Profil użytkownika Namir

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Verka (pierwotnie Namir)
Rasa: Lisołak
Wiek: 25


Aura

Najpierw czuć w nozdrzach mocny zapach mokrej sierści i ziemi. Początkowo zdaje się nie przyjemny, jednak po pewnym czasie przyzwyczajasz się do niego i gdy nadchodzą pozostałe bodźce, ta woń jest twoją kotwicą na morzu doznań. Nie jest ich jednak aż tak wiele. Nie słyszysz żadnych dźwięków, poza zwykłym otoczeniem, co jest zaskakujące, ale szukasz dalej. Odnajdujesz poświatę bijącą od emanacji. Jest niezwykle jasna i świeci równomiernie szmaragdowym blaskiem, obejmując szczelnie kontur postaci i niechętnie się od niej oddalając. Sama aura jest wyjątkowo słaba, gaśnie szybko w otoczeniu innych, o wiele silniejszych, bardziej rzucających się w oczy. Zwabiony jej gorzkim, ale łagodnym smakiem zbliżasz się, by dokładniej przyjrzeć się jej powierzchni. Tu właśnie najmocniej widać jej młody wiek, gdyż nie jest ona nawet w połowie pokryta farbami, wciąż czekając na dalszy rozwój i kolejne barwy do kolekcji. Na razie chwali się jedynie zamaszystymi pociągnięciami miedzi i kobaltu, oprószonymi delikatnie żelaznymi i złotymi opiłkami. Jej twarda powierzchnia zachwyca gładkością aksamitu, niezwykłą elastycznością i podstępnie skrytymi ostrymi zakończeniami.


Wygląd

Namir w ludzkiej postaci w żaden sposób nie przypomina lisa. Nie jest nawet rudy! Młodzieniec ma brązowe włosy, które sięgają mu prawie łopatek. Chodzi raczej rozczochrany, pozwala swoim włosom układać się tak, jak zechcą. Nawet sterczący kosmyk nie jest dla niego przeszkodą. Splótł sobie kilka dredów i ozdobił je ostro czerwonymi rzemykami, które gdzieś kiedyś podkradł na rynku. Ma najzwyczajniejsze ludzkie uszy, a rzucają się w oczy tylko dlatego, że ozdobił je drewnianymi tunelami. Obecnie również może pochwalić się krótką brodą, którą przyozdabia różnobarwnymi paciorkami. Zarost mężczyzny gości także na brzegach jego twarzy i stara się dbać o to, by był w miarę równy i krótki. Dosyć często się goli, ale wcale mu to nie przeszkadza. Właściwie jest to dla niego chwila przerwy od tej całej gonitwy w życiu, więc robi to naprawdę stosunkowo często.
Swoją drogą, chłopczyna ma bardzo wyrazistą twarz, którą łatwo zapamiętać i wcale nie uznaje tego za zaletę. Bywa to kłopotliwe, bo niekoniecznie zawsze chce tkwić w czyjejś pamięci na całe życie. Jego brwi są gęste, posiadają ostry kąt, nadając w ten sposób mężczyźnie odrobinę złowrogiej aury. Usta dosyć długie, wargi malują się w odcieniu skóry. Twarz ma raczej smukłą i podłużną, ale zdecydowanie męskości nadają mu niesamowicie wyraźne kości policzkowe, które nawet ciemnieją w tamtej okolicy brzoskwiniową barwą. Stoją one na równi z widocznością tęczówek przesyconych niebieską barwą. Nawet w nocy zdają się one błyszczeć, co dla zwierzęcia bywa już całkiem zdradzieckie! Jako lis woli się przecież kryć, czuć bezpiecznie w swojej norze, a tu taki kaprys natury!
Jego sylwetka zaś prędzej zostanie przypisana biegaczowi niżeli jakiemuś masywnemu rycerzowi. Ciało ma smukłe i wąskie, co nie oznacza, że słabe. Namir jest bardzo zwinny. Sam często śmieje się, że o wiele lepiej idą mu uniki niżeli walka sama w sobie. Jest to z pewnością irytujące dla przeciwnika, który próbuje go zranić, bo nagle ten codzienny żart okazuje się całkiem trafnym faktem. Lisołak już dawno się z tym pogodził, chociaż przyszło mu to z wielkim trudem (jaki chłopiec nie chciałby zostać w końcu wielkim wojownikiem?), ale zamiast popadać w kompleksy, postanowił wykorzystać swoje zalety. Stąd też lisek ten jest bardzo zwinny, giętki, a jego ruchy są również charakterystyczne, co sama jego twarz. Niczym lisi ogon w podskokach, tak on zdaje się wręcz płynąc w powietrzu. Obserwatorzy mają wrażenie, że czasem wręcz lewituje w powietrzu, nie dostrzegając, kiedy to młodzian odbija się od drzewa bądź ziemi. W ten sposób nieco gorszą celność nadrabia zwinnymi ruchami wprawiającymi w zakłopotanie. Co gorsza, nikt nie jest w stanie powtórzyć tego, co ten lisek wyprawia w podskokach. Sam Namir nie jest w stanie nikogo tego nauczyć, przychodzi mu to bowiem tak naturalnie i zwyczajnie, że trudno wytłumaczyć komuś jak to zrobić. Lata nauki w walce wytworzyły w nim także spory zapas siły. Namir jest wytrwały, uparty w tym, co robi, więc za wszelką cenę pragnął osiągnąć to, co inni jego rówieśnicy. Napocił się więc w swoim życiu i chociaż tego nie widać to jest silny. Wiadomo, gór nie przeniesie, ale ten, kto ma go za słabeusza, pozostaje w wielkim błędzie, chociaż faktem jest, że lisołak prędzej skorzysta ze swojej zwinności i rozumu niż mięśni.
Jego chód na co dzień jest raczej luźny, beztroski z nutą radości, jakby niczym się nie przejmował. Każdy jego gest sprawia takie wrażenie, wyluzowanego gościa, który nosi w sobie same pozytywy. Jest przy tym bardzo naturalny, wesoły, z reguły uprzejmy, mimo że nie trzyma się bezgranicznie zasad etykiety. Wydaje się, iż kifoza w odcinku piersiowym jest nieco pogłębiona, ale to raczej przez jego luźne usposobienie do życia niżeli jakiś wrodzonych wad. Jeżeli oczywiście by chciał i się do tego zmusił, umie być całkowicie wyprostowany, tak jak uczono go za młodu, ale że nie ma takiej potrzeby, to po co się ograniczać?
Kolor skóry Namira zachowuje ciepły ton, jednakże ciało jest pokryte licznymi piegami. Szczególnie widoczne są one na brzegach twarzy mężczyzny, jego barkach i nieco rzadziej rozsypują się one na klatce piersiowej.
Na uwagę zasługują spore dłonie, które wbrew wszystkiemu są bardzo zadbane. Przedramiona porośnięte są nieco gęstszym, ale jasnym włosem, a prawa ręka naznaczona jest całą gamą symetrycznych tatuaży. Zdecydował się na nie, przebywając w wiosce. W pewny sposób odcinają go od przeszłości i rozpoczynają nowy rozdział w jego życiu.
Głos lisołaka jest równie charakterystyczny, co cała jego postać. Niski ton miesza się z bardzo piękną i czystą wymową, niczym rodzony mówca. Słychać w nim pewność siebie, odrobinę arogancji, ale brzmi tak niebiańsko ciepło, przyjemnie, aksamitnie… Namir zdaje sobie sprawę z siły głosu i wymowy, w końcu nie tylko zwierzęta, ale i wszystkie humanoidy podatne są na sugestie dźwiękowe.
A przy tym wszystkim bardzo szeroko i pięknie się uśmiecha. Ma raczej małe zęby, dzięki czemu optycznie wydłużają jego uśmiech. Poza tym podczas tak prostego gestu wyraźnie widać, że prawy kącik ust unosi się odrobinę wyżej niż lewy, co jest kolejnym zdradzieckim punktem na jego twarzy.
W postaci hybrydy pojawia się bardzo, ale to baaardzo rzadko. Wówczas jego uszy i ogon najbliżej jego ciała przybierają barwę brązu. W części dystalnej futro jaśnieje do typowo rudego koloru, przy czym ogon kończy się białym akcentem.
W postaci zwierzęcia nikt z pewnością by go nie rozpoznał. Nic nie przypomina jego ludzkiej postury, nawet sam pyszczek nie jest w stanie zdradzić jego wyrazu twarzy. Jest zwykłym, pospolitym lisem. Również jego oczy zatapiają się w tłum, gdyż zmieniają barwę na brązową. Postawiony wśród całej setki pobratymców nikt nie mógłby go odnaleźć. Nawet najbliższa osoba jego sercu byłaby w stanie się pomylić. Tworzy to pewien skrajny obraz między jego charakterystyczną, ludzką formą a najzwyczajniejszą lisią postawą. To pozwala mu na poczucie komfortu. Czuje się bardzo bezpiecznie w tej formie. Może wreszcie się skryć w łonie natury i nikt go nie odkryje, nie to, co człowiek…


Charakter

Namir, choć posiada wiele imion, to nie posiada aż tylu charakterów, chociaż dobry z niego aktor. Nigdy jednak nie gubi się w tym, jaki jest naprawdę. Trudno nazwać go bezdusznym, ale i też niejeden opisujący miałby problem nazwać go „dobrym”. Głównie dlatego, że zawsze staje po stronie zmiennokształtnych i zwierząt bez względu na wszystko oraz kreuje siebie na obraz przebiegłego lisa. W jednym, jak i drugim przypadku nie ma jednakże wątpliwości. Jest cwany, myśli szybko, wyjątkowo logicznie, jak na wpół zwierzę. Jego inteligencję łatwo z resztą dojrzeć w niebieskich tęczówkach, które ciągle obserwują otoczenie, każda bowiem informacja jest dla niego przydatna. Właściwie to zarabia na snuciu intryg. Doradza klientom, co też mają zrobić, by doszli do celu i… nie oszukujmy się. Nie zawsze jest to uczciwa ścieżka, aczkolwiek lis zawsze na początek przestudiuje nieco prawo by wyłapać wszelkie sprzeczności, jakie mógłby wykorzystać w danej sytuacji. Nie czuję się współwinny zdarzeniom, jakie nadejdą po jego radach, w końcu ostatecznie to i tak klient podejmuje decyzję, a to, że czasem szepnie coś na ucho… nie jest złe. Taki drobny udział w przedsięwzięciu prawnie niby czyni go odrobinę winnym, ale gdy już zaczynają go szukać, on rozpływa się w powietrzu, nie pozostawiając po sobie śladu. A raczej pozostawia po sobie ślady, ale tak błędne i mylące, że właściwie, jeżeli ktoś do czegoś dochodzi…to na koniec stwierdza, że właściwie nic nie wie.
Lubi zadawać zagadki, ale wręcz nienawidzi, gdy ktoś zmusza go do odgadywania. To jest dla niego niczym przekleństwo. Owszem, zabawa w kotka i myszkę jest przezabawna, ale takie bezpośrednie rymowanki irytują go niemiłosiernie. Zdaje sobie sprawę z tej hipokryzji, ale tak już ma. Jednakże przechytrzanie się dla niego nawzajem z innym osobnikiem jest dla niego całkiem dobrą zabawą. Lubi analizować, działać, wykorzystywać swój umysł. Może dlatego, że stara się zdusić w ten sposób swoją zwierzęcość i zachować jak najbardziej jasny umysł?
Niemniej jednak, Namir nie jest do szpiku kości zły, chociaż w swoim życiu czuł pociąg do złego z powodu adrenaliny, jaka jest z tym powiązana. Uległ temu kilka razy, a dobrym popychadłem w tę stronę stała się Kathie. Po opuszczeniu wioski zdecydowanie się od tego uwolnił i nawet mu z tym lepiej w głębi duszy.
Ta lisowata maska na jego twarzy to dobry trick na przetrwanie. Bardzo lojalny z niego przyjaciel oraz towarzysz. Jeżeli przyłącza się do czyjejś grupy, to jej nie zdradza. Gdy nie zgadza się ze zdaniem drużyny, wówczas nie planuje niczego za ich plecami. Wyraża to, co myśli na głos, a w ostateczności opuści grupę, nie wyjawiając choćby skrawka prawdy. Pozostawia sprawy samym sobie. Jest zbyt honorowy na zdradę. Nie jest w stanie sobie wyobrazić, co też by musiało się zdarzyć, by został do niej zmuszony, aczkolwiek na pewno istnieje coś takiego. Bezwzględnie wierny swojej społeczności. Lisom, lisołakom oraz wszelkim zwierzętom i zmiennokształtnym. Dla tej części świata jest w stanie zrobić wszystko. Od zawsze stoi po tej stronie barykady. Pobratymcom z góry ufa i nigdy się w tej kwestii nie pomylił. Z innymi… bywa już różnie, jak to po części zostało wspomniane wcześniej względem jego poczucia winy. Nie ma skrupułów wobec innych ras, by kogoś na przykład okraść. Nie uważa, że coś mu się należy, ale tyle złego co ludzie i czarodzieje uczynili zwierzętom, nie jest niczym wobec kradzieży głupiego rzemyka. Celowo jednak nie sprawia nikomu bólu ani cierpienia, ale jakby miał wybierać, to prędzej pomoże zmiennokształtnemu o złych intencjach niżeli człowiekowi, który staje po stronie sprawiedliwości. Bezwzględnie jest więc wierny faunie.
Lubi położyć się wysoko na gałęzi drzewa i grzać w słońcu memłając źdźbło trawy. Nie jest leniwy, ale też wcale do porywczych nie należy. Jak na lisa przystało, zawsze ma jakiś plan w zanadrzu. Niekoniecznie należy on do rozsądnych czy bezpiecznych, ale nauczył się ryzyka w życiu poza murami. Poza tym, poczucie ekscytacji pobudza go do działania, co go wciąż nakręca i nakręca, uwielbia to!
Namir podchodzi do swojego życia z dystansem, podobnie jak do… właściwie wszystkich spraw. Odrzucił od siebie dążenie do perfekcyjności oraz do stworzenia z siebie ideału. To oczywiście nie oznacza, ze osiadł na laurach i siebie nie trenuje. W końcu zawsze może być lepszy!
Na wiele zasad przymyka oko i udaje, że ignoruje pewne zdarzenia, które nie zmienią jakoś znacząco jego życia. Jest chłopakiem rozsądnym, ale młodym więc wielu patrzy na niego jak na smarkacza. Wyraźnie go to irytuje, bo jak na swój wiek jest o wiele mądrzejszy i bardziej roztropny niż niejeden lis.
Ogólnie dobry z niego gość, tylko czasem jego wybory nie są odpowiednie.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Raczej wytrwały,
Zwinność:Niezwykle zręczny, Bardzo szybki, Dokładny,
Percepcja:Dobry wzrok, Dobry słuch, Niezwykle czuły nos, Wyostrzone czucie,
Umysł:Błyskotliwy, Silna wola,
Prezencja:Ładny, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Osobowość [D]Ktoś, kto powiada, że psy mają najlepszy węch, nie miał okazji spotkać Namira. Nie ma on właściwie wyczulonego węchu, ale jest wręcz przewrażliwiony i czuje się dosyć nieswojo, gdy dopadnie go katar. Z jednej strony cecha ta bywa uciążliwa, bo mdlące wonie są naprawdę nieznośne, z drugiej… jest w stanie nawet wywąchać truciznę w herbacie. O dziwo, posiada także przeczucie w momencie, gdy dany składnik jest bezwonny, a to już najgorsze, co może go spotkać. Jest to dla niego porównywalne do dźwięku skrobania widelcem talerza, tylko tysiąckroć bardziej go wykręca. Dlatego nasz bohater woli, gdy już ktoś ewidentnie śmierdzi, niżeli miałby pachnieć… niczym. Namir posiada także niezwykłą pamięć do zapachów. Jest w stanie zapamiętać tysiące woni, ale nie zaprząta sobie głowy zbędnymi informacjami. Najważniejszymi zapachami bowiem są te należące do osobników, jak zwierzęta i wszelkie humanoidy (człowiek, czarodziej itd.). Dlaczego? Ano dlatego, że nasz lisek jest w stanie wydzielać właśnie dany zapach. To oznacza, że jako lis może pachnieć jak niedźwiedź, w formie ludzkiej czy też mieszanej także może pachnieć niczym leśny miś bądź jak dany czarodziej. Nie pomaga mu to o tyle w podszywaniu się pod kogoś, bo przecież samej formy niedźwiedzia albo elfa nie przybierze, ale w kryjówce jak najbardziej to zdaje egzamin. Siła danej woni zależna jest od dwóch czynników: indywidualnego zapachu, zależnego od określonej postaci, która wydziela woń (może być słabsza bądź silniejsza) oraz od pamięci Namira, który może nieznacznie manewrować zapachem. Jeżeli wyczuwa charakterystyczny zapach, jest go w stanie, w jakimś mniejszym stopniu, spotęgować, jeżeli zaś ledwie go kojarzy, to pachnie bardzo słabo i niezwykle mylnie, może wprowadzić węszyciela w niemałe zakłopotanie. Nigdy jednak nie jest bezwonny, chociaż generalnie mógłby (jednak nie zrobiłby sobie takiej krzywdy!). Nie ma bezwzględnej kontroli nad tą cechą, ponieważ w trakcie przemiany (np. z człowieka na lisa) może zmienić zapach na swój własny. Bywa z tym różnie, czasem utrzymuje się cały czas bez względu na wszystko, a czasem na krótką chwilę przyodziewa swoją prawdziwą osobowość wonną. Nie jest to jednakże zależne od jego koncentracji, co oznacza, że Namir nie musi cały czas myśleć o tym, by utrzymać czyiś zapach. Gdy już raz to zrobi, to utrzymuje się on do tego momentu, gdy lisołak sam zechce lub gdy się przemieni i straci kontrolę nad cechą. Rzadko jednak zdarza mu się o tym zapomnieć od momentu, gdy przyodział woń królika, a pies chciał go upolować… Auć! Cecha ta nie obejmuje jego częściowej amnezji. Z głowy wyleciało mu wiele wspomnień, ale zapachy poznanych osobników pamięta do teraz! Zabawnie jest więc rozpoznawać osoby niekoniecznie po twarzy, ale zapachu…
Płynność [Z]Lisy to magiczne zwierzęta, a w swoim przypadku Namir uzyskał magiczne ruchy. Nikt nie jest w stanie ich powtórzyć, on sam nie umie tego opisać, wyjaśnić. Chyba nawet poeta miałby z tym problem, niemniej jednak jest coś w jego ruchach tak charakterystycznego i pięknego, co wprowadza w osłupienie. To sprawia, że jego przeciwnicy nie tylko mogą popaść w podziw, ale mają niezwykły problem z określeniem jego kolejnego działania, nie są w stanie określić zamiarów zmiennokształtnego. Czy też podskoczy, czy może raczej wykona zamach sztyletem? Odnosi się wrażenie, że lisołak niemalże płynie czy też cały czas unosi się w przestrzeni podczas podskoków, a osiada na podłoże tylko wtedy, gdy sam sobie tego zażyczy. Tak oczywiście nie jest, aczkolwiek ta zdolność sprawia, że w pewien sposób Namir nadrabia swoje braki w samym władaniu bronią. Jego celność nie jest aż tak wyśmienita, ale uniki to istne mistrzostwo. Kunszt w jego łapach! Lisek posiada po prostu wrodzone predyspozycje do zwinności i szybkości, a jego gibkość tylko dodaje smaczku tańcu wśród ostrzy.
Zapomnienie [S]Amnezja niecałkowita – to odpowiednie określenie stanu lisołaka. Podczas oddawania wspomnienia [historia] Namir zdołał pomyśleć o jeszcze kilku innych sytuacjach, obrazach itp., które, co prawda, nie odeszły całkowicie w zapomnienie, ale wyleciały mu z głowy. Nie było to jednak spowodowane zwykłym zapomnieniem, a właśnie z oddawaniem wspomnienia i różni się nieco od zwyczajnego ulotnienia informacji. Mężczyzna wciąż ma gdzieś z tyłu głowy coś, co (w teorii) na zawsze utknęło mu w głowie, co zarejestrował jego mózg, aczkolwiek aby to wszystko odkopać i poukładać chronologiczne musi spotkać osobę z przeszłości. Stąd też ma pewne objawienia na widok osób, które w normalnej sytuacji zapewne by pamiętał, ale wyszło jak wyszło. Niektórzy mają go więc za entuzjastyczną osobę. Nie do końca tak jest… Może częściowo! Lisołaka ogarnia euforia i ulga, że to dręczące coś z kiedyś w końcu się wyjaśniło! A jeszcze ma kilka takich wspomnień, które musi po prostu sobie odtworzyć. Odnajduje więc pewne puzzle w swojej głowie, a później dopasowuje je w idealnej kolejności, by utworzyć odpowiedni obraz swojej przeszłości. Jest jednak jedno zdarzenie, jakie oddał na zawsze. Jakie? On sam tego niestety nie wie… Ale to nie oznacza, że jest mu lekko. Osoby starające się mu opowiedzieć o tym, co się stało, niestety mijają się z celem. Lisołaka ogarnia niesamowity ból głowy, brak kontroli nad ciałem, a nawet w ostateczności nad własnym zachowaniem. Dominuje w nim dzikość i zwierzęcość. Zapewne w katastrofalnej sytuacji byłby w stanie nawet zabić bez głębszego zastanowienia się. Dlatego też stara się unikać wszystkiego, co centralnie powiązane jest z owym wspomnieniem. Nie czuję się na tyle silny, by przez to przebrnąć w sposób, jaki wszyscy myślą – czyli poprzez bezpośredni kontakt z osobami, miejscem i wszystkim, co by od A do Z wyjaśniłoby to, co się stało w tamtym nieszczęsnym momencie. Niemniej jednak on sam stara się znaleźć na to inny sposób… Jest za słaby psychicznie by przebrnąć przez taką „wyjaśniającą” drogę, ale nie jest powiedziane, że istnieją tylko jedne drzwi z rozwiązaniem… Tak przynajmniej wierzy.
Typowy lisek [D]Przemiana w formę ludzką, zwierzęcą, hybryda. Lisia przebiegłość i inteligencja, ale odrobinę gryzącą się zwierzęcością. Posiada także pewne skłonności do sztuki. Mowa zwierząt. Wzmożona intuicja.

Umiejętności

Otwieranie zamków [O] Podstawy bycia drobnym złodziejaszkiem.
Polowanie [O] Zajączka jest złapać łatwo, ale i nie tylko jego...
Przetrwanie [O] Wyjście za mury posiadłości nieźle dało mu popalić!
Skradanie się [W] Łapki trza stawiać umiejętnie!
Prawo [W] Przy wykonywaniu obowiązków do swojej pracy często sięgał do wszelkich praw, więc ma o tym pojęcie.
Polityka [O] Nie lubi polityki, ale na potrzeby pracy co nieco musi o niej wiedzieć.
Tropienie [O] Jak na zwierze przystało!
Unieszkodliwianie mechanizmów [O] Jak już coś rozwalić to umiejętnie!
Wspinaczka [O] Skoro umie tak dobrze skakać, to i wspiąć się też można. Niezła frajda!
Zastawianie pułapek [W] Planowanie, planowanie i jeszcze więcej planowania... W tym i zakładanie pułapek!
Alchemia [P] Mistrzem w sporządzaniu trucizn nie jest, ale umie je wywąchać i rozpoznać.
Wiedza ogólna [W] Podstawy matematyki, czytanie, pisanie, geografia, historia... Po prostu wiedza ogólna.
Poliglotyzm [P] Po świecie łaził, trochę słówek poznał, ale mistrzem nie jest. Umie za to dogadać się z elfami.
Władanie bronią [W] Sztylety - uczony za młodu i wykorzystujący te zdolności do teraz.
Taktyka [O] Planować lubi, chociaż do perfekcji jeszcze mu daleko.
Uniki [M] Płynność, gimnastyka, niesamowite i specyficzne ruchy wybija Namira ponad wszystkich w unikach.
Aktorstwo [W] Poudawać umie, a nawet i lubi.
Poezja [O] Poezja - rzecz piękna.
Recytacja [W] Recytacja, sztuka, to coś co liski lubią najbardziej! Pomaga mu to w w przekonywaniu swoich klientów do złych uczynków... Zgrabna wymowa jednak się przydaje!
Taniec [W] Umiejętność, której szczerze wstydzi się lisołak. Po opuszczeniu murów posiadłości Arsena miał okazje w końcu zmierzyć się z czymś, czego zawsze chciał spróbować, czyli tańczyć. Oj zazdrościł on dziewczynom w ukryciu w posiadłości! I chociaż sobie czasem w ukryciu ćwiczył to dopiero zyskując wolność nauczył się na prawdę dobrze tańczyć!
Jubilerstwo [P] Same podstawy świecidełek ogarnia, ale świra na tym punkcie raczej nie ma.
Etykieta [W] Czyli dobrze wychowany chłopiec! Kiedyś...
Czytanie aur [P] Namir nie za bardzo zdaje sobie sprawę ze swojej umiejętności, aczkolwiek faktem jest, że wyczuwa także zapachy aur. Nie widzi poświaty kolorów itp. - jest w stanie odczytać tylko zapachy.
Śpiew [W] Namir ma predyspozycje do śpiewu, chociaż zdecydowanie woli śpiewać rytmiczne piosenki niżeli jakieś poetyckie pieśni.
Gra na instrumencie [O] Djembe, gitara.
Kuglarstwo [O] Poezja, śpiew, recytacja... Znajomość sztuki pozwala mu zabawiać tłumy.
Kradzież [W] Umie otwierac zamki więc kradzież jest nieodłącznym elementem tejże umiejętności. A... podkraśc kilka rzeczy na bazarku też mu przychodzi z łatwością... także kilka większych przedmiotów i droższych udało mu się czmychnąć.
Pływanie [O] I chociaż wielu by nie pomyślało, Namir ma wyjątkowe zamiłowanie do wody. Szumu wodospadu, szelestu strumyka, uderzeń rzeki... Stąd też nauczył się pływać.

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Paciorek [ZAC]Podczas przemiany w lisa jeden z paciorków wplątanych w jego dredy zachowuje ostatnie ubranie i ekwipunek Verki jaki miał. Sam przedmiot staje się wówczas pazurem zwierzęcia. Nie różni się właściwie niczym od swoich sąsiadów. Nie może go jedynie spiłować ani złamać.

Towarzysz


Historia

Było bardzo ciemno. Obudził mnie dźwięk świerszczy, które całym stadem grały w bolesnej symfonii, gdzieś chyba niedaleko mojej głowy, bo były tak głośne. Delikatnie otworzyłem oczy, chociaż mrużyłem je w ciemności, jakby sam mrok mnie oślepiał. W głowie dudniło mi nie tylko od dźwięków, ale także od tego, co niedawno się stało, chociaż szczerze nie pamiętam cóż takiego się wydarzyło. To było na pewno coś okropnego, jakby wyssano ze mnie część mnie, część mojego życia. Pierwsze co pomyślałem to to, że jestem idiotą, bo chyba zgodziłem się na jakiś debilny interes, który miał odmienić moje życie, a leżę na trawie, w środku lasu i w środku nocy i zastanawiam się cóż to uczyniłem. Wtedy doszły do mnie kolejne dźwięki, chociaż jak teraz siedzę i o tym myślę, to sądzę, że mój kompan dojrzał mnie już dawno, ale dopiero w tamtym momencie chciał dać oznaki swojej obecności. Szelest trawy świadczący o tym, że jakaś istota stawia kroki w moją stronę. Obróciłem się na bok. Instynktownie chciałem uciec, bo nie czułem się w stanie do walki, nie mówiąc już o tym, że właściwie nie miałem sił wstać. Mimo to, jako zwierzę próbowałem. Wtedy poczułem ucisk na moim ramieniu. Warknąłem ostrzegawczo, ale gość wcale się tym nie przejął. Bezlitośnie zwrócił mnie w swoją stronę i dopiero teraz zacząłem widzieć więcej niż tylko kontury drzew. Twarz namaszczona bliznami. Złote oczy o kociej źrenicy, czarne włosy i uśmiech tak pewny siebie, cwany bardziej od samego lisa. Oczywiście, że mu zaufałem. W końcu pachniał futrem zwierzęcia.

Po którejś godzinie z kolei czułem się coraz lepiej. Powoli dochodziłem do rzeczywistości i próbowałem zaakceptować całą przestrzeń wokół siebie. Miałem wrażenie, że wyrzucono mnie z poprzedniego świata i trafiłem do całkiem nowego, ale to była ta sama ziemia, na której się urodziłem.
- Jak masz na imię? – spytał w końcu swoim zniszczonym głosem towarzysz.
Przetarłem twarz dłonią. Nawet tak proste pytanie sprawiało mi tyle trudu. Było jeszcze za prędko na rozmowę, ale odpowiedziałem.
- Nie wiem, którym imieniem powinienem ci się przedstawić – mówiąc to, strasznie cierpiałem. Wyciągnięcie jakiejkolwiek odpowiedzi ze swojej głowy graniczyło z cudem. – Miałem tak wiele imion… Nie pamiętam, które jest prawdziwe.
Milczeliśmy. On skrobał sobie byle co z kawałka drewna i tak sobie czekał, aż w końcu się ogarnę. Próbowałem przywrócić siebie, ale w międzyczasie pojawiały się także inne myśli. Nie wiedziałem, czemu na mnie czeka. Nie czułem, abym znał go wcześniej, ale z jakiejś przyczyny mnie nie zostawił. Miałem wrażenie, że wiedział, co zrobiłem.
- Miałem dokładnie to samo. – Odezwał się ponownie, jakby czytał mi w myślach. Spojrzałem na niego nieco nakarmiony nerwowością. Nie wiedziałem, co zrobiłem, ale było mi za to wstyd, a on… a on odkrył tę tajemnicę.
- Widziałeś to? – spytałem szybko.
- Nie – odpowiedział spokojnie. – Nie widziałem, bo sam to zrobiłem – mówił. Mówił tak, jakby to była najzwyczajniejsza codzienność.

Wówczas opowiedział mi o tym, co się stało, tylko pobielił na swój własny przypadek.
- Gdy się obudziłem, nic nie pamiętałem – przyznał ze śmiechem. – Dopiero gdy zacząłem spotykać wszystkie osoby z przeszłości, powoli wracały do mnie elementy wspomnień. Ułożyłem swoje życie na nowo w głowie, odtworzyłem cały papierowy zwój, prócz tylko jednej rzeczy… - jego głos przy końcu wypowiedzi brzmiał ochryple i groźnie.
- Nie wiem, o czym pragnąłem zapomnieć… ale czuję dręczącą pustkę, gdy do tego wracam. Zrezygnowałem jednakże z poszukiwań już wiele lat temu i teraz… Teraz staram się zapomnieć o tym braku w sobie. Po prostu… muszę. – Dopowiadał groźnym głosem, dokładnie opisując to, co i mnie spotkało w przyszłości.
Jak jednak oboje pozbawiliśmy się wspomnień?
Nawet o ten delikatny aspekt zadbało… Hm, właśnie. Jezioro? Zagajnik? Co to właściwie było… Pamiętam tylko błyszczącą taflę wody i spokojną ciszę. Krzywe linie błękitu łamały się pod wpływem kołyszących ruchów. W tle zaś… W tle zaś obietnica, że jeżeli tylko zechcę, mogę oddać swój ból na samo dno. Wpatrywałem się w te kuszące połyski. Czułem, jak mnie pochłaniają, a przed moimi oczami wytwarza się jasne światło, jakoby kula. W mojej głowie powtarzała się ta jedna myśl, ta, o której właśnie chciałem zapomnieć. Pamiętam te desperackie uczucie, żal do siebie, że inaczej nie potrafię… Wtedy pomyślałem o wszystkim, co mi się jeszcze zdołało w życiu przydarzyć, całkiem odruchowo i teraz cierpię na taką paskudną amnezję. Niemniej jednak, zapomniałem. Udało mi się zapomnieć.


________________________________________________________________________________________________________________________


Moje powstanie, jakiekolwiek by nie było, chyba nie miało jakiegoś większego znaczenia. Ot, jakiś mag zażyczył sobie kolejnego lisołaka. Był to gość, który stworzył ich naprawdę wiele. Początkowo pokładał we mnie bardzo dużo ambicji i siły, ale chyba z czasem się na mnie zawiódł. Zanim jednakże do tego dojdziemy — wychowywałem się wśród innych pobratymców. Uczyłem się walki, etykiety, czytania, pisania, czyli wszystko to, co powinien wiedzieć chłopiec. Nie widziałem świata poza murami naszego zamczyska. Właściwie długo myślałem, że za bramą już nic więcej nie ma albo, że istnieje jakiś inny zamek z innym murem, gdzie znajduję się to wszystko, o czym mnie uczono. Mój świat długo więc ograniczał się tylko do tej jednej posiadłości oraz do tych lisów, z którymi współżyłem. A żyłem sobie tak kilka lat, prawie że beztrosko przejęty jedynie tym, że powinienem dążyć do perfekcji. Nasz czarodziej, Arsen, wówczas pokładał we mnie dużo nadziei, o czym już wcześniej wspominałem. Widział bowiem we mnie kogoś wyjątkowego. Wiedział, że mogę osiągnąć o wiele więcej, niż mogłoby się zdawać innym na pierwszy rzut oka. Wyczuwał we mnie „to coś” i chciał, abym do tego dotarł. Może gdybym nadal tam mieszkał, to zrobiłbym wszystko, czego by sobie zażyczył, ale ta cała presja sprawiła, że wcale nie stawałem się lepszy. Owszem, chciałem się doskonalić. Ba! Ja chciałem być doskonały! Idealny. Tak, jak mój pan sobie tego życzył, ale za wysoko stawiałem poprzeczkę. Myśląc o tym wszystkim sądzę, że gdybym obierał mniejsze cele i powoli je osiągał, to moje życie różniłoby się teraz znacząco. Na moje szczęście, z góry założyłem sobie coś, co na tamten moment było dla mnie niemożliwe, co ciągnęło mnie na dno, ale skąd ja mogłem takie rzeczy wiedzieć jako dzieciak?
W naszym lisim społeczeństwie była pewna dziewczynka... Bardzo ją lubiłem. Płeć piękna uczyła się tam tańczyć, wyglądać z resztą pięknie i ładnie się odzywać. Lisołaczki miały stać się figurkami u boku kupujących nas ludzi, czego domyśliłem się niestety za późno. Ona nie miała problemu z wypełnieniem swoich wymogów. Była ładna, miała długie, wręcz płonące włosy. Nie pozwalano nam się nadmiernie interesować dziewczętami ani spędzać z nimi za dużo czasu, bo to by przecież popsuło plany naszego maga, który chciał uniknąć wszelkich sporów, kłótni, a romanse to czysty chaos, ale jak mogłem jej odmówić towarzystwa? Sam chciałem z nią rozmawiać, spędzać czas, chociaż przyznam, że widząc ją z daleka, wcale do niej nie podchodziłem. Trzymałem się rygorów, w końcu chciałem być idealny. Tak sobie myślę… Właściwie to ona zmieniła moje życie.
To stało się pewnego dnia, gdy trenowałem walkę sztyletami. Wyżywałem się na drewniano-słonym przeciwniku. Byłem wściekły, rozżalony, bo akurat tego dnia czarodziej wyraził swoje niezadowolenie z mojego powodu. Ja się tak strasznie starałem, a on śmiał mi rzec, że się do niczego nie nadaję. Nie spełniam jego wymogów. Miał dla mnie oddzielny i wyjątkowy plan, ale mu nie podołam. Chciałem uciąć mu łeb, chociaż nie wypadało mi tak myśleć, więc zszedłem potrenować. Wyrzuciłbym z siebie całą złość i znowu się starał. Gdy tak więc ciąłem w powietrzu wszystko, co latało, prawie zraniłem te małą dziewczynkę. Zląkłem się! Krzyknąłem, upuściłem sztylet i cofnąłem o kilka kroków. Gdybym wtedy ją zabił albo chociaż zranił, dostałbym burę życia! Ona nie zdawała sobie z tego sprawy. Uśmiechnęła się do mnie szeroko, a później poprosiła, żebym ją trenował.
„Wariatka.” pomyślałem. Wtedy dla mnie to było niepojęte, żeby dziewczyna walczyła! Na Prasmoka! Ja bym wtedy nawet nie pomyślał, że kiedykolwiek będę mieć tak długie włosy, haha! Ale ona zdołała mnie jakoś przekonać. To był przełomowy moment w moim życiu. Zaczęło mi zależeć na kimś ważniejszym niż na nic nieznaczącym czarodzieju.
Ileś to myśmy się narozrabiali! Był z nas idealny duet do psot! Mimo, że byłem raczej znacząco starszy, to ona szybko podłapywała każdy psikus. Była młodsza, a jednak potrafiła rozmawiać na wiele tematów. Czułem się za nią odpowiedzialny, jakoś zyskałem sens egzystencji w tym zimnym zamczysku. Traktowałem ją jak moją młodszą siostrę, co nie zawsze jej się podobało, zwłaszcza gdy łapałem ją w ramiona tylko po to, by rozczochrać tą jej rudą czuprynę.
Była zdolna. Lubiłem na nią patrzeć i ją słuchać, a gdy byłem już większym podrostkiem, który zaczął interesować się dziewczynami, to nawet o niej chwilę marzyłem. Oczy mi się rozpływały, gdy się w nią tak wpatrywałem. Nie lubiłem jedynie patrzeć, jak tańczy. Nie robiła tego źle. Tańczyła wręcz perfekcyjnie, ale powoli docierała do mnie cała ta rzeczywistość wśród murów. Ona nie miała tańczyć dla mnie, ani dla pasji. Miała być figurką wykorzystywaną przez kupca. To nie były ruchy, które stać się miały jej pasją, a skazać miały na zniewolenie. Ta myśl była niezwykle męcząca.
Moje życie stawało się coraz bardziej skomplikowane. Napięcie między mną a Arsenem narastało. Zrodził się we mnie bunt. Ona jeszcze tego nie dostrzegła, tego, co ma się stać, ale ja nie mogłem pozwolić jej tak żyć. Tak… Mówię wciąż o niej, bo ja sam czułem, że niedługo stracę głowę. Miałem w sobie coś, co wyraźnie niepokoiło mojego właściciela. Wiedziałem, że niedługo zechce się mnie pozbyć. Wprowadzałem chaos w jego prawach. Powoli pokazywałem innym chłopakom, że wcale nie muszą tak żyć, że wcale nie muszą iść na sprzedaż. Był to dopiero zalążek, ale zbyt silny, by tak po prostu ryzykować i to zignorować. Postanowiłem więc wymyślić plan, który uwolni tę dziewczynę z tej sztucznej sielanki, bo dla mnie było już za późno. Właściwie nie byłem do końca pewny czy czuje się w naszej posiadłości nieszczęśliwa, ale to życie w końcu by się dla niej skończyło. Byłem blisko. Wymyśliłem plan idealny. Tego dnia miałem wypuścić ją na wolność, o czym kompletnie nie wiedziała. Nauczyłem ją wszystkiego, czego uczono mnie. Chciałem, żeby umiała przeżyć poza murami tej posiadłości. Wiedziałem, że jest gotowa. Sam byłem gotów poświęcić życie za jej wolność. Tego dnia miała zyskać nowe życie. Tego dnia… Tego dnia została sprzedana.
To sprawiło, że na kilka kolejnych dni pogrążyłem się w posłudze. Nie zrobiłem kompletnie nic, co by mogło się nie spodobać mojemu panu. Ta dziewczyna nie zasługiwała na sprzedaż. Wiedziałem, że istnienie w tej posiadłości nie ma sensu, więc uciekłem. Trochę mi to zajęło, obmyślenie kolejnego planu, ale nie mogłem sobie pozwolić na żadne potknięcie. Musiałem to zrobić raz, a dobrze i rzeczywiście tak zrobiłem.

I moje życie się odmieniło. Byłem wolny. Mogłem robić wszystko, co tylko zechciałem i korzystałem z tego. Nie chodzi o to, że upijałem się do nieprzytomności (chociaż pierwsze odwiedziny w karczmach tak wyglądały…), ale po prostu sobie tak żyłem. Poznałem wiele istot, świat stał się nagle tak rozległy. Wyglądałem, jak pospolity człowiek. Mogłem wtopić się w tłum i nigdy nie wychylać na boki, ale tak nie potrafiłem. Zrozumiałem, że świat ten jest okrutny dla takich jak ja. Każdy zwierzopodobny mi brat skazany był na ciągłą walkę, a ja nie miałem zamiaru na to tylko patrzeć. Wszyscy zmiennokształtni mogli liczyć na moją pomoc i do teraz mogą. Czuję, że każdy z nich jest moją rodziną i bez względu na sytuację stanę zawsze po ich stronie. Wiem, nie każdy czyn jest wart pomocy, ale przecież nie mogę zostawić brata czy też siostry samemu sobie. Umiejętności, jakie nabyłem w posiadłości, zdały się w życiu codziennym. Pogodziłem się ze swoimi wadami. Nie jestem idealny, zdaje sobie z tego sprawę, ale teraz wcale nie muszę osiągnąć perfekcyjności dla swego pana. Stałem się wolną istotą i chciałem podarować tę wolność innym. Brzmi to trochę przereklamowanie, jakbym czuł się jakimś prorokiem, ale nie umiem przejść obojętnie obok zmiennokształtnego. Sam jednak się ukrywam.


________________________________________________________________________________________________________________________


Co działo się dalej? Moje życie na wolności, choć jeszcze stosunkowo krótkie, jak na lisołaka, było intensywne. Myślałem, że nie ma dla mnie miejsca ani żadnej odpowiedniej drogi więc po prostu szlajałem się po świecie. Wiem, że wtedy poznałem kogoś jeszcze… Kogoś o kim… O kim chciałem zapomnieć. Już jednak wiecie, że to mi się akurat udało z nawiązką.
Ostatecznie natrafiłem na mojego towarzysza, który w pewien sposób mnie ukierunkował. Moja dezorientacja w świecie, którego tak naprawdę nie znałem, dopiero teraz zaczęła mieć jakąś kreację. Udało mi się znaleźć konkretne cele, osiągać je i dalej się podbudowywać. Wreszcie dorosłem, chociaż nadal wielu nie docenia mnie ze względu na młodzieńczy wiek. W głębi duszy czułem, że ta historia w ten sposób nie ma się zakończyć. Musiałem odczekać odrobinę czasu na decyzję mojego towarzysza, jakby walczył z tym, czy rzeczywiście chce mnie wdrążyć w temat. Nie dziwiłem mu się. Nie znał mnie, ale moja lojalność naprawdę nie zna granic. To go chyba przekonało.
Wprowadził mnie w towarzystwo. Nie takie zwykłe. Pewnego dnia po prostu mnie prowadził. Miejsce w lesie, którego nie zdradzę, jednakże ta dróżka kończyła się… miastem. Żywym, tętniącym, zorganizowanym, wypełnionym istotami takimi jak ja – zmiennokształtnymi. Zwierzęta, rośliny i my. Wysokie drzewa, drewniane mosty. Radość i wolność, coś wspaniałego…
A ja? A ja byłem przerażony. Zgarbiłem swoją sylwetkę wciąż obrzucany całą masą bodźców. Miasteczko to, o ile mogę to tak nazwać, nie było wielkie. Ciasne, wysokie i zatłoczone. Każdy aspekt tego miejsca sprawiał, że było inne od wszystkich. Tak nowe, tak bogate, że czułem się przytłoczony. Miałem wrażenie, że śnię, do momentu, gdy wpadła na mnie kotołaczka. Zbombardowała mnie masą słów, szczerze wyznając, że cieszy się na mój widok, bo długo na mnie czekała. Od razu podążyłem wzrokiem na mojego mentora, a on w odpowiedzi wzruszył tylko ramionami.
Wszystko wyjaśniło się z czasem. Kotołaczka miała na imię Kathie, a mój mentor już od dawna zapowiadał w wiosce moje przybycie. Społeczeństwo to było bardzo zgrane oraz ograniczone. Z racji braku akceptacji w świecie nie wyłaniała się raczej poza brzegi tego lasu. Przyjęcie więc kogoś nowego do swojego grona wzbudzało radość i pewną atmosferę oczekiwania. To było bardzo miłe przyjęcie mnie do społeczeństwa. Wtedy nabrałem pewności siebie. Oj, wyszło szydło z worka, haha! Dopiero w tamtym momencie odżyłem na nowo! Czułem siłę, życie tętniło mi w żyłach i tętnicach, które mocno uderzały także w mojej głowie. Adrenalina, wyjścia z miasta, by trochę pobroić jako banda… Trudno rzec rabusiów. W pewnym sensie walczyliśmy o sprawiedliwość, tylko taką naszą. Wiecie… Zwierząt. Bieganie po straganach w ucieczkach, zabawy w karczmach, zemsta na ludziach – wszystko oczywiście miało swoją podstawę. Nie czyniłem i do teraz nie czynię zła bez potrzeby, chociaż muszę przyznać, że… Ciągnie mnie do niego. Zło to adrenalina. Wszystko by grało, jak trzeba, tylko w momencie ocucenia się po fakcie dociera świadomość konsekwencji swoich działań. Tak więc raczej starałem się żyć zgodnie z sumieniem, by nie żałować na następny dzień. Nie mogę ukryć się mimo wszystko z tym, że czasem po prostu czyniłem zło… Trochę się wtedy wyszalałem. Działałem tak pod naporem tego świata w lesie. Pociąg do grzesznych spraw potęgowała się w tej części lasu, ale nie czułem się z tym źle. Sumienie mnie nie męczyło… Może odrobinę, teraz gdy cofam się wstecz, ale na tamten czas było mi dobrze.
Na potrzeby wioski, co oznacza — najzwyczajniejszych rozmów z mieszkańcami, wybrałem sobie w końcu jedno imię. Verka — dzikość z języka elfów.
Z Kathie spędzałem mnóstwo czasu. Właściwie to ona wzbudzała we mnie to wszystko, te silne emocje, ten pociąg do zła. Kathie jest mściwa, inteligentna, ale przy tym i słodka. Taka kocica z nadmiarem energii w sobie. Bardzo… Trudno mi nawet znaleźć do tego odpowiednie słowo. Intensywna?
Pewnie wielu się zastanawiało, dlaczego się z nią zadaję. Oczywiście, prócz mojego społeczeństwa, ale była pierwszą osobą, której zaufałem bezgranicznie. Nie, abym wątpił w jakiegokolwiek zmiennokształtnego, ona po prostu wyciągnęła ze mnie swoją osobą wszystko, co mi chodziło po głowie. Kochałem muzykę i ona to dostrzegła. Swoim pazurem podczepiła się więc kilku nitek, by następnie rozpruć całą włóczkę, przy czym to ja właśnie byłem włóczką. Nauczyła mnie tańczyć, a lubiłem tańczyć. Kryłem się z tym w posiadłości, no bo… Trochę mi głupio wtedy było, a ona to traktowała jak coś normalnego. Na jakiś czas ostałem w wiosce, grałem na instrumentach, trochę sobie pośpiewałem, trochę poczytałem, trochę recytowałem… Zabawianie tłumu nie było mi obce. W tej całej sielance czułem jednakże konsekwencje swojej przeszłości.
Poczucie braku. Pustki. To mnie wciągało, to wciąż we mnie było i narastało. Wtedy dopiero zrozumiałem, co mój towarzysz miał na myśli. Jego pogoń za tym, by odzyskać wspomnienia trwała dziesiątki lat. Nie ukrywajmy, mój mentor nie był siwy, ale do takich najmłodszych tez nie należał. Taki… Dorosły – dorosły.
Ciągnęło mnie do tego, by odkryć to wszystko, by wypełnić tę przestrzeń w sobie. Przecież tak nie mogło być. Przecież nie mogę żyć bez świadomości, przecież… Przecież mogę osiągnąć wszystko.
Ostrzeżenie przed tymi uczuciami odeszło gdzieś na bok. Dałem się w to wciągnąć.

Trwał zachód słońca. Zgaszona barwa różu zmieszana z odrobiną pomarańczy powoli przetaczała się w dół. Do mojego mentora należało podchodzić konkretnie, szczególnie, że był on jedną z głównych głów w miasteczku. Teraz jednakże byliśmy poza nim, spory kawał dalej, ale wciąż w lesie.
Podpierał głowę na ręce. Potrafił sobie tak siedzieć godzinami, do teraz nie wiem, o czym w takich momentach myślał. Zbliżyłem się i rzuciłem stos kartek, a on z ciekawością je podniósł. Nie był nawet urażony moim zachowaniem.
Przejrzał kilka z nich, ale długo jego mina nie wyrażała nic. Dopiero, gdy dotarł do sedna, jego złote oczy nabrały wyrazu. Wyrazu zdziwienia i zaskoczenia.
- Verka… - Szepnął, dźwigając się z delikatnej dezorientacji. – Skąd…
- Byłem w mieście. – Szybko mu przerwałem, a kropla potu spłynęła mi po twarzy. – Nie jednym… I w niejednym lesie. Jeszcze zanim tu zostałem na dłużej… Nie potrafiłem się powstrzymać… - mruknąłem nieco strapiony. Przez chwilę myślałem, że będzie zły, ale milczał, więc wykorzystałem tę okazję.
- Przecież możemy je odzyskać – podniosłem głos, wyrywając się do przodu. Nie umiałem wstrzymać moich emocji. – Nie musimy wciąż próbować zapomnieć o uczuciu pustki, żyć bez kawałka siebie. Popełniliśmy błąd, ale kto ich nie popełnia? Tę informację to dowód na to, że możemy tam wrócić. Wrócić po swoje. – Ostatnie słowa wypowiedziałem, jak zwierzę. Czułem wściekłość. Wściekłość, że tak musiałem żyć.
Trochę się wtedy posprzeczaliśmy. Nastroszyliśmy na siebie futra, kiełki w szczękach zabłysnęły, ale przekonałem go. Widziałem w nim uczucie wątpliwości. Rozsądek mówił mu jedno, ale pragnienie wzięło górę.
Nie mogłem zostać w wiosce, a Kathie nigdy jej nie opuszczała. W taki sposób nasze drogi się rozeszły.
Zaskoczeniem było dla mnie to, że do naszej nowej misji dołączyło jeszcze kilku. Cała wioska wiedziała, że coś knujemy. Kathie była wściekła, ale mnie po głowie chodziły zupełnie inne myśli. Byłem gotowy odzyskać swoje wspomnienia. Zdeterminowany, a zarazem zdenerwowany, że to może się nie udać. Nikt jednak nie wiedział, po co ruszamy, co jest przyczyną naszej wędrówki, ale gdziekolwiek nie byliśmy, gdziekolwiek potrzebowaliśmy pomocy od naszych braci, oni nam pomogli. Właśnie dlatego uwierzyłem, że to jest możliwe. Odzyskanie cząstki siebie.
Opuszczając wioskę, myślałem także o dziewczynie. O płonących włosach. O tym, że już nigdy nie będę żyć w więzieniu. Nieważne czy jest to mur, czy też ja sam. Wolność ponad wszystko.

Dane gracza: Namir

Nazwa użytkownika:
Namir
Ranga:
Szukający drogi
Nagrody:
Obrazek
Inne Postacie:
Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Pliszka, Cedr,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Wt gru 27, 2016 2:13 pm
Ostatnia wizyta:
N lut 18, 2018 11:15 pm
Liczba postów:
28 | Znajdź posty użytkownika
(0.04% wszystkich postów / 0.06 posty dziennie)
Ostatni post:
Graj doskonale. [Wodospad Snów]
So kwi 07, 2018 10:47 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Wodospad Snów
(Posty: 24 / 85.71% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Graj doskonale. [Wodospad Snów]
(Posty: 24 / 85.71% postów użytkownika)
cron