Profil użytkownika Deithwen

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Deithwen [czyt. Dejłen] lub Kelebrin
Rasa: lisołak
Wiek: 99


Aura

To aura, która od razu zwraca uwagę swoją intensywnością. Roztacza zapach sierści i wilgotnej ziemi z samego serca lasu. Mieni się odcieniami kobaltu i srebra, a otacza ją bursztynowa poświata. Jest lepka i giętka, a jej zniewalająca gładkość lisiego futra zderzona jest z fragmentami tak odrażająco szorstkimi, że aż ciężko w to uwierzyć. Towarzyszy jej głęboka, niepokojąca cisza, co jakiś czas przerywają ją krzyki agonii i toczące się ciężko grzmoty, potem znów ta cisza... a nad tym wszystkim potężne, niecichnące brzęczenie i nieodparta myśl, że świat podlega jakimś przedziwnym, nieopisanym drganiom.


Wygląd

Zmiennokształtna, w postaci humanoidalnej, mierzy się średniego wzrostu (ok 170 cm). Na pierwszy rzut oka wydaje się wyjątkowo koścista i chuderlawa, odznaczone żebra czy kolce biodrowe przednie w nijaki sposób dodają masy. Wielokrotnie więc zadziwia wojowników swoją nagle ujawniającą się siłą.
Czarne, idealnie proste włosy, sięgają swoją długością pośladków. Często jednak są związane masywną kokardą w warkocz. Całe ciało pokrywają liczne, widoczne piegi, które najgęściej umiejscowione są na policzkach, jak i ramionach. Przypominają one niegasnącą pamiątkę ciemnej ścieżki na grzbiecie swojej zwierzęcej postaci.
Długie palce zakończone są pazurami. Wydają się nieco niezgrabne, jest to jednakże efekt pracy przy truciznach i licznych zaklęć. Ma szeroki uśmiech, który często przybiera bardziej złośliwy czy szelmowski niżeli dobroduszny wyraz.
Brzegi wyjątkowo jasno-szarej barwy oczu lisicy, przeżarła wyraźna czerń. Owa przejrzysta szarość, niknie wraz z mijającą porą dnia. W nocy, a także w centrum ciemności, przygarniają koloryt z brzegów, tworząc niegasnącą otchłań. Wielu odnosi wrażenie, jakoby złożyła pakt z piekielnymi, choć nie jest to w żadnej mierze prawdą. Kryją w sobie szaleńczy wyraz, czasem świdrują, ale przede wszystkim wypełnione są dzikością.
Często ubrana jest w łachmany pierwszej klasy slamsów. Nie zwraca nazbyt uwagi na to co na siebie narzuci, ani czy jej to pasuje. Najważniejsza jest dla niej wygoda, czyli często kończy się to czymś na wzór kimona. Byleby przewiązać się w pasie i oby nie było za długie. Również przyzwyczajona jest do chodzenia bez obuwia, chociaż na dłuższe podróże jest w stanie w takową rzecz zainwestować.
Mimo to, jest w tej postaci coś pociągającego, a raczej hipnotyzującego. Coś, co sprawia, że istoty z nią obcujące, są w stanie zauroczyć się jej postawą. Być może są to dość obfite piersi, niegasnący żar, a może najzwyczajniej urok czarownic czy też dreszczyk emocji, strachu i niepewności, który z siebie wydziela.
Nietrudno jest też zwrócić uwagę na wyjątkowy "akcent" zmiennokształtnej. Poznanie wielu języków łączy się z różnym sposobem wysławiania, zaznaczania końcówek bądź twardości słowa. Często mówi więc dość niewyraźnie, rzucając akcent tam gdzie nie należy, a czasem nawet sprowadza się to do bełkotu. Mimo to jest w stanie się porozumieć i być wysłuchana, co nie koniecznie łączy się z rozumieniem samego sensu zdań, który często ma drugie dno.
W postaci lisa nie różni się zbytnio od swoich pobratymców. Oczy zachowują swój zimny, szary odcień. Futro w większości przyswoiło sobie biały kolor, jednak wzdłuż grzbietu wędruje brudny odcień o palecie barw mieszczących się w czerni czy brązu. Sięga on również łap, oraz otacza oczodoły zwierzęcia.
Niestety nie każda przemiana wychodzi z powodzeniem. Zdarza się, że przyjmuje ona postać hybrydy. Czasem, jako człowiek pozostawia lisie uszy czy ogon, lub też gęste futro. Jest w stanie przybrać naprawdę dziwaczne postacie, zarówno w jedną, jak i drugą stronę. Zdarza się również, że jej "podstawowa" wersja obiera inne barwy np. zamiast czarnych, ujawniają się białe włosy. Nie opanowała do końca swoich przemian i nie zna podłoża tej dysfunkcji.


Charakter

Wielu uważa, że jest to czarownica z piekła rodem, jednak jak ma zachowywać się postać, która nie odróżnia zła od dobra? Deitwhen, mimo bystrego umysłu, nie jest w stanie tego pojąć. Wciąż tkwi w niej zwierzęcy instynkt, który został przyozdobiony o ludzki rozum. W głównej mierze kieruje się tym, co sprawia jej przyjemność i wywołuje uśmiech na twarzy, a jest to właśnie sprawianie bólu, cierpienia czy też smutku u osób trzecich. Zsyłanie nieszczęść napełnia lisicę satysfakcją, dlatego też nie za bardzo zwraca uwagę na to, kto ucierpi i w jaki sposób.
Często funkcjonuje bardzo instynktownie. Istoty rozumne boją się czarownicy z lasu. Słynie ze sporządzania trucizn, zsyłania nieszczęść, jest też niezła w maglowaniu, oszukiwaniu i tym podobnych. Jest w stanie wykonać najbardziej obrzydliwą i nieetyczną prośbę czy zlecenie, póki choć trochę zaspokoi to jej wciąż niezaspokojoną i narastającą radość z unieszczęśliwiania. Mimo ogromnych sum, jaką ją obdarowują, nie pojmuje znaczenia pieniędzy. Kosztowności są dla niej niczym, dlatego z rzadka kiedy przyjmuje taką formę zapłaty, której i tak z resztą nie wykorzystuje w życiu codziennym. Wszystko to sprawia, że część lasu, którą zamieszkuje, jest praktycznie pusta. Jedynie zwierzęta i rośliny czują się tam swobodnie, żyją własnym życiem, ale dla obcych miejsce to wypełnione jest surrealizmem i nutką aury strachu.
Niejedna osoba określiła ją mianem "dziwacznej" czy "nawiedzonej". Nikt też nie ukryje podejrzenia chorób psychicznych u tej istoty, aczkolwiek jeszcze nikomu nie udało się jej choćby zbadać pod tym względem.
Ma obsesję na punkcie swojej matki -stworzycielki.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Raczej wytrwały, Odporny,
Zwinność:Bardzo zręczny, Szybki, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok, Dobry słuch, Czuły nos, Czuły język, Wyostrzone czucie, Wyczulony na magię,
Umysł:Bystry, Silna wola,
Prezencja:Piękny, Odszczepieniec, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Zmiana postaci [D]Postać humanoidalna, zwierzęca, hybryda
Odziedziczony po magach talent do magii [D]
Mowa zwierząt [Z]
Zamknięty umysł [D]Nawet arcymistrz ma często problemy z dostaniem się do jej świadomości, chociaż nie jest powiedziane aby i mistrz nie był w stanie tego dokonać. Nie oznacza to jednak, że raz przebita bariera daje się pokonać przy kolejnej próbie.
Widzenie [M]Deithwen nie jest świadoma swojej umiejętności. Widzi różnego rodzaju obrazy, które powiązane są z danymi osobami. Mogą one dotyczyć zarówno przeszłości, jak i przyszłości osobnika, bądź też jest w stanie ujrzeć rzeczy powiązane z daną osobą. Często są to pewnego rodzaju rzuty, np gdy spotyka po raz pierwszy osobę jest w stanie dostrzec jej przeszłość, nie koniecznie te sympatyczną.

Umiejętności

Odnajdywanie źródeł magii [P]
Czytanie aur [P] Deithwen nie rozumie pojęcia aury. Jeszcze nie jest w stanie dostrzec ich kolorytów, aczkolwiek silnie odczuwa je za pomocą pozostałych zmysłów.
Sporządzanie trucizn [W]
Szpiegostwo [P]
Alchemia [M]
Szulerstwo [W]
Kreomagowanie [W]
Torturowanie [O]
Zielarstwo [W]
Anatomia [O]
Medycyna [W] Wbrew pozorom, nauka alchemii w połączeniu ze sporządzaniem trucizn, jak i odtrutek, spowodowały, że lisica jest w stanie określić chorobę, a także wykonać lekarstwo
Bestiologia [O]
Matematyka [P]
Pismo runiczne [W]
Wiedza o duchach [P]
Wiedza o światach [O]
Szamanizm [P]
Uniki [O]
Skradanie się [P]
Poliglotyzm [W] Czarna mowa, język elficki, a także: bogate słownictwo reszty języków, wiele zwrotów, które umożliwiają jej słabą komunikację, ale przede wszystkim możliwość rzucania zaklęć
Tropienie [P]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Struktury [M]
Pustki [A]
Zła [U]
Energii [N]niedawno opanowała umiejętność pozyskiwania energii z przedmiotów i innych wszelakich źródeł. To zachęciło ją również to zapoznania się także z kilkoma innymi sztuczkami z tej dziedziny.

Magiczne przedmioty

Towarzysz


Historia

Historia tego stworzenia zaczyna się u stóp pewnej wiedźmy z lasu, której ambicje zawsze wywoływały niedosyt. Zaczynając więc od niej, starej baby, można śmiało stwierdzić, że była to kobieta szalona, nawiedzona, o karłowatej twarzy. Krótko mówiąc - stereotypowa wiedźma pod względem psychicznym, jak i fizycznym. Pragnęła być wszystkim i nikim. To pierwsze przyczyniło się do powstania lisołaka.
Wiedźma szczerze pragnęła być stworzycielem, no i przy okazji utarłaby nosa wszystkim czarodziejom i czarodziejkom, którzy często sobie z niej kpili. A powodów mieli wiele. Przede wszystkim jednak wyśmiewali poczucie wielkości i mocy, które w sobie nosiła. Nie mogła więc pozwolić na takie traktowanie, a lisołak był jednym z wielu kolejnych dowodów umiejętności jakie wykazała.
Myślała długo. Wiele eksperymentów przeszło przez jej łapy, chociaż nikt tak do końca nie wie co tknęło wiedźmę do stworzenia człowieka-lisa. Ploteczki głoszą, że spotkała to leśne stworzenie, z którym rozmawiała - oczywiście poprzez wymianę spojrzeń. Nie to jest jednak ważne.. Szukała długo istoty czysto magicznej, a lisy wykazywały tą niesamowitą, ukrytą skłonność. Nie mógł być to też zwyczajny lis, bo ile to czarodziejów stworzyło rudego stwora w ciele człowieka? Lis polarny cienisty był idealną partią. Odnalazła go na północy, na zimnych terenach. Rozmawiała z nim spojrzeniami, a później...

Otworzyła oczy. Wszystko wydawało się takie inne i nowe, takie niespotykane. W zupełnie innych kolorach, w innych światłach. Przeraziła się, chciała wstać i uciec, ale jedynie rąbnęła o podłogę. Ciało zdawało się być inne, słabe, nieposłuszne. Różniło się kształtem, proporcją. Reagowało zupełnie inaczej, działało nie tak jak zazwyczaj. Uszy zabolały ją, gdy dziwaczna postać zastukała kosturem i do niej podeszła. Spojrzała na staruchę, wzrokiem bezbronnego stworzenia, którym przecież była. Zmarszczki ponuro układał się na twarzy wiedźmy, a spod ich wielkości wykreował się złowieszczy uśmiech, pełny satysfakcji.

W ciągu kilku kolejnych dni nauczyła się wstawać i stawiać pierwsze, a później i kolejne, kroki. Gdy tylko ciało osiągnęło odpowiednią motorykę, od razu postanowiła wyjść poza obręb czterech drewnianych ścian chaty. Wykorzystała moment, w którym to wiedźma nie skupiała na niej swojej uwagi. Wślizgnęła się przez okno doznając nowych wrażeń. Dotyk trawy, wilgotnej ziemi, gładkich liści... Powiew wiatru, o niskiej temperaturze, a wraz z nimi tysiące zapachów. Nic jednak nie równało się z tym co zobaczyła. W głębi zielonego lasu, tuż za tyłami chaty czarownicy, o ile ktoś zechciał wytężyć wzrok, widniały ciała. Było ich niewiele, ale tuż obok nich znajdywał się masowy grób. U większości martwych jednostek występowały anomalie w większym lub mniejszym stopniu. Zdeformowane, powyginane z ubytkami kończyn, oczu bądź innych zewnętrznych i wewnętrznych narządów, z pewnością budziły przerażenie. Odnalazła również osobniki piękne, niemalże idealne, ale i one musiały mieć jakieś wady by tutaj wylądować.
Chciała uciec. Pobiec jak najdalej od tego miejsca. Czuła zapach lisiego futra, a przecież i ona go wydzielała. Wzdrygnęła się czując na swoim ramieniu pomarszczoną rękę. Powoli zwróciła się w stronę wiedźmy. Skulona i bezbronna, patrzyła na nią wielkimi, szarymi oczami.
-Ty jesteś... idealna -syknęła czarną mową wiedźma pochylając się przy tym nisko. Jej głos był pełen tajemniczego przesycenia, takim jakie posiadają czarownice. Nie zmuszają Cie do niczego, a jednak ich sposób wysławiania nakłania do przychylności ku swojej propozycji. Chwilę później odeszła, wracając do poprzedniej pracy.
W tedy lisica nauczyła się pierwszego słowa, a skoro ktoś przedstawił je w takim, a nie innym świetle, musiało oznaczać coś pozytywnego. Ba! Było wręcz przepełnione przyjemnością. "Idealna..." pomyślała.

Od tamtej pory, czarownica każdego dnia udowadniała sobie, jak bardzo nie myliła się co do swojego eksperymentu. Przesycone magią dzieło, samo z siebie chłonęło wiedzę niczym gąbka. Uczyła się dniami i nocami, a później wiedzę również przekładała na praktykę. Gdy tylko na swojej drodze napotykała nowe stworzenia, od razu przybiegała do chaty wypytując o szczegóły. Chciała wiedzieć o nich wszystko, ze szczegółami, choćby miała poświęcić ku temu nawet tydzień albo miesiąc nauki. Również z chęcią wybierała się w podróże ze swoją matulą, chociaż niezbyt czuła się w tłumie. Z początku kryła się za plecami swojego stwórcy. Bała wszelkich gwałtownych dźwięków, tysięcy różnorodnych postaci, ale to właśnie w tedy czarownica nauczyła ją, aby to wszyscy bali się jej, a nie ona ich. Wbrew pozorom, tego typu podróże chowały w sobie najwięcej doświadczenia. Każdy rasa stąpająca po ziemi była inna. Później nauczyła się, że także każda jednostka wyróżnia się osobowością i językiem. Starając się więc uparcie nauczyć o każdym jak najwięcej, przyswoiła sobie języki świata, a także wiele z dziedziny psychologii.
Również w tym czasie nabyła wiedzy na temat roślinności. Głównie uczyła się na własnych błędach. Wielokrotnie kończyła więc z licznymi ranami, oparzeniami i tym podobnymi. Później tworzyła eliksiry, często sprawdzając je na sobie, co kończyło się czasem zagrożeniem życia. Czarownica nie potrafiła się na nią o to denerwować. W końcu jej dzieło było coraz bliższe ideałowi. Mimo wszystko, doradziła jej, aby testowała tego typu rzeczy na innych jednostkach.

W późniejszym czasie, gdy lisica rosła w siłę, również pomagała swojej matuli w interesach, ale nigdy nie wychylała się do przodu. Była jej cieniem,co bardzo jej odpowiadało. Wielokrotnie sama podawała się za czarownicę.

Nie było jednak niemożliwym zostać niezauważonym. Elfy wielokrotnie widywały białego lisa, co nie było normalnym na leśnych runach. Nigdy jednak nie zbliżono się do niego wystarczająco. Mknął niczym biały płomień między potężnymi pniami, gdzie podłoże bogate było w paprocie oraz krzewy. W ten sposób powstała legenda o Deithwen. Niektórzy również określali ją mianem Kelebrin, co w języku elfów oznaczał "srebrny".

Pewnego dnia, właśnie podczas leśnych ekscesów, gdy wróciła na teren w obrębie chaty, ujrzała swoją matulę. Leżała na ziemi walcząc o życie. Dopiero gdy obróciła ją w swoją stronę zauważyła krew na wysokości brzucha. Umierała w jej ramionach, a przecież to ona była jej stworzycielem, jej matulą. Chciała donieść czarownicę do chaty i podjąć próbę odratowania, jednak zza drzew wyłoniły się oni, zbrodniarze. Osobniki odpowiedzialne za zagrożenie życia matuli.
Deithwen nie pamięta zbyt wiele z późniejszego czasu. Odczuwała wściekłość, narastającą wściekłość. Na jej ciele pojawiły się ciemniejsze pręgi, a oczy zalśniły czystą zawiścią.
Otworzyła oczy, a wokół niej pustka. Jedynie cichy las, zero ciał, zero krwi, ale wciąż te samo miejsce. Szukała swojej matuli wiele dni, a nawet miesięcy. Musiała jednak pogodzić się z jej odejściem, gdziekolwiek była i o ile żyła. Również żyła w świadomości, że to mogła być odpowiedzialna za jej kompletną destrukcję.

W ten oto sposób, Kelebrin przejęła pieczę nad wszystkim, za co była odpowiedzialna jej matula.

Dane gracza: Deithwen

Nazwa użytkownika:
Deithwen
Ranga:
Błądzący na granicy światów
Inne Postacie:
Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Pt lis 21, 2014 8:59 pm
Ostatnia wizyta:
Pn paź 10, 2016 12:10 am
Liczba postów:
24 | Znajdź posty użytkownika
(0.03% wszystkich postów / 0.02 posty dziennie)
Ostatni post:
Krew i wino
Pn lip 11, 2016 11:54 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Warownia Nandan-Ther
(Posty: 14 / 58.33% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Wyznaczanie sprawiedliwości.
(Posty: 14 / 58.33% postów użytkownika)
cron