Profil użytkownika Mari

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Mariela, woli zdrobnienia Mari lub Marielka. Swym ofiarom nieraz przedstawia się jako Śmierć.
Rasa: Syrena
Wiek: 27


Aura

Aura ta nabiera niebywale lśniących i wszelkich odcieni srebra. Szczególnie charakterystyczne są w niej różnorodne blaski, często kojarzone z miedzią, barachitem czy też cyną, a wszystko to otoczone skrupulatną oraz twardą poświatą w kolorze obsydianu. Ugina się pod każdym ciężarem, a gładkie granulki zatapiają myśli w dalekich wyobrażeniach morskiego piachu. Rozprasza się wokół, uniesiony gęstą cieczą, ale szybko skupia w całość dzięki czemu tnie łatwo, ale bezboleśnie. Uwagę początkowo zwraca jednak szeptem sporych liści w kształcę serc wodnych lilii, które pod wpływem wiatru rozpraszają kręgi na tafli wody. One zaś przemawiają figlarnym szmerem wydobywając z siebie liczne głosy czy też przyjemne brzęczenie z głębi oceanu. Pachnie słodko niewinnością miodu, kwiatami witającymi brzegi, ale wzbudza drżenie gorzkim choć łagodnym smakiem wodorostów.


Wygląd

Patrząc na naturiankę nie można powiedzieć, że to morderczyni. Wygląda raczej na osóbkę delikatną, którą mogłaby skrzywdzić najmniejsza drobnostka. Posiada bardzo bladą skórą, cóż się dziwić jak większość życia spędziła pod wodą, dodatkowo o jej sylwetce można powiedzieć, iż jest nieco zbyt chuda. Natomiast wzrost ma przeciętny, ani za wysoka, ani za niska. Gdy idzie dobrze widać, że jej śnieżnobiałe, gęste włosy sięgają niemal do samej ziemi. Oczy zaś ma niebywale zielone, zachwycą każdego, kto je spostrzeże. Dodatkowo wciąż wygląda młodo, delikatne rysy twarzy i ufne spojrzenie w żaden sposób nie zdradzają, jak niebezpieczna potrafi być ta syrenka. Jej uszy przypominają elfie w pewnym stopniu, nie są wprawdzie tak duże, jak tych istot, ale są odstające i spiczaste. Między jej palcami znajdują się błony, pomagające w pływaniu. Są niemal przeźroczyste więc czasem po prostu ciężko je zauważyć. Pojawiają się jedynie w syreniej postaci.
Gdy przebywa w ludzkiej postaci, jej ubranie stanowi, na pierwszy rzut oka, poszarpany, nieco zielony materiał trzymający się na dziewczynie jedynie dzięki paskom z klamrami na dolnej części przypominającej krótką spódniczkę oraz osłony na nogi, u dołu zaś jest to coś w rodzaju bluzki, jest tak zrobiona, iż nie potrzeba do niej pasków. Dzięki temu, że to nietypowe ubranie jest luźne, z powodzeniem może ukrywać płetwy na plecach przypominające skrzydła. Z jakiegoś powodu nie znikają one podczas przemiany.
Gdy jest w swej pierwszorzędnej postaci, nie posiada nóg, lecz rybi ogon o mocno pomarańczowych łuskach. W tej postaci jej włosy zdają się nieco zielonkawe. Poza tymi zmianami i dodatkowymi płetwami o barwie łusek, od pasa w górę wygląda tak jak w drugorzędnej formie.


Charakter

Początkowo naturianka nic sobie nie robiła z zakaz rodziców czy innych. Ciekawa świata chciała najbardziej zobaczyć, pójść, zrobić to, co jej nie wolno, mimo to nigdy, ale to nigdy by nikogo nie skrzywdziła, przynajmniej nie specjalnie z własnej woli. Pragnęła wiedzieć więcej i więcej, czasem mogła zachowywać się nieco, jak szalona dla innych dlatego nie miała przyjaciół, była uznawana za dziwną, więc nikt nie chciał mieć z nią ni wspólnego. Nie przejmowała się tym zbytnio, choć czasem marzyła o posiadaniu choć jednego przyjaciela. Nie stawiała tego jednak na szczycie swych marzeń. Uparta w poznawaniu świata poza wodą woli być dłużej na lądzie, ma jednak ograniczony czas na to, ale znalazła sposób jak użyć magii wody i powietrza, by to obejść.
Gdy okazało się, iż jej rodzice zostali zamordowani, nastąpiła w niej duża zmiana. Postawiła sobie cel, by pozbawić życia tych, co je zabierają, nie uznaję siebie za kogoś takiego, ponieważ działa w przekonaniu, że to wszystko w słusznej sprawię. Niegdyś wykorzystywała swe zdolności aktorskie jedynie do wyproszenia u rodziców jakiejś zabawki czy pozwolenia na wyjście lub też skrócenie kary w postaci nieźle udawanego żalu. Teraz potrafi kompletnie zmylić swą ofiarę, dodatkowo robiąc pożytek ze swego niebudzącego grozy wyglądu.
Charakteryzuję się także tym iż jest bardzo opanowana, niemal nic nie wytrąci dziewczyny z równowagi, jeśli ktoś będzie dla niej ważny zawsze może liczyć na jej pomoc, jednakże ciężko stać się osobą ważną dla Marielki.

Atrybuty

Krzepa:Raczej silny, Wytrzymały,
Zwinność:Zręczny, Bardzo szybki,
Percepcja:Szczątkowy smak, Wyczulony na magię,
Umysł:Bystry, Ineligentny, B. silna wola,
Prezencja:Ładny, Nieokrzesany, Przekonywujący,

Cechy specjalne

Cechy rasowe [D]Jest to przemiana w człowieka na 12 godzin oraz zdolność oddychania pod wodą.
Wzrok śmierci [D]Niegdyś matka Marielki została porwana przez czarodzieja, który za pomocą magii sprawił, iż przy niektórych osobach zaczęła widzieć krwisto czerwone, niematerialne obrazy. Z czasem okazało się, że ukazują one powód śmierci danej osoby. Jednakże widziała je jedynie, gdy osoba miała umrzeć za chwilę. Przykładowo, przed przyszłą ofiarą pojawia się czerwone widmo sztyletu widoczne tylko dla syrenki i po chwili owej osobie ktoś wbija sztylet w serce. Dar ten przeszedł na córkę naturianki - Marielkę. Z czasem białowłosa przekonała się, iż nie tylko to może widzieć. Jeśli spostrzeże mordercę, który chwile wcześniej dokonał krwawego czynu, ujrzy wokół niego fioletową poświatę. Jej matka tego nie widziała, może dlatego, że nie spotkała zabójcy albo dar nie zdążył się rozwinąć. Jeśli syrenka po zabójstwie spojrzy w lustro, nie ujrzy nic dziwnego, dar na nią nie działa.

Umiejętności

Pływanie [M]
Czytanie aur [W]
Czytanie i pisanie [P]
Matematyka [P]
Medycyna [P]
Geografia [P]
Władanie bronią [W] Głównie kosa, pod wodą trójząb.
Aktorstwo [O]
Śpiew [O]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Wody [U]Potrafi tworzyć coś w rodzaju wodnych kul unoszących się nad ziemią dzięki magii powietrza, jej umiejętności związane z władaniem wodą są większe, lecz to jest główna rzecz, do której jej używa.
Powietrza [U]Już jako dziecko, mieszkając w podwodnym syrenim miasteczku, używała owej magii do tworzenia baniek powietrza. Oczywiście potrafi wykorzystać tę zdolność posługiwania się dokładnie tą dziedziną magii w innych celach.
Struktury [N]Nie zgłębiła tej arkany magii tak dobrze, jak pozostałych, cóż się dziwić, ogranicza się do zmian swej broni w bransoletkę, by nie mieć trudności w jej ukryciu.
Życia [N]Czasem używa jej do wywołania drobnych mutacji u ofiar, robiąc to w celach rozrywkowych.

Magiczne przedmioty

Arcavir [ART]Gdy była jeszcze małą dziewczynką, znalazła między wodorostami pewien skarb. Okazało się, że jest to trójząb. Szybko odkryła, iż gdy traci on kontakt z wodą, zmienia się w kose o rażąco czerwonym, niemałym ostrzu. By ukryć znalezisko przed rodzicami, za pomocą magii struktury, zmieniła go w bransoletkę, niemal zawsze nosi ją na lewej dłoni. Jest prosta, złotej barwy i bez zbędnych zdobień. Za pomocą swego skarbu może rzucać nieco wzmocnione zaklęcia, ale tylko, gdy jest on w postaci trójzębu. Na lądzie przywykła do zabijania za pomocą swej kosy dlatego też określa siebie mianem Śmierć. Nazwa tego artefaktu wynika z tego, iż była wygrawerowana na ostrzu kosy drobnymi literami.

Towarzysz

Lilianna
Jest to wróżka, przyłączyła się do syrenki, gdy ta po raz pierwszy wyszła na ląd. Nie mogła patrzeć na to, jak nieporadna jest z początku na lądzie Mari. Zaprzyjaźniły się i postanowiły razem podróżować. Dzięki magii nawet przeszkoda w postaci dwóch różnych światów, z których pochodzą naturianki stała się prosta do pokonania. Mariela nauczyła Lili tworzyć bańki powietrza, by ta mogła z nią podróżować przez podwodny świat. Z czasem Lilian przyznała, że była całkiem sama na Arrancie nie dlatego że w efekcie bójki pradawnych została tu przeteleportowana i nie wie jak wrócić, lecz dlatego, iż odstawała od innych wróżek, robiąc psikusy niebezpieczne, mogące zagrozić nawet życiu ofiary żartu. Później zaczęła próbować wywołać śmierć innych przez jakiś według niej śmieszny psikus. Została przez to wygnana z miejsca, gdzie mieszkała. Mari nie przestała się przyjaźnić z Lili, sprawiła, iż jej towarzyszka postanowiła się kierować taką samą ideą jak Mari.
O charakterze skrzydlatej naturianki można powiedzieć, iż łatwo wpada w złość i robi się przez to cała czerwona, co dla osoby ludzkiego wzrostu wygląda wprost zabawnie. Mimo tego, że naturianka lubiła i nadal z jakiegoś powodu lubi zabijać, jeśli kogoś polubi nie odstąpi go na krok. Tak było z syrenką właśnie. Dodatkowo przy niej mogła robić to, co lubi i to w szczytnym celu jak uważała.
Przechodząc do wyglądu, nosi ona ubranie całkowicie stworzone z liści, ma drobną spódniczkę oraz bluzeczkę przyozdobioną kwiatami. Na jej rękach są takie jakby rękawki również całkowicie naturalne. Dziewczyna posiada szczupłą sylwetkę i jest dość malutka (około 40 cm wzrostu). Swe blond włosy zawsze upina w zgrabny kok i nosi wianuszek. Jak to wróżka posiada także skrzydła, są białe, lecz w słońcu mienią się na odcienie błękitu i fioletu. Przy sobie zawsze nosi niewielką torebkę, w której trzyma doprawdy różności.

Historia

Zwyczajny początek:

Daleko poza Alaranią, gdzieś przy Królestwie Arrantalis, pod wzburzonymi wodami Oceanu Jadeitów na świat przyszła mała syrenka. Jakże piękne były jej lśniące, złote łuski oraz te płomiennie rude włosy. Już od pierwszych chwil życia każdy się nią zachwycał. Naturianka szybko rosła i cieszyła oczy innych swym wprost magicznym podwodnym tańcem i akrobacjami. Nie tylko to wywoływało zachwyt dziewczyną. Jej niezwykła grzeczność i uprzejmość była wszystkim dobrze znana. Zwała się Iskierka, a jej imię zawędrowało nawet do Alaranii. Miała wielu dobrych przyjaciół i wspaniałą rodzinę.

Gdy podrosła, pływała w najróżniejsze miejsca, by cieszyć podwodną publikę swymi akrobacjami i tańcem. Udawało jej się wtedy nawet zarobić kilka złotych monet. Jednak nie było to zbyt wiele, ponieważ nie miała ochoty na tak częste występy, wolała sporadyczne, tylko dla rozrywki. Poza tym nie pochodziła z biednej rodziny i nigdy nie sądziła, że będzie musiała zarabiać w taki sposób na życie. Niestety los bywa okrutny i właśnie tak się stało. Pewnego dnia wracając do domu z drobnego przedstawienia, odkryła zapłakaną matkę i usiłującego ją pocieszyć, ojca.
- Co się stało?! – krzyknęła przerażona, do jej oczu już napływały łzy. Wiedziała, że to, co usłyszy, nie będzie dobre.
- Skarbie, ktoś się włamał… zabrał wszystko… - powiedział ojciec, przytrzymując jedną ręka swój bok.
Iskierka rozejrzała się, grota, w której mieszkali, świeciła pustkami, faktycznie byli bez grosza przy duszy, dodatkowo zauważyła, iż z boku jej ojca wydobywa się czerwona ciecz, natychmiast podpłynęła to sprawdzić.
- Co ci się stało tato?!
- Próbowałem walczyć… - powiedział smutno, jednak niechętnie.

Mała syrenka się rozpłakała i przytuliła rodziców. Miała nadzieję, że sąsiedzi, przyjaciele jakoś poratują. Jednakże ku jej zaskoczeniu, nikt, absolutnie nikt nie chciał pomóc. Iskra myślała, iż może liczyć na ich pomoc, jakże wielki był to cios w jej delikatne serduszko. Wszyscy przysłowiowo zamykali przed nią drzwi. Nie rozumiała tego. Wróciła do domu z niczym i opowiedziała o całej sprawie. Usiadła na dnie groty i skuliła się w kąt smutna. Podpłynęła do niej matka.

- Córeczko, jest coś, co musisz wiedzieć…
Jasnobrązowe, niemal pomarańczowe oczęta spojrzały ciekawsko na swą rozmówczynię. Mała syrenka przychyliła z lekka głowę na bok, czekając na to, co usłyszy. Zadrżała na myśl, jak straszne może być to, co ma usłyszeć.
- Oni nam nie pomogą. Zapewne z naszej, czyli mojej i twego ojca winy. Byliśmy głupi i zapatrzeni w siebie tylko i wyłącznie. Zawsze byliśmy bogatsi niż większość, lecz nigdy nie pomyśleliśmy, aby podzielić się majątkiem z bardziej potrzebującymi. Możliwe, że ktoś po prostu chciał nam dać nauczkę. Wybacz córciu, że musisz przez nas cierpieć.
- Ale to przecież okropność! Jak mogli nam to zrobić?! – krzyczała przez łzy Iskierka. Po chwili wzięła głęboki wdech, uniosła dumnie swoje płetwy na plecach – Ja zdobędę pieniądze na utrzymanie! Mogę występować! – mówiła pełna nadziei.
Matka pokiwała głową, nie chciała się na to zgadzać, jednak Iskierka się uparła. Przekonała ojca. Następnego dnia pożegnała się i wyruszyła praktycznie bez niczego, jedynie z umiejętnościami, w podróż. Tutaj nikt jej nie pomoże. Musiała wyruszyć jak najdalej. Dzięki płetwo – skrzydłom płynęła naprawdę szybko. Po drodze widziała niesamowite wprost gatunki roślin i ryb. Gdy wpłynęła w miejsce pełne od długich i grubych wodorostów, uplotła sobie z nich coś w rodzaju prymitywnego plecaka, w którym miałaby swoje rzeczy oraz oczywiście – pieniądze, które uzbiera.

Płynęła długi czas, w całkowitej samotności. Od czasu do czasu robiła przerwy, by odpocząć i coś zjeść. Gdy przepływające syreny i trytony przepływały, zwracały na nią szczególną uwagę. Płetwy na plecach do częstych zjawisk nie należały, dodatkowo Iskierka była niezwykle piękna. Nie bardzo jednak zwracała na to uwagę. Musiała sobie znaleźć publikę by mogła wystąpić i coś z tego mieć. Jednak tu mało kto się zjawiał. Syrenka nie miała wyboru, musiała płynąć dalej. Po dłuższym czasie udało jej się znaleźć dość żywą syrenią wioskę. Dotarła do jej centrum i choć przez chwile odczuwała tremę, przełamała się. Zachwycała publiczność swym tańcem, wszyscy byli tym oczarowani i zgodnie z planem iskierki, po udanym występie zdobyła, ku jej zaskoczeniu, naprawdę dużo pieniędzy. Postanowiła zostać tu jakiś czas, nie miała gdzie nocować, a nie chciała nikomu robić kłopotu, więc pomyślała, że zdrzemnie się wśród wodorostów. Rankiem zbudziła się cała w nie zaplątana, ale szybko się wyswobodziła, po prostu zjadła kilka, poczekała, aż pojawi się więcej osób. Gdy uznała, że jest już wystarczająco, ruszyła do centrum, prezentując jeszcze inny taniec, wymyślony zeszłego wieczoru. Naturianom podobał się on jeszcze bardziej, byli zachwyceni. Udało jej się nawet zaprzyjaźnić z miejscowymi. Natomiast po paru dniach jej prymitywnie zrobiony plecak był pełen monet. Nadszedł czas wracać do domu. Miała nadzieję, że rodzice jakoś dali sobie radę przez te kilka dni. Nadszedł czas powrotu. Znów ta samotność i do tego spore obciążenie zdobytą kasą. Po drodze ujrzała jaskinię. Choć byłą ciemna i wielka, Iskierka nie zawahała się i poszła udać się na spoczynek właśnie tam. Wewnątrz panowała pustka. Upiorna cisza i nicość. Mimo to iskierka nie zlękła się i ułożyła do snu. Następnego dnia prawie wybuchła płaczem nie znajdując swego plecaka, nim się to jednak stało, spostrzegła stojąca tuż obok niej skrzynię pełną złota i kosztowności. Nie mogła tego pojąć, ale ucieszyła się niezmiernie. Tylko problemem była waga. Mimo wyporności wody to za dużo jak na drobną syrenkę. Iskierka zacisnęła pięści i krzyknęła ze złością. Wtem stało się coś niezwykłego, skarb uniósł się nieco. Iskra machnęła ręką, skrzynia wykonała niemal taki sam ruch. Rudowłosa dopiero teraz zrozumiała, że odkryła w sobie magię, uradowana, szybko pojęła jak utrzymać w taki sposób skarb. Po kilku ćwiczeniach już mniej więcej nad tym panowała i ruszyła do domu. Co jakiś czas zapominała się i przestawała unosić to magią. Jednak i tak szło to szybciej, niż by miała to ciągnąć po piachu z dna.

Gdy dotarła do rodziców, uradowali się oni wielce i zaczęli mówić coś o przeprowadzce. Iskra nie chciała opuszczać tego miejsca, ale zrozumiała decyzje rodziców. Tak będzie dla nich po prostu lepiej. Poza tym w nowym miejscu może uda im się znaleźć nowych, prawdziwych przyjaciół. Już łatwiej utrzymywało jej się skrzynie z pomocą magii. Wszystko zaczynało się poprawiać. Syrenka wiedziała nawet, do którego miejsca się przenieść. Wioska, w której występowała.

Wyjście na ląd:

W wiosce, rodzinie Iskierki żyło się bardzo dobrze. Ludzie byli przyjaźni i życzliwi. Dodatkowo syrenka zarabiała coraz więcej za swe występy, będące z każdym razem lepsze i bardziej profesjonalne. Dziewczynie życie płynęło spokojnie, ale monotonnie i powoli popadała w rutynę. Pokazy stały się monotonną pracą, brakowało jej pomysłów na nowe układy. Szybciej się męczyła, ogarniał ją smutek. Nie chciała wciąż trwać w jednym miejscu przez całe życie. Coraz częściej patrzyła ku górze i rozmyślała, jaki świat jest tam na powierzchni, nad wodą. Marzyła o tym, by go poznać. Nieraz słyszała niesamowite historie o tamtym świecie. Mówili jej o tym, że istnieją ludzie umiejący zmieniać się w zwierzęta, o tym, że tam wysoko, w czymś, co nazywało się niebo, mieszkają istoty o niezmierzonej dobroci serc, oraz że gdzieś tam jest miejsce istot do nich całkiem przeciwnych, niemożliwie złych. Wyobrażała sobie te wszystkie stwory, czasem próbowała je rysować z nudów, gdy usiłowała uniknąć występu. Wieczorami często nad tym zasypiała, jej rodzice znajdywali szkice i coraz bardziej się martwili. Bali się, że Iskierka w końcu nie oprze się ciekawości i wypłynie. Ojciec bał się najbardziej, kiedyś tam był, wiedział jakie niebezpieczeństwa tamto miejsce. Doskonale pamiętał, jak złapali go piraci, odkrył, że może zmieniać rybi ogon na nogi. Jednakże nic mu po tym było, nie mógł się nauczyć chodzić w parę sekund, dlatego nieudolnie na czworaka uciekał po statku przed korsarzami. Szybko go złapali, ale to, że miał bezużyteczne nogi, nie znaczyło, iż nie mógł im przywalić z pięści, to mu dało chwile czasu, by doczołgać się do burty i wyskoczyć. Jednakże, któryś z tych okrutnych ludzi rzucił w niego sztylet, drasnął go porządnie w bok, po czym wskoczył do wody. Ciężko ranny, ledwo przeżył, gdyby nie matka Iskierki, która przypłynęła z pomocą, nie byłoby go tutaj teraz. Dlatego też tak go przerażała wizja, iż córce mogłoby się przytrafić to samo.

Iskierka pewnego dnia zebrała się i podpłynęła do rodziców, prosiła ich o zezwolenie, by mogła zobaczyć tamten świat. Niestety mimo błagań, próśb i obietnic, że choć na chwilę nie otrzymała zgody. Zrezygnowana wróciła do swojego pokoiku. Po jej policzkach spłynęły łzy, nie chciała siedzieć całe życie, tylko tu. Po długich rozmyślaniach podjęła decyzję. Postanowiła wymknąć się i po kryjomu uciec, by spełnić swoje marzenie o zobaczeniu tego, co jest ponad wodą. Spakowała kilka rzeczy do swego prymitywnego plecaka splecionego z wodorostów.

Rozejrzała się i z mocnym biciem serca czmychnęła obok pokoju rodziców, najpierw udała się jak najdalej wioski, by nikt ej nie ujrzał i nawet nie próbował zawrócić. Iskierka czuła się jak nigdy, z jednej strony ogarniał ją strach, ale też czuła się wolna i szczęśliwa. Gdy wioska stała się odległym elementem krajobrazu, Iskierka zmieniła swój kierunek, teraz płynęła ku powierzchni. Używała swych płetw na plecach, chciała jak najszybciej zobaczyć na własne oczy, co tam jest. Przymknęła oczy i otworzyła je, dopiero gdy z rozpędu wyskoczyła ponad wodę, przez tę krótką chwilę słonce zdążyło ją oślepić, więc nic nie zobaczyła i zaczęła się krztusić, ponieważ tu było o wiele więcej tlenu. Gdy tylko z powrotem wpadła pod wodę, wiedziała już, że powinna wynurzyć się powoli. Dlatego najpierw pozwoliła oczom przystosować się do jasnego światła, trwało to chwilę. Zobaczyła wyspę, pełną domów, takich, jakich nigdy nie widziała. Natomiast na najwyższym wzniesieniu stał potężny kamienny zamek. Woda mieniła się w słońcu, gdy Iskierka tak oglądała to wszystko, spostrzegła w oddali drugą wyspę, połączoną z tą pierwszą mostem. Chciała wiedzieć więcej, ostrożnie wynurzyła się bardziej, zakaszlała trochę, ale szybko jej przeszło. Postanowiła, że dopłynie do lądu. Nie śpieszyła się tak jak przedtem, teraz delektowała wzrok tymi nowościami. Domy różniły się od tych w jej wiosce, widziała sylwetki ludzi, obserwowała, jak się poruszają, udało jej się dostrzec nawet konia, początkowo przeraził ją ogrom zwierzęcia, ale uspokoiła się, widząc, jak jakaś osoba dosiada tą czworo kopytną istotę. Im bliżej się znajdowała, tym więcej szczegółów widziała. Ilość egzotycznych barwnych kwiatów zapierał jej dech w piersiach, przyglądała się mieszkańcom, każdy był taki uprzejmy. W tym momencie nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ojciec tak bał się tak uroczego miejsca. Nawet nie zauważyła, gdy dotarła do plaży, wyczołgała się z wody i usiadła na suchym piasku, którym zachwycała się jak małe dziecko nową zabawką. Jednak szybko zaczęła się zastanawiać co zrobić by móc zwiedzić. Słyszała, że syrena może zmienić swój ogon na nogi, na jakiś czas. Iskierka skupiła się jak nigdy, jednak nie poczuła nic, westchnęła i otworzyła oczy, gdy zobaczyła stopy, aż krzyknęła z zaskoczenia i radości. Natychmiast wstała i od razu się przewróciła, nie potrafiła utrzymać równowagi. Złapała się więc wielkiego głazu, który tu sobie leżał i uczyła się utrzymać. Choć wywaliła się jeszcze dobre paręnaście razy, nie traciła dobrego humoru i motywacji. W końcu to opanowała, ale teraz nie pasowała jej jedna rzecz. Była naga, całe szczęście, że nikt tędy nie przechodził akurat. Pospiesznie się rozejrzała. Ujrzała za skałami rybaka szykującego się do wypłynięcia. Położył na łódce płaszcz, który pewnie naszykował na chłodny wieczór. Syrenka zakradła się, gdy człowiek odszedł kawałek dalej. Ukradła to, założyła na siebie, mężczyzna ją zauważył, ona przerażona uciekła, omal się nie przewracając. Ruszyła w miasto, dziwnie się, gdy ciepłe kamienne drogi grzały jej bose stopy. Ludzie zerkali na nią zaciekawieni, po pewnym czasie zaczęła się bać tylu spojrzeń i ukryła się w pobliskim lesie. Było tam malutkie źródełko, włożyła nogi do wody i lekko zsunęła z siebie płaszcz, teraz zauważyła, że coś jest nie tak. Wcześniej nie zwróciła uwagi, ale jej płetwy na plecach nie zniknęły. Nie wiedziała czemu. Szybko je ukryła ponownie. Zastanawiała się, jak długo może mieć nogi. Jednak te myśli szybko zagłuszył zachwyt pięknem tutejszej fauny i flory. Zastanawiała się, jaką nazwę posiadają te drobne, latające istotki, cieszące uszy swym śpiewem, albo co to za maleństwo o barwnych skrzydłach, lub to białe, długouche coś, co zdawało się niesamowicie mięciutkie w dotyku, ale zbyt szybkie i skoczne, by to sprawdzić. Zachwycona tym wszystkim i nieco zmęczona, zsunęła się do wody lekko i przysnęła. Nie zważała na to, że ubranie, które jest mokre, będzie cięższe, bo przecież tego nie wiedziała. Tak samo, jak nie wiedziała, że ktoś ją obserwuję i tylko czeka, aż dziewczynę dopadnie mocny sen.

Na lądzie:

Iskierka spała sobie w najlepsze. Śniła o pływaniu o tym świecie i przygodach, jakie ją czekają. Był to bardzo mocny sen. Nie wiedziała, że ktoś przeniósł ją w całkiem inne miejsce i gdy otworzy oczy, będzie mieć niespodziankę, ale niezbyt miłą. Po pewnym czasie otworzyła ostrożnie oczy, będąc przekonana, że jest pod wodą. Dlatego też zdziwiła się wielce, gdy ujrzała ciemne pomieszczenie. Ona siedziała na krześle, przywiązana. Pierwsze co pomyślała to „mama miała rację, nie powinnam wypływać…”. Opanowało ją przerażenie. Nie wiedziała kto i co od niej chce. Dodatkowo słyszała kiedyś, że syrena umrze bez wody. Na jej policzkach pojawiły się łzy. Narastało w niej przekonanie, że to są ostatnie chwile jej krótkiego życia. Nie miała siły wołać o pomoc, to nie miało sensu. Wtem z cienia wyszedł mężczyzna. Jego twarz skrywał kaptur, spod którego widoczne były kruczoczarne kosmyki włosów, długich jak się zdaje do szyi. Na płeć wskazywała głównie postura. Trzymał w silnej dłoni laskę, na której szczycie znajdował się błękitny klejnot. Zahipnotyzował wprost na chwile syrenkę przez to, jak był piękny.

- Witaj syrenko – machnął laską i zapalił się rząd świec na niewielkim stoliku, oświetliło to nieco bardziej pomieszczenie. Ale świeciło pustkami. Żadnych innych mebli, gołe ściany, gdzieś niedaleko przebiegła mysz. Naturianka powiodła za nią wzrokiem – To mysz – powiedział nieznajomy.
- Czego ode mnie chcesz?! – przemogła się, by spytać.
- Wypróbować coś, nigdy nie udało mi się… złowić takiej rybki- najwyraźniej miał być to żart, ale Iskierka się nie śmiała.
- Chce wrócić do domu! Nie krzywdź mnie! Uwolnij! Nie chce umierać! Muszę do wody! – zaczęła się drzeć i histeryzować, starała się wyrwać i miotała na wszystkie strony.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze – użył mocy, by ją unieruchomić i związał jej oczy. Nie chciał, by widziała, co robi. Nie musiał się martwić, że się uwolni, jak przestanie mieć nad nią magiczną kontrolę, Iskierka zemdlała. To była świetna okazja. Czarodziej rozpoczął tajemniczy rytuał, nie chciał skrzywdzić naturianki, miał na celu użycie jej jako królika doświadczalnego. Wymyślił bowiem, jak sprawić by osoba widziała, kiedy ktoś umrze, ale brakowało mu pewności, jak dokładnie to zadziała, a że był najzwyklejszym w świecie tchórzem, potrzebował kogoś takiego jak Iskierka.

Odprawiał czary całą noc, nad ranem, zmęczony zasnął na podłodze. Sznury unieruchamiające syrenkę postanowił popodgryzać szczur lub inny gryzoń. Dziewczyna się ocknęła, ponieważ ów zwierzak również i jej dłonie postanowił skosztować. Mimo to, dzięki temu zwierzątku mogła uciec, zwłaszcza iż pradawny leżał nieprzytomny. Szybko więc uwolniła nogi i uciekła z chaty. Biegła jak najszybciej potrafiła, nieprzyzwyczajona do tego, co chwile się potykała. Jej kolana zdarły się do krwi, ale wiedziała jedno – musi uciec, to jej jedyna szansa.

Zmachana, przerażona wreszcie dotarła do plaży, odwróciła się, spoglądając na budynki i przechadzających się w oddali ludzi, w jej oczach pojawiły się łzy.
- Nie tak to sobie wyobrażałam… Rodzice mieli rację, ludziom nie można ufać i jeszcze przez te czary czuje się jakoś dziwnie. Kręci mi się w głowię, co on mi zrobił? – myślała Iskierka, poprawiając swój tymczasowy ubiór. Jej wzrok spoczął na przechadzającym się rybaku niedaleko. Szybko zrozumiała, że coś jest nie tak. Zamrugała oczami, by upewnić się, iż to nieprzewidzenie. Wokół głowy mężczyzny unosił się krwisto czerwony, niematerialny obraz beczki.

- Chyba wariuje…co mi jest? O co w tym chodzi.
Odpowiedź czy też podpowiedź zjawiła się w tej chwili, rozpędzona z góry, ciężka beczka sturlała się tak, iż uderzyła starszego człowieka w głowę. Upadł, zmarł od razu. Ludzie, którzy przybiegli za swą własnością, złapali się za głowy i z przerażeniem spojrzeli na siebie. Syrenka nie miała ochoty obserwować Wbiegła do wody. Pomyślała o czasie, jaki miała nogi, stwierdziła, że nieco go przekroczyła. Możliwe, iż pradawny, podczas gdy ona trwała w nieświadomości, pilnował, aby przeżyła.
- Może nie taki diabeł straszny jak go malują… - zdjęła płaszcz i zanurkowała, ruszyła do domu.

Marielka:

Iskierka powróciła do rodziny, przeprosiła ich za to i z płaczem opowiedziała to, co jej się przydarzyło. Na nowo rozpoczęła zwyczajne życie bez przygód. Zakochała się w pewnym trytonie. Mieli wiele pięknych wspomnień, ale nie o tym będzie ta historia, która zaczyna się dopiero tu. Gdy rodzi się im córeczka. Początkowo nic nie wskazuje, że nie będzie zwykłą syreną. W miarę jak rosła okazywało się, że jest strasznie ciekawska i – co gorsza – niegrzeczna. Nienawidziła, gdy jej czegoś zakazywano, przysparzała wiele kłopotu rodzicom co nie znaczy, że ich nie kochała. Po prostu kusiło ją to, co nieznane. Podobnie jak matka posiadała nie najgorszy wygląd, potrafiła to nieźle wykorzystać. Dobrze wiedziała, że jeśli zrobi smutną minkę i słodkie oczka dostanie co chcę, bo dorosłym zmiękną serca. Bardzo szybko się uczyła i chciała wiedzieć więcej, a gdy tylko odkryła talent do magii ich dom coraz częściej wyglądał jak po pobojowisku a w kącie stała syrenka z miną niewiniątka twierdząca, iż to niechcący.

Pewnego dnia mała Mari, bo tak miała na imię, nie na żarty wystraszyła swych rodziców.
- Patrzcie, jakiej magicznej sztuczki się nauczyłam! To się nazywa nogi prawda? – zawołała, siedząc w bańce powietrza w ludzkiej postaci.
- Nie rób tak! – wystraszyła się Iskierka.
- Nie przesadzasz czasem z tą magią? – odrzekł groźnie ojciec.
- Ale spokojnie, wiem co i jak! – przeciągnęła się w bańce, przebijając ją paznokciami u nóg, natychmiast zmieniła się w syrenę – Dopracuje to! – uśmiechnęła się.
- Nie moja droga, od dziś zakaz czarowania!
- Kochanie, nie wiem, czy to… - matka próbowała wstawić się za córką.
- Nie! Koniec z tym. Jeszcze sobie cos zrobi, wiesz dobrze jaka jest.

Mała naturianka zdenerwowana popłynęła na swą ulubioną skałę za wioską. Czasem przesiadywała tam samotnie. Inne dzieciaki bały się jej, była inni i nigdy nie chciała iść za tłumem. Odstawała od reszty i nikomu to nie pasowało. Lecz Marielka się tym nie przejmowała. Nie miała ochoty marnować na smutki i żale życia, które zazwyczaj jest szare, dlatego trzeba mu nadać kolor, nie zawsze w legalny sposób. Jednakże skrycie marzyła o tym, by mieć przyjaciółkę. Nikomu się nie przyznawała, ale ktoś z kim mogłaby wyczyniać t wszystkie głupoty, wspaniałe, po prostu wspaniałe.

W każdym razie, na razie postanowiła doskonalić się bez wiedzy matki i ojca w rzucaniu zaklęć i robieniu baniek powietrza. Miała to przecież dopracować, a nie rzucała słów na wiatr. Bawiła się więc dziedziną wody i powietrza. Znała też inne arkany magii, lecz wolała je ukrywać, jak sama twierdziła jej tchórzliwi rodzice pewnie zeszliby przez to na zawał.

- To takie niezwykłe, czemu mi tego zabraniają, zakazy są dla tych głupich i nierozważnych, ja taka przecież nie jestem, tak myślę… Tak czy siak, oni przesadzają, uwielbiam to! Wystarczy, że pomyślę by coś powstało, a to się zjawi! Puff i jest! A może chodzi im o to, że stworze coś, czego później nie będę mogła zniknąć? Niby czemu nie? Zawsze jest sposób, właśnie, zawsze jest sposób by naprawić błąd i uniknąć śmierci. Śmierci… Ciekawe jak to wygląda, czemu inni się jej boją, to musi być ciekawe zostać piekielną istotą, aniołem albo nieumarłym… - rozmyślała dziewczyna, taką wiedzę posiadała od starego trytona mieszkającego na odludziu. Nieraz się do niego wymykała w nocy, by słuchać o świecie, podobnie jak jej matka chciała go poznać, tyle że ona się nie bała i twierdziła, że jest gotowa na wszystko.
- Drżyjcie złe stwory! Ja, Mari, jestem tu by was pokonać! A MACIE! – chwyciła długi kamień i udawała, że trzyma miecz, po chwili wybuchła śmiechem i wpadła w gąszcz wodorostów, nadal się śmiała. Nagle zauważyła jakiś blask. Ostrożnie podpłynęła, jej oczom ukazał się już dawno porzucony trójząb, o czym świadczyły porastające go glony.
- Niesamowite… - dotknęła delikatnie, co skutkowało tym iż broń zalśniła lekko. Dziewczyna wzięła w dech i pewnie chwyciła znalezisko. Musiała zamknąć oczy, ponieważ zaczął świecić jak słońce, na szczęście tylko chwilę – No ale co ja z tym zrobię? Jak tego użyć? Tyle pytań! Trzeba wypróbować. Hmm może tak!

Machnęła trójzębem, obserwując co się stanie. Zmienił się on w kose, ale tylko na sekundę jakby nie mógł. Dziewczyna stworzyła bańkę powietrza wokół swego skarbu, miała pewne przeczucie, że tak należy zrobić. Okazało się, że tak, gdy to nie miało kontaktu z wodą okazywało się kosą, ale za to jaką. Ostrze miało krwisto czerwoną barwę rażącą po oczach no i miało pokaźną wielkość. Syrenka wzięła broń z powrotem.
- CÓŻ ZA ZNALEZISKO! TRZEBA WYJŚĆ NA LĄD! Ale…rodzice – radość zniszczyła myśl o zakazach rodziców. Dodatkowo musiała to jakąś ukryć. Wyobraziła sobie, jak trójząb zmienia się w bransoletkę i zmienił się. Naturianka założyła ją na dłoń – Kocham czary – uśmiechnęła się.
Czas wracać do domu i zaplanować wypad na powierzchnię, choć w miarę legalny.

Początek przygód:

Mari usiłowała ubłagać rodziców, robiła to codziennie, uparcie prosząc i wciąż powtarzając, że jest starsza ni wcześniej, czas mijał nieubłaganie. Syrenka dorastała, stawała się coraz bardziej samodzielna, rodzice wiedzieli, że w końcu przestanie prosić i postawi na swoim. Dlatego pewnego dnia zgodzili się, dziewczyna wypłynęła natychmiast, śpieszyła się, musiała jak najszybciej zobaczyć świat. Tego chciała. Można by rzec, iż jej życie przypominało historię Iskierki, jednak tylko chwilowo, niebawem wszystko miało się zmienić.

Po jakimś czas wypłynęła na brzeg, na plażę tuż przy lesie. Bez trudu zmieniła postać na ludzką, szybko załapała jak chodzić, choć nadal robiła to nieco chwiejnie. Szła boso i nago po trawie, zapominając o braku ubrania. Cieszyła się powierzchnią.
- Tak nie wypada! – krzyknął drobny, cichy głosik z wyraźnym oburzeniem.
- Kto to?!
- Nie możesz tak chodzić kochaniutka – powiedziała osóbka o niewielkim wzroście ( około 40 cm ), unosiła się w powietrzu dzięki białym lśniącym w słońcu skrzydełkom.
- Czy ty jesteś… wróżką? – zachwyciła się syrenka.
- Tak jestem a ty co? Rybia wróżka? Czym jest to coś na twoich plecach? Skrzydła czy płetwy?
- To moje płetwy, taka cecha charakterystyczna w mojej rodzinie. Ależ ty maleńka!
- Ale przynajmniej ubrana! – poprawiła swoją spódniczką i bluzeczkę z liści z urażoną miną – trzeba ci coś znaleźć, usiądź i poczekaj! Nie ruszaj się stąd!
- Dobrze, dobrze – zachichotała syrenka widząc, iż jej rozmówczyni jest nieźle rozzłoszczona, a była taka mała, że to wprost urocze.
Po pewnym czasie oczekiwań przyleciała z jakimś ciemnozielonym materiałem i paskami z klamerkami. Dzięki ostremu, malutkiemu nożykowi pocięła to gdzieniegdzie i drobną igłą, którą miała w plecaku, coś zszywała. Mariela przyglądała się tej całej akcji.
- Gotowe! – otarła pot z czoła mała istotka - Załóż to szybko!
- Nawet cię nie prosiłam, dlaczego to zrobiłaś? – spytała zaciekawiona, zakładając strój, przyjrzała się w tafli wody – cudowne, wygląda tak nadzwyczajnie! – ucieszyła się.
- Ehh, jestem nieco nerwowa może, ale jak ktoś potrzebuje pomocy, nie przejdę obojętnie, miło że ci się podoba – odetchnęła skrzydlata.
- Musisz być bardzo miła, czemu jesteś tu całkiem sama?
- Kiedyś w wyniku walki magów, której się przyglądałam, coś się stało i bum! Jestem tu, sama, nie wiem gdzie, nie wiem co i jak… - posmutniała.
- Też jestem sama…tak jakby…może zechciałabyś mi towarzysz w podróżach i przygodach, które pragnę przeżyć – spytała nieco nieśmiało syrenka, miała wrażenie, że znalazła kogoś, kogo nazwie przyjaciółką, że jej marzenie z dzieciństwa się spełni.
-TAK! – zakrzyknęła wróżka ku zdziwieniu Mari. Podleciała do niej i uścisnęła ją, chwytając za szyję.
- Rety, nie spodziewałam się…
- jestem nieco inna niż…
- Niż wszyscy?
- Dokładnie!

Dziewczynom udało się znaleźć wspólny język. Wróżka przedstawiła się jako Lilia. Przekazała Marielce całą swą wiedzę o lądzie. Ale wciąż musiały się trzymać blisko wody. Rozmyślały nad tym, by jakoś razem możliwe stało się podróżowanie na lądzie i pod wodą. Syrenka szybko wpadła na pomysł wykorzystania magii wody i powietrza, by tworzyć bańkę powietrza, nauczyła tego Lilianne i teraz możliwym było razem pływać. Został jeszcze pobyt na powierzchni.
- Może jutro to obmyślimy, teraz wyśpijmy się, już ciemno – po tych słowach wróżka poszła spać na swe ulubione drzewo a syrenka pod wodę.

Ciężki czas:

Następnego dnia, gdy dziewczyna się zbudziła i wyszła na ląd, dostrzegł ją mężczyzna. Pokochał od pierwszego wejrzenia. Z początku co dzień przychodził i obserwował, później się ujawnił. Rozpoczęły się rozmowy. Syrenka niechętnie z nim rozmawiała, czuła do niego jakąś niechęć. On pragnął jej, wyznawał jej miłość, nieco zbyt szybko i odważnie. Tak nie miało być. Mari miała dość i zmusiła się do zadania ciosu szczerości. Czekała tylko aż się zjawi, wróżka kręciła głową i chciała, by jej przyjaciółka zrobiła to delikatniej, ale ta się uparła.

- Witaj piękna! – zakrzyknął mężczyzna, gdy ją ujrzał.
- Musimy porozmawiać… - powiedziała bez przywitania.
- Tak? – zdziwił się.
- Przykro mi, ale nie kocham cię i nigdy nie będziemy razem, daj mi spokój – powiedział sucho, bez emocji. Zaczęło się dziać coś dziwnego. W okolicach jego klatki piersiowej pojawiło się czerwone światło i niematerialny obraz serca. Dziewczyna nie rozumiała, za chwile miała się przekonać, o co chodzi. Mężczyzna osunął się na ziemie i już nie otworzył oczu mimo starań syrenki, która zrozumiała, że odziedziczyła ten dziwny dar po matce.
-Co się stało?! – spytała poddenerwowana wróżka.
- Zabiłam…
- Jak to…?
- Zabiłam. – Nie płakała, żadnych emocji, ale wewnątrz walczyła z burzą uczuć i powoli zapanowywała nad nią. Była twarda, nie chciała tego, to nie jej wina. Tłumaczyła sobie dla uspokojenia – oddalmy się z tego miejsca –w końcu odpowiedziała ze stoickim spokojem. Tak też dziewczyny zrobiły.

Zdecydowały udać się do domu Marieli. Czekała je tam nie miła niespodzianka, ale skąd mogły wiedzieć. Lilia płynęła czy też leciała pod wodą w swej bańce powietrza, którą nauczyła się tworzyć. Pierwszy raz widziała świat pod wodą i była zachwycona tak jak syrenka pierwszy raz na powierzchni, tutaj jej przyjaciółka z łuskami opowiedziała wszystko, co wiedziała. Pogawędka trwała całą drogę, a nawet trwałaby dłużej jednak gdy weszły do domu, dziewczyny ukazał im się przerażający widok. Zamordowana brutalnie Iskierka i jej mąż.

- KTO TO ZROBIŁ?! – krzyknęła wściekła syrenka ze łzami w oczach, nie miała zamiaru odpuścić sprawcy.
- Spokojnie… - próbowała ją uspokoić wróżka.
- NIE! ZABIJĘ SPRAWCÓW! DOSTANĄ TO, NA CO ZASŁUGUJĄ! – obrała kierunek i szybko płynęła naprzód, Lilianna cudem ją doganiała.
- Zwolnij…uff…nie daję…rady…puff – usiłowała mówić, nie poskutkowało jednakże zdarzyło się cośą innego co zatrzymało drugą naturiankę.

Niedaleko ze spokojem płynął tryton. Trzymał ostre narzędzie, właśnie je chciał schować gdzieś. Widać, iż rozglądał się za dogodnym miejscem. Marielka ujrzała dziwne, purpurowe światło otaczające mężczyznę.

- On zabił, wiem to… widzę – otworzyła szerzej oczy, jej dar odziedziczony przez matkę się uaktywniał coraz bardziej, zrozumiała to. Przemieniła bransoletkę w trójząb i ruszyła wprost na niego, wbijając ostrza swej broni prosto w jego plecy, dziurawiąc go na wylot. Wróżka zasłoniła usta, wystraszyła się. Mimo to postanowiła zostać z przyjaciółką.
- To nie…ja… ludzie…zapłacili…dużo – wypowiedział z trudem naturianin i odszedł.
- Ludzie… - Dziewczyna zmrużyła oczy, w tej chwili znienawidziła rasę ludzką.
- Mari… będzie dobrze, jakoś będzie – starała się ją pocieszyć skrzydlata.
- Lilian, wiem już, co muszę zrobić. Muszę oczyścić świat z morderców, trzeba ich wyeliminować, by nikt nie musiał cierpieć jak ja! Pozbędę się zła na tej ziemi! Jeszcze mnie popamiętają… zapamiętają swoją…Śmierć.

Wróżka widziała, jak jej przyjaciółka nieco oszalała, choć przyznała, że może to jest jakiś sposób. Sama skrywała pewien sekret, nie była aniołkiem o czystym sumieniu. Jednak wolała przełożyć to na inny czas. Teraz nie był odpowiedni na ujawnienie tajemnic przeszłości.

Minęło trochę czasu, syrenka często wychodziła na ląd i nauczyła się nowej sztuczki magicznej, by pozostać dłużej na lądzie. Podobnie jak pod wodą tworzyła bańki powietrza, tu tworzyła całkiem odwrotne. Spędzała w takiej bańce jakiś czas w, by potem móc dalej podróżować. Dowiedziała się o sekretach skrzydlatej i przyjęła to dość spokojnie. Uznała, że Lili zrehabilituje się poprzez pomoc w oczyszczeniu świata.
I tak też toczy się jej życie, wiecznie w podróży, oddana swemu celu zabija tych złych.

Dane gracza: Mari

Nazwa użytkownika:
Mari
Ranga:
Szukający drogi
Nagrody:
Obrazek
Inne Postacie:
Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Xenja, Yrin, Zira,
Martwe postacie:
Uwagi administracji:
Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Status:
OFFLINE
Wiek:
19
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
N paź 18, 2015 12:05 am
Ostatnia wizyta:
Cz sie 10, 2017 3:18 pm
Liczba postów:
32 | Znajdź posty użytkownika
(0.04% wszystkich postów / 0.03 posty dziennie)
Ostatni post:
Miasto, ach miasto!
Cz kwi 26, 2018 5:47 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Wodospady
(Posty: 20 / 62.50% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Kotek i rybka
(Posty: 20 / 62.50% postów użytkownika)
cron