Profil użytkownika Francine

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Francine Lou de Bree
Rasa: Nemorianka
Wiek: 21


Aura

Niezbyt silna jeszcze emanacja wprost zachwyca swym bogatym kolorytem. Niegdyś silnie platynowa, przeplatana licznymi cynkowymi pasmami teraz mieni się w złocistym odcieniu, na którym widnieją srebrne coraz bardziej rozłożyste plamy. Dawne barwy skutecznie zasłaniają cynowe łaty, choć można by przysiąc, iż te stare już niewidoczne niemal, falowane pasma starają się ponownie wybić. Rubinowa poświata, swym groźnym blaskiem może lekko niepokoić. Niesie ze sobą przyjemna harmonijną melodię, przechodzącą z jednego tonu w drugi. Podczas delektowania się tym pojawiają się dźwięki, dziwne, trudne do określenia, takie, których jeszcze nikomu nie było dane słyszeć. Towarzyszy im obecność czegoś obcego, wywołuję to szereg obaw i odwraca uwagę od delikatnych trzasków płomieni. Aura wydziela różne zapachy, niemożliwe do porównania z żadnym ze znanych, chyba że jest się demonem. Powłoka, choć nie wygląda, okazuje się nawet twarda, dodatkowo popisuje się swą elastycznością, tylko czekając na ofiarę, która nadzieje się na ostre brzegi, skuszona miła aksamitnością. Lepi się nieznośnie i skleja wargi, choć można wyczuć jakiś ślad czegoś suchego. Szybko jednak pikantny, palący w język posmak odwraca od tego uwagę. Na koniec zaś paradoksalnie zdaje się, iż pozostała tylko przyjemna łagodność.


Wygląd

Francine jest specyficzną mieszanką pod każdym względem, także i w kwestii urody. Jej blada skóra i żywo zielony kolor oczu nie odbiega od norm typowej Nemorianki. Natura obdarowała ją również w gęste i grube włosy w kolorze kruczych piór. Są niebywale nieposłuszne i niesforne, a to wszystko dzięki swojej zadziwiającej lekkości. Uniesione na wietrze czy też zanurzone w wodzie, kreują obraz utęsknionej otchłani. A mimo to, wielu nie skojarzy ją z rodowitą rasą. Ma w sobie bowiem coś egzotycznego. Wskazać może na to jej akcent, który w charakterystyczny sposób zaznacza między innymi litery „r” czy też „h”. Na dziewczęcej twarzy, z biegiem lat, ujawniły się wyraźne kości policzkowe. Nieco pociągła twarz przyozdobiona została o ostro zakończone uszy, jakby skalana rodem elfów. Pełne usta nadają jej kobiecości i dojrzałości, a gęste brwi nadal ujawniają młodzieńczy charakter. Jest nieco niższa od typowych rówieśniczek, aczkolwiek nie odbiera wybitnie od normy. Można by rzec – średniej wielkości ludzka kobieta (czyli ok 172 cm). Jest szczupła i nie może pochwalić się wybitnymi gabarytami kobiecości, co nie oznacza, że należy do całkiem ubogich. Zwykła, przeciętna, takimi słowami należałoby ją określić. Nosi się zależnie od sytuacji, chociaż, jak na prawdziwą Nemoriankę przystało, uwielbia sygnety, duże zdobienia widoczne dla oka, a także suknie ujawniające jej arystokratyczne pochodzenie. Posiada jeszcze jeden mankament… Ubrana w męski strój, zabandażowana gdzie trzeba, wielokrotnie jest brana za młodzieńca. Nie jest zbyt zadowolona z tego faktu, aczkolwiek zdarza się jej te cechę wykorzystywać.


Charakter

Jest zdecydowanie indywidualistką. Typowa egoistka, która wyraża się pogardliwie na temat reszty ras. Wysławia się i często gestykuluje niczym arystokratka z krwi i kości. Wydawałoby się „urodzona Nemorianka”, ale to stwierdzenie grubo odbiega od jej charakteru. Niestety, świat poza Otchłanią bezlitośnie ją przetrzepał, a w tym wszystkim wziął także udział zrzędliwy elfi mag. Łatwo wzburzyć te czarną burzę mającą własne zdanie. Niemożliwie uparta i upierdliwa. Nigdy nie ustąpi i też nigdy nie zgadza się ze zdaniem drugiej osoby z pewnymi wyjątkami. Są nimi nemorianie lub też, ewentualnie, jej Opiekun. Wszystko to tworzy nietuzinkową mieszaninę. Bywa łatwa do przewidzenia, ale także potrafi zaskoczyć swoją impulsywnością, a czasem nawet i opanowaniem… Ostatnią cechę wykreowała w sobie w nie aż tak odległym czasie. Świeżo zakończyła swój okres buntu i dojrzewania więc trudno jej jeszcze się odnaleźć. W swojej porywczości i gwałtowności stara się myśleć racjonalnie. Kłóci się często, chociaż z drugiej strony widzi kompletny bezsens w wymianie zdań z kimś poza jej rasy. Za wszelką cenę próbuje trafić do swojej ojczyzny i tam się zasiedlić. Wie co zrobić by tego dokonać. Pragnie posiąść wszelkie tajniki magii bez względu na cenę. Szczególnie tej demonicznej. To niestety, bądź i stety, zapędziło Francine w skrajny perfekcjonizm. Uwielbia uczucie władzy i kontroli nad tym co zdaje się być nie do opanowania. Lou należy również kojarzyć z wolnym ptakiem, bo taka właśnie jest. Wolna i beztroska.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Odporny,
Zwinność:Niezwykle zręczny, Precyzyjny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Pozbawiony smaku, Wyczulony na magię,
Umysł:Bystry, Ineligentny, Silna wola,
Prezencja:Ładny, Godny,

Cechy specjalne

Regeneracja [D]
Teleportacja [D]Potrafi się przenieść na niewielkie odległości (około 2000 stóp), chociaż zdarza się jej przekroczyć nawet swój własny limit. Im dalej się teleportuje tym doznaje większych skutków ubocznych, jak chociażby krew z nosa, wymioty, odczucia jak przy potężnym kacu itp.
Cechy rasowe [Z]wynika z przynależności do rasy.

Umiejętności

Wiedza o światach [P]
Demonologia [P]
Bestiologia [O]
Anatomia [P]
Medycyna [P]
Zielarstwo [P]
Alchemia [P]
Odnajdywanie źródeł magii [P]
Czytanie/Pisanie/ Kaligrafia [W]
Etykieta [P]
Rytualizm [O]
Jubilerstwo [W]
Walka bronią białą [W] rapierem lub szpadą
Recytacja [O]
Bajkoznawstwo [O] W tym legendy, opowieści, przypowiednie, wiersze
Targowanie się [O]
Poliglotyzm [O] ojczysty, wspólna mowa, w ciągu kilku lat uczy się również i doskonali wciąż elficki

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Porządku [U]
Demonów [U]
Ognia [N]

Magiczne przedmioty

Kręty kolczyk [ZAC]Iindustrial wykonany na prawym uchu dziewczyny przez napotkaną wieszczkę. Wykonany z czystego srebra o filigranowym, delikatnym krętym kształcie. Jego zadanie jest proste, ukrywa prawidłową aurę Francine. Przedstawia ją jako ludzką kobietę z nutką elfiej krwi w sobie.
Przeklęty sztylet [ZAK]Niezbyt urodziwy sztylet, głównie dlatego, że wygląda jak stary rupieć. Dawno minęły jego lata świetności, co widać jest po wyszczerbionych końcach oraz samo fakcie jest on złamany ukośnie w połowie. Rękojeść broni ozdobiona jest wypukłościami przypominającymi przeplatany sznur, ma bowiem wyrzeźbione odpowiednio wgłębienia, które śmiało można z tym skojarzyć. Ozdabia go również rubinowe oko spoglądającego na swoje właściciela. Co robi? Właściwie Franicne nie ma zielonego pojęcia. Wzięła go ze sobą w podróż, ponieważ do niej gadał. Tak, dokładnie. Przemawiał do niej kuszący głos obiecujący, że pomoże jej wrócić do Otchłani o ile ona go uwolni. Tyle o jego historii jest wiadomo Lou. Zaklęta dusza, która może jej dać wszystko w zamian za własną wolność.

Towarzysz


Historia

Był to dzień jej urodzin. I był on wyjątkowy, bowiem tego dnia zyskać miała sygnet przyozdobiony o szmaragdowy kamień. Idealnie wyrzeźbiony, okrągły kształt o wielu załamaniach, które pozostawiały po sobie wzniosły blask.
Tego dnia skrupulatnie się przygotowała. Elegancko upięte dwa kosmki włosów, z lewej i z prawej strony, połączone czarną broszą kreującą motyla. Jej obsydianowa barwa odznaczała się milionami połysków, zatopionych w czarnej gęścinie zakręconych kosmków. Obszyta w koronki, beżowa sukienka, charakteryzowała się łódkowym wycięciem, dzięki czemu odsłaniała ramiona. Sięgała niemalże ziemi, ujawniając pasujące do palety barw trzewiki. Stukała nimi cicho po kamiennej posadzce, chociaż bardzo musiała panować nad swoim zdenerwowaniem. Mimo bardzo młodego wieku, upięła szampańskie klipsy, a wokół jej szyi piętrzył się złoty naszyjnik.
Powtarzała wyuczone maniery, tak aby wszystko przebiegło zgodnie z planem. Chociaż jako dziecko, trudno było powiedzieć aby miała wielkie plany. Wszystko organizowały służące, wynajęci pracownicy, a główną pieczę sprawowali oczywiście rodzice. Ale ona już miała wyznaczone obowiązki. Uszykować się, zachować, spełnić wymagania swoje i podopiecznych. Nikogo nie zawieść. Naciągnęła jeszcze czarne rękawiczki, również uszyte z koronki i wówczas usłyszała tłukące się talerze.
Wpierw ogarnęła ją złość, tak wielka, że na dziecięcej twarzy ujawniły się zaczerwienienia. Swoim zdecydowanym krokiem wyszła z bogatego pokoiku o baldachimowym łożu i lustrze na osobnych, złotych nóżkach. Postawiła kilka zbyt głośnych kroków i szybko się poprawiła. Kazano jej przeco zachować umiar! Tłukące się talerze zamieniły się jednak w krzyki. Dziewczynka na chwilę przystanęła, tuż przed potężnymi drzwiami prowadzących do kuchni. Usłyszała swoją matkę a także ojca. W oczach dziewczynki ujawniło się przerażenie i nie wiedząc nawet skąd, wiedziała, że musi uciekać. Nie zdążyła. Dębowe wejście niemalże zostało wyważone. Szybko uchwycili ją za drobne ramię, ale płakać zaczęła dopiero w tedy gdy ujrzała rozpacz matki. Pamięta wszystko jak przez mgłę. Czuła nadchodzący rozpad, strach, chaos i samotność. Krzyki, trzaskający ogień i upadające talerze. A w tym wszystko ono. Echo rozdartej do krzty rozpaczy matki „Francine uciekaj! Uciekaj, kochanie, uciekaj!”.
Ustała. Spojrzała w bok. Kojarzy buchające ciepło, niestały, buczący dźwięk, a także dziwaczne kształty zarysowane w powietrzu. Wszystko na chwilę stanęło w czasie, w nieskazitelnej ciszy tworzącą zawiesinę. Płynnym ruchem wyślizgnęła rękę z uścisku i wskoczyła. Wskoczyła do portalu utworzonego przez nieznajomych. Uciekła.


***
Wpadła z niebywałą siłą do dziwacznej cieczy z donośnym chluśnięciem. Wystraszyła się i krzyknęła. Wyłoniła upadając na dziwnie wilgotną i granulowaną ziemię obrośniętą zielonymi pasmami. Przygarnęła ręce do siebie, rozejrzała się po okolicy. Dyszała ciężko, a dziecięce wielkie oczy przepełnione były strachem. Dziwne istoty zerwały się z wysokich drzew, co spowodowało jej kolejny upadek. W końcu, po dłuższej ciszy, opanowała się. Po jeszcze dłuższym czasie wstała zmarznięta i mokra. Szła bardzo powoli, wręcz w żółwim tempie sprawdzając za każdym razem grunt pod nogami. Ujęła szarą bryłę w dłonie o ostrym zarysie, obawiając się nie tylko otoczenia, ale także samookaleczenia. Szła niesamowicie długo, ale wokół tylko szumiało i kołysało sufitem uplecionym z koron drzew. Szybka, lekka i ruda istota przebiegła wzdłuż drzewa. Krzyknęła, rąbnęła kamieniem. To była jej pierwsza ubita wiewiórka.


***
Z czasem znalazła miasto. Bała się, gubiła, zaciągała nosem, ale nie rozryczała się ani razu na dobre. Płakała po kątach bądź też powstrzymywała spływające łzy. Z czasem dowiedziała się nieco więcej o świecie, do którego trafiła. O jego dobroci, ale przede wszystkim, o jego złu. Dużo cierpiała. Już na samym początku za marny grosz oddała złoty naszyjnik, a o oszustwie dowiedziała się niedługo później. Broszkę uhandlowała już za wyższą cenę. Przyjęli ją do domu dziecka, w którym lepiej nie było. Wykorzystywali dzieci na wszelakie sposoby, ale nie Francine. Ona gdy tylko nabrała sił, uciekła.


***
Tułała się od domu do domu, nigdzie nie zagrzewając dłużej miejsca. Czuła obrzydzenie i pogardę wobec wszystkich napotkanych istot. Mama zawsze jej opowiadała o dziwożonach, niskich grubasach, a także wielu innych legendarnych istotach, które teraz ziściły się na jej oczach. Wiele cech do nich pasowało, bowiem np. niskie grubasy często klęły i bekały, grzebali w nosach i drapały się po nieodpowiednich miejscach. Z czasem dowiedziała się, że była to mowa o krasnoludach.
Między tymi opowieściami usłyszała o istotach przewyższających umysły wszystkich mieszkańców tej krainy. Istotach, które dawały możliwość powrotu do Otchłani. Opowieści o magach i czarodziejkach.


***
Trafiła tam już nieco starsza. Dorobiła się z czasem na podróż swojego życia dzięki wyrobie biżuterii, zbierając jakieś dziwaczne rośliny, ale nigdy nie pozwoliła sobie nikomu służyć. Wiatr hulał i szarpał nią na prawo i lewo. Śnieg, na zmianę to z gradem i deszczem, smagał ją po twarzy. Dziw, od małego charakteryzowała się niebywałą odpornością. Była w stanie przetrwać wszystko i tułać się bez końca, uparcie walcząc o swoje. Grad ją jednak denerwował. Odbijające się ostre kulki napędzane wiatrem i uderzające w te same miejsca, z czasem wytwarzały siniaki. Schowała się w powozie. Zebrała się z grupą szlachciców. Sama do teraz nie pamięta gdzie się wybierali, ani po co, ale mało ją to z resztą interesowało. Robili to zawsze w wyliczonych odstępach czasu i szczęście chciało, że usłyszała o tym sama Francine. Podróż była długa i nieznośna. Nieznośnie przedłużająca się. W końcu jednak dotarła.
Zamczysko o gabarytach, których nie było sobie w stanie wyobrazić nawet ośmioletnia dziewczynka. To właśnie tu był jej przystanek. Zapukała, nawet ktoś wyjrzał przez szparę w drzwiach. Gość z początku nic nie widział i zasunął dziurę zardzewiałym metalem, ale Francine nie miała zamiaru się poddawać. Mimo odzewu z jej strony nie chcieli wpuścić czarnowłosej.
Podróż i cel zakończyła się nieszczęściem. W twierdzy magów nikt nie chciał przyjąć dziewczynki. Również nie mieli zamiaru niańczych dzieciucha sieroty, bez opłat, całkiem za darmo, kolejna gęba do wykarmienia. Nie mieli dla niej litości. Wyrzucili ją na zbity pysk, gdy próbowała się wkraść. W tedy pierwszy raz się popłakała.
Usiadła okrakiem na śniegu, pod murem i długo płakała. Sroga zima opanowała swój szaleńczy koncert pozostawiając puste i przejrzyste niebo, ale to nie pocieszało Lou. W tedy znienawidziła ten świat jeszcze bardziej.


***
Powrót był dla niej ciężki. Wydała mnóstwo pieniędzy i teraz nie miała przy sobie nic. Złamanego grosza. Czekała aż wreszcie nadejdą cieplejsze dni by nie obawiać się o głód i brak dachu nad głową. Dni mijały jej równie nieubłagalnie długo, co sama podróż życia.


***
Była już wiosna. Francine mogła liczyć na więcej jedzenia, a także postarała się o nowe odzienie. I było ono… Męskie. W końcu chłopców zawszę chętniej przyjmują w razie niepomyślne przebiegającego planu. Miała na sobie kremową koszulę z kołnierzykiem, białe rajstopy i ciemnobrązowe spodnie na szelkach. Czarne buciki jedynie mogły zdradzić jej dziewczęcy wyraz, ale na nie nikt nie zwracał uwagi. Ukryła gęste i długie włosy pod berecikiem, a na plecy zarzuciła małą torbę.
Teraz już nie wierzyła, że kiedykolwiek powróci do swojego świata. Wciąż czuła żal i gniew, ale powoli dostosowywała się do Alarnii, bo tak właśnie nazywało się to miejsce. Nie zbierała na podróż życia, ani także nie liczyła na nowy dom, którego z resztą nie chciała. Nie potrafiła…Po prostu nie potrafiła pogodzić się z istotami żyjącymi tutaj. Gorszymi, nędznymi… Takimi, którzy ją tak poniżyli. Nie chciała mieć z nimi nic wspólnego, byli obrzydliwi, wstrętni i głupi!
W tym czasie spotkała dziwaczną kobietę. Nazywali ją wieszczką. Mieszkała w fikuśnym namiocie utworzonym z kolorowych szat, pasm oraz ozdobiony o cerowane łaty. Francine niepewnie weszła do środka. Pachniało tam kadzidłami, dziwnymi ziołami. Posiadała mnóstwo figurek oraz zwisających kryształków. Dziewczynka uniosła brew, nie rozumiejąc czego chce od niej nieznajoma.
Dym buchnął jej w twarz. Francine potrząsnęła głową, była oburzona i z obrzydzeniem spojrzała na kobietę. Chciała wyjść, ale przed oczami czarnowłosej pojawiły się dziwne obrazy. Słyszała tajemnicze głosy, które jednak wstrzymały ją na chwilę. „Nie chcesz być z nimi… Nie chce stać się nimi. Doskonale to rozumiem… Ale oni wiedzą… Wszyscy wiedzą kim jesteś. A może znajdą Cię? Ci…Ci, którzy odebrali Ci wszystko…” na te słowa dziewczynka cicho jęknęła. Spojrzała jeszcze raz w stronę mgły. Tworzyła znajome obrazy przeszłości, choć niewyraźne i niemalże bezkształtne. Francine rozumiała o co chodzi kobiecie. „Możesz to ukryć, wystarczy tylko jeden kolczyk… Ukryj przed nimi swoją inność. Przyjdą inni…Zrobią to samo. Taki niestety jest świat…” wieszczka objęła dziewczynkę i przygarnęła do siebie. Wówczas dorobiła się przedmiotu, industrialu na prawym uchu, który kryje prawdziwą tożsamość przed czytelnikami aur.
Otrzepała białe rajstopki. Chciała wyglądać elegancko i nonszalancko, nie jak zwykły dzieciak z ulicy. Pobiegła w stronę zajazdu kupców. To właśnie tutaj po ciężkim dniu pracy, wszyscy układali towar na wóz. Chciała skryć się w jednym z nich by rankiem ruszyć do kolejnego miasta. Nie wiedziała, że wybrała podróż życia.


***
Powóz gwałtownie stanął, jakaś broń sążnie przywaliła Francine w głowę. Zacisnęła zęby by nie jęknąć. Przytrzymała dłoń w miejscu bólu, miała ochotę przekląć pod nosem, ale bardziej bała się wyrzucenia z powozu.
Usłyszała kilka głosów. Jeden z nich był nieznajomy. Z początku nie przejęła się groźbami, słyszała tylko jak ostrza wyjmowane są z pochwy, ale nie było żadnych cięć, szczęku napotkanych metali. Bronie upadały same i wówczas dziewczynka przestraszyła się. Chciała uciec, jak najszybciej, niezauważalnie w odpowiednim momencie. Próbowała przebrnąć się przez bronie, ale one stały się niezwykłym torem przeszkód. Nie spodziewała się takiego szybkiego obrotu akcji.
Karawana buchnęła istnym ogniem. Francine krzyknęła, odepchnęła kilka mieczy i łuków, ostro się raniąc. Czuła jak gorące powietrze bucha jej w twarz. Wyskoczyła poraniona od ostrzy i grotów. Spojrzała w stronę swojego oprawcy. Przechwycił jej wzrok. Widziała oczy płonące w pomarańczy i złocie. Były charakterystycznie wygięte i bardzo wyraźne, ale ona nie miała zamiaru trwać w tym bez końca. Łzy zebrały się jej do kącika oczu, z bólu i cierpienia. Wybiła się by na nowo zacząć bieg, gdy nagle zawisła w powietrzu.
Jeszcze raz spojrzała na wysoką istotę. Miał szpiczaste uszy i dokładnie wymalowane rysy twarzy, chciała uciec. Szarpnęła się, plecaczek spadł uwalniając dziewczynkę, ale szybko ponownie ją przechwycił. Nie miała szans. Nie miała szans z istotą, która przemieniła ciało kupca w proch, która spaliła powóz. Nie odpowiedziała na pytanie elfa.
-Zostaw! Zostaw mnie! Puuuszczaj! –krzyczała, nawet go ugryzła, ale ciało odmówiło posłuszeństwa. Rany i upływająca krew sprawiła, że bezwładnie opadła w jego ramionach.


***
Długo nie odzywała się do, jak to pozwoliła sobie go nazwać w myślach, „ podpalacza”. Siedziała obrażona całymi dniami. Patrzyła na niego złowrogim spojrzeniem, niemalże miażdżącym. Nie wykrztusiła z siebie żadnego słowa. Pozwoliła się jedynie leczyć z ran, zmieniać bandaże porozumiewając się z elfem za pomocą pojedynczych burknięć lub mniej, czy też bardziej, niezadowoloną mimiką twarzy. Trzeba było przyznać, że dziewczynka była harda.
W międzyczasie powoli przyzwyczajała się do lasu. Szczerze nie lubiła tego miejsca, jak każdego innego w Alarnii, chociaż…Musiała przyznać, wyróżniało się ono od reszty. Było w nim coś specyficznego… Z początku nie czuła się w nim bezpiecznie. Nieznana emanacja unosiła się w powietrzu. Nie spała po nocach, co szybko dało się zauważyć po jej podkrążonych oczach. Ciało jednak się zbuntowało i omdlenie skutecznie wprowadziło ją w sen.
Postanowiła więc uciec bezpowrotnie spod opieki elfa. Nietrudno było jej to zrobić, być może sam Opiekun wiedział o postanowieniu dziewczynki. Lou dotarła do miasteczka wypełnionego straganami oraz, jak się później okazało, czarnym rynkiem. Mała Francine jednak jeszcze tego nie rozumiała. Jedno ze stanowisk było zawalone księgami, notatkami i stertą mniejszych opowiadań. Zbliżyła się do nich i to co zobaczyła…
Małą książeczkę z bordowym obramowaniem, a na środku charakterystyczny rysunek. Na kartkach zaś opisane baśnie ze świata Otchłani. Lou nie mogła uwierzyć w to co widzi. Przetarła oczy, a usta wciąż tkwiły w rozwarciu. Dłonią delikatnie przetarła okładkę, jakby chciała zetrzeć z niej kurz.
Rozejrzała się po okolicy. Wokół panował niewyobrażalny chaos spowodowany panującą tłocznią postaci. Przytuliła książkę do siebie. Bardzo mocno, po czym schowała do torby. Przerzuciła worek na plecy i pobiegła ile sił w nogach do lasu.

Stanęła przed nim przyjmując zdecydowaną postawę. Zmarszczyła ostro brwi. Wyglądało to na swój sposób dość uroczo i zabawnie, z drugiej strony nie można było zignorować tak bezczelnego zachowania ze strony Francine. Wskazała na niego palcem.
-Ty…-powiedziała twardym głosem- Podpaliłeś wóz, ale las nie płonął. Mnie też ogień nie poparzył.-zauważyła, po czym dłonie dziewczynki powędrowały wzdłuż ciała. Była bardzo napięta i zdenerwowana, obawiała się, że plan się nie uda.- Umiesz czarować. –oczy Lou płonęły istną zielenią. W środku panowała szaleńcza burza, nie przyjmowała odmowy. Oj, nie przyjmowała… -Masz mnie nauczyć czarować!
Zgodził się…!


***
Wówczas zaczęła się nowa część życia Francine. Podpalacz okazał się posiadać imię, Fallon Dir Nevaelah i był Opiekunem leśnym kniei. Nigdy nie opuszczał lasu i nigdy nie przyznał się dlaczego, ale nemoriance było to na rękę. Wymykała się co jakiś czas kradnąc książki z owego straganu, ale zawsze zwracała je na miejsce. W końcu sam kupiec odkrył małego złodziejaszka. Widząc jednak pozorną uczciwość dzieciaka, nigdy nie martwił się, że księgą odejdzie bezpowrotnie. Później odkryła, że mężczyzną zajmuję się czarnym rynkiem… I tego właśnie potrzebowała.
Fallon przekazywał dziewczynie dużą wiedzę. Uczyła się od niego w miarę chętnie… Z wieloma kłótniami, uporami. Tak naprawdę nauka szła jej bardzo opornie, nie dlatego, że miała mało chłonny umysł. Nienawidziła słuchać racji kogoś kto nie był nemorianinem. Z drugiej strony wiedziała, że musi to robić by wrócić do domu.
Jej cel był prosty i jasny. Miała narzędzia i nauczyciela, musiała to dobrze wykorzystać, dlatego nauczyła się słuchać elfa. W momencie przełamania się było już znacznie lepiej między dwojgiem, dzięki czemu nabyła nowych umiejętności.
To jednak nie wystarczało Francine…
Przyszedł też dzień, w którym podopieczna poczęła podpytywać się o magię mroczniejszą niż ognia czy porządku. Z początku dyskretnie podpytywała się o poszczególne zjawiska, ale czujny nauczyciel nigdy nie wdrążał się w temat. Zirytowana zachowaniem Fallona, wybuchła. Spytała wprost o magię demonów, czy zna jej tajniki, ale ten tylko na nią spojrzał i odwrócił wzrok nic nie odpowiadając. Wściekła Francine prychnęła i wycofała się.
Wówczas przypomniała sobie o kupcu i jego książkach. To właśnie z nich czerpała tajemną wiedzę, po kryjomu uczyła się magii demonów. Z drugiej strony przyznawała się do podróży poza obrębami lasu. Wędrowała do miasta po nowe ubrania, wciąż zachwycała się biżuterią, sama ją tworzyła, a do tego potrzebowała odpowiedniego ekwipunku. Także przynosiła książki. Kilka nawet dla swojego Opiekuna by nie zanudził się między pniami i, jak to mówiła Lou, „Byś nie zamienił się w próchno od tego czuwania”. Również przypomniała sobie lata wczesnego dzieciństwa, gdzie uczono jej szermierki z użyciem rapiera czy szpadli. Tak więc sprowadziła do lasu broń. Ćwiczyła ruchy nad strumieniami, na pniach. Długo walczyła z Fallonem o możliwość treningów, ale zażarcie ze strony dziewczyny w końcu wygrało. Skazany został na leczenie drzew po każdych ćwiczeniach dziewczyny, chociaż czasem i ona wykonywała prowizorycznych przeciwników ze słony, którą przywoziły karawany chcące przebić się przez las. Często i tak, żaden wóz nie przejeżdżał przez owe ścieżki, ale Francine mało to interesowało.
I tak trwają aż do dziś… Lecz Francine pragnie zmienić swoje „dziś”…


***
Francine została zmuszona opuścić las, w którym mieszkała tyle lat… Zrobił to tłum mieszkańców z sąsiednich wsi, który miał zamiar ją stamtąd wykurzyć poprzez prawdopodobnie palenie drzew. Jednak demonice z przypadku wyprzedziła fakty, gdy udała się do wioski. Widziała dziki szał w tłumie - pochodnie, widły i innej maści ala bronie malowały się na tle domostw. W tym szaleństwie odnalazła znajomego jej Baldricka, kupca i mistrza czarnego rynku. Po krótce wyjaśnił sytuację Lou i przyznał do wysłanej wiadomości, którą przywiązał do pogonionej… świni. Oczywiście, że Francine popatrzyła na niego z istną kpiną, lecz to nie zaważyło na powadze sytuacji. Jeżeli chciała ocalić las musiała się z niego wynieść. Z ciężkim sercem, do którego nie przyznawała się nawet sama przed sobą, opuściła tereny bez słowa wyjaśnienia i ruszyła przed siebie. Nie w taki sposób wyobrażała sobie ostatnie godziny u boku Fallona… On leżał nieprzytomny i ranny, pozostawiony z ułożonymi perfekcyjnie ziołami na stole, a ona ostatni spacer przemierzyła sama odszukując w rzece przeklęty sztylet, który gadał do niej uparcie od jakiegoś czasu… Tak oto Francine zmienia swoje „dziś”.

Dane gracza: Francine

Nazwa użytkownika:
Francine
Ranga:
Szukający drogi
Inne Postacie:
Frigg, Niviandi, Deithwen, Kvaser, Kavika, Wiladye, Shantti,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Śr wrz 09, 2015 9:02 pm
Ostatnia wizyta:
So wrz 02, 2017 7:23 pm
Liczba postów:
44 | Znajdź posty użytkownika
(0.06% wszystkich postów / 0.06 posty dziennie)
Ostatni post:
[Nad Błyszczącym Jeziorem]Demon, Anioł no i Diabeł.
Śr wrz 20, 2017 9:59 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Równina Maurat
(Posty: 18 / 40.91% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Las na krańcu równiny] Zakamarki serca
(Posty: 18 / 40.91% postów użytkownika)
cron