Profil użytkownika Kana

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Kana Trisk de Leu (drugie nazwisko i przedimek nadały jej zaprzyjaźnione elfy z Leu)
Rasa: Kotołak
Wiek: 18 lat


Aura

Emanacja ta rozwija się niczym kwiat dobywając kolejno nowych kolorów do swoich płatków. Jego kielich mieni się w bujnych odcieniach cyny, a centrum wypełnia barachitowa głębia. Aura ta jest niebywale filigranowa i trudno ją dostrzec. Otaczają ją źdźbła topazu, które kołyszą się w sposób bezgłośny. Czuć w niej pikanterię, młodość i delikatność domowego, kociego futra. Wypukłości i wklęsłości tańczą na jej powierzchni, zupełnie jakby uginała się nawet pod najbardziej dyskretnym podmuchem. Twardość łączy się w cienkich zarysach szorstkości i gładzi by nagle wychylić się ostrym cięciem niczym rasowy pazur. Gorzki smak ani trochę zdaję się być obciążający. Charakteryzuje się lekkością, a także lepi i łączy ze sobą wargi czytelnika.


Wygląd

Budowa ogólna:
Kana jest antropomorficzną kotką, o białym, stosunkowo krótkim i miękkim futrze (wyjątek stanowi sierść na ogonie, która choć równie miękka jest także dłuższa), dużych, ruchomych uszach i sięgających powyżej ramion włosach morskiego koloru (kiedyś były brązowe, do czasu aż podpadła parającym się magią trytonom, którzy chyba nie chcieli słyszeć, że ma gdzieś ich ,,obrzydliwe, śmierdzące morze"). Dziewczyna mierzy jakieś 165 cm i jest skromnej postury, a przy tym dobrze zbudowana, z wyraźnie dającymi się wyczuć pod skórą mięśniami. Mimo to sprawia wrażenie ,,miękkiej" przez futro, rozciągliwą skórę i ochronną warstwę tkanki tłuszczowej. Czasem narzeka na dość szerokie uda (i te nieszczęsne włosy), ale to jedyne do czego jest w stanie się przyczepić.
Z niewiadomych przyczyn nie jest w stanie zmienić swojej formy na ludzką lub zwierzęcą - od urodzenia jest antropomorficzną kotką i tak już najpewniej zostanie. Jest przy tym zaskakująco podobna do ludzi jeśli chodzi o anatomię: część udowa nóg jest u niej najdłuższa, a kości stopy przypominają ludzkie - posiada nawet zmodyfikowaną piętę, ale także (różowe) poduszki w przedniej części stopy i na opuszkach palców. Taka budowa nóg umożliwia jej poruszanie się zarówno typowo ,,po ludzku" z użyciem pięty, jak i bardziej zwierzęce, kiedy opiera się na palcach (robi tak kiedy nie chodzi w butach).
Dłonie zbudowane są w podobny sposób - długie palce zupełnie nie przypominają tych zwierzęcych, ale zaopatrzone są w chropowate poduszeczki ułatwiające chwytanie, wspinanie się i wyczuwanie faktury przedmiotu (gdyby od wewnętrznej strony w całości były pokryte futrem nie byłoby to możliwe). Białe paznokcie są grubsze od tego typu wytworów naskórka u innych ras i rosnąc zwężają się ku końcowi, nie są jednak typowymi pazurami i nie mogą być chowane. Takie same kończą palce zarówno jej rąk jak i nóg.
Skóra luźno okrywa ciało Kany co jest cechą nieco bardziej zwierzęcą - umożliwia jej to jednak pełne wykorzystanie równie elastycznych ścięgien i swobodnego wykonywania całej gamy akrobatycznych ruchów.
Różne rasy mają różne poczucie estetyki, ale dla większości z nich Kana nie będzie ani zniewalająco piękna, ani jakoś specjalnie brzydka. Grunt, że sobie samej się podoba!

Chód:
Dziewczyna chodzi szybko z lekkością i wrodzoną gracją, pewnie choć czujnie stawiając kroki, niczym dzikie zwierzątko na własnym terenie, nawet w butach wydając przy tym niewiele dźwięków. Kiedy porusza się boso jest niemal nie do usłyszenia (poduszki na łapach skutecznie tłumią odgłos kroków, a przy tym kotka wie jak kontrolować siłę uderzenia o podłoże).

Twarz:
Jej oczy mają odcień podobny do włosów (one także były niegdyś brązowe) i tak jak u ludzi widać ich białka - nos za to zdecydowanie bardziej podobny jest do zwierzęcego i czulszy niż ludzki (dziewczyna może go także marszczyć).
Brwi kotki są czarne i wąskie, opatrzone w kilka dodatkowych wibrysów, usta w większości pozbawione czerwieni wargowej (jedynie lekki róż na dolnej wardze), a uzębienie nie licząc wydłużonych kłów przypomina uzębienie typowych wszystkożerców co umożliwia jej pobieranie zróżnicowanego pokarmu. Jej mimikę (a także samopoczucie) łatwo odczytać innym humanoidom mimo pewnych różnic anatomicznych - pomagają w tym ruchy uszu i ogona, rozwinięte mięśnie twarzy oraz typowo kocie gesty takie jak syczenie, obnażanie kłów czy mruczenie. Główną różnicą w budowie twarzy Kany jest mniejsza ilość mięśni poruszającej obiema wargami: może nimi manipulować, ale nie umie odsłonić górnego rzędu zębów bez otwierania ust (innymi słowy nie może się w ten sposób uśmiechać).
Jeśli wygląd połączyć z jej zachowaniem to da się zauważyć, że dziewczyna przeważnie czujnie przygląda się otoczeniu (choć zdarza jej się chodzić z głową w obłokach), a w jej oczach często można dostrzec zachwyt czy zainteresowanie. Przeważnie na jej ustach gości delikatny, chytry uśmiech, a brwi lubią się marszczyć lub wymownie unosić.

Głos:
Jeżeli chodzi o mowę to da się usłyszeć u niej indywidualny akcent - przeciąga sylaby niektórych wyrazów co sprawia czasem wrażenie pomiałkiwania, a czasem śpiewności. W przypadku niektórych słów używa ich gwarowych odpowiedników (np. ,,trza co zrobić", ,,sie zobaczy", ,,chopi"), jednak w pewnych sytuacjach przestaje to robić, co świadczy o celowości tego zabiegu. Poza tym jej głos jest dość niski jak na młodą dziewczynę i wyjątkowo donośny. Panna Trisk potrafi też popisowo miauczeć.

Ubrania i dodatki:
Kana przyodziewa się różne odzienia i mimo gęstej okrywy włosowej nigdy nie rezygnuje przynajmniej z podstawowych składników codziennego okrycia (podstawowa skromność) - preferuje luźne koszule i krótkie spodenki - jeśli nosi buty inne niż klapki czy sandały zakłada do nich pasiaste (lub gładkie), grube nadkolanówki. Zazwyczaj poza kolistymi, srebrnymi kolczykami i zaklętym naszyjnikiem nie nosi żadnej biżuterii (choć skrycie marzy o jakimś stylowym pierścieniu). Większość jej ubrań jest porozciągana, poplamiona lub pozszywana wielu miejscach - gdzieniegdzie też postrzępiona, co jednak absolutnie nie przeszkadza dziewczynie. Zazwyczaj wszystko nosi do zdarcia, a wtedy poluje na nowe (dla niej, bo normalnie mogą być już używane) ciuszki. Ciekawym i charakterystycznym dla niej jako włóczęgi dodatkiem jest jasnobrązowy, elastyczny gorset typu underbust, z którym zazwyczaj się nie rozstaje. Za to niemal nigdy nie nakłada spódnic i niechętnie sukienki, w których zaskakująco dobrze wygląda (ale co z tego!? To niewygodne!)
Dodatkowo nosi ze sobą różne torby, które wymienia w razie potrzeby na inne modele - (preferuje te, które przyczepia się paskiem do bioder), lub eksparymentalne rodzaje plecaków, co jest o wiele praktyczniejsze niż trzymanie kurczowo zsuwającego się z ramienia paska. Czasem dodatkowo przyczepia też sakiewki z pieniędzmi i innymi drobiazgami - może także założyć juki na Kaprys lub Dziką.

Higiena:
Ciekawostką jest, że dziewczyna może myć się zarówno wodą jak i własnym językiem, a że nie znosi być brudna (ubrań to nie dotyczy) często i chętnie korzysta z obu tych sposobów. Tak więc umorusaną rzadko kiedy można ją zobaczyć.


Charakter

~ Jak zazwyczaj się zachowuje? ~
Kiedy jest sama (na łonie natury) przeważnie siedzi w ciszy - obserwuje otoczenie i prowadzi ze sobą wewnętrzny dialog. Za to dużo mówi do Kaprys i Dzikiej, jeśli są przy niej, co dziewczynie bardziej odpowiada. Zwykle też jest uśmiechnięta - wygląda na zadowoloną i pewną siebie. Stara się nie pakować w kłopoty, ale jej ciekawska i buńczuczna natura pcha ją niejednokrotnie w średnio bezpieczne miejsca czy sytuacje.
Przy innych rozumnych istotach (przeważnie w miastach czy wioskach) jej zachowanie ulega jedynie lekkim zmianom: staje się czujniejsza i bardziej skupia się na słuchaniu cudzych rozmów niż wewnętrznego głosu (wieczne poszukiwanie okazji do zarobku?). Nie stara się rzucać w oczy, ale i tak dumnym krokiem przedziera się przez tłum nie ustępując z drogi przed groźnie wyglądającymi typkami (przykład bezmyślnego słuchania własnego ego). Chodzi tam gdzie ją nogi poniosą, otwiera drzwi, które ją zaintrygują, nie bierze tego czego nie chce, zabiera kiedy uważa za słuszne. Duma nie pozwala jej się przed nikim szczerze płaszczyć, ale przebiegłość zezwala jej na kłamstwa i grę aktorską. Może wydawać się czasem chciwa i przewrotna, ale tak naprawdę jest tylko z lekka egocentryczna i niepoważna - nie chce nikomu robić krzywdy, a większość swoich akcji uważa za niewinne bądź po prostu sprawiedliwe. Zagadana przeważnie chętnie wchodzi w rozmowę, ale sama rozpoczyna najczęściej jedynie lekkie, nic nie znaczące pogawędki. Poważniejsze (mniej błahe) tematy porusza jedynie w przemyślanych sytuacjach, które mogą przynieść jej jakąś korzyść. W ogólnym rozrachunku można ją uznać za miłą, a nawet przyjazną, choć już na pierwszy rzut oka widać, że ma dość trudny i niepokorny charakter.
Charakterystyczne dla niej jest też nagłe, bezpodstawne uznawanie, że kogoś do tej pory jej nieznanego po prostu lubi i uporczywe dążenie do nawiązania z taką osobą kontaktu (nawet wbrew jej woli), a także znikanie na kilka godzin z pola widzenia towarzyszy, nawet podczas podróży (ponieważ tylko w samotności może naprawdę odpocząć).

~ Jak traktuje kompanów? ~
Tych, których już za takich uznała (nawet bez ich aprobaty) przeważnie darzy sympatią i oczywiście dobrze im życzy. Raczej nie będzie się od razu poświęcać, ale chętnie im pomoże w co mniej problematycznych sytuacjach i doradzi jak będzie umiała. Jeśli zdobędą jej szacunek i przyjaźń zacznie częściej brać pod uwagę ich interesy i stanie się o wiele mniej egocentryczna w swoich zachowaniach. Ceni sobie jedność celów i spokój w drużynie, ale wie, że każdy funkcjonuje i zachowuje się na swój własny sposób, więc zazwyczaj jest tolerancyjna jeśli chodzi o przejawy indywidualizmu o ile nie niweczy on jej osobistych planów.

~ Jak trwałe są jej relacje z innymi? ~
Kotka często i bez okazywania żalu może zmieniać towarzystwo, co nie znaczy, że wcale się nie przywiązuje - dobrze pamięta osoby z którymi coś ją łączyło, choćby było to tylko podawanie z uśmiechem bułek zza lady sklepowej. Jeśli dowie się, że jej dawni towarzysze potrzebują pomocy będzie w stanie rzucić wszystko i ruszyć im na pomoc, choć na początku znajomości nic nie wskazuje na to, że jest zdolna do takich poświęceń. Jest w stanie bardzo szybko kogoś polubić, a gdy już to zrobi trzeba się naprawdę bardzo postarać, by ją do siebie zniechęcić. Inaczej sprawa ma się z zaufaniem - nim obdarza tylko nieliczne osoby i to po solidnej próbie czasu. Jej uczucia są zwykle trwałe i tyczy się to zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych - jednak jeżeli sądzi, że kogoś nie obdarzy sympatią (a ma tę intuicję) po prostu unika kontaktu, więc większość jej relacji ma serdeczny charakter (nawet jeżeli tylko z jej strony).

~ Jaki ma stosunek do różnych ras oraz osób wysoko postawionych w hierarchii społecznej? ~
Szanuje tych, których uważa, że należy szanować gdzieś mając tytuły oraz (przeważnie) przynależność rasową. Nie jest jakoś specjalnie uprzedzona, ale nie przepada za ,,bogolami" oraz zadufanymi w sobie szlachcicami - to od nich najczęściej łupi, a ich samych (oraz ich posiadłości) uznaje głównie za potencjalną możliwość zarobku. Zdecydowanie lepiej traktuje wieśniaków, nawet jeżeli ich o wiele łatwiej byłoby wykiwać - ale to było by przecież takie niehonorowe!
Co do ras to ma swoich faworytów, których sobie upodobała podczas 10 lat podróży: Zmiennokształtnych, Elfy, Ludzi, Naturian oraz Wampiry. Zmiennokształtnych lubi z oczywistych powodów (poza tym podobają jej się z wyglądu), ludzi dlatego, że fizycznie są najbardziej podobni do zmiennokształtnych (chociażby pod względem wytrzymałości i długości życia), Elfy, ponieważ wśród nich się wychowała, a poza tym są pokojowymi i mądrymi istotami. Naturianie są tak jak ona związani z naturą za co ich szanuje, a Wampiry intrygują ją z niewiadomych przyczyn. Choć jest w stanie nawiązać znajomość chyba z każdą rasą, zdecydowanie ostrożniej podchodzi do demonów, zjaw, pradawnych oraz piekielnych. Do reszty ma stosunek neutralny.

~ A do prawa jak się odnosi? ~
Aaaa... prawo bardzo lubi i uważa za fajną czytankę. Respektuje i przestrzega jedynie własnych, wewnętrznych zasad, a słucha tylko głosu sumienia i (poniekąd skrzywionego chyba) rozsądku.

~ Te wewnętrzne zasady... osoby bez usztywnionego kulturą kręgosłupa moralnego bywają niebezpieczne. Są jakieś granice których nie przekracza? ~
Faktycznie, bycie elastycznym w takich tematach nie zawsze jest dobrze odbierane, ale Kana nie należy do osób, których należy się obawiać. Co prawda potrafi włamywać się i kraść bez wyrzutów sumienia, wtrącać się w czyjeś relacje czy lekceważyć panujące prawo i zasady dobrego wychowania, ale jest łagodną i dobrą osobą. Nie wpojono jej żadnych reguł poza podstawowymi prawami pokojowego współistnienia, ale instynktownie odróżnia dobro od zła i nigdy nie działa świadomie w sposób, który mógłby zrujnować komuś życie - zabiera ,,nadmiar" bogatym, gdyż w jej pojęciu tyle rzeczy nie jest im wcale potrzebne, obrobi typka spod ciemnej gwiazdy, bo on sam najwyraźniej uważa to za czyn jak najbardziej fair. Jednak nie atakuje nikogo bez powodu (w ogóle stara się unikać przemocy), tak samo jak bez powodu nie zabiera jedzenia - syty lew wszak nie poluje. A Kana posiada bardzo wiele naturalnych odruchów, a także równie dużo typowo ,,rozumnych" przemyśleń. Nie zbiera majątku i nie uznaje większości cywilizowanych reguł, ale szanuje każde życie i wolność każdej osoby. Ocenia ich uczciwość, dobroć i ogólną przydatność (hehe...), a nie to czy są uciekinierami z własnego kraju, ,,niehonorowymi tchórzami" czy uznanymi lordami. Naprawdę jest o wiele bezpieczniejszym towarzystwem od niejednego zatwardziałego, bezdusznego strażnika prawa i porządku.

~ Co sądzi o magii? ~
Nie lubi, nie zna się, omija... no, chyba, że można dzięki niej zarobić. Ogólnie jednak uważa na osoby, które zbyt dobrze się nią posługują. Nie ufa zbytnio tej dziedzinie, a w niektórych przypadkach po prostu boi się kontaktu z nią - jest to coś czego nie może ogarnąć pięcioma podstawowymi zmysłami, a więc dla niej zawsze było i będzie nie do pojęcia.

~ Bardzo zależy jej na bogactwie? ~
Na dobrą sprawę... właściwie w ogóle. Lubi dużo zarabiać, ale głównie dlatego, że jest to nijako wyznacznikiem jej umiejętności i zaradności - czerpie z tego satysfakcję. No i może kupować sobie fajne, użyteczne gadżety. Długo jednak pieniądze się jej nie trzymają - kiedy się ma, należy jak najszybciej wydać! Tak uważa. Jest w stanie lekką ręką wydać ciężko zarobione rueny po to by przez dwie czy trzy noce zakosztować luksusów mieszkania w drogim hotelu i obżerać się burżujskim jedzeniem, które wcale z resztą nie smakuje jej zdaniem lepiej od gotowanych kartofli. Ale co tam, szaleć to szaleć! Bo kiedy się nie ma kasy to ma się przynajmniej powód by wyruszyć na poszukiwanie ciekawej roboty! Poza tym wtedy by zaznać wygód trzeba być cwanym, a nie leniąc się wyciągać po prostu kolejne monety z sakwy (dodajmy, że ze swojej). Dzięki temu się człowiek ,,nie psuje". Ogólnie rzecz biorąc Kana raczej nie zbiera oszczędności - jak już, to jakieś ciekawskie przedmioty mające dla niej kolekcjonerską lub sentymentalną wartość (jednak ze względu na sposób życia nie może posiadać ich zbyt wielu).

~ A więc czym kieruje się w życiu? ~
Głównie tym by się rozwijać, być z siebie zadowoloną, poznawać nowe rzeczy i oczywiście przeżywać przygody! Lubi wyzwania i nieoczekiwane zwroty akcji - nie robi długoterminowych planów, działa głównie pod wpływem impulsów. Chce być zadowolona z każdego dnia, a cele stawia sobie na bieżąco. Dodatkowo nic nie wywiera na nią presji - ani kultura, ani oczekiwania rodziny - nawet głód, ponieważ jest w stanie spokojnie zapewnić sobie jedzenie gdziekolwiek się znajduje, więc pracuje i uczy się tylko dla przyjemności i samozadowolenia, a tempo życia wyznacza sobie sama (chyba, że działa w drużynie, wtedy musi się trochę dostosować). Odkąd trochę podrosła odczuwa silniejszą potrzebę bycia przydatną i stara się przy różnych okazjach robić pożyteczne rzeczy, od karmienia wygłodniałych zwierząt do spłacania cudzych długów włącznie.

~ Coś jeszcze? ~
Lubi żyć w harmoni z naturą i światem przyrody - choć nie przeszkadza jej przebywanie w mieście, zdecydowanie nie chciałaby w żadnym mieszkać na stałe - nie może się tam zrelaksować i do końca wyciszyć. Ma wrażliwą (choć zahartowaną) naturę i może pochwalić się wrodzonym zamiłowaniem do piękna (a właściwie tego co ONA za takowe uważa), głową do biologii oraz umiejętnością wnikliwej obserwacji.

~ Z tego co wiem nigdzie nie zostaje zbyt długo. ~
To typ włóczęgi i podróżnika - potrzebuje nowych widoków i wyzwań inaczej zaczyna się nudzić i markotnieć. Często jednak wraca do znajomych miejsc, które nawet po krótkim pobycie z powodzeniem uznaje za dom.

~ Można jej zaufać? ~
To już zależy czego kto od niej oczekuje. Trzeba liczyć się z tym, że dziewczyna nie przywiązuje wagi do wielu rzeczy i pojęć, które mogą być ważne w innych kulturach - tajemnica, temat tabu, hańba albo majątek - dla niej to machnięcie ręką, innych wpadka może kosztować nawet całkowitą utratę pozycji społecznej lub dorobku życia. Tak więc lepiej już na początku jasno określić swoje oczekiwania i zasady, by mogła się do nich dostosować i... liczyć na to, że będzie o nich pamiętać.

~ Ma słabość do jakiegoś typu mężczyzn? ~
Poza tym, że oczywiście najważniejsi są dla niej zaufani przyjaciele, a nikomu nieznajomemu nie ma zamiaru od razu oddawać nawet kawałka serca, to z wyglądu czasem podobają jej się wampiry i niektórzy ludzie. Jednak największym zainteresowaniem darzy zmiennokształtnych, zwłaszcza takich jak ona, którzy przebywają głównie pod postacią hybryd. Ale póki co i tak jej kontakty z płcią przeciwną są czysto platoniczne - nie za bardzo ciągnie ją do nawiązywania innych relacji i ogólnie hormony trochę zawodzą w tym temacie. Też dzięki racjonalnemu myśleniu i sceptycyzmowi Kanie udaje się oprzeć urokowi ewentualnych podrywaczy... z resztą jej wygląd i zachowanie też jest całkiem niezłą ochroną przed nimi - dziewczyna raczej nie jest jakoś bardzo atrakcyjna, szczególnie w porównaniu z pięknymi, dobrze wychowanymi kobietami czy powabnymi elfkami. Jednak to dobrze dla niej - o wiele bardziej ceni sobie szczerą sympatię i szacunek niż zwykłą (według niej niedojrzałą) fascynację.

~ Czyli bywa nawet całkiem rozsądna. ~
Zdarza jej się, ale tak naprawdę jest po prostu dosyć nieufna. To dzięki pewności siebie i wierze w swoją intuicję może gładko nawiązywać kontakty z nieznajomymi, ale nie znaczy to, że jest naiwna, albo nie boi się zdrady czy ukrytych motywów. Dopóki dobrze kogoś nie pozna zachowuje czujność i uważa na jego słowa i czyny mimochodem szukając kłamstwa czy jakiś nieścisłości. Ma dystans do nowych relacji, ale tym bardziej nie zamierza się w żaden sposób obnażać - ona nie jest zobowiązana do niczego względem obcych, a oni względem niej - i dlatego nie powinna im ufać. Co nie znaczy, że nie może żywić do nich sympatii, swobodnie z nimi rozmawiać czy żartować. Nawet jest skłonna z takimi podróżować, w końcu kiedy można lepiej kogoś poznać niż mając go cały czas na oku?

~ A ma jakieś hobby? ~
Wiele: podróże, wkradanie się do domów, wykonywanie zleceń, poznawanie nowych, ciekawych osób, zwierząt, opisywanie gatunków i obserwowanie ich zachowań. Poza tym sporo rysuje i dużo się uczy. To jeszcze ten wiek kiedy wszystko wydaje się ciekawe.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny, Wytrwały, Wytrzymały,
Zwinność:Niezwykle zręczny, Bardzo szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Czuły słuch, Wyostrzony węch, Wyczulony na wibracje, Pozbawiony zm.mag.,
Umysł:Bystry, B. silna wola,
Prezencja:Nieokrzesany, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Wykrywanie kłamstw [Z]Przeważnie jest w stanie poznać kiedy ktoś kłamie - głównie dzięki wyostrzonym zmysłom wyłapuje niuanse w mimice, gestach czy słowach.
Widzenie w mroku [Z]Jak na antropomorficzną kotkę przystało dobrze widzi w mroku (zdecydowanie lepiej od ludzi), jednak nie zobaczy nic w zupełnych ciemnościach.
Morskie włosy i oczy [W]W sumie trudno określić czy aby na pewno jest to wada czy może jednak zaleta (jej samej się to średnio podoba, dlatego uznaję to za wadę), że przez pewne nieporozumienie z magicznie uzdolnionymi istotami jej włosy (a także oczy) mają teraz kolor głębokiej wody, zamiast naturalnego brązu.
Rozmowa ze zwierzętami [Z]Może porozumiewać się ze zwierzętami (ptakami i drapieżnikami) oraz ze zwierzętami magicznymi, które nie opanowały ludzkiej mowy, ale są inteligentniejsze niż ich ,,normalni"
Kredyt Zaufania [M]Od pierwszego spotkania zwierzęta (także dzikie lub z natury agresywne) są do niej nastawione neutralnie (nie odczuwają ani agresji ani strachu). Ten stan trwa póki nie zrobi czegoś co je zaniepokoi, wystraszy lub zdenerwuje.

Umiejętności

Polowanie [O] Gołymi rękami jest w stanie złapać co mniejsze zwierzęta, takie jak szczury czy myszy, z pomocą sztyletu jest w stanie szybko dobić ofiary takie jak sarny i kozice, które może z resztą powalić wyskakując zza krzaków, jak na prawdziwego drapieżcę przystało. Poza tym może podejść bardzo blisko do ofiary używając mocy Kredytu Zaufania i nim ta się spłoszy z bliska zadać ostateczny cios (chociażby za pomocą sztyletu). Nie poluje na zwierzęta z którymi może rozmawiać (z wyjątkiem głupiutkich nielotnych ptaków, za których smakiem z resztą przepada).
Przetrwanie w dziczy [W] Czy to las, czy miasto, czy rozległe pustkowia to w sumie nie ma dla niej znaczenia - zawsze kieruje się instynktem, który skutecznie podpowiada jej jak przetrwać - ma to w genach, a praktykować zaczęła właściwie z chwilą gdy nauczyła się chodzić. W lasach i na równinach spędziła wiele miesięcy, przeważnie zdana jedynie na siebie i swoje umiejętności, które przy okazji nieźle podszlifowała.
Tropienie [O] Nie ma co prawda wyczulonego węchu, ale jej oku nie umknie żaden ślad odciśnięty w trawie czy ułamana gałązka. Jest też w stanie usłyszeć oddalone szmery, a dzięki znajomości zwyczajów różnych gatunków zwierząt zazwyczaj jest w stanie dotrzeć do poszukiwanego okazu.
Jeździectwo [O] Głównie na oklep, za to na różnych gatunkach: zaczynała naukę od dosiadania pegazów, a w trakcie licznych wędrówek podróżowała na grzbiecie wielu innych stworów. Jest zwinna, wytrzymała i ma niezły refleks, więc zazwyczaj świetnie sobie radzi - chyba, że musi używać specjalistycznego sprzętu - dla niej nawet wodze są przysłowiową czarną magią.
Oswajanie zwierząt [O] To zdaje się być jej naturalnym talentem - czuje się bardzo związana ze światem przyrody i nastawiona pozytywnie do większości stworzeń. Stara się porozumieć nawet z tymi, z którymi nie może swobodnie rozmawiać: uczy się ich odgłosów, gestów i zachowań, wykazując się przy tym dużą precyzją w naśladownictwie i trafnym przekazywaniem własnych odczuć. Podejście do dzikich zwierząt ułatwia jej wrodzona moc tłumiąca ich instynkt walki i ucieczki.
Uczenie zwierząt (zamiast tresury) [O] Kiedy Kana już porozumie się z jakimś stworzeniem i nawiąże się między nimi nić zaufania, może zacząć wpływać na nie tak, by wypełniały jej polecenia i konkretnie się zachowywały, woli jednak po prostu uczyć je nowych rzeczy, które mogą im się przydać - jeśli może z nimi rozmawiać wyjaśnia im nowe pojęcia jeżeli zwierzę ma predyspozycje pokazuje mu jak skutecznie się wspinać, a czasem zdradza gdzie ludzie najczęściej ustawiają pułapki i jeśli uczeń jest pojętny demonstruje jak je rozbroić.
Biologia [O] Wiedza z zakresu biologii została jej przekazana w dużej mierze przez uczonych z Leu, potem zaś uczyła się ,,jak popadnie” - to przez praktykę i własne obserwacje, to z książek, a to za sprawą kogoś, kto wiedział więcej od niej (jednak nie zawsze byli to naukowcy).
Skradanie się [W] Wrodzone predyspozycje wraz z wieloletnimi ćwiczeniami uczyniły z niej dziewczynę-cień, nie do usłyszenia jeżeli nie macie bardzo wyczulonego słuchu i nie do zobaczenia jeżeli się nie skupicie. Dodatkowo maskuje swój zapach przy pomocy Kociej Łuski.
Ucieczka [O] A wyobrażacie sobie, żeby tak niepozorne i pozbawione tężyzny fizycznej, a ciekawskie i zaczepne stworzenie dało sobie radę w świecie bez opanowania umiejętności ucieczki? No właśnie. A potrzeba matką nabywania nowych zdolności ~
Uniki [W] Jak wyżej - bardzo szybka i wytrzymała kotka przoduje w unikaniu ciosów, pułapek i odłamków spadających skał, właśnie dlatego, że w bezpośrednim kontakcie z nimi nie miałaby większych szans.
Wspinanie się, balansowanie [W] Wrodzone zdolności utrwalone sposobem życia - Kana potrafi wejść niemal wszędzie, a rzadko kiedy spada z czegokolwiek - jednak jak już to z popisowym krzykiem.
Gimnastyka/Akrobatyka [O] Rozciągnięte ciało sprzyja takim zabawom, a takie ,,zabawy” włamywaniu się, zakradaniu i dostawaniu tam, gdzie mniej rozciągnięte istoty nie mogą się dostać. Poza tym ładnie to czasem wygląda jak się dziewczyna rozciąga ~
Otwieranie Zamków [P] Paru sztuczek z tej dziedziny zdążyła się nauczyć - nie jest w tym mistrzem i woli już włazić przez komin niż męczyć się z drzwiami, ale jeżeli mają proste zabezpieczenia to kawałek drutu i chwila cierpliwości wystarczą by je otworzyć. No i zawsze jeszcze jest łom…
Rozbrajanie pułapek [P] Głównie tych ustawianych w lesie na zwierzęta, ale ogólne mechanizmy i innych pułapek zna. Jeśli nie są zbyt skomplikowane jest w stanie je rozbroić - pomaga jej dostrzeganie ich zawczasu i po prostu nie wpadanie w nie. Łatwiej wszak rozbroić coś w czym się nie dynda/krwawi/tkwi w bezruchu.
Władanie sztyletem [O] Przydatne przy polowaniu i szybkim uśmiercaniem ofiar (zęby i ręce przecież nie zawsze wystarczą). Poza tym Kana groźnie wygląda z ostrzem co odstrasza niebezpiecznych typków - a jak nie odstraszy to przyda się do samoobrony. A jak świetnie się czymś takim obiera owoce!
Handel [P] Zna szlaki handlowe, wie mniej-więcej gdzie można zdobyć coś taniej i sprzedać drożej - nie obce jej targi i najpewniej umiałaby sobie poradzić z rozłożeniem w miarę atrakcyjnego stoiska, a nawet zdobyciem towaru.
Targowanie się [P] O tak - ta dziewczyna nigdy nie ustępuje nie osiągnąwszy zadowalającej ją stawki! Uparta i pewna siebie będzie podbijać do granic przyzwoitości! W końcu umie zareklamować swoje usługi i zna wartość produktów, które często sama musi zdobywać nie małym wysiłkiem! (A nawet jeśli małym to przecież klient nie musi o tym wiedzieć…)
Rysunek [O] Takie małe hobby - głównie szkice roślin i zwierząt - dobrze wychodzi jej uchwycanie proporcji i cech poszczególnych gatunków. Ilustruje tak swój dziennik.
Kartografia [P] W tym nie jest aż tak dobra i zdarzają jej się pomyłki, jednak jeśli masz wyczucie kierunku i jako tako potrafisz wyobrazić sobie trasę to z pomocą jej dzieł spokojnie trafisz do celu. Chyba…
Czytanie i pisanie [O] W końcu pobierało się te nauki! Co prawda ani kaligrafką, ani mistrzem słownictwa i poezji nie jest, ale jakoś nie bardzo uczone książki przeczyta. Wyjątkiem są księgi biologiczne, gdyż słownictwo z tych zna i kojarzy. Sama jest w stanie pisać płynnie i szybko, ale nie bez błędów - używa też dość prostego (i charakterystycznego dla niej) języka, choć chętnie się uczy nowych zwrotów i wyrażeń. Jednak ze względu na to, że nie przebywa za często w uczonym towarzystwie to i jej język nie przystaje za bardzo do norm wyższych sfer.
Licznie [P] Dodawanie, odejmowanie, mnożenie i dzielenie, nieraz całkiem sporych cyfr - nic dodać nic ująć, same podstawy, ale jakże praktyczne! Bonusem do nich są procenty i działania na ułamkach - byle żeby nie były zbyt wydumane i nie-wiadomo-skąd wzięte.
Opatrywanie ran [P] Cóż - kiedy trzeba to każdy się w końcu tego nauczy. W jej przypadku jest o tyle łatwo, że jej ślina ma mocne właściwości bakteriobójcze, więc przy pomocy jej i bandaża jest w stanie większość swoich ran skutecznie opatrzyć. Co do innych osób to też coś poradzi - ale należy zwrócić jej uwagę, że ściska za mocno jeżeli wam palce sinieją przy bandażowaniu…
Zielarstwo [P] Coś na ból głowy, coś na oparzenie, ziele na odporność czy smaczna przyprawa do ryby… zazwyczaj nie wie jak się co nazywa, ale pamięta do czego można użyć danej roślinki - gorzej jeżeli się pomyli, ale z jej węchem i pamięcią nieczęsto się to zdarza.
Walka dzidą [M] [loteria]

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Kocia Łuska [ZAC]Naszyjnik z szarym, błyszczącym kamieniem, który tłumi naturalną woń futra Kany i uniemożliwia rozpoznanie jej rasy z pomocą węchu. Mimo tego dziewczyna nadal posiada specyficzny (osobniczy) zapach, który jest dobrze wyczuwalny przez zwierzęta, ale jest dla nich neutralny (tzn. wywołuje delikatny niepokój ponieważ jest nieznany, ale nie nasuwa skojarzenia z żadną żywą istotą - ani taką, której należy się obawiać, ani nieszkodliwą - zazwyczaj jest odbierany jako woń nowej w danym środowisku materii nieożywionej). Traci to swój efekt, kiedy dany osobnik zapozna się z Kaną i skojarzy z nią zapach.
Pierścień Przemiany [ART]Emanujący delikatnym zielonkawym światłem szeroki pierścień takiegoż koloru umożliwiający przemianę w dowolnie wybrany gatunek stworzenia, z którym miał styczność (w czasie, w którym posiada go obecny właściciel). Działa tym lepiej im większymi zdolnościami magicznymi i silną wolą wykazuje się jego posiadacz: przemiana trwa dłużej i zmniejsza się prawdopodobieństwo wystąpienia skutków ubocznych. Przemieniona osoba posiada specyficzne dla siebie cechy osobnicze (np. kolor futra zgodny z kolorem włosów, widoczne blizny, zachowana płeć) jeżeli jest opcja ich wystąpienia u wybranego gatunku, ale traci możliwość posługiwania się magią jeśli nie jest ona dla niego specyficzna. Zaklęta w pierścieniu moc może działać nieprzerwanie od 20 minut do 3 dni, ale im dłużej i częściej jest wykorzystywana tym większe ryzyko, że ciało właściciela zacznie nabywać nowe cechy, takie jak pióra czy łuski albo tracić stare, takie jak kły, a on sam będzie niekontrolowanie przemieniał się podczas snu. Zdjęcie pierścienia w takim przypadku jest równoznaczne z utrwaleniem niekorzystnych efektów jego używania: powinno się go zostawić przy ciele, ale zaprzestać korzystania z niego, aż efekty ustąpią. W czasie przemiany w pierścień zamienia się w zielony klejnot i wtapia w skórę użytkownika, zawsze w innym miejscu. Jeżeli w takiej formie zostanie uszkodzony powrót do pierwotnej postaci stanie się niemożliwy. Kana miała na niego zlecenie kiedy pracowała w Jonem i Gerardem, ale klient wycofał ofertę i z trudem zdobyty artefakt trafił do jej kieszeni. Sama nie może go używać, poszukuje więc na niego odpowiedniego kupca.

Towarzysz

Oswojone przez nią pegazy - Kaprys i Dzika
Kaprys - Około dwunastoletnia, mlecznobiała pegazica średniej wielkości, która towarzyszy Kanie od ponad 8 lat. Są niemal jak dwie części tej samej osoby - zawsze podróżują razem i rozumieją się bez słów. Wbrew nadanemu jej imieniu klacz jest bardzo spokojna i łagodna, ale wierna jedynie swojej kotołaczej towarzyszce - mimo płochliwej pegaziej natury nie zostawi jej w chwili zagrożenia. Jak na pegaza dość ufna - jeśli Kana kogoś do niej dopuszcza, bez problemu daje się głaskać, a nawet dosiadać.
Dzika - Ta dama czasem sprawia wrażenie starszej, a czasem o wiele młodszej od Kaprys, jednak wprawne oko dostrzeże, że to pierwsza opcja jest zgodna z prawdą. Klacz jest duża, dobrze zbudowana, ale zgrabna, maści bułanej z czarną grzywą i ogonem. Jej skrzydła również czarnieją ku krawędziom piór. Imię dzikiej bardzo trafnie określa jej charakter - jest porywcza, żywiołowa, a czasem i agresywna, za to wyjątkowo odważna jak na pegaza. Nie raz atakowała większe od siebie stworzenia wykazując się nieustępliwością i zdobytą w dziczy umiejętnością zadawania trafnych ciosów. Słucha jedynie Trisk na zasadach szacunku i obopólnego zaufania. Rzadko komu daje się dosiąść - Kana zazwyczaj poleca ją dorosłym, hardym mężczyznom, gdyż klacz przeważnie jedynie ich nie zwala z grzbietu.

Historia

Pierwsze 3 lata
~ Równina Maurat ~
Urodziła się 756 roku, piątego dnia Miesiąca Niedźwiedzia w małej chatce niedaleko rzeki Taura w granicach Równiny Maurat - mieszkała tam tylko ze zmiennokształtną matką Taną Trisk i wiecznie przybierającym postać kota ojcem o imieniu Karan. Narodziła się jako antropomorficzna kotka dziedzicząc cechy anatomiczne obojga rodziców, stając się elementem pośrednim między człowiekiem, a zwierzęciem. Może właśnie dlatego, że stanęła na pograniczu tych ras nie posiadła umiejętności zmiany z osobna w żadną z nich.
Rozwijała się nieco szybciej niż ludzkie dzieci pod względem fizycznym - niezdarnie biegać mogła już przed ukończeniem pierwszego roku życia, a chwytać i w miarę precyzyjnie posługiwać się przedmiotami niewiele później. Starała się wspinać i wciskać tam gdzie chodził jej tata trenując i rozciągając otoczone warstewką dziecięcego tłuszczyku mięśnie. W tym okresie porozumiewała się ze światem za pomocą różnorakich sygnałów i gestów: miauczenia, syczenia, strzyżenia uszami, machania ogonem czy jeżeniem sierści. Mowę Wspólną zaczęła opanowywać nieco później, dzięki matce, która się nią posługiwała.
Kiedy mała miała 3 lata Tana postanowiła przeprowadzić się do wioski elfów, by w czasie kiedy mózg niezwykle szybko chłonie informacje, ale ciało nie jest jeszcze dość silne aby uczyć się polowania i innych zajęć w terenie Kana przyswoiła jak najwięcej wiedzy. Przeprowadzka nie była większym problemem gdyż matka miała znajomych w kilku wioskach, bagażu mieli niewiele, a ojciec był całkiem uroczym stworzeniem, więc mógł przekupić nawet tych mniej przychylnych dając się pogłaskać. Z odludzia na Równinie przenieśli się do zamieszkanej przez leśne elfy wioski Leu.

Lata 3-8
~ Wioska Leu w Szepczącym Lesie ~
W Leu mała kotołaczka zaczęła przystosowywać się do życia w społeczeństwie - niewielkim, bo niewielkim, ale mającym określone zasady, których należało przestrzegać. Należało, ale jej nie bardzo to wychodziło - od dzieciństwa pokazywała pazurki i to nie tylko te, które wyrastały z jej pulchnych paluszków. Ganiała młodsze elfy, bawiąc się z nimi w berka (czy jak kto wolał ,,polowanie na bezsierstnych”), uciekała przed nudnymi jej zdaniem zajęciami chowając się w wydrążonych pniach, lub gęstwinach krzaków. Poza tym była jednak dobrym dzieckiem tak więc jeśli uznała to za potrzebne starała się pomagać starszym - po dwóch latach ostatecznie takie pomaganie stało się funkcją gońca i młoda Kana dzień w dzień biegała między drewnianymi domkami, budowanymi także na drzewach ćwicząc się we wspinaczce, a także stając się coraz bardziej wytrzymała. Oczywiście nie było to jedyne co robiła - niemal codziennie uczestniczyła w lekcjach, które prowadzili doświadczeni nauczyciele - dzięki nim opanowała alfabet Mowy Wspólnej, a także osłuchała się z językiem elfów. Później uczyli ją także cyfr i liczb, jednak to co podobało jej się najbardziej i w czym najchętniej uczestniczyła to były lekcje dotyczące lasu, natury i przyrody w ogóle. Często łączone były z praktycznymi zajęciami i obserwowaniem zwyczajów zwierząt, w czym dziewczynka z przyjemnością się odnajdywała. W tym czasie odkryto u niej talent do oswajania - na początku ptaków, z którymi z resztą umiała się (z początku niezdarnie) porozumieć. Kiedy Kana skończyła 5 lat matka zaczęła zabierać ją na wyprawy wgłąb lasu i uczyć wszystkiego co powinna wiedzieć o przetrwaniu, polowaniu, tropieniu, roślinach, zagrożeniach i kryjówkach. Jej trening trwał ponad dwa lata, a kiedy go skończyła umiała sobie mniej-więcej poradzić.
Pomiędzy 7, a 8 rokiem życia zaczęła odczuwać potrzebę odchodzenia coraz dalej od wioski, odkrywania nowych rzeczy, oglądania czegoś skrajnie innego niż las i elfie, ciągle te same twarze. Piękne, ale nudne. Teraz to ona namawiała matkę na wycieczki - kilka razy zapuściły się nawet nad skraj rzeki Javis, aż w końcu Tana zdecydowała się zabrać córkę w miejsce, które odmieniło spojrzenie małej na świat - do miasta Meot. Było to pierwsze miasto jakie białofutra widziała w swoim życiu - pierwsze brukowane ulice, budynki i dorożki, pierwsze sklepy z przeróżnymi wystawami, karczmy, z których przez otwarte okiennice uchodził zapach pieczonego mięsa oraz ziemniaków, a także piwa. Głosy podpitych mężczyzn, śmiejących się kobiet, nawołujących żebraków i krzyczących, ganiających po ulicy dzieci. Ludzkich dzieci. Była to nowość na zmysłów nieletniej Trisk, którą od pierwszego kroku postawionego na utwardzonej ulicy pochłaniała rosnąca fascynacja i ciekawość nowej rasy, akcentów, zwyczajów i mnogości nieznanych jej do tej pory przedmiotów. To właśnie wtedy Kana zrozumiała, że chce zobaczyć więcej takich miejsc - kontrastujących ze sobą, pełnych różnego rodzaju bogactwa: smaków, budynków, roślin, stworzeń, zwyczajów i atmosfery - zwiedzić je, opisać, poznać, zapamiętać - posiadać w swoim umyśle jak najwięcej faktów i ciekawostek. Sama myśl o tym pobudzała ją do działania, a jej łapki drżały od płynących w jej ciele pokładów adrenaliny. Musiała zobaczyć więcej! Z taką myślą, wróć! - POSTANOWIENIEM wróciła do Leu i już w kilka tygodni później z plecaczkiem zapakowanym po brzegi, pełnym jedzenia i wszelkiego rodzaju przydatności od niemal każdego członka wioski szła dziarsko przez Szepczący Las w stronę Kryształowego Królestwa - drugiego miasta, które miała w życiu zobaczyć. Nie, nie - oczywiście nie była sama - Towarzyszył jej ,,Kaprys" de Leu - jeden z młodszych elfów z wioski, przystojny, optymistycznie nastawiony do świata młodzieniec o średniej długości, połyskujących włosach. Miał pobierać nauki od mistrzów z Królestwa, więc postanowiono, że przy okazji zaopiekuje się małą. Miała wtedy nieco ponad 8 lat, a że bardzo lubiła chłopaka postanowiła nie sprawiać problemów. Nie do końca wyszło.

Lata 8-9
~ Kryształowe Królestwo ~
Kryształowe Królestwo oszałamiało swym zniewalającym, delikatnym pięknem, ze zdobieniami pełnymi motywów natury umiejscowionymi na zmyślnie rozmieszczonych budynkach, które bardziej przypominały wieże niż ceglane domy z Meot. Mimo to kana była trochę zawiedziona, że widzi tu głównie elfie sylwetki i lica otoczone czarnymi, prostymi włosami. Zaczynała jej się nudzić taka monotonia - na szczęście zwyczaje i architektura odwracały jej uwagę od wyglądu mieszkańców dzięki czemu nie nudziła się i za dnia, kiedy Kaprys (nie było to jego prawdziwe imię, ale właśnie tak go zapamiętała) się uczył ona zwiedzała miasto wchodząc po kolei w każdą uliczkę, w każdy zakamarek, na wszystkie schody, drabiny i rusztowania jakie znalazła. Niektórych dziwił jej wygląd, ale byli to tylko nieliczni ignoranci - większość skupiała się na jej żywym i nieco zbyt głośnym zachowaniu pozbawionym pewnych hamulców. Kana uwielbiała podpatrywać przez okna, co robią mieszkańcy poszczególnych domów, a nawet wchodzić do środka jeżeli miała ku temu okazję. Macała to co sprzedawano w sklepach, a najgorzej było w tych z jedzeniem, w których polowała na ciastka i bułeczki, skacząc na nie z tryumfalnym okrzykiem i pochłaniając je nim sprzedawca zdążył zauważyć co konkretnie dopadła (tym razem), a nim podliczył ile jest winna ta już dawno znajdowała się poza sklepem. Niektórzy się do tego przyzwyczaili, ale część zgłaszała do Kaprysa pretensje, że nie pilnuje swojej podopiecznej. Przez sześć miesięcy mocno dało mu się to we znaki, ale nie okazywał po sobie złości czy rozżalenia. Dzielił się jednak z małą swoimi problemami licząc na to, że zaniecha swoich dzikich działań. Tej jednak nie w głowie było przejmowanie się manierami - wolała ruszyć dalej i robić co chce gdzie indziej! Królestwo powoli zaczynało być dla niej coraz bardziej zwyczajne i szare, nie miała tu dobrych znajomych, a Kaprysowi sprawiała niemal same problemy - nie żałowała go, ale uznała, że to dobry pretekst, by się stamtąd wyrwać. Ale czy puści ją samą? Na początku nie chciał tego zrobić, ale dziewięcioletnia Trisk była uparta jak muł, uporczywa jak komar brzęczący nad łóżkiem w samym środku nocy i do tego bardzo wygadana. Problem w tym, że jej matka, była bardzo silna i mściwa i nie chciał narażać się na jej gniew. Ostatecznie zabronił Kanie opuszczać Las i oddalać się od Królestwa chyba, że wyśle wiadomość do Tany i otrzyma pozwolenie. Postanowiła, że tak właśnie zrobi, ale odłożyła to na później. W końcu trzeba było się szybko spakować i uciec z Królestwa nim nastanie kolejny poranek. A potem…potem przez dłuższy czas nie mogła sobie przypomnieć co też miała zrobić przed opuszczeniem miasta i w podróży towarzyszyło jej to typowe uczucie niewypełnienia jakiejś powinności. Ale kto by się tym przejmował?

Lata 9-10
~ Kryształowe Jezioro ~
Z Kryształowego Królestwa ruszyła na zachód, w stronę Kryształowego Jeziora - dotarła tam bez większych problemów, bowiem Szepczący Las jest miejscem dość bezpiecznym, a pewna siebie mała umiała sobie poradzić z co pomniejszymi problemami. Oczywiście nie raz gdzieś się skaleczyła, upadła, coś ją pogoniło, lub głodowała, ale ostatecznie to dzięki temu stawała się coraz lepsza w przewidywaniu skutków swoich działań, coraz czujniejsza i bardziej doświadczona - pytała ptaki o drogę, przyswajając coraz lepiej ich język, a także ucząc je nowych pojęć. I tak dotarła nad wielkie, spokojne jezioro, gdzie miała zobaczyć pierwsze w swoim życiu dzikie pegazy oraz poznać należące do Naturian Driady i Nimfy. Szybko znalazła z nimi wspólny język, bowiem kochała naturę i sama uważała się za jej część, a kobiety przeważnie nie odmawiały sobie przyjemności rozmawiania z młodą kotołaczką. Dzięki nim dowiedziała się trochę więcej o jeziorach i roślinach, a kilka z nich uczyło ją nawet dosiadać pegazy i asekurowały ją, gdy ta z pluskiem spadała z ich grzbietu do wody.rnMłoda zabawiła tam kilka tygodni, które spędzała głównie na oswajaniu ze sobą pegazów oraz na poszukiwaniach jednorożców, które podobno się tam pokazywały. Kiedyś udało jej się zobaczyć jednego - zrobiła nawet jego szkic, ale wyszedł koślawy. Specjalnie dla niej jedna z driad narysowała dla niej to stworzenie i wręczyła rysunek jako dowód jej przyjaźni z tym miejscem, poleciła jednak, by nikomu o tym nie mówiła (dla bezpieczeństwa jednorożców).rnNa sam koniec pobytu Kana w końcu opanowała utrzymywanie się na grzbiecie (leżąc i kurczowo trzymając się grzywy) latającego konia - białego, niewielkiego, a młodego pegaza, który niedawno stał się samodzielny. Nie należał do żadnej Naturianki, gdyż one wolały pozostawić koniowate wolne i na pół dzikie. Kanie jednak spodobało się młodociane stworzenie, z którym podczas treningów i prób dosiadania zdążyła nawiązać nić przyjaźni (to z niego spadła najwięcej razy). Cieszyła się, że klacz chodziła za nią, dawała się głaskać i choć na początku zrzucała ją z grzbietu to przekupiona jabłkiem czasem dała się dosiąść, a kiedy już się do tego przyzwyczaiła ukazało się jej łagodne usposobienie i ufna jak na pegaza natura. Moc Kany nie była jednak bez znaczenia przy pierwszych spotkaniach z nią, w końcu jednak straciła swoją rangę, gdy skrzydlata zaczęła z własnej woli towarzyszyć dziecięciu. W końcu Kana poprosiła ją, nie licząc na to, że klacz zrozumie jej słowa, by wraz z nią opuściła okolice Kryształowego Jeziora. Klacz zrozumiała. I z początku dyskretnie, ruszyła za nią.

~ Danae ~
Swoje dziesiąte urodziny Kana spędziła w Danae - kolejnym elfim mieście, jednak właśnie dzięki naturze jego mieszkańców mogła bez problemu wejść do niego ze swoją nową towarzyszką, którą nazwała Kaprys - z powodu jej kapryśnego zachowania jakie przeważało na początku ich relacji oraz na cześć swojego pierwszego towarzysza podróży i dobrego przyjaciela, młodego elfa. W Danae nie zabawiła długo i już po 12 dniach wyruszyła w dół rzeki, ku Leonii.

Lata 10-12
~ Równiny Theryjskie, Leonia i Turmalia ~
Po przemierzeniu Równin Theryjskich kotołaczka i pegazica dotarły do Leonii - miasta portowego zamieszkiwanego przez Ludzi i Elfy, a słynącego z owoców morza, oraz targów z mnóstwem straganów, z których Kana przechodząc obok podwędzała rybki i inne przysmaki, oczywiście nigdy od miłych staruszek! Umiała poznać kogo może pozbawić tych kilku ruenów (nauczyła się trochę o walucie przebywając w Kryształowym Królestwie), a komu należy zapłacić, bądź podrzucić niepostrzeżenie pieniążki (o ile je miała). Pewna siebie dziesięciolatka samotnie przemierzała ulice Leonii (Kaprys w tym czasie pasła się w pobliżu rzeki), zagadywała ludzi, oglądała budynki, wystawy i kramy, a na noc opuszczała miejskie mury i wraz z Kaprys spała pod gwiazdami, na rozległych polach rozkołysanej trawy. W końcu kotołaczka przemierzyła niemal całe miasto i dotarła do portu, z którego mogła zobaczyć piękne, jasne morze, które rozciągało swoją błękitną pelerynę aż po sam matowo szary horyzont. Wtedy chyba po raz pierwszy się zakochała. No, może drugi, ale zauroczenie miastem Meot, to była w sumie inna historia. rnZawsze zastanawiało mnie ile czasu, pieniędzy i uroku potrzebuje niewinne dziewczę, by marynarze zechcieli wpuścić je na statek i nieco ,,oprowadzić” po morzu. Niestety nie dowiedziałam się tego na przykładzie Kany, ona bowiem wślizgnęła się na pierwszy z brzegu statek kupiecki pewnej bezksiężycowej nocy dając się przyłapać dopiero gdy statek znajdowali się na pełnym morzu, a wielki Prasmok zerkał na niego swoim błyszczącym, złotym okiem. Załoga nie wiedziała co zrobić z dodatkowym pasażerem - na początku spanikowali i chcieli zawracać, bo ktoś mógł jej szukać, kotołaki jednak nie były zbyt częstym widokiem, a mała była trochę obszarpana uwierzyli więc jej na słowo, że podróżuje sama. Postanowili jak najszybciej pozbyć się jej w najbliższym porcie - w Turmalii, aleim tam dopłynęli mała zdążyła się z nimi nieźle zakumplować i podbić ich serca pełną chęci do nauki ciekawością i zadawaniem mnóstwa pytań dotyczących towarów, statku i morza. Poza tym nie wybrzydzała, była niemal samodzielna i tylko gwizdała czasem na Kaprys, by ta lecąc przy brzegu mogła ich odnaleźć. Co prawda pegazica nie słyszała większości z tych gwizdów, ale instynkt, a może i szósty zmysł towarzysza podpowiadał jej, w którą stronę się udać. Do murów Turmalii dotarła pierwsza i tam czekała na swoją kompankę próbując liści egzotycznych drzew i dochodząc do wniosku, że jednak woli trawę.rnTymczasem Kana dobijała do brzegu - kupcy powiedzieli, że niedługo znów muszą wypłynąć, ale jeżeli chce to mogą podrzucić ją do Rubidii kiedy wrócą za kilka miesięcy, a przez ten czas niech zatrudni się u jakiejś rodziny jako opiekunka (tej propozycji nikt nie brał na poważnie), albo do pomocy u jakiejś starszej pani, zarobi trochę i nauczy się jak zarządzać oszczędnościami. Dziewczynka z iskrami w oczach przystała na ich propozycję, wylewnie podziękowała za ich życzliwość i poszła za radą poszukać jakiegoś zajęcia. Wcześniej nie przyszło jej do głowy, że mogłaby robić coś za pieniądze… całkiem ciekawa perspektywa. rnW Turmalii faktycznie znalazła pierwszą pracę - z początku pomagała czyścić nad ranem i wieczorami ulice, za 1 ruena za obie tury, ale że niewiele miała z tego korzyści, a i niebezpieczne typy przechadzały się w tych porach po mieście postanowiła poszukać tych ,,starszych pań”, którym mogłaby pomagać. Z początku wszyscy jej odmawiali - ze względu na wygląd bądź zachowanie - nie robiła chyba najlepszego wrażenia na spokojnie żyjących ludziach. W końcu jedna ze staruszek postanowiła przyjąć ją jako pomoc domową - kilka dni próbnych i wyszło na jaw jak wielkim błędem jest danie Kanie dotknąć kuchni, albo zostawić w jej rękach sprzątanie. Mimo to kobieta zostawiła ją przy sobie - może miała przez nią więcej roboty, ale w końcu towarzyszył jej ktoś wesoły i pełen wigoru. Przez kilka tygodni Kana pracowała dla babuni, głównie robiąc zakupy i przekazując wiadomości do jej daleko mieszkających znajomych, a za to mogła u niej mieszkać i dostawać ciepłe posiłki. Kiedy wracała ze sklepów pobierała od niej nauki czytania i pisania. Po południu znikała, by posiedzieć z Kaprys za miastem, a wracała wieczorem i tak dzień w dzień. Któregoś dnia staruszka uznała, że skoro dziewczynka znika na kilka godzin to mogłaby zrobić w tym czasie coś pożytecznego i pouczającego. Poleciła jej pomagać na targu swojej starej znajomej. Dzięki temu zajęciu Kana nauczyła się odpowiedzialności, poznawała co dzień nowych ludzi, którzy czasem zatrzymywali się na pogawędki, a i liczenie wychodziło jej co raz lepiej. Przez te kilka miesięcy liznąwszy handlu, wiedząc już o wiele więcej niż w czasie kiedy przybyła do Turmalii z entuzjazmem przywitała dawnych znajomych handlarzy ze statku, spakowała się i schowawszy swoje oszczędności wyruszyła do Rubidii.

Lata 12-13
~ Rubidia, Las Driad i Wyspa Syren~
W Rubidii dziewczę zabawilło kolejne kilka tygodni, po czym chwilowo mając dość miast, tłumów, rutyny, pracy, hałasu i dziwnych woni udała się ze swoją skrzydlatą towarzyszką do Lasu Driad. Właśnie w tym okresie na dobre umocniły się ich więzi, a pegazica stała się wobec niej niezwykle lojalna i posłuszna. Oczywiście zanim to się stało wiele razem przeszły - znów w ich życiu pojawił się dreszcz emocji i walka o przetrwanie na łonie natury, Las Driad nie był bowiem tak spokojny jak jego ,,szepczący” odpowiednik i o wiele trudniej było tu zaznać odrobiny spokoju. Na szczęście Kana nie była już małym dzieckiem i szybko dostosowywała się do nowych warunków. Przez niemal pół roku oddawała się obserwowaniu zwyczajów zwierząt i przeróżnych bestii, a także wkupiła się w łaski lokalnej populacji pegazów, które pozwalały jej przebywać zaledwie kilka metrów od nich - były jednak zdecydowanie dziksze niż te żyjące w okolicy Kryształowego Jeziora, czego Kana nie omieszkała zanotować. Ciekawym i pozostawiającym trwały ślad epizodem z tego okresu jej życia jest wyprawa wierzchem na Wyspę Syren i kilkudniowa wycieczka na Plażę Rozkoszy, gdzie przeżyła coś, czego zdecydowanie rozkoszą nazwać nie można: Zaczęło się od burzy. Będąc jeszcze po przeciwnej stronie wyspy niż ich cel Kana i Kaprys niefortunnie nie zdołały uciec przed nadchodzącym sztormem i nagłe załamanie pogody dopadło je kilka metrów od niespokojnie kołyszącego się morza. Uciekły w popłochu rozdzielając się na całą noc, którą przemoczona i wystraszona kotka spędziła nieopodal brzegu, ogłuszana przez huk fal i miotana niezwykle silnym wiatrem we wszystkie strony, nie było bowiem w pobliżu żadnej jaskini ni groty, w której mogłaby się skryć, a pnie palm nie nadawały się na schronienie. Na szczęście tak nagle jak się zerwał, wicher ucichł i nad ranem znów zapanował błogi spokój, a zmęczone podróżniczki odnalazły się nawzajem jeszcze przed południem. Obie jednak były poddenerwowane tym co się stało, a Kana jeszcze przez dłuższy czas patrzyła z niechęcią na morze, którego furia straszyła ją podczas długiej i zimnej nocy. Planów jednak nie zmieniła i powędrowały ku plaży o kuszącej nazwie, by chociażby zobaczyć ją nim wrócą na stały ląd. Kilka dni niespiesznego marszu i znalazły się na miejscu: tam nie widać było ani śladu ostatniego sztormu - miękkie fałdki czystego piaseczku lśniły w słońcu, patyczków było niewiele i tylko w pobliżu drzew, wiaterek delikatnie owiewał futerko i wszystkie złe przeżycia wydały się nagle być bardzo odległe. Nie zastanawiając się długo Kana zrzuciła nadmiar odzieży, zostawiła torbę i niczym zahipnotyzowana poszła zanurzyć się w turkusowym morzu, które nigdy jeszcze nie wyglądało tak kojąco. Wszytko zdawało się być w porządku - dziewczyna powoli wchodziła coraz głębiej przyzwyczajając się stopniowo do temperatury wody i chłonąc kojące dźwięki natury, które docierały do jej uszu. I nagle kocie oczy zalała woda, a wokół zapanował półmrok, w którym igrały ze sobą zielenie i błękity tworząc rozmazane plamy, w których mozaikach nie dało się zidentyfikować jeszcze innych, ciemniejszych kształtów, które pociągnęły kotołaczkę za sobą, ku głębinie trzymając ją chyba za kostkę, tak przynajmniej jej się wydawało. Kiedy kończył jej się tlen cokolwiek ją chwyciło rozluźniło uścisk i mała wynurzyła się, głośnym haustem nabierając powietrza i szamocząc niezdarnie rękami. Sądziła, że jest w niebezpieczeństwie i zmobilizowała siły, by otrzeźwić umysł i skierować się ku brzegowi. Nim jednak dotarła do pierwszej mielizny, coś przepłynęło obok niej, a po chwili przed sobą ujrzała roześmianą twarz młodego mężczyzny. Zaraz obok pojawiła się druga, a za nią trzecia i nim Kana się obejrzała śmiało się z niej już kilku swobodnie pływających mężczyzn. Najpierw zaskoczona, szybko rozpoznała w osobnikach trytony i choć przestała się bać nie odzyskała humoru. Naburmuszona nawet nie chciała na nich patrzeć, zignorowała więc zaczepki i popłynęła w stronę plaży życząc im w duchu aby się potopili (co było średnio dopasowaną groźbą). Rozbawione istoty nie chciały jednak zbyt szybko puścić malutkiego gościa i co chwilę, a to ją chwytały, to zalewały wodą, wszystko z resztą w ramach niewinnych żartów. Dla Kany jednak żarty się skończyły kiedy stopą dotknęła dna, a ostatnia fontanna znów wepchnęła jej pyszczek na chwilę pod wodę. Ostatni pasek bezpieczeństwa pękł z hukiem i uwolnił krępowaną wściekłość i strach z pierwszej nocy spędzonej na wyspie, a one w postaci zaciśniętej pięści wystrzeliły w stronę pierwszego tubylca, który się napatoczył. Oczywiście był to chybiony cios, ale kotka nie miała zamiaru na tym poprzestać: zaczęła walić w taflę wody i wykrzykiwać obelgi na prawo i lewo, przy okazji stale kierując się na płyciznę. Trytonów to nie odstraszyło, ale uspokoili się i dali sobie spokój z zaczepianiem tej damy - trafili najwyraźniej na nie najlepszy dzień. I już by odpłynęli, gdyby nie znamienne słowa, które padły z ust przybyszki, a brutalnie wyklinały morze, matkę, z której mężczyźni się zrodzili i oznajmiały, że od teraz dziewczyna nie chce mieć z tą obrzydliwą kreaturą nic wspólnego! To było coś czego nie mogli przepuścić - w jednej chwili zdenerwowali się tak samo jak ona i w swojej złości zaatakowali ją z całą siłą nim zdążyła dostać się na brzeg.
Obudziła się na plaży, dwie godziny później, nad sobą widząc rusząjce się nozdrza białej klaczy, która to najpewniej wyciągnęła ją z morza. Wbrew swoim przypuszczeniom kotka okazała się być cała i zdrowa - choć pamiętała silne uderzenie i utratę przytomności nic nie wskazywało na to by została zraniona. Tak jej się wydawało, ale w końcu na twarz opadł jej kosmyk włosów... niebieskawych włosów. To nie było coś czego mogłaby się spodziewać - w ramach kary za obrażenie ich świętości trytony nadały jej fryzurze odcień spokojnej głębiny, a oczom wzburzonych fal - czegoś z czym ponoć już nigdy nie chciała mieć ,,nic wspólnego". Oczywiście nie brzmi to makabrycznie, ale Kana w gruncie rzeczy dostała dotkliwą nauczkę i niezwykle dobrze zapamiętała tą lekcję - od tego czasu nawet w szale zważa na swoje słowa i nie przekracza pewnej cienkiej granicy, która mogłaby się dla niej skończyć czymś o wiele gorszym niż tylko bonem w jedną stronę do morskiego fryzjera. Tu należy też dodać, że po jakimś czasie całkowicie zniknęła jej awersja zarówno do morza jak i do samych trytonów - to nie ten typ osoby, który lubi motać się w swoich obawach i nieprzyjemnych wspomnieniach. Choć z drugiej strony do magii nadal jakoś nie pała entuzjazmem... Ale czas zakończyć tę część historii!
Po powrocie do Lasu Driad Kana zaczęła prowadzić dziennik i sporządzać notatki, które ma przy sobie do dziś - na poważnie wzięła się za szkicowanie i kilka razy wracała do Rubidii, by kupić węgiel lub rysiki, a także jabłka dla pegazów i to tam po raz pierwszy mogła pochwalić się swoim ,,ulepszonym" wyglądem. By zdobyć jedzenie polowała, głównie na drobne gryzonie, czasem korzystając z rad starszych, doświadczonych drapieżników. Dopiero kiedy poczuła się w pełni usatysfakcjonowana swoimi ,,badaniami” i zajęciami w terenie zaczęła zastanawiać się co dalej - w lesie nie chciała zostać, dobrze go już poznała - potrzebowała nowości. Czegoś innego niż tylko przemieszczania się z punktu do punktu i robienia mało istotnych dla świata (choć dla niej bardzo ważnych) rzeczy. Nie mając żadnych konkretniejszych planów, postanowiła udać się do Valladonu i przy okazji wysłać obiecaną (kilka lat temu) wiadomość do Kryształowego Królestwa i wioski Leu.

Lata 13-14
~ Valladon ~
Można powiedzieć, że właśnie po przekroczeniu murów Valladonu na dobre skończyło się dzieciństwo dziewczyny, a zaczęła walka o przetrwanie w cale nie takim bajkowym świecie dorosłych - świecie poniekąd strasznym, ale jednocześnie pełnym nowych fascynujących doznań, wyzwań i szans. Kana zaczęła nieco inaczej patrzeć na to co ją otacza, w tym na inne myślące istoty - chciała znaleźć jakąś ekscytującą robotę i najlepiej zawiązać jakieś przydatne znajomości. Powiedzmy sobie szczerze, dziecię było naiwne myśląc, że tak szybko wpasuje się w świat handlu, walk, podróży przez niebezpieczne tereny, bogacenia się i zdobywania sławy, bądź też renomy. Bardzo naiwne. Nie raz ledwo wyrośnięta kotka wlazła tam gdzie nie potrzeba, tylko, że już nie kończyło się to upomnieniem, bądź pogrożeniem miotłą - teraz za złamanie każdej niepisanej zasady mogła oberwać pięścią między oczy - i nie raz oberwała. Ale uczyła się równie szybko jak szybko wściekli wandale ganiali ją po ulicach - już po niedługim czasie skutecznie umiała unikać najbardziej niebezpiecznych gości i nie zjawiać się w PEWNYCH miejscach w NIEODPOWIEDNIM czasie. Także owe niezapisane reguły ciążące w powietrzu niczym realna groźba przestały być dla niej tajemnicą - czegoś nie należało mówić, coś trzeba było powiedzieć, gdzieś chodzić, a od czasu do czasu znikać. Kiedy nie mogła znaleźć tymczasowej, stacjonarnej pracy zarabiała w sposób jak dla niej nie mniej uczciwy - podwędzając po parę monet tym, którzy mieli ich na jej gust wystarczająco dużo, by się z nią podzielić. Z natury sprawiedliwa i nie chcąca niewinnym mieszkańcom wyrządzać szkody wyspecjalizowała się w obrabianiu rozbójników, wszelkiej maści opryszków, a także bogaczy. Poza tym żyła normalnie, w nocy albo wynajmując pokój, albo ukrywając się na poddaszach, co dla niej było całkiem wygodnym rozwiązaniem. Przerzuciła się na nocno-poranny tryb życia, a zmieniła go dopiero kiedy znalazła - całkiem przypadkiem, w jendej z knajp - ludzi, na których tak długo czekała! Byli to dwaj mężczyźni, a raczej starszy mężczyzna i chłopak, wcale nie dużo starszy od niej. Pewnego ranka zastała ich śpiących przy stole i korzystając z okazji rzuciła okiem na ich bagaż - tajemnicze świecidełka, dużo sprzętu przydatnego przy biwakowaniu i kilka sprawną ręką nakreślonych map z dziwnymi oznaczeniami. Obaj panowie od razu wpadli jej w oko - wyglądali na doświadczonych podróżników, a jednocześnie nie czuć było od nich agresji i nadmiaru testosteronu, który przytępiał umysły wielu pałętających się po mieście mięśniaków. Postanowiwszy, że od teraz będzie im towarzyszyć, usiadła, oparła ręce na blacie i wpatrując się w nich czekała aż zbudzą ich odgłosy miejskieo poranka.

Lata 14-16
~ Podróże z Gerardem i Jonem ~
Jak już mówiłam Kana była naiwna i słaba jak na poszukiwacza przygód, ale przy tym także obdarzona uporem dwudziestu mułów i wolą rwącej rzeki - kiedy już sobie obrała kierunek parła do przodu nie dając się zatrzymać ni sobą poprowadzić. Z kolei kiedy się zatrzymała też nie sposób było jej ruszyć…Dość szybko poznała imiona zaspanych podróżników - starzy z nich zwał się Jon, a młodszy, jego syn - Gerard. Brutalnym szantarzem wyciągnęła od nich informacje na temat tego dokąd się udają, co robili i za ile mogą sprzedać cacka, które trzymają w plecaku. Pogawędzili z nią trochę, z resztą z przymusu, ale uznali ją za nieszkodliwą i wkrótce się oddalili. Błąd. Trisk tanecznym krokiem cały czas podążała za nimi już czując się częścią drużyny - wiedziała, że jak dadzą jej szansę, dogada się z nimi bez problemu - a jeśli jej tej szansy nie dadzą, to sobie ją weźmie sama. Podróżnicy nie traktowali jej poważnie przez dłuższy czas, ale w końcu usieli przyznać, że chyba będą mieli z nią kłopot - szła ślad w ślad za nimi, nawet tygodnie po tym jak opuścili Valladon, trzymając bagaże na swojej pegazicy (posiadaniem takiego towarzysza trochę im nawet zaimponowała). Obaj jednak mieli kilka niezłych zleceń i specjalnie przygotowane mapy, a także obiecaną zapłatę - nie chcieli ryzykować opóźnień niańcząc świrniętą małolatę, ta jednak bez problemu dotrzymywała im kroku - jak nie na własnych nogach, to na pegazie, ale przeważnie nie potrzebowała tego rodzaju transportu.
W końcu mężczyźni zaczęli wspinać się na Góry Druidów - ona jak zwykle za nimi, ale ostatecznie ta sytuacja nieco się zmieniła - kiedy pewnego razu złapała ich wielka burza, po raz pierwszy ruszyli we trójkę (4 razem z Kaprys) i razem poszukali schronienia - po raz pierwszy usiedli wspólnie przy ognisku i zaczęli ze sobą rozmawiać. Poznali się trochę lepiej i tak się złożyło, że niedługo po tym Kana miała okazję się wykazać jako przydatny (acz samozwańczy) członek drużyny - mieli zabrać pewien złoty puchar z jaskini dzikiego Gryfa i - nie wychwalając jej zbytnio - gdyby nie ona, obu śmiałków skończyłoby ze szponami wbitymi w plecy i bez pucharu. Potem nie jeden raz ratowała im skóry, nie wspominając już o liczniejszych momentach, kiedy to oni ratowali jej futrzasty zad. W ekipie zaakceptowali ją jakoś przy okazji - po prostu nagle zamiast za nimi zaczęła iść tuż obok, rozmawiali, śmiali się, zabierali sobie rzeczy, słuchali się i uczyli nowych sztuczek. Jon, mentor i mistrz drużyny opowiedział im wiele ciekawych historii i udzielił wielu praktycznych lekcji - był mózgiem drużyny, to on planował akcje i rozwiązywał konflikty. Gerard pełnił funkcję strażnika i obrońcy, głównej siły napędowej, o mężnym, choć nadal chłopięcym sercu - nie był przesadnie odważny, ale dla ojca zrobiłby wszystko - bardzo oddany i uczciwy w naiwności pobijał nawet Kanę, która po pewnym czasie uznała, że takim wyrośniętym chłopaczkiem trzeba będzie się opiekować, bo sam da sobie rozkwasić głowę w pierwszej bójce ulicznej - wystarczy, że poproszą go grzecznie by zamknął oczy i odwrócił się tyłem… No i ona jako ostatnia, zdecydowanie nie robiła wyłącznie za maskotkę - sprawdzała się głównie w plenerze, w trudnych warunkach - polowała wraz z młodzieńcem, znajdowała tropy, odciągała drapieżne stworzenia i patrolowała teren na grzbiecie Kaprys - w mieście ku utrapieniu obu towarzyszy zdobywała pieniądze w-niewiadomo-jaki-sposób i prowokowała bandziorów. Do niej także należało wkradanie się do miejsc, gdzie znajdowały się zamówione przedmioty.
Podróżowali ze sobą ponad dwa lata (z małymi przerwami) - Od Valladonu przez Góry Druidów, Opuszczone Królestwo, Ostatni Bastion, Ruiny Nemerii, Wschodnie Pustkowia aż do Arturonu i Trytonii i tak kilka razy, by oddać odnalezione artefakty i otrzymać swoje wynagrodzenie. (W czasie jednej takiej ,,zawrotki”, na Równinie Andurii kotołaczka spotkała swoją przyszłą, (drugą) skrzydlatą towarzyszkę - dziką i temperamentną pegazicę biegającą jedynie z dwoma innymi końmi - pochodziły najpewniej z rozbitego stada, a Kana postanowiła zrobić z klaczy swoją kompankę, wykorzystując okazję na spełnienie przy okazji dobrego uczynku. Długo jej się zeszło nim skrzydlata dała do siebie podejść - z początku próbowała nawet atakować Kapryskę. Jednak kim byłaby kotka gdyby nie udało jej się ułaskawić tego dumnego stworzenia? Chopaki musieli cierpliwie poczekać, bo nim tego nie dokonała nie mogła ruszyć w trasę, lecz kiedy już ruszyli mieli o jednego wierzchowca więcej. Może z początku kąsał i zwalał każdego poza Jonem z grzbietu, ale po kilku tygodniach podróży przyzwyczaił się do nowego towarzystwa i wszystkich ich dziwactw. Oczywiście w duchu nadal pozostawała wolna i nieugięta - Kana jeszcze przez ponad rok nie mogła nad nią zapanować, póki ta nie obdarzyła jej łaskawie swoją zdystansowaną przyjaźnią, a w końcu nie uznała jej za swoją dobrą kumpelkę, którą można było trącać w plecy kopytem, ale należało potem bez marudzenia nosić ją obolałą na własnym grzbiecie i słuchać jej wytycznych (oraz jęków). Mimo tego przylgnęła do niej łatka dzikuski i tak też została nazwana: ,,Dzika”, co chyba jej odpowiadało, skoro postanowiła reagować na to imię.)
Podróżując zwiedzili także kilka mniejszych miast i wiosek, a także Nową Aerię i Pustynię Nanher. Na prośbę Kany zatrzymali się w końcu w Efne, skąd kotołaczka ruszyła w stronę Kryształowego królestwa, by zobaczyć się z Kaprysem, znajomym elfem, a w końcu udać się do Wioski Leu. Tam przywitano ją z entuzjazmem, a nawet niedowierzaniem, ale jak się okazało jej matki już tam nie było. Po śmierci Karana ruszyła w podróż, tak jak kilka lat wcześniej jej córka. Nikt nie wiedział gdzie obecnie przebywa, ale także nikt nie miał wątpliwości, że te dwie kotki poradzą sobie gdziekolwiek by nie były, a pewnego dnia na pewno się zobaczą. Kana musiała przyznać im rację - były z mamą bardzo podobne - żadna z nich nie mogłaby usiedzieć zbyt długo w jednym miejscu. Po tych odwiedzinach w niemal rodzinnej wiosce, wróciła, by wykonać ostatnie zlecenie z Jonem i Gerardem - chodziło o niezłej wartości artefakt, na którym zależało wampirzemu szlachcicowi - rzadko ma się takiego klienta! Dziewczyna była tym bardziej podniecona, że z niewiadomych powodów lubiła te długowieczne stworzenia darząc je wyjątkowym zainteresowaniem. Po wykonaniu tego zadania ich drogi w końcu się rozeszły - chociażby przez wzgląd na ślub Gerarda. Chłopak musiał zwolnić i zająć się rodziną. Jon i kotołaczka ruszyli z powrotem do Valladonu, gdzie niegdyś rozpoczęła się ich wspólna podróż i tam znaleźli sobie nowych towarzyszy, parających się podobnymi zajęciami. Z tego co Kanie wiadomo Jon po narodzinach wnuka dołączył do jakiejś gildii i tam znalazł sobie bardziej statyczną pracę łączącą się ze starym fachem. Ona już po kilku dniach dołączyła do drużyny młodych najemników, z którymi trzymała się przez wiele miesięcy - znów była jedyną dziewczyną, ale kto by się tym przejmował - przynajmniej w ich szeregi wchodził jeszcze jeden zmiennokształtny.

Lata 16-18
~ Wyprawy z nową drużyną najemników: ~
Była ich piątka: ona - kocia włamywaczka, wilkołak Furry - drużynowy mięśniak, pół-człowiek pół-tryton Laup - podwodny łowca, krasnolud Tony - młody wynalazca oraz pół-elf Natrian - spec od dyplomacji i rozwiązań pokojowych. Razem przemierzali Równinę Maurat, Drivii, Wschodnie Pustkowia, Morze Cienia i Opuszczone Królestwo wypełniając kolejne zadania, czasem dając ciała, czasem odnosząc miażdżące sukcesy i szukając nowych zleceń. Wraz z nimi Kana jeszcze kilka razy wylądowała w swoim ulubionym mieście bezprawia - Trytonii, gdzie stała się już niemal mistrzynią włamań i ucieczek. To były zdecydowanie najbardziej szalone i nieprzewidywalne lata jej dotychczasowego życia, a nie zamierza na tym przecież poprzestać. Nauczyła się wielu rzeczy, w tym współpracy i lojalności wobec drużyny - ale także wielu bardziej indywidualnych umiejętności: doszlifowała swoje umiejętności rysunku, sporządzania map i samoobrony - mimo początkowych oporów opanowała władanie sztyletem i nawet jej się to spodobało. Zobaczyła wiele nowych gatunków stworzeń i obserwowała je prowadząc dzienniczek i robiąc notatki opatrzone ilustracjami. Poznała kilka szlaków handlowych, wiele miast, przyswoiła sobie podstawy targowania się, a także wyszukiwania odpowiednich klientów pośród kłębiącego się tłumu. Tak naprawdę ta wszechstronna dziewczyna ma jedynie kilka poważnych luk w wiedzy: gdzieś umknęły jej zasady i normy savoir-vivre'u, etykieta (chyba, że ta na butelce soku) oraz tajniki magii wszelakiej. Do niej nigdy nie miała talentu: nie czuła jej działania dookoła siebie, a z natury nie lubiła niczego czego nie mogła ogarnąć pięcioma podstawowymi zmysłami i intuicją - dla niej magowie to dziwaki, co prawda o intrygującej i potężnej mocy, ale nadal do pokonania (a najlepiej do nie wchodzenia im w drogę).

~ Teraz, ta młoda poszukiwaczka przygód kontynuuje swoją wyprawę. Na pewno nie osiądzie na laurach i nie przestanie zaczepiać podejrzanych nieznajomych ~

Dane gracza: Kana

Nazwa użytkownika:
Kana
Ranga:
Błądzący po drugiej stronie
Nagrody:
ObrazekObrazek
Inne Postacie:
Funtka, Mansun, Lucy, Daro,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Ranga:
Obrazek
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Śr lut 17, 2016 9:04 pm
Ostatnia wizyta:
Śr paź 18, 2017 9:19 am
Liczba postów:
61 | Znajdź posty użytkownika
(0.08% wszystkich postów / 0.10 posty dziennie)
Ostatni post:
Rasy
Cz paź 12, 2017 10:01 am
Najaktywniejszy w dziale:
Rododendronia
(Posty: 14 / 22.95% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Dom pasera] Milczenie jest złotem...
(Posty: 8 / 13.11% postów użytkownika)
cron