Profil użytkownika Acora

Avatar użytkownika
[Ta karta była modyfikowana, zmiany nie zostały jeszcze zaakceptowane]

Ogólne

Potęga:
Imię: Acora Merril'ni
Rasa: Człowiek
Wiek: 23 lata


Aura

Cynowa aura, nieco słabsza od przeciętnej. Charakteryzuje się szafirową poświatą. Wydziela zapach kobiecych perfum. Wokół słychać trzaski płomieni. Jest aksamitna i twarda w dotyku, ale o ostrych krawędziach, w smaku natomiast gorzka, choć łagodna.


Wygląd

Jest wysportowaną, szczupłą dziewczyną. W genach otrzymała od swojej matki wszystkie atuty, którymi kobiety mogą się pochwalić. Jedyną,
nietypową rzeczą u niej jest kolor włosów. Są ciemnoniebieskie, przechodząc czasami w granat. Fryzura, jak zawsze: lekka grzywka opadająca
na lewe oko, włosy do ramion.
Acora ma ciemnoczekoladowe oczy, które czasami zdają się być wręcz czarne. Gęste rzęsy, wypukłe usta, jędrne piersi często przyciągają do
niej mężczyzn, lecz ta odrzuca ich ze wstrętem.
Jest średniego wzrostu.
Zazwyczaj nosi spodnie, obcisłą koszulkę i swoją ulubioną czarną, skórzaną kurtkę. W zimniejsze dni zakłada ciemnozielony płaszcz podróżny.
A! I najważniejsze! Oczywiście jako przykładna panienka z dobrego domu, ma mnóstwo tatuaży. Prawą dłoń oraz ramię zdobi wizerunek smoka,
który zionąc ogniem rozprasza cierpienie. Za lewym uchem, ciągnący się wzdłuż szyi wizerunek lecących ptaków, co zapewne miało
symbolizować wolność i niezależność. No i jeszcze ten fajny tatuaż na brzuchu, kończący się przy prawym udzie. Co przedstawia, to już wielka
zagadka, bo nikt go jeszcze nie widział, a Acora jakoś nie chce tego zdradzać.


Charakter

Uuu... Zaczynają się schody.
Bo Acora jest... dość trudna, jeśli można to tak określić. I zmienna. Tak to dobre słowo.
Jako małe dziecko uczona była powściągliwości, spokoju i, pewnego rodzaju, wytrzymałości psychicznej. Ale czas płynął dalej i dziewczyna
razem z nim zmieniała swoje upodobania i siebie.
Później, w czasie swojej wędrówki, potrafiła być gwałtowna, chamska i wulgarna, ale nie leżało to w jej naturze, tak więc dziewczyna porzuciła
ten styl życia.
Nigdy jednak nie przestała być wytrwała, opanowana (jeśli zachodziła taka potrzeba) i śmiała. Zawsze stara się postawić na swoim, ale nie jest
uparta. Umie rozróżnić dobro od zła. Kieruje się intuicją, która jeszcze nigdy jej nie zawiodła.
Życie pokierowało nią w ten, a nie inny sposób, przez co Acora jest jaka jest. I nie można jej za to winić.
Stara się trzymać z daleka od ludzi, gdyż, jak twierdzi, przynosi pecha. Kiedy jednak komuś uda się dotrzeć do niej, zyska przyjaciółkę do końca
świata. Jest lojalna i pomocna. I to by było na tyle.
Bo Acora dalej szuka ''siebie''.

Atrybuty

Krzepa:Raczej silny, Wytrwały, Odporny,
Zwinność:Bardzo zręczny, Bardzo szybki, Dokładny,
Percepcja:Wyostrzony wzrok, Przytępiony smak, Wyostrzone czucie, Słaby zm.mag.,
Umysł:Pojętny, Ineligentny, Silna wola,
Prezencja:Piękny, Godny, Przekonywujący,

Cechy specjalne


Umiejętności

Skrytobójstwo [W]
Walka mieczem [M]
Taktyka [O]
Gotowanie [O]
Etykieta [W]
Kartografia i znajomość map [W]
Jazda konna [W]
Rzut sztyletami [O]
Pływanie [O]
Przetrwanie [O]

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Magia ognia [N]Może ma jakieś zadatki, ale... nigdy tego nie próbowała. Nie po tym co się stało.

Magiczne przedmioty

Towarzysz

Karini
Kary ogier, którego dziewczyna dostała w zamian zapłaty za jedno zlecenie. Dziewczyna jest niezwykle przywiązana do tego zwierzęcia, więc
zabije każdego bez mrugnięcia okiem, jeśli coś mu się stanie. W pewien sposób przypomina jej... przeszłość.
Koń jest idealnie czarny, nie ma żadnych zmian, ani skarpetek. Ma gęstą grzywę oraz ogon. Jest smukły i dostojny. Wiele osób myli go z ogierami z
tej słynnej stadniny koni królewskich. Karini jest niezwykle szybko, zwrotny i wytrzymały. Nie jest wysoki. To raczej mały koń, za to wspaniały
towarzysz. Jest odważny i bystry. Dziewczyna zawsze może polegać właśnie na nim. I o to chodzi!

Historia

-Ależ panienko! MUSISZ założyć tę sukienkę!
-NIE! Nie chcę! Nie chcę tam iść!- wskazała rączką na zamknięte drzwi i skrzywiła się z niesmakiem.
Niania małymi kroczkami zbliżyła się do dziewczynki i złapała mocno za ramię. Panienka syknęła cicho, przyzwyczajona do tego typu
podchodów i łapanek, jednak, jak zawsze zresztą, zaczęła się wyrywać. W kopaniu, gryzieniu, szczypaniu, ciągnięciu za włosy i drapaniu nie
miała sobie równych. Podobnie zresztą jak we wspinaniu się po drzewach i posługiwaniu się mieczem, za co często była boleśnie karana, bo
przecież „panience nie wypada”. Nie lubiła tego całego przepychu, sztucznych uśmiechów i pochlebstw. Na dworze wszyscy nosili maski. Udawali
przed innymi tak mocno, ze czasami zapominali kim są naprawdę. Sama bała się tego, że stanie się taka jak oni. Sztuczna. Niczym lalka ciągnięta
za sznurki. Ze wzorowym makijażem, we wspaniałych sukniach i jak zawsze miła.
Dawno temu, kiedy jeszcze nikt nie wiedział o jej nocnych wędrówkach, instynkt zaprowadził ją do pewnej karczmy na obrzeżach miasta, gdzie
od pewnego pustelnika wysłuchała opowieści o potworach, które radną twarze. Stwory najpierw kuszą pokazując mu bogactwa, władzę, a kiedy
tylko człowiek robi się nieuważny, zachłanny i próżny, zabierają mu twarz. Dziewczyna tak właśnie tłumaczyła sobie cała ta sztuczność u niej w
domu. Zabrali im twarze.
-No nie wyrywaj się!- krzyknęła jeszcze raz niania, wkładając sukienkę przez głowę panienki. Ta wyrywała się coraz bardziej, nie mogąc
znieść myśli, że kiedyś sama stanie się nieuważna i zabiorą „ją”. Bo razem z twarzą znikał człowiek. Nie mógł wyrazić swojego bólu, cierpienia,
szczęścia czy złości, wiec przestawał być. Zupełnie jak tutaj. Wszystko na pokaz.
-Nie chcę!- krzyknęła jeszcze raz, a do jej ślicznych, małych oczek zaczęły napływać łzy.
Kobieta, zaprawiona w bojach, dość szybko poradziła sobie z małą złośnicą. Uklęknęła przy nadąsanym dziecku, które w ramach obrazy
złożyło rączki na piersi i wydęło usta. Łzy spływały jej ciurkiem po policzkach. Służąca sięgnęła do kieszeni, skąd dobyła starą, pożółkłą
chusteczkę, którą otarła dziewczynce twarz.
-Spójrz jak ładnie wyglądasz.- powiedziała ciepło i wskazała palcem na lustro przed nimi.
Po chwili panienka podniosła wzrok i wpatrzyła się w swoje odbicie. Przed nią stała, na oko sześcioletnia, dziewczynka, ubrana we wściekle
różową sukienkę z mnóstwem falbanek i koronek.
-Wyglądam jak błazen.- skwitowała krótko i odwróciła się do niani.
Kobieta uśmiechnęła się ciepło, bo w głębi ducha tez tak uważała. No ale cóż, jako służąca musiała słuchać rozkazów Pani Matki, która uważała
iż jej córka będzie wyglądać bajecznie w takich kreacjach.
-Nie chcę tego nosić!- krzyknęła niespodziewanie dziewczyna i zaczęła zdzierać z siebie odzienie.
-Co panienka robi?!- wrzasnęła kobieta, ale było już za późno. Dziewczynka poszarpała delikatny materiał. Koronki i paski różowego materiału
zwisały w nieładzie.
Dziewczynka uniosła lekko brodę na znak radości i dumy. Opiekunka spiorunowała swoja podopieczna wzrokiem. No teraz to się im oberwie!
Służąca zaczęła nerwowo oglądać się dookoła w poszukiwaniu pomocy. Za pięć minut mają być na dole, a dziewczyna nie ma połowy sukienki.
Cudownie!
Niania wyglądała na podenerwowaną, więc dziewczynka zreflektowała się trochę i spuściła główkę. Jej granatowe włosy opadły na policzki.
Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Wiedziała, że zrobiła coś złego. I nie potrafiła teraz tego naprawić. Szlag!
-No cóż. Musimy chyba zejść tak.- kobieta niepewnie wstała, chwiejąc się lekko na nogach. Jej głos drżał, jakby była skrajnie przerażona,
ale nie chciała tego dać po sobie poznać. Chwyciła dziewczynkę za rączkę i obie zeszły na dół.
Na parterze czekała na nich Pani Matka.
-Co to ma być?!- wrzasnęła, wyraźnie zdenerwowana, kiedy tylko ujrzała swoje dziecko.
Nie była dobrą mamą. W ogóle nie była mamą. Dziewczynka nazywała ją tak, tylko dlatego, że jej niania tak mówiła. Nigdy nie miała bliższych
kontaktów z tą oschłą, starszą panią. Bała się jej. Już samo wymówienie jej tytułu sprawiał panience ból. Matka. Matka powinna być ciepła, miła,
pełna miłości i empatii. Natomiast to straszydło tutaj, było dokładnym przeciwieństwem tego słowa. Nie była matką w żadnym calu. Rodzicielką,
może. W końcu ją urodziła. Panienka jednak nigdy nie doszukała się podobieństw, pomiędzy nią, a tym czupiradłem w staromodnych okularach.
Kobieta mogła mieć koło czterdziestu lat. Była chuda i wysoka. Szare włosy miała zawsze upięte w nienaganny kok. Na haczykowatym nosie
znajdowały się okulary-połówki, jakby je ktoś tam przytwierdził w jakiś magiczny sposób. Lodowate oczy były z natury jasno-błękitne, jednak
kiedy ktoś wyprowadził ją z cierpliwości, co zdarzało się nader często jak na tak „opamiętaną i zrównoważoną” osobę, za jaką się podawała, jej
białka stapiały się z tęczówkami, a wzrok robił się iście diabelski.
Diabły miały, co prawda, czerwone oczy, a przynajmniej tak je malowano, jednak dziewczynka wiedziała, że w tym spojrzeniu mieszka diabeł.
Albo potwór. Albo i to, i to.
-Panience nie spodobała się sukienka.- stwierdziła niania. Widać było, że próbuje za wszelką siłę opanować się i nie wybuchnąć płaczem. Jej
klatka piersiowa falowała. Oddech drżał, a głos był niepewny. Ścisnęła mocniej małą dłoń dziewczynki, jakby szukając u niej wsparcia. Panienka
nie wiedziała co ma zrobić. Jasne było, że Pani Matka zaraz wybuchnie i skrzyczy służącą. Jej wielkie, ciemno-brązowe oczy latały od swej
rodzicielki do niani, śledząc uważnie rozwój sytuacji.
-Jak śmiesz tak kłamać!- wrzasnęła starsza kobieta i podeszła do swej podwładnej. Jej nos znajdował się tak blisko twarzy niani, jakby
chciała tym swoim szpikulcem przebić jej twarz na wylot. Teraz obie kobiety były na skraju wytrzymałości. –Moje dziecko ma nienaganne maniery
i nigdy nie zrobiło by czegoś takiego.
-Mamo…- zaczęła cichutko dziewczyna, również przerażona. –To moja wina.- dokończyła i spojrzała w zimne oczy swojej matki. Jej białe
oczy. Ten szalony wzrok, którego tak się bała, znów przeszywał ją na wylot.
-Zamknij się smarkaczu!- wrzasnęła i wymierzyła córce dłonią w policzek. Dziewczynka upadła na podłogę pod naporem siły ciosu. Jej niania
pisnęła cicho i uklęknęła przy podopiecznej. Wyciągnęła swoją starą chusteczkę i wytarła łzy, które znowu zaczęły spływać po policzkach
dziewczynki.
-Cichutko…- zaczęła spokojnie i pomogła panience wstać, a sama uklęknęła przed nią. –Nie płacz już, kochanie.- próbowała uspokoić
dziewczynkę, która zaniosła się szlochem. –Nie wypada płakać. Jesteś silna, prawda?- spytała.
Panienka niepewnie kiwnęła głową i spojrzała w ciepłe oczy swojej starej niani. Oddała by wszystko, aby to właśnie ta kobieta była jej mamą.
Mogłaby zamieszkać w jakiejś starej stodole! Kobieta zawsze wiedziała co tez dolega małej podopiecznej i zawsze ja wspierała. Była przy niej od
zawsze i, miałoby się zdawać, na zawsze.
-Wstań suko.- powiedział sucho Pani Matka, patrząc na drugi koniec sali. –Straż! Brać ja!- wydała rozkaz, a dwóch rosłych mężczyzna
złapało starsza kobietę pod pachy i wywlokło nianię z pomieszczenia. To wszystko działo się zbyt szybko. Nim dziewczynka zorientowała się co
się stało, jej jedynej bliskiej osoby już nie było. I nigdy nie miała wrócić.
-NIEEEEE!- ryknęła i wpadła w panikę. Łzy spływały tak szybko, że panienka nic nie widziała. Padła na kolana przed swoją rodzicielką, złapała
rąbek jej starej spódnicy i zaczęła błagać, aby jej niania wróciła.
-Odpowie za zdradę stanu.- stwierdziła krótko i noga odepchnęła od siebie płaczącą córeczkę, niczym robactwo, którego się brzydziła. Jej
twarz znowu była pusta, a spojrzenie zimne i nieczułe. –Zabierzcie to ode mnie.- rozkazała dwóm służącym, stojącym do tej pory w kącie. –Za
dziesięć minut ma być gotowa. W salonie czeka jej przyszły mąż, więc musi wyglądać wspaniale. Załóżcie na nią tę zieloną sukienkę z kokardą.-
jeszcze raz spojrzała na swoje dziecko. W jej oczach było niczym. Żałosnym stworzeniem, które daje się ponieść emocjom. Prychnęła
niezadowolona, obróciła się na pięcie i odeszła do salonu za drzwiami. Dziewczynka uspokoiła się i spróbował przysłuchać się rozmowie. Pani
Matka znów mówiła swym cukierkowym, słodkim głosikiem, tak dobrze wyćwiczonym na potrzeby dworu.
Ktoś chwycił ją za rękę i pociągnął ze sobą. Po chwili znalazła się w swym pokoju. Rozejrzała się rozkojarzona. Jeszcze przed chwilą była tu
razem z nianią. Droczyła się z nią i bawiła. A teraz jej nie ma.
Wszystko zdawało się być jakimś niesmacznym żartem.
Ktoś zdjął z niej poszarpane ubranie i przyniósł z szafy kolejną słodką sukienkę. Nałożył na nią. Tym razem się nie wyrywała. Nie miała na to siły.
Znajdowała się w letargu. Nie wiedziała jak się nazywa, ani gdzie jest. Najważniejsze było to, że teraz nikt jej nie powie.
-Teraz lepiej.- stwierdziła Pani Matka, kiedy po dziesięciu minutach zeszła na dół. Półprzytomnym wzrokiem rozejrzała się dookoła, mając
nadzieję, że jej opiekunka zaraz wyjdzie zza szafy, albo któryś drzwi, jak to robiła zawsze kiedy bawiły się w chowanego. Nic takiego się nie
stało, wiec dziewczyna spuściła głowę zawiedziona i wpatrzyła się tępo w marmurowa posadzkę.
-Ogarnijcie to dziecko!- krzyknęła kobieta i dwie służące otarły łzy z jej twarzy, świeżo wypranymi, białymi chusteczkami. Dziewczynka
pociągnęła głośno nosem, co wywołało grymas na twarzy Pani Matki. –Jak ty się zachowujesz?!- spytała wściekła, a jej tęczówki powoli zaczęły
blednąć. –Policzki masz zapuchnięte!
-Pewnie dlatego, ze płakałam.- próbowała odgryźć się dziewczynka. Nic nie miała już do stracenia, wiec mogła pozwolić sobie na tego typu
odzywki do matki.
-Jak śmiesz?!- ryknęła kobieta i już miała wymierzyć córce kolejny cios dłonią, kiedy nagle drzwi do salony rozwarły się szeroko i do holu
wkroczyli dwaj mężczyźni oraz chłopiec w jej wieku. Jeden z mężczyzn uśmiechnął się szeroko do niej i wyciągnął rękę chcąc się przywitać.
Panienka, wyćwiczonym ruchem, dygnęła i podała rękę do ucałowania. Jej ojciec stał z tyłu.
Pusty. Kolejny człowiek pozbawiony emocji i przybierający maskę. Zupełnie jak Pani Matka, tyle że on nie wpadał w szał za każdym razem. Robił
to rzadziej.
-A więc to musi być ta ślicznotka, o której tyle słyszałem?- zagadnął pogodnie starszy pan i przyklęknął przy panience. Dziewczyna wciąż miała
spuszczoną główkę i nie chciała jej podnosić. Nie teraz. Mężczyzna nie wiedział jednak o tragedii, jaka ją przed chwilą spotkała i delikatnie
podniósł jej główkę. Spojrzał jej głęboko w oczka i uśmiechnął się pogodnie.
-Cóż to się stało, że jesteś tak strapiona?- spytał. W jego granatowych oczach czaiła się troska i niepokój. Najwidoczniej chciał jej pomóc.
Dziewczynka przetarła rękawem zasmarkany nosek i chlipnęła jeszcze parę razy. Nie mogła mu powiedzieć.
-Wywaliła się na schodach, biedactwo.- odpowiedziała za nią Pani Matka, tym swoim słodkim głosikiem.
-Niemożliwe! Taka młoda dama z pewnością by się nie przewróciła na schodach!- odparł starszy pan, odwracając się do pozostałych. –Jest zbyt
wysportowana, aby wywalać się na byle schodach!- znowu zwrócił się do niej- Pewnie świetnie wspinasz się po drzewach, prawda?- zapytał i
uśmiechnął się pokrzepiająco. Dziewczynka niepewnie kiwnęła główką. –Ale na pewno nie w tym stroju.- stwierdził i skrzywił się z niesmakiem. –
Proszę mi wybaczyć- spojrzał na panią domu- ale nie sądzę, żeby takie zdobione sukienki były odpowiednim strojem dla tej młodej, żądnej
przygód damie.- wstał i otrzepał spodnie. Co prawda nie musiał, bo podłogi były, jak zawsze, idealnie wypolerowane i czyste.
Pani Matka skrzywiła się na wzmiankę o wspinaczce swojej córki. „Nie przystoi damie!”, „Jesteś pawianem, to może zamkniemy cię w zoo, nie
sądzisz?!” wołała zazwyczaj. Nie lubiła niczego, co wystawało za kanon dobrych obyczajów i etykiety. A nawet i tego nie akceptowała czasami.
Niektóre zasady były dla niej… za miękkie. Rządziła twardą ręką i tego samego żądała od zasad. Kto nie zastosuje się do tego, powinien ponieść
karę. Jak najdotkliwszą, najlepiej. Tak by było dobrze. Dla niej.
Dziewczynka rozejrzała się wokoło. Dalej była zdenerwowana i chciała płakać, ale widziała, że to tylko przysporzy jej nie lada kłopotów. A poza
tym miała być silna i dzielna. Dla swojej niani, musiała to przetrwać.
Starszy pan roześmiał się, kiedy już zauważył, że poprawił panience humor.
-Może zatem udamy się do ogrodu, by przedyskutować resztę, a dzieci zostaną pod opieką?- zapytała Pani Matka.
-Och to dobry pomysł z tym ogrodem!- ucieszył się mężczyzna i klasnął w dłonie. –Ale co do tej opieki nie jestem pewien…- zaczął i przejechał
palcami po brodzie, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. Miał krótkie, czekoladowe włosy. Broda, równiutko przystrzyżona była szorstka i
niemiła w dotyku. Mężczyzna miał lekką opaleniznę. I był stary. No.. może nie w tym wieku co niania, ale na pewno starszy od rodziców panienki.
Jego twarz zdobiły liczne blizny, jakby walczył z potworami o ostrych pazurach. Dziewczynka wyobraziła sobie, jak kiedyś musiał pokonywać
niezliczone hordy strasznych monstrów, aby uratować kogoś bliskiego. Po zewnętrznych stronach jego oczu, zakrzywiały się zmarszczki,
tworząc kurze łapki. Mężczyzna musiał się często uśmiechać. Dziewczyna uradowana w środku, spojrzała błagalnie na starszego pana.
-A ty jak sądzisz?- zwrócił się do niej.- Potrzebna wam opieka?
-Nie proszę pana.- zaczęła niepewnie. Ze zdenerwowania złapała swoją sukienkę i zaczęła gnieść ją w małych raczkach. –Dam sobie radę.-
skończyła i spuściła wzrok, bojąc się napotkać wściekłe spojrzenie matki.
-Cudownie!- mężczyzna znowu się rozpromienił i klasnął w dłonie. –Idźmy zatem do ogrodu, a młodzież pozna się.- skończył uśmiechnięty i
raźnym krokiem ruszył na taras. Pani Matka i jej mąż niepewnie ruszyli za nic, co rusz oglądając się do tyłu na dzieci. Po chwili jednak zniknęli na
tarasie. Panienka już ich nie widziała. Była sama w tym pustym holu. No…prawie sama. Przed nią stał chłopak.
Ubrany w granatowy garnitur z czerwonymi guzikami i brązowe buciki, patrzył w marmurową podłogę. Ręce miał splecione za plecami. Nerwowo
przebierał tam palcami, ale bał się, że dziewczynka go nakryje. Po chwili zaczął kołysać się na palcach. Miał dłuższe, czarne włosy.
-Znam ciekawsze miejsca niż to.- zaczęła niepewnie panienka i wskazała rączką na schody. Nie chciała z nim rozmawiać. Wolałaby schować się
gdzieś i zniknąć, ale widziała, ze chłopak jest tak samo przerażony. Niania zawsze jej mówiła, ze należy wyciągnąć pomocną dłoń do każdego. A
ten tu, z całą pewnością, potrzebował wsparcia.
Dzieci w ciszy zawędrowały na dach. Panicz, z początku, bał się tam wejść, ale po namowach dziewczynki spokojnie wszedł na spadziste
dachówki. Usiedli blisko siebie na krawędzi jednego z dachów. Spędzili tam pół dnia, coraz lepiej się poznając. Śmiali się z dowcipów, spluwali na
ludzi idących pod nimi, rzucali małymi kamyczkami, które dziewczynka zawsze nosiła przy sobie, obserwowali chmury i uczyli się nawzajem siebie.
Kiedy słońce zaczęło zachodzić, zrobiło się chłodniej, panienka zaczęła drżeć z zimna. Chciałaby móc wrócić już do swojego pokoju, gdzie niania
czekać będzie na nią z kubkiem gorącej czekolady. Bała się jednak, że to się nie stanie.
Panicz zauważył, że jego towarzyszce zabaw zrobiło się zimno i ściągnął z siebie marynarkę, szczelnie okrywając przyjaciółkę. Nie było w tym nic
wymuszonego. Żadnej udawanej szarmancki. Było to tylko wyciagnięcie dłoni do potrzebującej. Dziewczynka odwdzięczyła się pięknym
uśmiechem. Prawdopodobnie najpiękniejszym, jaki kiedykolwiek chłopak widział. On również się uśmiechnął, a potem znowu zaczęli się śmiać.
Wkrótce jednak musieli wracać do środka.
Panicz, wraz ze swoim dziadkiem zostali w pałacu na dwa tygodnie, podczas których dzieci miały „się poznać”, a dorośli przedyskutować warunki
umowy, pomiędzy dwoma rodami.
Dziewczynka świetnie się bawiła i zdarzały jej się momenty, kiedy zapominała o nieszczęsnym wypadku i swojej niani. Była wtedy
najszczęśliwszym dzieckiem na świecie. Panicz stał się jej jedynym przyjacielem. Wspólnie spędzali każdą możliwą chwil, chodząc wspólnie nad
staw, gdzie karmili kaczki i wspólnie uciekali przed rozjuszonymi łabędziami, których próbowali dosiąść. Razem kradli świeże bułeczki kucharzowi,
jeździli na koniach. Panicz chciał nauczyć ją trochę fechtunku, ale to ona okazywała się być lepsza. Nie raz pokonała przyjaciela w walce
drewnianymi mieczami. Oczywiście wszystko w tajemnicy przed dorosłymi. I mieli jeszcze swój dach, na którym spotykali się codziennie
wieczorem, by wspólnie powspominać miniony dzień. Dziewczynka opowiadała o lekcjach śpiewu, gry na skrzypcach, przymiarkach „głupich
sukienek” i o wszystkim tym, czego uczą się przyszłe damy, a panicz opisywał jej lekcje fechtunku, jazdy konnej, posługiwania się mapami i
taktyką. Razem chodzili na lekcje języków, kaligrafię i rysunek, przez co chociaż te trzy godziny dziennie stawały się dla dziewczynki bardziej
znośne.
Pewnego wieczoru, kiedy tak siedzieli sobie i wspominali, patrząc się w przelatujące chmury, z dołu dało się słyszeć nawoływania. Ktoś próbował
znaleźć dwójkę łobuzów, ale nikomu nie przyszło na myśl popatrzeć w górę. Po półgodzinie szukał ich cały dwór, a dwójka przyjaciół miała
naprawdę niezły ubaw patrząc jak wszyscy krzątają się na dole. Nie musieli jeszcze schodzić. Było jasno. Ludzie tak śmiesznie wołali, coraz
bardziej podenerwowani. W tłumie dziewczynka widziała Panią Matkę, która nie mogła jej teraz dosięgnąć swoim wzrokiem. Dzieciaki skończyły
wyglądać za krawędź dachu i położyły się na dachówkach. Śmiały się.
Mimo tego, ze zbliżała się noc i zaczynało się robić zimno na dworze, im nie było chłodno. Wręcz przeciwnie. Dach jakoś je ogrzewał od środka.
Dziewczynka przekręciła się na brzuch, a twarz położyła na rękach.
-Lubię cię.- stwierdziła i popatrzyła w mądre oczy panicza.
-Ja ciebie też.- odrzekł i uśmiechnął się.
-I będziemy przyjaciółmi?- zapytała jeszcze.
Panicz spoważniał i spojrzał w ciemne niebo.
-Oczywiście.- odparł po chwili zastanawiania się. –Przecież po to jest to całe małżeństwo. Żeby przyjaciele już na zawsze byli razem.
Ktoś krzyknął. Dziewczynka poczuła jak dach zapada się, a ona tracie podparcie. Zrobiło się gorąco. Kilka dachówek spadło do środka. Buchnęły
płomienie. Dym drażnił oczy i uniemożliwiał oddychanie. Dach zapadł się, a dwójka przyjaciół wpadła do małego pokoju, zajętego przez płomienie.
Dziewczynka uderzyła głową o podłogę. Ktoś chwycił ją z ramię i podniósł.
-Musimy uciekać! Chodź!- krzyknął panicz i pociągnął za sobą.
Kaszlała. Próbowała dłonią zasłonić sobie usta, ale coś się stało, że się nie słuchała. Panienka spojrzała na lewą rękę, która zwisała bezwładnie
wzdłuż tułowia.
-Złamana.- powiedziała i stanęła.
-Co?- spytał panicz.
-Ręka.- spojrzała w jego ciepłe oczy.- Mam złamaną rękę.- stwierdziła spokojnie.
Z boku buchnęły płomienie. Języki ognia zajęły cały dom i próbowały złapać dwójkę dzieci, jakby im jeszcze było mało.
-Chodźmy!- krzyknął jej przyjaciel i znowu pociągnął za sobą.
Lawirowali między płonącymi meblami, chcąc znaleźć drogę, którą mogliby uciec. Wpadli na schody, które zaskrzypiały niepewnie pod ich nogami.
Schodzili powoli, ostrożnie.
-Przepraszam!- ryknęła dziewczynka.- Przepraszam, że cię tam zabrałam.- rozpłakała się.
-Nic się nie stało.- chłopak próbował jakoś uspokoić przyjaciółkę. –Przecież to był mój pomysł.- skłamał.
-Nieprawda!- zaprzeczyła panienka i potrząsnęła główką. –To był mój pomysł!
-Ale ja się zgodziłem!- krzyknął panicz i chwycił dziewczynkę za rękę. –Przyjaźń z tobą to najlepsze co mnie w życiu spotkało!
Trach!
Schody zawaliły się z hukiem, a dwójka przyjaciół wylądowała na marmurowej posadce. Byli nieprzytomni.
***
Otworzyła niepewnie oczka. Głowa ją bolała. Starała się usiąść i rozejrzeć. Wokół było tak jasno i przyjemnie. Z sufitu zwisały suszone zioła.
Obok niej ktoś postawił mały świecznik w kształcie delfina ze skrzydłami.
To śmieszne.- pomyślała- Delfiny przecież nie mają skrzydeł.
Po chwili wspomnienia zbombardowały ją. Pożar. Panicz. Przyjaciel.
Ktoś siedział przy jej łóżku. Była to Pani Matka. W tym świetle wyglądała jeszcze straszniej niż zwykle.
-Co się stał?- spytała przerażona. –A gdzie jest….?- Nie pamięta jego imienia. Zapomniała. Schody. Spadali. Ale jak on się nazywał?! JAK?!
Rozejrzała się dookoła. Jej wzrok nie nadążał za nią. Zgubiła się. Zgubiła jego. Jej przyjaciela. Jedynego przyjaciela!
-Nie żyje.- odparła krótko matka. Głos miała przesycony suchością i beznamiętnością. –Nie znaleźli ciała.- wstała od łóżka i chwiejnym
krokiem ruszyła w stronę wyjścia. Zatrzymała się w pół drogi i obróciła głowę przez ramię. Spojrzała swoimi pustymi oczami na córkę. –Ty go
zabiłaś.

Dane gracza: Acora

Nazwa użytkownika:
Acora
Ranga:
Mieszkaniec Sennej Krainy
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Cz sie 09, 2012 8:59 pm
Ostatnia wizyta:
Pn cze 22, 2015 4:20 pm
Liczba postów:
128 | Znajdź posty użytkownika
(0.16% wszystkich postów / 0.06 posty dziennie)
Ostatni post:
[Obszar całego grodu] Gród Niedźwiedzia, Dom Klucznika.
Śr lip 09, 2014 1:52 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Leonia
(Posty: 64 / 50.00% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Smutki niezatapialne w alkoholu
(Posty: 48 / 37.50% postów użytkownika)
cron