Profil użytkownika Wega

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Wega Wiscari-Rosa
Rasa: Tryton
Wiek: 462


Aura

Aura ma w sobie siłę. Nie powala ona może na łopatki, lecz czuć wyraźnie jej moc, gdy rozbija się o zmysły niczym wzburzone morze o przybrzeżne skały. Bije od niej topazowa poświata, jednak jest ona nieco ciemna i matowa, jak gdyby jej źródłem były liczne, drogocenne kamyki spoczywające na dnie morza i niemogące przebić się ze swym blaskiem w pełni na powierzchnię. Z głębin emanacji dobywa się zawodzenie upiorów, niczym głosy nieszczęśników pogrzebanych ze swoimi statkami, osadzonymi na piaszczystych szlakach morskiej krainy. Przeplatają się z hukiem fal, niosącym ze sobą zapach słonej wody i uczucie wilgoci. Gra światła i cienia sprawia, że jej powierzchnia mieni się żelazem i cyną, by po chwili ukazać inne, niewielkie fragmenty w kolorach miedzi i barachitu. Twarda jak skała, chociaż giętka i elastyczna, zdaje się przeczyć wszelkim prawom, a jej niemal jednolicie chropowata powierzchnia o ostrych krawędziach myli zmysły niewielkimi gładkimi przerwami. Smak ma łagodny, chociaż nieprzyjemny, bo zabarwiony goryczą. Początkowo lepi się przyjemnie w ustach, z czasem jednak staje się słona, wywołując uczucie niesamowitej suchości, którą zrozumie jedynie człowiek, który usiłował ugasić skrajne pragnienie morską wodą.


Wygląd

Ktoś kto spotka Wiscariego na lądzie prędzej ucieknie niżeli zechce zajrzeć w głąb jego parszywej duszy. Twarz jego jest obrzydliwie odpychająca. Widać, jak oczodoły mężczyzny zapadają się i tworzą zaciemnione pola, a też mu nie zależy zbytnio na ukryciu takich niedoskonałości. Trudno przez to dojrzeć ciemne i gęste brwi, ale za to szybko zyskują uwagą dwa mniejsze punkty jakie stanowią oczy. Białka bywają przekrwione od nieprzespanych nocy oraz zmęczenia, ale w głównej mierze szybko się regenerują i zapełniają idealną bielą. Tęczówki ma blade i błękitne, co może stanowić pewnego rodzaju odsapnięcie dla oglądającego. Kości czaski mężczyzny są bardzo wyraziste, co szczególnie widać w tej postaci. Niby skóra jest bardzo ściągnięta, pełna zbliznowaceń i poraniona, ale z drugiej strony nie sprawia wrażenia słabej. Widać po nim, że szlajał się po nieludzkich terenach i przetrwał niejedną przygodę. Nos ma zdeformowany. Płaski, szeroki ku dołowi, przypominać on może charakterystyczne rysy u ciemnoskórej rasy człowieka, jednakże jego nozdrza są nieco bardziej wycięte i widoczne. Usta ma proporcjonalne, dolną wargę nieco większą od górnej i zazwyczaj te strefę otacza zawsze jakiś rodzaj zarostu. Czy to dłuższa czy krótsza broda, nieważne. Nie jest skłonny o to również zadbać.
Także na pierwszy plan często wyłaniają się nietypowe uszy. W wodzie wyglądają one zupełnie inaczej. Między chrząstkami jawi się piękna i cienka błona, zaś na lądzie… Wygląda obszarpanie i nieestetycznie. Kurczy się i skraca swoją długość, chociaż Wega jedno ucho przyozdobił kilkoma złotymi, okrągłymi kolczykami. Tak dla frajdy.
Włosy, podobnie jak cała reszta, nie wygląda na zadbaną. Wbrew pozorom Wega często przebywa w wodzie więc nie należy do osobników brudnych, a wyglądających na dosyć niechlujnych. Ma raczej cienkie, aczkolwiek gęste, czarne włosy, które spływają mu na kark. Nie kłopocze się z tym by wiązać je w kitkę, ale czasem mu się zdarza.
Należy również wspomnieć, że tryton nawet z nogami jest wysokim gościem. Mierzy ponad jeden sążeń wzrostu (ok. 189 cm), a jego ciało wygląda na mocne, twarde i zbite. Nie ma się co mu dziwić, szczególnie, że od zawsze był hardym typem, ale to nieco optycznie obniża jego sylwetkę. Mimo siły jaką posiada to nie ma jakiegoś niewyobrażalnie zbudowanego „karczycha”. Szyję ma męską, dobrze wyżłobioną. Ramiona nie niewyobrażalnie szerokie, ale też nie wąskie, takie w sam raz co zgadza się z szerokością jego bioder. Mocno rozbudowany brzuch buduje prostą postać o mocnych udach i sporych stopach. Mimo, że z natury jest ogoniastym, wodnym stworzeniem to krok ma bardzo zdecydowany. Stąpa raczej ciężko, właściwie każdy jego ruch utwierdza obserwatora w solidności tegoż bohatera więc wielu zaskoczy, że ten czasem leniwy typek umie się bardzo szybko i zgrabnie poruszać w walce. Na szczególną uwagę zasłużyły również przedramiona i dłonie Wiscariego, które wyglądają najbardziej „żywo” w szkaradnej formie. Są dosyć gęsto zarośnięte jasnymi włosami, co jest pewnym ekscesem w stosunku do jego czupryny i brody. Łatwo dojrzeć niezadbane paznokcie, które często się łamią więc ich raczej nie ścina. Natura, walka i przygody robią to za niego.
A skoro mowa o jego żywotności…
Wielu popada w wątpliwości czy nie jest on może aby Nieumarłym. Jednak nie, nie… Wiscari jest jak najbardziej żywy i tętniący życiem, mimo iż wiecznie bije od niego piekący chłód i mróz tak intensywny, że nawet na rozmówcy czasem pozostawia szron. Tylko jego skóra na lądzie przybiera zgniło-zielony kolor i wygląda jakby była w trakcie rozkładu. Początkowo, bo jeżeli ktoś go dotknie to uzna, że jest ona jak najbardziej sprężysta. Czasem zdarzało się, że ktoś podchodził i go dotykał by to sprawdzić, ale szybko uciekał z krzykiem widząc twarz maszkary. Również bogaty jest w tatuaże jakich dorobił się raczej w ciągu czasu poszukiwania swojej córki.
Patrząc więc na jego wygląd łatwo można dojść do wniosku, że niewiele raczej rozmawia. Nie aby nie lubił mówić, raczej nie ma okazji sobie z kimś uciąć pogawędki. A gdy już się odezwie… To ma wieczną chrypę. Tak bynajmniej jest na lądzie. Gardło wiecznie i szybko mu usycha, a to, że lubi sobie zapalić fajkę wcale mu nie pomaga. Jednak sylaby wypowiada wyraźnie, chociaż gada cicho i niskim tonem. Jego odzywki zazwyczaj są złośliwe i wbrew pozorom dużo się uśmiecha, lecz niekoniecznie to zapowiada coś dobrego. Bywa przeważnie tak, że gdy odkryje (o dziwo) białe zęby to ma się wrażenie, że robi to z zamiarem ucięcia ci za chwilę łba. Wega do tego też się przyzwyczaił, ale to nie sprawiło by robił to rzadziej. Wygląda przerażająco i dobrze mu z tym.
Co do ubioru… Nie ma jakiś wielkich wymogów. Jedyne co mu przeszkadza to długie rękawy, dlatego stara się unikać zimniejszych pór roku. Chyba, że odnalazłby tam ślad swej córki to nie zwleka ani minuty. Jednak każda czysta i piękna koszula szybko przemienia się w łachman z wydartymi rękawami. Standardowo nosi przy sobie pas, często również jakiś plecak no i oczywiście broń, czyli zazwyczaj miecz. Ach! No i najważniejsze! Złota fajka towarzyszy mu nawet w najgorszej chwili jego życia!
To wszystko na powierzchni, a jak wygląda Wega zanurzony w morzu? Wydaje się być totalną abstrakcją do tego lądowego potwora. Jego włosy się wydłużają, skóra nabiera naturalnego koloru o zimnym nasyceniu. Wygląda o wiele młodziej i przede wszystkim jak istota żywa. Ma wyrazisty, nieco zgarbiony nos. Wystające kości policzkowe (które swoją drogą widać także w pierwszej postaci!) oraz usta takie same jak uprzednio. Jego broda jest schludna, gładka. Dotyk przyjemny i niemrożący, raczej neutralny, ale wciąż nie jest ciepły, chyba, że przebywa w morzu już dłuższy okres. Sylwetka równie silna i umięśniona, chociaż pozbawiony jest oczywiście nóg. Ma za to bardzo długi i sprężysty ogon, którego łuski mienią się w ciemnym niebieskim kolorze z kilkoma ekscesami jakie stanowią zielone bądź złotawe punkty. Gdy żył w błogim spokoju również czasem przyozdabiał się o złote bransolety, ale to raczej dla własnej satysfakcji. Nie jest kimś kto musi być koniecznie w centrum uwagi. Takie przyzwyczajenie ze swojego pierwszego, podróżniczego trybu życia. Być może to z braku właśnie takich ozdób na lądzie dorobił się owych kolczyków? Przebywając w środowisku wodnym o wiele wygodniej jest mu również używać trójzęba, bądź łańcuchów i kotwic jakie spływają na dno morza. Jak widać Wega potrafi dostosować się do każdych warunków.


Charakter

Wiscari ma raczej przysłowiowo wszystko w dupie. Nie ma co tutaj owijać w bawełnę, tak po prostu jest. Długi czas stronił od lądu i życia jakie się tam znajduje. Właściwie nadal go to mało ,jak on to śmie mawiać, „interere”, ale wyłonił się z morza i powędrował ścieżkami w poszukiwaniu swojej córki. Biją się, czy tłuką, czy kłócą, wszystko spływa po nim jak po kaczce. Ludzie, elfy, zmiennokształtni… Na nic nie patrzy i na nic nie zerka. Kieruje się tylko jednym celem jakim jest odzyskanie Emmy w swoim życiu. Wega nie uważa aby w ogóle miał prawo wtrącać się w życie jakie panuje na powierzchni i tym samym kieruje się w drugą stronę. Są granice, których przekroczyć się nie powinno i stąd też czuje się obco wśród lądowych humanoidów, może odrobinę mniej wśród zwierząt. Rozmawia z tym z kim trzeba, a na zwykłe pogawędki to nie ma raczej szans, ale czasem sam sobie na to zapracowuje. Nawet jak już nie jest złośliwy to wcale nie stara się być mniej przerażający. Nie potrafi być inny w stosunku do mieszkańców lądu, a też często źle odbierają to co mówi, bo chłop jest po prostu bezczelnie szczery. Nie można posądzić go o odrobinę elokwencji, chociaż zupełnie inaczej zachowuje się w morzu. Główną tego przyczyną jest fakt, że cóż… Czuje się tam jak ryba w wodzie. Nie musi do siebie nikogo przekonywać ani pracować na czyjąś opinię, należy do morskiej części świata, dlatego też i na lądzie bywa czasem opryskliwy. Nie ma też zwyczaju zwracać się do kogoś imieniem (chyba, ze w morzu! No i chyba, że do nimf…). Każdemu przysługuje indywidualna ksywka jaką nada mu tryton, bo Wiscari nie ma pamięci do imion. Wychodzi także z założenia, że nie ma do kogo ani do czego się przywiązać na lądzie. Gdy odnajdzie Emme również nie widzi innej opcji jak powrót do morza by rozpocząć nowy, spokojniejszy rozdział w ich życiu. Choćby sobie miał flaki wypruć i choćby sam miał skonać w męczarniach zrobi wszystko by Emma była bezpieczna. I tu pojawia się jego jedyna na ten moment słabość. Córcia. Oczko w głowie. Perełka na dnie morza. Kwiat wśród stada chwastów. Wszystko, co piękne i cnotliwe tworzy Emmę. Wiscari zakochał się w życiu tak naprawdę dwa razy, w swojej zmarłej żonie i obdarował ojcowską miłością jedyne dziecię. Dla niej tak naprawdę mógłby nawet spędzić życie na lądzie, ale nie uważa tego za dobry pomysł. Pragnie ją odnaleźć i błąka się w kompletnej niewiedzy czy nadal rzeczywiście żyje. Jednakże jakakolwiek plotka, jakikolwiek pogłos pcha go do przodu i nie zezwala zejść do morza. Nikomu, nie wliczając jego dawnej kompanii, nie dane było ujrzeć jak płacze, czy też jak siedzi pogrążony w smutku z powodu tego zdarzenia. W samotności bywa więc ponury i nawet wśród lądowych zwierząt nie zdejmuje maski. Pod tym względem bywa zbyt ostrożny, co niekoniecznie odzwierciedla się w walce. Tam panuje tylko kilka niepisanych zasad, ale ścięcie łba nie czyni go według niego nikim złym. A już w szczególności, gdy chodzi o Emmę. W tedy nie zna litości. Jest w stanie nawet czasem zastosować gamę tortur by choć odrobinę zaspokoić trapiące go uczucia.
Wega bywa raczej szorstki w stosunku do kobiet, ale gdzieś z tyłu głowy ma poczucie aby bez względu na pochodzenie szanować płeć piękną. Pochełpi się więc na ratunek niewinnej niewiasty nie oczekując nic w zamian, ale w głębsze stosunki raczej się nie plącze. W końcu nie jest on częścią tego świata i uważa, że powinien stronić od „nieswoich” dziewcząt, a na samą myśl, że ktoś nieodpowiednio potraktował i dotknął Emmę zalewa go krew. Nie mówiąc już o tym, że biada temu, kto pochodzi z lądu.
Dla wielu Wiscari wydaje się oschły i ponury, bo taki kroczący stwór nie może być sympatyczny. Po części tak jest, ale tryton podświadomie odrzuca od siebie lądowe istoty.
Nigdzie też mu się nie spieszy, jeżeli oczywiście nie dotyczy się to informacji o Emmie. Bywa leniwy, bo przecież na lądzie nikt go do niczego nie może zmusić.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Wytrwały, Wytrzymały,
Zwinność:Bardzo zręczny, Bardzo szybki,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Słaby słuch, Wyostrzony węch, Przytępiony smak, Wyczulony na wibracje, Wyostrzony zm.mag,
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, B. silna wola,
Prezencja:Maszkaron, Przekonywujący,

Cechy specjalne

Koci tatuś [D]Wyjątkowo upierdliwe na lądzie są szczególnie dla niego koty. Wyczuwają one jego morskie pochodzenie i często się przymilają, mruczą i plączą pod nogami. Wiecznie odsuwa je od siebie nogą, ale one potrafią godzinami miauczeć w jego towarzystwie domagając się pieszczot. Czasem doprowadza go to do istnego szału, ale od momentu, gdy zaczął mieć to nieco bardziej w nosie trochę lepiej sobie z tym radzi. Inne zwierzęta wyczuwają od niego „obcą” energię, ale niekoniecznie im to przeszkadza. Posiadają po prostu taką świadomość, ale nie traktują w inny sposób.
Podwodny mieszkaniec [D]Nietrudno się domyśleć, że Wiscari posiada zdolność oddychania pod wodą. Posługuje się również mową roślin, zarówno tych morskich jak i lądowych, chociaż te drugie przemawiają do niego w jakiś taki dziwny sposób. Mimo wszystko potrafi je zrozumieć. Także posługuje się echem w kontakcie z morskimi stworzeniami, jednakże lądowe zwierzęta to dla niego dziwny byt istnienia. Wielokrotnie pragnął nawiązać z nimi kontakt, ale obie strony nie nadają na tej samej fali. Trudno mu nawet czasem zinterpretować zachowanie fauny na powierzchni, chociaż bardzo się stara. Nie ma na to jednak aż tyle cierpliwości ile by zechciał. Jako mieszkaniec morza potrafi kształtować fale, a nawet zmienić wody słodkie na słone. Również nie miewa choroby morskiej na statku, a wręcz czuje się wyśmienicie na pokładzie. Nie jest co prawda wprawionym kapitanem, ale coś tam o żegludze wie. Doświadczony w zatapianiu statków umie także odpowiednio je dotransportować do wyznaczonego celu. Morze zna jak własną kieszeń i porusza się po nim bardzo intuicyjnie, a i tak zawsze znajdzie jakoś drogę. Również jako tryton odporny jest na śpiew syren. Uwielbia wsłuchiwać się w ich pieśni, siadać na jakiejś skarpie i nastawiać ucha, ale dla niego to piękny rodzaj sztuki a nie zwodzenie na złą drogą.
Bestia na lądzie [D]Jakby to powiedzieć… Wega na lądzie wygląda jak istny potwór. Wzbudza przerażenie, wytwarza aurę strachu, pachnie słono, a jego ciało jest lodowate, gdy przebywa dłuższy czas już na lądzie. Organizm wydziela ciepło dopiero, gdy Wega pobędzie kilka miesięcy w morzu, a obecnie nie ma ku temu żadnych możliwości. Wieczna chrypka drażni jego gardło, miewa więc infekcje w tej okolicy. Angina to dla niego nieobca choroba. Cały ten stan pogarsza paleniem tytoniu swoją ukochaną złotą fajką, ale to już inna historia. Tętno mężczyzny poza morzem jest nieco wolniejsze i wprowadzi wielu uzdrowicieli w mylne wnioski, bo jego organizm stara się dostosować do tego co jest na lądzie. Ciało za wszelką cenę pragnie oszczędzić energię, ale to, jak na ironię, zwiększa jego odporność. Imponująco szybko regeneruje się w wodzie, a na lądzie prócz tego paskudnego gardła to trudno go wykończyć. Wychodzi z każdej choroby, nawet jeżeli kilka dni przeboleje w katordze ponad przeciętnej gorączki. Wszelkie trucizny szybko zwraca wymiotami, co nie jest zbytnio estetyczną formą, ale na pewno skuteczną. Trudno go złamać i ubić. Jest pod tym względem równie upierdliwy i męczący, co w stosunku do niego koty. A to wszystko w zamian za możliwość przebywania dłuższego czasu poza wodą. Sprzedał on swoje poprzednio ciało czarownicy, która obdarowała go tymi zdolnościami. Nie jest jednakże tak, że potrafi żyć bez morza. Nawet na lądzie jest w stanie intuicyjnie dążyć w jego stronę, co czasem przeszkadza mu w podróży, gdy nie ma kompasu bądź mapy. Jego ciało domaga się kontaktu z wodą więc Wega stara się jak najczęściej zanurzać, chociaż nie koniecznie przemieniać w formę z ogonem. Tutaj również jest dosyć zabawna sytuacja. W zależności od tego, jak długo przebywa na lądzie to wzrasta bądź też maleje jego kontrola nad przemianą w kontakcie z większym zbiornikiem wodnym. Im dłużej na lądzie tym mniejsza kontrola, ale to mu raczej nigdy jakoś nie groziło. Kto wie, gdyby spędził rzeczywiście kilka miesięcy bez kontaktu z jakimś bajorem to może nawet łyżka wody by go przemieniła? Sam tego nie wie i raczej próbować nie ma zamiaru.

Umiejętności

Żeglarstwo [W] Rabowanie i zatapianie statków też pozwoliło mu na odrobinę zabawy w żegludze. Jak mógł się czegoś nowego nauczyć o morzu to dlaczego nie?
Kartografia [W] Odczytywanie map to podstawa jego podróży, szczególnie, że ciągłe pragnienie powrotu do wód przeszkadza mu odrobinę w dotarciu do celu.
Geografia [W] Jak kartografia to i wiadomo... Geografia!
Pływanie [M] Rasa zobowiązuje.
Wspinaczka [W] Wspinał się po masztach, trochę lat na karku ma, a także poszukiwanie córki w różnych stronach pozwoliło mu zyskać taką umiejętność.
Przetrwanie [W] Ląd czy nie ląd nic go nie złamie.
Szulerstwo [W] Oszukuj a... będziesz bogatszy o pewną wiedzę.
Targowanie [O] W bambuko go się tak łatwo nie zrobi!
Tropienie [W] Za córcią na koniec świata. Tropić więc trzeba umieć.
Szpiegostwo [O] Żeby coś wiedzieć trzeba powęszyć, nieprawdaż?
Garbarstwo [O] Jakieś tam buty musiał nauczyć się robić... I ubrania i zbroję ze skóry...cokolwiek!
Jubilerstwo [O] Umie odróżnić diament od kamienia. A już szczególnie perłę od muszli!
Torturowanie [O] By zaspokoić swój ból i cierpienie za sprawienie krzywdy Emmie nauczył się tego i owego... Cenne doświadczenia musi przyznać.
Botanika [W] Zabawne, że zna się bardziej na roślinach niż na anatomii, ale cóż... Przywiązanie do roślin zobowiązuje.
Anatomia [O] Tortury, walki... Wie gdzie trafić by zabić.
Kulturoznastwo [O] Trochę po świecie stąpał więc coś tam więcej wie.
Meteoroligia [P] Nauczył się o tej dziedzinie odrobinę od swojej żony.
Atsronomia [P] Wega to gwiazda? Jaka jego żona była mądrą kobietą!
Wiedza o duchach [O] Z duszkami pogadać sobie lubi, coś o nich wie, dobry towarzysz w rabowaniu.
Wiedza o światach [O] Więcej słyszał niż doświadczył, ale słuchacz z niego dobry i ma o wiele lepsza pamięć do wiedzy niż do imion.
Władanie bronią (morze) [M] Trójząb, kotwice, łańcuchy... I wszystko to co spada na dno morza.
Władanie bronią (ląd) [M] Na szczęście zręczność jakiej nabawił się w morzu pozwoliła mu na ogarnięcie jednoręcznego miecza czy też szabli na lądzie. Tutaj jest o wiele mniejszy opór więc broń chodź nieco cięższa wydaje się być o wiele szybsza i sprawniejsza. Mniej siły wkłada w machanie ostrzem na lądzie, ale dzięki temu zwinniej i szybciej się porusza.
Uniki [W] Wiadomo nie? Jak już się walczyć umie to i przeskoczyć, pochylić też się da by uniknąć ciosu przeciwnika.
Taktyka [O] A jakoś tak wyszło, że zamiłowanie do żeglugi i polowanie na statki go czegoś tam nauczyła.
Czytanie i pisanie [W] Sam pisze jak kura pazurem, chociaz gdyby się postarał pewnie ładniej by mu to wychodziło. Tak czy siak, czytać i pisac umie bo nauczył się tego na lądzie.
Rysunek [W] Mapy odczytać umie, ale także potrafi je stworzyć. Techniczny styl i prostota kresek to coś dla niego.
Śpiew [O] Kiedyś więcej śpiewał i też na pewno ładniej, aczkolwiek od kiedy jego gardło wciąż jest męczone lądem to tym bardziej mu nie wsmak. Nigdy jakoś się tym nie chwalił.
Struganie [O] Siedząc tak sobie co noc w lesie, bo w mieście to nie miał co liczyć na nocleg ze swoim wyglądem, polubił tak sobie usiąść, wyjąć nożyk i wystrugać to i owo.
Walka wręcz [W] Komu rozkwasić nos?
Polowanie [O] A z czegoś butki trza zrobić.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Wody [U]
Ducha [U]

Magiczne przedmioty

Złoty kompas [ZAK]Złoty kompas zasługujący na miano „bajeranckiego”, który z pewnością określiłby prestiż niejednego mężczyzny, aczkolwiek (jak to) Wiscari wcale nie używa go do celów zaliczenia panny. Ma prostą, najzwyczajniejszą igłę zaś pierścień to istne dzieło sztuki. Bardzo precyzyjna robota, która prędzej wygląda jakby wyciągnięta była spod ręki wieloletniego elfa- artysty niżeli krasnoluda. Szkiełko zamykające obraz kompasu jest twarde, chociaż warstwa wygląda na niezwykle cienką. Mieni się delikatnie milionem kolorów, przez co wygląda jakoby wykonana była z diamentu. Kto wie, może i jest? Czasem widać, że w zamkniętej przestrzeni kompasu przedmiot zamarza, wieje chłodem, jest oblepiony płatkami śniegu, ale Wega nie odkrył do końca działania tych kaprysów. Czasem zapowiada to pogodę, ale… też jakoś niekoniecznie jest to sprecyzowane. Jednak przyczyna podróżowania z przedmiotem jest całkiem inna. Kompas odporny jest na jakiekolwiek działania zewnętrzne jeżeli chodzi o próbę zmylenia właściciela. Nie działa na niego magnes, ani też czary, głównie dlatego, że sam jest zaczarowany. Nałożono na niego tego typu ochronę, co jest zbawieniem dla trytona na lądzie, który intuicyjnie wędruje w stronę wód. Czasem tylko trzeba ten rzęch nakręcić, a męska dłoń raczej nie jest przystosowana do drobnych części złotego kompasu. Mimo wszystko Wega jakoś sobie radzi. Cena posiadania go przy tym, że raz na kilka miesięcy trzeba poprzeklinać jest tego warta. Gdy Wega jest w swej „naturalnej” postaci kompas wraz z złotą fajką staję się pierścieniami na jego dwóch palcach (serdeczny i środkowy u prawej dłoni). Zawsze na tych samych i nie jest w stanie zdjąć błyskotek. Miły towarzysz mający w zwyczaju przywiązywać się do właściciela, dlatego nie każdemu wskaże dziad dobrą drogę.

Towarzysz


Historia

Historia Wegi jest równie długa i burzliwa, co samo morze. Nie ma też co za bardzo zagłębiać się w jego dzieciństwo, bo większe piętno odznaczył na nim młodzieńczy okres. W tedy to właśnie znalazł sobie kilku kompanów, których połączył jeden cel – obrona morza. Lądowe istoty za bardzo pozwalały sobie na rabowanie podwodnych królestw i niszczeniu tego, co zostało stworzone przez morskich mieszkańców. Chciwość zarówna ludzka, jak i nieludzka, przyczyniła się do tego, że kampania Wisariego stała się istnym postrachem i trudno było przewidzieć, w którym morzu i na której jego części grasują. Często zmieniali oni swoje położenie, tak by wzbudzać ciągły lęk u podróżnych. Zawsze jednak upewniali się, co do tego kto znajduje się na statku. Transportowce i tym podobne żeglugi mogły żyć w spokoju, o czym niekoniecznie wiedziały lądowe humanoidy, ale wszelkie chęci zrabowania podwodnych królestw kończyły się zatonięciem statku. Podczas tych szalonych napadów Wega nauczył się żeglować. Początkowo nie był to zbyt bezpieczny pomysł, ale czasem na statku znajdowało się kilka kobiet bądź dzieci, a tych nie mieli aż takiego serca zabijać. No… Chyba, że w jakiś sposób zagrażali morzu, co… chyba nie miało miejsca. Tryton jakoś bynajmniej nie umie sobie tego przypomnieć.
Z wielkim uśmiechem na twarzy wraca do tego okresu. Lubił sobie pożartować i być przyczyną legend statków widmo. Wraz ze swoją kampanią zabawiał się na pokładach, a czasem nawet zgadał z piratami. Wszystko to trwało bardzo długi czas, aż w pewnym momencie tryton za bardzo począł spoufalać się z istotami lądowymi. Coraz mniej widział różnic między nim, a lądem. Zaczął wychodzić na plaże, do miast na powierzchni i starał się z czystej ciekawości zapoznać z życiem o jakim opowiadali mu podróżni. To był niestety błąd, bo po tym gdy zaczął akceptować inny świat to ten właśnie świat zabrał mu wszystko co miał. Zabito z niebywałym i wyjątkowym okrucieństwem całe jego społeczeństwo w jakim żył. Rodziców, przyjaciół, a nawet zwykłych,mniej ważnych braci i sióstr w jego życiu. Pozostali tylko jedni. On oraz jego kompania, której zrobili dokładnie to samo. Wiscari do teraz nosi w pamięci brzemienną siostrę swojego przyjaciela Sovity, której płód wyrwali z brzucha i powiesili na gwoździach nie przecinając pępowiny, a samą syrenę powiesili na pali. Jakże szał był jego ogromny, nie mówiąc o podobnym okrucieństwach jakie napotkały jego lud. Wega zrozumiał, że nigdy ląd i morze nie będą żyć w jedności. Istniało za dużo różnic między nimi by miało to rację bytu, ale to była tylko iskierka do rozpętania piekła.
Kompania wpadła w szał morderstw. Wówczas tryton zszedł na drogę zaślepioną zemstą. Razem z kompanią byli w stanie zniszczyć każdy statek, utopić każdego podróżnika bez względu na płeć czy wiek. Był to zły okres dla handlu oraz zły okres dla samego Wegi. Kierując się jednak tak zawiścią zauważył, że z jego kompanią dzieje się coś dziwnego. Nie mieli wśród swoich żadnego przywódcy, a to, że Wiscari kierował okrętami nie czyniło go „kapitanem”. Widział jednak zmęczenie tym ciągłym biegiem za odzyskaniem czegoś co nigdy nie wróci. Widział, jak każdy przyjaciele byli już tym zmęczeni i chcieli w końcu przestać. Wszyscy, nawet sam Wega prócz jednego trytona - Sovity. On w pamięci miał jedynie swoją siostrę i jej dziecię. Kiedy więc Wiscari wyszedł z inicjatywą porzucenia ich działań, Sovita wpadł w istny szał. Między dwojgiem wybuchła ostra kłótnia i chociaż Wega starał się opanować to nie mógł powstrzymać Sovity przed atakiem. Starcie to skończyło się walką o życie Wiscary oraz śmiercią Sovity, który był starszy i silniejszy od naszego bohatera. Szczęście w nieszczęściu, że kompania na czas przybyła powstrzymać napastnika i zostali zmuszeni pozbawić go życia. Po tym zdarzeniu kampania się rozpadła. Wiscari niewiele z tego pamięta. Był ranny i oddany w dłonie jakiś nieznajomych mu syren. Widział, jak czerwone zabarwienie jego krwi unosi się w gęstej wodzie, a przyjaciele odpływają. Każdy w swoją stronę.
Na kolejne dziesięciolecia historia Wegi nie była już tak burzliwa i skomplikowana. Próbował odnaleźć swoje miejsce wciąż po tym, jak jego życie zostało mocno zrujnowane. Pływał i zatrzymywał się w różnych podwodnych królestwach, miasteczkach czy małych społeczeństwach, ale nigdzie nie potrafił zasiedlić się na dłużej. Był przekonany, że już nigdy nie wyjdzie na ląd. Za bardzo nienawidził powierzchni, ale i z kolejnym wiekiem i to zaczęło mu być coraz bardziej obojętne. Był również wypruty z uczuć, nie umiał kochać, ani też nawet się przyjaźnić. Był wyłączony z życia społecznego, co wielokrotnie zawiodło niejednego trytona, a już szczególnie niejedną syrenę. Wszystko więc tak trwało w bezkresie aż do momentu gdy poznał ją. Piękną syrenę.


Jak na ironię spotkał ją właściwie na lądzie. Leżąc to tak sobie w koralowcach i wpatrując się w stronę przemykających promieni słonecznych w wodzie dojrzał, jak wiele stworzeń wodnych płynie codziennie ciągle w jeden i ten sam kierunek. Zaciekawiony tryton podążył więc któregoś dnia za nimi i wyjrzał poza taflę wody. Widział, jak spaceruje po morzu, w delikatnej białej sukience i bosych stopach śpiewając jakąś ludzką piosenkę. Obserwował ją tak sobie kilka dni, zupełnie jakby wsłuchiwał się w opowiadaną historię. Widział, że spotyka się prawdopodobnie z kandydatek na małżonka, przynajmniej tak myślał początkowo. Obserwował te piękne obrazy romansu i chociaż wcale nie znał kobiety to w dziwny sposób jej pragnął. Nie tak zwierzęco, nie chciał jej posiadać. Chciał ją po prostu… poznać. Porozmawiać, usłyszeć jak mówi, jaki ma głos tak z bliska, a nie jedynie łapać dźwięki odbijającego się echa. Nie potrafił jednak wyjść na ląd, zbyt zrażony przeszłością. Westchnął głęboko i począł siadać na kamieniu niedaleko plaży. Podpierał głowę o łokieć i tak sobie rozmyślał co dalej.
- Lubię wsłuchiwać się w fale, które odbijają się od kamieni. To wskazuje ich siłę i wytrwałość.
To były jej pierwsze słowa. Tryton odwrócił się w stronę nieznajomej i długo milczał, bo nagle kobieta, którą obserwował tygodniami do niego przemówiła. Bezpośrednio do niego. On był wówczas już dorosłym, dostojnym mężczyzną, ona jeszcze lekką i świeżą dziewczyną. W tedy zaczęła opowiadać mu o gwiazdach, o niebie a on jej słuchał. Obawiał się wtrącić jakiekolwiek słowo, jakby bał się zepsuć ten piękny obrazek. Nie patrzył jednak na cienką sukienkę, przez którą przebijało się boskie ciało dziewczęcia. Wpatrywał się w jej twarz, w jej usta, włosy, oczy i wsłuchiwał się w każde słowo oszołomiony tonami dźwięku, jakie słyszy poza głębią morza.
- Jak się nazywasz? – spytała w końcu.
- Wega. Wega Wiscari-Rosa – zdradził się pełnym i prawdziwym imieniem.
- Wega? – spytała nieco zaskoczona. – Wega to nazwa jednej z gwiazd… Widać ją tej nocy.
- O. Nie wiedziałem. Widać i my trochę znamy się na gwiazdach – zagaił żartobliwie, bo ile mieszkańców lądu sądziło, że trytony i syreny widzą jedynie czubek plaży?
I tak też od słowa do słowa, od zdania do zdania, od dni i nocy, od tygodnia do miesiąca w końcu kobieta wyjawiła także prawdę o sobie.
- Proszę, zanurzmy się tej nocy w morzu.
- Nie będzie ci za zimno? – zauważył zaczepnie się uśmiechając. – Nie masz sukienki na przebranie.
W tedy na jego oczach kobieta zdjęła odzienie i odrzuciła gdzieś na bok, a Wega nie śmiał nie objąć jej całym swoim wzrokiem i nie podziwiać.
- Ou. – Wydusił z siebie, a ona uśmiechnęła się nieco wyzywająco.
- To jak?
Kobieta wbiegła do morza, a tuż przed wskoczeniem i całkowitym zanurzeniem się w wodzie pociągnęła za sobą Wiscariego. W tedy doznał niemałego szoku, bo okazało się, że ona jest… syreną.

Życie Wegi nabrało sensu. Czuł, że teraz rozpoczęło się jego nowe życie. Całkowicie zakochał się w syrenie i oddał całe jej serce, chociaż jak na złość nawet razem nie mogli znaleźć żadnego miejsca dla siebie wśród wielu podwodnych królestw. Podróżowali więc we dwoje, ale czuli, że jest to męczący stan. Zbawieniem więc okazało się spotkanie dawnego przyjaciela z kompani, a później nawet reszty towarzyszy z przeszłości, którzy osiedlili się w podwodnym miasteczku. Wega był szczęśliwy po spotkaniu swojej dawnej kompanii, gdzie okazało się, że tak naprawdę… trudno było każdemu z nich jakkolwiek żyć. Każdy snuł się po wodach bez celu. Obawiali się, że Wiscari nie przeżył tamtych dni po starciu z Sovitą więc widząc żywego trytona byli w niemałym szoku. Jakby zobaczyli zmorę morską!
Jego ukochana również szybko zaaklimatyzowała się w tym miejscu i sama nawet targała trytona do kupna jakiś ozdób do ich jaskini. Uwielbiała opiekować się wodnym ogrodem, była miłośniczką koników wodnych i niektórych ryb, a Wega mało zainteresowany tematem nie miał zamiaru ograniczać swojej ukochanej. Trochę długo zwlekał ze ślubem, sam nie wie do teraz czemu. Jakoś tak wyszło, ale w końcu doczekali się tego pięknego dnia. Dopiero potem dowiedział się czemu jego ukochana tak naciskała na zawarcie związku. Omijając już fakt, że było to wielkim marzeniem syreny to dopiero po ślubie przyznała się do swojej wady jakiej nabawiła się na lądzie. Miała trudności z zajściem w ciąże. Ona biedna wyrywała sobie włosy po nocach w obawie, że po tej wiadomości Wiscari ją porzuci. Nic jednak bardzo mylnego. Tryton objął swoją żonę i czule pogłaskał po głowie, by następnie ucałować ją uspokajająco w czółko. Nie uważał, że ma jakiekolwiek braki w sobie i chociaż to był kolejny powód do nienawiści lądowych istot to nie miał zamiaru rezygnować z upragnionego dziecka. Nie można powiedzieć, że krótko starali się o potomstwo, ale Wegi ani na chwile nie opuściły dobre myśli. To było dużym wsparciem dla syreny, bo chociaż czasem zdawało się jej go wyzywać i rzucać w niego muszelkami z powodu nadmiernego optymizmu w końcu się udało. Na świat przyszła piękna córeczka. Emmarilla Rosa.

***
- Wszystkiego najlepszego kochanie – Wega uściskał córkę i odpłynął kawałek dalej, z uśmiechem przyglądając się, jak dziewczyna rozpakowuje prezent.
Emma ze zniecierpliwieniem szarpała się z małą paczuszką, a jej włosy dryfowały w wodzie, okalając jej głowę niczym różowa aureola. W końcu dziewczyna dobrała się do wnętrza pakunku i z błyszczącymi oczyma wyciągnęła srebrny pierścionek z turkusowym okiem.
- Tato, jest cudowny! – westchnęła przenosząc wzrok na ojca.
- Należał do Twojej matki – tryton uśmiechnął się smutno. – Pozwala Ci zachować na lądzie ostatnią odzież, jaką miałaś na sobie. Nie podoba mi się jak biegasz nago po plaży – mruknął i odwrócił wzrok, a syrenka zaśmiała się wesoło i szybko przymierzyła pierścionek. Leżał jak ulał.
- Cudowny.. – powtórzyła jeszcze raz i rzuciła się ze śmiechem ojcu na szyję, który przytulił ją mocno. A jednak zupełnie inaczej niż kiedykolwiek.
Emma prawdopodobnie tego nie odczuła, ale Wega zdał sobie sprawę, że teraz jego córka ma już osiemnaście lat. Była pełnoletnia, chociaż w jego oczach pragnął by pozostała małą dziewczynką. Teraz, a nawet i odrobinę wcześniej wcale nie chciała nią być, a to oznaczało, że musiał jej pilnować. Bardziej niż wcześniej i chociaż bardzo tego chciał to też wiedział, że nie za bardzo będzie mógł. Ziści się najgorsze wyobrażenie Wegi, czyli spotkanie Emmy z lądem. Nie miał takiej mocy by trzymać ją na dnie oceanu, ale bardzo chciał być przy tym, gdy ona zapoznaję z nowym i nieznanym. To by pozwoliło mu na odrobinę kontroli…
Wiedział, że zbyt wiele złych rzeczy spotka ją na lądzie, o których niestety niewiele chciał mówić. W końcu jednak musiał wyjawić jej całą prawdę. O sobie, o matce, która ledwie doniosła ciąże. O tym co ludzie zrobili jej na lądzie i o tym, że ta krzywda nie pozwoliła jej żyć dalej po porodzie. Ale nie dziś, nie w dniu jej urodzin.
- No już, już – mruknął, chociaż to on trzymał mocno córkę w ramionach – Szykuj się na przyjęcie – uśmiechnął się w końcu do niej, a dziewczyna pisnęła wesoło i odpłynęła w kierunku ich domu.

***
- Emmarillo – zwrócił się do niej ojciec. – Posłuchaj mnie, wiem, że goni za tobą ciekawość lądu, że pragniesz poznać świat poza morzem. Wiem tez doskonale, że nie mogę cię trzymać tutaj na łańcuchach, ale posłuchaj mnie. Nie bronię ci oglądać, a nawet porozmawiać z lądowymi istotami, ale nigdy, ale to nigdy się z nimi nie spoufalaj. Nie uniknę Twojej ciekawości świata, tak samo jak ty nie unikniesz mojego pragnienia chronienia ciebie. Nie wsiadaj na ich statki, nie oddalaj się za bardzo od morza, gdzie masz szansę na szybką ucieczkę, rozumiesz? Szczególnie nie zaciskaj więzów z ludźmi. Możesz widzieć i słuchać o ich świecie, ale nigdy nie staniesz się jego częścią. Nie udało się to mnie ani… ani twojej matce. Słuchasz mnie?

***
Młody marynarz kulił się pod ścianą swojej kajuty, płacząc niczym dziecko, gdy wściekły, rosły mężczyzna przystawiał mu trójząb do gardła.
- Pytam cię ostatni raz człowieku. Gdzie jest moja córka?!
- Nie wiem, naprawdę nie wiem, przysięgam! – łkał młodzian, a nogawka jego spodni pociemniała od uwolnionego ze strachu moczu. Wiscari nachylił się nad nim, nie odsuwając broni.
- Wszyscy twoi przyjaciele już nie żyją. Ty też zginiesz – wysyczał przez zaciśnięte zęby – ale najpierw powiesz mi, gdzie jest Emma, wówczas twoja śmierć będzie szybka.
- Nie wiem, przysięgam! Aaaaaa! – krzyknął, gdy jeden z zębów wbił mu się w obojczyk. – Sprzedali ją na targu w Trytonii, nie wiem kto ją teraz ma, proszę! Ja naprawdę nie chciałem! Kochałem ją! Zmusili mnie! Aaagh!
Spieniona krew trysnęła z ust chłopaka, gdy trójząb jednocześnie przebił mu twarz, krtań i serce. Tryton wyszarpnął broń z ciała i odkopnął je na bok, po czym wyszedł na pokład. Nie licząc jego ludzi nie została tu żywa dusza po załodze statku. Wściekły, ale jednocześnie przerażony tryton potoczył szalonym wzrokiem po zniszczeniach jakie dokonali i nawet nie mrugnął. Skinął tyko głową na swojej kompani, po czym wszyscy porzucili płonący już statek i skoczyli do wody, przywdziewając w locie ogony i znikając w głębinach.

***
Wówczas zaczęła się ostatnia część historii Wegi. Zabijał, mordował, oszukiwał… Robił wszystko by wydobyć jakąkolwiek informację o swojej córce. W tym wszystkim pomagała mu również jego dawna kompania, ale jak to historia ma w swoim zwyczaju – lubi się zataczać. W końcu gonitwa za Emmą stała się jedynie złudną nadzieją dla towarzyszy Wiscariego, szczególnie gdy padła propozycja przemiany swojego ciała na takie, które dostosuje się do lądu by mogli dłużej szukać młodej Rose na ziemi. Jego przyjaciele, szaleni i zdeterminowani jak kiedyś, zgodzili się na to.
- Panno Lileth Sovil, podwodna jakże przesympatycznie uzdolniona czarownico, będziesz w stanie to dla mnie zrobić?
Na twarzy brzydkiej kobiety namalowało się zamyślenie wyrażające przeciągłe „Hmmmm”. Lubiła trzymać w niepewności swoich zniecierpliwionych klientów. Wega wcale się aż tak nie spieszył. Wolał mieć pewność i do kilku dni do tyłu w takim przedsięwzięciu niż dorobić się jakiś niedociągnięć.
- Masz bardzo duże wymagania – rzuciła nieco obrażona do trytona, a on w odpowiedzi milczał.
- Myślisz, że jak jesteś słynny Wiscari-Rosa, obrońca naszych mórz, niszczyciel statków to możesz tak po prostu przyjść i się mnie prosić o takie rzeczy jako weteran?
- Jakże bym śmiał pragnąć od ciebie czegoś za darmo. – Uśmiechnął się zgryźliwie, ale te słowa wprowadziły ją w zadowolenie.
- Oczywiście, że od razu przyszedłem z propozycją zapłaty, a wiem, że złota nie przyjmujesz. Za dużo spłynęło ci na dno twojej jaskini, gdy ja tak roztropnie topiłem statki.
Czarownica zaśmiała się pełnią satysfakcji. Oj, ile miał racji w tych słowach i oboje o tym doskonale wiedzieli, ale to nie był dla niej powód do wstydu. Zdecydowanie nie był.
- Opłata jakąkolwiek sobie zażyczysz ma dotyczyć się tylko mnie. Nie wywracaj tak oczami, ona ma się ograniczyć tylko do mojej jednostki. Nie będę ratował Emmy by ją sprowadzić do morza, a ty sobie weźmiesz jej duszę bądź ciało. Nawet na to się nie chełp. Spłata długu nie może dotyczyć jej, ani jej bliskich, ani jej otoczenia a co za tym idzie, nie dotyczy też jej dzieci i dzieci jej dzieci ,i tak dalej.
- Na całe szczęście to mówisz, bo to już zaczynało być naprawdę nudne. „Zarabianie” w ten sposób – wtrąciła się czarownica, po czym pozwoliła kontynuować Wiscariemu.
- Jeżeli moja kompania na to ustanie to również spłata nie ma się z nimi wiązać. Możesz im wmówić, że coś od nich weźmiesz, jeżeli będą pytać, ale nie naruszysz w żaden sposób życia ich ani ich bliskich. Możesz na zawsze zrobić sobie ze mnie niewolnika, czytaj uczynić mnie twoim mężem, możesz dać mi uczulenie na wodę, możesz nawet wyrzucić na ląd byś mogła się wpatrywać, jak bardzo się tam wykańczam, cokolwiek zechcesz, ale to będzie moje cierpienie. Śmiem rzec - moja kara za szaleństwo na jakie się teraz rzucam. Rozumiesz?
Czarownica uśmiechnęła się paskudnie. Tak odrażająco, że to oznaczało tylko jedno. Zgodę.
- Tylko przeżyj mi na tym lądzie byś mógł do mnie wrócić Wiscari-Rosa.
- Aha. I jeszcze jedno. Rzuć na mnie klątwę by nikt, ani to czarownica z lądu, ani spod wody, ani aniołowie... Nikt, po prostu nikt nie mógł za mnie spłacić mojego długu. Gdy będę konał na twoich oczach, o ile sobie tego zażyczysz, Emma nie będzie mogła dać nikomu nic w zamian. Moi przyjaciele również... To taka forma zabezpieczenia dla mnie...i dla ciebie Lileth.
Jednak… Szybko po przemianie przyjaciele Wegi pragnęli wrócić do swojego dawnego życia. Oni również mieli żony i dzieci, a sam Wiscari nie pragnął niszczyć ich dotychczasowego życia. Oczywiście pobyt jego oraz jego ludzi na lądzie choć krótki był intensywny, bo pozostawili za sobą wiele chaosu, zupełnie jak za dawnych czasów. Dorobili się nawet jakiejś nazwy ze strony lądowych istot, średnio ją pamięta. Musiałby usłyszeć by sobie skojarzyć, ale na pewno nie była jakaś pochlebna. W końcu wyglądali jak zmory wyłaniające się z morza i byli jakimś piekielnym zesłaniem Bogów mórz. Siali postrach, ale obecnie Wiscari-Rosa podróżuje sam do momentu, gdy nie złapie większego tropu by mieć powód zwołać swoich przyjaciół. Sens jego życia mieści się tylko w Emmie i chociaż kompania obawia się o dalszy los trytona, to nie postanowiła go powstrzymać. Wega choć szalony od zawsze kierował się najwyższymi wartościami w życiu, a jednym z nich stała się jego córka.

Dane gracza: Wega

Nazwa użytkownika:
Wega
Ranga:
Szukający drogi
Inne Postacie:
Duin, Yvia,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Wt paź 25, 2016 7:56 pm
Ostatnia wizyta:
Pn lip 30, 2018 9:24 pm
Liczba postów:
31 | Znajdź posty użytkownika
(0.04% wszystkich postów / 0.04 posty dziennie)
Ostatni post:
Kapitanie, kot na pokładzie!
Pn paź 15, 2018 3:13 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Mroczne Doliny
(Posty: 25 / 80.65% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Mały kotek grzecznie śpi...
(Posty: 25 / 80.65% postów użytkownika)
cron