Profil użytkownika Rheia

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Rheia
Rasa: człowiek
Wiek: 20


Aura

Średniej siły emanacja przyodziana jest głównie w żelazny kolor mieszający się czasem z błyszczącą złotą barwą. Gdzieniegdzie widnieją także cynowe pasma wijące się niezbyt równo po całej powłoce. Bije od niej przyjemny bursztynowy blask. Wydziela zapach ludzkiego potu, po chwili można wyczuć również delikatną woń suszonych ziół. Powierzchnia jest całkiem twarda, jednakże nie na tyle, by nie dało się jej złamać. Ucieka przed dotykiem, wyginając się na różne strony, przy okazji prezentując swą elastyczność. Posiada niezwykle ostre brzegi, na które trzeba bardzo uważać, jeśli nie chce się poważnie skaleczyć. Mimo tego aura charakteryzuję się także kuszącą gładkością. W smaku delikatnie lepi się do podniebienia i zostawia gorzki posmak.


Wygląd

Nie za wysoka, nie za niska, za to bardzo chuda. Nie wyróżnia się niezwykłą urodą, jest raczej całkiem przeciętna, to nie osoba, za którą mężczyźni oglądają się na ulicy. Skóra blada, wpadająca w dziwną szarość, dłonie zniszczone. Jedyną rzeczą, która rzuca się w oczy, są jej rude włosy, zazwyczaj rozpuszczone, czasami jednak związane w warkocz. Czasami też można u niej dostrzec taki błysk w zielonych oczach... Nieco groźny, może przyprawiający o dreszcze. No i ta blizna, blizna po ranie, którą ktoś musiał bardzo pilnie pielęgnować, skoro zabliźniła się nie oszpecając dziewczyny. Teraz tylko srebrny ślad przecina jej lewy policzek i górną wargę.
Chodzi ubrana w białą koszulę, zawsze rozpiętą pod szyją, dzięki czemu widać jej brudnosrebrny amulet, do tego ma czarny gorset i zazwyczaj czarne spodnie, nieco niedbale włożone w ciężkie, myśliwskie buty. Za luźno wiszącym pasem trzyma miecz w prostej, zniszczonej czasem i przygodami pochwie. Jako okrycie nosi czarny płaszcz ze sprzączkami koloru srebra. Zbyt długie rękawy ma zawsze podwinięte. Na głowie ma muszkieterski, czarny kapelusz, dość zniszczony, dziurawy i poprzecierany, z dużymi białymi piórami za paskiem. W podróży nosi plecak, nie wyglądający wcale lepiej niż kapelusz czy pochwa miecza.
Twardo stąpa po ziemi, porusza się bardzo pewnie i tak samo mówi. Ma wiele do opowiedzenia. Ciężko ją przekonać, żeby zaczęła mówić, ale gdy już raz rzeczywiście zacznie, mówi spokojnie i z pasją na wszystkie tematy, które jej nie dotyczą - tylko na swój temat milczy jak zaklęta.


Charakter

- Jak masz na imię?
- Rheia.
- Kim jesteś?
Tym razem tylko kpiący uśmiech wykwitł na jej twarzy. Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę ruin drewnianej chaty. Znalazła trochę miejsca pod resztkami dachu, zdjęła plecak i zaczęła przygotowywać się do snu.
- Zawsze jesteś taka małomówna?
- A o czym mam ci mówić?
- O sobie.
- Tak, w takim razie zawsze.
- Pozwól więc, że ja cię określę w kilku słowach.
- Rób, co chcesz.
- Jesteś tajemnicza.
- A to rzeczywiście odkrywcze spostrzeżenie.
- Oschła, przy tym pewna siebie. Podejmujesz decyzje bez żadnego problemu i szybko, jeżeli jest to potrzebne. Niby niczego się nie boisz, ale zaciskasz zęby mocniej, gdy widzisz krew, nawet jeśli nie jest twoja. Co nie zmienia faktu, że opanowujesz się z łatwością i szybko znajdujesz rozwiązanie sytuacji.
- To wszystko? Niewiele masz spostrzeżeń jak na pół dnia, które ze mną spędziłeś.
- Ale czy nie są bardzo trafne?
Znowu ten uśmiech. Z nim na twarzy położyła się na ziemi i zamknęła oczy.
"Trafne" - pomyślała mimowolnie. - "Jest spostrzegawczy, jeśli zauważył, że nie lubię widoku krwi. Ale przecież nie wie o mnie jeszcze wszystkiego. Jak mógłby wiedzieć o braku skrupułów, skoro nigdy ich nie zobaczył? Jak miałby widzieć o zawzięciu, skoro nigdy nie przyszło mi uprzeć się przeciwko niemu? Oj, wielu rzeczy o mnie nie wie. I oby zdawał sobie z tego sprawę, bo niewiedza może zgubić... Jeśli nasze drogi prowadzić będą w tę samą stronę, wkrótce może się tego i owego dowiedzieć. Pytanie brzmi tylko, czy będzie chciał w razie czego chronić kogoś takiego."

Atrybuty

Krzepa:Raczej wytrwały, Odporny,
Zwinność:Zręczny, Precyzyjny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Dobry słuch,
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, B. silna wola,
Prezencja:Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Odporność psychiczna [Z]Mówicie, że tu straszy? Świetnie, przynajmniej nikt mi nie będzie przeszkadzał podczas snu.
Agresja [W]Podaj mi jeden powód, dla którego nie miałabym teraz powyrywać Ci rąk i nóg, a potem zamontować je na miejscu w nowy, interesujący sposób?
Szósty zmysł [D]Trzy... dwa... jeden... Widzisz? To mogła być Twoja głowa, a tak zdobyłeś głowę swojego wroga. Dwie korzyści, ale na pułapki trzeba uważać. Nie pytaj, skąd wiedziałam, że to się stanie. Po prostu wiem takie rzeczy. Przeczuwam, kiedy coś złego może się stać. Czasami skąd ma to nadejść. Wiem wcześniej skąd przyjdzie cios. Mam to od urodzenia i nie wiem, skąd się wzięło.

Umiejętności

Otwieranie zamków [W] To jest moment, w którym przestajesz zadawać pytania, a ja nas stąd wyprowadzam, jasne?
Przetrwanie [O] Skąd wiesz? to jedyne pytanie, które potrafisz zadać? To nie jest teraz ważne, lepiej rusz się i podgrzej wodę nad ogniskiem.
Bestiologia [P] Nie dziw się temu, że wiem, jak nazywają się stworzenia, przed którymi musiałam się chować każdej nocy.
Władanie mieczem [O] Powiedzmy, że miałam to szczęście w nieszczęściu, że chociaż spotkałam kogoś, kto nauczył mnie walczyć. A cena? Wszystko ma swoją cenę.
Uniki [P] Jak wiesz, czego się spodziewać, wcale nie trudno tego uniknąć.
Kradzież [W] Nie rozwodźmy się nad tym. Z czegoś trzeba było żyć.
Zielarstwo [P] Warto wiedzieć, co położyć na ranę, a co zaparzyć na katar. Coś mi zostało z dawnych czasów.
Polowanie [O] Jemy po to, żeby żyć. To chyba powinno Ci wystarczyć jako wyjaśnienie.
Skrytobójstwo [W] To bzdura, nie umiałabym zrobić czegoś takiego. Ale mogę łatwo znaleźć kogoś, kto potrafi. Jednak musi otrzymać dobre uzasadnienie.
Kartografia [O] Czytanie map czy nawet rysowanie prostych to nie taki problem, nie patrz tak na mnie.

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Amulet Aur [ZAK]Dzięki temu małemu, niepozornemu amuletowi z brudnego, niby całkiem zwykłego metalu, można zobaczyć czjąś aurę, jednakże działa on tylko w połączeniu z szóstym zmysłem, został bowiem wykonany specjalnie dla tej osoby.

Towarzysz


Historia

Gdzieś tam, na drugim końcu świata (oczywiście zależy, dla kogo, być może jest to tuż pod twoim nosem, rzecz jednak w tym, że miejsca, które powinny być w jakiś sposób bliskie naszemu sercu, zawsze robią wrażenie bardzo odległych od nas w kilometrach) w małej wiosce, która niewiele znaczyła, a jej nazwa nawet nie jest oznaczana na mapach, urodziła się pewna dziewczynka. Okoliczności przyjścia na ten świat miała wyjątkowo przykre - noc burzowa, mokra, rynsztok spływający wodą i krwią. Piwnica ciemna, lekarz w zakrwawionym i brudnym fartuchu zatyka matce usta, równocześnie ściskając ją za rękę, gdy pielęgniarka łapie dziecko.
Nie może być normalnie, skoro na górze wrzeszczy i morduje się około dwudziestu osób. Dobrze, że tylko tylu. Ale przecież to nic wielkiego, tylko zamieszki we wsi, jakaś szajka myślała, że może bezkarnie żądać od karczmy i sklepów haraczu. Karczmarz zebrał grupę mężczyzn i kobiet, którzy chcieli się temu przeciwstawić, po czym rozpętało się piekło. W końcu dwadzieścia tłukących się osób w wiosce, gdzie jest niespełna dwustu mieszkańców, to prawie tłum. Ci, którzy nie chcieli walczyć, schowali się w piwnicach. W tej urządzono mały szpital polowy - w wiosce był zresztą tylko jeden lekarz i pielęgniarka. W całym środku tego chaosu, ta kobieta zaczęła rodzić. Wśród tego małego piekła, ona przysyła na świat swoje dziecko.
Dziewczynkę, przez której wrzask tamtej nocy zginęło prawie trzydzieści osób.
Gdy piekło ucichło, matka Rhei zyskała drugi powód, żeby jej nienawidzono. Mimo wszystko pomyślała z rozrzewnieniem o tym, co było kiedyś. A taką przeszłość nieczęsto wspomina się tkliwie. Była w końcu damą do towarzystwa, kulturalnie mówiąc. Płacili jej na tyle dużo, że mogła pozwolić sobie na małe mieszkanko. Dopóki nie zaszła w ciążę. To dziecko było jej przekleństwem, nie chciała go, tak bardzo nie chciała... Nie znała ojca, nie mogła nic z nim zrobić. Postanowiła urodzić je i porzucić, żeby ktoś je przygarnął. Ale przez tą noc wszystko się skomplikowało. Nie został nikt, kto nie słyszałby o małej Rhei i jej przeklętej matce. Więc trzymała tego okropnego dzieciaka, modląc się, aby w końcu był na tyle duży, żeby można było wyrzucić go za próg. To też zresztą zrobiła, gdy tylko dziewczynka skończyła osiem lat, po czym wyjechała za miasto. I Rheia nigdy więcej nie widziała jej na oczy.
Jedyne, czego nauczyła Rheię matka, poza chodzeniem, mówieniem i korzystaniem z toalety, to zawsze radzić sobie samemu i nie liczyć na niczyją pomoc. Paradoksalnie, to dzięki temu właśnie przeżyła.
A więc matka wykopała ją na bruk, zakładając oczywiście, że do tej pory nie żyły na bruku - gdy matka wróciła do swojego "zawodu", jej zyski nie pozwalały na wynajem domu, więc mieszkały po piwnicach, ewentualnie nocowały w salonach co łaskawszych klientów. Pierwsze, co przyszło Rhei do głowy, to uciec ze znienawidzonego miasta. Miała, rzecz jasna, nadzieję, że gdzieś dalej ludzie okażą się łaskawszy. Na dobry początek, rzuciła w cholerę swoje nazwisko i mało prawdopodobne, aby dziś mogłaby je sobie przypomnieć.
Ale nie znała świata i nie rozumiała ludzi. Dwa dni szła traktem do kolejnej, niewiele większej, wioski. Mijali ją kupcy czy drobni podróżnicy, ale nie doczekała się żadnych pytań czy pomocy, nie licząc bułki, którą ktoś cisnął jej z wozu pod nogi. Po dotarciu do drugiej wioski bezskutecznie próbowała znaleźć u "dobrych ludzi" jakąś pracę, której mogłaby sprostać. Nikt nie rwał się do zatrudnienia ośmiolatki nawet na polu. Spała w ciemnych uliczkach, nie mając pojęcia, co zrobić. Przepłakała kilka dni, żyjąc tylko z tego, co ludzie wyrzucali, i pewnie robiłaby to dalej, gdyby nie spotkała swojego Anioła Stróża. Nazywał się Al, był kilka lat starszy od niej, był sierotą, która opiekowała się swoim młodszym bratem. Mieszkał z nim na ulicach już prawie od roku. Wyciągnął do niej pomocną dłoń. Zwykła potem myśleć, że to on nauczył ją jak przeżyć. Czego jednak nauczył ją naprawdę? Kraść. Włamywać się. Rozpalać ogień. Budować schronienie z gałęzi i liści. Zastawiać małe pułapki na króliki w lesie. I używać noża. Powiedział jej też, że nie należy płakać, bo ludzie biorą to za słabość i że jeśli uda jej się to przetrwać, potem będzie bardzo silnym człowiekiem. Bardzo uniesione słowa jak na dwunastolatka. Przeżyła z nimi - Alem i jego bratem - dwa lata, podczas których mieszkali w czterech miastach i dwudziestu dziewięciu piwnicach bądź opuszczonych domostwach. Potem Rheię schwytano, gdy próbowała okraść kogoś nieco ważniejszego i tym razem nie skończyło się tylko na wizycie w areszcie. Trafiła do więzienia dla "tych młodych".
Zwykła potem mówić, że jeżeli Al nauczył ją jak przeżyć, to oni nauczyli ją życia. Czego nauczyli ją naprawdę? O dziwo, czytać, prawie przed samym jej wyjściem poznała bardzo życzliwą dziewczynę, która chętnie jej pomogła. Ale też jak ukryć broń. Jak mówić, żeby ci uwierzyli. Jak kłamać. Jak użyć noża do czegoś więcej niż patroszenie królików. Jakich ziółek użyć na tych, których się nie lubi, a jakie dać tym, którzy są chorzy i mogą się przydać. Właśnie, jak odróżnić ludzi przydatnych od tych, którzy będą tylko zawadzać. Z czego można zrobić broń.
Wyszła pół roku później. Ala i jego brata już nigdy nie spotkała, ale tak naprawdę nie do końca byli jej potrzebni. W tym więzieniu przekonała się, że może narobić sobie przydatnych znajomości. Półświatek, do którego trafiła okazał się rozwinięty. Zakręciła się w mieście, w którym ją złapano, dzięki kilku osobom, z którymi odbywała karę, które powiedziały jej jak i do kogo uderzyć. Uznano ją tam za interesującą, w końcu była bardzo młoda, a całkiem sporo umiała. Ktoś pomyślał, że można by to wykorzystać, więc nauczył ją więcej w zamian za parę przysług. Jednak miasto zaczynało ją nudzić. Kiedy wreszcie uznała, że da sobie sama radę, wyruszyła w ponowną podróż. Kradzieże pozwalały żyć, łapała też czasami legalniejsze zlecenia - chociażby zbieranie ziół.
W jednej podróży, dwa i pół roku po więzieniu, zaatakowała niewłaściwą - a może bardzo właściwą - osobę. Była to kobieta, która zajmowała się głównie nauką walki. Zazwyczaj brała za to pieniądze, oczywiście. Ale Rheia ją zainteresowała. Miała umiejętności i miała potencjał. I to coś... Czasem wiedziała, gdzie ktoś uderzy, zanim to zrobił. Wiedziała, że ktoś chce wyjąć broń. To było niezwykłe. Więc zaproponowała jej naukę. Dziewczyna nie miała nic do stracenia. Zgodziła się. Jednak pieniędzy nie miała. Jako zapłatę, kobieta chciała, aby dziewczyna gotowała, sprzątała dom, w którym ją uczyła, wykonywała proste prace.
Potem okazało się, że obie w jakiś sposób były do siebie zbyt podobne. Obie zawzięte, uparte, niełatwo się opanowujące. Kobieta nie była delikatna przy treningach, raniła Rheię i wymagała od niej dużo więcej, niż dziewczyna mogła z siebie dać. A jednak skakała nad własnymi granicami, żeby nie dać jej tej satysfakcji, pokazać, że dzieciak, który sam siebie wychował, nie musi być beznadziejny czy nieogarnięty. Wychodziło jej. Dzięki swojemu szóstemu zmysłowi, okazała się bardzo dobra w walce na bliski dystans. Zręczność przy kradzieżach i otwieraniu zamków też okazały się bardzo przydatnymi umiejętnościami. Kobieta nauczyła ją też kilku innych, niezwiązanych z walką rzeczy, chociażby powiedziała jej jeszcze kilka słów o ziołach, o tym, co zamieszkiwało lasy i o mapach. Nazywała to zdolnościami, które były niezbędne do przetrwania.
Uczyła się u tej kobiety prawie rok, podczas którego tamta przynajmniej pięćdziesiąt razy niemal ją zabiła, czy to przy treningach, czy z wściekłości za odzywki. Jednak rozstały się w pokojowych stosunkach, a nawet kobieta dała dziewczynie medalion, który teraz nosiła na szyi. Zleciła wykonanie go znajomemu, któremu Rheia spotkała tylko jeden raz, a mimo to amulet wspaniale współgrał z jej szóstym zmysłem, wspomagając jego działanie i umożliwiając Rhei widzenie aur. Pamiątką była także blizna na twarzy, jedna z wielu, których powstania winna była nauczycielka, a jednak jedyna, której powstania nie chciała spowodować, dlatego też dokładała starań, aby dobrze ją zaleczyć. Historia tej blizny jest jednak zupełnie innym rozdziałem, który nie miał wpływu na koleje losu Rhei. A blizna to blizna. Człowiek bez blizn musi mieć nudne życie.
Kiedy Rheia skończyła naukę, dysponowała już nieco niesamowitymi umiejętnościami oraz kilkoma cennymi znajomościami. Wróciła do miasta, w którym niegdyś odsiadywała karę w więzieniu, odnalazła starych znajomych i wraz z nimi zaczęła budować coś większego. Po jakimś czasie byli całkiem znani jako szajka świadcząca bardzo specyficzne usługi. Korzystali z nich ludzie nawet z najwyższych szczebli, w końcu nikt nie chciał brudzić sobie rąk, a czasami trzeba było pozbyć się tego czy innego problemu.
Wiodło im się świetnie, zarabiali krocie, wynajmowali wspólnie dom, dzień w dzień imprezowali, a noc w noc pracowali. Dni płynęły spokojnie, miesiące nic nie zmieniały, dopiero, gdy Rheia skończyła dziewiętnaście lat coś się zmieniło.
Zwracali na siebie skutecznie uwagę od samego początku, można więc było przewidzieć, że prędzej czy później ktoś się nimi zainteresuje. Pewien komendant straży uwziął się po tym, jak ofiarą padł jego partner. Zaczęło się od niespodziewanych najść, co położyło rychły kres codziennym imprezom, każdemu doklejono ogon, co z kolei zmusiło ich do zaprzestania wykonywania zleceń. Krok po kroku wszystko zaczęło się walić, musieli być bardzo ostrożni, żeby nie wpaść, a w dodatku jakoś uzasadnić swoją zamożność.
Komendant straży dotarł do sześciu z wielu ich klientów. Dwóch sypnęło. Urządzono na nich obławę, więc zmuszeni byli uciekać. W umyśle Rhei do dziś dobrze rysowała się nocna pogoń ulicami miasta i potrafi wciąż krok po kroku opisać zasadzkę, w którą wpadli. Fakt faktem, ich dziesięcioosobowa grupa została otoczona przez oddział strażników. Tu rozpętało się piekło, które przypominać by jej mogło dzień jej narodzin, gdyby cokolwiek z niego pamiętała. Jej grupa nie zamierzała się poddać pod żadnym pozorem. Założeniem była walka do upadłego. Problem polegał na tym, że strażników było więcej i "do upadłego" zbliżało się nieuchronnie i bardzo szybko. Wkrótce została ich trójka na środku kordonu strażników, pozostali byli ranni lub skuci.
Tu upadła dewiza "Nie zostawiamy swoich", gdy jeden z tych aresztowanych wrzasnął proste "W NOGI!". Rheia i jej dwóch towarzyszy uciekli. Podjęli potem, rzecz jasna, próbę ocalenia towarzyszy, ale pierwsza skończyła się fiaskiem, a na drugą nie było już czasu. Powieszono ich. Bez procesu. Ocalała trójka zadecydowała, że lepiej i bezpieczniej będzie się rozejść... zaraz po ostatniej misji. Chodziło oczywiście o zabicie komendanta straży, który przysporzył im tyle problemów.
Starannie przygotowana zasadzka, porwanie go do dawnej willi grupy i skazanie na śmierć w okropnych męczarniach. To choć trochę ukoiło rządzę zemsty pozostałości szajki. Potem przyszła pora na rozstanie. Było proste, zupełnie nie emocjonalne, a jednak padła tam wiele znacząca obietnica - obietnica spotkania za parę lat.
A Rheia nie wątpiła, że gdy będzie chciała, zdoła odszukać towarzyszy broni.
Po rozstaniu podjęła znów tułaczkę bez głębszego celu. Mówiła, że chciała trochę szczerzej poznać świat, inny niż ten, w którym przyszło jej się urodzić, dorastać i żyć. Łapała się zleceń, małych i większych, związanych z jej "zawodem", gdy komuś udało się do niej dotrzeć. Jednak to, czym się zajmowała, zachowywała w tajemnicy. Nikt nie musi wiedzieć. Niewiedza bywa niebezpieczna... ale czasami to wiedza szkodzi bardziej.

Dane gracza: Rheia

Nazwa użytkownika:
Rheia
Ranga:
Zbłąkana Dusza
Inne Postacie:
Anathea,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Cz cze 11, 2015 10:18 am
Ostatnia wizyta:
Wt lip 19, 2016 5:22 pm
Liczba postów:
6 | Znajdź posty użytkownika
(0.01% wszystkich postów / 0.01 posty dziennie)
Ostatni post:
[Gdzieś pod miastem]Co martwe, powinno zostać martwe.
So sie 08, 2015 10:46 am
Najaktywniejszy w dziale:
Rapsodia
(Posty: 4 / 66.67% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Karczma Seledynowa Gęś]Tam i niekoniecznie z powrotem.
(Posty: 3 / 50.00% postów użytkownika)
cron