Profil użytkownika Sevril

Avatar użytkownika
[Ta karta była modyfikowana, zmiany nie zostały jeszcze zaakceptowane]

Ogólne

Potęga:
Imię: Sevril Mar'hael
Rasa: Lodowy elf
Wiek: 125


Aura

Cynowa, nieco silniejsza od przeciętnej aura z przebłyskami koloru żelaznego. Roztacza topazową poświatę oraz nietypowy, wilgotny, nieco ostry zapach. Wokół słychać zawodzenie wiatru. W dotyku emanacja jest twarda, giętka, odrobinę kłująca, a zarazem niezwykle gładka, niemalże aksamitna. Smakuje słodko, lepko i w nieznacznym stopniu pikantnie. Biją od niej dość mocne, acz przyjemne podmuchy.


Wygląd

Ma piękną (jak na elfa przystało) twarz o jasnej cerze, jasne, lekko zwężone, fiołkowe oczy i białe, długie włosy. Chodzi z lekka przygarbiony z
powodu lat skradania się. Ma przyjemny głos i często się uśmiecha. Jego oczy zawsze wesołe, potrafią dostrzec najmniejszy szczegół otoczenia.
Piasek czy podmóch wiatru nie zmuszajął jego powiek do mrugnięcia. Porusza się sprężyście i szybko. Jest wysoki, wyższy od przeciętnych elfów z
jego rasy ( 1, 86 m). Jest jednak bardzo szczupły. Zasadniczo szczupły nawet jak na elfa. Jest ''szerszy'' od elfek. W jego oczach widać iskrę. To coś.


Charakter

Jest wesoły i żyje beztrosko. Stara się nie szukać zwady, lecz zaatakowany nie zawacha się zabić. Często bierze udział w zabawach czy
przyjęciach. W swym życiu kieruje się żądzą emocji i doznawania nowego. Łatwo zdobywa przyjaciół, nie lubi samotności. Jest jednak
nieodpowiedzialny i często nie bierze poważnych spraw poważnie. Uwielbia ruch, lecz często balanguje do późna, przez co na drugi dzień nie
sposób go obudzić. Łatwo daje się oczarować kobiecie przez co nie raz i nie dwa został obrabowany. Jest kochliwy i lekko narcystyczny. Potrafi
zabawić towarzystwo swym humorem jeśli ma dobry humor i ochotę na to. Nie jest potulny i spokojny. Lepiej nie ryzykować prowokując go.
Potrafi być agresywny. Jest lekko zawadiacki. Nienawidzi sytuacji w których wmusza mu się coś wbrew jego woli. W życiu kieruje się emocjami.
Jest wybuchowy. Brak mu zdrowego rozsądku gdy się rozgniewa. Nigdy nie podnosi ręki czy choćby głosu na kobietę ( jeśli ta nie usiłuje go
zabić ). Stara się utrzymywać dobre kontakty z przyjaciółmi. Sevril jest również... kompletnie szalony. Szukasz kogoś z kim chcesz: obalić tyrana,
zapuścić się do nawiedzonego zamku, upolować bestię czy przeżyć zwyczajną przygodę? Sevril pójdzie za tobą pierwszy. Ciężko rozstawać się mu
z przyjaciółmi, szuka towarzysza z którym mógłby podróżować, być może też miłości. Nie można powiedzieć, że jest dobry. Mimo, iż nie zaatakuje
kogoś pierwszy... lubi zabijać. Kocha walczyć. Ten dreszczyk emocji, skok adrenaliny. Poszukuje przyjaciela, towarzysza a także kogoś kogo
będzie mógł pokochać. Sevril zawsze pomoże przyjacielowi w potrzebie, swego wroga jednak zabije bez wahania. Jego charakter jest lekko
gorszy niż neutralny. Zachowuje się zgodnie z emocjami, gdy jest wściekły zabija. Gdy spokojny żartuje z przyjaciółmi bądź bawi się w karczmie
lub przy ognisku. Jest ''przyjacielem'' wszystkich tych którzy nie rzucają się na niego z mieczem, a zabicie tego kto próbuje sprawia mu nie lada
przyjemność. Sevril to w zasadzie jeden z tych, którzy szukają przyjaciół gdzie wlezie, otaczają się nimi.

Atrybuty

Krzepa:Silny, Wytrwały,
Zwinność:Bardzo zręczny, Błyskawiczny,
Percepcja:Sokoli wzrok, Dobry słuch, Wyostrzony zm.mag,
Umysł:Bystry, Ineligentny, Silna wola,
Prezencja:Olśniewający, Szarmancki, Charyzmatyczny,

Cechy specjalne

Wykrywanie kłamstw [Z]Potrafi wyczuć u innych nieprawdomówność, jednak mimo wszystko da się go oszukać w mniej ważnych sprawach.
Odporność na zimno [M]Ma to (jako elf lodowy) wrodzone
Niewidzialność [D]W nocy potrafi całkowicie zniknąć jednak osoby o wyostrzonym wzroku mogą go wykryć
Strażnik [D]Sevril jest niezwykle wyczulony na demony w pobliżu.
Z ostrzem za pan brat... [D]Sevril złączył swój umysł z klejnotem na rękojeści. Dobrze wie gdzie jest jego miecz i w którą stronę się udać by go odnaleźć

Umiejętności

Władanie bronią (długi miecz jednoręczny) [M] Od najmłodszych lat uczył się technik walki długim mieczem. Jego ciosy są błyskawiczne a uniki połączone z elementami akrobacji sprawiajął, że jest praktycznie nie do trafienia. Ma problemy z walką z dużymi bestiami lub przeciwnikami. W Takim wypadku używa jednak siły, która mimo, że jest szczupły nie zawiodła go jeszcze.
Skradanie [M] Często wyprawiał się na polowania. Skradał się od najwcześniejszych lat. Postaci o czułym słuchu mogą usłyszeć go pośród drzew.
Wspinaczka [W] Jego ulubioną rozrywką była wspinaczka na lodowce i odlądanie krajobrazu. Potrafi wleźć na drzewo albo dach domostwa nieświadomego obywatela.
Etykieta [O] Cóż można powiedzieć. Mamusia i tatuś nie chcieli w domu skretyniałego barbarzyńcy.
Aktorstwo [W] Gdy nie może walczyć albo uciekać lubi wyłgiwać się z niebezpieczeństw. Używa tej umiejętności by uśpić czyjąś czujność, bądź też przekonać do siebie rozmówcę.
Kuglarstwo [W] Potrafi rozbawiać ludzi i ostudzić napięcie
Polowanie [P] Od czasu do czasu wyruszał z ojcem by upolować zwierza
Taniec [P] Sevril (co zaskakuje) potrafi tańczyć

Magia

        Sposób rzucania zaklęć: Moce
Krąg powietrza [M]Sevril ''włada'' śniegiem. Potrafi nim manipulować, kierować nim i formować z niego przedmioty. Nie trzeba mówić, że potrafi robić to tylko w zimę. Nie jest arcy-mistrzem by móc narzucać w danym miejscu śnieżną pogodę

Magiczne przedmioty

Hrez'diyx [ART]Pradawny, potężny miecz w którym tkwią dusze jego przodków uwięzieni tu z powodu paktu jego przodka z demonem o imieniu od którego nazwę ma to ostrze. Każda zamknięta dusza sprawia, że klejnot na końcu rękojeści błyszczy jaśniej.

Towarzysz


Historia

Przemierzał krętą dolinę skutą lodem już od kilku dni. Śnieg nie ustępował. Miał wrażenie, że pada specjalnie dla niego. Nie czół zimna, jest
elfem lodowym. Pochodzi z najbardziej mroźnych części północnych krain. Pałętał się bez celu, z czystej ciekawości terenów znajdujących się w
tej dziwnej, mroźnej krainie. Zastanawiał się czy spotka tu coś żywego. Surowy klimat był całkiem sympatyczny dla oka. Myślami wracał do
wydarzeń sprzed lat.


Nastał blady świt. Otworzył oczy, choć przyszło mu to z wielkim trudem. Leżał w małym pomieszczeniu z niedużym oknem wpuszczającym ledwie
widoczne światło. Przez drzwi wszedł wysoki elf. - Wstawaj Sevril. - Spojrzał tempo. Wczoraj mocno przedawkował alkohol. - Wstawaj mówię. -
Tak, jeszcze godzinka. - ziewnął. - Wstań! - Głos jego ojca skutecznie go rozbudził. - Wreszcie. Masz się ubrać i zejść na dół. Mamy gościa.
''Gościa?''- owy gość zaciekawił go. Wstał i ubrał się. Przypiął do pasa miecz i ruszył. Otworzył drzwi. Drzwi w jego drewnianym domu ukrytym
w dolinie. Zszedł po schodach. W korytarzu prowadzącym do pokoju gościnnego spotkał swą siostrę. Virilla. Najpiękniejsza dziewczyna jaką
znał i kiedykolwiek miał poznać. Była to jego siostra bliźniaczka. - Bracie, w salonie jest jakiś dziwny mężczyzna, wiedziałeś o tym, że ma złożyć
nam wizytę? -Mężczyzna? Zdaje się, że wiesz więcej ode mnie. - Nosi czarny płaszcz i miecz na plecach. Zdaje się, iż to elf. - Sprawdzę to. Ojciec
zaraz zarzuci mi chamstwo i bezczelność jeśli się nie pojawię. - poszedł dalej, Wszedł do salonu. Przy stole siedzieli dwaj mężczyźni. Ojciec
rozmawiał z mężczyzną w czarnym płaszczu i obszernym kapturze. Był bardzo smukły, bardziej jednak umięśniony niż on sam. Na plecach miał
piękny miecz o rękojeści zakończonej okrągłym, białym kryształem. Ostrze było lekko zakrzywione. Oręż wykonany było z dziwnej, czerwonego,
skrzącego się i emanującego chłodem czerwono-złotego srebra. Ojciec zaprosił syna gestem do zajęcia miejsca przy nich. Sevril ukłonił się
postaci i usiadł.
- To Kaveldar. Mój brat, twój wujek. - Sevril zdziwił się. - Słucham? - Postać zdjęła kaptur. Jego oczom ukazała się twarz niezwykle podobna do
twarzy jego ojca. Tamten zaśmiał się. - Witaj bratanku. Jestem jak wspominał Gevlahan, twoim wujkiem. - Witaj. Czemu nigdy o tobie nie
słyszałem? - Często podróżuję. Ale wreszcie udało mi się was odwiedzić. Byłem tu przeszło ponad wiek temu ! - Nie wspominaj jak starzy
jesteśmy bracie - zażartował Gevlahan. - Nie przybyłem tu jednak jedynie w celu odwiedzin. Widzisz, w naszej rodzinie panuje pewna tradycja. -
Sevril spojrzał na ojca pytająco. Kaveldar kontynuował. - Widzisz, jesteśmy bowiem związani pewną przysięgą. Równo cztery tysiące lat temu
twój przodek Halvingel zawarł pakt. W imię przedłużenia swego życia o kilka tysięcy lat, zawarł pakt z demonem. Widzisz ten kryształ? - Położył
miecz na stole. - To jest Hrez'diyx. Tutaj swą duszę zawarł demon o tym samym imieniu. Oszukał oczywiście Halvingela. Przed jego śmiercią,
wchłonął jego duszę. Możesz ich teraz dojrzeć w mini-strukturze pozbawionej czasu. Są na swój sposób nieśmiertelni, zamknięci we wnętrzu
więzienia w którym sami się zamknęli. Halvingel zobowiązał naszą rodzinę po wieczność bronić tego kryształu. W tym okresie czasu, czyli po
pięciuset latach dbania o ten kryształ, nadszedł czas na wyszkolenie nowego strażnika. - spojrzał na Sevrila. - Domyślam się, że chcesz szkolić
mnie, tak? - Dobrze pomyślałeś. Spełniasz wymogi. Jesteś jedynym mężczyzną z rodzeństwa. - Ile ma trwać to szkolenie? - Kilkadziesiąt lat. - Co? -
Jesteś jeszcze młody, skończyłeś dopiero siedemdziesiąty rok życia. - Czego niby chcesz mnie uczyć? - Nauczę cię walki.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------



- Nie tak! Nogi zgięte, uchyl się! Wypad do przodu, piruet ! - takie komendy słyszał regularnie, każdego ranka i każdego wieczora. Dziś na
przykład został oblany wodą i wrzucony w zaspę. - Wstawaj łachudro! Nie minęły trzy godziny a ty już ledwo trzymasz miecz! Nie! Czego nie
rozumiesz w ''zza głowy''!? - opuścił miecz. - Czy nie mam być przypadkiem szkolony a nie zabijany? - Masz się wyszkolić. Na razie zachowujesz
się jak ciężarny chochlik, ledwie trzymasz ten miecz. - Dziękuję. Wróćmy lepiej do szkolenia. - Wtem ich oczom ukazał się niski mężczyzna. -Witam
Kaveldarze. I ciebie młody Sevrilu. - Luth? Co tutaj robisz? - A cóż mogę innego jak przynoszenie nowych wieści? - Jakieś hasło? - Czwarte
zaćmienie uchodzi podmuchom. - Poważna sprawa. Kiedy? - Równo za dwa tygodnie. - Niedobrze. Sevril nie ukończył jeszcze szkolenia, dajcie
nam jeszcze ten jeden miesiąc! - Zorza wzywa do wymarszu. Pradzieje twoich przodków go nie interesują. -Sevril przysłuchiwał się z
zaciekawieniem. Kaveldar nauczył go mnóstwa rzeczy. Skradać się, walczyć... Jego wujek miał własny, niepowtarzalny styl. Jego sztuka którą
tak dokładnie mu tłumaczył skupiała się na połączeniu akrobacji i czystej wiedzy anatomicznej. Dawało to niesamowity efekt. - Musimy
wyruszyć.
--------------

Podróżowali już czwarty dzień. Byli już blisko. - Musimy odpocząć. - stwierdził Kaveldar - Musimy? Chyba żartujesz. Jeśli nie odpoczniemy będę
martwy. - Usiedli więc na śniegu. - Więc... - Zastanowił się jak zadać pytanie. - Powiesz mi kim jest ten do którego zmierzamy ? - Zorza? Zorza to
elf jak ty czy ja. Zorza jednak posiadł wiedzę. - Każdy posiada wiedzę prawda? Jaką posiadł on? - Kaveldar spojrzał na niego surowo, bez
uczucia. Można by rzec ''tępo''. - To kolejne z twoich spojrzeń, które mają być dla mnie odpowiedzią? Zechcesz może odpowiadać na pytania
wujku.
- Jak mówiłem... Dowiesz się wszystkiego na miejscu. - Wyjął z plecaka surowe mięso. Sevril po raz kolejny spojrzał w stronę miecza. -
Perfekcyjna robota. - wyrzekł na głos. Przez lata bezustannego treningu w dzień i w nocy, godzin wylewania z siebie litrów potu, zdołał
opanować walkę mieczem do perfekcji. Jeśli chodziło o wiedzę w tej dziedzinie, stał prawie na równi ze swym mistrzem. Nie wierzył, że może
nauczyć się czegokolwiek więcej. Oprócz jedzenia i picia, jego głowę zajmowały jedynie treningi. Mistrz nauczył go postaw, punktów
anatomicznych. Można powiedzieć. znał rozkład wszystkich mięśni na ciele człowieka. Walki mieczem uczył się już przeszło czterdzieści-pięć lat,
zaczął w wieku siedemdziesięciu. Był gotów na przejęcie obowiązku strażnika. ''Przeklęci przez głupca z przeszłości''. Kaveldar wrzucił mięso do
niedużego ogniska które uprzednio rozpalił.
- Cóż to? Wreszcie dasz mi coś zjeść tyranie? - Spytał uśmiechając się łapczywie.
- Ciesz się póki czas. Nie zjesz nic przez następne trzy dni. O ile oczywiście Zorza zechce nas uraczyć posiłkiem.
- Gdyby nie uraczył nas jednak, pewnie zjadłbym jego.
- Nie wątpię. Jesteś nieprzewidywalny.
------------------------------------------------------


-I dotarliśmy! - Ich oczom ukazała się rozległa polana. Cała zasypana niezwykle białym śniegiem. Sevril zagwizdał cicho. Na polanie
porozstawiane były setki małych namiotów.
- Co planujesz Zorzo? - Kaveldar zdziwił się zapewne na równi ze swym uczniem. Ruszyli w stronę obozu. Wkroczyli do niego a oczom ''młodego''
elfa ukazały się twarze jego rodaków z różnych podras. Były tu elfy górskie, morskie i mroczne. Brakowało pustynnych chociaż nie zdziwił się
wcale. Żaden elf pustynny nie miał prawa wytrzymać w takim mroźnym klimacie tak jak żaden elf lodowy nie wytrzyma na pustyni. Mistrz
zdawał się zmierzać w kierunku czerwonego namiotu.
- Tam znajdziemy Zorzę?
- Tak. - Gdy stanęli przed płachtą prowadzącą do wnętrza namiotu zatrzymał ich strażnik. - Zorza wzeszła o północy.
- Składajmy modły o udany łów.
- Możesz wejść. On cię oczekuje. - Weszli do środka. W centrum pomieszczenia znajdował się mały drewniany stół. Leżały na nim porozrzucane
papiery. Za stołem zaś stał elf. Był niesamowicie jak na swą rasę wysoki. Ubrany był w czarną szatę. Bez jakichkolwiek dodatków czy zdobień.
Ot, zwykła, czarna szata. Twarz elfa również nie budziła kontrowersji. Jedynie jego oczy. W źrenicy falowała prawdziwa zorza. Białe długie
włosy sięgały pasa. Przy boku miał miecz. Dopiero po jakimś czasie podniósł na nich wzrok. Uśmiechnął się. - Kaveldar! - Podszedł i uściskał go.
- Czemu tyle zwlekałeś?
- Wybacz mi Zorzo. Miałem obowiązki. - Spojrzał na Sevrila. - Więc on będzie nowym strażnikiem?
- Tak. Ma w sobie niesamowity potencjał.
- Przepraszam, możecie nie mówić o mnie w trzeciej osobie kiedy stoję obok? Dziękuję.- Zorza uśmiechnął się szerzej.
- Odważny. Takiego właśnie szukałeś, czyż nie?
- Od zawsze wiedziałem, że to on właśnie przyjmie szkolenie. - elf chrząkną tylko zirytowany.
- Ale wracając do tematu. Po co mnie wzywasz Zorzo?
-Widzisz przyjacielu... Nasi krewniacy, Mroczne Elfy z pobliskich jaskiń nękają i napadają na nieszczęśników. Mamy ten problem, że to cała
armia która ma zamiar uderzyć w osadę nieopodal.
- A co my mamy z tym wszystkim wspólnego?
- Nareszcie odkryłem, że to oni mają to na czym mi tak zależy.
- Więc jesteś gotów nawet do zamordowania własnych krewnych dla tej małej błyskotki?!
- Powiedział ktoś strzegący kryształu w mieczu.
- Więc wezwałeś mnie tu bym zabijał?
- Nie tylko ciebie. - spojrzał w kierunku Sevrila. - Zechcesz mi pomóc młodzieńcze?
Elf nie był dokładnie zorientowany o co chodzi.
- Co proponujesz w zamian?
- Myślisz, że dobrze władasz mieczem?
- Sam nie wiem.
- Jeżeli przeżyjesz tą walkę nauczę cię prawdziwej sztuki władania ostrzem. I nie mam na myśli kilku sztuczek. Trafisz do mnie na termin.
Sevril spojrzał pytająco na swego wujka. Tamten przytaknął głową.
- Zgadzam się. Sevril, nie jesteś w stanie wyobrazić sobie jaki zaszczyt cię spotyka.
-Ale... Dobrze, będę walczył. I tak nie miałem większego wyboru prawda?
- Kiedy planujesz atak? Musimy zepchnąć ich tutaj - wskazał na małej mapie nieduży wąwóz. - Jeśli uda się nam zwężyć teren wygramy na
pewno. - Proponuję ustawić łuczników na tym wywyższeniu. -Rzucił instynktownie Sevril. Zorza spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem.
- Nie zauważyłem tego... Właśnie zwiększyłeś szansę wygranej o połowę Sevril.
- Brawo bratanku. - W oczach swego mistrza, elf dostrzegł radość. Może z tego, że udało mu się uświadomić coś co Zorza przeoczył, a może
dlatego, że radował się z powodu dostrzeżenia tak ważnego faktu przez swojego ucznia. Bardziej jednak skłonny był uwierzyć w pierwszą
wersję.
- Cóż, rozejrzę się po obozie. - Sevril opuścił namiot. I zaczął oglądać obóz. - Elfy rzeczywiście szykowały się powoli do walki. Jego uwagę
przykuł elf za straganem. Poszedł w tamtym kierunku. Gdy szedł prosto wpadła na niego elfka. Wypadły jej tony dokumentów. - Proszę mi
wybaczyć, jestem tu... -Spojrzała na niego. Była przepiękna. Długie, rude włosy wesoło spadały jej na lewe oko. Piękne, krwistoczerwone włosy.
Miała jasną cerę i pełne, czerwone usta. Jednak jej oczy. U swej rasy najbardziej intrygowały go właśnie oczy. Miały odcień najpiękniejszego
porannego nieba, kiedy słońce wzbija się ku górze a na trawie tworzy się rosa. Jeżeli przed chwilą miał zamiar wydrzeć się na nią, teraz nie
śmiałby nawet podnieść głosu. - Ja przepraszam, bardzo przepraszam
- Nie. To moja wina. Wziął papiery i pomógł jej wstać. Elfka uśmiechnęła się do niego. - Dziękuję.
- Mam na imię Sevril. - Przedstawił się.
- Ja jestem Gruviel. - wziął jej dłoń i pocałował. Zarumieniła się lekko. - Gruviel, nie zechcesz udać się ze mną na obchód obozu? Może lepiej to
zabrzmi jeśli spytam czy mnie nie oprowadzisz? - Nie jest tu wiele miejsc do zwiedzania ale zapraszam. - Udali się wokół. Sevril postanowił
wszcząć rozmowę.
- Więc... Skąd pochodzisz?
- Ja? Od kiedy pamiętam podróżuję razem z Zorzą.
- Więc jest twoim ojcem?
-Tak. - Sevril zdziwił się. To było ostatnim czego się spodziewał. Gruviel zdziwiła się za to nagłą zmianą wyrazu twarzy przez elfa.
- Coś się stało?
- Nie! Skądże. Ja i mój wuj przybyliśmy tu z rozkazu twego ojca.
- Więc to ty jesteś nowym Strażnikiem? - Elfka zrobiła zaciekawioną minę.
- Jeszcze nie ale może już niedługo. - Nie mógł się doczekać otrzymania tego arcydzieła na własność. Miał na myśli miecz swego wuja.
- Kiedy ma zacząć się ta cała walka?
- Najpewniej za kilka dni, względnie tydzień.
- Bo widzisz. Martwię się o ojca.
- Twój ojciec da sobie radę dużo lepiej ode mnie.
- Skoro tak uważasz. Po prostu nie chcę by coś mu się stało.
- Nie martw się. Twój ojciec rozniesie ich samym spojrzeniem. - Elfka zaśmiała się krótko. Lubił rozśmieszać a widok takiej piękności o
zasmuconym licu nie dawał mu spokoju. Po godzinie wrócili pod płachtę namiotu.
- Do zobaczenia.
- Nawzajem.
Wszedł pod płachtą do wnętrza.
-------------------------------------------


- Zorza stał nad rozłożoną na stole mapą. Wskazał palcem rozległą ścieżkę górską.
- Na północ od tej ścieżki znajduje się tunel. Jeśli zepchniemy ich tutaj i przeprowadzimy naszych z drugiej strony będziemy mogli ich wyrżnąć.
- Nie wiemy czy tunel nie prowadzi pod górę. - zauważył Kaveldar.
- To możliwe... będziemy musieli tam kogoś wysłać. - spojrzał na Sevrila.
- Mnie?! Chyba nie samego?
- Nie. Pójdziesz ze swym wujkiem.
- Tak Zorzo.
-----------------


Udali się więc tam gdzie wskazał im Zorza. Tunel był długi i głęboki. Poszli więc tam. Wtem na prawo od nich rozległ się głos.
- Słyszałeś to Velger?!
- Tak! Widzisz ich? Za nimi!~- Z ciemności wyłonili się drowi. Było ich dwóch. Tak myśleli. Gdy Kaveldar ruszył w ich stronę rozległ się świst.
Strzała. Sevril krzyknął przeraźliwie. Skoczył w ich stronę. Zarżnął wszystkich, ukrytego łucznika też. Podbiegł do wuja.
- Mistrzu - Zaparło mu dech.
- Kaveldar położył mu rękę na ręce.
- Sevril, weź miecz... to ważne. Jest teraz twój. Moja dusza trafi do kryształu jak dusze wszystkich strażników. To klątwa naszych przodków,
będzie tak dopóki ktoś jej nie zdejmie, a by to zrobić trzeba udać się do czeluści... Sevril, ja umieram. Kryształ da mi jeszcze minutę życia nim
zamknie mnie w samym sobie na zawsze. Słuchaj. Nie zmieniaj się, nigdy! Słyszysz?!
- Tak - Nie musiał mówić nic więcej. Lico jego mistrza ozdobił uśmiech.
- Dobrze Sevril. Jestem... jestem z ciebie dumny. Nauczyłem cię wszystkiego. Odejdź stąd, nie poświęcaj się w tej wojnie. Jesteś teraz strażnikiem.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak zakończyła się moja ''wojna''. Bez żadnego sensu, prawda? Kilka tygodni później usłyszałem, że Gruviel zginęła, a Zorza zdruzgotany tym
ruszył z garstką ludzi na drowy. Zginął. Wojna czyni z nami co chce, prawda? Tniemy się dla pieniędzy, religii, przekonań. Wmawia się nam, że to
dla słusznej sprawy. To kłamstwo. Nie chcę tak żyć.
-----------------------------------------------------------------------

Przybył do Rapsodi. Jego zachwyt wzbudzało zasadniczo wszystko. Wyczuł jednak magię u głównego szlaku do miasta. Była to bariera. Słyszał
o niej. Zastanowił się czy będzie mógł przejść. Tylko chwilę. Musiał tam wejść! Ruszył ''z kopyta''. Bariera nie stawiła oporu. Uśmiechnął się do
siebie. Zmierzał do swego przyjaciela. Ergenhel, największy elficki mag jakiego miał okazję widzieć na oczy. Szedł prosto ulicą. Zdawało mu się
przez chwilę, iż widzi twarz swego wuja. Tylko chwilę. Wspomnienia przestały go dręczyć. Zapukał do drzwi. Gdy zostały otwarte, jego oczom
ukazała się twarz jego przyjaciela Ergenhel był wysokim, dobrze zbudowanym elfem. O wiele szerszym od niego w bakach mimo, że był szczupły.
Sevril uśmiechnął się do siebie przypominając sobie ile razy zdołał pokonać go na rękę choć wyglądał przy nim jak patyk. Wyglądał tak przy
większości mężczyzn, cieszył się jednak tym, że szerszy był od kobiet. Był jednak wyższy od większości swoich braci z różnych ''podras''.
-Sev! Wreszcze mnie odwiedziłeś! Co tak stoisz? Właź!
- Idę już, idę. - weszli do salonu.
-Usiądź przyjacielu. - wskazał mu sofę.
- Nie ufam twojej sofie... boję się jej. - Hel miał chory nawyk zaklinania przedmiotów codziennego użytku. Raz, gdy Sevril zapukał do drzwi, te
rozwarły się same a gdy chciał wejść zamknęły się boleśnie uderzając go w twarz.
-Nie żartuj Hel. Nie zakląłem nic od czasu gdy moja szafa wyskoczyła przez okno.
- Cóż. Przynajmniej ona miała frajdę. Idź przynieś mi coś do picia! - Hel poszedł w kierunku kuchni. - To była piękna szafa! - krzyknął po drodze.
Sevril spojrzał na stolik przed nim. Leżały na nim różne listy. Wziął jeden do ręki. - Cóż to? - spytał sam siebie. Koperta nie była oznaczona ani
podpisana.
- Przyniosę Ci moje najnowsze wyroby!- Hel zniknął w piwniczce.
Sevril odłożył kopertę choć czół, że znajdzie w niej coś niepożądanego. Hel wrócił z winem w ręku.
- Częstuj się.
-Dziękuję - napił się.
-Więc jaki jest cel twych odwiedzin?
- Pamiętasz jeszcze jak się poznaliśmy?
-Tamtej nocy kiedy przechodziłeś obok obozu bandytów?
-Którzy cię związali i próbowali nabić na pal. Dobrze, że tam byłem.
-Nie musisz mi tego przypominać. Związali mnie a to nie było zbyt przyjemne.
-Tak czy siak obiecywałeś mi coś wtedy.
-Tak. Że pójdę za tobą wszędzie. Nie wątpisz chyba, że mówiłem prawdę?
-Pójdziesz więc ze mną do piekła?
-Słucham?!- na twarzy Hela widniał grymas niezrozumienia.
-Do piekła. Do cholernej czeluści, słyszałeś o niej?
- Oczywiście, że słyszałem. Nie rozumiem jednak po co chcesz się tam wybrać. Chcę się tam udać ponieważ mam bardzo poważny powód.
-Chodzi o pakt?
-A o co innego może chodzić? Potrzebuję Cię gdyż tylko ty dasz radę znaleźć przejście.
-Sevril... chciałbym ale... nie mogę z tobą iść. - elf spojrzał na niego zdziwiony.
- Jak to? Obiecałeś mi, że pójdziesz za mną dokąd ci powiem!
- Chciałbym iść ale nie mogę!
Elf znał Hela. Ten mag nie kłamał. Potrafił to wyczuć.
-Co się dzieje Hel? - jego przyjaciel spojrzał smutno.
-Ja... mam różne ''długi''.
-Długi? Spłać je więc.
- Nie mam czym.
- Więc po co zaciągałeś pożyczkę?
-Zasadniczo kilka pożyczek, nie do końca legalnych.
Sevril westchnął. ''Przynajmniej chociaż raz nie ja sprowadziłem kłopoty''
- Ile potrzebujesz? - elf znów skosztował wina
- Około czterysta pięćdziesiąt ruenów.
Elf upuścił kielich.
-Ile?! - I tutaj nie wyczuł kłamstwa.
- Coś ty narobił Hel.
-Pomożesz mi ? - Hel spojrzał na niego prawie błagalnie. Mar'hael miał zamiar mu pomóc rzecz jasna ale zniechęcił się naprawdę mocno.
- Pomogę ci idioto.
-Dziękuję! Bardzo dziękuję Sev! Daj tylko pieniądze a ja się wszystkim zajmę.
-Idiota. - Sevril sięgną z mieszka potrzebną sumę. Mieszek wydał mu się teraz mały i lekki jak piórko.
-Hel, masz wszystko załatwić, rozumiesz?
-Oczywiście, że rozumiem! Idę, zaraz wracam! - wybiegł ze swojej posesji. Sevril podejrzewał, że Hel nie narobił sobie tych długów tutaj w
Rapsodii. Może trafił na grupę przemytników bądź karawanę kupców. Tak czy inaczej Hel wyszedł. I nie pojawił się już w swojej posiadłości.
Nigdy nie wrócił. Sevril zaś już po trzech godzinach ruszył w dalszą drogę.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Dane gracza: Sevril

Nazwa użytkownika:
Sevril
Ranga:
Szukający drogi
Inne Postacie:
Feret, Hergan,
Martwe postacie:
Status:
OFFLINE
 
 
PW:
Wyślij prywatną wiadomość
Grupy:
Dołączył(a):
So kwi 14, 2012 9:01 pm
Ostatnia wizyta:
So lip 28, 2012 5:20 pm
Liczba postów:
44 | Znajdź posty użytkownika
(0.05% wszystkich postów / 0.02 posty dziennie)
Ostatni post:
Prośby o akceptacje zmian w KP
Pt lip 06, 2012 8:55 pm
Najaktywniejszy w dziale:
Błyszczące Jezioro
(Posty: 9 / 20.45% postów użytkownika)
Najaktywniejszy w wątku:
Gdzieś na brzegiem Jeziora
(Posty: 9 / 20.45% postów użytkownika)

Podpis

Elaine deireadh
cron