panna młoda prawie w ogóle nie pamiętała. Częściowo winny był temu stres, częściowo zaś ogromne zmęczenie wynikające z przygotowań i zamieszania jakie towarzyszyło temu szczególnemu wydarzeniu.
Później wszystko się uspokoiło. Z początku Lucy i Kaikomi, choć stanowili już oficjalne małżeństwo, sypiali w osobnych pokojach - okazało się, że Nill nie jest zbyt chętny by pokazywać się swojej żonie w ludzkiej formie, którą przybierał w nocy. Ona zaś nie miała śmiałości by na niego naciskać, bała się zresztą tego, z czym wiązało się dzielenie sypialni z mężczyzną - była wtedy jeszcze dziewczyną bardzo niewinną. Nastał jednak moment, gdy zaczęli dzielić ze sobą łoże i zaczęli się również starać o to, by ich małżeństwo jednak było udane. Przez wzgląd na ich specyficzne charaktery jest to trudne... Lecz powolutku wszystko idzie ku dobremu. Póki co Kaikomi jest panią Wassley dopiero niespełna rok i jeszcze naprawdę wiele może się w jej życiu wydarzyć.

Dane gracza: Kaikomi

Nazwa użytkownika:
Kaikomi
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Nikolaus, Ijumara, Rael,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
So lut 11, 2017 6:40 pm
Ostatnia wizyta:
Cz wrz 14, 2017 9:34 pm
Liczba postów:
5 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.02 posty dziennie)
Ostatni post:
[Zajazd i okolice] Wszystko zaczęło się po ślubie
N wrz 03, 2017 8:32 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Zajazd Lucy'ego
(Posty: 2 / 40.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Zajazd i okolice] Wszystko zaczęło się po ślubie
(Posty: 2 / 40.00% postów użytkownika)

Podpis

cron