Profil użytkownika Lexi

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Alexandra Bastet
Rasa: Przemieniona kotołaczka
Wiek: około 113 lat (wygląda na 17)


Aura

Choć aurę trudno od razu dostrzec jedna jej cecha przebija się przez woalkę słabości niczym ostre odłamki lustra srebrnego mierzące prosto w czytelnika. Mięciutka reszta spowita w słoneczne złoto i soczystą cynę ugina się na wszelkie strony jakby unikając jakiegokolwiek dotyku, lepkością zakrywając gładziutką powierzchnię, która nie jest dostępna dla każdego. Oczy od czasu do czasu figlarnie przysłania topazowa mgiełka, do uszu zaś dochodzi zmysłowy szept, zaraz zagłuszany jeżącymi włosy na głowie krzykami agonii i zawodzeniem upiorów. Zapach jaki da się wyczuć, w pierwszym momencie kojarzy się ze zwierzęciem, ale po choćby chwili zastanowienia te skojarzenia rozpraszają się i dojść można jedynie do wniosku, że woni owej nie da się przypisać do niczego konkretnego. Wyraźny i łatwy do określenia jest natomiast niezwykle gorzki smak okraszony żywą pikanterią, wywołujący niezwykłe pragnienie u czytającego.


Wygląd

Komendant strażnicy zerknął znad dokumentów na stojącą przed nim i uśmiechającą się drobną dziewczynę. Na oko mogła mieć jakieś 17 lat, lecz nie miała przy sobie żadnych papierów, które mogłyby to potwierdzić. Oparł się o ścianę i spojrzał znów w raport swojego podwładnego. Wzrost: 5,5 stopy, waga: mniej niż pięć kamieni, oczy: zielone, włosy: kolor bliżej nieokreślony. Tu komendant prychnął i odrzuciwszy papiery na stół podszedł do dziewczyny. Ta wciąż milczała, uśmiechając się, jakby znała jakąś tajemnicę, o której on nie ma pojęcia. Otaksował ją wzrokiem stosując własne określenia.

Wzrost? Rosłemu mężczyźnie sięgała do piersi, zadzierając śmiesznie głowę, by na niego spojrzeć. Waga? Dziewczynę bez trudu można było wziąć pod pachę niczym paczuszkę i przejść z nią dłuższą trasę. Drobna, ale nie wychudzona. Pod opaloną skórą na szczupłych ramionach i odsłoniętym brzuchu widział delikatny zarys mięśni, gdy szarpała się wcześniej z jednym ze strażników. Dostrzegł też kilka blizn, lecz niewielkich, raczej nic poważnego. Chód miała lekki i sprężysty, a do tego w pewien sposób niepewny, jak gdyby ważyła każdy krok zanim postawi stopę. Dość śmiesznie wysoko unosiła też nogi idąc, jakby ciągle coś omijała. Pod ciemnym kożuszkiem z ciepłej wełny obwiązana była tylko pasmem czarnego materiału, zastępującego bluzkę, pod którym rysowały się niewielkie lecz krągłe piersi. Znoszone spodnie z brązowej skóry sięgały ledwie jej kości biodrowych, przytrzymane tam szerokim paskiem z grubej skóry z solidną klamrą. Długie nogawki znikały w sznurowanych butach za kostkę, na lekkim obcasie. Obszedł ją dookoła, bez krępacji zawieszając spojrzenie na jej pośladkach, chociaż musiał przyznać, że mimo ich niepodważalnego uroku, ogon skutecznie odwracał uwagę strażnika. Ogon kota. Mając nasadę u dołu gładkich pleców, wyrastał z miejsca, w którym on sam ma jedynie kość ogonową. Długi niemal do samej ziemi, pokryty był nieco dłuższą sierścią w kolorach brudnego brązu i szarości, a lekko zadarta końcówka bujała się delikatnie na boki podczas całych tych oględzin. Komendant westchnął i stanął znów przed dziewczyną, która patrzyła na niego z niewinnym uśmiechem.

Oczy były zielone, to fakt. Zielone niczym tafla jeziora w środku lasu, w której odbijają się rosnące wokoło drzewa. Iglaste drzewa, gdyż była to zieleń głęboka. Nie żeby się przyglądał, ale sami rozumiecie, dziewczyna z kocimi uszami i ogonem.. musiał sprawdzić jakie ma oczy. A miała oczy kocie, dzikie... ale puste, nawet gdy odbijały uśmiech na jej twarzy. Pionowa źrenica przecinała ciemnozieloną tarczę tęczówki, a pozornie niewinne spojrzenie przeszywało na wylot, muskając duszę. Kocie uszy przebijały się przez włosy, których kolor jeden ze strażników o ograniczonym umyśle nazwał bliżej nieokreślonym, podczas gdy tak naprawdę były one jedynie niejednolite. Ciemnobrązowe u nasady, rozjaśniały się na długości, sprawiając, że końcówki były w kolorze jasnego blondu. Ucięte na wysokości ramion, nierówno, niby od miecza. Całkiem ładne, chociaż troszkę zmierzwione. Pewnie po to ta opaska na głowie, by je utrzymać w ryzach.

Po dwóch tygodniach, które dziewczyna spędziła w areszcie wciąż nie mógł powiedzieć o niej wiele więcej. Ta ładna, wiecznie uśmiechnięta buzia była dla niego nieprzeniknioną maską, przez którą nie mógł dojrzeć prawdziwej natury dziewczyny. To nie tak, że nie miała mimiki, oj miała i to bardzo bogatą. Bardzo często jej wypowiedzi były okraszane śmiesznymi minami, skrzywieniem warg, zmarszczeniem noska lub strzyżeniem uszami. Te ostatnie zdawały się żyć własnym życiem i czasami drgały bezwiednie, gdy dziewczyna skupiała się na czymś. Zawsze jednak miał wrażenie, że za tym jej nieprzeniknionym spojrzeniem i niemal wiecznym uśmiechem kryje się coś więcej. Miała przy sobie pusty plecak i jeszcze jeden pas (czarny, skórzany, z saszetką i dodatkowym pasem, którym przypięta była ona jeszcze wokół uda), który od razu jej zabrali. Był bowiem cały upstrzony pochwami na rozmaite noże.

Kilka razy widział jak się przemieniła, lecz nawet bez tego mógł się domyślić jej wyglądu w zwierzęcej postaci. Wskazywały na to w końcu uszy i ogon. Jako kotka też była mała, ale nie wyglądała, jak zwykły dachowiec, lecz bardziej jako domowy, zadbany kot. Miała nieco dłuższe futerko niemal we wszystkich kolorach brązu, szarości i czerni, w nieco tygrysiej wersji. Oczy były duże i zielone, z charakterystycznymi cienkimi pionowymi źrenicami, nadając zwierzęciu drapieżny wygląd.


Charakter

Lubił ją obserwować, zwłaszcza gdy tego nie widziała. Bawiły go jej typowo kocie zachowania, nad którymi zdawała się nie panować. Zawsze gadatliwa i zaczepna potrafiła nagle gubić wątek, gdy ktoś bawił się pękiem kluczy. Wówczas próbowała kontynuować wypowiedź, lecz wzrok jej uciekał, a ogon zaczynał bujać się niespokojnie. Czasem siedziała po prostu w celi otulona ogonem i wyciągniętą przez kraty ręką, pacała ciągle nogę strażnika na warcie. Pewnego dnia znudzeni wartownicy rozsypali dla zabawy kocimiętkę przed jej celą, lecz poza zasięgiem rąk, to biedna dziewczyna prawie zdarła sobie pazurki drapiąc podłogę. Nawet jemu zrobiło jej się żal i kazał uprzątnąć zielsko. Starał się jednak nie poddawać jej urokowi. Musieli nawet zamontować dodatkowe kraty w jej celi, gdyż ta mała cholera zamieniała się w kota i uciekała przez szpary między prętami.

Ostatecznie jednak dziewczyna spędziła z nimi tyle czasu, że w końcu przestali ją zamykać. I tak z nimi została, gdyż stwierdziła po prostu, że jej się tu podoba. Wiecznie wesoła, bez żadnych planów, a uparta była jak sam diabeł. Jak już się na coś zdecydowała to koniec. Załatwiła to po dobroci albo podstępem. Wszystko zdawała się traktować z przymrużeniem oka i niczego nie można było być z nią pewnym. Nadal nie dawał zwieść się tej niewinnej mince, którą potrafiła załatwić niemal wszystko. O nie, on widział te diabelne ogniki i nie dałby sobie ręki uciąć czy pomogłaby rannemu podróżnemu na szlaku czy też by go okradła. Po prostu nie dało się tego stwierdzić.

Czasem wpadała w jakieś dziwne nastroje i oj, wtedy to bez kija nie podchodź. Będzie syczeć, prychać i drapać, bo za głośno oddychasz. Znajduje sobie wtedy jakieś swoje miejsce i owinięta ogonem łypie na wszystkich złowrogo. Jego chyba jednak polubiła, bo ani razu w ten sposób nie oberwał, a i za uchem dała się podrapać. Chociaż czasem go przerażała, to w sumie słodka z niej kicia.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Raczej wytrwały,
Zwinność:Niezwykle zręczny, Bardzo szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Czuły słuch, Wyostrzony węch, Wyostrzone czucie, Czuły zm.mag,
Umysł:Bystry, Ineligentny, B. silna wola,
Prezencja:Ładny, Nieokrzesany, Przekonywujący,

Cechy specjalne

Kotołak [D]Gdyby nie ingerencja magii w jej życie, Alex byłaby klasycznym przedstawicielem swojego gatunku ze wszelkimi jego atrybutami, które jakimś cudem zachowała po przemianie. Jej naturalną postacią jest forma ludzka, udoskonalona jednak o parę kocich uszu, puszysty ogon i nieco dłuższe pazurki, wysuwające się na zawołanie. Tych cech wyglądu nie może się pozbyć, jednak nigdy jej nie przeszkadzały, są dla niej czymś naturalnym, jak ręka czy noga. Lexi może też przybrać kocią formą. Niezależnie jednak od tego pod jaką jest postacią, charakteryzuje ją absolutnie bezszelestne poruszanie się oraz naturalna zdolność do wspinaczki i orientacji w terenie. W ciemnościach widzi tak dobrze jak w dzień i nawet gdy jest w ludzkiej postaci jej oczy błyszczą w ciemnościach, jak u kota.
Brama do krainy zmarłych [M]Dziewczyna umożliwia wkroczenie w tamten świat, jak i powrót, lub jedynie zajrzenie za jego kulisy. Lexi została tak wyszkolona, by potrafiła z własnej woli otworzyć się na zaświaty, nadal jednak nie do końca kontroluje wrodzonych zdolności i czasem zdarza się, że te drzwi otwierają się wbrew jej woli. Może być to dusza zmarłego, pragnącego powrócić do świata żywych, lub jedynie coś przekazać, a może być to sama magia, stanowiąc szansę dla kogoś z realnego świata, do podróży do krainy zmarłych. Podczas procesu jest zawieszona w powietrzu, nieprzytomna i bezbronna, chociaż zazwyczaj broniona przez kilka dusz pozostających po tamtej stronie i czujących podświadomą więź z dziewczyną. No i przez Kruka oczywiście.
Podwójnie przemieniona [D]Brutalne praktyki testowane na niej w młodości, stanowiące mieszaninę magii i znęcania się, oraz manipulacja magią stanowiącą integralną część Lexi sprawiły, że została ona nieodwracalnie zmieniona. Chociaż może cieszyć się długowiecznością, a jej aura jest bardzo słabo dostrzegalna, dziewczyna czasami staje się półprzezroczysta, jakby niknęła, i może wówczas przedostawać się przez ściany i inne przedmioty. Wówczas poczucie ingerencji w jej jestestwo jest najsilniejsze, a więź z zaświatami najsilniejsza i Lexi obawia się ciągle, że kiedyś zniknie naprawdę, a jej dusza będzie dalej błąkać się po tym świecie. Plusem jest natomiast zdecydowanie szybsza regeneracja organizmu, dzięki której drobne skaleczenia goją się niemal od razu, a śmiertelne rany nie są od razu takie śmiertelne. Oczywiście stopień regeneracji zależy od powagi urazu. Druga ingerencja magiczna jeszcze nie dała żadnych widocznych skutków.
Kocia natura [S]Lexi nawet w swojej ludzkiej postaci nie może pozbyć się pewnych kocich odruchów, zarówno jeśli chodzi o zachowania, jak i myślenie. Instynktownie reaguje na wszelkiego rodzaju dzwoneczki, piórka i inne atrakcje, czuje niesamowitą potrzebę przepędzania ptaków i wiewiórek, strasznie boi się psów i wilków, nie znosi deszczu i zimnej wody, lubi wygrzewać się na słońcu i być drapana za uchem. Ponadto jest podatna na magię wpływającą na zwierzęta. Nie działa ona na nią identycznie, jednak silnie odczuwa jej skutki, zwłaszcza w swojej kociej postaci.
Opętanie [K]Tymczasowe opanowanie umysłu i ciała kotołaczki przez byt z zaświatów. Może być to istota każdej rasy, płci i wieku. W zależności jednak od jej mocy może przejąć albo zupełne posiadanie nad ciałem i umysłem dziewczyny, albo opanowywać ją tylko w momentach słabości, a w najdelikatniejszych przypadkach stanowić jedynie irytujący głos w jej głowie. Na czas opętania (który może być różny, od kilku chwil do kilku dni, tygodni czy nawet miesięcy) przejmuje część cech i umiejętności opętującej ją istoty w takim stopniu, w jakim została opętana.

Umiejętności

Etykieta [P] Chociaż wychowywana była w poszanowaniu do zasad dobrego wychowania, ona sama tego szacunku do etykiety nie miała. Wie, jak powinna się zachowywać, lecz najzwyczajniej w świecie ma to gdzieś.
Tropienie [P] Phi! Od tropienia to są psy! Ona po prostu potrafi poprawnie odczytywać ślady pozostawione przez innych i nimi podążać.
Anatomia [P] Podstawy poznała w szkole.
Wiedza ogólna [P] Czyli przykładowo podstawy matematyki (żeby umiała zapłacić za pobyt w karczmie), jakaś wiedza o naturze (by nie sądziła, że góry to kupy smoka a deszcz to łzy aniołów) czy też pisanie (ma ładne imię, można je wyskrobać pazurem w ścianie).
Polowanie [O] O, myszka! Mniam..
Czytanie [O] Lubi czytać i chętnie podbiera nowe książki, upychając je w torbie.
Nożowniczka [O] Pazurki nie zawsze wystarczą, a dziewczyna musi radzić sobie jakoś w świecie prawda?
Nekromancja [O] Umiejętność opanowana pod przymusem, jednak wie, jak się nią posługiwać.
Wiedza o duchach [O] Z pierwszej ręki, śmiem dodać.
Jubilerstwo [W] Tego uczyła się w szkole w Adrion i z tym miał być związany jej przyszły zawód, gdyby jej życie nie potoczyło się w tym kierunku, w którym się potoczyło. Poza tym.. błyskotki *-*
Jeździectwo [W] Jako dziewczyna z dobrego domu wypadało, żeby Alexandra potrafiła nosić się w siodle, jak damie wypada. Dziewczyna jednak wolała pędzić konia na oklep przez las i przeszkody, albo jedynie dotrzymywać koniom towarzystwa w swojej kociej postaci.
Otwieranie zamków [W] Pokona niemal każdy niemagiczny zamek. Przy tych niemożliwych do złamania po prostu więcej marudzi, ale jest naprawdę niewiele zamków, z którymi nie poradzą sobie jej pazurki lub podręczny zestaw wytrychów.
Wspinaczka [W] Co to za problem dla kota?
Przetrwanie [W] Dziewczyna od dawna już musi polegać sama na sobie i nauczyła się przetrwać w każdych warunkach. Czasem radzi sobie sama a czasem korzysta z czyjejś pomocy, ale pewne jest, że zawsze spadnie na cztery łapki.
Aktorstwo [W] Czy w tym momencie gra czy jest sobą? Po pewnym czasie nie ma się własnej twarzy, a jedynie bogactwo różnych masek, które się przywdziewa w zależności od okoliczności.
Rysunek [M] Taki nieodkryty i niedoceniony talent. Potrafi naszkicować portret, idealnie oddając najdrobniejsze detale tej osoby. Zazwyczaj jednak rysuje tylko dla siebie w szkicowniku, z którym się nie rozstaje. Sama nie docenia własnych prac i nie uważa tego za talent.
Skradanie się [M] Dzięki wrodzonej umiejętności bezszelestnego poruszania się i sprytowi, Lexi potrafi umiejętnie podkraść się nie tylko do śpiącego, lecz nawet do czuwającego strażnika na warcie.
Szpiegostwo [M] Jakoś na życie zarabiać trzeba, a jeśli chodzi o zdobywanie informacji Lexi nie ma sobie równych. Kłamstwo przychodzi jej naturalnie, sekrety są u niej bezpieczne i jeszcze nigdy nie została zdemaskowana. Bo kto by zwracał uwagę na kota?
Kieszonkowiec [AM] Szybkie dłonie, niezwykle czuły dotyk i umiejętność odwracania uwagi. Drobne rzeczy zdają się same lepić do jej równie drobnych łapek. Niepostrzeżenie opróżnia kieszenie, torby, szuflady i sakwy, nieważne czy okradany śpi, czy z nią rozmawia.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Ducha [A]Podróże astralne odbywa stosunkowo często, by jak najwięcej się dowiedzieć i nauczyć, rozmawiając ze zmarłymi. Częściej jednak stosuje tą magię do godzenia czyjejś duszy i wpływania na nią w sposób, który w danej chwili jest jej potrzebny. Mimo wszystko to poważna manipulacja w innej istocie i nieczęsto zdarza jej się spotkać kogoś wartego wysiłku.
Emocji [A]Bardzo skutecznie potrafi manipulować emocjami i nastrojami osób i istot w swoim otoczeniu. Im bliższy kontakt z osobą lub istotą, tym większy wpływ magii. Lexi została wyszkolona na tyle, by jej własne odczucia nie przeszkadzały we władaniu magią, lecz czasem może się zdarzyć, że przy bardziej burzliwych doznaniach, jej nastrój może udzielić się tym, którzy znajdują się najbliżej.
Śmierci [A]Jest zdolna do wskrzeszenia zmarłego, jednak nie będzie to ta osoba, którą był wcześniej, lecz jedynie ożywione zwłoki. Dlatego też nie przepada za tą częścią magii. Częściej po prostu obserwuje sam jej proces, czasem go zwalnia lub przyspiesza w ramach ciekawości, złagodzenia czyjejś śmierci albo wręcz przeciwnie. Ponadto rozmawia ze zmarłymi, a dla zabawy i potrzeby zdarza jej się również ożywiać zwykłe przedmioty.

Magiczne przedmioty

Plecak bez dna [ZAC]Z wyglądu zwyczajny, skórzany, brązowy plecak, odziedziczony po dziadku i dość już zużyty. Jego właściwości jednak nie ucierpiały i nadal jest w stanie pomieścić dosłownie wszystko, co zmieści się przez jego otwór. Nie zmienia również swojej wagi, a jego właściciel po włożeniu ręki do środka znajdzie dokładnie to czego szukał, jeśli oczywiście ów przedmiot się tam znajduje.

Towarzysz

Kruk
Nie wyróżnia się niczym szczególnym z pomiędzy przedstawicieli swojego gatunku, oprócz wyjątkowo długiej żywotności i tego, że mówi ludzkim głosem. Jest czarny niczym smoła, długość jego ciała wynosi 60 cm, a rozpiętość skrzydeł dorównuje niemal wzrostowi kotołaczki. Nie ma imienia, Lexi wciąż go nie nazwała, gdyż nie uważa go ani za swoją własność, ani za przyjaciela. Pewnego dnia po prostu był przy niej, gdy ocknęła się po podróży w zaświaty. Faktem jest jednak, że ptak podróżuje z nią, gdziekolwiek dziewczyna się nie skieruje (chociaż nie jest z nią bez przerwy), a w sytuacjach zagrożenia jej życia staje w jej obronie. Zazwyczaj jednak rzuca kąśliwe komentarze i uwagi, nie przejmując się w ogóle uczuciami kotołaczki ani jej zdaniem. Ona sama wyraźnie się go obawia i za nim nie przepada. Mimo kilkudziesięciu spędzonych wspólnie lat nie potrafi wykształcić w sobie sympatii do tego stworzenia, a jego obecność czasami sprawia, że Lexi czuje się niekomfortowo. Czasami zdarza się, że nie widzi ptaszyska tygodniami, by pewnego dnia znów spotkać je na swojej drodze, gotowe do wygłoszenia jakiejś cennej lecz niezrozumiałej dla nikogo rady. Jest przy niej jednak zawsze, gdy Lexi wędruje na drugą stronę. Ze względu na to, iż dziewczyna jest wówczas równie bezbronna, jak gdyby straciła przytomność, ptaszysko stoi przed nią niczym stróż, nie dopuszczając do niej nikogo i czekając, aż ona powróci.

Historia

Alexandra urodziła się z darem magii, co nie jest normalne u przedstawicieli jej gatunku. Oczywiście, jako dziecko, które informuje wszystkich, którzy chcieli jej słuchać, że przemawiają do niej zmarli, nie była zbyt popularna. Jej samej niespecjalnie to przeszkadzało, miała przecież swoich duchowych rozmówców, jednak jej rodzice, Leiana i Exin, należeli do Najmądrzejszych w Adrionie i taka opinia o ich córce była im bardzo nie na rękę. Miasto wręcz huczało od plotek, gdy dziewczynka udzielała porad, przekazanych od zmarłych ich żyjącym członkom rodziny, lub gdy dzieci skarżyły się, że rozmawia z niewidzialnymi ludźmi. Poważne rozmowy na linii dziecko-rodzice odniosły tylko taki skutek, że dziewczyna stała się niepewna siebie, zaczęła unikać kontaktu nie tylko z rówieśnikami, ale z jakimikolwiek ludźmi. Najchętniej przebywała pod postacią kota w stajni, mając za towarzystwo jedynie konie i okazjonalnie jakiegoś chłopca stajennego, który nie miał nic przeciwko kolejnemu zwierzakowi pod dachem. Często też siadała w oknie swojego pokoju i przyglądała się mijającym ją obcym ludziom, by później idealnie odwzorować ich wizerunki szkicując. Starała się maksymalnie tłamsić swoją magię, jednak przynosiło to tylko odwrotny skutek, gdyż ludziom w jej otoczeniu zaczął coraz bardziej udzielać się nastrój dziewczynki. Apogeum napięcia w okolicy miało miejsce, gdy zdechł ukochany koń Lexi. Dziewczyna nie chciała opuścić przyjaciela, opłakując go przez kilka dni w stajni, przez co zarówno jej rodzice, jak i cała służba w domostwie chodzili przepełnieni smutkiem i strachem niewiadomego pochodzenia. Następnego dnia, kotołaczka chcąc uleczyć złamane serce, spróbowała czegoś, co dotychczas testowała wyłącznie na rysikach, których używała do szkicowania, czyli ożywiła swojego grzywiastego przyjaciela. Gdy na wpół gnijący koń zaczął maszerować przez miasto, wioząc na grzbiecie swoją panią w katatonicznym amoku, podjęto decyzję o wezwaniu pomocy dla kotołaczki.

Dziewczynka miała 13 lat, gdy na wezwanie rodziców Aleksandry do miasta przybył uzdrowiciel. Z perspektywy czasu należałoby wątpić w słuszność tego, iż rzeczywiście Leiana i Exin byli Najmądrzejsi, jednak wówczas nikt nie poddawał w wątpliwość ich zaufania do uzdrowiciela/maga/zielarza, który deklarował, iż może pomóc dziewczynce. Poinformował zdesperowanych rodziców, iż magię dziewczynki należy związać i uwięzić głęboko w niej, tak by nie miała do niej dostępu, co przyjęto z ulgą i determinacją, a młodą kotołaczkę tylko poinformowano o decyzji, która zapadła. Osłupiała dziewczyna nie protestowała. Mag przez kilkanaście dni zamykał się sam z dziewczyną w jej pokoju, pozwalając na odwiedziny jedynie służby gdyż, jak twierdził, znajome twarze tylko przeszkodzą leczeniu. Pokojówki szeptały o maściach, inkantacjach, polewaniu gorącym woskiem i innych rzeczach, które choć nie jeżyły włosów na głowie, to nieco podważały kompetencje maga. Zwłaszcza, gdy z pokoju dobywały się paniczne okrzyki bólu i płaczliwe wzywanie matki przez dziewczynkę. Rodzice pozostali jednak nieugięci. W końcu to wszystko dla dobra Alex.

Rodziców Alexandry obudził wrzask pokojówki. Wrzask przeraźliwy, nie kończący się i tak przepełniony strachem, że do jego źródła zbiegło się chyba całe domostwo. Na nieszczęście państwa Bastet, gdyż w ten sposób wszyscy mogli zobaczyć, jak ich córka wisi w powietrzu, kilka stóp nad łóżkiem, w pionowej pozycji. Ręce i nogi miała rozrzucone na boki, jak gdyby przybito ją do krzyża, a nocna koszula, ogon i długie brązowe pukle włosów wokół głowy powiewały lekko, chociaż w pokoju nie było przeciągu. Najgorszy jednak był widok twarzy młodej dziewczyny. Oczy wytrzeszczone, wywrócone niemal białkami, a usta rozdziawione w paskudnej parodii najszerszego uśmiechu z obnażonymi zębami. Później dziewczynka opadła na łóżko, miotała się przez chwilę w pościeli, po czym zasnęła. Tego dnia Leiana i Exin pierwszy raz od przybycia uzdrowieciela zobaczyli swoją córkę i oniemieli. Na jej udach, brzuchu i rękach były świeże blizny, jak się później okazało – od upuszczania krwi i przypalania świecą. Przez skórę uwydatniały się kości, a dziewczynka wyglądała jakby nie jadła od kilkunastu dni. Po tym incydencie maga wypędzono, a Lexi, która zupełnie straciła zaufanie do swoich rodziców, postanowiła opuścić dom. Wygrzebała z kufra plecak, który dostała kiedyś od dziadka, a w którym mieściło się dosłownie wszystko i traciło swój ciężar. Pewnego dnia wyszła z domu po raz ostatni i chociaż wszyscy zdawali sobie z tego sprawę, nikt jej nie zatrzymywał, a jej drugi raz w tak krótkim życiu pękło serce.

Pierwsze samotne lata dziewczyna tułała się po całej Alaranii. Szła tam, gdzie mogła liczyć na dach nad głową i ciepły posiłek, a nie była wybredna. Początkowo było jej wszystko jedno co się z nią dzieje, liczyło się tylko przetrwanie. Dopiero po pewnym czasie oswoiła się ze świadomością, że najprawdopodobniej nigdy już nie wróci do domu. Wówczas zaczęła coraz więcej czasu spędzać w miastach, zadomawiając się w nich na tyle na ile mogła. Spała w opuszczonych chwilowo letnich rezydencjach, jeśli dopisało jej szczęście, lub w kartonie na ulicy, gdy tego szczęścia zabrakło. To właśnie wtedy nauczyła się wykorzystywać swoje cechy rasowe do własnych korzyści. Szybko stała się małym kieszonkowcem, grasującym po okolicach. Chcąc nie chcąc przyłączyła się też do małej grupy dzieciaków, które twierdziły, że rządzą w mieście. Chociaż wówczas nauczyła się już walczyć na noże, nadal była tą niepewną siebie dziewczyną, która opuściła Adrion. Z każdym nowym dniem jednak znikał zlękniony i nieporadny kociak, a jej miejsce zajmowała samoświadoma, zadziorna kotka. Naginała zasady, sprawdzając na jak wiele może sobie pozwolić, wyznaczała nowe granice, szła coraz dalej i wyżej, aż w końcu zaczęło robić się jej ciasno w mieście i wówczas ruszała dalej.

Z tego, że coś się z nią stało zdała sobie sprawę dopiero po kilkunastu latach. Podczas tułaczki nie nawykła do oglądania swojego odbicia zbyt często, jednak w końcu zauważyła, że mimo iż doliczyła się już ponad dwudziestu swoich wiosen, wciąż wyglądała jak trzynastolatka. Nie mogła również ignorować dłużej samoczynnie zasklepiających się skaleczeń czy krótszego czasu rekonwalescencji po groźniejszych ranach. Zdobycie informacji na temat tego, co się z nią dzieje nie było łatwe, o czym przekonała się po kilku próbach jawnego ich zdobycia. Nie był to może temat tabu, ale najwyraźniej Przemienieni nie byli najpopularniejsi. Mając jednak już nazwę szybko dotarła do interesujących ją faktów, zgrabnie odsiewając je od ton plotek. Od pewnego czasu zbierała też informacje o pewnym mieście w Mrocznych Dolinach wyznającym kult śmierci. Może dla postronnej osoby nie zabrzmiałoby to zachęcająco, jednak Lexi ze śmiercią miała do czynienia od urodzenia i była to dla niej taka sama codzienność, jak życie. Nie widziała nic zdrożnego w tym, że ktoś ją kultywuje. Wręcz przeciwnie, śmierć była fascynująca.

Wbrew jej początkowym obawom wpuszczono ją do miasta Mauria, chociaż po dość szczegółowym wypytaniu przy bramie. Jako, że nie miała nic do stracenia opowiedziała strażnikowi historię swojego nie-aż-tak-krótkiego-jak-mogło-by-się-wydawać życia, a on kierowany sobie tylko znanymi powódkami skierował ją do Świątyni Śmierci. Nie musiała nawet pytać, gdzie to jest. Była już noc, a budynek i tak jaśniał w sercu miasta, przytłaczając swym blaskiem nawet księżyc. Początkowo była zbywana przez urzędujących tam akolitów, ale że Lexi jest uparta to po prostu się tam zakradła pod postacią kota. Później narobiła takiego zamieszania, że w końcu zainteresował się nią ktoś podejmujący decyzję i usłyszawszy o nietypowych mocach dziewczyny zgodził się ją przyjąć. Dziewczyna z miejsca zaznaczyła, że nie ma żadnych pieniędzy, lecz wówczas zainteresowanie maga było już na tyle duże, że zgodził się na to, by kotołaczka odpracowała swoje nauki. Wtedy jeszcze nie wiedziała w co się pakuje.

Podczas pobierania nauki w Maurii spędzała tam stosunkowo niewiele czasu. Same lekcje magii były bardzo krótkie, bo trwały raptem kilka godzin dziennie, jednak okazały się niezwykle wycieńczające dla młodego i nieprzyzwyczajonego do używania takiej ilości magii organizmu dziewczyny. Dlatego na początku uczuła się kilka godzin dziennie co drugi dzień. W pozostałym czasie zazwyczaj biegała na posyłki po mieście i jego okolicach. Jej umiejętność konnej jazdy szybko się przydała i kotołaczka odbywała coraz dalsze podróże, a oprócz listów wiozła też informacje. Zarówno te przekazane dobrowolnie, jak i te skradzione czy podsłuchane. Zanim się obejrzała stała się prywatnym szpiegiem upiora, którego widziała na oczy tylko raz i zdecydowanie nie chciała powtarzać tego doświadczenia. Przerażający gość.

Mając ponad sto lat wciąż wyglądała jak nastolatka i zdecydowała się przestać liczyć mijające wiosny. W końcu i tak jej to na nic, raczej nie odpowie szczerze, gdy ktoś zapyta ją o wiek. Lekcje magii stały się coraz dłuższe i wycieńczające, lecz widziała, że jej moc rośnie i czuła się potężna. Nie podobało jej się jednak zainteresowanie jednego z magów, który ją nauczał. Nie, to nie to, co myślisz, chodzi mi o jego niezdrową fascynację jej magią. Podczas gdy inni nauczyciele tylko od niej wymagali, on więcej czasu spędzał nad poznawaniem jej i jej magii, niż rozwijaniem nowych umiejętności. Ta zagadka jednak szybko się wyjaśniła. Obudził ją w środku nocy silny ucisk dłoni na jej ustach i strzał adrenaliny, napędzanej strachem. W ciemnościach jej celi zobaczyła swojego nauczyciela – Yakova. Był to w sumie młody z wyglądu (bo jeden czort wie ile naprawdę miał lat) i całkiem przystojny brunet. Gdyby nie jego paskudny charakter i to spojrzenie, jakby chciał przejrzeć ją na wylot, to pewnie nawet wpadłby jej w oko. Teraz jednak jego akolici wynosili ją wierzgającą i rzucającą bluzgami z celi, po czym ruszyli korytarzem. W Wieży przygnębiające było to, że mogła zdzierać sobie gardło i wzywać pomocy ile sił w płucach, a i tak nikt nie zareaguje, gdyż byłaby tylko jednym z wielu głosów rozbijającym się o te mury. Zdecydowała się więc oszczędzać krtań i teraz na zmianę obrażała i próbowała przekupić maga, który w milczeniu podążał za swoimi pomocnikami. Chyba jednak musiał rzucić na nią jakiś czar, gdyż w pół słowa przymknęła nagle oczy i straciła przytomność. Gdy się obudziła pierwszym uczuciem, były skrępowane ręce i nogi. Z ciemności dobiegał znajomy głos Yakova opowiadający o jej niezwykłych umiejętnościach i niecodziennej odmianie magii, którą chętnie by sobie pożyczył. Padły również sucho podane informacje o tym, że tak, to zapewne będzie bolało, jak każde istotne zużycie energii. Ale przeżyje i nie zostanie w żaden sposób skrzywdzona. On chce tylko ściągnąć swojego brata z powrotem, to wszystko. Jeśli będzie trzymała buzię na kłódkę to po wszystkim będą mogli żyć, jak wcześniej i nic się nie zmieni.

Rzeczywiście bolało. Bolało jak jasna cholera. Krzyczała tak, że po pewnym czasie przestała nawet słyszeć własny głos, gdyż krzyk stał się jej ciszą. Miała wrażenie, że zdarte struny głosowe już nigdy nie wydadzą żadnego dźwięku, a ten ból w klatce piersiowej to po prostu serce wydzierane z niej żywcem. Po chwili jednak wszystko ustało, ale upragnione omdlenie nie przychodziło. Zamiast tego poczuła jak jej drobne dłonie zrywają grube więzy lin, a wzrok szuka Yakova, a o którym nagle wiedziała rzeczy, których nigdy jej nie powiedział.

- Bracie – powiedziały jej usta, chociaż ona nie chciała nimi poruszyć. Jej ręka wykonała zamaszysty ruch, a jej nauczyciel i jego akolici unieśli się w powietrze i wystrzelili w stronę ściany, odbijając się od niej i padając na ziemię, niczym muchy. Skierowała się w stronę wyjścia, a następnie ruszyła do swojej celi.

Zabierz swoje rzeczy i uciekaj szepnął głos w jej głowie, a dziewczyna osunęłaby się na ziemię ze strachu, gdyby nie zupełny brak panowania nad własnym ciałem.

Nie bój się, nic Ci nie jest, ale będziemy musieli porozmawiać.

Czuła, że głos zniknął w momencie, gdy odzyskała władzę nad ciałem, przez co nogi ugięły się pod nią z wycieńczenia. Złapała jednak swój plecak, wepchnęła do niej wszystko, co posiadała i uciekła z zamku.

Dane gracza: Lexi

Nazwa użytkownika:
Lexi
Ranga:
Szukający drogi
Inne Postacie:
Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa,
Martwe postacie:
Ratri
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Pt lis 11, 2016 7:14 pm
Ostatnia wizyta:
Pt lip 20, 2018 8:37 pm
Liczba postów:
30 | Znajdź posty użytkownika
(0.04% wszystkich postów / 0.04 posty dziennie)
Ostatni post:
Kapitanie, kot na pokładzie!
Pn paź 01, 2018 7:38 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Mroczne Doliny
(Posty: 25 / 83.33% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Mały kotek grzecznie śpi...
(Posty: 25 / 83.33% postów użytkownika)
cron