Profil użytkownika Sanaya

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Sanaya Tai
Rasa: Człowiek
Wiek: 29 lat


Aura

Jasna, przeciętna w swej sile aura o barwie rtęci, z drobnymi, kobaltowymi plamami i jednolicie szafirową poświatą. Wokół postaci nie słychać żadnych dźwięków, otacza ją za to niezwykła kompozycja zapachów, w której ostre, chemiczne nuty łagodzi woń henny i orientalnych, rozgrzewających przypraw. Na języku zostawia kwaśny i odrobinę lepki posmak, wysuszając przy tym delikatnie usta. W dotyku miękka i giętka, odznacza się zaskakująco ostrymi brzegami.


Wygląd

Sanaya jest wysoka jak na kobietę, ma dokładnie jeden sążeń wzrostu (178 cm), co zawdzięcza przede wszystkim długim nogom. Jest szczupła, nie może pochwalić się ani nęcącym biustem, ani biodrami dobrymi do rodzenia dzieci, nadal jednak można uznać, że jest dość zgrabna, a to tylko dzięki odpowiednio zarysowanej i podkreślonej talii - gdyby nie to, mogłaby być mylona z delikatnym młodzieńcem. Jej ramiona są szczupłe, a dłonie typowo kobiece, jednak z krótkimi paznokciami jak u mężczyzny - jest to podyktowane tylko i wyłącznie względami praktycznymi. Chociaż większość alchemików nosi na ciele ślady swych eksperymentów w postaci blizn, Sanayi udało się tego uniknąć i nawet jej ręce wyglądają schludnie. Jej ciało zdobią liczne tatuaże robione tylko czarnym barwnikiem, w kolekcji malowideł stałe miejsce zajmują obręcze na dłoniach, nadgarstkach, ramionach i udach, szeroki wzór wokół talii oraz drobne wzory w obrębie twarzy i na karku, oprócz tego Sanaya czasami sama namaluje sobie jakiś wzór henną na stopach czy łydkach. Jej tatuaże nie mają konkretnego znaczenia ani przesłania, są to wzory przywiezione zza oceanu i popularne wśród marynarzy, wyjątek stanowi wzór na karku, który wygląda jak dziwaczna litera wpisana w mandalę, aby pasowała do reszty. Płatki uszu przebiła niedawno i nosi w nich duże kolczyki wykonane z przeróżnych materiałów - w większości jest to malowana masa perłowa.
Alchemiczka do niedawna miała długie włosy i wiele osób jeszcze ją z takowymi kojarzy, teraz jednak ma je ścięte na krótko, prawie jak mężczyzna - nie ma szans, by zrobiła z nich chociażby prosty kucyk. Jej fryzurę niektórzy nazywają pościelową - tak wyglądają włosy kogoś, kto dopiero wstał i ma silne tendencje do chaosu na głowie. Kosmyki są poskręcane i każdy odstaje w innym kierunku, a niektórzy kwestionują nawet to, czy Sanayę strzygł trzeźwy balwierz, gdyż wydaje im się, że każde pasmo włosów jest innej długości. Jeśli chodzi o ich kolor, tu sprawa ma się różnie, gdyż Sanaya naturalnie ma czarne włosy, ale lubi eksperymentować z alchemicznymi barwnikami. Od dłuższego czasu na jej głowie króluje ciemny fiolet. Oczy Sanayi mają barwę miodu, jej skóra zaś kolor kawy z mlekiem, jak wśród koczowniczych plemion pustynnych. Usta, chociaż mają ładny wykrój, nie stanowią specjalnego atutu, gdyż są raptem kilka odcieni ciemniejsze od skóry i przez to niespecjalne widoczne.
Ubrania Sanayi są z reguły niezwykle kolorowe i wzorzyste. Jej ulubiony komplet szat składa się ze spodni o prostym kroju, sandałów i mocno zabudowanego stanika bądź kamizelki o dopasowanym kroju, jednak nie zawsze warunki pozwalają na noszenie tego typu odzieży, wtedy poszczególne części są zastępowanego bardziej pasującymi. W domu lubi przechadzać się w samym szlafroku. Zawsze ma przy sobie torbę z kilkoma przydatnymi akcesoriami i odczynnikami. Z wyjątkiem kolczyków nie nosi żadnej biżuterii.
Sanaya chodzi wyprostowana, ale sprawia wrażenie, jakby nigdzie jej się nie spieszyło. Często się uśmiecha i równie często śmieje, a jej śmiech słychać z daleka, gdyż zalicza się do kobiet o raczej wysokiej barwie głosu. Ma odruch poprawiania włosów, chociaż i tak nie przynosi to żadnego efektu, a podczas rozmowy dość bogato gestykuluje.


Charakter

Sanaya do życia podchodzi bardzo swobodnie. Lata spędzone pod dachem Saara sprawiły, iż jest bardzo otwarta i serdeczna w stosunku do nowo poznanych ludzi, chętnie nawiązuje nowe znajomości i nie ma uprzedzeń, może jest wręcz odrobinę zbyt ufna. Uwielbia dobre towarzystwo i tańce zakrapiane alkoholem, ale nie popada w skrajność, bawi się w granicach rozsądku i tylko czasami zdarzy jej się zaszaleć, bo w końcu na pierwszym miejscu zawsze były i będą badania. A do tego trzeba mieć jasny i otwarty umysł, a nie przytępiony używkami i brakiem snu. Ze spaniem zresztą Sanaya nie ma problemu, chociaż jej cykl dobowy jest nieco zachwiany - chodzi spać późno i śpi do południa, rzadko budzi się wcześniej, no chyba, że ktoś ją obudzi, a to nie należy do łatwych zadań. Jeśli zaś chodzi o mocne używki, Tai z nich raczej nie korzysta, chociaż odpowiednio zachęcona może się czasami skusić. Pali tylko w towarzystwie innych palaczy.
W trakcie pracy alchemiczka staje się praktycznie inną osobą: gdzieś znika swoboda, a na jej miejsce wkracza skupienie i powaga. Sanaya dba o bezpieczeństwo swoje i ewentualnych osób postronnych, stąd może, mimo wielu godzin spędzanych w laboratorium, nie dorobiła się jeszcze żadnej blizny ani poważniejszej rany. Jej ostrożność oprócz eksperymentów obejmuje również notatki, które zwykła sporządzać szyfrem, jak większość alchemików ma też nawyk stosowania skrótów myślowych i symboli, które nie są rozpoznawalne dla laika. Poza laboratorium, gdzie utrzymuje wręcz pedantyczny porządek i po którym może poruszać się z zamkniętymi oczami, jest raczej bałaganiarą, a jej ubrania walają się dosłownie wszędzie. Jeśli może się czegoś nowego nauczyć, zawsze chętnie się zgodzi - lubi poszerzać swoją wiedzę. Działa to również w drugą stronę - jeśli ktoś poprosi Sanayę o lekcję, ta chętnie jej udzieli i postara się przy tym mówić przystępnym językiem.
Sanaya to osoba, która chętnie pomaga, nawet obcym, lubi przyjmować gości i nie wypuszcza nigdy nikogo głodnego - gotowanie to jej druga wielka pasja, zaraz po alchemii. O jednym i drugim może rozprawiać godzinami, całe szczęście czasami zorientuje się, że zanudza towarzystwo i potrafi przerwać, zawsze się przy tym uśmiechając. Za to gdy trafi na kolegę po fachu, może z nim rozmawiać i spierać się godzinami, nie jest przy tym osobą, do której nie docierają logiczne argumenty - lubi konstruktywną dyskusję. Śmiało można nazwać ją gadułą. Mówi co myśli i łatwo przychodzi jej prawienie komplementów. Ma wielką słabość do inteligentnych mężczyzn. Stroni od walki nie tylko ze względu na brak umiejętności w tej dziedzinie, ale również ze względu na własne pacyfistyczne przekonania. Widok śmierci i krwi wprawia ją momentalnie w fatalny nastrój. Zdarza jej się zachowywać jak zwykły tchórz, ale nie czuje się przez to gorsza. Do przedmiotów jest na tyle słabo przywiązana, że nie boi się rabunku i nie ma skrupułów, gdy w ferworze pracy zdarzy jej się coś zniszczyć.

Atrybuty

Krzepa:Niezbyt silny,
Zwinność:Bardzo zręczny, Precyzyjny,
Percepcja:Dobry wzrok, Słaby słuch, Wyostrzony węch, Czuły język, Nieznaczny zm.mag.,
Umysł:Niezwykle bystry, Błyskotliwy,
Prezencja:Ładny,

Cechy specjalne

Intuicja [Z]Jest to teoretycznie cecha wrodzona każdej kobiety, jednak intuicja Sanayi jest niezwykle rozwinięta - ona po prostu czasami wie, że coś się wydarzy i wie, że te dwie substancje zmieszane ze sobą dadzą dobry wynik, ale inne już wybuchną.

Umiejętności

Alchemia [M] Zawód, pasja i sens życia Sanayi, można by rzec. Nauce alchemii poświęciła wiele lat i bardzo chce przyczynić się do jej rozwoju. Wiele eksperymentów i przemian jest w stanie wykonać bez zaglądania do podręczników, a fachowe słownictwo nie stanowi dla niej najmniejszej przeszkody.
Gotowanie [W] Zaczęło się niewinnie: gdy jest się kobietą mieszkającą z samotnym mężczyzną siłą rzeczy trzeba stanąć przy garach. Z tej powinności zrodziła się nowa pasja Sanayi, uwielbia ona gotować i wynikami swojej pracy częstować gości. Danie proste czy wykwintne, i jedno i drugie będzie smakowało wybornie, gdy wyjdzie spod ręki panny Tai.
Architektura [W] Nowy konik Sanayi - skoro wymarzyła sobie znalezienie zastosowania alchemii w architekturze, musi się znać zarówno na jednym, jak i na drugim. Intensywnie się uczy i często można ją spotkać, jak czyta jakąś fachową księgę o stylach w budownictwie.
Fizyka [P] Znajomość fizyki bierze się z faktu, iż alchemia jest nauką łączącą wiele innych dziedzin. Saar przekazał swojej podopiecznej wszelkie niezbędne podstawy.
Medycyna [O] Medycyna niejako wiąże się z alchemią, zwłaszcza, gdy chce się szybko zarobić. Wiele osób przychodzi do Sanayi po różne maści, syropy, często nie wiedząc, co tak naprawdę im dolega. Sanaya nie jest lekarzem, nie zawsze więc postawi diagnozę, ale zna najbardziej powszechne bolączki.
Botanika [P] Z botaniką jest jak z fizyką - przydaje się przy niektórych eksperymentach.
Chemia [O] Starsza siostra alchemii, opisująca podstawowe przemiany, zależności i wielkości, bez niej ani rusz.
Rysunek [O] Sanaya portrecistką nigdy nie zostanie, jednak znajomość rysunku jest jej potrzebna. W alchemii w niewielkim stopniu, musi wszak tylko umieć postawić kilka prostych kresek i równych okręgów. Jednak gdy w grę wchodzi architektura, trzeba już umieć naszkicować coś ładniejszego, zaś tatuaże robione henną może i są zmywalne, ale jednak trochę byłoby wstyd chodzić te kilka, kilkanaście dni z jakimiś bohomazami na ciele.
Mineralogia [O] Kolejna dziedzina nauki, której Sanaya potrzebuje w pracy. Pewnie by ją zaniedbała, ale przydaje się podczas omawiania budulców, zapraw, spoiw.
Pływanie [P] Teoretycznie nie każda osoba pochodząca znad morza potrafi pływać, lecz w przypadku San to porzekadło się zgadza i alchemiczka da radę utrzymać się na wodzie.
Cukiernictwo [P] Sanaya otwarcie przyznaje, że woli gotować niż piec, ale dobrze radzi sobie z wypiekami typowymi dla Jadeitowego Wybrzeża - jej popisowym daniem są słodkie bułki z daktylami.
Czytanie i pisanie [W] San jest uczoną, w życiu przeczytała i przepisała setki ksiąg, podręczników i traktatów, więc czyta bardzo sprawnie, a pisze czytelnie i bez większego wysiłku.

Magia

Nie potrafi używać magii.

Magiczne przedmioty

Alchemiczne wahadełko [ZAC]Zwane również wahadłem Stangra. Z jego pomocą można wykrywać miejsca i przedmioty silnie naładowane magią - wystarczy ustawić je nad danym miejsce i obserwować stopień wychylenia, który jest tym większy im silniejszego źródła magii dotyczy. Stanowi bardzo pomocne narzędzie dla alchemików, którzy mają słaby zmysł magiczny bądź nie posiadają go wcale. Wahadełko jest długie jak kciuk, zostało odlane z żelaza i ma charakterystyczny, cylindryczny kształt z nieregularnymi przewężeniami. Sanaya nosi je jako wisiorek.

Towarzysz


Historia

Pochodziłam z Leonii, byłam pierwszą córką i trzecim dzieckiem bogatego kupca handlującego tkaninami. Moi bracia mieli przejąć interes po ojcu, mnie zaś przeznaczony był ślub z jakimś bogatym człowiekiem. Jednak z racji pochodzenia, moi rodzice mogli pozwolić sobie na to, abym uzyskała godne wykształcenie. Byłam zdolnym dzieckiem i szybko przyswajałam wiedzę. Może poszłabym na jakiś uniwersytet, może wyjechałabym gdzieś, aby poznawać nowe, egzotyczne miejsca. Jednak tak się nie stało. Ojciec miał przyjaciela z czasów młodości - Miguela Saara. Widziałam go raptem dwa razy i wiedziałam o nim prawie tyle, co nic - jego matka była elfką, a ojciec człowiekiem, on sam był sporo starszy od mojego ojca, ale dalej zachował młodzieńczy wygląd. Bardzo mi imponował, nosił bogate, barwne stroje i zachowywał się niezwykle swobodnie, co drażniło moją matkę. Czym się zajmował - wtedy jeszcze nie wiedziałam. Zdarzyło się jednak, że wspomniał przy kolacji, iż szuka ucznia. Byłam wyszczekanym dzieciakiem, w mgnieniu oka podłapałam temat i zapytałam, czego naucza. Jego sztuką była alchemia, gdy to usłyszałam, z pewnością zaświeciły mi się oczy. Dla mnie, trzynastoletniej wtedy dziewczynki, Miguel stał się bożkiem, uwielbiałam go jeszcze bardziej, niż wcześniej. Od razu zapytałam, czy nie chciałby nauczać właśnie mnie. Rodzice momentalnie zawetowali mój pomysł, jednak było już za późno - do tej pory pamiętam śmiech Miguela i to, jak zapytał, czy w takim razie zdążę się spakować, nim wyjedzie. Klamka zapadła, matka co prawda próbowała protestować, jednak ojciec dał się przekonać staremu przyjacielowi i wtedy już nie było dyskusji. Dziesięć dni później przeniosłam się do domu mojego mistrza.
Jaki był Miguel? Tego dowiedziałam się dopiero, gdy u niego zamieszkałam. Był hedonistą i egocentrykiem, nie zaniedbywał mnie jednak przy tym, choć jego opieka wyglądała trochę inaczej, niż można by się tego spodziewać po dorosłym - teoretycznie odpowiedzialnym - mężczyźnie. Miguel trzymał mi włosy za każdym razem, gdy wymiotowałam od nadmiaru wina, które lało się na jego przyjęciach. Gdy zaczęli się mną interesować mężczyźni, zamiast pogadanki o odpowiedzialności i godności, dostałam rady co zrobić, by uniknąć niechcianej ciąży i wskazówki, jak sprawić, by obojgu było przyjemnie. Jak nietrudno się domyślić, mój mistrz wiele życiowych tematów traktował w mało ortodoksyjny sposób. Ponoć ze względu na mnie ograniczył niektóre ze swoich swobód, jednak nadal przez jego dom przelewały się tłumy przyjaciół, przyjęcia stanowiły pewną codzienną rutynę, a on nie krępował się chodzić nago nawet wtedy, gdy nie był w domu sam. Gdy zapragnęłam ozdobić swoje ciało tatuażami, jakie nosili jego zamorscy przyjaciele, on mi tego nie zabronił, znalazł jednak dla mnie artystę, który swoją robotę wykonał fachowo i bezpiecznie.
Można by pomyśleć, że Miguel sprowadził mnie na złą drogę i zaniedbał naukę, jednak tak się nie stało. Pod jego skrzydłami przeczytałam i przyswoiłam tysiące dzieł dotyczących alchemii, botaniki, anatomii i tego wszystkiego, czego potrzebowałabym, by zostać równie sławnym mistrzem, jakim był on. Podczas pracy nie pozwalał sobie na zaniedbania i chociaż na co dzień nie chodził kompletnie ubrany, w pracowni zawsze zakładał niezbędną odzież ochronną i pilnował, bym i ja tak czyniła.
Od dwóch lat nie jestem już uczennicą Miguela - któregoś dnia uznał, że umiem tyle samo co on i najwyższy czas, byśmy się rozstali. W końcu dwóch alchemików nie może mieszkać pod jednym dachem - to zabija kreatywność, tak mówił. Można by pomyśleć, że dzięki temu mogłam rozwinąć skrzydła, tak się jednak nie stało. Już samo to, że byłam kobietą, utrudniało mi zrobienie kariery w stetryczałym, zdominowanym przez mężczyzn środowisku alchemików z uczelni w Menaos. Na domiar złego gdy jeszcze byłam uczennicą, pojawiła się plotka, iż mnie i mojego mistrza łączą łóżkowe relacje. Niestety, Miguel nie zrobił wtedy nic, aby uciąć domysły i naprostować sprawę, a tymczasem plotka rosła i rosła. Z początku niegroźne przypuszczenia co do spraw łóżkowych wpłynęły na to, iż zaczęto kwestionować moje umiejętności - w końcu wszyscy wiedzieli, jaki był Miguel, kto wie, czy nie trzymał mnie przy sobie dla przyjemności, a nauka odbywała się tylko “przy okazji”. Musiałam mocno się gimnastykować, aby o mnie usłyszano i mnie doceniono, w końcu jednak przestałam o to zabiegać, stawiając przed sobą inny cel: osiągnąć coś, co obroni się samo, w czym nie będzie można się dopatrywać ręki Miguela, a jedynie mojej własnej ciężkiej pracy.
Na dzień dzisiejszy mieszkam sama, w małym domu połączonym z pracownią, na skraju wioski kilka dni drogi od Menaos. Wbrew pozorom nadal utrzymuję kontakt z moim nauczycielem - spędziłam z nim wszak więcej czasu niż z własną rodziną i wiele mu zawdzięczałam. Inaczej sprawa ma się z moimi prawdziwymi rodzicami: oni już dawno zerwali ze mną kontakt. Nie podobało im się to, jak bardzo Saar wpłynął na mój charakter i jak daleko było mi do pełnej godności damy, na jaką chcieli mnie wychować. Plotka o romansie dodatkowo pogorszyła sytuację: ojciec nie mógłby wybaczyć zdrady, jaką było dla niego uwiedzenie córki przez przyjaciela z dawnych lat.
Początkowe, oczywiste, prace nad znalezieniem kamienia filozoficznego, porzuciłam na rzecz nowej, dość specyficznej niszy, w której upatrywałam jednak duży potencjał. Próbuję znaleźć zastosowanie alchemii w architekturze. Wiele materiałów można ulepszyć bądź znaleźć dla nich lepsze odpowiedniki, szkło może być twardsze, a zaprawa zastygać pod wodą… Wiadomo, w czym rzecz. Dlatego od pewnego czasu sporo podróżuję, szukając dobrze zachowanych ruin, z których mogłabym pobierać próbki do badań. Do domu wracam co jakiś czas, gdy skończą mi się fundusze, bądź torba zapełni się materiałami do badań.

AKTUALNIE
Jedna z wypraw po próbki była dla mnie szczególnie interesująca. Nie, bym znalazła wtedy cokolwiek ciekawego, gdyż wszystkie zebrane przeze mnie fragmenty cegieł i zaprawy były stanowczo zbyt nowe, by nadawały się do moich badań. Jednak pewnej nocy, gdy już wracałam do siebie, dostrzegłam dziwny rozbłysk na niebie - byłam przekonana, że to spadająca gwiazda i poszłam poszukać miejsca gdzie spadła. Nie znalazłam jednak meteorytu, a natknęłam się na dwie postaci - dziewczynę imieniem Eniko i smokołaka Fenrira. Nasze drogi zmierzały w tym samym kierunku, więc podróżowaliśmy razem. Eniko pochodziła prawdopodobnie spoza Alaranii, gdyż nie potrafiliśmy się porozumieć z nią we wspólnej mowie. Zaś między mną a Fenrirem od samego początku była jakaś dobra chemia, byłam nim bardzo zafascynowana, a on od początku obdarzył mnie zadziwiającym zaufaniem. Nim dotarliśmy do Menaos, dwukrotnie ratował mi skórę i chyba już wtedy straciłam dla niego głowę, zbliżyliśmy się jednak do siebie dopiero w mieście, gdy Eniko nas opuściła i mogliśmy tylko we dwójkę spędzić wieczór i całą noc. Na następny dzień udaliśmy się do mnie - chciałam tym zostawić swoje rzeczy i ruszać dalej, gdyż Fenrir zaproponował odwiedziny u swojego przyszywanego ojca, jednak mężczyźni z wioski zaprosili go na polowanie, dlatego w Sadach zabawiliśmy dłużej. Voro dane mi było poznać dopiero następnego dnia, nie była to jednak długa znajomość - ledwo chwilę porozmawialiśmy, nim mężczyźni poszli do domu, a ja udałam się rozejrzeć po okolicy. Nie wiem, co dokładnie się stało, musiałam trafić na jeden z tych magicznych fenomenów typowych dla Alaranii, gdyż nagle znalazłam się z powrotem w swoim domu. Nie wiedziałam, jak trafić z powrotem do domu Voro, gdyż Fenrir zabrał mnie tam na swoim grzbiecie... A on osobiście już się u mnie nie pojawił. Z pewnym żalem odpuściłam sobie ten temat i zajęłam się swoimi badaniami. Miałam sporo na głowie - zbliżał się odczyt, który mógł mi zagwarantować nie dość, że patent na dotychczasowe odkrycia, to jeszcze finanse na nowe. Odczyt jednak został przyjęty bardzo chłodno, co nie powinno mnie dziwić w Menaos. Musiałam udowodnić swoje tezy przeprowadzając eksperyment na żywo, do tego jednak potrzebowałam świeżych materiałów - by je zdobyć, razem z najemnikiem Kalisem udałam się na poszukiwania do jaskiń niedaleko miasta. Podziemne korytarze były jednak zrujnowane i trafiliśmy w miejsce, gdzie niekoniecznie chciałabym się sama zapuszczać... Tam zresztą spotkaliśmy gburowatego maga, Corvo. Razem z Kalisem zapalili się do pomysłu wyplenienia "zła", które siedziało w tej jaskini, ja jednak wolałam nie brać w tym udziału - zwyczajnie się bałam. Myślałam, że na tym mój kontakt z magiem się zakończy, jednak Corvo skontaktował się ze mną gdy wrócił do miasta. Miałam pomóc mu w rozgryzieniu zagadki mieszkańca tamtej jaskini, nie poznałam jednak finału tej historii - mój towarzysz został ciężko ranny i pomogłam mu na ile mogłam, lecz później zajęli się nim jego znajomi i Corvo jakby zapadł się pod ziemię.

Jakoś zdołałam dokończyć swoje badania, obroniłam postawione tezy i dostałam finansowanie, od którego była uzależniona moja kariera naukowa. Na spokojnie zabrała się za kolejne eksperymenty, które po raz kolejny wymagały ode mnie wypraw do Szepczącego Lasu. W trakcie jednej z takich wycieczek spotkałam elfa, Ezekjela, który od samego początku zapałał do mnie sympatią. Upomniały się jednak o niego demony przeszłości, które ścigał - w wyniku tego został wplątany w walkę i ciężko zraniony, a mnie porwano. Ezekjel uratował mnie z ich rąk i tak naprawdę nasza znajomość miała jakieś szanse rozkwitnąć, jednak on nagle bez słowa zniknął. Wtedy zrobiłam sobie przerwę w badaniach, udałam się do Turmalii, w odwiedziny do swojego mistrza. Wykorzystałam ten czas, by zrobić sobie nowe tatuaże - tym razem na dłoniach - odnowiłam stare znajomości i z nową energią mogłam wrócić do pracy. Miałam przeczucie, że będzie dopisywało mi szczęście.

I nie myliłam się. Prawie cały pobyt w mieście mojego nauczyciela był co prawda dość spokojny i przewidywalny, lecz sama końcówka wynagrodziła mi wszystko, co mogło mnie wcześniej spotkać niemiłego. W ostatni dzień przed wyjazdem wyszłam jeszcze na plażę nazbierać sobie trochę próbek, składników i odczynników, nie spodziewając się ani trochę tego, kogo tam spotkam. Na plaży jednak spotkałam Fenrira. Ze szczęścia popłakałam się jak dziecko, bo chyba dopiero w tamtej chwili dotarło do mnie, ile on dla mnie znaczy. Powiedział mi o wszystkim co się wydarzyło do naszego rozstania: okazało się, że jakaś banda złapała go w niewolę dla jakiegoś kolekcjonera, który interesował się takimi wyjątkowymi postaciami. Jemu jednak udało się uciec, a gdy wrócił do Alaranii, zaraz po odwiedzinach u swojego mistrza zaczął mnie szukać. Byłam przeszczęśliwa, że mogliśmy się znowu zobaczyć. Tamten wieczór spędziliśmy we dwoje, nie wychodząc z wynajętego w karczmie pokoju, na nowo ciesząc się sobą. Następnego dnia mieliśmy udać się do mojego domu w Sadach. Nasze plany pokrzyżował jednak mój znajomy tatuażysta Shan. Zostawiłam u niego moją kasetkę z dokumentami, a tuż przed tym jak miałam ją odebrać, przyszli do niego egzekutorzy mający odzyskać dług z gry w karty i przy okazji mu ją zabrali. W środku były moje patenty i notatki na nowe badania, nie mogłam ich stracić, to był wynik ostatniego roku mojej pracy. Gdy więc tylko dowiedzieliśmy się z Fenrirem, że minęliśmy po drodze tych egzekutorów, zaczęliśmy ich szukać. Jednak jeden z nich zdołał uciec, a gdy złapaliśmy drugiego, wszczął on taki alarm, że zamknięto nas na komisariacie do wyjaśnienia. Zdołaliśmy całe szczęście wyjaśnić co zaszło i mogliśmy podjąć poszukiwania. Dotarliśmy do osoby imieniem Mikael Saszkiawaland - lichwiarza, u którego Shan miał długi. Typek ewidentnie coś kręcił, lecz nie wiedzieliśmy jeszcze co - gdy przyparliśmy go do muru z pytaniami, wezwał swoich ochroniarzy i kazał nam wyjść, lecz dla Fenrira to nie byli żadni przeciwnicy - powalił ich bez wysiłku. Lecz niestety Mika zdołał nam uciec, korzystając z jakiejś magii iluzji czy czegoś w tym stylu. My mieliśmy jednak kolejny trop: były to magazyny należące do lichwiarza i jakiś mężczyzna, z którym miał się on tam spotkać. Jegomość nazywał się Harald i okazał się być typem niezwykle tchórzliwym: myślał, że zarazi się od Fenrira jego smoczą łapą, a mnie przez tatuaże uznał za groźną kryminalistkę. Nic nie udało się z niego wyciągnąć, lecz wtedy pojawił się Saszkiawaland. Nareszcie dowiedzieliśmy się, że nie bronił zabranej mi kasetki przez moje patenty, a przez cyrograf, który w niej nosiłam, a o którym zupełnie zapomniałam, bo nie był mi do niczego potrzebny. Oddałam mu więc go, a w zamian odzyskałam resztę zawartości szkatułki i co więcej dostałam jeszcze na drodze małego szantażu trochę złota i wahadełko alchemiczne. Z tym mogliśmy już wracać do domu. Fenrir zaproponował, że polecimy na jego grzbiecie, lecz okazało się, że podczas niewoli odebrana została mu zdolność przemiany. W podróż do Sadów udaliśmy się więc pieszo, a mój ukochany już obmyślał plan, jak odzyskać utracone umiejętności. Wiązało się to dla niego z kolejną podróżą, dlatego nie zabawił zbyt długo u mnie w domu - ledwo jeden dzień i jedną noc, tyle, ile było nam potrzebne, by chociaż odrobinę nacieszyć się sobą i by on mógł przygotować się do drogi. Opuścił mnie następnego dnia rana, obiecując jednak, że wróci, na co bardzo liczyłam.

Dane gracza: Sanaya

Nazwa użytkownika:
Sanaya
Ranga:
Splatacz Snów
Inne Postacie:
Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek,
Martwe postacie:
Płeć:
Kobieta
Ranga:
Obrazek
Status:
OFFLINE
Wiek:
27
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
GG:
5181070
Grupy:
Dołączył(a):
So cze 21, 2014 1:48 pm
Ostatnia wizyta:
So gru 16, 2017 2:01 pm
Liczba postów:
371 | Znajdź posty użytkownika
(0.50% wszystkich postów / 0.29 posty dziennie)
Ostatni post:
Naszyjnik z pereł
Wt gru 05, 2017 12:34 am
Najaktywniejszy w dziale:
Równiny Andurii
(Posty: 119 / 32.08% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
[Wieś Sady] Niezwykły gość
(Posty: 102 / 27.49% postów użytkownika)
cron