Profil użytkownika Anais

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Anais Riddle
Rasa: Anioł Światła
Wiek: 18 lat


Aura

Emanacja nie ma wielkiej siły, aczkolwiek da się w niej dostrzec spory potencjał, który niejednego mógłby zaskoczyć. W słońcu błyszczy jak miedź, a wokół tańczą popychane delikatnym powiewem barachitowe listki o kobaltowych zdobieniach w postaci różnorakich zawijasów i skomplikowanych figur ze srebrzystymi kropeczkami. Niespodziewanie rozlega się głośny trzask, a potem kilka kolejnych, towarzyszy temu przyjemne ciepło co przywodzi na myśl ognisko, po chwili dołącza do tej symfonii przyjazna melodia, dająca pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa i błogości. Gdy zmysł węchu wychwyci cudowną woń lilli, aż ma się ochotę zamknąć, choć na moment oczy i odpłynąć w oceanie myśli. W dotyku delikatna, puchata i mięciutka niczym pierze pisklęcia, aczkolwiek bywają nieliczne miejsca, gdzie jest twardsza. Tam też można znaleźć ostre zarysy, wyginające się chaotycznie na różne strony, trzeba uważać by się przypadkiem na nie, nie nadziać. Aura pozostawia po sobie trwały, lepki posmak, który uparcie nie chce dać o sobie zapomnieć.


Wygląd

Anais nie jest wysoka, łatwo znika w tłumie i nie trudno ją przeoczyć, pomimo pary wyrastających jej z pleców skrzydeł. Mierzy jakiś metr i siedemdziesiąt centymetrów, jej wzrost jest jednak z lekka nagięty dzięki grubszej podeszwie w skórzanych kozakach. Bez nich wygląda na jeszcze mniejszą, a powodem tego jest jej sylwetka. Anielica jest drobna i delikatna niczym płatek śniegu. Szczupła do granic możliwości, o smukłych ramionach, znika w tłumie innych anielic, jak kropla w jeziorze. Brak wielkiek siły nadrabia jednak zręcznością i szybkością. Jest wygimnastykowana, uwielbia tańczyć i wchodzić na drzewa. Z taką aktywnością co rusz gubi niechciane kilogramy. Skórę ma gładką i bladoróżową, typową dla alarańskich, ludzkich dziewczyn w jej wieku. Czynnikiem ją odróżniającym są jednak skrzydła koloru brudnego srebra, nie tak wielkie, jak u innych Niebian, ale doskonale sprawdzające się w życiu. Okrągła twarz zawsze zdobi uśmiech drobnych warg, nad którymi błyszczą duże i jasne oczy koloru miodu. Włosy w barwie platyny, często zawiązane w warkocz, opadają jej na plecy i ramiona szeroką kaskadą i sięgają lini bioder. Ich pielęgnacja zawsze zajmuje sporo czasu, ale Anais nie ma najmniejszego zamiaru ich ścinać. Swoje piękne, młode ciało anielica zamyka pod szarą bluzką na ramiączkach, obcisłymi spodniami i kozakami z twardej, garbowanej skóry. Dodatkowo zestaw ochraniaczy na ramiona i kolana, które przydają się podczas upadków z wysoka. Bagaż podróżny Niebianki nie jest duży, dokładnie tyle ile zmieści się na plecach jej pupila, Vortha, który dodatkowo jest jej najlepszą bronią. Warto napomknąć, że łydki dziewczyny są poznaczone śladami ukąszeń - pamiątkami po zabawach z małą chimerą, zanim ta zrozumiała, że nie wolno wszystkich kłuć jadowitym kolcem.


Charakter

Anais jest osobą raczej żwawą i żywą. Trudno jej usiedzieć w jednym miejscu, jeśli widzi, że gdzieś dzieje się coś interesującego. Jest bardzo ciekawska świata i lubi poznawać wszystko, co nowe w jej najbliższym otoczeniu. Czyni to głównie poprzez dotyk, nawet przez chwilę nie myśląc o tym, że któregoś dnia może dostać po łapach. W zachowaniu tym bardzo przypomina swojego pupila, Vortha, z którym wspólnie potrafi wpaść i wykaraskać się z wszelkich kłopotów. Tych natomiast stara się unikać za wszelką cenę, jak ognia. Bycie w centrum zainteresowania nie jest czymś, w czym by się odnalazła. Z natury jest takim szarakiem, który nie wychyla się przed szereg nie pytany. Woli przeczekać aż zagrożenie samo ją ominie lub od niego odfrunąć przy pomocy skrzydeł. Nie zgrywa przesadnej bohaterki, mentalnie i fizycznie wciąż jest dzieckiem, więc nie dla niej niebezpieczne, awanturnicze życie. Jest bardzo odpowiedzialna, widać to na przykładzie jej towarzysza, któremu niczego w życiu nie brakuje. Anais stara się dbać o przyjaciela jak najlepiej i zawsze ma jego dobro na względzie. Gotowa jest nawet pocierpieć, byleby jemu było dobrze. Ciężko powiedzieć czy jest lojalna i honorowa, czy podstępna i zdradziecka. Podobnie, jak kłopotów, anielica unika wszelkich starć lub ogląda je z bezpiecznej odległości. Lubi bezinteresownie pomagać innym, jest miła i zazawyczaj chodzi uśmiechnięta od ucha do ucha. W towarzystwie ciężko jej się zgubić, choć w przeszłości przyjaciółek miała niewiele. Równo jedną, którą była córka drwali z Magooth, Juno, śliczna brązowowłosa elfka, z którą Anais miała okazję spędzić trochę czasu i którą miała okazję naprawdę polubić, a może nawet poczuć do niej coś więcej. Mimo to Anais da się lubić, dlatego dziewczyna nie ma problemu z zawiązanem znajomości. Szczerość i uczciwość to cechy nabyte wraz z urodzeniem. Kłamiący anioł światła szybko przestałby istnieć, gdyby pozwalał sobie na życie pełne fałszu. W niej dodatkowo mieszkają ogromne połacie niewinności.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Raczej wytrwały, Wrażliwy,
Zwinność:Zręczny, Bardzo szybki,
Percepcja:Dobry wzrok, Wyostrzony zm.mag,
Umysł:Pojętny, Ineligentny,
Prezencja:Ładny, Godny,

Cechy specjalne

Latanie [D]Możliwe dzięki parze białych (no może lekko szarych) skrzydeł, z którymi Anais przyszła na świat. Nie są one co prawda tak wielkie i wspaniałe, jak u innych aniołów, ale dzielnie wykonują powierzone im zadanie, niosąc dziewczynę wszędzie tam, gdzie sobie wymarzy. Oczywiście należy pamiętać o tym, że nie są one niezniszczalne oraz, że nie są jeszcze w pełni rozwinięte. Podróż z Maagoth dookoła Alaranii nie jest z nimi osiągalna, ale mniejsze dystanse między wioskami już jak najbardziej tak.
Regeneracja [D]Dar sprawiający, że wszelkie zadrapania i rany goją się u niej wyjątkowo szybko, jeśli tylko padają na nie promienie słońca. Szczególnie przydatne jeśli mieszka się pod jednym dachem z chimerą, która uwielbia drapać i podgryzać podczas wspólnych zabaw.
Odporność na toksyny [Z]Chodzi o te, które występują w jadzie skorpionów, niektórych węży i pająków. Anais uodporniła się na ich szkodliwe i zabójcze działanie poprzez własne, dość przykre doświadczenia z ogonem Vortha. Co prawda był on jeszcze mały, ale jego jad potrafił już doprowadzić do paraliżu istotę rozmiarów psa. Z biegiem czasu ciało anielicy samo zaczęło bronić się przed toksynami, a obecnie jest ona w stanie przetrwać działanie słabszych trucizn.

Umiejętności

Wspinaczka [W] By nie umrzeć z nudów, trzeba było znaleźć sobie jakieś zajęcie. Niestety mieszkając w lesie nie ma ich za wiele. Ale są same drzewa, w dodatku niektóre dające owoce. Anais lubi się wspinać, od małego to robiła, a gdy znalazła Vortha, także z nich, ścigając się kto pierwszy znajdzie się na szczycie. Zwykle przegrywała, ale i tak miała z tego mnóstwo zabawy.
Krawiectwo [O] Kiedy rozdarła się bluzka lub spodnie, Anais sama zszywała dziury. Nauczyła się tego, podglądając pracę ciotki, by pomóc jej czasami w obowiązkach.
Pływanie [O] Razem z Juno taplały się beztrosko w leśnych strumieniach i jeziorkach.
Tresura [W] W końcu wytresowała bestię, istotę o której mówi się, że zabija dla przyjemności, a to już coś. Vorth je jej z ręki, wykonuje bezmyślnie każde polecenie, a nawet wykonuje różne sztuczki.
Gotowanie [O] Często miała okazje pomagać ciotce w kuchni, przygotowując posiłki, które następnie jej wuj dostarczał pracującym przy wycince drzew drwalom. Zazwyczaj wykonywała drobne prace, jak obieranie i pokrojenie marchwi, wysmarowanie kurczaka marynatą lub ścieraniu suszonych ziół na przyprawy. Ogólnie w kuchni Anais nie czuje się obco i potrafi się w niej odnaleźć.
Śpiew [O] Kiedy nikt nie słucha, anielica lubi sobie pośpiewać, zapatrzona w rozgwieżdżone niebo. Nie jest wielce utalentowana, ale przynajmniej uszom, które ją słyszą nie chce się od razu krwawić.
Taniec [P] Zna kilka podstawowych ruchów, ale nie jest to wystarczający poziom, by nie zrobiła z siebie błazna na jakimś drogim przyjęciu. Zwykle tańczy sama w świetle gwiazd, w rytmie wiatru i skaczących wokół niej, futrzastych łap.
Rysunek [W] Utalentowana rysowniczka.
Gimnastyka [O] Ma wygimnastykowane ciało, smukłe i bardzo piękne, z którym może się podobać mężczyzną. Niestety woli kobiety. Dodatkowo proste choreografie cyrkowe nie są dla niej wyzwaniem.
Prawo [O] Wujostwo wpoiło jej do głowy kilka praw, które obowiązują w większych miastach i których przestrzeganie jest ważne, by nie wpaść w tarapaty.
Tropienie [P] Rozpoznaje ślady dzikich zwierząt, które przeszły daną ścieżką w czasie nie dłuższym niż dwa-trzy dni wcześniej. Wujek jej tego nauczył, kiedy zabierał Anais na spacery po lesie i grzybobrania.
Łowienie ryb [O] Gdy wuj polował, ona najczęściej przesiadywała nad rzeką z patykiem i kawałkiem sznurka, do którego przyczepiała robaka i wrzucała go do wody. Czasami zdażyło się, że akurat przepływał tamtędy jakiś samotny łosoś i chwytał przynętę, a czasami musiała siedzieć w miejscu kilka godzin, walcząc z chęcią rzucenia wszystko w diabły i znalezienia ciekawszego zajęcia.
Medycyna [O] Wracając z polowań, wuj często miał głębokie rany, które ktoś musiał opatrzeć. Anais pomagała wtedy ciotce, która nie mogła powstrzymywać się od komentarzy.
Ogrodnictwo [O] W wolnym czasie anielica przesiadywała w ogrodzie, pieląc lub doglądając kwiatów.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Ognia [N]Anais urodziła się z predyspozycjami do posługiwania się ogniem, lecz nie spotkała jeszcze w życiu kogoś, kto mógłby jej pomóc rozwinąć ten dar. W domu otrzymała kategoryczny zakaz tkania ognistych iskier, wraz z tłumaczeniem, że nie przyniesie to jej nic dobrego. W rzeczywistości jednak niebianka często wymykała się z domu, by właśnie móc pobawić się posiadanym talentem. Niestety wielkich postępów w nim nie uczyniła. Obecnie wykrzesanie spomiędzy palców kilku iskier i zabawa płomykami to jedyne mistrzostwo, do którego doszła. Dalsze arkana magii stoją dla niej zamknięte.
Dobra [N]Ten dar odkryła w sobie przypadkiem, kiedy Vorth postanowił wskoczyć za uciekającą wiewiórką w cierniste krzewy. Wyszedł wtedy stamtąd cały podrapany i naszpikowany kolcami, nad których usunięciem Anais spędziła z lekka dwie godziny. Wtedy też zobaczyła, że kiedy przykłada palce do ran towarzysza, te zaczynają świecić srebrną poświatą i zamykają się. Od tamtej pory Anais potrafi też leczyć obrażenia u innych, o ile nie są one bardzo rozległe i paskudne. Co zaś się tyczy innych tajnik tego arkanu, to budziły się one zupełnie przypadkowo np. Kiedy Anais życzyła komuś coś miłego. Puf i się spełniało, ale sama anielica nad tym nie panuje.

Magiczne przedmioty

Towarzysz

Vorth
Pewnego dnia, gdy dwunastoletnia dziewczynka włóczyła się samotnie po lesie, usłyszała wołanie o pomoc w postaci krótkich i pełnych strachu miauknięć. Niewiele myśląc, pobiegła w kierunku hałasu, aż dotarła do starego obozu drwali, opuszczonego z powodu licznych ataków anonimowego potwora. Jak się później okazało, owym zagrożeniem była stara bestia, która zaciekle broniła swojego terytorium, nękanego przez postępującą wycinkę drzew. Niestety drwale z Maagoth, słynący ze swojego uporu i determinacji, za nic nie chcieli ustąpić w tej walce. Nie po tym, ile krwi zostało w niej przelanej. Mężczyźni zorganizowali nagonkę, rozstawili liczne pułapki i zasiekli samicę siekierami u wrót pieczary, w której mieszkała. Nie odbyło się oczywiście bez kolejnych ofiar. Przyparta do muru bestia gryzła i drapała, kłuła jadowitym ogonem i posyłała na tamtą stronę kolejnych śmiałków. A wszystko to, by bronić swojego potomstwa. To właśnie jego wołanie o pomoc ściągnęło niebiankę w miejsce masakry, jaka miała miejsce dwa dni wcześniej. Widok młodej istotki nad zwłokami rodzicielki tak poruszył sercem Anais, że ta, nie patrząc na niebezpieczeństwo, postanowiła zaopiekować się maleństwem, przelewając na niego ogromne połacie miłości. Nazwała go Vorth i po dziś dzień jest on jej najlepszym przyjacielem.

A jak wygląda? No cóż... przypomina z lekka chimerę. Mierzy sobie niespełna dwa sążnie długości, wysoki jest na trzy łokcie i waży blisko dwa centary, rozłożone pod warstwą mięśni i miękkiego futra. Dominują na nim barwy ciemnego pomarańczu, przetkanego bielszymi smugami i bordowym wykończeniem pojedyńczych pasów, jak u tygrysa, lecz rozmieszczonych równolegle i nie tak gęsto. Smukły, koci tłów z elastycznym kręgosłupem i masywnym karkiem osadzony jest na długich kończynach, każda zakończona szeroką, czworoszponiastą łapą. Od palców do piszczela sierść na nich przybrała barwę lśniącego w słońcu węgla, mocno zlepionego niczym naturalny pancerz. Chroni on Vortha przed pokaleczeniem sobie łapek. Łeb również typowo koci, choć trudno stwierdzić czy należy on do tygrysa, pantery czy rysia. Szpiczaste, wypchane białym puchem uszy i długie wąsy strzygą radośnie na widok Anais, a małe, głęboko osadzone oczy barwy śniadego złota napełniają się pełnym miłości i troski spojrzeniem. W pysku długie szable, bez trudu rozrywające każdy rodzaj mięsa. Oprócz nich i ostrych pazurów do broni Vortha należy także długi segmentowany, skorpioni ogon zakończony czerwoną gulą produkującą zabójczą toksynę. Zwierzę uwalnia ją dzięki kolcowi, którym potrafi przebić lekkie pancerze. Trucizna paraliżuje nerwy, a po kilku minutach zatrzymuje pracę serca. Bez antidotum zwykły śmiertelnik nie jest w stanie przeżyć nawet pięciu minut. Na szczęście natura pomyślała o wszystkim. Ślina Vortha jest jednocześnie jego kontratakiem na śmiercionośne działanie jadu.

Został jeszcze jego charakter. Vorthem kieruje instynkt łowcy, zwierzę doskonale czuje się we wszelkiego rodzaju lasach i na wolnych przestrzeniach, skąd dookoła otacza go wolność. Analogicznie, źle znosi zamknięte lub ograniczone przestrzenie, robi się przez to niespokojny i drażliwy. A wtedy najłatwiej o wypadek. Jest bardzo ciekawski, do wszystkiego podejdzie, wszystko powącha, trąci łapą lub zje, zachowując jednocześnie należytą ostroźność. W stosunku do obcych bardzo nieufny i wrogo nastawiony, potrafi to okazywać na różne sposoby, najczęściej jednak odcina od takiego towarzystwa Anais, starając się ją chronić. Gdy w pobliżu jest niebianka, Vorth potrafi łasić się i błogo mruczeć, a nawet domagać się pieszczot i zabawy. Jest jak mały kotek zamknięty w ciele lwa. Nie znosi zostawać sam, szczególnie w nocy, gdyż przyzwyczaił się do spania z anielicą w jednym łóżku. Zawsze więc tam gdzie jest Anais, tam również skrada się Vorth.

Historia

Alarania
(Dzień 8, miesiąc Smoka, rok 761 e.a)

Do cioci Elis i wuja Reya trafiłam w wieku pięciu lat i jest to moje najwcześniejsze wspomnienie. To oni mnie przygarnęli po śmierci rodziców i za wszelką cenę starali się mnie wychować, jak własną córkę. Po za nimi nie miałam już nikogo na tym świecie, a oni byli jedynymi krewnymi mego ojca. Mieszkali w leśnej chatce na obrzeżach Magooth, kilka minut drogi od miasta, w bliskim sąsiedztwie drwalskich obozowisk i tartaków. Utrzymywali się głównie z myślictwa i krawiectwa, wuj zaopatrywał drwali w jedzenie, za co ci potrafili hojnie się odwdzięczyć. Ludźmi byli na wskroś dobrymi, lecz surowymi, z zasadami. Nie znosili sprzeciwu, potrafili karać za nieposłuszeństwo, ale mimo to kochali mnie, jak swoją córkę. Dzięki nim nie zginęłam w wielkim świecie. Nauczyli mnie, jak sobie radzić w codziennym życiu i jak postępować w razie kłopotów. Pomogli mi też nie zapomnieć o rodzicach, o których wciąż niewiele wiem. Wuj Rey opowiadał mi często, jak poznał mojego ojca podczas jednej z jego misji w okolicach Magooth. Olivier, bo tak miał na imię, był silnym aniołem o głębokiej wierze w ludzi, którą przekładał na wszystko inne. Widział w nich więcej, niż oni sami, lecz z powodu ich słabości postanowił bronić ich od złego. Zamieszkał w Magooth, chroniąc tutejszą ziemię przed wpływami Piekła. Pewnego dnia poznał młodą anielicę, moją matkę, która sprawiła, że jego życie nabrało drugiego sensu. Niestety ich szczęście nie trwało długo. Z ich uświęconego przez Pana związku zrodziłam się ja, ojciec podobno powiedział, że jestem darem, o który nigdy nie śmiałby prosić, ale przyjmuje mnie i będzie kochał ponad wszystko. Ze słów wuja dowiedziałam się, że rodziną byliśmy szczęśliwą i spełnioną, dopóki do Magooth nie zawitały sługi Księcia Ciemności. Ignorując znaki Najwyższego wyryte na murach, zaczęli siać zniszczenie. Miałam wtedy pięć lat i nie pamiętam zbyt wiele. Jedynie krzyki i diabelskie śmiechy. A potem ciszę, jakby sam Najwyższy magicznie mnie uśpił. Nigdy też nie poznałam całej prawdy. Moja matka prawdopodobnie zginęła w walce, a ojciec na łożu śmierci zdążył oddać mnie pod opiekę Reya i jego żony, gdyż dażył ich przyjaźnią i uważał za członków rodziny. Gdyby moja historia potoczyła się inaczej i ja bym tak żyła. No ale nie można mieć wszystkiego.

Przyjaciel na wieki
(Dzień 1, miesiąc Łabędzia, rok 768 e.a)

Miałam dwanaście lat i zaczęłam właśnie sprawiać pierwsze kłopoty. Z posłusznej dziewczynki stałam się krnąbną smarkulą, która buntuje się przeciwko słowom wuja. A przynajmniej tak określiła mnie ciotka. W rzeczywistości jednak stałam się ciekawa otaczającego mnie świata i nie mogłam dłużej już znieść nudnych lekcji krawiectwa z moją ciotką. Zaczęłam wymykać się z domu do lasu, gdzie bawiłam się wraz z moją przyjaciółką Juno w chowanego, w berka i we wchodzenie po drzewach. Wujostwo nie popierało tej znajomości, uważali, że ma ona na mnie zły wpływ i że przez to oddalam się od dziedzictwa moich rodziców. Żyjąc w ten sposób miałam nigdy nie wrócić do Planów Niebiańskich, by dostąpić zaszczytu służby Najwyższemu. No cóż... mówi się trudno. Byłam wtedy tylko dzieckiem, w dodatku żyjącym w Alaranii, więc nawet Pan Światła musiał mi w jakiś sposób wybaczyć.
Tego dnia niestety do lasu poszłam sama, Juno zachorowała, ciotka była w mieście, a wujek, jak zwykle na polowaniu. Miałam zatem kilka godzin dla siebie, by pobrykać i wrócić zanim ktoś się zorientuje. W tym celu pobiegłam na pagórki, które rozściągały się wzdłuż i wszerz pomiędzy lasem, a Górami Druidów. Zachwycona promieniami słońca na mojej twarzy, motylami i polnymi kwiatami nawet nie zauważyłam jak czas szybko leci, a ja z minuty na minutę oddalam się od domu. O tym, by wracać przypomniał mi pusty żołądek, który rozbrzmiewał echem wśród zielonych wzgórz. Dopiero później się zorientowałam, że to coś innego. Coś jakby mruczenie kota lub warczenie młodego wilka, który utknął w sidłach. Zaciekawiona zignorowałam niebezpieczeństwo i puściłam się między pagórki, docierając do skarpy i głębokie jaskini, u wejścia której leżała martwa chimera.
Wujek nie raz mi o nich opowiadał i kazał uciekać gdzie pieprz rośnie, gdybym jakąś spotkała. Niezależnie od tego, jak daleko by była. Ta jednak była martwa, zadźgana dzidami i podziurawiona strzałami kusz i łuków. Podeszłam bliżej, by jej się przyjrzeć i właśnie wtedy dostrzegłam na jej łapach mruczącą z żalu kulkę futra. Wtedy nie wydała mi się ona niebezpieczna, a właśnie bezbronna i przestraszona. Niewiele myśląc podeszłam bliżej i wzięłam ją na ręce, próbując uspokoić. Mała chimera z początku mi się wyrywała, próbowała ugryźć i uciec, ale gdy nasze oczy się spotkały, zrobiła się uległa i przyjazna. Przytuliłam ją i zaniosłam nad staw, gdzie umyłam i nakarmiłam rybami. Przez cały ten czas towarzyszyło jej błogie mruczenie, aż nadeszła chwila, w której musiałam podjąć decyzję. Wiedziałam, że wujek nie będzie zadowolony i każe mi się jej pozbyć, ale musiałam tej biednej istocie jakoś pomóc. Postanowiłam więc nadać jej imię i ukryć na strychu. Od tamtej chwili miałam przyjaciela.

Rozstanie
(Dzień 24, miesiąc Orła, rok 774 e.a)

Wiem, że wolała zniknąć bez pożegnania, pozostawiając po sobie jedynie miłe wspomnienie, ale ja chciałam czegoś więcej. Czułam, że mi się to należy. Gdy wstawała, złapałam ją za rękę i pociągnęłam w swoją stronę. Nasze usta odnalazły się w mroku i chwilę później znów leżałyśmy w wysokiej trawie, pozwalając czynom zastąpić słowa. Słodycz pocałunku przemieszała się ze słonym posmakiem łez. Jej łez. Juno dużo ostatnio płakała, a ja próbowałam ją pocieszać, gdyż inaczej sama byłam bliska rozpaczy. Chciałabym cofnąć czas i móc jej pomóc, ulżyć w bólu, ale nie wiem, czy to by coś zmieniło. Musnęłam lekko jej policzki, wysuszając wilgotne smugi i poczułam, że się uśmiecha. Był to jednak uśmiech w całej swojej okazałości sztuczny i wymuszony.
- Pojadę z tobą - wyszeptałam, tuląc ją do siebie i głaszcząc pachnące lasem loki. - My pojedziemy. Ja i Vorth. Nie zostawimy cię samej.
- To na nic, Myszko - odpowiedziała, a ja poczułam, jak głos jej się łamie. - Klamka zapadła. Za kilka dni wychodzę za mąż i nic już tego nie zmieni. Odwlekałam to tygodniami, liczyłam na pomyślność losu, ale jak widzę, los chce żebym była nieszczęśliwa. Czas zatem zakończyć te przedstawienie i spojrzeć prawdzie w oczy.
- Dla mnie to nie była gra.
- Dla mnie też - usłyszałam w odpowiedzi, a następnie poczułam na szyji szorstki dotyk rzemiennego sznurka. Od razu go rozpoznałam i wiedziałam, co spotkam na jego końcu. Bałam się jednak wyciągnąć po to rękę.
- Obiecaj mi, że będziesz na siebie uważać - powiedziałam troskliwie na zakończenie, ostatni raz czując ciepło jej ust na swoich wargach.
A później wszystko ucichło. Choć szumiały drzewa i wysoka trawa, a ptaki ćwierkały, budząc się do życia i witając nowy dzień, to świat dla mnie utonął w dudniącej ciszy, w której jedynym dźwiękiem było bicie mojego serca. Jak zahipnotyzowana patrzyłam, jak Juno, przyszła baronowa La Valett odchodzi ze łzami w oczach i znika wśród cieni. Tak bardzo pragnęłam za nią pobiec.
Poczułam, jak po policzku spływają gorzkie łzy, a następnie czyjś drapiący, różowy jęzor oszusza je, cicho przy tym mrucząc. Podniosłam wzrok i ujrzałam parę żółtych ślepi oraz wielkie zębiska, wielkiego kota, patrzącego na mnie z troską i niepokojem.
- Chodź tutaj maleńki - powiedziałam, wyciągając ku niemu ramiona, a następnie kuląc się pod osiemdziesięcioma kilogramami miłości, które zaczęły tulić się do mojej piersi.
- Wracajmy do domu - dodałam, wkładając bluzkę, by ukryć pod nią rzemienny sznurek zakończony srebrnym liściem i grawerunkiem serca. Tak długo, jak miałam go nosić, miałam nigdy nie zapomnieć o swojej ukochanej.
Przede mną świat
(Dzień 17, miesiąc Byka, rok 774 e.a)

Po odejściu Juno wszystko zaczęło mi o niej przypominać: las, drzewa, polne kwiaty. Nie mogłam tego znieść, chodziłam przygnębiona i często płakałam w samotności, odtrącając nawet próbującego mnie pocieszyć Vortha. Doszłam wtedy do wniosku, że lepiej będzie kiedy wyjadę i odpocznę. Nie wiem, na jak długo, ale z pewnością zrobi mi się lepiej na duszy. A po za tym zawsze chciałam zwiedzić świat. Kiedy więc oznajmiłam wujostwu, że odchodzę, byli nie tyle zdezorientowani, co zaskoczeni i ciężko im było utrzymać nerwy na wodzy. Stryj niemal krzyczał, ogłaszając wszem i wobec, że nigdzie mnie nie puści, że obiecał mojemu nieżyjącemu ojcu się mną zająć i słowa dotrzyma, choćby miały właśnie zabrzmieć trąby na Sąd Ostateczny. Ciotka natomiast patrzyła na mnie z niedowierzaniem i w o wiele łagodniejszy sposób próbowała przekazać mi obawy wuja, które ten ogłaszał krzykiem. Według niej powinnam to wszystko jeszcze raz przemyśleć i nie robić niczego pochopnie. Tyle, że ja byłam już zdecydowana i spakowana, a przynajmniej zdecydowana. Za mój dobytek uchodziło jedynie ubranie i kilka drobiazgów pochowanych po kieszeniach. Resztę, prowiant i coś cieplejszego na chłodne noce, miałam zawinięte w tobołek i uwiązane do grzbietu Vortha, którego długo namawiałam, by wystąpił w charakterze tragarza. Nie potrafił mi odmówić, zwłaszcza przekupiony kilkoma wiewiórkami. Miałam też odłożone pewne sumy na czarną godzinę, które zarobiłam, pomagając wujkowi sprzedając jego upolowane zdobycze na targu w Magooth. Bardziej gotowa do drogi nie mogłam już być. Po godzinnej kłótni z wujostwem udało mi się w końcu ich przekonać do mojej dorosłości i pokazać, że wychowali mnie na samodzielną dziewczynę, która poradzi sobie w życiu. A jak nie, to wróci do domu i do końca życia będzie sprzedawać futra. Koniec końców i tak stanęło na moim i już następnego dnia miałam wejść w ten ogromny świat.

Dane gracza: Anais

Nazwa użytkownika:
Anais
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Martwe postacie:
Płeć:
Mężczyzna
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Śr lut 01, 2017 5:32 pm
Ostatnia wizyta:
Śr gru 20, 2017 6:28 pm
Liczba postów:
2 | Znajdź posty użytkownika
(0.00% wszystkich postów / 0.01 posty dziennie)
Ostatni post:
Prośby o napisanie aury
Pt sty 05, 2018 6:20 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Księga Boskich Praw
(Posty: 2 / 100.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Prośby o sprawdzenie KP
(Posty: 1 / 50.00% postów użytkownika)

Podpis

Vorth - towarzysz Anais
Juno - przyjaciółka Anais
cron