Profil użytkownika Tressa

Avatar użytkownika
[Ta karta była modyfikowana, zmiany nie zostały jeszcze zaakceptowane]

Ogólne

Potęga:
Imię: Tressa [Tress] Vonderheide
Rasa: Wampirzyca
Wiek: 346 lat


Aura

Siła tej emanacji jest znacznie ponadprzeciętna. Zachwyca srebrzystą barwą lśniącą w bursztynowym świetle. Widać wtedy także kobaltowe pasma zrobione jakby pędzlem. U dołu widać żelazne plamy przypominające swym kształtem najróżniejsze bronie. Niespodziewanie robi się ciepło wraz z towarzyszącym odgłosem trzasków płomieni o deszczem iskier sypiących się wokół. Przypominają one ognisty deszcz. Następnie pojawiają się jęki i krzyki ofiar tortur. Ostatecznie wszystko tonie w dziwnej ciszy, która pochłania każdy odgłos. Powłoka charakteryzuje się twardością oraz nadzwyczajną elastycznością. Wydaje się chropowata, ale w rzeczywistości jest w połowie gładka. Lepi się uparcie do podniebienia i mocno skleja usta na jakiś czas, pozostaje po niej jedynie łagodny posmak.


Wygląd

Wampirzyca średniego wzrostu (175 cm), drobnej postury, mające ładne proporcje co do ciała. Na pierwszy rzut oka Tressa wydaje się zwyczajną kobietą, lecz ci, którzy przyjrzeli się jej twarzy, szybko odrzucili takie myśli. Ostre rysy świadczą czasami o jej rasie, a głębokie, brązowe oczy mogą w pewnych momentach wydawać się czerwone. Proste włosy o kolorze podchodzącym pod ciemne srebro sięgają wampirzycy odrobinę poniżej pasa oraz świetnie współgrają z bladą cerą Tressy. Wampirzyca wyglądem przypomina dwudziestoletnią kobietę.
Tressa zazwyczaj nosi ubranie niczym niewyróżniające się od przeciętnego odzienia. Strój o czarnym kolorze to dokładnie jej ulubiony wybór. Mimo że jest kobietą, nie cierpi nosić sukien. Woli najprostsze w świecie czarne spodnie i czarną bluzkę, która na rękawach jest nieco potargana.
Niby wysoka i piękna, ale całość psuje jej lewa dłoń, która została obarczona paskudnym defektem, za który jest odpowiedzialna matka dziewczyny. Od połowy przedramienia rozciąga się ręka przypominająca smoczą łapę. Wiele osób zwraca na to uwagę, przez co czasami Tressa ma niemały problem z ukryciem swojej tożsamości i wtopienie się w tłum.
Zdarza jej się nieraz zapomnieć o tym, że należy do wampirzego gatunku, dlatego też nie kontroluje swoich ruchy, które są błyskawiczne i czasami bezszelestne. Dziewczyna nie panuje również nad swoim głębokim, hipnotyzującym głosem.


Charakter

Tressa jest chłodna i obojętna w wielu sprawach. Opanowana, chociaż trzeba przyznać, że uwielbia się śmiać. Niemal ze wszystkiego. Czasem nawet pokazuje ukrytą głęboko w sobie sadystkę, ale stara się mimo wszystko ukrywać tę cechę.
Czasem miła, a czasem oziębła, jej charakter jest bardzo zmienny, choć w większości zależy od otoczenia. Jest szczera, nawet do bólu. W skrócie; bardzo skomplikowana. Ciężko rozgryźć, co chodzi jej po głowie, a gdy się uśmiecha, nie zawsze oznacza to coś miłego. Uchodzi za tajemniczą kobietę, do której naprawdę ciężko jest się zbliżyć, gdyż Tressa nie zaufa byle komu - ten ktoś musi sobie zasłużyć na jej zaufanie.
Z łatwością przychodzi jej kontrolowanie własnych uczuć. Gdy ma już kogoś zabić, robi to z obojętnością. W końcu cała jej egzystencja opiera się na zabijaniu. Co prawda, gdy musi już kogoś uśmiercić, korzysta wtedy ze swoich kłów i przy okazji pożywia się. Również nie jest dla niej problemem gołymi rękami pozbawić kogoś życia. A kiedy głód krwi uderza nagle, wampirzyca stara się zachować swoją ofiarę przy życiu, wysysając tylko niewielką ilość krwi. Można by rzec, że w takich sytuacjach przejawia ukryte głęboko w kamiennym sercu pokłady empatii. Jest nawet twarda, jeżeli chodzi o osobowość. Rzadko zmienia zdanie, a jeśli już sobie coś postanowi, zwykle się tego trzyma. Dosyć chaotyczna, gdy w grę wchodzi walka. Wampirzyca jest bardzo dobrą wojowniczką. Nie przepada za używaniem broni, korzysta głównie ze swoich kłów, a gdy trzeba walczyć na odległość - wspomaga się swoją ulubioną magią ognia.
Tressa uwielbia przemieniać się w postać kruka, czy też kota. Zwykle wtedy może ukrywać swoją dłoń, która przykuwa oczy.
Nienawidzi momentów, w których ktoś ją obraża. Może czasami nawet zaatakować takiego śmiałka...
Nie cierpi, gdy ktoś jej rozkazuje, bądź okazuje swoją wyższość. Tak samo ma pewien uraz do zamkniętych pomieszczeń. Nie, Tressa nie ma klaustrofobii, po prostu nie przepada za siedzeniem w ciasnym pokoju. Zawsze kojarzy jej się to z więzieniem, w którym przyszła na świat i żyła przez długi okres czasu.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Raczej wytrwały, Wytrzymały,
Zwinność:Zręczny, Błyskawiczny, Perfekcyjny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Czuły słuch, Wyostrzony węch, B. wyostrzobe czucie, Wyostrzony zm.mag,
Umysł:Bystry, Silna wola,
Prezencja:Piękny, Nieokrzesany,

Cechy specjalne

Wampiryzm [K]Tressa, jak każdy wampir, jest wrażliwa na światło słoneczne, czosnek i srebro. Rani ją również broń wykonana z barachitu, lub też oręż specjalny, poddany specyficznemu rytuałowi. Dziewczyna odczuwa także głód krwi
Zmiana w nietoperza, kota i kruka [D]Również należy do wampirzych umiejętności Tressy. Dziewczyna uwielbia przechadzać się wśród ludzi pod postacią czarnego kota, a jako kruk może swobodnie lecieć po nieboskłonie i obserwować otoczenie, co jest bardzo przydatne
Telepatia i czytanie w myślach [M]
Smocza dłoń [S]Efekt klątwy, jaką była obciążona matka Tressy. Lewa dłoń młodej wampirzycy wyglądem przypomina szpony smoka. A dlaczego jest to skazą? Ręka wygląda jak gadzia, ale nie posiada innych właściwości tejże rasy. Nie jest ni silniejsza, ni nie służy Tressie za broń. Po prostu jest, rzucając się w oczy każdej napotkanej istocie. Tressa nieraz miała problemy z tego powodu, ciężko jest jej to ukrywać. Lecz dłoń ta to nie tylko defekt w wyglądzie. Za każdym razem, gdy w pobliżu znajduje się przedstawiciel wampirzej kasty, smocza ręka cierpnie, a kiedy obok jest osobnik czyhający na życie Tressy, dłoń pulsuje boleśnie, informując wampirzycę o zagrożeniu
Krew starożytnych [Z]Czy to dar, czy również wpływ smoczej dłoni, bardzo ułatwia życie Tressy. Dzięki temu, wampirzyca może wychodzić na słońce i nie wzbudzać zbędnych podejrzeń, ale i tak lepiej, żeby nie przebywała zbyt długo na zewnątrz w ciągu dnia... mogłoby to się źle dla niej skończyć

Umiejętności

Otwieranie zamków [O] Będąc więźniem pewnej sekty, nauczyła się otwierać zamki przy użyciu małego pazura jej smoczej dłoni. Uwielbiała im uciekać, lecz nie mogła odejść zbyt daleko, gdyż bała się o matkę
Polowanie [W] Głównie na ludzi, żeby móc zdobyć pożywienie
Przetrwanie [O] Uciekając od ludzi z sekty, musiała jakoś sobie zacząć radzić sama
Skradanie się [O] Bo przecież można zaskoczyć swój przyszły posiłek, żeby nie wzbudzać podejrzeń, i zaspokoić szybko swój głód krwi
Skrytobójstwo [M]
Tropienie [O] Przede wszystkim osób, które będą jej posiłkiem
Wspinaczka [P]
Czytanie i pisanie [O]
Torturowanie [O] Czasem zdarzy jej się ukazać drzemiącą w jej wnętrzu sadystkę. Tej umiejętności uczyła się, przyglądając się poczynaniom magów z sekty
Demonologia [P]
Anatomia [P]
Rytualizm [P] Wie o tym tyle, co widziała podczas poczynań magów z tajemniczej sekty
Walka wręcz [M]
Uniki [W]
Gimnastyka [W]
Pismo runiczne [P]
Strategia [O]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Inkantacje
Zła [U]
Pustki [N]Często używa tej magii, aby ukryć smoczą dłoń.
Ognia [M]Uczyła się tej magii przez bardzo długi okres w swoim życiu, uwielbia bawić się płomieniem. Używa ognia głównie do walki, nie przepada za inną bronią. Nie jest dla niej problemem obrócić płomień, kontrolować temperaturę, czy też sparzyć przeciwnika ognistym biczem

Magiczne przedmioty

Ognisty bat [ART]Dzięki opanowanym zdolnościom magicznym w magii ognia, Tressa może spokojnie walczyć magią, czy też podpalać swój oręż, by nadać mu specjalnych właściwości. Nie przepada jednak za walką z pomocą typowego oręża. Po ucieczce z wioski, ukradła pewną broń, bat. Jest to zwyczajna pałeczka, ale gdy tylko wampirzyca chce, może wzbogacić broń o ogniste płomienie. Wtedy, artefakt wzbogaca się o ognisty wygląd i właściwości tegoż żywiołu, a sam ogień często jest czarny, by nie raził w oczy i nie zwracał na siebie szczególnej uwagi

Towarzysz

Sorley
Sorley to duch. Dusza pewnego nietoperza, który przypałętał się do Tressy jeszcze za czasów, kiedy wampirzyca była bardzo młoda, i siedziała w więzieniu jako obiekt testowy sekty. Pomógł jej jakoś pozbierać się po śmierci rodziny. Nietoperz jest dość mały, często siedzi na ramieniu dziewczyny. Mogą go dostrzec tylko ludzie o wyostrzonym zmyśle magicznym. Bardzo uparte oraz strachliwe stworzonko.

Historia

~Smocze przekleństwo Kayeshy, czyli długo przed narodzinami Tressy~
Wampirzyca czystej krwi, Kayesha. Uwielbiana przez swój ród, dumnie nosząca nazwisko Vonderheide. Jedna z potężnych wampirów, których aż strach się bać. Rozpoznawana przede wszystkim za niesamowitą odwagę. A dlaczego? Cóż, bo kto inny jeszcze przyjąłby wyzwanie dotarcia do smoczego gniazda i zabrania jaj wielkiego gada? Oczywiście, tylko Kayesha. Została jednak wyśmiana. Przecież żaden wampir nie ma szans ze smokiem! A co dopiero z rozzłoszczoną matką, spodziewającą się wyklucia swoich pociech! Jak bardzo trzeba być głupim, czy też odważnym, żeby coś takiego zrobić? Kayesha zrozumiała to dopiero później.
Wampirzyca w nocy wyruszyła. Dotarcie do smoczego gniazda nie zajęło jej długo. Rozejrzała się po okolicy, a gdy nie spostrzegła żadnego zagrożenia, weszła do jaskini. W środku było dużo kosztowności, lecz Kayesha je ignorowała. Jej cel to zupełnie coś innego.
Spostrzegła smocze jaja. Nie ukrywała uśmiechu, kiedy wzięła jedno z nich do rąk. Wszystkich było dokładnie trzy. Wampirzyca wyciągnęła torbę bez dna, którą otrzymała na tę wyprawę od zaprzyjaźnionego maga. Bo jak inaczej niby miała zabrać jaja? Przecież małe to nie jest...
Zaczęła powoli je pakować. Cały czas się przy tym szeroko uśmiechała i nuciła w głowie pewną melodię, której nauczyła się całkiem niedawno.
Niespodziewanie usłyszała głośny podmuch wiatru. I ryk. Kayesha błyskawicznie zarzuciła torbę na ramię, która teraz mało nie ważyła, i wybiegła z jaskini. Śnieg zaczął sypać, utrudniając zadanie wampirzycy. Na jej nieszczęście, ogromny smok zatarasował jej drogę, lądując przed nią z hukiem. Jej reakcja była niestety zbyt powolna - torba z jajami spadła na niższe szczyty góry. Trzask i dźwięk łamiącej się skorupki przeszył ciszę niczym miecz, a żałosny skowyt smoczycy zawtórował mu. Wielki gad zleciał za swoimi zmarłymi dziećmi, a wampirzyca stała jak słup soli. Nie poruszyło jej to, że nagrabiła sobie u przedstawiciela rasy pradawnych, lecz fakt, że wróci z niczym. Przegra zakład! Zhańbi dobre imię rodziny Vonderheide!
- To dosyć okrutne, nie sądzisz? - Wzdrygnęła się, słysząc czyjś głos. Rozejrzała się, ale nie spostrzegła nikogo. Skowyt smoczycy nadal rozbrzmiewał w powietrzu, tak więc Kayesha przez chwilę wykluczyła to, że gad mógł się do niej odezwać.
- Ktoś ty?! - krzyknęła. Nie odczuwała zimna, nawet jeśli śnieg delikatnie muskał jej skórę, ale przez chwilę wydawało jej się, jakby przeszedł jej po plecach dreszcz.
- Nikim. Strachem. Wszystkim. Śmiercią. Współczuciem. Różnie mnie zwą - powiedział tajemniczy głos. - A teraz, dla ciebie jestem klątwą. Śmierć trójki nienarodzonych dzieci jest bolesna, wiesz o tym? Nie dostały nawet szansy na życie, a nic złego nie zrobiły. Zapewne nie znasz tego uczucia... ale wkrótce się dowiesz. Twoje dzieci nie umrą, lecz spadnie na nie okrutny los. Nie będą w stanie ukrywać się wśród śmiertelników, a ty z każdym urodzonym wampirem coraz bardziej zaczniesz popadać w obłęd. Niech się stanie, jak powiedziałem! Przeklinam cię!
Kayesha chciała się już zaśmiać, słysząc te słowa, lecz potwierdziły je nagłe podmuchy wiatru i boleśnie przeszywający pierś chłód. Dopiero teraz, wampirzyca wybuchnęła śmiechem.
- Ej, obłąkańcu! - zaczęła głośno, ocierając łzy. - Słyszysz mnie?! Nie planuję mieć dzieci, więc twoja idiotyczna klątwa na nic się nie zda! Ha! Zatkało? - Tego dnia, Kayesha może i wróciła z pustymi rękami do posiadłości, ale za to w dobrym nastroju. Nie wiedziała nawet, jak bardzo się przeliczyła...
Zdziwiła się, kiedy smoczyca dała jej spokój. Nawet nie próbowała pomścić swoich pociech... Lecz to szczerze przestało obchodzić wampirzycę.
Nie wiedziała tylko, dlaczego z każdym rokiem tak trudno jest jej sobie przypomnieć słowa tajemniczego głosu...

Minęło siedem lat. Kayesha całkowicie zapomniała o klątwie, jaka na niej ciąży. Szczęśliwie zakochała się w jednym z wampirów, nijakim Artairze, który był krwiopijcą - bękartem. Zadurzyła się w nim po uszy!
Ale nie przyszło im żyć w szczęściu.

~Urodzone w niewoli~
Kayesha była w ciąży. Ich posiadłość została zaatakowana przez magów. Artair został przez nich zabity, a Kayesha porwana. Potrzebowali jej do eksperymentów. A zwłaszcza chcieli jej dzieci... Wampirzyca protestowała, ale nie miała sił. Nie dała im rady, załamana śmiercią Artaira.
Wsadzili ją do celi w jednej z wież. Wszędzie było paskudnie, warunki nie specjalnie nadawały się do życia. Ale przynajmniej słońce tu nie docierało, dlatego Kayesha mogła być spokojna. No, w pewnym sensie...

Krzyk i płacz. Przeraźliwy krzyk, wdech i wydech. Dnia niewiadomego, nieznanego miesiąca i nieznanego roku, na świat przyszły trojaczki. Wszystkie były dziewczynkami i każda z nich przypominała wyglądem zmarłego Artaira. Spoglądanie na ich twarzyczki załamywało Kayeshę. Nie miała siły, żeby zapamiętać ich imiona, które wspólnie wymyśliła ze swoim ukochanym. Dlatego; ponumerowała je w takiej kolejności, w jakiej przyszły na świat. Pierwsza, druga i trzecia. Kensa, Messa i Tressa. Tego dnia również, Kayesha przypomniała sobie o klątwie. Pierwsza córka, Kensa o oczach Altaria, urodziła się z gadzim ogonem. Druga, Messa o rysach twarzy podobnych do swojego ojca, dostała od losu smocze nogi. Natomiast trzecia córka, Tressa o kolorze skóry i włosach Altaira, miała lewą dłoń, przypominającą smoczą łapę.
Kayesha długo płakała. Tak długo, dopóty nie oszalała i nie zapomniała, jak się płacze.

~Więzienne życie, eksperymenty sekty~
- Nie złamiesz tych krat, tu potrzeba sposobu - odezwała się dziesięcioletnia Tressa, podchodząc do najstarszej z sióstr. Na jej nodze dźwięcznie obijały się o siebie łańcuchy, które nosił każdy z tutejszych więźniów. - Spójrz - dodała, poruszając kłódką w swojej dłoni. Od kilku lat potrafiła już rozgryźć, jak wydostać się z celi, żeby strażnicy nic nie zauważyli. Każdy zamek był w pewnym stopniu uszkodzony, w końcu, cała wieża miała swoje lata. Wcisnęła jeden ze szponów swojej lewej dłoni w dziurkę od klucza, po czym udało jej się złamać mechanizm.
- Nie ma mowy, że to zrozumiem. Ale póki żyjesz ty, raczej nie muszę się tym martwić, co nie? - Uśmiechnęła się Kensa. Siedząca w kącie Messa spojrzała na nie pochmurnie.
- Po co wam to? - zapytała ozięble. - I tak musimy tu być. Mama nie wytrzyma długo, a sekta pilnuje wszystkiego dookoła. Nie ma możliwości, że kiedyś się stąd wydostaniemy...
- Ale przynajmniej możemy zasmakować chociaż odrobiny wolności - odparła Kensa. - Nie chcę wiecznie siedzieć w jednym miejscu i czekać, aż mnie zabiorą na eksperymenty tych ich durnych artefaktów! - Co prawda, tylko ją zabierali. Z racji tego, że jest najstarsza. A gdyby zginęła, kolejna z sióstr zostanie poddana próbom.
- Mes ma w sumie rację... - zaczęła Tressa. - Ale i tak sądzę, że możemy przynajmniej starać się uciec. Kiedyś na pewno się uda. - Uśmiechnęła się szeroko. Nie wiedziała, ile prawdy a ile kłamstwa jest w jej słowach, ale musiała wierzyć. Przynajmniej, żeby dodać otuchy siostrom.

Kolejny raz Kensa wróciła z płaczem. Skarżyła się, że wszystko ją boli, a oczy niemiłosiernie pieką. Testowali na niej jakiś dziwny płyn, który podobno miał tworzyć ze skóry tarczę.
Tressa, korzystając ze swoich zdolności dobrego uciekiniera, przyglądała się z ukrycia poczynaniom magów. Znała już tę wieżę jak nikt inny - w końcu, wychowywała się w niej od maleńkości. Widziała, jak męczą jej siostrę.
Mając siedemnaście lat, Kensa zmarła.

~Śmierć Kayeshy i ucieczka rodzeństwa~
Kayesha załamała się całkowicie. Przestała odróżniać swoje córki. Ba, czasem nawet zapominała o fakcie, że posiada dzieci! Pięćdziesięcioletnia Messa dobrze znosiła tortury. Przynajmniej nie wywierały na niej tak potwornego efektu, jak w przypadku Kensy...
Kilkanaście lat potem, gdy dziewczęta miały po sześćdziesiąt dwa lata, Kayesha popełniła samobójstwo. Ukradkiem wymsknęła się z celi, gdy magowie przybyli po Messę, i podbiegła do jednego z okien. Słońce świeciło wysoko na nieboskłonie. Wampirzyca podbiegła do okna i odsunęła zasłony. Kraty może i nie pozwalały jej wyskoczyć, ale ona nie posiadała nic, co uchroniłoby ją przed promieniami jej naturalnego wroga. Stojąc tak przed oknem, nie spłonęła od razu. Dlatego też podpaliła się pochodnią. To tylko przyspieszyło jej śmierć. Zmarła z uśmiechem na ustach i wymalowanym, podczas ostatnich chwil, szaleństwem w oczach.

Wtem Tressa postanowiła uciec. Wtajemniczyła siostrę w swój plan, przy czym obie ukradły kilka książek z biblioteki w wieży. Co najciekawsze, większość z nich opisywała magię.
Zmysł strategiczny, który zapewne Tres odziedziczyła po ojcu, dał o sobie znać. Obie wampirzyce uciekły w nocy, dzień po śmierci ich matki. Niestety, żadna nie wiedziała o tym, że straciła rodzicielkę.
Udało im się przeżyć dobre sto lat. Z nieznanych przyczyn, Tressa i Messa mogły przebywać przez dłuższy czas na słońcu, chociaż jego promienie nie raz drażniły im oczy i skórę. Ale cóż, udało im się wyzwolić spod więzów okrutnych magów! Przynajmniej tyle dobrego...
Dodatkowo, wampirzyce nie marnowały tego czasu. Uczyły się walczyć, oraz czytały dużo na temat magii. Tressa przez cały ten wiek uczyła się używania zaklęć z dziedziny ognia. Tak samo zaintrygowana była magią zła. "To się może przydać, na pewno!" - mówiła codziennie.

Ciężko się ukrywać wśród tłumów, nawet jeżeli słońce przez jakiś czas nie stanowi problemu. Dłoń wampirzycy zawsze przykuwała wzrok, tak samo nogi Messy. Gadzie części ciała obu dziewcząt przysparzały sporo kłopotów.

~Złapana i ponownie potępiona~
Te sto lat wolności minęły im bardzo szybko. Messa zginęła, zostawiając siostrę samą na świecie. Zabił ją łowca, który miał wyśledzić obie wampirzyce, na zlecenie sekty. Jedynie Messa się opierała... i przypłaciła to życiem. Co prawda, dłoń Tressy zareagowała i ostrzegła obie o zagrożeniu, lecz nie miały szans z bronią łowcy, która wcześniej została poddana specjalnemu rytuałowi.
W momencie, w którym kolejna z sióstr zginęła, Tressa załamała się. Nic już jej nie obchodziło. Chciała zabić tych magów, którzy zamknęli ją i jej rodzinę. Gorycz i nienawiść pochłonęły jej umysł. Nie mogła myśleć o niczym innym, niż o zemście.

Siedząc po raz kolejny w tej samej cuchnącej celi, Tressa rozmyślała, jak mogłaby im uciec. Wówczas zaskoczył ją dziwny skrzek.
- Nietoperz? - powiedziała, gdy ujrzała dziwne stworzonko. Nie powinna się dziwić, przecież to stara wieża, obecność owego zwierzątka nie winna być zaskoczeniem. Ale... przez tego nietoperza wszystko prześwitywało!
- Ty... czym ty jesteś? - Szczerze nie miała pojęcia, lecz w pewnym momencie przypomniała sobie wzmiankę o duchach w jednej z ksiąg, które ukradły wcześniej z Messą. Istoty, które umarły...
- Ej, czy... - zaczęła, lecz gula goryczy rosnąca w jej gardle utrudniała mówienie. - Czy po drugiej stronie jest mama i... Kensa z Messą? - Głos jej zadrżał, ale cichy pisk zwierzęcia nieco ją pocieszył.
W tym momencie do celi wszedł jeden z magów. Zignorował małego nietoperza, każąc Tressie pójść za nim.

Obok wampirzycy ciągle siedziało to małe, słodkie stworzonko. Duszek nie odstępował jej na krok. Tres uśmiechała się przez to.
W sali, w której zazwyczaj były torturowane jej siostry, miała tym razem ona znaleźć się i testować ich idiotyczne wynalazki sekty. Zakuli ją w jakieś dziwne łańcuchy i kazali jej się nie ruszać. Po chwili poczuła potworny ból. Krzyknęła, ale szybko została unieruchomiona przez magów. Adrenalina wzrosła, a nienawiść w sercu wampirzycy stawała się coraz większa. W tej chwili użyła magii ognia i spopieliła większość magów.
Śmiech rozległ się po całej wieży. Nie, Tressa nie zwariowała, po prostu cieszyła się. Teraz jej rodzina może spoczywać w spokoju. Pomściła ich, zabiła magów z tej okrutnej sekty! Nareszcie! Ach, żeby można było opisać jej szczęście jednym słowem.

~Ulica i niby spokojne życie~
Ponownie zaczęła życie na ulicy. Z racji tego, że jako wampir musi żywić się krwią, polowała na ludzi. Wcześniej w więzieniu podawali jej zwierzęta do jedzenia - czerwony płyn tych stworzeń był dla niej paskudny. Zwłaszcza, że w większości dostawała szczury...
Udawało jej się jakoś unikać słońca i polować. Mały duszek nietoperza pozostał przy niej od chwili, w której zamordowała większość magów z sekty. Nie przeszkadzało jej towarzystwo stworzenia, dlatego przygarnęła go i nadała mu imię; Sorley.

~Poszukiwana za morderstwa~
Jednakże nie mogło wiecznie być tak łatwo. Tressa pożywiając się, nie raz zostawała przyłapana, a po kilku dniach ludzie zaczęli mówić o licznych napadach i jakimś stworzeniu, które chce ich zjeść. Wnioskowali to po ugryzieniach na całym ciele...
Zaczęli więc wpadać w panikę i rozpoczęli poszukiwania tej istoty. Wampirzyca oczywiście zaczęła się ukrywać, ale było ciężko. Pewnego dnia została zmuszona do wymordowania połowy wioski. Inni ludzie uznali, że lepiej jest nie wkurzać tego stworzenia, by nie zginęło więcej osób. Tressa dała im spokój i wyruszyła w świat, co dzień chowając się w jaskiniach, lasach, rzadziej w karczmach.

~*~
Co się działo potem...

Tressa zawitała w Mrocznych Dolinach. Tam podczas deszczu, po pożywieniu się, postanowiła ukryć się w Zrujnowanej Warowni, gdyż nie zapowiadało się na to, że ktoś tam zawita. W końcu była opuszczona od lat. Jak bardzo wampirzyca mogła się pomylić, przekonała się wkrótce. Schowała się pod jednym z mniej zawalających się dachów, po przed nią pojawił się mężczyzna o tajemniczych, dwukolorowych oczach, skrywający w sobie jeden wielki sekret.
Wampir, jak zdążyła zauważyć Tressa, przedstawił jej się jako Vergil. Mężczyzna zajął ją rozmową, wówczas kiedy oboje czekali na to, aż przestanie padać deszcz. Wszak podróżowanie w taką pogodę nawet i wampirom przeszkadzało, może nie jakoś specjalnie, ale nadal. Niestety, spokojna pogawędka gotowa jest szybko się zakończyć, kiedy do warowni zbliża się chmara łowców. Wampiry nie zamierzały dać się schwytać, Tressa oczywiście nie pragnęła powrotu do życia, w którym była niemalże niewolnicą, która tylko czekała na następne nakłucia na skórze. Stanęli więc do walki z łowcami, na całe szczęście wychodząc z niej tylko z kilkunastoma obrażeniami...

Dane gracza: Tressa

Nazwa użytkownika:
Tressa
Ranga:
Błądzący po drugiej stronie
Inne Postacie:
Jane, Isara, Amrita, Camelia, Keira, Sevi, Eliae,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
Wiek:
18
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Pt lis 20, 2015 4:55 pm
Ostatnia wizyta:
Pn paź 10, 2016 4:36 pm
Liczba postów:
71 | Znajdź posty użytkownika
(0.09% wszystkich postów / 0.06 posty dziennie)
Ostatni post:
[Na północ od Maurii] Powrót do domu
Pn paź 10, 2016 4:34 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Mroczne Doliny
(Posty: 57 / 80.28% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Na północ od Maurii] Powrót do domu
(Posty: 57 / 80.28% postów użytkownika)
cron