Profil użytkownika Nemain

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Nemain
Rasa: Centaur
Wiek: 108 lat


Aura

Wzrok zachwyca gnąca się w zjawiskowym tańcu emanacja, której żelazna barwa lśniąca w słońcu mocno rzuca się w oczy. Barachitowe listki uczepione u dołu falują targane wiatrem, zaś miedzianą wstęgą o cynowych zdobieniach, zgrabnie zakreśla w powietrzu różnorodne kształty. Zupełnie odwraca to uwagę od jej niewielkiej siły. Dodatkowo efekt potęguję wesoło migoczące szmaragdowe światło. Wszystko dzieje się w zupełnej ciszy bowiem aura nie została obdarzona żadnym dźwiękiem. Mimo to uzupełnia to silna i słodziutka woń miodów i kwiatów rosnących na kolorowych łąkach. Ta cudowna delikatność sprytnie maskuje ostre jak brzytwa brzegi oraz te bardziej tępe i zniszczone. Jeśli zdoła się dojrzeć paskudną chropowatość, może ona całkiem zbić z tropu, kompletnie nie pasując do całości. Aczkolwiek dopasowała się jednak do twardej powierzchni jak ulał. W smaku zaś lepi się nieznośnie, jednakże pod koniec o dziwo pozostawia suchy posmak.


Wygląd

O ile rasę Nemain można rozpoznać po jednym spojrzeniu, o tyle większe problemy nastręcza wiek i płeć karego podróżnika. Uważne oko zauważy, że centaur jest dziewczyną, ale sylwetkę zarówno ludzkiej części jak i końskiej, ma ona chudą i szkapowatą, która gdyby nie była zbudowana z suchych, żylastych mięśni, przywodziła by na myśl ofiarę długotrwałego głodu. Z tych samych powodów dziewczę wygląda bardziej na młodziutkiego smarkacza niż stuletnią, w pełni dojrzałą niewiastę. Wzrost 230cm nie czyni Karej kolosem i na pewno bez problemów można znaleźć bardziej okazałych przedstawicieli jej rasy, ale budowa, która u większości nie budzi zachwytu, czyni Nem szybką i wytrzymałą, dzięki czemu dziewczyna doskonale radzi sobie czy to przy ciężkiej pracy w kuźni, na polu bitwy, czy podczas dzikiej gonitwy.
Głos również plasuje się gdzieś na pograniczu dorastającego chłopięcia a chłopczycy i jak na żeńskie brzmienie trzyma się raczej niższych tonacji, nie raz przyjmując ochrypłe nuty.
Twarz przeciętnie urodziwa, o sympatycznym uśmiechu i łagodnych brązowych oczach. Jasna karnacja kopytnej kontrastuje z kruczoczarnymi włosami. Fryzurę nosi krótką z dłuższym pasmem przy prawym uchu. Kosmyk niezmiennie związany jest czerwonym sznurkiem z talizmanami. Zwierzęca część pokryta jest lśniącą i jedwabistą, czarną sierścią z białymi znaczeniami na wszystkich czterech nogach. Ogon tak jak i włosy obcięty krótko, powyżej stawów skokowych.
Za ubiór służy jej czarny skórzany kaftan bez rękawów, spięty u dołu szerokim pasem z ozdobną klamrą. W chłodne czy deszczowe dni zakłada długi skórzany płaszcz z kapturem. Przedramiona osłania karwaszami, podczas gdy końska połowa nosi podobne im ochraniacze na nogach. Podróżuje z sakwami, zazwyczaj wypchanymi do granic możliwości wszystkim, od prowiantu czy płaszcza, przez zioła lecznicze, ciekawe pamiątki z różnych miejsc, przybory do rysunku z wiernym szkicownikiem w komplecie, materiały i narzędzia rymarskie, podkowy na zmianę, po podręczny młot kowalski.
W ekwipunku nie mogło by zabraknąć wysłużonego noża. Niezastąpiony przy zbieraniu ziół, krojeniu korzonków lub posiłków, obcinaniu włosów czy wyciąganiu kamieni z kopyt.
Wyjątek potwierdza regułę, dlatego mimo bycia centaurem Nemain nie posiada i nie używa łuku. Jej bronią jest długi oburęczny miecz, którego najczęściej używa jedną ręką. Oręż wykuty w kuźni Nordów, mierzy 180 cm z rękojeścią. Najczęściej noszony na plecach, rzadziej sprytnie przypięty do pasa.
W bardziej wymagających sytuacjach, lewą ręką używa łańcucha zwieńczonego na końcach ciężarkami, który na co dzień leży spokojnie upchnięty w jukach.


Charakter

Typowy niespokojny duch. Nie znosi nudy i monotonii, przez co nie potrafi zbyt długo usiedzieć w jednym miejscu. Żądza przygód nie raz wpakowała ją w kłopoty, co zamiast ją zniechęcać działa wręcz odwrotnie, jakby tarapaty nadawały życiu smaku. Niektórzy twierdzą, że brawura to nie rodzaj odwagi a głupoty. Cóż nigdy się za głupią nie uważała, a zdaniem innych i tak się nie przejmuje.
Niestrudzona optymistka, której humor dopisuje prawie zawsze, jedynie wyłączając dni gdy głoduje, wtedy robi się gderliwa.
Pozytywnie i ufnie nastawiona do wszystkich napotkanych stworzeń, ale nie naiwna, jeżeli ktoś spróbuje wykorzystać jej przyjazne usposobienie, spotka się z szeroko pojętym oporem.
Konsekwentna w dążeniu do ustalonych celów, potrafi być zawzięta i uparta, niektórzy twierdzili nawet, że jej ojcem musiał być osioł a nie centaur.
Uwielbia wysłuchiwać historii podróżników i kocha ślęczeć nad szkicami, skórami lub w kuźni, gdy ma taką możliwość.

Atrybuty

Krzepa:Raczej silny, Niezłomny,
Zwinność:Bardzo zręczny, Bardzo szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok, Dobry słuch, Wyostrzony węch, Pozbawiony zm.mag.,
Umysł:Niezbyt bystry, B. silna wola,
Prezencja:Nieokrzesany,

Cechy specjalne

Mowa zwierząt [Z]jest w stania odbierać i przekazywać nie tylko proste i zaawansowane myśli, ale i emocje a nawet obrazy.
Mowa roślin [Z]w podstawowym stopniu, kontakt fizyczny z rośliną jest niezbędny

Umiejętności

Polowanie [O] Umiejętność niezbędna by przeżyć w dziczy jedząc coś po za roślinami. Jeśli zaś nie chcesz głodować, musisz to robić sprawnie.
Tropienie [P] By coś upolować, trzeba to najpierw znaleźć. Wyższy poziom wtajemniczenia, Kara uważa za zbędny.
Górnictwo [P] Mieszkając w Mieście pod Górą, musiała opanować podstawy górnictwa, nim choćby zbliżyła się do kowadła.
Kowalstwo [M] Umiejętność ukochana ponad wszystko, nawet rysunek. Dzięki łaskawości Losu miała dużo czasu na opanowanie tej sztuki na wysokim poziomie. Do Nordyckich mistrzów trochę Nemain brakuje, ale i tak przewyższa kunsztem ludzkich kowali.
Płatnerstwo [M] Zdecydowanie woli wykuwać broń niż zbroje, ale i to opanowała do maksimum swoich możliwości, a pracy nad pancerzem bynajmniej nie uważa za przykrą.
Zielarstwo [W] Jeśli jesteś zdany na siebie, musisz umieć leczyć swoje rany. Jest to jedyna zdolność nabyta w dawnym klanie, której nie zapomniała.
Władanie bronią [M] Twórca musi umieć używać swoich dzieł. Według jej mentorów, ta kwestia nie podlegała dyskusji, a i Nem wcale nie oponowała, ucząc się chętnie i szybko, wyraźnie mając zdolności w tym kierunku.
Łucznictwo [P] Trafiać do celu umie, ale nic po za tym. Nemain nie znosi łuków ze szczerą wzajemnością tej broni. Jeśli komuś ma pęknąć cięciwa albo kogoś ma trafić zbłąkana strzała, można być pewnym, że ofiarą będzie Kara
Rysunek [W] Rysuje chętnie w każdej chwili, gdy nie robi nic innego i ma do tego prawdziwy dryg. Notes tylko czeka w jukach, by go wyjąć. Jednak zamiast używać rysików, upodobała sobie odmienny styl szkicowania. Nem rysuje za pomocą atramentu i pióra, gdy zaś nie ma pióra ostrzy patyk, tworząc w ten sposób oryginalne i urodziwe grafiki.
Rymarstwo [O] Skóry i nici również nie straszne są centaurowi. Umiejętność szczególnie przydatna, gdyż rząd koński nijak nie przydał by się Nem a ludzkie wyroby też różnie pasują, więc większość zadaniowego ekwipunku (czyli na przykład sakwy) jest własnego Karej projektu i wykonania.

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Trzy złote, nie dźwięczące dzwoneczki [ZAK]Odstraszają demony, nieumarłych, zjawy, duchy itp. Im słabszy agresor tym skuteczniej działają
Mała srebrna moneta z wybitym drobnym wędrownym ptaszkiem [ZAK]Zapewnia odnajdowanie celu podróży, ale nie chroni przed błądzeniem. (Moneta i dzwoneczki sprzyjają tylko obdarowanemu. Zrobione przez Wiedźmę, są kapryśne i w obcych, niepowołanych rękach obrócą się przeciw użytkownikowi, działając odwrotnie.)

Towarzysz

Baal - zwany pieszczotliwie Lusiem
Wielkie wilczysko o czarnej sierści i czerwonych oczach, ubrane w szeroką obrożę informującą o udomowieniu i posiadaniu właściciela.
Niezguła wpadł w myśliwską pułapkę, za co został porzucony przez swoje stado, które nie miało zamiaru opiekować się nieprzystosowanymi do życia gapami. Całe szczęście pułapka była od lat zapomniana i po wielu dniach uwięzienia został uratowany przez Nemain, nie długo po tym jak zeszła z gór.
Z wdzięczności (lub dla własnego bezpieczeństwa) gajłak za stado obrał sobie wybawicielkę i od tej pory nie opuszcza jej na krok.

Historia

Stukot podków na skałach, niósł się echem pośród szczytów, podczas gdy ciemna sylwetka wolno przysuwała się w stronę krawędzi urwiska. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że to nieroztropny jeździec zapuścił się w wysokie góry, ale przy bliższym spojrzeniu można by dostrzec, że coś z tym jeźdźcem musiało być nie tak. Z jeźdźcem, czy bardziej koniem, ponieważ wierzchowcowi brakowało głowy.
Pośród wiecznie ośnieżonych szczytów wędrowało coś znacznie rzadszego i zdecydowanie nie spotykanego w takich miejscach - centaur. Stworzenie zatrzymało się na brzegu grani, z wyraźną ciekawością spoglądając w dół. Ostry górski wiatr szarpał i rozwiewał kruczoczarną czuprynę, podczas gdy wędrowiec zdawał się nie przejmować ani niebezpieczeństwem przebywania tak blisko krawędzi skał, ani silnymi podmuchami wiatru, beztrosko podziwiając widoki. Wyraźnie to, co podróżnik widział, działało refleksyjnie, gdyż zamarł on w bezruchu, nieustannie smagany wiatrem, jakby pogrążony we własnych myślach.
Nieruchomo zapatrzona na horyzont, dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, na myśl jak nieprzewidywalnie plotą się ścieżki losu. Nemain nigdy by nie przypuszczała i pewnie nie tylko ona, że grubo ponad pół wieku spędzi pod górą, w wielkim mieście Nordów. Tyle właśnie czasu upłynęło, odkąd opuściła swój klan i rozpoczęła wędrówkę, by poznać szeroki świat.
Przyjaźnie nastawiona do wszystkich stworzeń, nie raz wpakowała się w kłopoty, ale znacznie częściej zjednywała sobie przychylność niejednego poznanego, a jedno wydarzenie wartkim tempem prowadziło do następnego. W taki sposób trafiła na czarownicę i otrzymała w prezencie ochronne artefakty, w podziękowaniu za pomoc.
Przypominając sobie blade oczy wiedźmy, delikatnie pogładziła wplecione we włosy talizmany.

- Dobry dzień, pomóc Ci babciu ? - kobieta popatrzyła na nią podejrzliwie, upiornie wyblakłymi oczami, które kiedyś pewnie były błękitne. Groźnie zmrużone, mleczne ślepia popatrzyły, jakby czytały duszę dziewczyny, po czym w momencie starucha rozpromieniła się i odsłoniła w szerokim uśmiechu trzy pozostałe jej zęby.
- Dzień dobry dziecinko, nawet nie wiesz jak długo nikt nie nazywał mnie babcią - zaskrzeczała - jeśli będziesz tak dobra, bo już sił mi brakuje. Ni patyczka w chałupie mi nie zostało, ani polewki ugotować ni ziółek zaparzyć - załamała ręce skrzecząc dalej.
Tak powędrowały leśną ścieżką do domku mieszczącego się na skraju polany. Chata była zdecydowanie zbyt mała by ktoś gabarytów konia mógł wejść do środka, więc Nem zaczekała na ganku, a gdy tylko zdążyła się wygodnie ułożyć, z domostwa wypadł czarny kot sycząc przeraźliwie. Zatrzymał się kilka kroków od niej, taksując Karą spojrzeniem oczu zbyt mądrych na zwierzęce, chwilę zaś po nim wyszła babcia z ciepłą zalewajką i parującymi ziołami. Przy jedzeniu, na prośbę kobiety i czując, że wreszcie ma się komu zwierzyć ze swoich rozterek, Nem opowiedziała o przyczynie odejścia z klanu. O tym jak co dzień słyszała jakby z każdym podmuchem, wiatr wzywał by ruszyła w drogę i jak nie mogła znaleźć własnego miejsca pośród pobratymców, od których różniła się nie tylko smolistą maścią ale i światopoglądem. Babulina popatrzyła ciepło na wędrowca i weszła na chwilę do chaty, by wrócić trzymając coś w garści.
- Daj dłoń - dziewczyna posłusznie wykonała polecenie, nadstawiła otwartą dłoń. Padły na nią trzy złote dzwoneczki na czerwonym sznurku, nie wydając przy tym dźwięku - To ochroni cię przed urokami i złymi duchami, miej to zawsze przy sobie. A to - upuściła na jej rękę małą monetkę, też nawleczoną na czerwony sznurek, z wybitym maleńkim ptaszkiem w locie - poprowadzi Cię bezpiecznie po twej drodze, sprawiając, że zawsze znajdziesz swój cel.
Gdy tylko przedmioty dotknęły dłoni, Nemain poczuła nieprzyjemne mrowienie, które stopniowo, jakby rozpoznając właściciela, przemieniło się w przyjazne mruczenie by całkowicie zamilknąć. Już miała podziękować, ale sękaty paluch zakrył centaurowi usta, a Baba pokręciła głową.
- Niech to będzie trzeci dar. Słowa mają wielką moc, zawsze zważaj komu dziękujesz, bo możesz zaciągnąć długi, których byś nie chciała - mówiła przesunąwszy pomarszczoną dłoń na policzek dziewczyny, delikatnie ją po nim poklepując.
- Czas ci w drogę Dziecię Nocy i Wiatru - na te słowa Nem ochoczo wstała, w podziękowaniu kiwnęła Babci głową i potruchtała w powrotną drogę na główny trakt, odwracając się jeszcze by pomachać. Starucha machała również szepcząc coś w dziwnym języku, z serdecznym uśmiechem pod nosem, czarny kot siedział w ciszy patrząc rozumnie, a wokół zapalały się błękitne ogniki.

Nie mogła się nie uśmiechać, na myśl o okrutnych ślepiach, które rozpogodziły się na bezinteresowną chęć pomocy, czy na pogodnie uśmiechniętą twarz starowinki, życzącej jej szczęśliwej podróży. Jeszcze raz palcem trąciła amulet, na wspomnienie Babci, ten sam artefakt, który prawdopodobnie doprowadził ją szczęśliwie do miejsca, które właśnie oglądała.
Odetchnęła głęboko chłodnym powietrzem, przesuwając spojrzeniem wszerz horyzontu, wspominając jak od pierwszych spotkań zafascynowali ją dwunodzy. Jak urzekły ją dzieła ich rąk, gdyż te wydarzenia były bezpośrednim wstępem do jej dni wśród Nordów i odnalezienia nowej, nietypowej rodziny.

Nie wiele wody w rzece upłynęło, od początku podróży, gdy zapragnęła poznać wszelkie rodzaje rzemiosła, rękodzieła czy sztuki. Prędzej czy później zawsze znalazła kogoś kto chciał ją uczyć, ciesząc się potem, że ma zręcznego i pracowitego pomocnika oraz ciekawostkę, która lepiej niż reklama ściągała klientów.
W trakcie rozmaitych nauk, szybko okazało się, że garncarstwo, centaur i kruche wyroby to nienajlepsze połączenie oraz, że karczemne przyśpiewki są szczytem jej wokalnych możliwości. Jednak na równi z brakiem zdolności do jednej dziedziny ujawniał się talent do innej. Rysunek czy malarstwo stały się dla Nem jednym z ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu, a rymarstwo, zręczne ręce centaura opanowały jakby znały je od zawsze. Gdy już poznała większość dostępnych sztuk i wybrała te sprawiające jej radość, serce kopytnego podróżnika zapragnęło zgłębić jeszcze jeden sekret. Podczas wędrówki czy przez ostępy, czy między kramami w mieście, oczy Nem zawsze przyciągała wszelka broń, jakby starszyzna klanu, mówiąca o przekleństwie ciążącym nad dzieckiem, miała rację i Bogowie wojny faktycznie dotknęli duszy małego centaura. Nie zdążyła więc jeszcze dotrzeć do ani jednego z większych miast, czy poznać choćby jednego przedstawiciela rozumnych ras, po za ludźmi, gdy zapragnęła nauczyć się kowalstwa, ale nie byle jakiego. Oglądając rozmaity oręż i słuchając opowieści przy nie jednym ognisku i piwie, Nemain postanowiła uczyć się od najlepszych - od krasnoludów. Łatwiej było zaplanować niż wykonać i niewiele brakowało, a nierozsądną wyprawę w dalekie góry, nieprzygotowana kopytna przypłaciła by życiem. Także i tym razem uratowało ją szczęście (trochę wspomagane wiedźmową magią), które nie raz wyciągało Karą z tarapatów. Choć więc w dawnym domu uważano ją za pechową i nieszczęśliwą, z uwagi na narodziny obciążone fatum nocy w nowiu i burzy, oraz otrzymanego od Bogów karego koloru sierści, Nem mogła śmiało przyznawać się do fartu a nie pecha.
Zamknęła na chwilę oczy, przypominając sobie oschłe początki wśród hardego ludu, który teraz tak ciężko było zostawić.

Podczas wędrówki spadła w dół wąwozu, ale zamiast umrzeć z wyziębienia czy z powodu obrażeń, została znaleziona przez desperacko poszukiwanych Nordów.
Leżała w śniegu, powoli tracąc świadomość, gdy przez gęstniejący mrok przebiły się głosy.
- Ty a co to?
- Ni kuń ni wydra - tubalnym głosem ryknął jeden z przybyszów i zaśmiał się z własnego dowcipu.
- Zgarniem go ?
- Ano trza będzie …
- Obiadu to z tego nie będzie, chude to - śmiali się nieznajomi. Po chwili poczuła, że coś ją ciągnie i podnosi, ale nawet groźba stania się posiłkiem nie była w stanie podnieść jej na nogi, a z każdą minutą miała mniej kontaktu z rzeczywistością i nawet ból nie dokuczał, gdy niebyt ogarniał umysł. Ocknęła się w ciemnym, ciepłym miejscu, ale patrząc po zbrojnych zebranych wokół jej posłania, wybawiciele wyraźnie oczekiwali wyjaśnień.
- Kim lub czym jesteś ?
- Jestem tylko wędrowcem, mam pokojowe zamiary - kilka par oczu obserwowało każdy jej ruch, podczas gdy dłonie spoczywały na rękojeściach broni.
- Co za rodzaj wędrowca, że pół konia pół człeka hę ?! - spytał jeden z krępych mężczyzn.
- Centaur
- Mag jaki, na pewno - zaczęli szemrać między sobą, wyraźnie rozdrażnieni.
- Żaden mag, nawet sztuczki z kartami nie zrobię ! Centaur, znaczy, że my tacy się rodzimy.
- Co tu robiłaś ? - pytali dalej, jakby nie wierząc do końca jej wyjaśnieniom.
- Szukałam czcigodnych krasnoludów … - odpowiedziała z zawahaniem, zdając sobie sprawę z tego, że słowa zaważą na jej losie.
- Już ja ci dam krasnoluda ty dziwolągu jeden !
- Daj spokój Bjorn - jeden z zebranych, uspokajał drugiego, klepiąc go po ramieniu, niestety w tym samym momencie dziewczyna zrywała się z posłania
- Ja ci dam dziwoląga ty knypku ! - a zwany wcześniej Bjornem popychał przyjaciela i startował w jej kierunku. Niewiele by brakowało, a doszło by do bójki, gdy pomieszczeniem wstrząsnął bardziej zwierzęcy niż ludzki ryk - DOŚĆ ! – zatrzymując wszystkich w pół kroku.
- Dość głupot dzieci - powtórzył już znacznie spokojniej, ale wciąż donośnym głosem jegomość, który krył się do tej pory w kącie.
- Centaur powiadasz - pokiwała poważnie głową - i szukasz krasnoludów - bardziej stwierdził niż zapytał, na co ona znowu kiwnęła głową - A na co ci te krasnoludy ? - ostatnie słowo mówiący przeciągnął, jakby budziło niesmak.
- Chcę się uczyć kowalstwa - odparła najpoważniej jak potrafiła. Podniósł się śmiech i szmer na raz, ale umilkł, gdy tylko tajemnicza postać podniosła dłoń.
- Najpierw ustalimy, czy pozwolimy ci żyć. - tym krótkim stwierdzeniem jegomość zakończył dyskusję i skierował się do wyjścia a zebrani poczęli wychodzić zaraz za nim.

Dni mijały, przekształcając się w tygodnie, a te w miesiące i nie wiedzieć kiedy nieufny i oschły lud docenił zręczność i pracowitość Nemain, a dziwaczny intruz został nie tylko zaakceptowany przez Nordów, ale i uroczyście przyjęty do klanu z górskiego miasta. Chociaż drwin o tym, że koń chce zostać kowalem nie brakowało, okazało się Kara miała wielki talent do pracy z metalami.
Przez lata przeszła od podków, przez przedmioty codziennego użytku do wykonywania zbrój i broni, zaś czas gdy nie siedziała w kuźni, poświęcała na sesje z doświadczonym wojownikiem, ponieważ nie godziło się, by kowal nie umiał używać swoich dzieł.
Teraz zaś, po dziesiątkach lat, miała odejść, opuścić swoją rodzinę.
Odchodząc z centaurzego klanu nie czuła najmniejszych wątpliwości, pozostawiając ukryte miasto, żal rozrywał jej serce. To samo serce, które też rwało się do szalonego galopu w nieznane, które pragnęło poznać wszystkie istoty i zakątki świata. Otworzywszy oczy, porzuciła horyzont, wzrokiem odnajdując samotną sylwetkę na skalnej ścieżce. Pomachała po raz ostatni najserdeczniejszemu z przyjaciół, niegdyś swojemu największemu wrogowi.
Obiecała, że wróci z całą masą historii do opowiadania, należało więc się wywiązać z tej obietnicy, dość wahania. Dziarsko i pewnie zaczęła schodzić w dół stromizny. Z podarowaną mapą, sutym prowiantem od przybranych mateczek i niewyczerpanym optymizmem właśnie wyruszała w swoją podróż - „ Alarnio nadchodzę !”

Dane gracza: Nemain

Nazwa użytkownika:
Nemain
Ranga:
Mieszkaniec Sennej Krainy
Inne Postacie:
Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Indigo, Max,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
GG:
62468988
Grupy:
Dołączył(a):
N paź 16, 2016 3:11 pm
Ostatnia wizyta:
Pt wrz 08, 2017 8:56 pm
Liczba postów:
107 | Znajdź posty użytkownika
(0.14% wszystkich postów / 0.25 posty dziennie)
Ostatni post:
Wycieczka na misji ratunkowej
Pn gru 04, 2017 10:11 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Fiołkowa Polana
(Posty: 45 / 42.06% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Poszukiwanie sojusznika.
(Posty: 45 / 42.06% postów użytkownika)
cron