Profil użytkownika Marwolaeth

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Marwolaeth, rzadziej używa imienia Arwena
Rasa: Leśna półelfka
Wiek: Żyje już sześćdziesiąt cztery lata, inni dają jej od dwudziestu, do dwudziestu trzech lat


Aura

Siła aury plasuje się raczej w grupie tych o średniej mocy, jednak wyraźnie aspiruje do miana potężniejszej. Emanuje bardzo jasną poświatą, jednak jest ona jednocześnie niezwykle nikła, ledwo zdradzając swój szmaragdowy poblask. Niesie ze sobą zapach lasu, gdy gnie się i wygina, wyrzucając z siebie czasami niezwykle ostre kolce. Jej powierzchnia jest zwodnicza, czasem twarda, czasem miękka, raz lepi się niesamowicie, a raz staje się sucha niczym wiór, grożąc rozsypaniem się na popiół. W przeważającej części jest jednak przyjemnie gładka i aksamitna, jedynie okazjonalnie można natknąć się na bardziej szorstkie miejsca. W smaku jest gorzka i słona jednocześnie, jednak raczej łagodna, chociaż na języku czuć jakby pozostałość pikanterii. Przy bliższym poznaniu emanacji odkrywa ona kolejną swoją powłokę, ukazując bogactwo barw. Cała jej powierzchnia pokryta jest farbą silnie żelazną, lecz na niej wręcz tańczą liczne kształty w kolorach srebra, rtęci i barachitu, z dodatkiem kobaltowych pociągnięć. Słychać szczęk metalu i uderzenia młota, które sprawiają wrażenie, jakby fizycznie próbowały cię pchnąć. Zaraz jednak wszystko ucicha, a uszy wypełnia cisza tak przejmująca, że słychać jedynie szum własnej krwi w głowie. Przerywa ją dopiero pojedynczy, głęboki, lekko buczący ton i uczucie spełnienia, po którym następuje muzyka płynąca gdzieś z daleka, wzbogacona o echo czyichś słów.


Wygląd

Patrząc na Marwolaeth ciężko domyślić się że jeszcze niedawno była jedną z najlepszych siepaczek w Alaranii; posturą przywodzi na myśl bardziej złodziejkę, aniżeli zabójczynię, a wiecznie schylona głowa sprawia że - pomimo wyprostowanej sylwetki - wydaje się być jeszcze niższa niż jest w rzeczywistości, ze swoimi nieco ponad pięcioma stopami wzrostu. Ze sposobu poruszania się można bardzo łatwo wywnioskować, że dużo w swoim życiu trenowała - ciężko jest zauważyć jakikolwiek zbędny czy bezcelowy ruch albo gest. Przez swój lekki i pewny krok, sprawia wrażenie wiecznie nakręconej sprężyny; rzeczywiście, zawsze, bez wyjątków, jest gotowa do działania.
Pociągająco wygląda głównie ze względu na ubiór - może i jest szczupła, ale ma zdecydowanie zbyt wyraźnie zarysowane mięśnie. Nie lubi eksponować swojego niezbyt obfitego biustu, na którym niezliczone godziny ćwiczeń nie pozostawiły ani grama zbędnego tłuszczu. Za to wcięcie w talii nieco komplementuje wąskie biodra półelfki.
Za pomocą ciemnej tasiemki podtrzymuje swoje gęste i proste włosy, bez wątpienia przyciągające uwagę pomimo ich krótkości - są na tyle długie, że sięgają niewiele dalej za jej szpiczaste uszy; ich biały kolor kontrastuje z pełnymi koloru ustami. Nos dopełnia obrazu - jest tak samo filigranowy, jak reszta figury Arweny. Jednak w całym tym wizerunku widać wyraźny dysonans - na trójkątnej twarzy Marwolaeth dominantą jest szeroka przepaska ukrywająca puste oczodoły zakryte za niemożliwymi do otworzenia powiekami. Przez to czasem rozmówcy mają problem z odczytaniem jej nastroju - nie mogą polegać ani na tonie głosu, ani na reakcjach wzrokowych. Skórę ma gładką i bladą, pozbawioną wszelakich znamion lub blizn. Podobnie sprawa wygląda z tatuażami i kolczykami - wolała z nich zrezygnować, aby jak najbardziej ograniczyć liczbę swoich znaków szczególnych.
Ubiera się na czarno, a większość posiadanej przez nią garderoby wykonana jest z materiału przypominającego swoją fakturą jedwab, aczkolwiek mającego nieco inne właściwości - dzięki temu może wygodnie walczyć nawet w tych co bardziej fantazyjnych ubraniach. Na co dzień można zobaczyć ją w wymyślnej sukience sięgającej od połowy łydek aż do trzech czwartych zgrabnej szyi opiętej ciasno cienkim kołnierzem. Bufiaste wstawki kreacji są na tyle szerokie iż ukrywają muskulaturę, pozwalając jednak przy okazji zauważyć smukłość jej ciała. Jedynym widocznym na niej ozdobnikiem jest umieszczony przy rąbku abstrakcyjny wzór wyszywany srebrną nicią. Dłonie zawsze chowa w ciemnogranatowych rękawiczkach, podkreślających wymuskane palce, na małe stopy przywdziewa wysokie, sznurowane skórzane trzewiki na cienkiej podeszwie, a łydki okrywa zakolanówkami. W mroźniejsze dni na swoje drobniutkie ramiona zarzuca długi niemal do ziemi, wełniany płaszcz z kapturem.


Charakter

W pierwszych latach jej życia można opisać ją jako spokojną, dobroduszną oraz empatyczną osobę, którą naprawdę trudno do siebie zrazić - nie miała za złe nawet odrzucenia przez swoją własną rodzinę. Była za to bardzo nieśmiałą i przeraźliwie bojącą się wszystkiego co dla niej obce dziewczynką, osobą przepełnioną nadzieją i uważającą niepowodzenia oraz problemy za przejściowe uciążliwości.
Tylko że całe to optymistyczne podejście nie wytrzymało nagłej konfrontacji z brutalną rzeczywistością - niedługo po dwunastych urodzinach jej przybrany ojciec został zamordowany, a ona wylądowała na ulicy bez grosza przy duszy, tak naprawdę jakiegokolwiek fachu w ręku i perspektyw na przyszłość. Zmuszona przez życie do działania, szybko zaczęła się zmieniać; wyrozumiałość wobec uczuć innych przerodziła się w znieczulicę, a autentyczność wraz z prostolinijnością stały się krętaczym oportunizmem - sposób myślenia którym się wtedy kierowała był po prostu egoistyczny: wydarzenia oraz czyny korzystne dla niej najczęściej traktowała jako wielkie sukcesy, powstrzymując się przed popełnieniem tylko najgorszych ze zbrodni. Obudziło się w niej także cyniczne wyrachowanie - żebrząc, specjalnie eksponowała swoje kalectwo chcąc wzbudzić litość u mieszkańców miasta i zebrać więcej datków - niezależnie od tego, czy akurat tego potrzebowała.
Aż w końcu spotkała Dilaga - zabójcę, który od razu po przygarnięciu jej zabrał się za prostowanie kręgosłupa moralnego oraz wykorzenienie najgorszych zachowań półelfki, tym samym ostatecznie kształtując jej osobowość. Jak sama chciała wierzyć, wtedy właśnie umarła Arwena, pozwalając narodzić się dojrzalszej, do bólu trzeźwo myślącej Marwolaeth. Najwidoczniejszą transoformacją charakteru na pewno był temperament - nie musząc imponować innym, przestała być przesadnie ekstrawertyczna i brawurowa, a całą tą sztuczną otoczkę powoli zastępował stoicki spokój połączony z bezkonfliktowością. Ze względu na ich wspólne bezpieczeństwo nie poznawała zbyt wielu nowych osób, ale jeśli dopuściła już kogoś do siebie, starała się za wszelką cenę utrzymać z tym kimś przyjazne stosunki. Te kontakty z innymi ludźmi pokazują też, że praca siepaczki wbrew pozorom nie wyprała jej z uczuć, a po prostu schowała je za grubą warstwą nieprzystępności.
Dziewczyna stała się także znacznie bardziej pewna siebie - po części dzięki widocznym efektom nauki, a po części ze względu na bezpieczeństwo wywoływane świadomością własnych umiejętności. Mimo tego nie pozbyła się całkowicie strachu, który przekształcił się w obawę przed niepowodzeniem - które zapewne poskutkowałoby śmiercią. Więc zdeterminowana do zagłuszenia i odsunięcia od siebie niepokoju, sumiennie podejmowała się morderczych treningów, poświęcała czas na naukę - którą polubiła od momentu kiedy tylko nauczyła się czytać - oraz wykonywała wszystko z pedantyczną dokładnością.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Wytrwały, Wrażliwy,
Zwinność:Bardzo zręczny, Bardzo szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Ślepy, Wszechsłyszący, Czuły nos, Czuły język, B. wyostrzobe czucie, Czuły zm.mag,
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, B. silna wola,
Prezencja:Ładny, Nieokrzesany, Przekonywujący,

Cechy specjalne

Kalectwo [K]Po przyjściu na świat okazało się, iż dziewczynka jest kaleką. Dotknęła ją ślepota - i to nie taka zwyczajna, bo jej oczodoły są puste, a powieki całkowicie zarośnięte - a w dodatku jest niemową. Kalectwo Marwolaeth spowodowało, że zmysły półelfki znacznie się wyostrzyły, aczkolwiek nawet to nie eliminowało zupełnie problemów wynikłych z jej wrodzonych wad.
Mowa roślin [Z]Pozwala kobiecie na komunikowanie się z roślinami. Cecha ta rzadko kiedy jest przydatna jako źródło informacji - flora nieczęsto ma cokolwiek ciekawego do powiedzenia - za to świetnie sprawdza się w kreowaniu otoczenia, ponieważ można przekonać rośliny do zmiany sposobu rozwoju, co umożliwiło Marwolaeth wyhodowanie w jej małym ogródku zielarskim okazów normalnie niewystępujących tam, gdzie mieszkała.
Mowa zwierząt [Z]Coś, w czym jest prawdziwą mistrzynią - podczas przygotowania się do wykonania zlecenia zwykła sprawdzać otoczenie i zwyczaje swojego celu właśnie z pomocą zwierząt podporządkowanym jej woli.
Odporność na choroby [Z]Po elfim ojcu odziedziczyła jeszcze tę jedną cechę - niemal absolutną odporność na choroby dręczące ludzi. Przebywając długo w gęsto zasiedlonych miastach, często tylko to chroniło ją przed padnięciem ofiarą jakiejś małej epidemii.
Magiczne zmysły [D]Rozwijając swoje umiejętności w dziedzinie magii odkryła, że potrafi wyczuwać powierzchnie za pomocą bodźców magicznych; w ten sposób jest świadoma swojego otoczenia, ale wie tylko jaki jest kształt poszczególnych przeszkód, bez znajomosci jakichkolwiek innych szczegółów na ich temat. Żeby dokładniej poznać jakąś rzecz, musi skupić na niej swoją uwagę - może wtedy nawet czytać książki, jednak za cenę ogarniczenia zasięgu zmysłu tylko do tego konkretnego przemiotu.

Umiejętności

Skrytobójstwo [M] Będąc najemną zabójczynią przez tyle lat, doprowadziła ten zawód do poziomu sztuki - krwawej, ale jednak sztuki. Taki był najnaturalniejszy bieg rzeczy - gdyby tak się nie stało, szybko popadłaby w rutynę, rujnującą, a przeważnie nawet zabijającą takich jak ona. Nigdy nie osiadła na laurach - wręcz przeciwnie, przez cały czas starała się doskonalić swoje umiejętności; ćwiczyła walkę, eksperymentowała z alchemią, poszerzała zakres swojej wiedzy i wymyślała sposoby na jej praktyczne wykorzystanie, a każde zlecenie planowała na kilka różnych sposobów - tylko po to, aby mieć pewność powodzenia.
Uniki [M] Umiejętność będąca absolutną podstawą jakiejkolwiek walki, a którą nabyła wraz z nauką różnych sposobów pojedynkowania się. Jako siepaczka rzadko musiała z niej korzystać - w końcu jej zadanie polegało na zabiciu kogoś z zaskoczenia - ale mimo tego nieustannie pracowała nad biegłością swoich uników, kierując się przeświadczeniem, że lepiej dbać o swoje własne bezpieczeństwo.
Władanie sztyletami [M] Broń najczęściej używana przez skrytobójców - mała, poręczna i pozwalająca zadawać błyskawiczne ciosy, przed którymi ciężko się obronić. Przez kilka lat codziennych ćwiczeń z mistrzem praktykowała walkę najróżniejszymi rzeczami - spora część z nich była po prostu przedmiotami codziennego użytku, rzadziej uzbrojeniem - jednak nigdy nie miała dłuższej przerwy od korzystania ze sztyletów i noży.
Alchemia [W] Mistrz szybko zaraził ją fascynacją do tej nauki - zadziwiające jest to, jak można zabić lub uleczyć tą samą kombinacją ziół, nieco tylko zmieniając dawki poszczególnych z nich. Zapoznała się z dziesiątkami zapisanych przez jej mistrza ksiąg pełnych przepisów na różne specyfiki, notatek na temat ich działania i najlepszych sposobów aplikowania; wszystkie z nich skrzętnie kopiowała, a po rozpoczęciu życia na własną rękę wprowadziłą do nich liczne własne, uzupełniła o swoje spostrzeżenia oraz rozszerzyła o kolejne receptury. Najcześciej używała trucizn paraliżujących bądź osłabiających - w ten sposób mogła zlikwidować ochronę swoich celów, przy okazji nie zostawiając za sobą zbędnych trupów.
Botanika [W] Żeby móc zajmować się alchemią, potrzebowała do tego składników poszczególnych receptur - także ziół. Większość z nich to rośliny dość egzotyczne, ale dzięki swojej umiejętności prowadzenia rozmów z roślinami, była w stanie hodować je nawet w miejskim klimacie. Nauczyło ją to jak dbać o swój ogródek, a przy okazji poznała także własciwości różnych gatunków roślin.
Czytanie aur [W] W jej przypadku to zdecydowanie najpewniejsza metoda identyfikacji osoby - znacznie trudniej zmienić charakter czyjejś emanacji, niż przygotować maskę zdolną ją oszukać. Nauczyła się czytać aury innych niedługo po śmierci swojego przybranego ojca i dzięki korzystaniu z tej umiejętności przez całe lata, doszła do niemałej wprawy.
Gimnastyka [W] Zajmując się skrytobójstwem, musiała wygimnastykować swoje ciało - wspinaczka czy walka to zajęcia wymagające nie tylko tężyzny fizycznej, ale także zręczności i gibkości niedostępnej dla większości niewprawionych do takich ćwiczeń osób.
Krawiectwo [W] Kiedy jeszcze mieszkała ze swoim przybranym ojcem, na każdym kroku starała się mu pomóc - wykonując niektóre prace za niego nauczyła się szycia, tworzenia ozdobnych wzorów i haftowania oraz zdobyła wiedzę na temat różnych tkanin - ich faktury czy właściwości. Wszystkie te umiejętności bardzo przydały jej się w kiedy pracowała jako skrytobójczyni.
Medycyna [W] Treningi z Dilagiem miały różne skutki: czasem Arwena wychodziła z nich cała i zdrowa, a czasem zdarzały jej się kontuzje - zaczynając od takich błahostek jak stłuczenia, a kończąc na poważnych ranach ciętych czy kłutych. Jako że żadne z nich nie miało smykałki do magii leczącej, musiała radzić sobie ze wszystkimi obrażeniami samodzielnie, do pomocy mając jedynie książki o medycynie i własną pomysłowość.
Odnajdywanie źródeł magii [W] Wykonując zlecenie bądź przeprowadzając rekonesans, zawsze musiała być niesamowicie ostrożna - czarodziejskie pułapki bez problemu mogłyby nie tylko uniemożliwić jej wykonanie zadania, ale także obezwładnić, lub nawet zabić. Długo ćwiczyła, aby nie przegapić niczego o czym informował ją jej zmysł magiczny, ale było warto - dzięki temu jest w stanie wyczuć dowolne zaklęcia z bezpiecznej odległości.
Otwieranie zamków [W] Pomimo skrytobójczego zwyczaju aby wybierać do celu najmniej oczywistą drogę, czasem była zmuszona przejść przez jakieś drzwi - a te nierzadko okazywały się zamknięte. Do takich sytuacji przygotowała się już ze swoim mistrzem Dilagiem, pokonując takie zabezpieczenia najróżniejszymi sposobami, jednak szybko nauczyła się robić wytrychy nawet z kawałka nieco twardszego drutu.
Poliglotyzm [W] W jej przypadku znajomość innych języków ogranicza się tak naprawdę tylko i wyłącznie do rozumienia słowa pisanego oraz mówionego. Szczególną uwagę przyłożyła do zapoznania się z innymi sposobami zapisu myśli niż wspólny ludzki alfabet - od krasnoludzich bądź elfich run, aż po pismo piktograficzne używane daleko we wschodnich terenach Alaranii.
Skradanie [W] Nad bezgłośnym poruszaniem się pracowała już od pierwszych dni jej szkolenia i szybko dowiedziała się, że polega to w równym stopniu na odpowiedniem zachowaniu ciała, co na odpowiednim ubiorze. Pewne rozwiązania zaadoptowała z nauk swojego mistrza, do innych docierała samodzielnie, metodą prób i błędów.
Utrzymanie domu [W] Przez większość życia mieszkała samotnie, nie mogąc pozwolić sobie na jakiekolwiek stałe towarzystwo ze względu na własne bezpieczeństwo. Zmusiło ją to do wykonywania wszystkich prac domowych takich jak sprzątanie, gotowanie czy pranie w pełni samodzielnie, bez nadziei na jakąkolwiek pomoc.
Wiedza na temat pułapek [W] Osoby będące jej celami zawsze zajmowały wysoką pozycję - społeczną, polityczną, wojskową, czy też jakąkolwiek inną - i zdawały sobie sprawę z czyhających na nie niebezpieczeństw. Stosowali różne środki, próbując zapewnić sobie ochronę - pułapki były jednym z nich, całkiem często stosowanych. Jeszcze kiedy praktykowała u Dilaga, spędzała wiele czasu nad nauką o nich - jak rozpoznać je odszukać, rozpoznać i określić sposób ich działania, wraz ze stojącą za tym mechaniką. Później poznała tajniki poprawnej ich konstrukcji, chociaż z tej wiedzy nie korzystała często - przy wykonywaniu zlecenia wolała zdać się na swoje zdolności, niż maszynerię, choć czasem były przydatne podczas ucieczki.
Wiedza na temat ras zamieszkujących Alaranię [W] Mając na celu zabijanie innych istot, musiała wiedzieć jak robić to najefektywniej. Z tego też powodu poznała anatomię ciała każdej z alarańskich ras oraz sposoby na efektywne wykorzystanie tej wiedzy.
Walka wręcz [W] Podczas szkolenia u Dilaga ćwiczyła pojedynkowanie się na najróżniejsze sposoby, także bez żadnej broni - nie zważając nawet na to że musiała wspomagać się magią, żeby mieć jakąkolwiek szansę w konforntacjach ze swoim mentorem. Nie miało to podstaw w żadnej konkretnej sztuce walki, nie obejmowało żadnych zasad. Jedynym celem było zabicie - a przynajmniej obezwładnienie - przeciwnika z wykorzystaniem dowolnych środków, bez polegania jedynie na sile i refleksie.
Władanie bronią białą [W] Marwolaeth ćwiczyła walkę różnym rodzajem oręża - od mieczów i szabel, przez rapiery, szpady aż po włócznie, piki czy halabardy - praktycznie nieustannie odkąd tylko zaczęła się szkolić na siepaczkę. Po tylu latach skupienia się na tym, naprawdę ciężko znaleźć cokolwiek, z czego nie będzie potrafiła dobrze wykorzystać do potyczek z innymi ludźmi.
Wspinaczka [W] Żeby gdziekolwiek dostać się niepostrzeżenie i - co równie ważne - pozostać niezauważoną, musiała nauczyć się wspinać po najróżniejszych powierzchniach. Początkowo jej ćwiczenia obejmowały tylko korzystanie z przygotowanej specjalnie dla niej ścianki, aż w końcu jej mentor pozwolił jej zdobywać szczyty różnych majestatycznych budowli wzniesionych w miastach Alaranii.Żeby gdziekolwiek dostać się niepostrzeżenie i - co równie ważne - pozostać niezauważoną, musiała nauczyć się wspinać po najróżniejszych powierzchniach. Początkowo jej ćwiczenia obejmowały tylko korzystanie z przygotowanej specjalnie dla niej ścianki, aż w końcu jej mentor pozwolił jej zdobywać szczyty różnych majestatycznych budowli wzniesionych w miastach Alaranii.
Etykieta [O] Chociaż sama zawsze uważała etykietę za niepotrzebne udziwnianie i utrudnianie stosunków międzyludzkich, to nauczyła się jej żeby być w stanie lepiej przewidywać zachowanie swoich ofiar, podążających ślepo za sztywno - acz pokrętnie - wytyczonymi ścieżkami dworskich manier.
Meteorologia [O] Każdy byłby w stanie wściec się, gdyby nagłe pogorszenie pogody zepsuło długo układany misterny plan. Arwena przekonała się o tym na własnej skórze niemal na samym początku swojej kariery jako zabójczyni i zaraz zabrała się za naukę przewidywania warunków atmosferycznych.
Taniec [P] Zaznajomienie się z kilkoma podstawowymi tańcami towarzyskimi rozpoczęła jej skrytobójczy trening - dzięki temu nauczyła się jak kontrolować swoją podstawę i krok oraz nadawać wszystkim ruchom odpowiedni rytm.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Mocy [A]Dzięki licznym ćwiczeniom stała się znacznie silniejsza, jednak i tak nie była w stanie uzyskać wystarczającej tężyzny fizycznej aby móc dłuższy czas się wspinać, czy też kogoś zabić. Żeby został siepaczką, musiała jakoś pokonać tę przeciwność losu i zrobiła to właśnie z pomocą dziedziny sił.
Pustki [A]Nauczyła się dziedziny pustki głównie aby być w stanie tworzyć różnorakie iluzje. Zabijając na zlecenie, najczęściej odwracała w ten sposób uwagę od swojej obecności, a w życiu codziennym korzysta z niej, aby pokazać innym swoje myśli, rzadko kiedy tworząc z nich całe obrazy, do czego ciężko przyzwyczaić się innym, tylko reprezentując je zawieszonymi w powietrzu słowami.
Istnienia [U]Będąc zabójczynią musiała być przygotowana na każdą sytuację, jednocześnie nie mogąc nieść zbyt wiele, aby nie ograniczać sobie swobody ruchów. Ta domena magii jest świetnym kompromisem - kobieta nosiła ze sobą tylko dwa sztylety i przydatne specyfiki, w razie potrzeby tworząc broń na miejscu.
Przestrzeni [U]Magia przestrzeni czasem przychodziła jej z pomocą - czy to gdy chciała uciec z miejsca zbrodni, czy też żeby stworzyć zamieszanie, dzięki któremu będzie mogła prześlizgnąć dalej. Lecz wolała uciekać się do niej tylko wtedy, kiedy coś szło wybitnie nie po jej myśli.

Magiczne przedmioty

Rękawiczki alchemiczki [ZAC]Zostały zaklęte tak, aby nie przedostała się przez nie żadna substancja chemiczna.

Towarzysz


Historia

Sam właściwie nie wiedziałem co mnie obudziło - ciche głosy dobiegające gdzieś z parteru, czy może promienie słońca padające mu na twarz. Pomimo lekkiego niezadowolenia z takiego obrotu spraw, wstałem i zacząłem się ubierać. Z gospody leżącej parę minut marszu od wsi - której nazwa już dawno wyleciała mi z głowy - do Arturonu było około pół dnia drogi. Gdyby nie zepsuty wóz, pokonałbym ten dystans już kilka dni temu. Niestety - stare już mocowania osi nie wytrzymały, wymuszając na mnie niepotrzebny postój.
Kilka minut później byłem już gotowy - wszystkie rzeczy trafiły na powrót do sakw, schowałem skrzętnie kilka mieszków ze złotem i udałem się na dół. Wspólna sala była pusta, bo niedawne śnieżyce zmusiły wszystkich do zrezygnowania ze zbędnych wojaży. Ale właściciel wyłonił się ze swojego ciasnego zaplecza tak samo szybko jak zawsze, oferując śniadanie oraz chcąc się rozliczyć. Chętnie się zgodziłem - w końcu czekało mnie parę godzin jazdy - i zasiadłem do posiłku na który składało się pieczywo oraz odgrzana wczorajsza pieczeń wraz z mnóstwem sosu. Może i nie było to jedzenie godne króla, lecz na jakiś czas musiało wystarczyć. Zresztą, za łącznie cztery srebrne to i tak było więcej niż oczekiwałem.
Byłem już nawet w stajni z zamiarem wyprowadzenia, a potem zaprzęgnięcia koni, gdy podbiegła do mnie karczmarka.
– Panie, poczekaj!
– Co się stało? – zapytałem zdziwiony.
– Potrzebuję pomocy. Dziecko powiłam, ale… – urwała, wyraźnie speszona.
– Ale co?
– Przeklęła jedna z drugim, bo to nieślubne. Uroki rzuciły i zniedołężniała! A mój mi kazał pozbyć się… Tylko że jak to tak?! – zbulwersowała się wyraźnie lecz nie przyszło jej do głowy aktywnie przeciwstawić się mężowi. – Zabierz, nie daj się małej zmarnować. W mieście ktoś na to poradzi, a toć już teraz widać że będzie z niej krasawica.
– Ja miałbym zabrać dziecko? Nie mam pojęcia jak…
– Na bogów, zlituj się nad nią! Choćbyś oddał komu innemu, ocal… ocal… – zamiast dokończyć, wybuchnęła płaczem.

Mężczyzna przerwał na chwilę swoją opowieść. Nietrudno było mu zauważyć że dziewczynka przestała pracować nad ozdobną chustą którą miała w rękach i siedzi nieruchomo, wyczekując ciągu dalszego - nawet pomimo faktu, że musiała domyślać się jak skończyła się ta historia.
– Nie miałem serca żeby odmówić. No bo co miałem zrobić? Gdybym cię nie wziął, zabiłaby cię. I nie ukrywam, początkowo miałem zamiar znaleźć ci jakąś rodzinę, jednak gdy tylko okazało się, że twoje kalectwo to nie żadna klątwa, nikt nie chciał się zgodzić. Dlatego zostałaś ze mną. Wychowałem cię i…
Nie dokończył, bo Arwena zaczęła skrobać. Po chwili pokazała mu wykonany drżącą ręką napis - dziękuję. Wstała od stołu, powolutku i ostrożnie udała się do swojego pokoju. Bławatnik nie mógł nie zauważyć, że trzęsą się jej ramiona, a do piersi przyciska rękoma kredową tabliczkę - swój jedyny sposób komunikacji ze światem. Chciał rzucić się za nią, otoczyć ją ramionami, uspokoić… ale coś mówiło mu, że potrzebuje teraz samotności.

––––––––––

Trudno było ją zaskoczyć we śnie - miała zbyt dobry słuch, aby udało się to byle komu - dlatego obudziła się od razu gdy tylko trzasnęły drzwi. Coś musiało być nie tak, bo Halron doskonale wiedział jak łatwo postawić ją na nogi i starał się za wszelką cenę uniknąć takich sytuacji. Owinięta kołdrą powoli skierowała się w stronę wyjścia. Wtedy właśnie usłyszała ciężki upadek poprzedzony głuchym uderzeniem. Zaniepokojona, opuściła swój pokój - na tyle bezgłośnie, na ile tylko potrafiła. Gdzieś w korytarzu rozległ się jęk pełen bólu.
– Nie pamiętasz o swoich zobowiązaniach? – Spadł kolejny cios, wiążący się z następnym zduszonym krzykiem. – Nie? Więc postanowiliśmy się przypomnieć.
– Chciałem, ale nie miałem… jak zapłacić. Ostatni transport tkanin… jeszcze… jeszcze jest w drodze.
– Wiemy. I wiemy że nawet nie zadałeś sobie trudu żeby nas o tym powiadomić.
– Po co… – zaczął kupiec, lecz napastnik mu przerwał.
– Żebyś pamiętał następnym razem. A pewność da nam ta twoja eflica.
– Nie, zostaw Arwenę! Zostaw ją! – To nic nie dało - dziewczynka słyszała coraz bliższe kroki. Strach który czuła nie pozwolił jej zrobić choćby maleńkiego ruchu. Wtedy dotarło do niej coś innego - ojciec wstał i mimo bólu szedł najciszej jak tylko umiał w rytm chodu oprawcy; bezwiednie wyciągnęła rękę w jego stronę, chcąc go zatrzymać. To był błąd - tamten zorientował się co się święci, odwrócił się i uderzył. Tym razem konfrontacja trwała dłużej i znów ktoś wylądował na podłodze. Moment, w którym wygrany stał nad ciałem tego drugiego był pełen jednocześnie nadziei oraz rozpaczy, bo nie wiedziała kto jest kim.
– Kochał cię jakbyś naprawdę była jego córką. Inaczej nigdy nie zaryzykowałby swoim życiem. – Ten głos podciął jej nogi, upadła na kolana. Potem pamiętała już jedynie że chciała krzyczeć, krzyczeć żeby dać upust swoim emocjom.

––––––––––

Nie miała zielonego pojęcia ile dokładnie czasu straciła; równie dobrze mogło minąć kilka, kilkanaście godzin, co dzień lub dwa. Nie potrafiła też określić gdzie się znalazła i nawet wzrok niewiele by pomógł - mimo iż mieszkała w tym mieście już ponad dziesięć lat, Arturon był dla niej kompletnie obcy. Halron utworzył dla niej bezpieczny azyl, a opuszczenie go było szokujące; co chwila odbijała się od kogoś w tłumie, to zaś wywoływało strofujące krzyki, nieustannie deptano jej stopy, czasem ktoś pchał ją na bok, więc żeby utrzymać równowagę chwytała się kończyn i ubrań innych osób. Te wszystkie bodźce potęgowały jeszcze bardziej uczucie zagubienia. Sama nie wiedziała czego się spodziewała, ale wrażenie było jednoznaczne: to na pewno nie to.
W pewnym momencie tłuszcza wypchnęła ją na bok. Znalazła się w jakiejś zamkniętej od góry przestrzeni - doskonale poznała to dzięki zmianie akustyki miejsca. Tylko że w obliczu dokuczającego coraz mocniej głodu w połączeniu z ogarniającymi ją smutkiem i beznadzieją była to naprawdę marna pociecha. Nagle usłyszała kilka biegnących osób - nie więcej niż dziesięć.
– Ej, ty! Co tu robisz? To nasza brama! – zawołało jakieś dziecko.
– Płać za spanie albo spieprzaj! – rozległo się gdzieś z boku. Te słowa przepełniły czarę goryczy - czy to przez wspomnienie o pieniądzach, za które zginął jej przybrany ojciec? Znów wstrząsnęły nią spazmy, podniosła wysoko głowę i niemo zawodziła. Przybyli zaczęli szeptać między sobą - ich uwagę przyciągnęła chyba przepaska na oczy.
– Ryczy, ryczy, jakby leżała na pryczy! – bezsensownie wydarło się któreś z nich, na co dwoje czy troje parsknęło śmiechem.
– Głupi jesteście. Nie widzicie, że ona jest z bogatej rodziny? – rezolutnie odparł inny, sądząc po głosie - najstarszy w całej tej ferajnie. Podszedł bliżej, a widząc brak jakiejkolwiek reakcji, zsunął materiał zasłaniający górną część twarzy Arweny. To wyrwało ją ze stuporu i dziewczynka próbowała złapać go za rękę, lecz była na to zbyt roztrzęsiona. Reakcja reszty nie była zbyt porywcza - te dzieci widziały już w swoich życiach zbyt wiele, aby jej kalectwo mogło zrobić na nich większe wrażenie. – Masz tak od urodzenia? No, czemu nie odpowiadasz? – dodał po jakiejś minucie, wyraźnie zniecierpliwiony.
Wciąż niepewną ręką wskazała usta i potrząsnęła lekko głową.
– Jesteś niema? Umiesz chociaż pisać?
Energicznie potaknęła. Cieszyła się że spotkała kogoś, z kim będzie mogła porozmawiać. Kilka sekund później poczuła, że wkłada do jej ręki nieduży kamień. Obracała go przez chwilę, aż w końcu znalazła pewny chwyt nadający się do stawiania liter. Wstała niepewnie, zbadała ścianę przed sobą i powoli, starannie rysowała kolejne znaki.
Na teraz wystarczy – nastolatek odczytał głośno napis. – Widział ją kto, jakie ma wymagania… Mniejsza o większość, ja jestem Jotev, reszta przedstawi ci się później. Ze wszystkich tylko ja potrafię czytać, więc jesteś skazana na moje towarzystwo. Jak się nazywasz? – zapytał, a potem czekał cierpliwie na odpowiedź. – Arwena? Brzmi… obco.

––––––––––

– Ludzie, pomóżcie! Rzućcie miedziaka, nie dajcie zmarnieć siostrze! – krzyczał Manik, chłopak z których chodziła na żebry. Był w jej wieku, ale wyglądała na starszą od niego, bo przez większość jego życia potoczyła się na ulicy, w takich tylko warunkach jakie sobie wywalczył.
Złapała jakiegoś przechodnia za rękę, pociągnęła i uniosła głowę, jakby chciała spojrzeć mu w oczy. Chwilę później do ułożonego na ziemi kapelusza wpadła kolejna moneta. Srebrna, więc sukces był tym większy. Wróciła do swojej normalnej, skulonej pozycji. Szybko nauczyła się jak wywoływać u innych współczucie, które znacznie ułatwiało zarobienie na zapłacenie za najważniejsze rzeczy. Wtedy też okazało się, że ich duet potrafi przynieść z powrotem najwięcej pieniędzy, przez co wszyscy zaczęli wpatrywać się w nią jak w obrazek. Od czasu do czasu mogli sobie nawet pozwolić na jednorazowy nocleg w jakiejś podrzędnej karczmie.
Lecz mimo tego uporczywie oszczędzała każdego możliwego kruka, chcąc wyrwać się do lepszego życia. Nie próbowała choćby marzyć o tym co miała wcześniej - teraz wystarczyłaby jej gwarancja ciepłego posiłku raz dziennie i solidnego dachu nad głową. W szczególności to ostatnie było ważne - dni i noce stawały się coraz zimniejsze i wiedziała że jeśli nie przeczeka zimy, najpewniej umrze. Już teraz pokasływała od czasu do czasu, więc wolała sobie nie wyobrażać do czego dojdzie jeszcze później.
Uznając iż czekała wystarczająco długo, powtórzyła swoją sztuczkę. Po dłoni którą chwyciła ciągnęła się długa blizna, skóra była szorstka, wyraźnie wyrobiona od pracy oraz - co najgorsze - znajoma. Mężczyzna przewijał się tą ulicą po raz trzeci od kilku dni. Zatrzymał się, a wraz z nim serce małej elfki przestało bić - czy zruga ją za zbytnią bezczelność? Uderzy? A może po prostu wyrwie się i postanowi już tędy nie chodzić?
Tylko że żadne z jej podejrzeń nie okazało się prawdziwe - rzucił monetę i odszedł, mrucząc coś. Kiedy krążek upadł, zorientowała się od razu - najprawdziwszy gryf. Chyba przez ten pokaz szczodrości w pierwszym momencie nie dotarł do niej sens słów, przeznaczony najwyraźniej tylko dla jej uszu.
– Następnym razem na nią zapracuj.

––––––––––

Kiedy przyszli tak wcześnie, Jotev początkowo patrzał na nich krzywo, jednak gdy tylko upewnił się że złoty nie jest podróbką, wychwalał oboje pod niebiosa. Do tej pory mieli niezłe szczęście, ale ani razu nie trafiła im się aż tak dobra zdobycz. Wracający składali im gratulacje, a potem przygotowywali się do świętowania. Jako ostatni pojawił się dziesięcioletni chłopiec o krzykliwym głosie i niepewnym, chybotliwym wręcz kroku. Grupa wyrzutków przyjęła go do siebie niedawno, chociaż bardzo niechętnie - był nieporadny, przez co wszyscy podejrzewali iż będzie tylko kulą u nogi. Wyrzuciliby go, gdyby nie wstawiennictwo Arweny - z jakiegoś niewiadomego dla siebie powodu, poprosiła ich wszystkich o szansę dla niego.
– Co przyniosłeś, Zaiko?
– Brązowego – odparł chłopiec lękliwie.
– Ile?! Nie zjesz za to nawet szczura! – Nastolatek przewodzący całej tej zbieraninie zdenerwował się i uderzył go. Podrostek potknął się o własne nogi, nie utrzymał równowagi i upadł na kolana. Kolejne uderzenie uciszyło jego ciche protesty, a on sam skulił się na ziemi. Na szczęście dla niego następne ciosy nie nadeszły - pozwolono mu wstać, lecz Jotev kazał mu się wynosić.
Białowłosa była pierwszą, która rzuciła kamieniem.

––––––––––

Obudziła się niedługo po północy. W głowie jeszcze trochę jej szumiało - wypite kilka kufelków piwa to było dla niej zdecydowanie za dużo i niewiele pamiętała z późniejszej części dnia. Kojarzyła jedynie że coś śpiewali i mnóstwo jedli - do tej pory czuła się syta.
Powoli, metodycznie sunęła ręką po materacu na którym leżała - już dawno nie spała na czymś tak miękkim. Rozkoszowała się tą chwilą: zaczynając od przyjemnego kontrastu pomiędzy zagrzanym przez nią fragmentem materiału oblekającego puch, a całą jego resztą, przez zharmonizowane oddechy reszty dzieci, śpiących na podłodze - bo nie pozwoliła im spać razem z nią, na jednym łóżku - aż po fakt że ma przy sobie wystarczająco pieniędzy, aby pozwolić sobie na jeszcze jeden taki dzień.
Wtedy też przypomniała sobie mężczyznę i jego słowa - sama nie miała pojęcia dlaczego ją to rozzłościło. Ale natychmiast całe piękno zniknęło, zastąpione przez świadomość smutnej rzeczywistości. Zła, że sama wytrąciła sobie krótki i tak cenny moment zapomnienia, postanowiła się przejść. Zanim opuściła wynajęty pokój, zarzuciła jeszcze na ramiona szeroką szmatę, służącą za płaszcz. Zejście po schodach zajęło jej dłuższą chwilę - stopnie były wysokie i wąskie, w dodatku nie było żadnej poręczy, za którą mogłaby się chwycić. Wcześniej musieli ją tutaj wnosić, bo nie wyobrażała sobie jak mogłaby wejść po nich podchmielona.
Przechodząc przez wspólną salę, ciągnęła się za nią mała bańka ciszy - gdy mijała jakiś stolik, siedzący przy nim zaraz milknęli. Sama nie wiedziała skąd, jednak lecz miała nieodparte wrażenie, że karczmarz przez chwilę chciał ją zatrzymać i o coś zapytać, jednak rezygnował z tego pomysłu.
Chłód jesiennej nocy błyskawicznie ją orzeźwił - z ciasno zawiniętego wokół niej materiału wystawiła wyłącznie jedną dłoń i dotykała nią kamieni budynku obok którego przechodziła. Zdając się na to i swoją orientację w terenie, nie obawiała się że się zgubi - w ciągu ostatnich miesięcy zbyt dobrze poznała różne zakątku Arturonu. Dotychczas miasto przemierzała głównie za dnia, z ulicami pełnymi ludzi oraz obstawionymi straganami. Teraz, kiedy na całych arteriach nie słyszała bytności ani jednego człowieka, czuła się nieco nieswojo.

Znalazła się w tej samej alei, na której jeszcze kilkanaście godzin wcześniej otrzymała szczodry podarunek. Uświadomiła to sobie po usłyszeniu za sobą miarowych, spokojnych kroków - przestraszyła się i postanowiła przypomnieć sobie jak najprędzej dotrzeć do gospody. Tylko że uporczywie idąca za nią osoba odcinała jej najkrótszą drogę. W dodatku Arwena nie mogła poruszać się zbyt szybko, bo zaraz mogłaby zgubić się w labiryncie uliczek i zaułków. Jednak splunęła na to od razu, kiedy odgłosy ucichły całkowicie - puściła się biegiem, a bezproblemowy powrót do gospody zawdzięczała chyba jakiemuś łaskawemu bóstwu.

––––––––––

W ich ulubionej okolicy znalazła się jeszcze na długo przed przybyciem Manika - z jakiegoś powodu nie mogła zasnąć przez resztę nocy. Ludzie dopiero wychodzili z domów, a ona powoli wsiąkała w miasto - tym razem znane i przyjazne. Spokojny spacer pozwolił jej się odprężyć oraz ukoić skołatane nerwy. W pewnym momencie usiadła na murku i zaczęła wsłuchiwać się w Arturon budzący się do życia. Można tu było usłyszeć naprawdę wiele - od krzyków wszechobecnych kramarzy oraz przekupek ściągających uwagę klientów, przez codzienne, nudne i pospolite rozmowy mieszkańców, aż po wesołą i skoczną grę jakiegoś instrumentu gdzieś w głębi placu.
I mimo że była aż tak skupiona, nie zorientowała się kiedy ktoś pojawił się za jej plecami i złapał ją za ramię.
– Widzisz, jak te przypadki chodzą po ludziach? – Znała ten głos - zaczepił ją ten sam człowiek, który dał im złotą monetę. – Znowu się spotykamy. Myślałaś nad moją propozycją?
Potaknęła szybko, chcąc stworzyć sobie okazję przemyślenia swojej sytuacji - nie wiedziała do czego może być zdolny. Nagle poczuła, jak wciska jej do ręki tak dobrze znaną kredową tabliczkę, a do drugiej mały odłamek kredy.
A co ja będę z tego mieć? – zapytała przytomnie.
– Wikt i opierunek, pieniądze. Nie będę kłamał, potrzebuję kogoś takiego jak ty. W miarę możliwości zajęłabyś się pewnym miejscem. Znam twoją sytuację więc nie oczekuję cudów, wystarczy mi jakakolwiek pomoc.
Ktoś taki jak ja? Po co?
– Nie wydasz mnie, bo życie zdążyło oduczyć cię naiwności. Po prostu szukam lojalności.
Czym się zajmujesz, że mogłabym cię wydać?
– Przecież doskonale wiesz, że ci tego nie powiem. Robię co robię, tyle powinno ci wystarczyć.
I w razie czego będę mogła tak po prostu odejść?
– Jeśli nie zabierzesz ode mnie niczego oprócz zarobionych pieniędzy, to tak, jak najbardziej. Podejmij decyzję zanim przyjdzie twój kolega. Jeśli postanowisz się zgodzić, wróć tutaj – powiedział i zaczął odchodzić. Arwena zastukała ręką w tabliczkę, a kiedy już na powrót zwróciła na siebie uwagę mężczyzny, wystawiła ją w górę.
Zgadzam się

––––––––––

– Mar, tylko uważaj z tą sakwą! – usłyszała krzyk Dilaga który zobaczył jak bardzo spieszy się żeby podać mu torbę. Kiedy już ją odebrał, dodał jeszcze: – Tam są naprawdę ważne rzeczy.
Wróciła się do sieni, niosąc resztę pakunków. Idąc powoli przy ścianie, przypomniała sobie pierwsze tutaj - musiała przyzwyczaić się do całkowicie nowego miejsca. Często wtedy przystawała na korytarzu, zastanawiając się gdzie dalej powinna skierować swoje kroki. Wtedy nie gubiła się w układzie pokoi tylko dlatego, że gdy pierwszy raz się tu znalazła, opiekun oprowadził ją po wszystkich pomieszczeniach i ich zakamarkach, drobiazgowo opisując wygląd oraz przeznaczenie każdego sprzętu. Jeszcze trudniej było oswoić się z nieregularnym życiem mężczyzny - rzadko kiedy spał w nocy, woląc odpoczywać w okolicach południa, a sporadycznie po prostu drzemiąc co jakiś czas przez jakąś godzinę, żeby zaraz znów być na nogach. Co było jeszcze bardziej niepokojące, znikał i pojawiał się o najróżniejszych porach, z rzadka będąc nieobecnym nawet przez kilka dni.
Tylko że ona szybko nauczyła się nie mówić na ten temat ani słowa, zamiast tego po prostu skupiając się na robieniu tego, co do niej należało. A obowiązki stawały się z każdym tygodniem szersze, bo kiedy tylko uznawał że radzi sobie z dotychczasowymi wystarczająco dobrze, to zaczynał wdrażać ją do nowych zadań. Chyba tylko dzięki tej nabytej powściągliwości długo nie wyjawiała swoich domysłów o zajęciu skrytobójcy; zamiast tego starała się po prostu nawiązać z nim bliższy kontakt. Bo mimo iż był irytująco tajemniczy i często strofował ją za najmniejsze drobiazgi, lubiła go coraz bardziej. Z każdym dniem stawali się jeszcze mocniej zżyci, aż któregoś dnia Dilag zaczął opowiadać o sobie, od początku do końca. Wylądował na ulicy w podobny co ona sposób, chociaż do niego nigdy nie uśmiechnęło się szczęście - zamiast tego musiał pracować na wszystko co posiadał, a zabójcą został z przypadku. Wtedy przyznał też, że nie za zamiaru kontynuować już takiego życia, bo po prostu nie musi.
Przy okazji obiecał, że jeśli będzie chciała w miarę swoich możliwości zdobyć jakiś fach, pomoże jej w tym. Najpierw nie miała pojęcia co z tym zrobić, w końcu kalectwo wykluczało praktycznie wszystkie możliwości, jednak niedługo później zaczęły się w niej budzić zdolności magiczne - wstępnie niewielkie, lecz stopniowo pozwalające na więcej i więcej. Kiedy tylko to zauważył, zorganizował najlepszych nauczycieli jakich tylko zdołał. A potem, pomimo swoich licznych protestów i prób przekonania dziewczyny do zmiany zdania, sam nim został. Zapoznał ją z podstawami takich tematów jak alchemia czy anatomia, żeby potem zacząć z nią ćwiczyć walkę.
Ale ta sielanka szybko została zakłócona - starzy pracodawcy opiekuna Arweny nie chcieli pozwolić mu odejść ze względu na jego wiedzę o ich interesach i nich samych. Żeby uniknąć niepotrzebnych problemów, musieli przenieść się do w jakiś inny zakątek Alaranii - do Nowej Aerii. Konna podróż miała trwać długie tygodnie, niemniej gdy wreszcie dojadą na miejsce, elfka będzie mogła poznać nowe miasto, przy okazji pracując nad swoim niedawno odkrytym darem.
Rzuciła lampę daleko przed siebie, aby wylany z niej olej zajął się jaśniejącym płomieniem i odwróciła się na pięcie.

––––––––––

Śmierć Dilaga nie była dla niej niczym zaskakującym - mężczyzna dożył późnej starości i każdy kolejny dzień wiązał się z takim ryzykiem. Aczkolwiek i tak trudno było jej się po tym pozbierać - zastąpił jej ojca którego nigdy nie miała. Kiedy stała nad jego mogiłą, wróciły do niej najróżniejsze wspomnienia - szczęśliwe, smutne, pełne zadumy… a w większości z nich opiekun próbował odwodził ją od pomysłu zostania skrytobójczynią, aby potem przekonywać o porzuceniu zawodu. Mogłabyś zabrać się za coś innego - często tak mówił. Te słowa do teraz kołatały się gdzieś w jej umyśle, a ich stało się jeszcze większe, bo sama zaczęła zastanawiać się nad przeszłością oraz przyszłością.
W końcu, po kilku minutach kontemplacji podjęła decyzję i zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy.

Dane gracza: Marwolaeth

Nazwa użytkownika:
Marwolaeth
Ranga:
Błądzący na granicy światów
Inne Postacie:
Ignis, Kirsi, Mamaria, Satoria, Sillis,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
So lis 19, 2016 6:45 pm
Ostatnia wizyta:
Pt cze 09, 2017 5:27 pm
Liczba postów:
16 | Znajdź posty użytkownika
(0.02% wszystkich postów / 0.02 posty dziennie)
Ostatni post:
Nie ma to jak w domu…?
N maja 28, 2017 9:48 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Arturon
(Posty: 8 / 50.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Nie ma to jak w domu…?
(Posty: 8 / 50.00% postów użytkownika)
cron