Profil użytkownika Mantus

Avatar użytkownika

Ogólne

Potęga:
Imię: Mantus
Rasa: Człowiek
Wiek: Bilogicznie: trzydzieści - czterdzieści lat. Prawdopodobnie przeżył około trzystu lat licząc czas względny – czyli abstrahujac o


Aura

Potężna, lecz ciemna i matowa, srebrzysta aura o przedziwnej poświacie; jej barwa zawiera niemal wszystkie możliwe, a jednocześnie wydaje się wcale nie istnieć w płaszczyźnie zmysłu wzroku... Towarzyszący tej osobliwej emanacji zapach wydaje się zwyczajny, znajomy - ot, woń, którą można poczuć, przewracając karty starych ksiąg - jednak rozbrzmiewający przy niej dźwięk nie jest już tak swojski. Na początku słychać jakby zwyczajny instrument, ale z każdym kolejnym tonem odgłos zniekształca się, oddala, zatraca... Aura cechuje się powierzchnią giętką, aksamitną, niesamowicie ostrymi krawędziami. Jej smak to słona gorycz. Przebywając w jej pobliżu traci się wszelką chęć do walki z własnym losem.


Wygląd

Starzejący się mężczyzna średniej postury – takie pierwsze wrażenie prezentuje osoba Mantusa. Do tego dość tajemniczy. Na twarzy o cygańskich rysach najważniejszy punkt zdają się tworzyć oczy. Dwa lepkie punkty jakby spoza zwykłej rzeczywistości obdarzają świat spojrzeniem inteligentnym, żywym lecz w jakiś sposób nieprzyjemnym. W konsternacje obserwatorów wprawia ich barwa. Jedni mówią o żywym błękicie nieba, inni dostrzegają źrenice srebrnej, zimnej, niemal rtęciowej barwy, jeszcze inni obserwatorzy widzą kolor bladoniebieski, nieprzyjaźnie trupi. Co ciekawe – wszyscy mają racje, każda z ich prawd jest równoważna. Głowę porastają bujne, dość długie kruczoczarne włosy poprzecinane chaotycznie pasmami siwizny. Mantusowi włosy siwieją bardziej na barwę srebrzystą niżeli białą. Przykrywają malowniczy tatuaż na czole przypominający kombinacje kilku znanych run. Oblicze zmienia się wiele razy wedle potrzeb, właściciel jest aktorem lecz zdecydowanie najczęściej gości na nim śmiech zdradzając pogodną naturę osobnika. Natomiast dba brodę staranie ją przycinając.

Jeśli rozebrałby się do naga można na torsie, nogach oraz przedramionach zaobserwować osobliwe tatuaże. Prezentują one znaki, linie i krzywe geometryczne. Dokładna ich obserwacja wymaga chwili wpatrywania się i skupienia, inaczej niewprawne oko bardzo szybko gubi kształty które zaczęło dostrzegać. Ponadto ciało nosi na sobie ślady wielu starych blizn. Dłonie Mantusa są żylaste lecz delikatne o długich palcach i okrągłych, sinych paznokciach. Mag obdarzony został przez naturę głosem dźwięcznym, przyjemnym dla ucha na co niesyt nałożyła się alkoholowa chrypa oraz zmęczenie słyszalne w barwie głosu. Porusza się z gracją, dziwnie lekko i niesamowicie pewnie każdego swego kroku. Cień człowieka zdaje się chodzić własnymi drogami. Perfumuje się mieszanką świeżych ziół w miarę możliwości wcierając je w skórę w ramach porannej toalety i tak też pachnie. Chyba, że po raz kolejny się upije.

Chociaż raczej nie przyciąga wzroku postronnych zwykł się ubierać w stylu stanowiącym osobliwe pomieszanie garderoby zubożałego szlachcica, podróżnika i wędrownego sztukmistrza. Nosi więc wysokie, wiecznie ubłocone buty oraz ciepłe spodnie otrzymywane ciężkim pasem wykonanym najwidoczniej na zamówienie: pełniona na jego powierzchni schowków i mieszków. Posiada również pochwę w której spoczywa miecz Róża oraz dwa mniejsze pochwy na kilka sztyletów. Na torsy Mantus zwykł zakładać zwiewne koszule na myśl przywodzące ubiór chłopski, zwykle barwy białej, czarnej lub siwej. Pod koszulą nosi kolczugę. Na dłoniach spoczywają opięte rękawiczki wykonane z jakiejś szorstkiej, gadzie skóry. Mantus nosi również metalowe nadgarstniki. Swoisty stały element ubioru stanowi torba ciasno przewieszona przez ramię gdzie trzyma cały swój dobytek oraz czarny płaszcz zakończony zdobione srebrną nicią pod którego cieniem kaptura, rzadziej kapelusza przemierza świat. Ubiór dopełnia metalowy kij, oszczędnie zdobiony, stosunkowo lekki służący za podparcie podczas drogi pokonywanej pieszo.

W wielu zakamarkach i schowkach w ubraniu nosi noże, trucizny ale również zioła i... Piłeczki do żonglowania.


Charakter

Dziecko losu, a także swej magi. Co za tym idzie – szelma i kuglarz. Ma radosny stosunek do świata, życie jest zbyt krótkie aby się smucić, więc trzeba się śmiać i bawić, pić i tańczyć, kochać się z kobietami i trwonić pieniądze. Tak się przynajmniej wydaje. Świadom przeznaczenia niczemu się już nie dziwi. Wiele sytuacji wydaje się mu komicznych, ze względu na starania ludzi brnących przeciw przeznaczeniu, a to zawsze niesie cierpienie. Jego kodeks moralny podyktowany jest równowadze świata ale również prądom losu w imię których może dokonywać największych zbrodni. Nienawidzi tych, którzy życie biorą zbyt lekko. Krzywdziciele i mordercy warci są splunięcia tak samo jak ci którzy sami się krzywdzą. Duży nacisk kładzie na poszanowanie ciał zmarłych, nie mówiąc już o duszy. Nie boi się śmierci, jest tylko naturalnym biegiem rzeczy.
Dlań świat stanowi teatr, istoty rozumne – aktorów. Sabie zaś widzi jako jegomościa który podejrzał scenariusz i musi się do niego ustosunkować. No i jest szelmą. Według niego prawda i fałsz nie istnieją, wszystkie prawdy są równoważne.

Atrybuty

Krzepa:
Zwinność:Niezwykle zręczny, Bardzo szybki,
Percepcja:Dobry wzrok, Wyczulony na magię,
Umysł:Bystry, Błyskotliwy, Żelazna wola,
Prezencja:Ładny, Szarmancki, Władczy,

Cechy specjalne

Imię jego Apsh [Z]Będąc pod protekcją tego imienia nie ma siły która byłaby w stanie do czegokolwiek zmusić kuglarza. Jednocześnie szturmy mentalne wymagają pojedynku z posiadaczem na jego własnym podwórku – własnym umyśle.
Intuicja [Z]Mantus zawsze ma świadomość przeznaczenia. Jego intuicja jest potężna, dzięki temu kroczy przez świat jak dziecko losu którego nic nie zaskoczy. Przeczuwa wiele rzeczy, jedne dokładniej, inne mniej, w każdym aspekcie rzeczywistości widzi wzory i symbole wariantów przyszłości. Jednocześnie przeznaczenie niekiedy bywa potężną siłą. Wiedzieć o czymś nie znaczy móc temu zapobiec.
Tajemniczość [D]Bierna zdolność na której działanie nie ma za grosz wpływu, natomiast śledczy będą przeżywać prawdziwie frustrujące chwile. Niesamowitą siła splotu wypadków tropy i ślady jego działalności ulegają lekkiemu zamazaniu. Świadkowie podają różne wersje wydarzeń, tropy zmywa deszcz, ktoś nie zapamięta twarzy, a tu piwo wyleje się na księgę gości karczmy. Jest to rzecz na którą nie ma wpływu, nie może jej wyłączyć. Prawdę mówiąc jest to reakcja obronna rzeczywistości która powoli wybiera z siebie fakt istnienia tego maga.

Umiejętności

Jeździectwo [P] Zdecydowanie woli piesze podróże od tych na grzebiecie stworzenia, a vez praktyki nie ma wyszkolenia.
Otwieranie zamków [W] W przeciwieństwie do mechanizmów, zamki nie tylko są elementem którego nie można po cichu ominąć to jeszcze zazwyczaj nie zostawiają śladów otwarcia. Stąd praktyka.
Polowanie [P] Z racji niechęci do podróży konnych wszystkie wędrówki zwykły się wydłużać, a zbyt dużo żywności nie ma ochoty dźwigać.
Przetrwanie [W] Podobnie jak przy pożywaniu, wiele podróżuje pieszo i jest raczej typem wędrowca. Przekłada się to nie tylko na częste wędrówki ale trwające zdecydowanie dłużej w niegościnnym miejscu niżeli przy użyciu konia. Wiele razy musiał pośpiesznie uchodzić z miast i koczować w okolicy. Stąd zdolności przetrwania.
Skradanie się [M] Żałosne byłoby gdyby osobnik wzywający cienie do pomocy nie potrafił być cichy jak ten cień. Na szczęście Mantus nie jest żałosny.... Chyba, że się upije.
Skrytobójstwo [W] Styl skrytobójstw podporządkowany jest jego poglądom o świecie co nakłada szereg ograniczeń nań jak swoista świadomość umierania bądź śmierci przez ofiarę i wiele podobnych. Nieczęsto pozwala sobie je złamać. Dlatego sposób praktykowania tej sztuki jest u niego dość specyficzny rozwijając sposoby aby mimo wymogów śmierć była wciąż skrytobójstwem.
Alchemia [W] Skupił się raczej na przedłużaniu przydatności preparatów z ziół oraz aplikacji właściwości tychże poprzez gaz, a także produkcji zasłon dymnych.
Szpiegostwo [W] W połączeniu z trudnością śledzenia Mantusa czyni zeń dobrego szpiega. Szpieguje zwykle dla siebie zbierając potrzebne informacje do zrozumienia prądów losu, dużo w tym funkcji mistycznej w lawinie zdarzeń. Dopiero po tym oczywiste, praktyczne zalety.
Szulerstwo [W] Karty, kości czy inne gry, kłamstwa, wielkie i małe przekręty – czuje się w nich jak ryba w wodzie praktycznie zawsze będąc zdolnym do zgromadzenia szybkiego grosza. Zdecydowanie bardziej frustrujące jest przeznaczenie przez które nie raz zmuszony był przegrać małe fortuny...
Unieszkodliwianie mechanizmów [O] Przydatna sztuka podczas wszelakich włamań jednak nie ceniona przez Mantusa nader wysoko. Uważa, iż zdecydowanie lepiej jest poszukać innej drogi.
Zielarstwo [M] Od zawsze miał talent do ziół, poznał ich naprawdę wielką ilość oraz sposobów wykorzystania. Nie czerpał jednak całej wiedzy z ksiąg. Zdecydowaną większość swych umiejętności zawdzięcza praktyce, rozmowie z innymi zielarzami – nigdy nie lekceważył wiedzy nawet wioskowej starej baby – oraz licznym podróżom.
Torturowanie [O] Przemoc musi być dobrze wymierzonym ostrzem, kolejnym narzędziem w rękach maga cienia. Stroni przez to od bezcelowego zadawania cierpienia.
Etykieta [O] Zanim zaczął swoje obecne życie prowadził byt szlachcica, ponadto wiele razy dawał występy na rozmaitych dworach.
Nekromancja [W] Trzeba znać wroga – chyba tak to wygląda w jego wypadku.
Wiedza tajemna [W] Mag cienia nie bez przyczyny nazywa się magiem
Władanie bronią białą (lekkie ostrza) [W] Zaczynało się od lekcji szermierki jako dziecko, skończyło na pojedynkach na miecze czy pchnięciu nożem w ciemnym zaułku.
Uniki [W] Część umiejętności bojowych mimo tego, że walki często unika – a może właśnie z tego powodu? Poza typowymi unikami dość dobrze przyswoił sobie prawidła uniknięcia obrażeń w karczemnych burdach.
Gra na instrumencie (flet) [W] Muzykalność rozwijał w młodości jako cześć klasycznego wykształcenia jakie miał odebrać szlachecki syn. W jego obecnym życiu przybrało formę gry na flecie.
Gimnastyka [W] Dużo w jego gimnastyce cyrkowych sztuczek którymi raczył dworzan, a i czasem dołączał do cyrku aby przebyć z nim pewną drogę.
Kuglarstwo [M] Prawda, fałsz – ulubione powiedzenie maga cienia odzwierciedla się w jego umiejętnościach. Przedstawia się jako kuglarz bądź sztukmistrz, a jego sztuczki w swej niezwykłości ocierają się o to co niemożliwe w znacznym stopniu. Niedoświadczone oko może widzieć w tym magiczne iluzje podczas gdy w kuglarstwie wszystko jest zwyczajne, a magiczne tylko w oczach odbiorców.
Czytanie aur [P] Jest już wystarczająco długo na tym świecie aby pojąć sztukę czytania aur która była obca w jego ojczyźnie. Jest to wyłącznie samodzielna nauka skoncentrowana raczej na wyczuwania siły podmiotu niżeli na czymkolwiek innym.

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Rozkazy
Śmierci [M]Sztuka tańca skrajności której poznanie zapoczątkowało obecną drogę Mantusa. Z tego powodu czyni ją już naprawdę długo chociaż po prawdzie z wiekiem przychodzi cnota rozwagi, mądrość i spokój. Zobaczenie spektakularnych efektów spod jego ręki nie jest obecnie powszechnym widokiem.

Magiczne przedmioty

Lunargentowa zbroja [ZAK]Jest to lekka kolczuga oraz dwa nadgarstniki do kompletu. Klucz do niezwykłości stanowi materiał z którego wykonano komplet. Lunargent - niezwykły materiał którego nie sposób ani wywołać magiącCienia ani też zmodyfikować w zwykły sposób. Prawdziwe srebro, bo tym właśnie jest lunargent znajduje się tylko w twierdzy Otchłań, w jej kuźniach i tylko tam może mu zostać nadana ostateczna forma, albo przez maga cienia, albo przez tamtejszych kowali. Materiał ów jest bardzo wytrzymały niczym stal najlepszej jakości, a przy tym dużo lżejszy. Lunargentowych pancerzy praktycznie nie czuje się na ciele gdyż ważą mniej od czystego złota. Ma to oczywiście swoje wady, materiał ten niezbyt nadaje się na większość broni z powodu znikomego impetu którego dostaje broń, wyjątkiem są bronie pokroju Apshana. Do tego prawdziwe srebro nie wydaje zupełnie z siebie dźwięku innego, jaki by wydawała tkanina o danym kształcie, dlatego jest zupełnie bezgłośny, a kolczugi dopiero podczas biegu zaczynają lekko szumieć niczym szelest listowia. By tego było mało, nie niszczeje on pod wpływem czasu, nie straszna mu rdza czy silne kwasy. Wyglądem przypomina zwykłe srebro jednak nie błyszczy z daleka. Srebrzysty lunargent wydaje się z daleka wzmacniać padający na niego cień co sprawia wrażenie zmiany odcieniu metalu w stronę ciemnych granatów. Dopiero kilka chwil przyjrzenia się metalowi niczym iluzja ujawnia srebrzyste lśnienie odbijające tylko światło księżyca i gwiazd. Jednak materiał ten nigdy nie odbija światła z daleka.. Ma takie same znaczenie magiczne jak zwykłe srebro, włącznie z przeszkadzaniem niektórym magicznym stworzeniom. Ponadto jest tak samo materialne dla zjaw jak dla istot fizycznych. Przedmiot sam wie co jest jego całością, a wystawiony na światło księżycowe sam się reperuje. Odłupane kawałki niszczeją wraz z czasem, kiedy powstaje nowy materiał je zastępujący, ale można je przyłożyć aby zrosły się.
Róża-Apshan [ART]Róża jest zwykłym mieczem rodowym, jedyna zmiana jakiej w niej dokonano to powleczenie żelaza lunargentem. Lecz jest jeszcze Apshan. Mityczny miecz jest na stałe skuty z duszą swego powiernika oraz z jednym fizycznym mieczem. Biernie – daje w do dyspozycji srebrne światło i srebrzyste płomienie oczyszczające. Miecz może zostać wezwany aby wcielił swą duchową formę w fizyczność – w tym przypadku Róża stanowi dlań naczynie. Miecz jest w stanie przeciąż każdą substancję jak masło. Tak naprawdę nie tnie ich w prawdziwym tego słowa znaczeniu, a sama krawędź ostrza sprowadza rozkład i zniszczenie. Dalsze właściwości są legendarne i nie do dyspozycji, a mianowicie możliwość zabicia każdej istoty. Nie aby zadawał większe obrażenia, lecz jeśli uda się cokolwiek zabić – nie ma siły która wyrwałaby ją z objęć nieistnienia. Nad mieczem czuwa duch opiekuńczy nie pozwalający aby był on używany pochopnie. Reguła kiedy ma wcielony miecz jest bardziej pobłażliwa, a część duchów z krainy jakby mniej agresywna.
Zaczarowana torba [ZAC]Ukradzona pewnemu magowi. Posiada pojemność sporego kufra, nie zwiększając swej wagi. Niestety – żywność, a także istoty żywe spotyka w jej wnętrzu smutny los. Zwierzęta szlają, żywność... Cóż, po prostu część traci się jakby torba ją zjadła.

Towarzysz

Cień
Osobisty cień kuglarza zyskał świadomość. Mówić może tylko do niego. Może zejść ze ściany i wcielić się w odpowiednie, pasujące zwierze. Cień
jest bardzo cyniczny i nie szczędzi ironicznych uwag. Jest jakby cząstką natury posiada, odrobinę wypartą, aż skrystalizowała się w namacalnej postaci.

Historia

Ile mam lat? Ciekawe pytanie, zdecydowana większość pyta wpierw o imię. Cóż, trudno powiedzieć. Nie abym przy tak elementarnym pytaniu
uciekał w
filozoficzne dygresje. Jeśli pytasz od momentu moich urodzin – nie wiem jak czas w tym świecie ma się do mej ojczyzny. Może są
niekompatybilne,
może... Dopiero się urodzę? Jest to rzecz niezbadana. Faktycznym czasem życia nigdy się nie przejmowałem, za dużo spędziłem czasu w
miejscach gdzie
on płynie inaczej... Zresztą zobaczysz, zaraz wszystko ci opowiem. Nie bój się, nie zabije cię. Dobro, zło... Co poza nimi? My.
Jestem więc Mantus, Mag Cienia. Doceń ten moment, niewielu śmiertelnych uzyskało to wyznanie z naszych ust. Taka jest tradycja zapisana na
naszej
skórze, w naszej krwi – nikt z Magów Cienia nie przyzna się do tego. Delektuj się więc przyjacielu, jestem Mantus, Mag Cienia, Powiernik
Srebrnego
Ostrza. Nic Ci to nie mówi. Spokojnie, trzymaj się. Dam ci wina. Wybacz jeśli liny którymi cie spętałem za mocno wżynają się w nadgarstki. Pij...
***
Przepraszam, musiałem cię uśpić, inaczej zbytnio byś wrzeszczał. Nie wierzgaj się, w rany na plecach wtarłem zioła, zagoją się. Nie krzycz, do
diaska!
No... Teraz lepiej. Rany są od oparzeń, zrobiłem je jak spałeś. Nie bój się, mówiłem, że cię nie zabije. Dużej krzywdy też nie uświadczysz.
Upolowałem
królika, możemy zjeść. Czemu nie wyczarowałem Widzisz, nie tak działa moja magia. Jestem do tej pory jedynym Magiem Cienia na tym świecie.
W
mojej ojczyźnie było nas więcej. Od czego zacząć? Chyba od początku. Samego początku.
Magia Cienia nigdy niebyła dana ludziom i nigdy taka nie będzie. Nie jest nawet poznana przez rodzaj ludzki – ona została wprost wykradziona z
objęć
wszechrzeczy kiedy to czas dopiero rodził się w bólach. Te sztuki mają swój początek równo z czasem, a przed eonami poznali go ludzie i inne
rozumne
istoty.
Wedle naszych legend na początku istniały istoty które my zwiemy Starożytnymi. Jedni nazywają je bogami, pierwszymi magami, czasem
słyszałem
określenia mniej pochlebne – demony, diabły, upiory – oczywiście nie mające nic wspólnego ze zwykłymi stworzeniami. Możesz mieć na ten
temat inne
zdanie, z tego co zauważyłem wierzycie w prasmoka. Możecie wierzyć. Wedle nas, w przyszłości i przeszłości nie istnieje jedna prawda poza
tym, co
definiuje przeznaczenie, a przeznaczenie zawsze można złamać. Ile świadków i badaczy zdarzenia tyle prawd, tak samo ważnych. Temu pozwól
mi mówić
o starożytnych i pogódź w swym małym rozumku, że jednocześnie mówiąc o nich nie zaprzeczam istnieniu prasmoka. Temu pozwól trwać mej
opowieści,
zaczynamy wszak od samego początku.
Starożytni sami z siebie nie byli związani z jakimkolwiek aspektem świata, czy raczej światów. Sami wybierali swe domeny czy konkretne
wymiary. Był
jeden z nich którego znamy imię: Apsh. Tutaj o nim nie słyszeli, co każe mi sądzić, iż co prawda Apsh ukochał całą doczesność, to na swą
siedzibę wybrał
mój świat. Wierzymy, iż Apsh widział w statyce, zamarzaniu świata coś przeciwnego wielkiemu dziełu starożytnych. Apsh ustanowił przemijanie,
śmierć, rozkład i przeznaczenie którego zwieńczeniem zawsze jest ostateczny kres. W moim świecie wyborowany został Filar Cienia, namacalny aspekt
mocny
starożytnego, potężna kolumna która wspierała... Nic materialnego. Ustanowiona została również Kraina Cienia, ale o niej opowiem ci później. Filar
stanowił pomost pomiędzy dwoma światami. Wokół filaru utworzyło się potężne, wielokulturowe miasto. Ludzie, elfy, krasnoludy. Miasto posiadło
imię
samego starożytnego – Apsh.
***
Po co ci to powypowiadam? Opowieść nie jest doskonała, nazwę kłamstwo prawdą i taki obraz powstanie w twej głowie. Taka będzie prawda.
Poluźniłem więzy, może niebawem wcale nie będą nam potrzebne.
Pamiętaj, że mówię o bardzo dawnych czasach mojego świata. Nie wiem który świat jest starczy, wasz czy mój... Nieważne. Śmierć to dar, przemijanie to
nagroda. Sprzeciwianie się mu lub jego brak niesie tylko i wyłącznie ból i cierpienie. Wolisz umrzeć ze swą miłością czy przetrwać miliardy lat, a
wkrótce
się nienawidzicie? Taka jest kolej rzeczy. Jednak mieszkańcy Apsh nie potrafili się z nią pogodzić. Słuchaj, teraz zaczyna się prawdziwa tragedia. Głupi
mieszkańcy miasta nie mogli pogodzić się z darem śmierci. Wykorzystali magię, siłę z tego świata, aby zadziałać na coś, co jest związane z
Krainami Cienia i bezimienne – Filar. Zabili się w rytuale, chcieli się z nim połączyć. Można rzecz, że im się udało. Ich dusze wpierw wypaczyły i skaziły
filar, a
następnie ponownie wniknęły do ciał. Nie-śmierci zawsze towarzyszy straszliwy głód, głód który jest w stanie pochłonąć gwiazdy, słońce,
państwa,
narody, świat... Głód którego oni i wypaczony filar byli orędownikami. Wstali nie jako żywa śmierć, a jakieś dziwne anty-życie i anty-śmierci, poza
naturalnym porządkiem. Ruszyli na podbój.
Oczywiście to wiemy tylko my, Magowie Cienia. Dla innych uczonych są to dawno zapominane kataklizmy które kładły trupem miasta,
niszczyły
cywilizacje. Pamiętasz co mówiłem o względności historycznej? Apsh starożytny opłacił armię. Monety który były żołdem nazywamy Świetlikami –
ale o
tym później. Miasto zostało zniszczone. Zniszczone prawdziwie, wyrwane z doczesności pchnięte w przestrzeń pomiędzy światami. Starożytny wypisał na
filarze prawdziwe imiona tych, którzy dopuścili się do zbrodni wobec samej natury rzeczy. Następnie zniszczono filar przy użycia legendarnego
dla nas
miecza – Apshana, Srebrnego Ostrza. Ale to nie koniec. To dopiero początek. Po zniszczeniu wypaczonego filaru potrzebny był kolejny element
przemijania. Apsh poświęcił swoją rozumową egzystencje, zrozumiały byt i stał się Nirwaną – bezkresem, pustką, ostatecznym zniszczeniem, przeznaczeniem każdego elementu kreacji. Nirwana znajduje się w Krainie Cienia, wokół niej zbudowano fortece Otchłań, mostem do Nirwany
nazywany
jest Czeluść. Otchłań otacza nieskończona rzeka Styks. Nazwa, prawda? Nic nie znaczące nazwy, co przyjacielu? My, Magowie Cienia jesteśmy
dziedzicami
Apsh – z imienia.
***
Miałeś żonę i córkę. Nie ma już ich. Nie patrz się tak, zabiłem je łagodnie. Płacz, płacz, klnij na swych bogów. O! Kamień, wyrwałeś się...i po co było skakać. Teraz leżysz spętany łańcuchami, specjalnie musiałem je kupić, a ja mam okropnego guza. Dalej wyklinasz mnie, może nie
wierzysz. Może mógłbym ci przynieść ich zwłoki, ale to jest nieeleganckie, przyznasz? Pozwolę sobie na razie nie kończyć historii mojego żywota,
a
wprowadzić cię w arkana mej sztuki. To ona deiniuje moje życie, każdy mój ruch, każde uderzenie serca... Przynajmniej tak byłoby idealnie, mag zjednoczony z przeznaczeniem. Prawda jest smutniejsza.
Z waszym światem w dość bliski sposób połączona jest taką Otchłań czy Piekło do których swoją drogą muszę się wybrać. U mnie wyglądało to
zgoła
inaczej, w moim świecie istniała płaszczyzna świata duchów i snów z której często korzystali magowie – przy okazji, tradycyjna magia nie różniła
się
zbytnio od zwanej wam, tutaj, bazowała chyba nawet na tych samych mocach. Kraina Cienia natomiast jest – jak podejrzewam – wszędzie.
Wiem, że do
tej pory waszym magom nie udało się doń wejść. Może pojawienie się je tutaj związane jest z moim pojawieniem się oraz Charona?
Kraina Cienia ma strukturę poziomową, acz przejście jest bardzo płynne. Jest ona miejscem śmierci i zniszczenia, ostatnim miejscem spoczynku
zmarłych
– i w takiej to wersji jest jakby mroczniejszym, groźniejszym odbiciem obecnej rzeczywistości, acz różne wydarzenia niosą inne piętno na krainie.
Każda
zmarła dusza ostatecznie, przynajmniej w moim świecie, trafiała do krainy. Lecz gdyby kraina była tylko odbiciem... Proces wchodzenia do krainy
nazywamy wyostrzeniem. Ma to związek ze stopniowym wchodzeniem doń. Mogę być równocześnie w krainie jak i w naszej rzeczywistości,
powoli
zapadać się w krainę. Im bardziej wyostrzam się w Krainie Cienia tym oddala się ona od fizyczności, miast odbicia krajobraz transformuje się w
coraz
dziwniejsze miejsca, czas i przestrzeń ulegają zmiękczeniu, na strukturę krainy plwają coraz to starsze wydarzenia odbite w krzywym
zwierciadle.
Granice wyostrzenia stanowi sama Nirwana, przy coraz większym wyostrzeniu zajmuje ona coraz większy obszar warowni Otchłań, aż w końcu
jest
tylko ona, a podróżnika czeka... Zagłada. Duchy umarłych różnie znoszą trafienie do krainy. Jednak wszystkie coraz bardziej , aż wreszcie
pokonują
most Czeluść i trafiają ją do Nirwany, ostatecznej granicy rzeczy.
Nazywasz się Verlax przyjacielu. Słyszysz jak te imię brzmi? Potężnie, w żyłach krew popłynęła ci wszystko, rozum doznał jasności, żołądek
skurczył
boleśnie. Czujesz w swej małej świadomości wagę tego imienia. Verlax – to we prawdziwe imię. Straciłem tygodnie na odnalezieniu go, nie
mówiąc o
zdrowie i narażeniu się kilku istotom krainy, hehe. Ty dalej o dzieciach? Nie kochaj nic co z tego świata i w nim, przyjacielu. Wiem, mi też nie zawsze się
udawało. Ale tak trzeba.
Prawdziwe imię nie daje wbrew temu co myślą niektórzy całkowitej władzy nad daną istotą. Wszystkie imiona, nie tylko istot ale i rzeczy, tych
co były ale
i będą – od początku są zapisane na murach Otchłani. Znaleźć prawdziwe imię to nie lada sztuka. Prawdziwe imiona są powiązane z duszą, jeśli
zamrzemy czyjeś imię – znacznie on znikać z doczesności, a wraz z nim ślad po jego trwaniu. Lecz nawet dusza zamknięta w więzieniu jeśli ma
swe imię
tylko dla siebie – nie jest opanowana do końca. Zmiany w imionach są zmianami w samej istocie bytu i przeznaczeniu, przeznaczeniu które jest
w nim
zapisane. Prawdziwe imię to kwintesencja danej rzeczy, władza, przeznaczenie i byt. Pod murami płynie Styks, rzek której podobno odbija się
prawdziwe
oblicze świata, a zarazem jego przeszłość i przyszłość jakby były jednym. Jest to rzeka czasu i nieskończonej ilości praw. Mówiłem ci, dla
naszych sztuk
prawd jest zawsze wiele.
Dla nas, czyli kogo, ha? Prawda? Mag Cienia, kto to jest. Już mówię. Wydzieramy swe prawdziwe imiona z murów, bierzemy i wrzucamy w
paszcze
Nirwany. Metafizyczne samobójstwo, ha! Od tego można oszaleć, można zniknąć... Wiele rzeczy może się wydarzyć, każda mniej przyjemne.
Zastępujemy
swe prawdziwe imiona imieniem Apsh., a swe dawne prawdziwe imię przyjmujemy jako powszechne na znak braku władzy nad nami. Więc
wszyscy
jesteśmy kruszynami starożytnego. Cóż czynimy? Jesteśmy przeznaczeniem i równowagą. Każdy z nasz instynktownie czuje co ma robić i jak.
Świadomie
płyniemy rzekami przeznaczenia, szerząc chaos tam gdzie porządek niesie cierpienie, w śmierci topiąc męki życia, jesteśmy też ręka fatum.
Zabijałeś, nie
szanowałeś życia? Dzieciobójca, matkobójca? Sprawiedliwość zawiśnie na ostrzu noża... w żebrach. Oto masz lewe ramię losów przed sobą.
[center]***[center]
Mam nadzieje, że dużo wyniosłeś z mojej ostatniej opowieści, może nawet wysunąłeś pewne wnioski. Pamiętaj, żaden z nich nigdy nie będzie
błędy.
Prawdziwy zresztą też nie. Znowu musiałem cię uśpić, to już ostatni raz, zresztą – skończyły się mi zioła. No, jedz... To było niegrzeczne, pluć
komuś w
twarz. Musisz jeść. Nie masz już nic. Człowiek taki jak ty ginie powoli. Nie masz domu i rodziny. W twoich rodzinnych stronach myślą, że ty je
zabiłeś. Nie
dziękuj... Ej! Wykonałem ci parę tatuaży. Podobne mam i ja. Kuźwa! Nie pluj. Musisz jeść. Mam cię zmusić? Mógłbym. Ale mało wiesz o naszej
sztuce.
Mało.
Podejrzewam, że pod względem źródeł mocy magia Pustki musi mieć związek z Nirwaną. Prawda, fałsz? Fałsz, prawda? Pod względem źródeł, nie
efektów. Jeśli mam być szczerzy, zwykli magowie mają lepiej. Ale nawt najlepszy mag traci na możliwościach z nożem w plecach. Nasza moc to
narzędzie, nie żaden dar czy coś czym mrzemy swobodnie dysponować. Zdecyduj. Prawda, fałsz... Nie, nie oszalejesz przy mnie. Więc... Magia
Cienia to
sztuka wiecznego niedopowiedzenia. Często mylą nas z iluzjonistami, rzadziej z czarnoksiężnikami. Poza zmarłymi w Kranie Cienia znajdują się
straszne
moce i wściekle duchy. Magia Cienia pozwala wejść do krainy ale także wzywać jej moce. Czym posługuje się Mag Cienia! Dobrze! Cieniem,
mrokiem,
ciemnością. Mogę utkać z niej nietrwałe kształty, nazwiesz to iluzjami, ale i trwalsze struktury na me własne życzenie Mogę również kazać
ciemności
pochłonąć mych wrogów, czarne macki ich zaduszą. Potrafię przyzywać umarłych i z nimi rozmawiać... Nie! Nie jesteśmy nekromantami.
Przyzwanie
duszy umarłego do jego ciała to zbrodnia! Każdy powinien mieć spokojną śmierć! Każdy! Wreszcie, jeśli poznam prawdziwe imiona, mogę nimi
manipulować. I ostatnia rzecz, związana z przemijaniem. Mogę sprawdzać destrukcję, śmierć, fatum, chorobę oraz pecha. Przeznaczenie gna,
jest dla
mnie tańcem ładu i chaosu, śmierci i życia, piękna i brzydoty, fatum i fortuny, zagłady i ocalenia. Podobno jesteśmy najlepszymi medykami ciała i duszy.
Ale ciemność niesie również szaleństwo, przyjacielu. Cóż, potrafimy zabić pacjenta. Czy to dobry lekarz? Ograniczenia... Są! Tak! Pierwsze, wynikające z samej natury rzeczy. Nie wiem jak potężny mag cienia nigdy nie utka z ciemności rzecz
całkowicie trwałej
której promienie słoneczne nie będą szkodzić. Nie ma takiego z nas który potrafiłby wyczarować ogień – coś zgoła przeciwnego ciemności.

Dodatkowo,
zawsze lepiej jest działać z prądem przemian świata, a nie poza nim. Temu zawsze jest nam łatwiej zabić niż uzdrowić, przyśpieszyć rozpad niż
go
zatrzymać. Istnieje również przeznaczenie, jeśli komuś pisane było zginąć, to nawet nie używając magii będąc jednym z nam, czuje się wyraźny
opór
materii rzeczywistości. Łamanie przeznaczenie należy do najwyższych kunsztów naszej magii. Wszak zawsze najłatwiej działacz prądem rzezy i
balsamować rzeczywistość.
Jest jeszcze Reguła Srebra.
***
Pozwoliłem sobie wydłużyć ci łańcuchy, ukradłem kajdanki. Teraz możesz sam jeść. Ostatnio skończyłem na Regule Srebra. Jest to chyba
największy
problem z jakimi się borykamy. W moim świecie istniało wiele rozrzuconych Świetlików, monet o których ci mówiłem. Zebrawszy ich odpowiednią
ilość,
można się wykupić z uściskowi reguły. Tutaj mam ten problem, że ich nie ma, a więc naprawdę duże przejawy magii stanowią dla mnie więcej niż
śmiertelne ryzyko, a wręcz utratę nieśmiertelnej duszy. Regułę Srebra ustanowił sam Apsh, jest ona zapisana w jego imieniu, a ponadto strzegą
jej istoty
z zamku Otchłań i ścigają zbrodniarzy.
Reguła jest jak kochanka. Nieroztropna kochanka. Czasem zarzuca cała swą potęgę bez ostrzeżenia, w fizyczny sposób raniąc ciało i ducha
zbrodniarza,
niekiedy przymyka oko na spore przejawy magii. Każe przestępstwo przeciw sobie niekiedy gwałtownie, jak szalona kochanka wzbudzając
sztormy
mroku, a czasem daje nauczkę małymi ułomnościami z którymi musimy się zmagać przez pewien czas. Kiedyś przez rok byłem jak staruszek na
progu
życia na skutek działania reguły. Lecz jest ona ponad wszystko po to, aby tragedia miasta i filaru się nie powtórzyła.
Czym jest Reguła Srebra? Równowagą. Wymusza na nas zawsze równoważenie swych czynów, im później to zrobimy tym bardziej wystawiamy
na próbę
jej cierpliwość. Reguła również stawia aktywny opór przy magii działającej wbrew silnemu przeznaczeniu, a także wobec zbrodni przeciw samej naturze
rzeczy – gdybym chciał uczynić wyrwę do Krainy Cienia, reguła oraz jej słudzy by mnie powstrzymywali. Jak równoważyć? My tu czujemy w
sercu. Jeśli
rozkaże ciemności kogoś zabić to możliwe, acz czasem jak mówiłem reguła daje nam większe pole do manewru czy zapomina o przewinieniach,
będę
musiał uratować czyjeś życie. Reguła Srebra jest kapryśna, znając jej zachcianki tym uratowanym życiem będzie mój wróg... Stosunkowo
najłatwiej jej
uwadze uchodzą sztuki iluzji, najtrudniej – magia działająca wbrew porządkowi upadku i zniszczenia. Nie dość, że większość naszych czynów
musimy
równoważyć to jeszcze jest kwestia powrotu. Wszystko do nas wraca w trójnaki sposób. Prawda trzech powrotów, jeśli reguła nie kazała mi
zrównoważyć magii lub ja nie uczyniłem tego dokładnie czekają mnie trzy powroty mej magii we mnie samego. Niezbyt potężne, są to raczej
upusty
bezpieczeństwa. Verlax, przyjacielu, wyśpij się. Nie musisz mnie kochać, tylko znowu z kamieniem się na mnie nie rzucaj. Za dużo ci powiedziałem o nas.
***
Wracamy do mnie. Właściwa część opowieści, prawda? Byłem młodym szlachcicem w jednym z królestw w mym świecie. Jak na szlachcica
przystało,
zajmowałem się rozrywkami. Musisz wiedzieć, że nikt sam z siebie Magiem Cienia nie zostaje. Jest to przeznaczenie za którym goni innym mag.
On nas
prowadzi do krainy. Tam zmiany imienia musimy dokonać sami. Nazywamy ich mentorami. Mój mentor zwał się Charon.
Rok w którym kończyłem dwadzieścia lat nie był szczęśliwy dla królestwa. W następnym roku miałem brać ślub, żona wybrana, wszystko
wybrane... W
przeciwieństwie do brata pragnąłem zająć się polityką który to robił karierę wojskową. Zawsze czegoś mi brakowało. Nienamacalne uczucie
braku...
Właściwe czego?
Brak tego roku zginął. Miasto sięgnęła zaraza, nie ominęła przyległości w posiadaniu mego rodu. Rodzice pomarli, szczerze mówiąc to wszyscy
prócz
mnie pomarli. Mnie odratował Charon. Nie miałem nic. Kraj w którym żyłem spustoszał, majątek opierający się głównie na bydle i pracy chłopstwa.
Jak
domyślasz się, Charon był magiem cienia. Nigdy nie ciągnęło mnie do magii. Owszem, pokusa była – chociaż Charon przestrzegał przed pychą.
Pozwolił
mi porozmawiać z rodzicami po śmierci. Zaproponował, że zostanę Magiem Cienia. Jak już mówiłem, nikt nam nie każe kochać naszych mentorów.
Dał mi
wybór, podejmę próbę lub poderżnie mi gardło. Kiepsi wybór, prawda?
Dzień wcześniej miałem sen. Przeznaczenie, czy cokolwiek jest w stanie je ostatecznie złamać? Czy tylko błoga świadomość, że tak mało z niego
widzimy
utwierdza nas w posiadaniu wolnej woli? Może nawet sama istota zmiany przeznaczenia i sprzeciwu wobec niego jest wpisana w jakiś odgórny
wzorzec? Śniła się mi Srebrna Dama. Tak wedle naszych starych legend nazywa się duch Srebrnej Reguły który strzeże Apshana gdzieś daleko, daleko...
Błagała mnie abym zgodził się. Cóż, szczerze mówiąc to kusiła mnie śmierć. Jednak zdecydowałem się. Przyjąłem propozycje Charona, stałem się Magiem
Cienia.
Sam proces jest bolesny, nigdy w życiu nie czułem bólu który by temu dorównał. Moja nauka na maga cienia trwała trzy miesiące. Dowiedziałem
się tego
co ty... I troszkę więcej. Nasze legendy, nie znane nikomu poza nami samymi. Jesteśmy skryci. Taka natura naszej magii, zmienia ciało i ducha.
Prędzej
czy później każdy z nas staje się szelmą. Magowie cienia poznają się po brzmieniu imion, nawet dla zwykłego słuchacza brzmi ono niesamowicie.
Dla nas
jest to prosty przekaz. Stając się magiem cienia zrazu poznałem, iż dwa legendarne smoki były jednymi z nas.
Potem... Ruszyłem w świat. Musisz wiedzieć, iż są trzy rzeczy przed którymi musimy się bronić. Nie, nie jest to dzień i światło które również
osłabiają
nasz kunszt. Miłość, gniew, pycha. Trzy grzechy które mogą sprowadzić na świat zagładę. Uległem każdemu z nich. Trzy lata spędziłem jak to
my.
Podwałem się... Byłem... Wciąż jestem. Kuglarzem. To nie przykrywka. Wciąż lubię robić te sztuczki, pozwala utrzymać się na dworach jak i w
brudnych
spelunach. Gniew jest piękny. Sprawia, że czujesz się równy bogom, żar pali w cieli, a ty robisz to – bo w małym umyśle pochłoniętym gniewem
wszystko
jest słuszne. Siedząc na brzegu Styksu po poszukiwaniu prawdziwego imienia słowika – jednego konkretnego, którego pragnąłem uczynić swym
towarzyszem ujrzałem w wodach rzeki przeszłość. Tak, Charon zabił mą rodzinę, skierował mor na mój dom. Zabrał mi wszystko. Byłem już trochę
Magiem Cienia, czułem przeznaczenie i wiedziałem doskonale, że wszystko co uczynił- dokonał tylko z własnego kaprysu.
Gniew i zemsta, słodki nektar. Odnalazłem Charona. Jak widzisz, nie kochamy swych mentorów, haha! No, pij wina. Piwa nie mam niestety.
Złapałem Charona i związałem go cała moją potęga na moście do Nirwany. Tak, most nazwy Czeluść. Co to znaczyło? Wieczność cierpienia. Jego rozum,
dusza i
ciało będą poddane na nieskończony żer tabunów umarłych wędrujących ku ostatecznej zagładzie. Prawda, że straszna kara? Czy myślałem
racjonalnie?
Chyba tak, skłamałbym gdybym rzekł, iż nie znałem konsekwencji. Czemu więc postąpiłem tak głupio... To jest straszne, nie znać samego siebie
do
końca. Stałem się odstępcą który dokonał wielkiej zbrodni, a istoty pod władzą reguły zaczęły mnie ścigać.
Siedem lat. Siedem lat zbierałem świetliki. I chyba pokutowałem. Uciekałem przed istotami ciemności, a moja sztuka mnie zawodziła. Zaszczuty
jak pies.
Nie będę opisywał całych mych perypetii w tym czasie. Odpokutowałem swój czyn. Charon pozostał w Czeluści. Ja zyskałem znak na mym czole.
Wygląda
jak egzotyczny tatuaż. Znaczy: ten, który wkroczył na złą drogę lecz z niej szedł.
Co było dalej? Miłość. Drugi grzech. Miała na imię Akisza, była... Piękna. Po prosu piękna. Podróżowaliśmy wspólnie, z dziełem naszych rąk
ognisko
rewolty rozpleniło się na cały kraj, a następnie zostało stłumione. Po co? Dla przeznaczenia, po prostu czujesz, że tak ma być. Co ja ci zresztą
będę
opowiadał, już późno. Jako kto pracuje? Nie, nie pracuje. Poci cię tu przetrzymuję to kradnę. Raz mi mordę już obili, chyba wyczerpałem limit.
Wiesz w
czym jest zagłada świata? W Pustych. Są magowie którzy odrzucili swe prawdziwe imiona w nicość i niczym ich nie zastąpili. Są całkowicie wolni
od
przeznaczenia, reguła ma nad nimi mniejszą władzę. Nieśmiertelność, siła, potęga w zamian za głód. Muszą jeść. Jeść dusze, pożerać kamienie,
drzewa,
zjadać światło, lasy, rodziny, krainy, bogów, światy... Aż zostaną sami w swym głodzie i wiecznym cierpieniu, nienasyceniu. Mimo to, są głupcy
którzy idą taką drogą.
***
Bractwo Srebrnego Ostrza jest jedyną organizacją wśród nas. I kolejnym dramatem. Charon był elfem, miał czas aby wszystko opracować...
Wszystko! Z
latami bractwo rosło w siłę. Promująca zakonne reguły czystości, mi osobiście zupełnie obce wzięła za misję strzec metafizycznej równowagi
świata.
Szczytny cel? Cel może i szczytny. Z biegiem czasu bractwo w moim świecie, chociaż tajne dokonywało coraz większych manipulacji. Mordowało
magów,
nas – Magów Cienia – niczym inkwizycja oskarżali o nieuczciwe praktyki, a sami byli tacy jak my. Jednak powtarzaliśmy, to przeznaczenie, to
wszystko
słuszne, tak być musi. Nie musiało.
Trwało to latami. Lata, wieki... Intrygi. Urodziła się dziewczynka. Co to ma do rzeczy? Dziecię miało prawdziwe imię – Apshan. Identyczne z
mieczem. Ona
stanowiła klucz. Pamiętasz mój sen, prawda? Bractwo zabiłoby dziewczynę. Wiedziony snami, ruszyłem tam i ją ochroniłem. Stałem się banitą w
oczach
Bractwa Srebrnego Ostrza. W tamtych czasach było nas już wielu. Pierwsza ofiarą mej banicji była Akisza. Ona dołączyła do bractwa. Wiesz jak
to jest,
ręka nie wie co czyni dla głowy. Więc musiałem ją zabić. Cierpienie... Tak. Zaćmiło wszystko. Uratowałem dziewczynę i przekazałem przyjaciołom.
Sam
miałem zamiar dokonać reszty życia jako grabarz. I pewnie by tak było.
Wygnańcy twierdzili, że znają prawdziwy cel bractwa. Mistrz chciał zebrać wszystkie świetliki. Po co? Podobno opracował metodę aby po
zapłaceniu
myta ich nie tracić. Powiesz dobrze. My czuliśmy, że to było złe, przeciw życiu i równowadze świata. Znaczy się oni – ja grzebałem zwłoki,
kołysałem do
snu zmarłych i tłumaczyłem im drogę jaka muszą przebyć. Gdyby to był tylko spór ideologiczny. Pewnie nie pasują ci lata. Jestem magiem cienia,
śmierć
trzyma w uścisku swych pomagierów przez długi czas, przyjacielu. Jestem już stary i zmęczony. Sny wracały. Przeznaczenie parło na mnie z
całej siły,
jego miażdżąca dłoń wkrótce zaczęła mnie gnać z miejsca w miejsce. A oni walczyli.
Nie brałem w tym udziału. W moim świecie od ostatecznej bitwy, swoją dragą niezbyt dużej i efektownej, obydwa stronnictwa zostały
dziesiątkowane.
Jednak wyzwolone wtedy siły, nie tylko przez magów mego rodzaju ale także innych, sojuszników minął przeszło wiek. W dzień bitwy byłem u
dziewczynki która uratowałem. Nic, do cholery, się nie zgadzało. Umierała, ona! Z takim imieniem, ta która miała zaprowadzać, a to już koniec!
Postanowiłem dokonać złamania przeznaczenia. Nie w fizyczny. Magia Cienia – teraz poczujesz na czym polega.
Dziewczynce było pisane umrzeć, takie było przeznaczenie. Lecz jeśli już klucz do legendarnej broni pojawił się w naszym świecie musiał po coś.
Jej
przeznaczenie było do tej pory najpotężniejszym jakie widziałem, matrycą nie pozostawiającą możliwości ruchu. Zrobiłem to, ona żyła. Ja...
Trafiłem do
celi. Reguła potrafi być okrutna. W jeden śmiertelny dzień dla mnie upłynęła cała wieczność. Cudem, że mój umysł przetrwał, że ja pozostałem...
Świadom. Ale byłem rozbity. Było już po bitwie.
Intrygi... Pamiętasz jeszcze Charona? Był Pustym. Od początku. Prawda, fałsz? Zrobiłem to czego on nie mógł zrobić – jako Pusty nie mógł wejść
na most
Czeluść. Zamknąwszy go tam oddałem mu przysługę. Przez ten cały czas żywił się zmarłymi z mego świata, rósł i pęczniał, potężniał. Podczas
bitwy
posilił się zmarłymi, głównie magami cienia i wyrwał z więżenia. Ja – co ja mogłem zrobić? Na świat wkroczyło nie zło – one też jest częścią
stworzenia,
nie chaos – Charon. Ja byłem wciąz rozbity. Wielu z Magów Cienia przystąpiło doń – jako Puści. Charon jawił się niepokonany. Przez miesiące
dochodziłem do siebie. Później dowiedziałem się czemu Charon mnie również nie... Pożarł? To chyba adekwatne słowo. Dwóch moich przyjaciół
poświęciło życie. Życie za życie, zasady tej gry. Śpij. Jest już późno. Jutro dokończę.
***
Dziewczyna, a raczej kobieta prawdziwego imienia Apshan nie istnieje. Pochłoną ją Charon. Zdążyła tylko mi pokazać miejsce spoczynku miecza.
On jest
ważny. To jedna nadzieja aby pokonać Charona, gdyż obecnie mój mentor jest niepokonany. Oto jestem powiernikiem Apshana. Wiek, wiek
zmagań. Nie
tylko ja, magów cienia nie skażonych było wielu w tym czasie. I wielu pustych.
Charon zatracił swe fizyczne ciało, strawił je. Jego duch musi opętywać umarłe ciała aby komunikować się ze światem fizycznym. Nudzę cię, co?
Ale
pewnie się domyślasz do czego zmierza ta cała historia. Podczas mego pojedynku z Charonem jakimś dziwnym trafem tutaj. On pewnie też. I to
muszę
sprawdzić. Wykończyć go. Wrócić... Zbadać ten świat. Jestem tutaj już tydzień.
Ale... Co ty robisz w tej historii, prawda? Tak, dobrze myślisz. Nie musisz mnie kochać, nie musimy kochać naszych mentorów. Będziesz Magiem
Cienia.
Pierwszym w tym świecie.
***
Ciało Verlaxa leżało bezwładnie w pod ścianą. Nie martwe, oddychało powoli, miarowo. Pusty wzrok wpatrzony w punkt poza przestrzenią, ślina
kapała
strużką po podłodze. Nie mrugało. Ciało, gdyż prawdziwa istota Verlaxa została stracona raz na zawsze. Czy w tym świcie kolejni magowie cenie
nie
mają prawa bytu? Właściwość immanentna świata? Te pytania na pewno kiedyś sobie zada. Teraz w ostatnim geście rozpaczy próbował
wydobyć istotę
tamtego człowieka. Nic z tego. Mantus pozostał ze spojrzeniem utkwionym w wzroku idioty Verlaxa. Nie mógł sobie wybaczyć, że do tego
poprowadził.
Zawinił i nic nie mógł zrobić aby to naprawić. Świadomość przytłaczała swym ciężarem maga cienia.

Dane gracza: Mantus

Nazwa użytkownika:
Mantus
Ranga:
Szukający Snów
Inne Postacie:
Metatron, Assasello, Rebe,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
Lokalizacja:
/dev/null
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
Pn cze 11, 2012 9:34 pm
Ostatnia wizyta:
Śr lis 21, 2012 11:54 pm
Liczba postów:
160 | Znajdź posty użytkownika
(0.20% wszystkich postów / 0.07 posty dziennie)
Ostatni post:
Nieobecności
N wrz 28, 2014 5:51 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Magiczna Polana
(Posty: 42 / 26.25% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Zabawa Forumowa: Oceń kawałek
(Posty: 30 / 18.75% postów użytkownika)
cron